Urgh, o filmie nie wiedziała nic, zachęcił mnie opis fabuły i dostępność filmu. Zaryzykowałam.
Nie opłacało się. Niewiele ratuje ten film, dobry próg wejścia, ale ostatecznie nie costajemy nowych dóbr, tylko lekki folk sfilmowany tak klasycznie, że aż nudno.
Uwaga - w opisie poniżej daję spoiler! Robię to wyłącznie dlatego, że film jest bardzo słaby i szkoda czasu na oglądanie go.
Fabuła:
Małżeństwo po poronieniu poszukuje innego miejsca zamieszkania, aby nie patrzeć na przygotowany pokój dziecięcy. Agentka nieruchomości poznaje ich z dziwacznym starszym panem. Osobliwy dżentelmen zaprasza ich na podwieczorek do swojej wielkiej rezydencji. Podczas poczęstunku proponuje układ: możecie mieszkać w moim wielkim domu. Ja się stąd zmywam. Stawiam tylko jeden warunek - nigdy nie możecie zajrzeć do piwnicy. I jak to w takich historiach bywa, od samego początku faceta skręca z ciekawości co tam takiego pod tym domem jest ukryte. Równolegle do wątku z tajemniczym domem, toczy się historia zdrady, której dopuścił się nasz dupcyngier z koleżanką z pracy, która to postanawia walczyć o niego z jego obecną małżonką.
Recenzja:
Film jest raczej denny. Fabuła sunie z wolna - postacie są dość płytkie, film po prostu nie ma "tego czegoś". Można sobie odkurzać pokój w międzyczasie albo lepić pierogi i jak odwrócisz się od ekranu na parę minut, to niczego nie tracisz. Jedynym paliwem napędowym całej tej historii, jest uczucie ciekawości - co tam do cholery znajduje się w tej piwnicy? Czy to stary właściciel tam siedzi i podgląda mieszkańców? Może jakieś lochy z uwięzionymi nieszczęśnikami? Portal do innego świata? Szafa do Narni? Złoty pociąg? Twórcy filmu postanowili kompletnie zakpić z widza i piwnica przez cały film nie zostaje otworzona. Pada co prawda drobna sugestia odnośnie zawartości, ale nie zaspokaja to głodu, który był pielęgnowany przez prawie dwie godziny. Teraz już wiecie, że nie musicie tego oglądać.
Pozycja dla mnie totalnie nieznana, z bardzo dobrą obsadą, jeszcze lepszą grą i reżyserią. Kawał dobrego, polskiego kina, klimat gęsty jak cholera i napięcie powodujące pocenie się dłoni.
Historia oparta na faktach, opowiadająca losy dwóch przedsiębiorców, którzy z myślą o nowym biznesie, ulegają szantażowi gangusa.
Ostatnie minuty filmu nieco pogorszyły odbiór, ale i tak dam mimo wszystko tak wysoką ocenę. Jeden z najlepszych polskich filmów jaki widziałem, polecam.
@Furto nie wiem czy wiesz, że to prawdziwa historia i że wniosek o ułaskawienie leżał chyba u Kwaśniewskiego. On ułaskawił Sikorę. A Duda chyba tego drugiego. A Sikora nazbierał hajs na wolności i nagrał film "Mój prawdziwy dług" ale aż takiej furory nie zrobił.
@tosiu Tak, poczytałem o sprawie. Sikora ułaskawiony w ostatnich dniach prezydentury AK, ale od 1,5 roku miał przerwę odbywania kary, Bryliński w 2010 ułaskawiony przez BK.
Krauze takie dramaty potrafił jak mało kto. Polecam "Plac zbawiciela". Temat z zupełnie innej beczki, ale klimat daje się nożem kroić. Ja po obejrzeniu byłem tak rozbity psychicznie, jak po żadnym innym filmie.
Małe, prowincjonalne miasteczko na dzikim zachodzie jest nękane przez bandziorów. Nowy, czarnoskóry szeryf zostaje sam z problemem, gdyż nie może liczyć na pomoc mieszkańców.
Tytuł: Lock, Stock and Two Smoking Barrels- porachunki
Rok produkcji: 1998
Kategoria: Komedia kryminalna
Reżyseria: Guy Ritchie
Czas trwania: 1h 47m
Ocena: 10/10
Film „Porachunki” (oryg. Lock, Stock and Two Smoking Barrels) to brytyjska czarna komedia kryminalna w reżyserii Guya Ritchiego. Opowiada o grupie przyjaciół, którzy po przegranej w karcianej grze popadają w długi wobec bezwzględnego gangstera i wpadają w serię absurdalnych, pełnych przemocy i humoru wydarzeń. To dynamiczna, stylowa opowieść o londyńskim półświatku, pełna błyskotliwych dialogów i nieoczekiwanych zwrotów akcji.
Zaprzestałem ostatnio wrzucania recenzji filmów, bo się tu jakiś chory wyścig na tagu zrobił.
Nikt nie czekał, ale lecimy.
828 + 1 = 829
Tytuł: Breakdown
Rok produkcji: 1997
Kategoria: Thriller
Reżyseria: Jonathan Mostow
Czas trwania: 1g 55m
Ocena: 8/10
Incydent
Małżeństwo Jeff i Amy jedzie z Bostonu w San Diego. Po drodze psuje im się samochód. Kierowca przejeżdżającej ciężarówki proponuje im podwózkę do pobliskiej restauracji, gdzie będą mogli wezwać mechanika. Amy jedzie sama. Jeff naprawia usterkę i wyrusza śladem ciężarówki. W knajpie okazuje się, że nikt jego żony nie widział.
Modelowy przykład thrillera, ktory trzyma w napięciu od początku do końca. Rewelacyjna rola starzejącego się Russella w roli męża przeciśniętego do muru. Zresztą nie tylko Kurt, bo dowożą wszyscy. Role czarnych charakterów obsadzone perfekcyjnie.
Starym pierdzielom znajomy może wydawać się Jack Noseworthy swego czasu szczujacy panny klatą w teledysku "Always" Bon jovi.
Intryga logiczna i dopięta na ostatni guzik.
Nie sposób się nudzić. Bardzo dobre kino gatunkowe.
Jakoś nie ceniłam nigdy wystarczająco tego filmu - może dlatego, że gdy widziałam go pierwszy raz było to wiele lat temu, gdy filmy nie były jeszcze na pierwszym miejscu moich zainteresowań i film wydawał mi się sztuczny i dziwaczny jak kostiumy księcia Vlada.
Ponad dekadę później odświeżyłam sobie coppolowską Draculę i jestem w szoku! Ten film jest niemal znakomity. Gary Oldman jako Dracula potrafi być czystym potworem i romantycznym kochankiem, w którego miłość wierzymy od samego początku.
Jedyne co mnie kłuło w tym filmie to drewniany Keanu Reeves. Ale mam ciche podejrzenia, że może specjalnie Coppola go wybrał, by był to typowy nudny jak flaki w oleju przedstawiciel klasy średniej ówczesnych czasów?
Na pewno wymiata w roli Van Helsinga Anthony Hopkins. Mistrzowska robota, wprowadził lekki powiew humoru do tego nabuchanego powagą dzieła. Wiwona Ryder robi swoje - niewinne dziewczę o wyglądzie dorastającego podlotka potrafiła oddać pożądanie i uczucia spowodowane pojawieniem się nieśmiertelnego kochanka.
Pani Mahjong bardzo zadowolona z takiego rewatchingu. Zapewne gdy widziałam ten film pierwszy raz nie dałabym mu więcej niż 5/10 a po drugim seansie w życiu to prawie sztos dla mnie!
Polecam na Halloween, jeśli ktoś szuka czegoś ambitniejszego niż "potwór straszy i zabija". I to gorąco!
Opowieść o konflikcie sąsiedzkim skonstruowana praktycznie w całości z nagrań policyjnych. Ciekawy zabieg, ciekawa historia.
Konkluzja prosta jak budowa cepa - tam, gdzie prawo pozwala w większej "dowolności" użyć broni, tam zawsze znajdzie się więcej ludzi, którzy jej użyją.
Najbardziej rozwaliło mnie jedno - że gdy zabijesz kogoś czarnoskórego na swoim terenie, to policja wypuszcza cię do domu po przesłuchaniu...
Kolejny film z rodzaju dlaczego cieszę się, że nie urodziłam się w USA.
@Mahjong ja mam mieszane uczucia, bo z jednej strony zabiła człowieka i to przez drzwi, a z drugiej mieszkała w dzielnicy, gdzie ja bym pewnie 1 dnia nie wytrzymał, więc trochę rozumiem frustrację i zakończenie konfliktu, tylko ja bym się wyprowadził, zamiast odjebać sąsiadkę
@WujekAlien no jest to dość niejednoznaczna historia mimo wszystko, ale z doświadczenia mojego to bym już odjebała z minimum pięciu sąsiadów na przestrzeni lat za wkurwianie mnie. Ile się czyta w necie, że bachory latają u góry po mieszkaniu cały dzień i zwracanie uwagi sąsiadom nic nie daje - Polakowi też dużo przeszkadza, ciekawe czy gdybyśmy mieli wrodzoną naturę do posiadania broni jak Amerykanie i furtkę "obrony własnej posesji" to też wzrosłaby liczba postrzeleń i zabójstw. Obawiam się, że tak.
Imo kobieta była zniszczona psychicznie już wcześniej i narósł w niej skrywany rasizm, teraz mógł buchnąć z pełną parą bo miała w swoim mniemaniu powód
@Mahjong Posiadanie broni było dla Polaków przez wieki czymś oczywistym i jakoś nie dochodziło do wszechobecnych masakr ani rzezi, uwzględniając kontekst historyczny rzecz jasna. Byle chłop musiał mieć na podorędziu choćby widły umazane w gnoju albo pordzewiałą siekierę do odstraszania drapieżnych zwierząt, złodziei albo włóczęgów o niecnych zamiarach.
No a wypuszczanie po zabiciu murzyna ma swoje podłoże w 13/52 i tym podobnych statystykach.
Prywatny detektyw Holland March (Ryan Gosling) i gruboskórny mięśniak do wynajęcia Jackson Healy (Russell Crowe) nie pałają do siebie sympatią. Zostają jednak wynajęci do rozwikłania tej samej sprawy zaginionej dziewczyny. Zapewne każdy prowadziłby ją na własną rękę, gdyby obaj nie stali się celem wynajętych morderców. Niechętnie muszą połączyć siły, by rozwiązać sprawę i ocalić życie. Tym bardziej, że wkrótce odkryją, że wdepnęli w większe bagno niż sądzili. Zaginięcie dziewczyny jest jedynie czubkiem góry lodowej w sprawie, której nie tknąłby nikt komu życie miłe. Historia staje się więc coraz bardziej dramatyczna, ale mimo zagrożenia Holland i Jackson skupiają się głównie na dogryzaniu sobie nawzajem.
Taki se o film, nie żałuję, że go obejrzałem ale też w pamięć mi nie zapadnie. Taki zapychacz
Były komandos przebrany za kucharza i króliczek Playboya rozprawiają się z terrorystami, którzy przejęli kontrolę nad lotniskowcem uzbrojonym w Tomahawki.
Klasyczny akcyjniak z lat 90., co prawda oglądany bez otoczki "film mojego dzieciństwa" d⁎⁎y nie urywa, ale też nie jest zupełnie nieoglądalny, na co mogłaby wskazywać obecność Seagala Największy plus to i tak występ Tomilidżonsa.
Tak często leci w TV, że można sobie darować szukanie go na streamingach.
@Vampiress Podoba mi się przedstawienie roli kobiecej w tym filmie. Dziewczyna nie jest do końca głupią blondyneczką, która tylko przeszkadza, jest świadoma swoich możliwości i stara się pomagać (np. scena z robieniem bomby przez Stallone'a).
Szkoda, że teraz nie umieją często pisać postaci kobiecych.
Mile się rozczarowałam gdy włączałam wczoraj wieczorem "cokolwiek do obejrzenia" w postaci "Life". Spodziewałam się miernego scajfaj, ale oglądalnego, tymczasem dostałam całkiem niezły kosmiczny dreszczowiec.
Zapewne duża w tym zasługa solidnych aktorów zatrudnionych do tego filmu. Sama historia prosta jak cep - próbka z Marsa przybyła na stację kosmiczną zawiera żywą istotę w postaci jednokomórkowca, która przebudzona z hibernacji zacznie się rozrastać i z czasem stwarza niebezpieczeństwo.
Takie połączenie Obcy + Sunshine, ale w dobrym stylu. Postacie są jakoś rozrysowane by nie być jednowymiarowymi, ale zapewne dzięki dobremu aktorstwu dają jeszcze więcej. Efekty na plus, świetnie ogląda się sceny dziejące się przy stacji, czyli w kosmosie. I całkiem satysfakcjonujące zakończenie, choć niestety domyśliłam się końcówki tak z 10 minut wcześniej, ale to nie rozchodzi się o mój zmysł, a o fajny the end, pasujący do klimatu dreszczowca SF.
Możliwe, że przesadziłam z oceną o jeden punkt, ale wyznaję zasadę, że lepsze każde SF niż żadne - jeśli chodzi o filmy. A na tym akurat bawiłam się całkiem nieźle.
@Mahjong A dla mnie cały film to nielogiczna idiotyczna padaka. Leży i kwiczy zarówno scenariuszowo jak i aktorsko. Postaci są tragicznie napisane. 4/10
Anthem bohaterów kina akcji przełomu lat 80/90. Co ciekawe podobnie jak film, do którego został napisany przypada na okres schyłku popularności tego gatunku w kinie. Prosty, genialny wpadający w ucho riff i potężny tekst napisany na chwałę ikon akcji.
Największy hit w historii kapeli, zawierający w sumie wszystko za co jest ceniona.
Zespół jednak nie grywa tego kawałka na żywo. Wg Angusa dlatego, że to jeden z tych utworów, ktore lepiej wypadają studynjnie, ale w kuluarach mówi się, że to wina basisy, ktory nienawidzi grać utworów skomponowanych z poprzednikiem.
Alice In Chains - What the hell have I (1993r.) 3:58
Piosenka napisana przez Cantrella specjalnie dla Staleya, który już wtedy bardzo nie domagał zdruzgotany śmiercią swojej partnerki i popadajacy w coraz większą degradację heroinową. Pierwotnie był to utwór komponowany na solowy album Cantrella, ale tak spodobał się muzykom, że postanowili skorzystać z propozycji nagrania go na soundtrack. Tekstowo opowiada o sławie, osiągnięciach i oczywiście jak zwykle o tym, że Staley cierpi. Niesamowity klimat utworu podbija świetnie wykorzystane elektryczne sitario.
Rudy w najwyższej formie z czasów Countdown to extincion i Youthanasi. Piosenka powstała na potrzeby tego pierwszego gdy Dave był wkurwiony na wszystkich (co u niego chyba normalne). Napisał ją w jeden dzień słuchając przy tym "Should i stay or should i go" grupy The Clash.
Wpadający w ucho energetyczny kawałek ze wszystkim co najlepsze u Mustaina.
4. Queensryche/Michael Kamen - Real World (1993r.) 4:21
Utwór napisany na potrzeby albumu Promised land tejże kapeli, jednak znalazł się dopiero na jej wznowieniu. Opowiada o zagubieniu po utraconej miłości, ale daje się doskonale zinterpretować na potrzeby filmu. Balladę przepięknie uzupełnia orkiestra pod batutą Kamena. Duży zasłużony hit.
Napisany na potrzeby kompilacji "Retro Active" potwornie cringeowy tekstowo kawałek o stalkerze przeglądającym kobietę jeszcze nachalniej niż Sting w "Every breath you take".
Pomimo to bardzo doceniony i mający na koncie kilka nagród. Muzycznie to porządna ballada Elliotowa ballada.
Utwór był nagrany na "Sound of white noise", ale nigdy tam nie trafił. Przegenialny jak dla mnie i najlepszy w całym porrfolio kapeli, choć nie da się ukryć, że ma trochę komercyjne zakupy. Wspaniałe zmiany tempa, genialny wokal. Aż szkoda, ze chłopaki nie zrobili albumu w tym stylu. Wyczuwa sie tu trochę wpływ mezaliansu waglikowcow z Public Enemy. Monumentalny utwór.
Opus magnum kapeli Tylera i spółki nagrany na debiutancki album, ale doceniony dopiero po latach. Tu w wresji live. Piosenka o sile marzeń i konsekwęntnemu dążeniu do ich spełnienia.
Przepiękny utwór idealnie pasujący do filmu.
Joe Perry tak bardzo nienawidził tego utworu, że tylko cudem trafił do nagrań. Dziś to jeden z najważniejszych wkładów w muzykę rockową wogle.
8. Alice in chains - A little bitter (1993r.) 3:52
Kolejny wielki utwór Alicji, pochodzący z tej samej sesji co poprzednik i podobnie jak tamten pisany z myślą o solowym albumie Cantrella. Dołujacy jak zwykle. Szkoda, ze Staley się zaćpał bo słychać, ze kapela rozkreciła się już całkiem i tylko można marzyć jaki kolejny album studyjny wyszedł by spod ich rąk.
Hiphopowy rodzynek na albumie, w wykonaniu latynosów z cyprysowego wzgórza. Pierwotnie trafił na ich drugi album "Black Sunday", na którym wyróżniał się mrokiem, jaki stał się ich znakiem firmowym od trzeciej plyty dlugogrającej. Genialny basowy sampel pochodzący z utworu "Uri" brazylijskiej wokalistki jazzowej Flory Purim.
Dodany dźwięk burzy z ulewą i tekst o mordowaniu tchórzy idealnie wkomponowują się w jego mroczny klimat. Nijak ma się jednak do filmu.
Potężny metalowy utwór od funkującej kapeli będący jak dla mnie prekursorem grindcorów itp. Pochodzi z albumu grupy " Give a Monkey a Brain and He'll Swear He's the Center of the Universe”.
Dla fanów ciężkiego grania. Tekst mówi o płynięciu z muzyką metalową i co tu dużo mówić, po prostu się przy tym płynie.
Piosenka napisana dla kulminacyjnych scen filmu ostatecznie trafiła na napisy końcowe zaraz po AC/DC, więc znana tylko ze ścieżki dźwiękowej. Słychać, że to taki typowy szlagier na potrzeby filmu, choć sukcesu nie odniósł. Piosenka powstała bez udziału wokalisty, który po prostu zaspiewał to co kapela mu zaproponowała.
12. Michael Kamen - Jack the Ripper (feat. Buckethead) (1993r.) 3:43
Utwór instrumentalny.
Kamen w najwyższej formie. Piękna kompozycja pełna napięcia i niepokoju na cześć jednego ze złoli w filmie. Zdecydowanie zachęca do przesłuchania całej ścieżki dźwiękowej skomponowanej przez Kamena.
Film dla mas jak większośc nowości, które wpadają na Netflix, przewidywalny. Pomysł na fabułe moim zdaniem dobry, ale zbyt prosto to pokazano. Zmarnowany potencjał moim zdaniem. Natomiast bardzo mi się podobała tutaj jak zagrała Keira Knightley główną rolę i zjawiskowo tam wygląda, bardzo kobieco co jest na plus dla tego filmu.
Jak ktoś chce obejrzeć coś prostego i wyluzować trochę nie wytężając za bardzo mózgu to film na takie chwile.
Nie ma to jak na odmóżdżenie puścić sobie starą polską przedwojenną komedię. Tym razem wybór padł na "Papa się żeni" - śmieszne, że ten tytuł w moim zdaniu niewiele oddaje o co chodzi w filmie.
Oczywiście jak to bywa w tym specyficznym gatunku (polskie przedwojenne komedie) to po prostu komedia omyłek.
Gwiazda rewiowa ma dorosłą córkę, ukrywa jej istnienie, każe jej udawać jej młodszą siostrę. Tymczasem do miasta przyjeżdża znany śpiewak, który jest ojcem owej młodej Lilli - z panią gwiazdą łączyły go 17 lat temu mocne więzi miłosne ale kłótnia poróżniła ich i rozstali się. Młoda postanawia pogodzić rodziców, sama też wpada w sidła miłości.
Na filmwebie pokazuje 1h 18m, ale na Ninateka jest wersja o 5 minut dłuższa - tak to bywa z tymi starymi filmami, które często poginęły w czasie wojny - ale czasem udaje się odzyskać trochę więcej taśm. Mimo to film nadal jest mocno pocięty, ale nie przeszkadza to w oglądaniu i śledzeniu fabuły.