Haker zostaje przeniesiony do wnętrza systemu komputerowego i zmuszony, by walczyć o życie. Jego jedyną nadzieją jest program Tron.
Obejrzałem ten film, bo chciałem lepiej zrozumieć najnowszy film z tego uniwersum. Sztywne aktorstwo, fabuła z dziurami. Pomijam już efekty specjalne w tym 43letnim filmie, chociaż oczy od oglądania zaczęły mnie boleć.
Dzisiaj na tagu #filmmeter rarytas: film obejrzany w dniu kinowej premiery.
Jako, że hejto to inaczej #hejto30plus, większość z was pamięta pewnie, jak w latach '00 na Jedynce leciały w tygodniu dwa pasma filmowe - w środę Okruchy życia, a w czwartek (jeśli się nie mylę) W krainie dreszczowców. W pasmach tych prezentowano amerykańskie filmy klasy C (tzw. direct-to-dvd), których fabuły przypominały zazwyczaj odcinki podcastu Olgi Herring - a to jakiś mąż trenował na żonie kutarate/chudo, a to kura domowa była prześladowana przez seryjnego mordercę, itd. itp.
Dom dobry tym się tylko różni od owych filmów, że akcja zamiast w bogatej Ameryczce osadzona jest w Polsce Powiatowej Patologicznej (nazwisko reżysera zobowiązuje). Jedynym atutem tego filmu jest jego struktura narracyjna - retrospekcje wymieszane z halunami głównej bohaterki. A cała reszta to szkoda szczempić ryja, temat przemocy domowej ujęty w maksymalnie przerysowany sposób, zwłaszcza mąż villain totalna karykatura, może sobie przybić piątkę z Mrozowskim Langerem. Dodatkowo, o co pewnie będzie burza na portalu białkowa, film jest skrajnie mizoandryczny - oprócz sędzi i simpa głównej bohaterki męskie postaci reprezentują poglądy i zachowania skrajnie patologiczne. Za to kobiety, oczywiście, pozbawione skaz (oprócz starej głównej bohaterki).
Ballada o drobnym karciarzu uderza swoją prostotom, nie próbuje pokazywać nic poza hazardem, nałogiem, stracie.
Wiedza jaką wynosi się z tego filmu jest znana od dawien dawna mianowicie nałóg zabija powoli ciebie i odbiera ludzi w twoim otoczeniu. Tak też jest to tutaj ukazane.
Przyjemnie się to ogląda, ale nie spodziewajcie się niczego więcej.
Obejrzałem ten, jak i sequele w tym te 3D. Dziwna, ale interesująca wizja, gdzie zostaje się obywatelem po służbie wojskowej i wszystko nacechowane jest pseudo-propagandowo. A walki z robalami to waliło kiczem, choć w pierwszej i drugiej części były jeszcze względne. Ledwo zaś obejrzałem ostatnią część w 3D na Marsie.
Jeden z moich TOP filmów dzieciństwa. Jeden z najlepszych Sci-Fi jakie wtedy oglądałem (nie oglądałem tych strasznych, np. Obcy, bo się bałem). Do tego Powrót do przyszłości, Pogromcy Duchów i można odpalać sentymentalny maraton kinowy
Film neo-noir, który opowiada o nietuzinkowym bohaterze, który postanawia szukać zagininionej sąsiadki. Są tutaj elementy komedii, dramatu, dużo tu nawiązań do popkultury, są też elementy psychologiczne. Jest też humor, który budowany jest absurdami. Ta mieszanka sprawia, że film jest mega dziwny, ale w tym pozytywnym znaczeniu. W zasadzie nie wiadomo, czy mamy szukać w tym filmie sensu, czy zauważyć jego brak. Muzyka na bardzo wysokim poziomie.
Nie każdemu się spodoba - na filmwebie dużo płaczu, że to stracone 2h ale ja tak kompletnie nie uważam dawno nie oglądałem czegoś tak oryginalnego.
Były baseballista Hank wiedzie spokojne i ułożone życie do czasu, gdy zgadza się zaopiekować kotem sąsiada. Od tej chwili ścigają go gangsterzy, a on nie wie dlaczego.
Miło mnie zaskoczył ten film, nie ma nudy, szybko mija to nie całe 2h sama przyjemność.
Diana przed laty przeżyła wielką tragedię. Przychodzi czas, gdy musi zmierzyć się z traumą.
Zacząłem oglądać wczoraj ale zupełnie nieporywająca historia nudziła tak że dopiero dziś dokończyłem. Skoki w czasie - raz historia teraźniejsza raz co się wydarzyło kiedyś plus kilka tych samych scen powtórzonych pod koniec.
Moim ulubionym filmem jest Gorączka, ale jakoś mi do niej nie pasują świeczki. Stanęło więc na moim drugim ulubionym filmie, jakim jest V jak Vendetta, do którego akcesorium oświetleniowe pasuje wręcz perfekcyjnie. Tak się fortunnie złożyło, że @bojowonastawionaowca wydłużył termin realizacji zadań do 11 listopada, co umożliwiło mi taktyczne wstrzymanie się z realizacją tego arcyprostego zadania aż do dzisiaj, tj. 5 listopada, co jest datą bardzo istotną w kontekście fabuły filmu.
Remember, remember, the 5th of November, gunpowder, treason and plot. I see no reason why gunpowder treason should ever be forgot.
Film polecam każdemu, kto nie oglądał. Fenomenalny Hugo Weaving, bardzo dobra Natalie Portman.
Mój osobisty faworyt z kategorii guilty pleasure. Czy jest to ambitne kino? Na pewno nie. Jest to typowa komedia młodzieżowa z lat '80. Mimo tego, nie brakuje w niej mądrego przekazu.
Za przykład mogą posłużyć te słowa:
"(...) nie będzie go szanować, bo nie da się szanować kogoś, kto cię całuje po tyłku. To nie działa."
Film polecam, powiedziałbym że jest w sam raz na niedzielny obiad. Dostępny na playnow i dosyć regularnie leci na Paramount TV.
@Trypsyna Żona katuje mnie horrorami i thrillerami, więc "Bronie" oczywiście musiałem zobaczyć. Zgniłem z końcówki tego filmu, główny motyw mnie nie przekonał. Była tam nieścisłość, bo ten jeden grubas jak biegł przez miasto to miał rozłożone ręce, a gówniaki na koniec filmu już nie. Ogólnie film mnie zmęczył, ale mniej niż wiele innych horrorów, które oglądaliśmy w ostatnim czasie.
Film o tym, że rzeczywistość, nawet gdy przybierze bajeczne barwy filmowego realizmu, to i tak postawi cię na koniec do pionu. Ale co z tego, skoro kolejne filmy czekają za rogiem by ukoić cierpienia codziennego życia.
Mia Farrow w roli głównej jest po prostu za⁎⁎⁎⁎sta. Cudownie oddaje "taki se" świat głównej bohaterki, która ma gównianą pracę i męża darmozjada, który może bije tylko w ostateczności, ale za to woli spędzać czas z kolegami i innymi kobietami. Nic więc dziwnego, że Cecillia woli spędzać wolny czas w kinie, gdzie w pełni oddaje się ekranowej fantazji i może zapomnieć o zwykłej codzienności.
Jednak pewnego dnia z kinowego ekranu wychodzi jeden z bohaterów filmów z przekonaniem, że jest w niej zakochany. Dalej nie zdradzam, kto nie widział niech obejrzy, bo to dość ciekawy film Allena o kinie samym w sobie.
Do twórczości Agnes Vardy podchodzę z kijem jak do groźnego psa. Czyli na co dzień wolę omijać (dlaczego, nie wiem). Ale czasem wezmę się z bykiem za rogi. Najpierw wpadła rewelacyjna "Cleo od piątej do siódmej" a teraz "Bez dachu i praw", chociaż lubię prosty angielski tytuł "Vagabond" czyli "włóczęga".
Bo to o włóczędze jest ten film. Dziewczyna ma na imię Mona i początek jasno wskazuje jak skończy się jej historia. Oglądamy więc kilka ostatnich tygodni i dni dziewczyny na jej włóczędze. Niewiele o niej wiemy, skończyła zawodówkę, pracowała jako sekretarka, ale sama z siebie porzuciła takie życie i ruszyła w drogę.
Mona nie różni się wiele od innych włóczęgów. Śpi w namiocie, żebrze, podróżuje, spotyka się z mężczyznami. A jednak jest coś w niej takiego, że każdy kto się natknął na nią na swojej drodzy to zapamiętuję ową śmierdzącą włóczęgę.
Bardzo ciekawy film, postaci jest sporo, a jednak każda z nich ma swój wyraźny rys i kilka poziomów - czasem dowiadujemy się o nich więcej niż o samej Monie i to też wielka siła filmy Vardy.
Polecam miłośnikom nie tylko francuskiego kina, ale kina w ogóle. Wiem, że dla niektórych może to być nuda niemożebna, ale ja nie nudziłam się ani sekundy. Cudowny film, i z chęcią poszukam sobie następnego filmu Vardy do spróbowania.
@Vampiress na Mubi, są nawet polskie napisy, jeśli nie chcesz wykupywać na miesiąc, to mam opcję przesłania ci linka do obejrzenia za darmoszkę, wyślij na pw emaila tylko
Detektyw Lou Torrey zostaje przeniesiony do Los Angeles. Na miejcu odkrywa, że grupa sycylijskich mafiozów wynajmuje weteranów wojny w wietnamie, aby "wyrównywać porachunki". Lou postanawia na własną ręke ukarać przestępców.
@kopytakonia Świetny film i chyba jeden z ostatnich, które oglądałem na VHS z wypożyczalni. Mroczny, niepokojący i lekko baśniowy klimat aż się wylewa z ekranu. Warto zobaczyć.
W sumie to nie do końca jest horror, ale od wielu lat to tak szeroki gatunek, że nie ma co wytykać. Jest wampir to jest i horror, i przy tym zostańmy.
Młody Oskar jest ofiarą szkolnej przemocy, przyjaźń poznaje dopiero przy bliższym poznaniu dziewczynki w swoim wieku. Ale jej wiek to tylko pozory.
Ciekawy zabieg, dla miłośników wszelakiej obecności wampirzej pokazuje na pewno kolejny aspekt "a gdyby wampir...". Tu mamy "a gdyby wampir był cały czas dzieckiem, jakby sobie radził". Film daje odpowiedź, to znaczy można się domyśleć jak sobie radzi bo film jest o zmianie "opiekuna", między innymi.
To jednak wątki poboczne, to co najważniejsze, to przemiana głównego bohatera, który w osobie młodocianej wampirzycy znajduje przyjaciela, który jest zdolny dla niego poświęcić, obronić.
Film ma już swoje lata ale jest dobrze zrobiony, na pewno świetnie wywiązali się właśnie młodzi aktorzy, którzy przykuwają wzrok od samego początku.
@Vampiress no tak, tam też tak było, ale tam dzieciak miał rodziców-wampirów, znaczy dwóch tatusiów na starcie, tutaj dziewczynka ewidentnie jest sama ze swojego gatunku i pomaga jej jakiś człowiek
Trzymający w napięciu film, mimo, że dzieje się w niewielu lokacjach, pół filmu to praktycznie jedno pomieszczenie to nie nudzi i nawet dosyć chaotyczna praca kamery dodaje tutaj nutkę niepewności u widza. Zakończenie trochę mnie zawiodło, ale taki byl zamysl. Ogólnie daje poczucie u mnie ten film, że na takiej wojnie może dzisiejszy świat skończyć. Wolę inny film od Bigelow - Wróg numer jeden choć ten też spoko.
Pamiętam jeszcze, jaki hype towarzyszył tej produkcji. Dobry film, jednak nie trzeba być die-hard fanem zespołu żeby dostrzec, iż to typowy do bólu współczesny biopic, z ogranymi w gatunku schematami fabularnymi i maksymalnie uładzony, żeby broń Boże nikt mu nie dał kategorii "R". To film dla przeciętnego widza, który coś tam kiedyś słyszał z repertuaru Queen, coś tam kojarzy, że grał kiedyś taki zespół i taki facet jak Mercury, ale ultrafani powinni się trzymać od tej produkcji z daleka.
może nie jestem ultrafanem ale trzymam się z daleka
Historia zespołu dawno zamknięta i wszelkie filmowy, powroty w stylu Queen + Adam Lambert nie mają racji bytu. Jedyne co jak wygrzebią jakiś niewydany utwór np Face It Alone to OK.
@Vampiress miała. Sasha planował położyć nacisk na sławne wielodniowe imprezy Frediego, gdzie karły nosiły na głowach tace z kokaina itp. Mial byc tez większy nacisk na orientację seksualną. To miala byc jazda bez trzymanki. Brian May byl przeciwny bo to urągało by mitowi Mercurego i Queen. A powinien miec jaja jak Elton John, o którym film nie owija w lakmusowy papierek.