Tytuł: Red Rocket
Rok produkcji: 2021
Kategoria: Dramat / Komedia
Reżyseria: Sean Baker
Czas trwania: 2h 8min
Ocena: 9/10
Przebrzmiała gwiazda porno wraca do swojego rodzinnego miasteczka w Teksasie, choć nikt tak naprawdę nie chce go tam z powrotem.
Florida Project od tego Bakera bardzo przypadło mi do gustu, więc postanowiłem sięgnąć po kolejną pozycje od tego rezysera i znów sie nie zawiodłem. Mamy tu znów do czynienia z patologią, rodziną, która ledwo łączy koniec z końcem a to wszystko opruszone delikatną nutką komedii. Super sie to ogląda, główna rola to jest majstersztyk.
Co ciekawe chłop grający główna role zagrał w kilku gejowskich pornosach zanim został aktorem w filmach.
Tytuł: Stand by me
Rok produkcji: 1986
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Rob Reiner
Czas trwania: 1g 29m
Ocena: 8/10
Zostań przy mnie.
Czwórka młodych chłopaków z małego amerykańskiego miasteczka wyrusza w podróż do miejsca, gdzie wg plotki leżą zwłoki ich rówieśnika.
Skromne kameralne kino drogi poruszające temat dojrzewania, życia jako takiego i przemijania.
Piszę lakoniczne bo obraz nie potrzebuje analizy. To o czym opowiada jest oczywiste i dotyczy nas wszystkich, ale przypomina jak to widzieliśmy będą dziećmi.
Swoisty wehikuł czasu.
Od strony technicznej jest bardzo poprawnie, bez szarżowania, ale obraz to tylko otoczka. Pierwsze skrzypce grają osobowości odegrane wybitnie przez małoletnich aktorów.
Jest tu cała śmietanka gwiazd młodzieżowego kina lat 80.
Opis był zachęcający, bo film jest o typie, który wraz ze swoją córką dryfuje gdzieś po kosmosie. Ostatecznie okazało się, że są lury. Film niby sci-fi, ale równie dobrze mógłby być osadzony w jakiejś ruderze na odludziu należącym zapewne do PKP. Przez pół filmu ktoś kogoś próbuje zapłodnić (czy to własnym penisem czy też strzykawką), aż dziwne, że tylko jedno dziecko z tego wyszło. W sumie można równie dobrze obejrzeć ostatnie pół godziny i wyjdzie na to samo.
I to też kolejny film z Pattisonem, gdzie w połowie się zorientowałem, że on tam gra. Chyba powinienem zacząć go unikać, bo typ ewidentnie nie lubi grać w dobrych filmach.
Kolejna produkcja Amazona opowiadająca o historii życia piłkarza, tym razem o karierze Wojtka od wczesnego dzieciństwa (klimat lat dziewięćdziesiątych) aż do zakończenia minionego sezonu w Barcelonie. Pojawiają się jego członkowie jego rodziny (w tym ojciec - kwestia konfliktu jest pobocznym wątkiem, ale dość wymownie i jednoznacznie wskazuje, co poszło nie tak), koledzy z reprezentacji (Lewy, Krycha, niemniej zdziwiło mnie, że ani słowem nie zająknięto się o Fabiańskim) i klubów - największy nacisk położono na Arsenal i Wengera, ale w filmie pojawia się także "przyszywana londyńska mama" Wojtka.
Na minus mieszanie w chronologii i powtarzania niektórych scen. Widać również, że materiał do filmy był zbierany przez dłuższy czas, co dodatkowo może utrudnić odbiór. Subiektywnie - odniosłem wrażenie, że próbowano na siłę zrobić reklamę Marinie, która IMO była trochę irytująca w odbiorze.
Wcześniej oglądałem film o Kubie i Lewym - pierwszy został za wszelką cenę przedstawiony jako swojak, a drugiemu stworzono polukrowaną laurkę. Tutaj mamy coś pośredniego - jest sporo ciekawostek z różnych momentów kariery, odniesienie do paru kwasów, ale z umiarem.
Dawno się nie bawiłem tak dobrze na polskim filmie. Jakimś cudem udało się zorganizować niemal całą ekipę z 1 części, która wypadła super.
Fabularnie mamy Cumę wracającego po latach do Krakowa, na nagraną przez Chudego (tego od Grubego) robotę (kolejną kradzież). Po wylądowaniu i spotkaniu z Chudym dowiaduje się, że jest starym zgredem, a robota zamiast jemu, zostaje powierzona młodym wilkom. Cuma wraz z Werbusem (tym od dynamitu) i jego dziećmi organizuje alternatywny skok i kradzież, po to, żeby zapobiec planom Chudego.
Podobała mi się dużo bardziej niż 1 część, leci trochę, a może nawet bardzo, na nostalgii #hejto30plus i #hejto40plus, ale dowozi to, co obiecuje. Oceniam na 8/10, bo bawiłem się świetnie.
ja oglądałem bez znajomości części pierwszej i tak jakoś... ani mnie nie bawiło ani nie ciekawiło, miałem wrażenie że przez 3/4 filmu rozmawiali przez telefon
Włamanie do domu jednego z mieszkańców zakłóca porządek w spokojnym miasteczku.
Zmarnowany potencjał, bo pomysł na film, historię jest dobry, można było z tego zrobić coś dobrego - jednak nie wyszło. W oczy się też rzuca Matt Damon, który gra tutaj nudno, sflaczale - po prostu źle. Reszta aktorów na jego tle wypada dobrze. Można było też tutaj zrobić coś, co jednocześnie śmieszy i widać, że był taki zamysł, ale niestety nie spowodowało nic a nic tutaj u mnie powodu do choćby podniesienia warg w górę. Przykre, gdy tak wylewa się z filmu marnotractwo..
Tytuł: Total Recall
Rok produkcji: 1990
Kategoria: Akcja / Sci-Fi
Reżyseria: Paul Verhoeven
Czas trwania: 1g 53m
Ocena: 9/10
Rok 2084. Douglas Quaid wiedzie szczęśliwe życie u boku pięknej żony, ale co noc męczą go sny związane ze skolonizowaną już przez gatunek ludzki planetą mars. Jako, że nie może wybrać się tam osobiście, udaje się do firmy zajmującej się wszczepianiem fałszywych wspomnien. Ta decyzja zburzy jego całą rzeczywistość.
Wspaniała luźna adaptacja opowiadania Philipa K. Dicka. Schwarzenegger skąd inąd odnajduje się perfekcyjnie w roli zagubionego we wlasnym umyśle robotnika. Tym bardziej, że rola wymagała dużej krzepy, a budowa "Austriackiego Dębu" nadaje realizmu scenom akcji.
Nie można też nie wspomnieć o cieszącej oko męskiej widowni mlodej Sharon Stone, która na szczęście błyszczy nie tylko urodą.
Na uwagę zasługuje pięknie wykreowany świat przyszłości z plenerami marsa na czele. Rządzi tu wszechobecny brutalizm.
To była dobra passa Verhoevena. Kolejny sukces kasowy na koncie, za ktorym szło coś więcej niz tylko widowisko. Bo Paul jak zwykle stawia pytania o nasze człowieczeństwo i moralność jako taką.
Film jest laurką swoich czasów, a o to nie łatwo bo powstawały takie jak grzyby po deszczu.
Jeden z lepszych sci fi wszechczasów.
W jednej z ról można zobaczyc Deana Norrisa znanego później jako Hank z Breaking Bad.
Podczas lotu do Paryża Felicja, gwiazda popularnego słuchowiska, wspomina swoją nieodwzajemnioną miłość do kolegi po fachu Wiktora, którego ukrywała u siebie przez całą wojnę.
Piękny wizualnie, melancholijny film. Co tu dużo gadać, to klasyk polskiego kina i absolutny must watch jak ktoś chce się zapoznać z Polską Szkołą Filmową.
Trochę mnie zirytował brak polskich napisów przy niemieckich kwestiach dialogowych. PISF, czy kto tam robił rekonstrukcję cyfrową, mógłby czasem pomyśleć, bo nie każdy Polak jest poliglotą i w związku z tym warto dawać napisy do odnawianych produkcji.
Film dostępny na CDA i YT, na tym drugim najlepsza jakość.
Przede wszystkim urzekło mnie jak tutaj pokazano relacje rodzinne, nie jeden z nas sie z nimi może identyfikować i pokazane jest to w ekstra humorystyczny sposób. Jest też dużo humoru nawiązującego do dzisiejszych czasów tzn. AI, YouTube, smartfony, Musk itp. Generalnie dobrze zrobiony humor i idzie się pośmiać. Film się trochę pod koniec dłużył i nic by się nie stało, gdyby trwał te pół godziny mniej bo trochę czułem, że na siłe jest niepotrzebnie przeciągany. Dobra animacja, szczególnie polecam obejrzeć z rodzinką
Harry Tasker jest tajnym agentem, co skrupulatnie ukrywa przed swoimi najbliższymi. Podejrzewając żonę o romans ściąga niebezpieczeństwo na całą rodzinę.
Drugi po terminatorze majsersztyk rozrywkowy z pod ręki Jamesa Camerona. Bardzo widowiskowe sceny akcji, humor sytuacyjny, jak i swietnie dobrani aktorzy sprawiają, że seans zlatuje w mgnieniu oka.
Film jest remakem francuskiego obrazu "La Totale!" z 1991, od którego to z wiadomych powodów jest dużo bardziej widowiskowy.
Soundtrack podobnie jak do terminatora komponowal Brad Fiedel.
@Piechur Muszę to tatkowi gdzieś wynaleźć, lubi Arniego ale nie predatory czy terminatory, nawet nie "Pamięć absolutną" (ogólnie sci-fi nie lubi, chyba jednak naprawdę jestem adoptowany ) a to może mu podejść.
Czasy zimnej wojny, Anglia. Istnieją przesłanki, że wśród najwyższego kierownictwa MI6 znajduje się sowiecki szpieg. Do jego dekonspiracji zostaje wyznaczony emerytowany agent.
Bardzo fajne, powolne, ale systematyczne kino. Ciekawa główna intryga otoczona pobocznymi, mniejszymi wątkami, które ostatecznie łączą się w spójną całość. Brak tu spektakularnych scen akcji, co nie znaczy, że film nie potrafi utrzymać widza w napięciu - jest to jednak napięcie innego rodzaju, jak przy rozwiązywaniu zagadki, łamigłówki. Skupienie zdecydowanie jest wymagane, ponieważ trwające na bieżąco wydarzenia przeplatane są retrospekcjami rzucającymi nowe światło na bohaterów i ich relacje. Niezwykle mocna obsada złożona z tytanów angielskiego kina, pełna "tych" aktorów, których kojarzy się jedynie z wyglądu, ale nie z nazwiska, jednak zawsze dostarczających solidnego wykonania powierzonej roli. Polecam osobom cierpliwym i potrafiącym się skupić.
Przyszły lider ruchu oporu jest już nastolatkiem. Z przyszłości przybywa kolejny terminator. Tym razem jest to o wiele nowszy model. By uratować chłopca ruch oporu wysyła mu na pomoc model cyborga, ktory 13 lat wcześniej próbował zabić jego matkę.
Skoro odswiezyłem jedynkę, to poszedłem za ciosem i odpaliłem dwójkę.
I nie mogę nic obiektywnego napisac, bo to mój ulubiony film. Dla mnie najlepszy jaki oglądałem. Najlepsza rola Schwarzeneggera, najlepszy film Camerona, soundtrack Fiedela i efekty specjalne, które ani trochę nie zestarzały się do dziś. A te, które raziły zostały poprawione w wresji 4k.
Tak się powinno kręcić kino rozrywkowe i kino w ogóle.
Z ciekawostek. Obydwie części mają identyczny szkielet fabularny. Dwojka w sumie jest po prostu lepszą wersją tego samego filmu.
Policjant, próbując odnaleźć żonę i syna niebezpiecznego gangstera, rozpoczyna operację pod przykrywką udając nauczyciela w przedszkolu.
Nie oglądałem wcześniej tego filmu i cóż, kolejny raz również nie zamierzam. Taka typowa komedia lat 80/90, pachnąca już nieco stęchlizną, nadal ok do obejrzenia, ale niezbyt porywająca. Najśmieszniejsza w niej jest oczywiście rola Schwarzeneggera, a konkretnie jego mowa ciała i mimika w momentach, gdy jest miły, wesoły, zawstydzony - jego kanciasta gęba zestawiona z łagodnymi wyrazami twarzy daje komiczny efekt. Film nie nadaje się raczej do oglądania z dziećmi, bo jest kilka scen i motywów, które mogą być zbyt mocne dla małego widza. Polecam do oglądania w tle, gdy nie ma się zbyt dużo czasu, żeby skupić się na fabule.
„Substancję” obejrzałem wcześniej niż „Together” i już wtedy stwierdziłem, że body horror do mnie nie przemawia, o czym więcej kapkę później.
Nie rozumiem zachwytów nad tym filmem, nie rozumiem też nominacji do Oscarów i zdobytej nagrody.
Samo przesłanie nie jest zaskakujące - ludzie często nie potrafią pogodzić się z przemijaniem. Z tym, że ich ciała słabną, mają mniej energii i tak dalej. Kobiety mają trochę trudniej, ponieważ w ich przypadku dochodzi jeszcze uroda. Niektórzy uważają, że wraz ze starzeniem się tracą na wartości, bo to, co mogą zaoferować, to głównie ich młodość i wygląd właśnie. I tak dalej, i tak dalej.
Rozumiem, że skorzystanie z substancji to alegoria różnych zabiegów medycyny estetycznej, mające na celu poprawienie wyglądu i odmłodzenie się. Zrozumiałem, że stworzony potworek to coś, co niektóre kobiety same sobie robią - na myśl przychodzi mi chociażby przypadek Erin Moriarty, która z ładnej, dziewczęcej twarzy zrobiła... obecnie wygląda co najmniej niekorzystnie. Powtórzę się: kobiety same to sobie robią, ulegając modzie, presji i pewnie też kompleksom.
O presji wspominając: pamiętam „aferę” związaną z twarzą głównej bohaterki, do której niektórzy gracze przyczepili się, że... ma włoski. Co jest całkowicie naturalne i oczywiste dla osób, które widzieli kobiecą twarz z bliska. Odbiegam jednak od tematu.
Zdziwiłem się, ponieważ główna bohaterka... nic nie zyskała korzystając z substancji. Początkowo myślałem, że to będzie po prostu druga, młodsza ona, o tych samych personaliach, która na nowo zachwyci świat. A okazało się, że to zupełnie nowa persona, niekojarzona z jej starszym „oryginałem”. Główna bohaterka nawet nie wiedziała, co młodsza robi. Dziwne rozwiązanie.
Najgorsze i tak było zakończenie. Coś, co chyba miało obrzydzać, mnie po prostu rozśmieszyło. Potworek wyglądał przekomicznie i całkowicie zepsuł i tak marny odbiór tego filmu.
Czytałem dużo opinii, ze odpycha ten film i jest obrzydliwy wręcz jesli chodzi o bohaterkę gdy ta substancje bierze/traci właściwości. Ja jeszcze nie ogladalem ale mam zamiar
Nie przypominam sobie, żeby w jakiś sposób poruszyła mnie chociaż jedna scena. Body horror nie jest dla mnie obrzydliwy, ale przyznaję, że najwidoczniej nie jestem targetem tego gatunku. ; )
Z przyszłości zostaje wysłany cyborg mający za zadanie zabić matkę nienarodzonego jeszcze przywódcy ruchu oporu w wojnie ludzi przeciwko robotom. W ślad za nim rusza żołnierz mający ją chronić.
Co tu dużo pisać. Kto widział ten widział, kto nie, niech się wstydzi.
Wybitny klasyk, który ogromnie wpłynął na kinematografię. Bardzo dobre (choć niekiedy trącące już myszką) efekty specjalne, błyskotliwy scenariusz i role, które na stałe wpisały się w świadomość kinomanów.
To był dopiero drugi film reżysera Titanica i Avatara, do tego autorski i od razu ugruntował jego silną pozycję w hollywood.
@FodiJoster Zapamiętałem zwłaszcza ostatnią scenę:
Sarah Connor tankuje swojego jeepa na stacji gdzieś pod Charkowem. Jakiś chłopiec pokazuje na ciemne chmury idące od wschodu, wiatr podrywa tumany kurzu. Chłopiec woła:
Proszę pani, nadchodzi wielka burza!
A zamyślona Sarah odpowiada: "Tak, wiem" i odjeżdża w stronę Połtawy.
Na zadupiu w Arizonie (bo gdzieżby indziej) spada meteoryt. Pracujący na lokalnym uniwersytecie dwaj naukowcy odkrywają na powierzchni meteorytu kosmiczne żyjątka, które rozmnażają się i ewoluują w ultraszybkim tempie. Kiedy nadzór nad terenem meteorytu przejmuje wojsko, adiunkci orientują się, że sami muszą poradzić sobie z zagrożeniem z kosmosu.
Jak na typową amerykańską "głupią komedię", wyjątkowo strawne dzieło, da się obejrzeć bez poczucia nieustannego krindżu.
Kisnę z plakatu filmu, wygląda niemal jak logo Filmwebu xD
Kontynuacja wątku z poprzedniej części. Statek z ocalałymi bohaterami "Decydującego starcia" ulega awarii i rozbija się na planecie z kolonią karną. Przeżywa tylko Ripley (ta to ma szczęście w nieszczęściu). Próbuje ustalić co się stało i chce jednocześnie się upewnić, że żaden obcy nie uciekł wraz z nią.
Ta część w mojej opinii to mocny jakościowo zjazd w dół. Brak tutaj wyrazistych postaci, klimatu i napięcia. Może to wina zbyt mocno zawieszonej poprzeczki przez poprzedników. No i ile można się rozbijać w trakcie uciekania?
Ta część w mojej opinii to mocny jakościowo zjazd w dół.
@bori i co? Mówiłem, że się Boriemu nie spodoba. Ale nieeee, @deafone i @Pstronk jak na mnie wsiedli, żeby się nie sugerować cudzymi opiniami. A tu masz, dokładnie tak jak napisałem. Bori się zawiódł. No niespodzianka. Kto by przewidział. A nie, czej. Ja przewidziałem i go kuźwa ostrzegłem, żeby przygotować.
Jak dla mnie to druga najlepsza część po dwójce xd jest klimat, jest duszno i ciasno. I jest to jedyny ze starych Alienów, którego fabuła nie dzieje się na statku.