Tropiciel dzikich zwierząt oraz młoda agentka FBI próbują rozwiązać sprawę morderstwa w indiańskim rezerwacie.
Film ten fabularnie nie pokazuje nic ciekawego, jest wręcz za typowy - nie ma żadnego plot twistu, zaskoczeń w opowiedzianej historii natomiast nadrabia klimatem. Pokazane jest tu zimowe pustkowie, zagubienie, wyższość natury co robi robotę. Plusem jest też gra Rennera bo świetnie odgrywa swoją rolę.
Luźno oparta na powieści Stephena Kinga historia oskarżonego o zabójstwo cywilów policjanta, który trafia jako uczestnik do futurystycznego teleturnieju, w którym walczy się o przetrwanie na śmierć i życie.
Kolejny klasyk z najlepszych czasów Arnolda. Klimat przywodzi na myśl filmy post apo typu Ucieczka z Nowego Jorku.
Sprawna rezyseria, dobre aktorstwo. Film trzyma w napięciu, które od czasu do czasu rozładowują ponadczasowe onelinery.
Film w swym czasie był ostrzeżeniem na temat moralności telewizyjnej rozrywki.
Nikt jak widać lekcji nie wyniósł, gdyż obecnie jesteśmy zasypywani coraz to glupszymi i obrazoburczymi programami przez większość komercyjnych tv.
Moze jeszcze nikt się nie zabija, ale upadek rozrywki i fakt, że jest tworzona z myślą o idiotach dużo o nas mówi w kontekście tego filmu.
A sam film mimo przygnębiającego przesłania to bardzo solidna rozrywka.
Fabularyzowana biografia Hermana Mankiewicza, który do historii przeszedł jako współautor scenariusza Obywatela Kane'a.
Pamiętam, jak ten film wyszedł na Netflixie i był hype "o patrzcie, ten film wygląda jak zrobiony w latach 40!"
Tak jak nie każdy facet z widłami to Zeus, tak podkolorowanie filmu filmu na czarno-biało, dodanie filtra zmiękczającego by ukryć zmarszczki aktorów i zerżnięcie niektórych kadrów z filmów z Orsonem Wellesem nie wystarczą, żeby film wyglądał jak zrobiony w latach 40., co stwierdzi każdy, kto w życiu obejrzał choćby trzy filmy nakręcone w tamtym okresie.
Jako biopic Mank również zawodzi. Raz, jest bardzo chaotyczny i ktoś nieobeznany nie tylko z biografią tytułowej postaci, ale też historią branży i kalifornijską polityką w latach 30. nie będzie wiedział, o co chodzi. Dwa, Oldman, chociaż jak zwykle odwalił kawał dobrej aktorskiej roboty, był zwyczajnie za stary do roli 30-40+ Mankiewicza. I wreszcie, last but not least, film przeinacza historię powstawania scenariusza do Obywatela Kane'a - Welles był czynnie zaangażowany w jego pisanie (w końcu jedynego Oscara za ten film dostał, wespół z Mankiewiczem, za scenariusz), a w filmie jego wkład wygląda mniej więcej tak:
Jedynym jasnym punktem tego filmu była drugoplanowa rola Amandy Seyfried. Nie wiem, na ile jej interpretacja pokrywa się z zachowaniem i osobowością Marion Davies, ale mnie Seyfried swoją grą kupiła.
Nie warto oglądać, aż dziw, że taka kaszana wyszła spod ręki Finchera. Nie wiem, może chłop po tylu latach umie już kręcić wyłącznie thrillery. Jak ktoś szuka filmu o powstawaniu Obywatela Kane'a, to polecam Obywatela Wellesa z Malkovichem (dostępny na YT w oryginale jako RKO 281).
Historia sześcioletniej rozrabiaki Moonee i jej zbuntowanej matki Halley, próbujących ułożyć sobie życie w tanim motelu na obrzeżach najszczęśliwszego miejsca na świecie – Disneylandu.
Film pokazuje patologie, ale widzianą przez różowe okulary, oczami małej dziewczynki, która spędza wakacje i dobrze się bawi mimo mieszakania w tanim motelu, patologicznej matki. Opakowane jest to w pstrokate kolory, bo mamy tu gorącą kolorową Floryde, a sama kolorystyka w filmie to kłujące w oczy fiolety, pomarańcz i inne oczojebne kolory co w efekcie daje ciekawe doświadczenie oglądającemu. Chyba ta kolorystyka najbardziej przypadła mi do gustu. Warto obejrzeć.
Krótki opis: Agentka FBI zostaje przydzielona do nierozwiązanej sprawy seryjnego mordercy sprzed lat. Odkrywa dowody na okultyzmu i swoje osobiste powiązanie z zabójcą.
Bardzo dobry film. Raczej nie straszy, ale ma świetne kadry, sposób w jaki został nakręcony budził we mnie ciągły niepokój podczas seansu. Bohaterka i skaza jaką ma na psychice budzi podobne uczucia u oglądającego. W ogóle świetnie zagrane role, do których nie mam zarzutu. Nie spodziewałem się tak dobrego filmu, wziął mnie z zaskoczenia, ogląda się jednym tchem. Sprawdzcie to!
Kontynuacja wydarzeń z filmu "Obcy - 8. pasażer Nostromo". Dryfujący w kosmosie statek z Ripley na pokładzie po 57 latach zostaje odnaleziony. Po odhibernowaniu bohaterka dowiaduje się, że na planecie na której w poprzednim filmie znaleziono statek nieznanej cywilizacji powstała kolonia, z którą (niespodzianka) utracono jakikolwiek kontakt. Przyłącza się więc do misji zwiadowczej - tym razem z oddziałem Space Marines a nie jakimiś saskimi pierdołami jak do tej pory.
Jak na razie najlepszy film z całego uniwersum. Zawiera w sobie to, co najbardziej cenię w tego typu produkcjach - akcję, akcję i jeszcze raz akcję. Dużo strzelania i dużo trupów, do tego rozwałka i wybuchy na każdym kroku. W końcu bohaterowie robią to co od nich oczekuję - najpierw strzelają, potem pytają. Czuć tutaj szczytowy okres kinematografii lat 80. No i czas trwania - ponad 2 godziny - pozwala się w pełni zatopić w przedstawionym świecie, ale jeszcze nie znużyć. Zasłużone 9 na 10 gwiazdek.
@bori oglądałeś już kiedyś trzecią część? Bo jak nie to ostrzegam, że jak sobie tym narobiłeś apetytu i przyzwyczaiłeś do wysokiej jakości filmu no to się możesz ostro rozczarować następnym filmem z kolei. Jest spoko ale warto wiedzieć, że tam skręciła fabuła w inne klimaty.
Kolejny film ze świata "Obcego" nakręcony w ostatnich latach. Grupa młodych robotników z kolonii górniczej postanawia opuścić planetę, za cel wybierając sobie dryfującą na orbitę opuszczoną stację kosmiczną, dzięki której zasobom będą mogli wyruszyć w dalszą podróż. W trakcie eksploracji okazuje się, że obiekt został porzucony nie bez przyczyny, a w zakamarkach stacji kryją się rzeczy których nie chcieli spotkać.
Do filmu podszedłem bez żadnych oczekiwań i jestem pozytywnie zaskoczony. Bardzo ciekawy pomysł, fabuła dobrze skonstruowana (oczywiście jak na typowy slasher), bohaterowie też w miarę sensownie się zachowują. Minus dla mnie za obsadzenia Andy'ego - w ogóle nie czuć było że mamy do czynienia z androidem, Michaelowi Fassbenderowi ten aktor nie dorasta do pięt.
Nadeszła w końcu pora na najważniejsze dzieło w całym uniwersum, czyli film od którego wszystko się zaczęło.
Załoga statku transportowego "Nostromo" zostaje wybudzona z hibernacji z powodu odebrania tajemniczego sygnału. Sądząc że to sygnał SOS udaje się na mijaną planetę, by odkryć tam tajemniczy statek. W czasie eksploracji natrafiają na tajemnicze jaja. A reszta to już klasyka kina.
Do filmu podchodziłem z perspektywy nowszych prequeli, wiedząc także że jest to kultowa produkcja. I szczerze mówiąc film jakoś mnie nie ruszył. Może to wina technologii strasznie trącących myszką (chociaż efekty specjalne dalej się bronią), a może znajomości większości wątków ze względu na zakorzenienie w popkulturze. Oglądało się dobrze, ale raczej wracać już do tego nie będę.
No i nie rozumiem zarzutów o głupim postępowaniu postaci z poprzednich części, kiedy tutaj wcale nie jest lepiej.
"Faceta zaatakował dziwny potwór i ma go na twarzy, lepiej wpuśćmy go na statek"
"Dziwny stwór z kosmosu na nas poluje? Lepiej wejdę w pojedynkę do ciemnego kanału wentylacyjnego"
@bori teraz serial Alien Earth wyszedł niedawno ale taki pół na pół jest. Z jednej strony za⁎⁎⁎⁎ste podejście do lore i te wszystkie stworki potworki przedstawione z perspektywy naukowców, a z drugiej infantylna fabuła. Ja wiem, że sam wątek to jest przenieśli umysły dzieci do syntetycznych ciał ale z tego się zrobił taki Piotruś Pan dla dorosłych czyli ani to dla dzieci serial bo stwory mordują no i dla dorosłych to jest takie w sumie debilne z przerysowanymi postaciami i nadekspresywną grą aktorską.
@bori Twoje przykłady o głupotach nie są trafione.
Ripley nie chciała wpuścić Dallasa, Lambert i Kane właśnie ze względu na pasożyta. Kazała im czekać 24 godziny na zewnątrz statku. To Ash zignorował jej rozkaz i ich wpuścił, wiadomo w jakim celu.
Dallas wszedł sam do kanałów uzbrojony w miotacz płomieni, ale jego ruchy były monitorowane przez gówniane wykrywacze ruchu skonstruowane ad hoc. Członków załogi pozostało pięciu, kanały był ciasne, wykrywacze ruchu miały ograniczony zasięg, a do tego na statku nie było monitoringu, więc ktoś musiał stać przy śluzie. Plan zakładał wykurzenie Aliena ogniem, gdzie ciasnota korytarza mogła zakładać powodzenie tej metody, ale wykrywacze działały niedokładnie, rozhisteryzowana Lambert nie pomagała przy ocenie sytuacji i Dallas spanikował, uciekając w złym kierunku.
Bierz na poprawkę, że to nie są żadni naukowcy, czy inni eksperci od dzikich zwierząt, tylko kosmotransy na pokładzie kosmicznego jelcza ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
@modulator_serwisu Sorry kolego, fiksacja wokół DEI była modna dobre kilka lat temu. Chujowe filmy robiono na grubo przed murzynami i homoseksualistami. Odstaw Drwala i inne 300Kultury, a twoja radość z życia się polepszy.
No chyba, że naprawdę uważasz, że Przymierze było złe, bo była tam para homoseksualistów
Druga część cyklu co do chronologii zdarzeń. Statek pełen kolonistów lecący zasiedlić nowy świat na skutek zbiegu okoliczności zmienia trasę by zwiedzić nieznaną wcześniej planetę. Okazuje się ona zdatnym do zasiedlenia światem, ale bez żadnych zwierząt. Bohaterowie postanawiają zbadać go lepiej.
Po w mojej opinii ciekawym "Prometeuszu" ta część zaliczyła zdecydowany zjazd fabularny. Decyzje głównych bohaterów, przede wszystkim zbadania nierozpoznanej planety i ryzykowanie życiem tysięcy kolonistów to dla mnie absurd. No i zachowanie niektórych osób w trakcie wydarzeń często jest po prostu idiotyczne. Stąd taka a nie inna ocena.
IMO, bardzo dobry i klimatyczny Obcy. Nie ma oczywiście startu do Ósmego pasażera czy Decydującego starcia, ale jest lepszy niż Prometeusz, Romulus czy ostatnio wydany Alien: Earth. Widać że target widowni się zmienia, za dużo wciskają dzieciaków wszędzie i za bardzo się ostatnio skupiają na tych mniej ważnych relacjach między bohaterami.
Przy czym oceniam je wszystkie z perspektywy wydań reżyserskich oraz oceniam Przymierze wliczając w niego wszystkie dodatkowe shorty/krótkie filmy z YT.
Mnie jakoś nie przypadł do gustu. Mimo, że samo uniwersum lubię, to tutaj coś mi nie pasowało.
To mi też przypomina, że muszę się wsiąść w garść i dokończyć symulator chowania się w szafkach "Alien: Isolation" 😂
@FodiJoster Kiedyś mój absolutnie ulubiony film. Po latach go odświeżyłem i tak kisnę z tego ile tam jest produkcyjnych niedoróbek że głowa mała. Bitwa na wyspie to moja ulubiona kompilacja wtop. Tak kilka z głowy:
Bomby zostawione przy budynkach wybuchają w środku
Żołnierze strzelają tylko wtedy, gdy Arnie do nich strzela. Gdy Arnie musi przeładować albo ucieka, oni biegną grzecznie za nim
Przebicie typa (w kolczudze xD) naprędce wyrwaną rurą CO. Dodam że gość miał przeładowaną broń, a Arnie zdążył gołymi rękami wyrwać rozgrzaną w ciul rurę z instalacji i cisnąć nią w typa i przebić
I inne bajery typu przewracanie samochodu gołymi rękami
Śmieszy z perspektywy czasu, niemniej film to ubaw Zwłaszcza dialogi:
Pamiętasz Sully jak mówiłem, że zabiję Cię na końcu?
Ostatnio wpadła nostalgia i jakoś tak się przypomniało to dzieło. Film nie bierze jeńców, myślę, że ani wtedy ani teraz nie ma zbyt wielu bajek, gdzie w ciągu pierwszych 15 minut ktoś popełnia samobójstwo.
Zamysł pewnie pamiętacie, grupka sprzętów domowych próbuje odnaleźć swojego właściciela. I po drodze dzieją im się same złe rzeczy. Bardzo życiowe i ogólnie spoko zrealizowane, nawet teraz robi wrażenie.
Z trzech animacji, które oglądałem w tym tygodniu ta jest najbardziej skierowana do dzieci, w efekcie najbardziej zabawna. Nie umniejsza to tej animacji w byciu pouczającej i wywołujacej emocje takie jak wzruszenie przynajmniej u mnie. Wygląda bombowo, widać, że przywiązano uwage do szczegółów, dubbing także jest na wysokim poziomie. Bardzo dobrze się przy tej produkcji bawiłem.
Na film trafiłem, gdy szukałem czegoś o ostatnim odcinku Futuramy. Reżyser miał wcześniej fajne filmy (The Host, Parasite i Snowpiercer), więc się nie wachałem.
Film to takie śmieszkowe sci-fi. Problem w tym, że ten humor jest bardzo miałki. Ale może chociaż nadrabia fabułą? No, tutaj jest niewiele lepiej, interesujące jest pierwsze 30 minut, jak jeszcze się wydaje, że coś z tego będzie. Jednak reszta filmu okazuje się mocno oklepana (są nawet ludzie w czerwonych czapkach). Końcówka przewidywalna i naciągana. Ogólnie nie porwało.
@Hoszin moim zdaniem nie wyszło źle, tylko ludzie się spodziewali bóg wie jakiego poważnego sci-fi. A to jest lekkie, humorzaste sci-fi z dobrze zagranymi rolami m.in Patinsona
Być może niektórych to zdziwi, ale do tej pory nie widziałem żadnego filmu z uniwersum "Obcego", mimo prawie czterdziestki na karku. Postanowiłem dzisiaj to nadrobić, ale w mniej typowej kolejności niż większość osób - zaczynając od filmu pierwszego w kolejności wydarzeń, czyli Prometeusza.
Grupa badaczy na podstawie odkryć archeologicznych w różnych częściach świata udaje się na odległą planetę wskazywaną przez przodków, by na miejscu zweryfikować śmiałe tezy o pochodzeniu ludzkości stawiane przez niektórych badaczy. Na miejscu odkrywa tajemnicze budowle postawione przez nieznanych budowniczych. Czy znajdą tam odpowiedź na stawiane pytania? Kim byli Inżynierowie i jaki związek mają z ich przodkami?
Ogólnie film wydaje mi się ciekawy i klimatyczny i dziwią mnie sceptyczne komentarze co do niego. Może to kwestia braku znajomości zasadniczych "Obcych", przez co moja perspektywa jest inna niż dużej części odbiorców. Na pewno mógłby on funkcjonować odrębnie, sam w sobie będąc zamkniętą całością. Jedyny dla mnie minus to zbyt krótkie budowanie napięcia i zbyt szybkie odsłonięcie zasłony tajemnicy.
Nie polecam Obcy: Ziemia jakby kto pytał. Film w nowoczesnym stylu,by wąskie,durnowate grono odbiorców miało ubaw po pachy. Tak żenującego serialu dawno nie oglądałem.
@bori chcesz filmy w "najchronologiczniejszej" kolejności? Wszystko co istnieje poza serialem i Obcy Romulus, który jak dla mnie może być na ostatniej pozycji? Tutaj wszystko szczegółowo rozpisałem
https://www.hejto.pl/wpis/czesc-nigdy-w-zyciu-nie-ogladalem-alienow-no-moze-raz-dwa-jakis-w-tv-z-predatore
@bori tamte są dosłownie parominutowe, jako takie rozwijajki fabularne i wstępy do filmów. Niektóre były nudne, ale np. te które oznaczyłem jako (d) to były fajne historie i szkoda, że nie wykorzystano ich do czegoś dłuższego.
@b0lec a mi się właśnie podobał ze względu na to, że akcja się działa na innej planecie i dowiedzieliśmy się czegoś innego. Sporo Alienów było na jedno kopyto, że ktoś jest zarażony, potem powstaje obcy, wykańcza kolejnych ludzi a na końcu jest pokonany. Fajne budowanie napięcia i coś innego. Podobnie Prey mi się podobał, choć ludzie zjedli ten film za silną niezależną kobietę, gdzie wg. mnie tylko parę rzeczy jak jej wymachiwanie toporkiem było mało realne, poza tym spoczko.
Riggs i Murtaugh wracają. Tym razem ich celem jest grupa przestępczą wykradająca broń z policyjnych magazynów.
Film otwiera bardzo widowiskowa scena (w swoim czasie głośna ze wzgledu na wysadzenie prawdziwego budynku), która wręcz krzyczy, że wszystkiego co najlepsze w poprzednich czesciach serii będzie po prostu wiecej. I twórcy dotrzymują słowa.
Sceny akcji są monumentalne, a żart częściej wylewa się z ekranu. Ale ostatecznie autorzy stawiają na to co było największą siłą poprzedników, czyli konsekwentna ewolucja głównych postaci i umacnianie ich przyjaźni poprzez wystawiane na przeszkodzie koleje losu.
Film technicznie i aktorsko bezbłędny.
Udanie wprowadza nową postać do serii pod postacią granej przez Rene Russo, detektyw Lorny, ale i smielej eksploatuje znane już nam twarze, jak choćby Leo Getz, brawurowo zagrany przez Joego Pesci, który tym razem dostaje więcej czasu ekranowego.
Warto zauważyć, że jest to zamknięcie trylogii, która jednak doczekała się następnej części. Większość poruszonych wczesniej wątków zostaje logicznie dokończonych, a sam epilog jest wręcz laurką dla wszystkich, którzy spedzili lata przy powstawaniu franczyzy, jak i widza, który odczuwa spełnienie.
Warto poczekać do końca napisów, gdyż została po nich dodana scena, co bylo dużą nowością w latach premiery.
Jak ktoś polubił poprzednie części, przy tej bedzie czuł się jak w domu.
Moim zdaniem przereklamowane trochę - zarówno Mononoke i Totoro bardziej mi weszły, gdzie Spirited Away jest jakby pomiędzy nimi na skali "heavy" i "light" i... no właśnie - tamte pamiętam, a tutaj pamiętam tylko ze oglądałem, kiedyś. Jest dobry, ale nie rozumiem jego hype'u.
Tytuł: Co w duszy gra
Rok produkcji: 2020
Kategoria: Animacja / Komedia / Przygodowy
Reżyseria: Pete Docter
Czas trwania: 1h 46min
Ocena: 9/10
Wszystko mi się w zasadzie podobało w tej animacji. Zwroty akcji, to jak kilka razy mnie zaskoczyła, a przede wszystkim to jak nakłania mnie do refleksji podczas seansu, oraz po nim. Ciekawa rozkmina ma temat codziennego życia marzeń, pasji. Świetny jazzowy soundtrack, swietnie napisane postaci. Rewelacyjna bajka.
12-letni Zain, wywodzący się z ubogiej rodziny mieszkającej w bejruckich slumsach, odsiaduje wyrok za próbę zabójstwa. Chłopak chce pozwać swoich rodziców za to, że się urodził.
Nie spodziewałam się, że w krajach arabskich może powstać tak zaangażowane społecznie kino, stawiające aktualne i na Zachodzie pytania o sens pro- i antynatalizmu oraz autonomiczność jednostki w przypadku dzieci. Chociaż jest tu trochę grania na emocjach, to myślę, że finalnie nie ma nachalnego opowiedzenia się za którąś ze stron w sporze światopoglądowym między proliferami i antynatalistami.
Czego też się nie spodziewałam, zważywszy na miejsce produkcji, to krytyki wydawania za mąż ledwie wyrosłych z zabawy lalkami dziewczynek i traktowania imigrantów z Afryki jak śmieci przez władze krajów arabskich.
Trochę zryło mi banię, jak przeczytałam, że aktor wcielający się w rolę Zaina w czasie kręcenia filmu sam był już nastolatkiem. Myślałam, że to 9-latek, któremu w filmie dodali lat żeby podkreślić, że Zain był niedożywiony.
Byłem w kinie kilka lat temu, strasznie ciężki film. Trochę za bardzo poszli w pornografię biedy - natrętne wręcz przedstawianie ubóstwa, sytuacji patologicznych, wręcz perwersyjne nacieranie się brudem. Reżyserka oczywiście znalazła dla siebie rolę w filmie jako tej oświeconej, dobrej i wrażliwej duszy w świecie wypełnionym syfem. Wydało mi się to jakieś fałszywe, nieszczere, jakby próbowała kosztem biednych doprawić sobie skrzydła
W dniu święta państwowego związanego z pierwszą oficjalną wizytą Hitlera we Włoszech styrana gospodyni domowa zaprzyjaźnia się z byłym spikerem radiowym wyrzuconym z roboty za orientację.
Dobry film, jedno z najbardziej znanych dzieł z udziałem duetu Loren-Mastroianni (wystąpili razem w czternastu produkcjach).
Spokojny farmer zostaje wciągnięty w koszmar, w którym zacierają się granice między dobrem a złem.
Nic specjalnego, dobrze że gra tu Orlando Bloom bo on robił robote jedynie aktorsko w tym filmie. Mógłby trwać z 20min krócej bo się dłużył pod koniec już. Jak ktoś lubi pif paf to się będzie dobrze bawić bo to nie jest zły film, ma niewykorzystany potencjał moim zdaniem.