#ender

9
20

#chujwieco #alkoholizm #ender

Witam wszystkich serdecznie w ten piękny czwartkowy poranek. (Jak kończę ten wpis to już prawie południe xD)

Od czasu ostatniego wpisu moja euforia związana z trzeźwością zdecydowania zmalała i zaczęła się stabilizować. Po czasie dochodzę do wniosku, że główny wpływ na nią prawdopodobnie miała kawa, którą zacząłem pić po kilkuletniej przerwie. W przeciwieństwie do determinacji i życia w trzeźwości, które są nadal na stabilnym poziomie a może nawet rosną z dnia na dzień. Kończą mi się leki na receptę (nasen - na sen xD i trazodone - antydepresant - moim zdaniem święty gral medycyny XXI wieku, polecam każdemu na stres i depresję) a na początku marca zorientowałem się, że z końcem lutego skończyło mi się ubezpieczenie na NFZ. Niewiele czasu zajęło mi wykombinowanie jak tu szybko i tanio nagiąć system żeby dostać receptę na kolejną dawkę. Byłem dzisiaj w przychodni, w której chyba wszyscy lokalni pracownicy mnie znają poza lekarzami bo to moja rodzinna miejscowość a większość lekarzy jest przyjezdnych. W międzyczasie uciąłem sobie pogawędkę ze znajomą "kierowniczką" pielęgniarek na temat alkoholizmu. K⁎⁎wa, powiem Wam tak - dopóki nie otrząsnąłem się z tego gówna, nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego na jak szeroką skalę rozlewa się ten problem. Mało tego, nie zdawałem sobie również sprawy z tego jak wielki rozstrzał ma tutaj rozpiętość wiekowa i stan materialny osób uzależnionych. Znajoma opowiadała też o swojej ostatniej wizycie w szpitalu psychiatrzycznym (jako odwiedzająca). Była w totalnym szoku po tym co zobaczyła. Spodziewała się , że większość osób tam przebywających to będą ludzie w wieku 40-50+. Nic bardziej mylnego. 3/4 osób było w wieku 18-30 lat z różnymi problemami. Między innymi alkohol, depresja, próby samobójcze itp. Skwitowałem to tylko w ten sposób, że ogromny wpływ na to ma problem socjalizacji międzyludzkiej, na co głównie wpływ ma internet. Dzieciaki zamiast ganiać za piłką na podwórku siedzą zamknięci w domach a jedyny kontakt ze światem to jakieś obsrane tiktoki, instagramy i podobne gówna, które wypaczają obraz rzeczywistego świata, który jest tuż za oknem, na wyciągnięcie ręki.

Wróćmy do recepty i NFZ. Byłem w ZUSie żeby przedłużyć dobrowolnie ubezpieczenie opłacając je z własnej kieszeni. Pierwszy szok - kwota... Ok. 1k zdrowotnego i ok. 1k składki emerytalnej. O.o No styki mi się k⁎⁎wa popaliły, ale szybko się pozbierałem i brniemy w to dalej. Okazuje się, że muszę ściągnąć formularz, wypełnić go, zawieźć 60km dalej i złożyć w placówce NFZ, potem czekać c⁎⁎j wie ile aż go zweryfikują i odeślą do lokalnego ZUS, w którym będę musiał opłacić 2k za jeden miesiąc. No ni c⁎⁎ja... Szybciej ogarnę ubezpieczenie przez PUP rejestrując się jako bezrobotny czego de facto i tak nie mogę jeszcze zrobić, bo czekam na korektę świadectwa pracy od jednego z moich poprzednich chlebodawców. Prywatna wizyta to jakieś 200cebul a ja mam węża w kieszeni i jestem bezrobotny. Wbijam więc do lekarza. Pierwszy raz go na oczy widzę i walę prosto z mostu - jestem alkoholikiem z 15 letnim stażem, pod koniec lutego odbiłem się od dna i kończą mi się leki na receptę a nie mam ubezpieczenia na NFZ, potrzebuję nasen (to już akurat profilaktycznie i w razie potrzeby bo co raz częściej się łapię na tym, że sam nie wiem kiedy zasypiam w łóżku przy filmie nie biorąc leków) i ten antydepresant, czy da radę wypisać receptę na moją rodzicielkę ? Jak są jakieś obiekcje, to spoko, rozumiem i nie będę miał absolutnie żadnych pretensji bo sytuacja wygląda trochę kuriozalnie. Przejaskrawiona (przeze mnie) odpowiedź w skrócie - spoko Marian, nie ma problemu, zostaw tylko w recepcji dane rodzicielki i jekie chcesz te tabsy, elo Mordo ! Elo Pan doktór.

W drodze powrotnej na chawir wstąpiłem do apteki, żeby zamówić antydepresant bo ostatnio nie mieli. Dzisiaj już był, ale nie w takim opakowaniu i dawkach jakie sobie zaplanowałem. Zamówią, na przyszły tydzień będzie, więc nie będę się musiał bujać do najbliższego miasteczka kilkanaście kilometrów ogarnąć samą receptę. Minęły dwie godziny, recepta przyszła na IKP. Gitara.

Tym o to optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis i trzecią kawę. Czas się zabrać za życie. Lecę na zakupy i wymienić akumulator w gruzie, bo stary się przez zimę rozładował, a prostownik chyba mi się wziął i zejsrał. Z ciekawostek kupiłem sobie tablicę korkową na ścianę, na której planuję wieszać fiszki z notatkami na temat pilnych rzeczy do zrobienia w najbliższym czasie, żeby nawet siedząc przed kompem mieć je cały czas na oku. Niby zapsuję je w notatniku androidowym, ale rzadku do niego zaglądam i tak się przeciągają cały czas. Cieplej się trochę zrobi to zrobię sobie kawę w termos, wezmę książkę i pójdę sobie do parku czytać. Pewnie będę wyglądał jak debil, bo to wioska ok 3-3,5k mieszkańców i jak żyję nikt tu nikogo w parku z książką nie widział ale koło c⁎⁎ja mi to lata. Liczę się tylko ja i to, że jestem trzeźwy. Na warsztat wjeżdża "Jak wysadzić księżyc i inne szalone pomysły szpiegów, wojskowych i naukowców" Vince'a Houghton'a.

Nigdy nie czułem się lepiej czego z całego serca życzę Wam, Waszym najbliższym oraz znajomym w kryzysie alkoholowym.

PS. Jestem tak zacięty, że w moim przypadku tego się już nie da spierdolić.

MB


W sumie to wychodzi na to, że dość duża grupa czeka na te wpisy a jeszcze większa trzyma kciuki, żeby były w tym tonie co ten- oby się dalej tak wiodło w tej walce :)

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkoholizm #ender

No dobra... Jak wczoraj obiecałem elaborat na temat mojego alkoholizmu - tak relacjonuję. Jak wam się spodoba to śmiało rozsyłajcie znajomym. Może akurat kogoś zmotywuje do działania albo przynajmniej pozwoli uniknąć wpierdolenia się w

to jebane piekło.

WPROWADZENIE I ZARYS SYTUACJI:

Jestem alkoholikiem. Mam 40 lat. Piję od 15. Z początku było to najebywanie się na imprezach, często do podłego stanu ale bez tragedii. W tygodniu również spożywałem alkohol, ale w małych ilościach. Jak to mówią - apetyt rośnie w miarę jedzenia. Picia w moim przypadku. Częstotliwość spożywania rosła z roku na rok kończąc się tym, że pod koniec mojej piekielnej przygody (czyli jakieś do 5 lat wstecz) piłem w każdej je⁎⁎⁎ej wolnej chwili tak, żeby w najgorszym wypadku stawić się w kołchozie z jak najmniejszym kacem. To już było mega przejebane. Koniec roboty - idziemy po flakon. Dzień wolny - idziemy po flakon, a potem drugi. I tak do zajebania. Mój serdeczny przyjaciel żartobliwie i kąśliwie zarazem skwitował mnie - "zawodowy bezrobotny ze smykałką do używek" - i miał oczywiście rację xD Wtedy akurat faktycznie nie miałem pracy, co się niedługo zmieniło.

PRACA:

Mam wyższe wykształcenie w IT. Początkowo mieszkałem w Warszawie i przewijałem się przez różne korpo na stanowiskach związanych z wykształceniem. Wtedy jeszcze problem z alkoholem nie był na tyle zaawansowany żeby przeszkadzał mi w pracy. Było to mniej więcej na początku tej niechlubnej przygody tj. jakieś 12-15 lat temu. W wieku ok. 30 lat wypaliłem się psychicznie w branży IT i wtedy alkohol zaczął juz mi przeszkadzać w życiu zawodowym. Nie raz nie dwa pojawiałem się za biurkiem na niezłym kacu. Wstydze się tego do dzisiaj, ale czasu nie cofnę więc mimo, że często o tym myślę to staram się do tego nie wracać w myśl złotej zasady, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Krótki okres bezrobocia podlewany alkoholem zaczął się niebezpiecznie wydłużać. Aż pewnego dnia na całoweekendowym grilu na działce u koleżanki pod Warszawą zgadałem się ze znajomymi, których znałem juz kilka lat wcześniej. Dostałem propozycję nowej pracy. Mycie okien w biurowcach na "sznurkach". Pomyślałem sobie - k⁎⁎wa, jadziem z tym. Mój budżet w tamtym czasie był prawie zerowy, ale z racji tego, że rodziciele ówczesnego chlebodawcy prowadzą w Wawie sklep ze sprzętem alpinistycznym umówiliśmy się w ten sposób, że wpłacam zaliczkę za sprzęt, a resztę spłacam w ratach z kolejnych wypłat. Nadmienię tutaj, że na start w tej branży czyli podstawowe wyposażenie (które potem i tak trzeba było douzupełnić) wyniosło mnie jakieś 5-6k cebul. No i tak to się jakoś rozkręciło, że przepracowałem tam ok 2 lat. Ciężka robota, za⁎⁎⁎⁎sta przygoda. Opierdalaliśmy sporą część budynków w Wawie. Mniejszych, większych, łatwiejszych, trudniejszych... Czasami poza myciem okien wpadały jeszcze jakieś instalacje techniczne, mycie i malowanie elewacji itp. Widoki z tych budynków były nieprzeciętne. Do dzisiaj nie zapomnę wpierdalania kanapek siedząc na gzymsie na 15 piętrze z nogami za burtą bez zabezpieczeń rozglądając się dookoła i podziwiając widoki xD Coś na wzór tego znanego chyba wszystkim czarnobiałego zdjęcia ze Stanów, gdzie kilku kolesi beż żadnych zabezpieczeń wtrynia sobie kanapki na stalowej belce 150 metrów nad ziemią. Po jakimś czasie rozstałem się z chlebodawcą. Wtedy własnie nastał już dłuższy okres bezrobocia coraz częściej podlewany alkoholem. Wtedy było już bardzo źle bo PRAWIE każdą wolną chilę poświęcałem na alkohol.

ŻYCIE:

Okres bezrobocia rozciągnął się już na ok 1,5 roku. Przeżyłem chyba tylko dzięki rodzicom i kobiecie, z którą byłem od 7 lat. 8 lat młodsza ode mnie, piękna, inteligentna, zabawna i nieroszczeniowa. Wiedziała co się ze mną dzieje i że mój stan się pogarsza. Wpadła na pomysł, żeby w końcu wziąć ślub, no bo ile można. Co za c⁎⁎j ją podkusił ? =[ Do dzisiaj nie wiem jak, ale tak też się stało. To był okres, w którym na życie patrzyłem już jak przez mgłę. Moja pamięć wyglądała jak j⁎⁎⁎ny durszlak dodatkowo rozstrzelany przez sowiecki pułk egzekucyjny. Jej rodzice skończyli budować dom rodzinny na wsi. Nasze domy rodzinne były blisko siebie oddalone o kilkanaście kilometrów. Tam też się zresztą poznaliśmy. Wleciał covid i praca zdalna. Kobieta pracowała w biurze więc 100% roboty mogła wykonać z domu przez internet. W międzyczasie zdefraudowałem lwią część pieniędzy z wesela na alkohol oraz narobiłem długów u ludzi od których wynajmowaliśmy mieszkanie - też na alkohol. Zapadła decyzja, aby przenieść się na wieś do domu jej rodziców. Mój alkoholizm miał się wtedy wyśmienicie i dalej prężnie się w międzyczasie rozwijał jak waga co piątego amerykanina. Chodząc na⁎⁎⁎⁎ny dzień w dzień spędzając większość czasu w internecie zacząłem się odklejać od wszystkiego dobrego co mnie otaczało i na co powienienem jak normalny człowiek poświęcić 120% uwagi. Pewnego dnia coś w niej pękło. Przyszła i powiedziała, że chce rozwodu. Jedyne czemu mogę się obecnie dziwić, to dlaczego tak późno. Ale ja wiem, że do samego końca miała nadzieję. Niestety na nadziei się skończyło i generalnie cieszę się z tego, że otrząsnęła się w niemalże ostatniej mozliwej chwili. Obecnie chyba ma faceta i żyją sobie długo i szczęśliwie. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo nie mam z nią kontaktu od kilku już lat. Wróciłem do rodzinnego mieszkanka w którym kilka lat wcześniej się juz poluzowało bo ojciec wyprowadził się "na swoje". Dom sobie niedaleko zbudował i tam sobie zamieszkał. Sytuacji rodzinnej tutaj nie opisuję bo niczego to do wątku ciekawego nie wnosi. Generalnie kontak mam z nim dobry. Zatrudniłem się w lokalnej firmie i jak na wioskę zarabiałem naprawdę za⁎⁎⁎⁎ste pieniądze. W międzyczasie pospłacałem wszystkie długi i udało mi się zbudować niezłą poduszkę finansową. Niestety alkohol również to (pracę) pomógł mi skutecznie spierdolić. Przychodzenie na kacu do pracy stawało się niemal standardem. Kilka osób z najbliższego otoczenia już jakiś czas podejrzewało, że mam problemy z alkoholem i trudno im się dziwić bo tylko debil by tego nie zauważył. Aż nadszedł ten pamiętny moment gdzie w trakcie nocnej zmiany wlałem w siebie 0,5 co było już k⁎⁎wa skrajnie totalnym przegięciem. No i wyadło się. Za 20 minut zjawił się kieras. Dmuchanko na bramie. I szybka wyjebka wraz z końcem stycznia. Jedyny sukces jaki widzę w tej pokurwionej do granic sytuacji spowodowanej moim uzależnieniem i skrajnym debilizmem to brak dyscyplinarki. Tak rozpączął się luty bieżącego roku. Srogo przejąłem się tą sytuacją bo dotarło do mnie w końcu, że to kompletny upadek człowieka. Że to dno i że trzeba będzie się naprawdę postarać żeby roz⁎⁎⁎⁎⁎olić sobie życie jeszcze bardziej. Wtedy własnie (następnego dnia po wyjebaniu) wstałem rano i powiedziałem matce, że chcę się zapisać na terapię odwykową. Nie miałem już siły i faktycznie stwierdziłem, że sam sobie nie poradzę. Od niedawna chodziłem już na terapię do lokalnego ośrodka terapii uzależnień. Z bezsilności jednak z bagażem przykrych doświadczeń ułożyłem wstępny plan. Ograniczenie spożywania alkoholu. Na poczatku lutego podczas jednej z wizyt powiedziałem terapeutce, jaki mam plan. Zasugerowała mi terapię w jednym z ośrodków na NFZ (tutaj rzecz nieoczywista - prywatna terapia to koszt ok 12k cebul, a koniec końców NFZ'owskie są znacznie bardziej skuteczne ponieważ więcej czasu i pracy jest poświęcane ochotnikom przez specjalistów, to chyba jedna z niewielu płaszczyzn, w których NFZ na prawdę spoko daje sobie radę). Obdzwoniłem ośrodki, popytałem o terminy przyjęc itp. Najbliższy termin - za dwa miesiące. Okres terapii - 1,5 miesiąca w ośrodku zamkniętym, który tak naprawdę nie jest całkiem zamknięty (chyba żaden w Polsce w 100% nie jest). Dni trzeźwości w lutym były przeplatane dwudniowymi okresami chlania, potem trzeźwienia i tak w kratkę aż do pamiętnego dnia 20.02.2026. Dnia, który uważam za bardzo mocny przełom w moim obesranym jak kibel na dworcu PKP w Kutnie życiu.

POCZĄTEK NOWEGO:

Ostatnim razem zachlałem p⁎⁎dę 20.02.2026 (piątek). Tego dnia miałem do ogarniecia kilka prostych rzeczy poza domem. Między innymi byłem u veta, który na moja prośbę przepisał mi na-sen i przy okazji za radą swojej koleżanki po fachu antydepresant Tradozone na poprawę snu. Co do dnia i sukcesów nie było to zupełnie nic wyrafinowanego z czego można byłoby się cieszyć, jednak satysfakcja jaką z tego czerpałem była na tyle ogromna, że postanowiłem się nagrodzić kupując 0,5 Żołądkówki tradycyjnej (tzw. rudej - mój faworyt, tutaj nadmienię, że czystej, wina i piwa nie lubię a whisky wychodziła mało ekonomicznie więc też dawno zrezygnowałem). Pozwolę sobie na małą dygresję, żeby dokładnie zobrazować mój stan fizyczny, psychiczny i kondycję organizmu, żeby zaraz potem wrócić do kontynuacji wątku.

STAN FIZYCZNY, PSYCHICZNY i KONDYCJA ORGANIZMU na 20.02.2026:

Mój organizm był totalnie rozjebany. Zegar biologiczny przestał działać już dawno dawno temu. O śnie mogłem co najwyżej pomażyć. Jego również już od dawna nie było. Jedyny czas, który udawało mi się przespać to najbliższe ok 3h po skończeniu pół litra. Przesypiając 3h na dobę budząc się w tym czasie do kilku razy. Apetyt niemalże zerowy. Do tego stopnia, że będąc głodny robiłem sobie jedzenie, na które od samego patrzenia miałem mdłości. Układ immunologiczny również rozjebany. Po tyluletnim maratonie nie ma się co dziwić. Wrak człowieka podlany srogą depresją. System immunologiczny - no k⁎⁎wa nie działa. Powtarzam - nie działa.

WRACAMY DO KONTYNUACJI WĄTKU 20.02.2026:

No i klasyka gatunku w moim wykonaniu, a raczej bardzo często powtarzalny schemat... Zrobienie 0,5 w 2h przed kompem przeglądając internet. Idąc dalej za schematem - spanko, wstawanko, kac, no i wycieczka do sklepu po kolejne 0,5 na rozruch. Chwała temu, który wpadł na pomysł, żeby obniżać oprocentowanie tych kolorowych nalewek do obecnej zawartośći chyba 32%. Tak. Jak na kacu po jednej połówce czułem się nie do życia, tak zalewając się drugą potrafiłem pozornie w miarę sprawnie funkcjonować. Piątek skończył się bardzo szybko przez popołudniową drzemkę i kolejne zalanie pały, z czego sporej częśći detali oczywiście nie pamiętam. Nadchodzi sobota. Kac j⁎⁎ie. 7 rano i wyprawa do pobliskiego marketu po połówke. Z soboty szczerze mówiąc to już mało co pamiętam. Pamiętam za to co odjebałem wieczorem. W sumie pamiętam to może złe określenie bo pamiętam jedynie jak zacząłem wieczór a całą dalszą linię czasu odwzorowałem na podstawie opowiadań matki i mojego śledztwa, którego Sherlok Holmes by się nie powstydził. Nota bene sam się następnego dnia zastanawiałem jak do tego doszło. Odpowieź jest chyba bardziej niż oczywista... Alko. Otóż wieczorem jeszcze na⁎⁎⁎⁎ny siedziałem sobie jak zwykle przed kompem. To ulepiłem sobie zestaw tabsów, które dostałem na receptę. Antydepres w podstawowej dawce + 3 tabsy nasenu żeby przespać noc do samego rana. Po jednym spałem wtedy ok 3h więc wpadłem na za⁎⁎⁎⁎sty pomysł, żeby wrzucić 3. Była to godzina ok 21-22. Sam pomysł nie wydawał się ani dziwny ani jakoś przesadny gdyby nie jeden ku⁎⁎⁎⁎ko istotny szczegół. Ok. 24 przyjebałem sobie drugą taką samą dawkę bo przez alkohol zapomniałem, że wziąłem pierwszą. K⁎⁎wa - czaicie to ? Pół godziny później tak mnie wyjebało z kapci, że resztę znam tylko z opowiadań matki. Obijałem się po ścianach, nie czaiłem kompletnie nic co się dookoła mnie działo. Rodzicielka jakimś cudem wjebała mnie spowrotem do wyra i tak już zasnąłem.

Nadchodzi niedziela. Od tego momentu pozornie nic się nie dzieje. Niedziela to wiadomo - sklepy pozamykane więc całkiem spoko. Z drugiej jednak strony to nawet gdyby były otwarte to i tak raczej nie miałbym ochoty w takim stanie wystawić chociażby c⁎⁎ja za drzwi. Trzeźwiejemy. Cała niedziela przekacowana. Na wieczór wjeżdża pomniejszony zestaw McTabsów, którego trzymam się do dzisiaj. Podstawowa dawka anty i jeden nasen. Optymalne rozwiązanie z którym mam zamiar pracować do końca marca do momentu aż mój organizm Zacznie na nowo normalnie przesypiać noc beż pobudek i innych niespodzianek. Niedziela była przejebana, a że miałem dużo czasu to sporą jego część poświęciłem na refleksje. Głownie nad tym co wczoraj odjebałem i dlaczego najebałem się w piątek 20-go. Tego dnia uświadomiłem sobie (nie wiem dlaczego dopiero teraz), że wpałem w klasyczną pułapkę nagradzania się alkoholika za małe sukcesy. Postanowiłem to przerwać. Trzeźwienie trwało jeszcze do wtorku/środy. Przez te dni robiłem wszystko żeby nie wychodzić z domu. Nie był to dla mnie jakiś trudny okres pod kątem picia, bo siedząc w domu jakoś psecjalnie nie odczuwałem potrzeby spożywania alkoholu. Nie wiem czego to kwestia. Powstała teoria, że może te antydepresanty na to wpłynęły. Teoria, bo według ulotki pierwszych efektów można się spodziewać po ok 2 tygodniach. Nie wiem do dzisiaj. Nadszedł kolejny dzień - czwartek. Znowu trzeba było wyjść z domu i ogarnąć kilka rzeczy - w tym zakupy w markecie, którego za kasą oczywiście jak w większośći przypadków stoi ściana alkoholi. Poogarniałem co miałem ogarnąc, kończę zakupy i idę do kasy. Jeszcze w drodze do niej pojawiła się myśl na sam widok alkoholu, że "a c⁎⁎j tam" może jednak zacznę od jutra. A że byłem w miarę trzeźwy (nie pite od 21.02.2026) to przypomniałem sobie mechanizm "pułapki nagrody" o którym od niedzieli bardzo intensywnie rozmyślałem. Wykładam zakupy i pomyślałem sobie wtedy, że ja to wszystko już serdecznie pi⁎⁎⁎⁎lę. I wszystkich. Bo jak to będę c⁎⁎j wie ile odkładał, to się przecież nigdy nie skończy. Niewiele więcej myśląc zapłaciłem za zakupy i ruszyłem na kwadrat. Kolejne dni w dalszym ciągu starałem się nie wychodzić z domu, żeby nie narażać się na pokusę.

PIERDOLONY CUD NAD WISŁĄ:

Uznajmy niedzielę 22.03.2006 za początek mojego trzeźwienia. Z tą datą wiąże się również ciekawy fakt, na którym sam się złapałem bo alkoholicy przecież liczą swoje dni przeżyte w trzeźwości. Ja sie na tym nie skupiałem. Dla mnie w tym momencie sukcesem nie było już wytrzymanie kolejnego dnia bez sięgania po alkohol, tylko sam fakt podjęcia takiej decyzji. Do dzisiaj tych dni nie liczę, a nawet gdyby kiedyś mi do tego przyszło to będzie łatwo, bo to dwa dni przed moimi imieninami. Początek tygodnia tak jak pisałem mijłał mi na trzeźwieniu i doprowadzeniu mojego organizmu do jak najwyższej formy. Na początek zadbałem równolegle o dietę i sen. Kiedy koło środy pojawił się apetyt i przesypiałem już po 3-4 godziny z jedną pobudką w trakcie. Od samego rana byłem juz głodny więc doszedłem do wniosku, że czas najwyższy to sobie jakoś dokładniej zaplanować. Nigdy nie lubiłem jeść śniadań, więc wymyśliłem sobie, że będą lekkie. Śniadanie do dziś się składa z 3 dużych bananów, herbaty oraz od początku kolejnego tygodnia aż po dziś - kawy. Rewelacyjne rozwiązanie, rano wpadają węgle, magnez potas no i kawa nie wchodzi na pusty żołądek. Na obiad coś treściwszego, często dojebane tosty z podwójnym serem, podwójnym salami i tłustym plastrem pomidora w środku. Kolacja lajtowa - jakieś lekkie kanapki i owoce, które zalewam później kefirem, albo znowu bananami zmiksowanymi z mlekiem. Do tego pełna suplementacja witamin i minerałów dzień w dzień.

Kondycja psychiczna też się znacząco poprawiła. O dziwo do dziś nie wiem co takiego ani kiedy się stało, że przestałem się o wszystko martwić. Może to te antydepresanty, które według producenta nie powinny jeszcze działać. Może świadomość tego, że mam zaplecze finansowe, które pozwala mi się opierdalać przez najbliższe pół roku (na co nie mam zamiaru sobie pozwolic). Oczywiście w dalszym ciągu ogarniałem w jak przejebanej sytuacji się aktualnie znajduję i że trzeba się skupiać na najbliższej przyszłosci. Ale pomimo tego ogarnęła mnie pierdolona nirvana. Wewnętrzny spokój. Dnie mijały w miarę podobnie do siebie. Większość czasu spędzałem na mysleniu o swoim życiu, siedzeniu przed kompem, w międzyczasie zostałem ekspertem od woiny w Iranie #pdk. Zacząłem wychodzić z domu na zakupy bez ciśnienia że będą miał spięcie przed kasą i że będę się zastanawiał czy może by chociaż tej 200ml nie kupić. Mam już na to tak wyjebane, że nawet się nad tym nie zastanawiam. Stoję tylko przy tej kasie czekając na swoją kolejkę, omiatając wzrokiem półki z alkoholem, myślami będąc zupełnie gdzie indziej. "Czy to już koniec ?" Z pewnością nie i ja doskonale o tym wiem. W sklepie byłem juz kilka razy. Nie wiem co się stało ani jak do tego doprowadziłem, że stojąc przy kasie nie myślę o piciu. Przecież ja nic takiego nie zrobiłem, żeby stał się jakiś przełom. Nie stawiałem sobie jakichś warunków, twardych zasad, że choćby mnie nie wiem jak sręcało - to nie i c⁎⁎j. To przyszło samo z siebie w dodatku tak lekko, że zaczynam się poważnie bać czy nie mają na to wpływu antydepresanty. A jeżeli tak, to co będzie jak je odstawię z końcem marca tak jak pierwotnie założyłem ? J⁎⁎ać to, nie ma co się zastanawiać co będzie za miesiąc skoro nie wiem czy mnie jutro ciężarówka na pasach nie pierdolnie. Jedziemy dalej trzymając się planu. Tydzień skończył się nad wyraz spokojnie. Sen mi się wydłużasz z każdym kolejnym dniem. Rozpoczął sie kolejny tydzień. Stan w jakim obudziłem się w poniedziałek utrzymuje się po dziś dzień (07.03.2026). Śpię coraz dłużej, jem zdrowo i regularnie, do tego dochodzi suplementacja. Nie ciągnie mnie do alkoholu. W sumie powiedzieć, że mnie nie ciągnie to jak nic nie powiedzieć. Ja zwyczajnie przestałem o nim na codzień myśleć. Budzę się rano pomiędzy 4 a 6. Jak o 4 to oglądam sobie jakieś filmy na netflixie do 6. O 6 albo już jestem ubrany i idę na zakupy bo market otwierają. Zakupy standarowe to : coś do picia - jakaś woda lub sok, bułki dla rodzicielki, gouda, salami, pomidorki i chleb na tosty, banany... W c⁎⁎j bananów, tylko tak żeby się nie zepsuły. Następnie wracam na chawir, jem 3 banany, zalewam je kawą, internet, potem obiad, po obiedzie (od tego tygodnia) krótka drzemka, kawa, internet, kolacja internet, ok 23-24 piguły i do wyra. Rodzicielka jakoś wypracowała w sobie chyba nawet nieświadomie taki mechanizm, że mnie pyta jak mi się w nocy spało. To jej opowiadam ze szczegółami - bo to już taki rytuał się zrobił xD - o której wziąłem tabsy, o której się położyłem, ile spałem i ile razy się w trakcie nocy budziłem. W czwartkowy poranek złapałem się na tym, że w nocy spało mi się całkiem spoko bo już ok 6h z jedną pobudką, patrzę na biurko, a tam piguły leżą z wczoraj. Zasnąłem nie biorąc ich na noc o.O Po raz kolejny - pierdolona nirvana. Przejabane jak tylko się da, a w głowie spokuj i tylko snuję plany na najbliższe dni nadając im priorytety i jak najszybszy termin wykonania. Dojebali mi karę z urzędu 10k. Normalnie bym chodził wkurwiony przez pół dnia a ostatecznie i tak poszedł bym po butelkę. A to nic. Nirvana. Przyjąłem do siebie na zimno i kompletnie bez żadnych emocji. Rozkminiłem co da się z tym potencjalnie zrobić i o... Lecimy dalej.

Wracając jeszcze raz do 20.02.2026 (piątek) miałem tego dnia wizytę u terapeutki. Dostałem od niej fajną książkę. "To już moje ostatnie życie". Jest to biografia Michała Koterskiego w formie wywiadu z nim. Nie wniosła zbyt wiele do mojego procesu trzeźwienia bo przeczytałem ją dopiero w ostatni czwartek, ale wyciągnałem z niej wiele ciekawych rzeczy i spostrzeżeń. Szczególnie w głowie zapadł mi jeden cytat, który jak nie wiem co, pasuje do mnie, moich doświadczeń i przeżyć związanych z alkoholem i prokrastynacją w wyniku jego spożywania, który zażyczę sobie jako epitafium na swoim grobie. Cyt. "Zaniedbasz jedną rzecz, a cała reszta posypie się jak domek z kart". No k⁎⁎wa jakie to jest prawdziwe. Wczoraj byłem u niej na kolejnej wizycie i tak w trakcie rozmowy wyszło, że chyba wątpiła, że w ogóle otworzę tą książkę i że wziąłem ją tylko z grzeczności xD Muszę przyznać, że trochę rozbawiła mnie jej reakcja na to że przeczytałem całą w jeden dzień. Była pozytywnie zaskoczona i zdecydowanie się tego nie spodziewała.

PODSUMOWANIE:

Zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany. Swoją kondycję zarówno fizyczną jak i psychiczną uważam obecnie za doskonałą. Szczerze to chyba mimo tej całej przejebanej sytuacji, w której się aktualnie znajduję i odbiciu od dna - przez 40 lat nigdy nie czułem się lepiej niż dzisiaj. A to dopiero początek. Parafrazując klasyka - życie w trzeźwości to nie jest cel, to droga. Zapewne długa droga, ale póki co o tym nie myślę. Tak oto z dnia na dzień wiążę koniec z końcem rzeczy, które spierdoliłem a które da się jeszcze naprawić nie przedłużając żadnej z nich nawet o chwilę. Nie mam czasu żeby sobie pozwolić na taką zwłokę. Każdy kolejny kroczek coraz bardziej mnie motywuje do naprawy następnych. Zacząłem czerpać satysfakcję z najdrobniejszych rzeczy. Na plus warto byłoby dodać, że za oknem zaczyna się wiosna. Robi się coraz cieplej, jest coraz więcej słońca. To również pomaga przy utrzymaniu dobrego samopoczucia.Co do planu na najbliższy okres (a w zasadzie miesiąc) mam zamiar wcinać tabsy. Z końcem miesiąca powinienem już normalnie przesypiać noce. Sam jestem ciekaw jak mój organizm na to zareaguuje. I chyba trochę się boję. No ale zobaczymy co pokaże początek kwietnia. BTW. Zapomniałem wspomnieć, że razem z moim organizmem powoli regeneruje się system immunologiczny, który po tylu latach chlania wygląda jak poszatkowana szmata na strachu na wróble. Wieczny katar i rzadkie gile z nosa już ustępują. Tak samo jak wiecznie ściekająca flegma z zatok, którą co chwilę musiałem odkasływać. Umysł stał się czysty. Zaczął pracować tak jak powinien, czyli jak u osoby, która nie korzysta z efektów alkoholu. Kilka dni temu uświadomiłem sobie jeszcze jedną ciekawą rzecz. Mianowicie - pomyslałem sobie co bym robił i jakbym się czuł po wypiciu jednego kieliszka wódki. Co by się działo w mojej głowie, jaki powstałby w niej zamęt, co zrobiłbym później i ile rzeczy bym przez to zaniedbał. To mnie w żołądku trochę skręciło jak do rzygania, ale momentalnie przeszło. Wydaje mi się, że mam to już za sobą. Chicałbym bym mieć to już za sobą. I dołożę wszelkich starań żeby tak było. I ostatnia rzecz, którą chiałem się z wami podzielić, to to, że chyba zrezygnuję z terapii w ośrodku. Może komuś bardziej pomoże ten pobyt niż mi. Powiedziałem o tym swoim rodzicom. Matka - no stwierdziła, że to chyba nie najlepszy pomysł. Nie wierzy we mnie. Ojciec - spodziewałem się czegoś w stylu - "no chyba cię k⁎⁎wa popierdoliło", ale nie. Też stwierdził, że to nie najlepszy pomysł, później usłyszałem wykład o jego znajomych, którzy po czasie wrócili do picia. O tych, którzy przestali celowo nie wspomniał gagatek, choć wiem, że i tacy byli ;] Też we mnie nie wierzy. Powiedziałem o tym rózwnież mojej terapeutce, że z końcem marca podejmę konkretną decyzję. Po tej ostatniej wizycie, podczas której dla odmiany to ja się nie mogłem zamknąć ani na chwilę. W sumie to nie wiem co sobie pomyślała. Zakładam, że to samo, mimo wszystko jednak subtelnie sugerowała, żeby z decyzją wstrzymać się prawie do samego końca. Powiem tak - no ja im się wszystkim szczerze mówiąc nie dziwię że we mnie nie wierzą. Jakbym sam usłyszał od siebie coś podobnego też bym stwierdził że mnie srogo popierdoliło. Ale to nic. Ja w siebie wierzę. I wydaje mi się, że to wystarczy. Bo nikt

mnie do niczego nie zmusza, nikt mi nic nie karze, nic nikomu nie obiecuję. Ja chcę. Sam z siebie chcę.

EPILOG:

Po głębokiej refleksji na temat moich ostatnich 15 lat życia doszedłem do wniosku, że wpadłem w klasyczne błędne koło. Chciałbym, żebyście zwrócili na nie uwagę, przeanalizowali, odnieśli do siebie i wyciągnęli jakieś merytoryczne wnioski. Schemat jest bardzo prosty - NIEPOWODZENIE -> STRES -> ZALEWANIE EMOCJI -> STRES -> NIEPOWODZENIE -> STRES -> ZALEWANIE EMOCJI -> NIEPOWODZENIE -> STRES -> PO KTÓRYMŚ RAZIE TO JUŻ SIĘ ZAMIENIA W DEPRESJĘ -> ZALEWANIE EMOCJI... i tak do zajebania. Jeżeli ktoś z was ma podobne problemy to zalecam na prawdę bardzo, ale to bardzo głęboko przemyśleć to na trzeźwo i zastanowić się co możecie zrobić ze swoim życie i z samym sobą, żeby chociaż spróbować przerwać ten szalony cykl spierdolenia, który prowadzi tylko i wyłącznie do autodestrukcji, a często nawet na cmentarz. Nie narzucajcie sobie zbyt wiele na raz. Przede wszystkim musicie sami tego chcieć. Napiszę o tym jeszcze raz. Do dzisiaj nie mam zielonego pojęcia co takiego odjebało się w moim życiu, że w końcu trafiłem na właściwe tory. Z każdym dniem cieszę się jeszcze bardziej co utrzymuje mnie w postanowieniu, żeby za żadną cenę tego nie zmieniać. Jeżeli jednak okazałoby się, że to kwestia tych antydepresantów na receptę to powiem tylko tak - powinni je dawać dzieciom na śniadanie od momentu skończenia przedszkola.

Z fartem drodzy i wytrwali czytelnicy!!!

Z całego serca życzę wam wszystkim - uzależnionym jak i współuzależnionym - jak najwięcej sukcesów na tej płaszczyźnie. Nawet tych najmniejszych. Bo zaczynając od najmniejszych można na ich fundamentach zbudować coś na prawdę wielkiego.


MB

@enderwiggin wiesz że kibicuje temu procesowi od początku? Dobrze że się udaje. Mówię to samo co reszta kolegów, nie odpuszcza leczenia w ośrodku. Twój sukces będzie bardzo inspirujący.


A co do samopoczucia, na pewno miałeś za niski poziom serotoniny. To że mieszałeś leki z alkoholem - tragedia, to bardzo źle. Ale mam nadzieję że to nie nadszarpnęło to twojego zdrowia. Nasycenie organizmu seretoniną to jest coś co znacznie poprawia stan psychiczny. Przede wszystkim jesteśmy biochemicznym systemem, i wyregulowanie układu nerwowego może wszystko zmienić. I to może się udać z dobrym lekarzem, który dobrze dobierze lekki. Jeśli SSRI działają to chłopie - więcej niż połowa sukcesu. Jest wiele osób na które to nie działa i nie mają problemów z alkoholem i jest tragedia. Jeśli u Ciebie wystarczy odstawić alko i wyregulować serotoninę to już niewiele Ci brakuje. Ja też biorę leki do podniesienia poziomu dopaminy ale zdecydowanie dawka za niska i jeszcze będę się z tym bujał.

Daty ci się pojebaly początek trzeźwienia 22.03.2006 to juz 20 lat będzie „PIERDOLONY CUD NAD WISŁĄ:

Uznajmy niedzielę 22.03.2006 za początek mojego trzeźwienia. Z tą datą wiąże się również ciekawy fakt, na którym sam się złapałem bo alkoholicy przecież liczą swoje dni przeżyte w trzeźwości.”

@enderwiggin Nie wiem czy warto utożsamiać odwyk z przegraną. To jest narzędzie jak uszczelka. "Nie będę używał uszczelek jak przergyw, poradzę sobie szmatką bo jestem siebie pewien!". Raczej nie jest tak, że ci którzy mówią, żebyś szedł (np. matka) wątpią w ciebie.


Zwróć uwagę, że z jakiegoś powodu przez ostatnie 2 tygodnie myślisz inaczej, niż przez ostatnie 15 lat, i sam nie wiesz co się stało. To skąd wiesz, jak długo się to utrzyma? Że nie minie tak szybko, jak przyszło? Lepiej się może jakoś ubezpieczyć.

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkoholizm #ender

21.02.2026

No powiem Wam, że w nocy to się porobiło fest.

No ale do rzeczy... Wstaję rano niby wysłany. Zwlekam się z wyra 8:30. Ogarniam wzrokiem wszystko co na nim leży i już mi coś nie pasuje. Tylko jeszcze nie wiem co. Ostatni blaster po Nasen miał wieczorem jeszcze trzy tabsy. Antydepresanty to samo. I się poważnie zastanawiam co to się odjebalo. No ale nic przespałem, rano jak zwykle lekko skołowany, przymknąłem trochę oko. Moja godzina i wbija do mnie rodzicielka z tematem w stylu - "musimy porozmawiać". Dalej nie łącząc kropek myślę sobie o co Jej chodzi. A Starsza opowiada mi baśń tysiąca i jednej nocy. Czyli wczoraj. Podczas kiedy wydawało mi się, że sobie smacznie śpię snem nieprzerwanym, wychodziłem 2 razy do kubka i raz do kuchni obijając się ciałem o wszystko co było po drodze. Jak to marka - nocy nie przespała, bo co chwilę milusiała mnie pilnować, żebym sobie tego głupiego ryja o coś nie rozwali. I w kuchni jeszcze byłem. Chciałem wziąć sobie szklankę nie wiadomo po co i do czego. Starsza przyszła na miejsce to tylko ze szklanką na półce i trzymając się blatu kiwałem się do przodu i tyłu.

A dzisiaj jak Sherlock Holmes próbuje poskładać sobie wczorajsza noc w jednolitą całość.

I tak jak się wczorajsza historia zaczyna, tak też się kończy. Nie wiem, ale to naprawdę k⁎⁎wa nie wiem. Jakim cudem ojebałem porcje leków na dwa dni.

Plan na dziś - zostawiłem sobie minimalną ilość tabsów, a resztę oddałem Starszej. To była ciężka noc. Dla mojej Matki.

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkoholizm #ender

20.02.2026

Witam ponownie zainteresowanych. Kolejny briefing w poradni uzależnień. Strzeliło równo 30 minut. Pani Monika ciśnie mnie na bardziej aktywny udział w moim problemie, a mianowicie - aktywna branie udziału w zajęciach meetingów AA. W sumie spoko. Trochę mnie tym zmotywowała. Zaczynamy chyba w przyszłym tygodniu. Dodatkowo wykupiłem dzisiaj w miasteczku resztę recepty. Czyli antydepresanty. Co ciekawe wcześniej wydawało mi się że moja bezsenność wynika z choroby alkoholowej, ale jak opowiedziałem Jej jak rzadko i jak krótko ostatnio sypiam, to sama stwierdziła, że przyczyna może leżeć w zaburzeniach emocjonalnych. Tj. ogólnej sytuacji związanej z pobytem na odwyku i stresem z tego wynikającym. W sumie to nie wiem, no ale trudno się nie zgodzić.

Z rzeczy pozytywnych - wczoraj spiąłem d⁎⁎ę i mniej więcej posprzątałem pokój. Pierdolnij jest dalej, ale o połowę mniejszy więc będzie dogrywka.

Z fartem Mordeczki i miłego dnia =]

PS. Nie pamiętam czy pisałem, a sprawdzać mi się nie chce. Walizki na wakacje przyszły. To się można powoli pakować. Zakupy z listy staram się robić małymi kroczkami dwa razy zastanawiając się czy aby na pewno jest coś konieczne.

A, bo ktoś wcześniej chyba pytał o leki. No to ten Nasen jest ch⁎⁎⁎wy jak nieszczęście, bo o ile dobrze pamiętam to jakaś pochodna diazepamu czy czegoś podobnego. Tolerancja organizmu na to rośnie wykładniczo. A ten drugi, o którym pisałem pod kątem tolerancji jest spoko. Tylko podobno problem z nim jest taki, że zaczyna działać jak melatonina. Czyli po ok. miesiącu od przyjmowania. Nie testowałem, dam znać na ten temat za tydzień-dwa.

przyczyna może leżeć w zaburzeniach emocjonalnych

ale to pewnie właśnie przyczyna samego problemu z wódą. fakt, teraz jesteś już fizycznie uzależniony, ale początek tej drogi zaczyna się od "wóda nie jest problemem, ona jest rozwiązaniem" ...jakiegoś wewnętrznego problemu. to jest tylko narzędzie którym zagłuszasz ten problem. uporasz się z problemem to nie będziesz miał potrzeby otępiania się wódą. pójdziesz na odwyk, uporasz się z fizycznym uzależnieniem, ale jak nie rozpracujesz problemu to po powrocie wrócisz do jego zagłuszania...

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkihikizm #ender

19.02.2026

Dzień dobry. Witam wszystkich zainteresowanych bardzo, ale to bardzo serdecznie.

Miałem wczoraj bardzo ciekawą przygodę. Z racji ostatnich 3 dób w przeciągu, których przespałem łącznie może że 4h, Średnio w przeciągu jednej spałem jakieś 1h15m. Byłoby spoko. Anime to nie był sen trwały. Tylko co jakiś czas się budziłem tylko po to żeby zasnąć godzinę później na kolejne 15 minut.

Wczoraj poszedłem do ośrodka zdrowia. I się pytam czy ktoś przyjmuje. Tak, ale po 13. Wtedy była 9:00. Koniec końców okazało się że mi pomogła. Dostałem tabsy na sen. I już drugi dzień przesypiam 6-7 godzin.

Jem więcej, a mój układ odpornościowy chyba dalej istnieje. Szacun. Dzięki Pani Lekarz Medycyny.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkoholizm #ender

17.02.2026 - wtorek. Dzień... K⁎⁎wa, kiedyś je policzę. Opiszę to później. Może jakiegoś plika na Acrobat Readera wydam. Zobaczymy.

A dobry Państwu wieczór. Mamy dzisiaj wtorek pański. Albo panieński. Kto co woli. To nie jest tak, że olałem wątek. Po trzech dniach picia, które się skończyły w sobotę wieczorem, umierałem później całą niedzielę. Oczywiście niedosłownie, ale całą miedzielę spędziłem w łóżku. Do tego suplementy diety, jakieś kubusie, no ale nie oszukujmy się. Jak to k⁎⁎wa miało pomóc typowi po trzech dniach picia ?

A wszystkim niewtajemniczonym szybko wyjaśniam ilości spożywanego przeze mnie alkoholu...

No bo są te takie ilości detaliczne i ?.... Tak właśnie ! Hurtowe...

No to u mnie były przemysłowe. Cztery dni trzeźwości. W sumie spoko.

Otóż właśnie nie do końca. Tłumacze dlaczego. Byłem dzisiaj w ośrodku zdrowia. (do dzisiaj nie rozumiem, bo zdrowi chyba tam nie przychodzą). Wbiłem tam na wariata po umyciu dupska i ogarnięciu się, zaraz po tym jak przysypiałem już o 7:58.

8:00 - Podbija Starsza do drzwi i się pyta - "Śpisz" - a z za drzwi z mojej strony dobiegł tylko - "Kurrrrrrwaaaaa, już przysypiałem i jak zawsze ktoś to musiał spierdolić." - "Możesz tak do mnie nie mówić ?" - "J⁎⁎ie mnie to", i dalej w poduszkę. No ale wiem,.że po takim wkurwienu już dalej nie zasnę.

Ja Ją rozumiem. Ale wyobraźcie sobie sytuację, kiedy starej babie tłumaczysz, że masz k⁎⁎wa poważne problemy ze snem, że na trzy k⁎⁎wa doby, jesteś w stanie przespać łącznie może 4h.

4h na trzy k⁎⁎wa doby ! To trochę więcej niż godzina piętnaście. Pomyslici spoko, nie ma tragedii. No oczywiście, żeby k⁎⁎wa nie było, gdybym chociaż tą jedną godzinę przespał w ciągu... No niestety dalej nie. To są jakieś mikro drzemki po 15 minut albo i to nie, przerywane co 1-3 godziny..

Dochodzi 8:00 rano. Katukesz już w łóżku jakikolwiek serial, bo wiesz,.że tylko przy tym zaśniesz, i powoli usypiasz na te kolejne 15 minut... Już na jawie. I się k⁎⁎wa zaczyna - herbatę chcesz ?

Ósma z groszami, to myślę sobie - wkurwiony to już klasycznie na pewno nie zasnę. Wstałem, umyłem d⁎⁎ę (czyli w sensie prysznic i wszystko, ale tak to nazywam). No nie ma c⁎⁎ja. W kontekście spania w przeciągu ostatnich dni, trzeba coś z tym zrobić bo mój system odpornościowy już w sumie nie działa, to raz, żołądek jeszcze trawi jakieś skromne ilości lekkiego pożywienia, witaminy suplementuję i chyba tylko dzięki nim jeszcze żyje.

No jest przejebane. No to coś trzeba z tym zrobić. Podbiłem do lokalnej przychodni po receptę na cokolwiek na spanie. Mówili że dłużej niż tydzień nie da się spać po - uwaga "4"h przez dwa tygodnie..ja tak funkcjonuje już ponad miesiąc.

Wracając do przychodni - po receptę. Perturbacje były nie małe, ale to nie z winy lekarzy. Jeden i drugi był po godzinach przyjęć, ale mnie przyjęli obaj. (dziękuję, bo Wam to wyślę). I obaj pomogli jaką receptę wypisać na sen... No szczerze to liczyłem na coś skutecznego dla debili maksymalnie na 2 tygodnie. Poszło pół na pół. Na sen dostałem Nasen, a drugi lekarz doradził jeszcze inny środek, który nawet diazepiną nie był jak gówniany Nasen, tylko uspokajający. (w skrócie to chyba bloker GABA). Ale może to też w połączeniu nie jest głupie. Tylko Nasen działa tak, że zasypiasz w pięć minut. Ale na 3h. A potem ?

A mój sen wygląda tak. Nie śpię prawie wcale. Jak śpię, to sen jest przerywany. Jak jest przerywany, to śpię mniej więcej po 15 minut na dobę w losowych momentach jak jest na chacie cicho. Najlepiej się zasypia o 6 rano jak trzeba wstawać do roboty. I na tym kończy się sen.

W sumie nie sen, tylko początek drzemki. Bo sen ma fazę REM i nREM. Ja nie dobiegam do żadnej. Wciągniemy dzisiaj ten Nasen, bo tego drugiego oczywiście w lokalnej aptece nie było. A i tak nie wiadomo czy by pomógł, bo to antydepresant. Tylko że ja nie mam depresji, nie chcę się okaleczać, patrzę śmiało i odważnie w chujową i niepewną przyszłość.

Czy przez to nie śpię ? Nie ! To reakcja odstawienia organizmu na alkohol.

Mordeczki. Jak jest bardzo średnio, to przywrócenie apetytu trwa jakieś dwa tygodnie. Jak się w tym czasie nie złamiecie, to po odstawieniu 3-4 tygodnie zaczniecie spać jak dzieci. To dla potomnych, Pani Moniki, i drugiej Pani Moniki.

Pomagacie mi Obie. Bardzo Wam za to dziękuję i życzę wszystkiego najlepszego. Z nazwiska nie wymieniam, ale Wam linka wyślę do tych moich internetowych wysrywów =]

A i tak nie wiadomo czy by pomógł, bo to antydepresant.

Alkohol to depresant, jak myślisz, antydepresanty pomogą na problemy wywołane nadużyciem alkoholu?


A wszystkim niewtajemniczonym szybko wyjaśniam ilości spożywanego przeze mnie alkoholu...

No bo są te takie ilości detaliczne i ?.... Tak właśnie ! Hurtowe...

No to u mnie były przemysłowe

(...)

nie chcę się okaleczać

Ja ci z całego serca życzę powodzenia ale wypisuję się z obserwowania tagu.

Po trzech dniach picia, które się skończyły w sobotę wieczorem, umierałem później całą niedzielę.

a piłeś w domu matki czy gdzieś poza?

Po pierwsze to nie melina, tylko dobrze i czysty chawir.

Po drugie to że nie mam już 20 lat - tym bardziej mobilizuje mnie do robienia rzeczy.

Po trzecie jest spoko. Kto pierwszy dostanie idzie po zakupy i robi dla wszystkich śniadanie.

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkohilizm #ender

Dzień - 11.02.2926

No i było dzisiaj czwarte podejście do UOPu. Wpadam 9:15. Patrzę - sala pusta. Myślę że wygrałem życie. Podbijam do recepcji i się pytam czy pokój numer dwa (ten docelowy) jest wolny... A młody ziom mówi że tak. Ale dzisiaj jest rejestracja tylko przez internet.

No i czwarte podejście psu.w d⁎⁎ę.A to lekko niżej niż 20km ode mnie. Plus jest taki że się dowiedziałem jakich dokumentów mi brakowało. Więc i tak by mnie nie przyjęli. Dzisiaj mamy komplet. Atakujemy w piątek. Ze wszystkim co mamy.

Kwestia higieny - dzisiaj paszki tym co mamy. Zaraz przerzucamy się na żyletki. I te stare maszynki.

Wczoraj byłem u fryzjera więc wyglądam mniej więcej jak biały człowiek. acztnam dbać o siebie. Jest spoko.

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkiholizm #ender

Byłem wczoraj u fryzjera. Wnioski jakie stamtąd wyciągnąłem są takie, że lepiej się umawiać co miesiąc. I birerę juteż zadbać z czasu. Ja zaniedbałem jedno i drugie. Włosy już mamy ok. Brodę zrobimy jutro. A teraz czekamy na wyzwolenie. 26 chyba kończy się ostatnia wizyta u stomatologa.

A później staramy się o wcześniejszy odwyk. =]

@enderwiggin ja się umawiałem co miesiąc dopóki nie wyjebali z cenami z 30 na 60 złotych. Czyli z dwa lata. Rok w rok dychę w górę. Pi⁎⁎⁎⁎lę, mogę zapuszczać, mam na tyle włosów XD

@enderwiggin aaa widzę że tutaj jest kwestia się zmotywować. U mnie problem jest odwrotny. Ja wszystko ogarniam, nie mogę odpocząć bo jestem hiper aktywny.

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkohilizm #ender

Otóż witam Was Państwa bardzo serdecznie, jak zazwyczaj zresztą. Dzisiejszy dzień był mocno nudny. Jedyne co udało mi się ogarnąć to klasyczne umycie duspska i fryzjerka. Większość części dnia zamiast poświęcić na Golfa - przejebałem. Na oglądanie filmów itp. Żeby to chociaż jeszcze książki były, to pół biedy. A tam Wiedźmini jeszcze raz, Fundacja Asimova i tym podobne. Później może zdradzę jakie.

A c⁎⁎j, nie będę czekał - Expanse - no jak można tego nie kochać. Coś czuję że przemycony jedną albo dwie. No nie oszukujmy się. Od 2 w nocy do 6-7!rano ja tam pierdolca dostanę.

@enderwiggin hej hej. A ja się pochwalę że całkiem nieźle spałem. Wziąłem garść leków - magnez, b6, zioła na uspokojenie i podwijną dawkę melatoniny. Zasnąłem przed 22. Potem obudziłem się na chwilę o 3 w nocy ale zasnąłem i spałem do 6:50 bo tak miałem budzik :)

Tak znam to uczucie jak można dostać jebla bo nie można zasnąć.


A jak tam odstawienie alko? Udaje się?

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkoholizm #ender

Zapomniałem wczoraj napisać, że dostałem ściągawkę z instrukcjami co zabrać i regulaminem ośrodka. Właśnie robię listę rzeczy do zrobienia przed i do zabrania na miejsce.

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkoholizm #ender

Dzień - nie wiem, który - 09.02.2026

No przez kilka dni wiele się nie działo. Tak jak obiecałem Monice z poradni uzależnień, spierdolilem trochę temat na temat wizyty w zakładzie zamkniętym terapii uzależnień (który w sumie to nie jest do końca zamknięty) bo prawie zapomniałem do Niej dzisiaj zadzwonić. Godzina 8:30, bo była mała obsówa przez trasę 80km po prowincji i spóźnieniu się Pani drugiej Moniki (kolejna wspaniała kobieta, i mega miła i uprzejma) - mamy to. Drugi ch⁎⁎⁎wy motyw jest taki, że termin jest. Na 24 kwietnia. Żeby nie było, są też dobre strony. Na oddział przyjmują tylko w piątki od godziny 8-10. Ale jak ktoś zawali termin z tylko sobie znanych przyczyn, albo koncertowo spierdoli akcję. Pojawia się potencjalna opcja dla mnie. Jak w piątek zadzwonię po zakończeniu przyjęć i się okaże, że ktoś nie dał rady - jest nadzieja na wcześniejsze przyjęcie. Oczywiście o tyle o ile nikt mnie wcześniej nie ubiegl. Muszę teraz kupić jakieś dwie jebutne walizki, wcześniej je wstępnie spakować i liczyć na łut szczęścia. Z minusów - laptopy i tablety są zabronione więc c⁎⁎j wie co ja tam będę robił 8h w nocy bo dla mnie rano to jest 2:00..Z plusów, należy się stawić trzeźwym od przynajmniej tygodnia, żeby móc koncentrować się na terapii. Walka trwa jak w Rambo 2.

Zostanie oglądanie po nocach filmów na telefonie. Damy radę. Dzisiaj w ośrodku było 7 osób. No k⁎⁎wa mówię Wam... Parada atrakcji. Już wiem, że tam nie będzie nudno. Od śmieszków po nieźle odklejki, ale też zabawni. Jak tylko tam wjadę te tagi zamienią się w kopalnie uczuć. Mam nadzieję, że w większości pozytywnych ale w głębi duszy wiem, że tylko na tych się nie skończy. Może znajdzie się ktoś jeszcze z hejto i podzieli się swoimi emocjami. Czas pokaże...

A ta doktor Monika - jebaniutka, to pełna profeska. 5 minut ze mną nie przesiedziała i się pyta kiedy ostatnio spożywałem alkohol... No to mówię, że dwa dni temu. A Ta, że widać objawy odstawienia. Pani Monika to jednak fachowiec.

Książkę jakąś weź, jak lubisz muzykę to też jakąś mp3, bo na telefon też są chyba ograniczenia i ogólnie jak masz jakieś hobby do podłubania analogowo to chyba możesz wziąć.

@splash545 To nie jest tak, że ja sobie to wymyśliłem wczoraj. To mi niszczy życie ponad 10 lat. To w c⁎⁎j czasu. W trakcie, którego wydarzały się i dobre i złe rzeczy. Chyba nie muszę tłumaczyć, których było więcej.

Ostatnio było źle. Obecnie jest strasznie chujowo bo po ostatnim wydarzeniach trzymam się jedną ręką drutu kolczastego i nie wiem co będzie jutro. A ja nie jestem mocno umięśniony.

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkoholizm #ender

Dzień - sam już nie wiem bo mało czasu.

Wczoraj widziałem się z Moniką. No wspaniała kobieta i psycholog całkiem niezły. Cisnęła mnie bardzo mocno, żeby jak najszybciej i dzwonić lokalne zamknięte odwyki. I zapisać się albo zgłosić do, któregoś na poniedziałek. To zgadnijcie co zrobiłem...

No odjebałem robotę. Bez tego cichego nacisku pewnie przeczekał bym jeszcze tydzień albo dwa. Ale nie dziś. No ni c⁎⁎ja. W tym po⁎⁎⁎⁎nym szale zapisałem się jeszcze do swojego stomatologa i fryzjera, bo zarosłem jak małpa.

Zostaje jeszcze akumulator w tym golfie. C⁎⁎j wie czy się n pracuje normalnie czy nie. Jutro się chyba za niego zabiorę, póki ciepło jest na dworze. Szkoda tracić okazji. Plan na tego skurwe... jest taki żeby go zapiąć w cieplejszym miejscu. I to chyba nie będzie chawiru tylko piwnica albo dom.

@enderwiggin to mogłeś tak po prostu szybciej zapisać się na odwyk i zrobiłeś to? Bardzo dobrze! Chce w tym wątku w końcu usłyszeć że zacząłeś się wysypiac jak człowiek!

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkoholizm #ender

03.02.2026 - Dzień 4

Dzień dobry wszystkim zainteresowanym, potrzebującym, i nawet tym znudzonym, kto te moje wysrywy czyta.

Poprzedni dzień zakończył się zrobieniem zupy. Do flaków dołożyłem trochę boczku, czerwonej papryki w proszku i pomidorów. Zamieniły się w Zamojskie mniej więcej. Wyszły bardzo spoko, delikatnie za mocno przyprawione. Mi akurat nie przeszkadza, ale Starsza ma obiekcje. W sumie nie ma się co dziwić, jak robi 4 różne obiady na krzyż.

Nie jest źle, nie jest dobrze, ale jest mniej więcej stabilnie. To najważniejsze. Tendencja zniżkowa. Mam jeszcze jakieś miesiąc, dwa na odwyk. Dzisiaj rano będę wybierał ośrodek. Sam jestem ciekaw co mi tam zaproponują.

Co do ,,przechlanych" flaków i zniszczonej flory bakteryjnej, to mi osobiście bardzo pomogły poniższe probiotyki. Potem dorzuciłem jeszcze psychobiotyki z tej firmy i pomogły mi się wyciszyć, wydaje mi się, że lepiej niż klasyczna farmakoterapia.

U mnie pierwsze efekty zauważyłem już po tygodniu brania, ale zaleca się 4-6 tygodni cyklu.

cf33274d-e7c3-43cb-b632-8a79e6e39ae7

@enderwiggin

Nie jest źle, nie jest dobrze, ale jest mniej więcej stabilnie. To najważniejsze. Tendencja zniżkowa.

Widzę, że pomijasz najważniejszą kwestię. Ile było wychlane tego dnia?

Zaloguj się aby komentować

#chujwie #alkoholizm #ender

02.02.2026 - Dzień 3 i 2/2.

Niewiele zmian... Zaraz po mięsko i warzywka do marketu. Plany na samochód na jutro z grubsza gotowe. Komplet kluczy spakowany żeby wyciągnąć aku z gruza. I podłączyć do prostownika na jakieś 8h. Powinno wystarczyć. Nie był stary bo z listopada. No ale zimę przestał prawie nie ruszamy więc mógł paść. Walczył dzisiaj już z nim nie będę bo się zaraz ciemno zrobi. Zobaczymy czy w ogóle jutro się wzbudzi. Jutro znowu ma być wypizg więc w najgorszym wypadku przeczekamy do środy. -10 to już chyba jest akceptowalne na takie manewry.

No a wtedy to prostownik już na krótko. Jak się Aku nie zagotuje i będzie trzymał napięcie to zobaczymy czy jeszcze się nada.

@enderwiggin nie pierdziel się z gruzem. Jakiś booster ładowany przez USB, kilka razu tym spokojnie auto odpalisz i doładujesz przez noc w domu, a aku ogarniesz jak się cieplej zrobi

@enderwiggin ...a dobra, tylko w sezonie to ceny wywalone w kosmos widzę, ja swojego kupiłem jak była jakaś promo na peeperze gdy było ciepło, teraz to taniej będzie jednak wytargać aku i naładować w ciepełku

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkoholizm #ender

02.02.2026 - Dzień 3

Zmieniam trochę numerację daty i dni. Taka forma zostaje na stałe bo jest znacznie bardziej czytelna. Jak gdzieś dwie walnę w numeracji, to zainteresowanych zapraszam do poprawiania mnie. Przejdźmy do dziś.

Sen:

Noc oczywiście nie przespana jak wszystkie inne. Nie to, że nie spałem, ale też ciężko to nazwać tzw. snem polifazowym, który podobno praktykował Leonardo da Vinci. Różnica polega na tym, że to on wybierał kiedy się kładzie i kiedy wstaje (ok 4 cykle na dobę nie pamiętam proporcji ale były rowno i rozsądnie na dobę rozłożone). Tak w moim przypadku to zdecydowanie nie ja wybieram czy po 12-14 godzinach czuwania śpię 15 minut czy 20. Do tego dochodzą czynniki zewnętrzne. Jak włáczę sobie jakiś podcast a najlepiej jakiś serial, którego nie trzeba oglądać z odcina na odcinek bo jest tak infantylny, że to nie ma sensu, to spoko mi się przy tym zasypia. Pozornie. Odcinek się kończy - ja się momentalnie budzę. Bo najdłuższy termin jaki przespałem w takim trybie to może 30-40 minut. Gorzej niż w Guantanamo. A to bardzo szkodliwe bo mocno wpływa na odporność organizmu.

Dieta :

Z racji, że jem raczej rzadko i raczej mało, to staram się jeść albo tłusto, albo mało ale za to wysokiej jakości mięsa i sera. Cenowo chyba wychodzi podobnie. Moja żołądkowa flora bakteryjna pewnie by nie istniała gdyby nie codzienne kefiry i suplementacja multivitaminą i wit. D.

Przeżycia : (chyba jeszcze te wpisy będzie dzielił na sekcje, będą jeszcze bardziej czytelne)

A na dzień dobry czyli ok 4 rano po krótkiej drzemce zacząłem znowu oglądać jakiś serial. Przed 7 rano udawało mi się już jakoś przysypiać, po czym obudziła mnie Starsza codziennym pytaniem (bo słyszy, że coś w tle leci)- Zrobić ci coś do picia ? Kawę ? Herbatę ? Kanapki ? - i ja już się nie dziwię, że jest tyle przemocy w rodzinach bo ile do k⁎⁎wy nędzy można powtarzać żeby się o to o żadnej porze z rana nie pytała. Działa. Do następnego poranka. I weź tu k⁎⁎wa po tym zaśnij jak się o tej porze ciśnienie podnosi. Wierzę, że się da. Ja nie potrafię. Oczywiście ma dobre intencje, ale to się już zamieniło w Jej codzienną podświadomą rutynę do tego stopnia, że Sama jej nie kontroluje. Taki odruch nad którym się nawet nie zastanawia. W dodatku to jeden z wielu. Nieszkodliwy ale irytujący do granic.

Umyłem dupsko bo po 9 miałem czekać na telefon z kadr na temat godziny przyjazdu w związku z podpisaniem rozwiązania umowy za porozumieniem stron. Jest info - będzie gotowa po 11. Odebrałem porozumienie, dopytałem się przy okazji o kwestie rejestracji w PUP, żeby jak najszybciej się zarejestrować jako bezrobotny i po rejestracji ubezpieczyć się w ZUS, żeby bezpłatnie iść na przyszłe leczenie w oddziale zamkniętym na NFZ.

Dla zainteresowanych - w momencie dnia rozwiązania umowy macie 7 dni na to żeby zarejestrować się jako bezrobotny, gdzie kwity fizycznie powinni wydać od ręki tyle samo dni macie na zarejestrowanie się w ZUS również od tego samego terminu (pod warunkiem, że nie jest to zwolnienie dyscyplinarne, a miejcie na uwadze, że zwolnienie dyscyplinarne pracodawca może wystawić Wam do miesiąca od zaistniałego wydarzenia więc nie kombinujcie z przeciąganiem terminu na L4, bo jak tylko pracodawca dostanie L4 na biurko, to wy⁎⁎⁎⁎⁎olić Was dyscyplinarnie następnego dnia).

Co dalej :

W czwartek nastepne spotkanie z Moniką w poradni uzależnień. Tego samego dnia będę składał właśnie papiery do PUP, z nimi do ZUS nie muszę jechać bo na szczęście mam składki ZUS opłacone jeszcze na luty. No i trzeba szukać ośrodka, który będzie miał najkrótszy termin oczekiwania. No i zostaje mniej więcej miesiąc do półtora na ogarnięcie skierowania. Najpierw rejestracja w zamkniętym ośrodku uzależnień. Następnie skierowanie od rodzinnego (chyba) albo od psychiatry (już na pewno) ale na konkretny wybrany już ośrodek i chyba też konkretny termin. Do niektórych ośrodków można się zarejestrować tylko telefonicznie i ewentualnie wpaść na wizytę - takie jednoosobowe dni otwarte. A w niektórych jest to obligatoryjne, żeby się zarejestrować. Koniec końców i tak trzeba będzie tam wcześniej pojechać. Podczas tej wstępnej wizyty oprowadza po oddziale, wytłumaczą zasadi i warunki, przedstawią mniej więcej grafik dnia i wytłumaczą czego się spodziewać i co należy że sobą zabrać. Wyżywienie jest w zakresie obowiązków ośrodków. Oczywiście kuchnia jest również dostępna dla wszystkich. Jutro albo pojutrze będę po nich dzwonił, ale najpierw muszę przysiąść chwilę i ułożyć sobie jakąś listę konkretnych pytań, żeby potem nie siedzieć jak debil i tylko słuchać opowiadań.

Pamiętajcie, że po zakupy sami z nich nie wyjdziecie=]

Myślałem, że nie będzie o czym pisać, a tu znowu elaborat wyskoczył. A nie ma jeszcze 13.

Z fartem Mordeczki. Wszystkim zainteresowanym życzę miłej lektury i miłego dnia. A uzależnionym - k⁎⁎wa... damy radę.

01.02.2026 - Dzień 2 Dopisuje tutaj bo wiele się nie działo. No powiem Wam, że początek czyli ok czwartek rano zaczął się słabo. Nie wiem z czego to wynikało ale fizycznie czułem się dosyć słabo. Do tego problemy żołądkowe, osłabienie itp. Ale byłem umówiony że Starszym na niedzielny obiad u Ciotki. Pozbierałem się jakoś ledwo przed południem do kupy i w drogę. Na miejscu w sumie nic nie zjadłem bo wszystko zwracałem i tylko się tam męczyłem fizycznie, ale atmosfera była spoko. Zacząłem coś podjadać bez kontrowersji dopiero ok 18:00 w domu. W sumie nic ciekawego się nie działo. Ciotki rada - po powrocie skądkolwiek, rozbierzcie się i umyjcie rączki.

I #heheszki na koniec...

Nawet nie wiem kiedy skończyłem srać xD

Polecam #hejtojointclub . Możesz to skonsultować ze swoją terapeutką, ale polecam zamianę substancji aktywnej na marihuaninę, będziesz spał, będziesz jadł, o ile nie wyskoczysz z balkonu to nic Ci nie grozi;)

@enderwiggin elegancko. Myślę że twoim zadaniem teraz jest zorganizować dla siebie pomoc. Później pozwól sobie pomóc. Mam nadzieję że trafisz na dobrych specjalistów.


Też mam problem ze spaniem, ale to raczej kwestia wypalenia zawodowego. Moja sytuacja jest o niebo lepsza ale w moim przypadku to jest po prostu jakiś kryzys egzystencjalny a nie żadne uzależnienie. Mam łatwiej.

Co obserwuje wśród ludzi: alkohol i narkotyki pogarszają sytuację. Ludzie tracą pracę, rodziny albo umierają. Średnia zgonów to tak między 30 do 60 lat a zależnosci od substancji i poziomu uzależnienia.

Potem są mniejsze problemy, typu kryzysy w życiu. Np. ktoś bliski Ci zmarł. Nie jesteś w stanie odnaleźć sensu w życiu w tym co robisz. I tutaj jeśli nie pojawi się uzależnienie to może być bieda. Może coś się popsuć - ale to najlepsza pozycja do wyjścia. Ale można pogorszyć sprawę idąc w uzależnienia. W obu sytuacjach człowiek stoi na rozdrożu. W tym przypadku wystarczy trochę pracy, jakieś leki, np na depresję i można żyć dalej. Albo może nawet bez leków.

Najgorszy przypadek to ciężka depresja. A jak jest jeszcze połączona z narkotykami i alkoholem to zgon bo ciężkie leki na głowę i np. alkohol albo inna substancja doprowadza do śmierci w ciągu kilku lat.

Od tego stanu nieco lepsza jest nieuleczalna depresja i Ciężkie antydepresanty. Rotacja leków. Tutaj można jakoś funkcjonować między zmianami leków, pracować ewentualnie zmieniać pracę albo znaleźć taką w której będą tolerować przerwy w trakcie zmiany leków. Człowiek z takim zestawem może dożyć nawet późnej młodości albo nawet wczesnej starości ale i tak wykończy go to szybciej.

W najlepszej sytuacji są osoby stabilne psychicznie, takie które nie doświadczają traum albo dobrze sobie z nimi radzą. Zazwyczaj takie osoby radzą sobie z niuansami życia, chociaż praca ich nurzy to ją wykonyją bo mają stabilny układ nerwowy i jest im łatwo. Takich jest mniejszość ale naszym celem jest znaleźć się w tym miejscu. To może się nie udać ale trzeba próbować.

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkoholizm #ender

Właśnie wróciłem spizgany bo na zewnątrz -14*C. Nie udało się zrealizować gruza. Jump starter nie pomógł. Przesmarowalem już wszystkie uszczelki wazeliną. Tak samo jak ostatnio, a z drzwiami kierowcy walka trwała dalej.

Samochód stoi obok garażu. Kilka miesięcy wcześniej kupiłem sobie przedłużacz bębnowy. Jak się nie mylę 20m. Robi robotę. To już było planowane wcześniej żeby dosięgnął.

Na dzień dobry po wielu próbach siłowych wjechała farelka. Maska odpuściła. Trzeba ją wyczyścić i na nowo nasmarować. W sensie sam zamek, bo uszczelki już są po wazelinie.

Pomimo dociągnięte go prądu prostownik dalej nie ładował aku. Prąd pokazywał 1,5A i to poszło wszędzie ale na pewno nie w akumulator 80AmH. Prąd ładowania powinien wynosić 1/10 tego. Czyli jakieś ok 8 Amperów i powoli spadać.

No nic. Walczymy dalej. Prostownik z czasów PRL, ale z regulatorem i nie do zajebania. Kable - do wymiany. Trzeba będzie jeszcze zmierzyć napięcie na aku i prąd ładowania. Gdzieś mi 1,5A ucieka. A Aku się kompletnie nie ładuje, bo nawet kontrolek nie podświetla.

Jest nowy. Więc plan na jutro poza obiadem jest taki, żeby go wyjąć i bezpośrednio podłączyć pod prostownik. Zbadamy prąd, napięcie.

Nie twierdzę, że to niemożliwe, ale szanse na to że aku padnie w rok są wysoce mało prawdopodobne...

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkoholizm #ender

Postanowiłem numerować dni we wpisach. Jak ktoś później będzie czytał moje alkoholowe wysrywy zda sobie sprawę ile to może potrwać.

Dzień 1. 31.01.2026

Po czwartkowym spotkaniu w poradni uzależnień od Moniki dowiedziałem się o potencjalnych możliwościach prawnych. I jak już wcześniej pisałem - zdecydowałem się na leczenie w ośrodku zamkniętym na NFZ. Jak tylko wróciłem do domu wlałem w siebie 500ml Soplicy Gorzkiej 32%. Z racji uzależnienia mam wysoką tolerancję na alkohol więc jakoś strasznie mnie nie pozamiatało. Położyłem się spać. Sen przerywany. Nawet nie wiem jak często. Sobota rano przyjeżdża ojciec. (Mieszkam z matką). Nie dla tego że nie mam wyjścia, ale tak wyszło najbardziej ergonomicznie. Ojciec z nami nie mieszka. Mieszka kawałek dalej w sąsiedniej wiosce. Pogadaliśmy o najbliższych krokach, o których zadecydowałem. Umówiłem się z nim na niedzielny obiad u jego siostry. W poniedziałek ostatnia wizyta w firmie - rozwiązanie umowy za porozumieniem. Dzisiaj mamy sobotę. Wstałem o 9 z łóżka chociaż i tak już wcześniej chyba nie spałem. Spanie jest tak po⁎⁎⁎⁎ne, że sam go już nie ogarniam. Żeby je ułatwić wrzucam sobie na tablecie jakiś mało wymagający serial albo podcast na telefonie. Zasypiam. Budzę się i nie wiem czy minęło 5 minut czy pół godziny. Po chwili - jak mam szczęście - zasypiam ponownie. I tak kilka razy w nocy. Dzisiaj na śniadanie wjechało 200ml dla skupienia uwagi i żeby przestały trząść się ręce. Więcej nie będzie bo muszę jakoś wyglądać jutro na obiedzie.

Miłej soboty Mordeczki. Nie odpierdalajcie za dużo głupot jak ja.

No to i ja rozumiem. Czy jako autor oczekujesz czegoś od innych, czy dla siebie żeby oby za jakiś czas zobaczyć jakie to było zjebane?

Zaloguj się aby komentować

#chujwieco #alkoholizm #ender

Mój drogi pamiętniczku, wczoraj byłem na spotkaniu z terapeutką. Monika, chyba w moim wieku... Zdrowa i sympatyczna, ale ja nie o tym.

Kilka dni temu wyjebali mnie z roboty przez alko, za całkiem niezła stawkę jak na polskie realia. Byłem pod wpływem. To fakt. Od kierowników po samego prezesa usłyszałem tyle głupot, które nigdy nie miały miejsca, że głowa mała. No ale spoko.

I jedziemy sobie na turnus leczniczy. 1,5-2 miesięcy. Problem jest problem. Minus jest taki, że trzeba na to czekać od 1-2msc. Trzymajcie kciuki. Rozjebie my to. Podobno ma być internet.

Taa, pijak lepiej wie co się działo od trzeźwych osób - klasyka. Wszyscy kłamią, tylko pijak zna najprawdziwszą prawdę! I tak z każdym alkoholikiem...

@enderwiggin słaba sytuacja. Alkohol to gówno. Wiesz z czegoś to się bierze. To nie jest tak że człowiek jest sczęśliwy, zdrowy i zadowolony i postanawia że będzie pił. Zazwyczaj jest tak że najpierw są problemy, potem pojawia się alkohol który chwilowo pomaga a potem to już droga w dół. Owszem to pomaga przetrwać, każdy taki sam dzień. Te obelgi którymi życie w nas rzuca, te wszystkie przykre sytuację. I wtedy ratuje butelka. Ale poprawa jest tylko chwilowa. Bardzo szybko jak alkohol uchodzi, zaczyna się kac a problemu wcale nie zniknęły tylko dlatego że było się pod wpływem. Po jakimś czasie picia, okazuje się że problemy dalej są. Że alkohol nic nie naprawił. A dodatkowo okazuje się że portfel pusty, zdrowie słabsze a umysł bardziej kruchy i mniej sprawny. Wtedy jeśli dalej się pije to już tylko spirala w dół. Życie się psuje, traci się prace, znajomych, rodzinę. Czasami ładuje się na ulicy a czasami w melinie. Albo człowiek się opamięta albo czeka go śmierć lub poważne choroby i wielkie nieszczęście. Dlatego należy unikać alkoholu. Życie jest ciężkie ale chwilowa poprawa spowodowana odurzeniem i tak z czasem prowadzi do jeszcze gorszych problemów. Dlatego życzę Ci powodzenia. I absolutnie nie oceniam bo droga kotóra doprowadziła Cię do tego miejsca na pewno nie była miła. Wszystkiego dobrego, i siły do działania!

@enderwiggin Bez ironii o czym myśli człowiek, który na⁎⁎⁎⁎ny idzie do roboty? Nikt się nie dowie? Nie jestem alkoholikiem? To tylko jedna małpka? Jakoś to będzie?

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować