#chujwieco #alkoholizm #ender

Witam wszystkich serdecznie w ten piękny czwartkowy poranek. (Jak kończę ten wpis to już prawie południe xD)

Od czasu ostatniego wpisu moja euforia związana z trzeźwością zdecydowania zmalała i zaczęła się stabilizować. Po czasie dochodzę do wniosku, że główny wpływ na nią prawdopodobnie miała kawa, którą zacząłem pić po kilkuletniej przerwie. W przeciwieństwie do determinacji i życia w trzeźwości, które są nadal na stabilnym poziomie a może nawet rosną z dnia na dzień. Kończą mi się leki na receptę (nasen - na sen xD i trazodone - antydepresant - moim zdaniem święty gral medycyny XXI wieku, polecam każdemu na stres i depresję) a na początku marca zorientowałem się, że z końcem lutego skończyło mi się ubezpieczenie na NFZ. Niewiele czasu zajęło mi wykombinowanie jak tu szybko i tanio nagiąć system żeby dostać receptę na kolejną dawkę. Byłem dzisiaj w przychodni, w której chyba wszyscy lokalni pracownicy mnie znają poza lekarzami bo to moja rodzinna miejscowość a większość lekarzy jest przyjezdnych. W międzyczasie uciąłem sobie pogawędkę ze znajomą "kierowniczką" pielęgniarek na temat alkoholizmu. K⁎⁎wa, powiem Wam tak - dopóki nie otrząsnąłem się z tego gówna, nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego na jak szeroką skalę rozlewa się ten problem. Mało tego, nie zdawałem sobie również sprawy z tego jak wielki rozstrzał ma tutaj rozpiętość wiekowa i stan materialny osób uzależnionych. Znajoma opowiadała też o swojej ostatniej wizycie w szpitalu psychiatrzycznym (jako odwiedzająca). Była w totalnym szoku po tym co zobaczyła. Spodziewała się , że większość osób tam przebywających to będą ludzie w wieku 40-50+. Nic bardziej mylnego. 3/4 osób było w wieku 18-30 lat z różnymi problemami. Między innymi alkohol, depresja, próby samobójcze itp. Skwitowałem to tylko w ten sposób, że ogromny wpływ na to ma problem socjalizacji międzyludzkiej, na co głównie wpływ ma internet. Dzieciaki zamiast ganiać za piłką na podwórku siedzą zamknięci w domach a jedyny kontakt ze światem to jakieś obsrane tiktoki, instagramy i podobne gówna, które wypaczają obraz rzeczywistego świata, który jest tuż za oknem, na wyciągnięcie ręki.

Wróćmy do recepty i NFZ. Byłem w ZUSie żeby przedłużyć dobrowolnie ubezpieczenie opłacając je z własnej kieszeni. Pierwszy szok - kwota... Ok. 1k zdrowotnego i ok. 1k składki emerytalnej. O.o No styki mi się k⁎⁎wa popaliły, ale szybko się pozbierałem i brniemy w to dalej. Okazuje się, że muszę ściągnąć formularz, wypełnić go, zawieźć 60km dalej i złożyć w placówce NFZ, potem czekać c⁎⁎j wie ile aż go zweryfikują i odeślą do lokalnego ZUS, w którym będę musiał opłacić 2k za jeden miesiąc. No ni c⁎⁎ja... Szybciej ogarnę ubezpieczenie przez PUP rejestrując się jako bezrobotny czego de facto i tak nie mogę jeszcze zrobić, bo czekam na korektę świadectwa pracy od jednego z moich poprzednich chlebodawców. Prywatna wizyta to jakieś 200cebul a ja mam węża w kieszeni i jestem bezrobotny. Wbijam więc do lekarza. Pierwszy raz go na oczy widzę i walę prosto z mostu - jestem alkoholikiem z 15 letnim stażem, pod koniec lutego odbiłem się od dna i kończą mi się leki na receptę a nie mam ubezpieczenia na NFZ, potrzebuję nasen (to już akurat profilaktycznie i w razie potrzeby bo co raz częściej się łapię na tym, że sam nie wiem kiedy zasypiam w łóżku przy filmie nie biorąc leków) i ten antydepresant, czy da radę wypisać receptę na moją rodzicielkę ? Jak są jakieś obiekcje, to spoko, rozumiem i nie będę miał absolutnie żadnych pretensji bo sytuacja wygląda trochę kuriozalnie. Przejaskrawiona (przeze mnie) odpowiedź w skrócie - spoko Marian, nie ma problemu, zostaw tylko w recepcji dane rodzicielki i jekie chcesz te tabsy, elo Mordo ! Elo Pan doktór.

W drodze powrotnej na chawir wstąpiłem do apteki, żeby zamówić antydepresant bo ostatnio nie mieli. Dzisiaj już był, ale nie w takim opakowaniu i dawkach jakie sobie zaplanowałem. Zamówią, na przyszły tydzień będzie, więc nie będę się musiał bujać do najbliższego miasteczka kilkanaście kilometrów ogarnąć samą receptę. Minęły dwie godziny, recepta przyszła na IKP. Gitara.

Tym o to optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis i trzecią kawę. Czas się zabrać za życie. Lecę na zakupy i wymienić akumulator w gruzie, bo stary się przez zimę rozładował, a prostownik chyba mi się wziął i zejsrał. Z ciekawostek kupiłem sobie tablicę korkową na ścianę, na której planuję wieszać fiszki z notatkami na temat pilnych rzeczy do zrobienia w najbliższym czasie, żeby nawet siedząc przed kompem mieć je cały czas na oku. Niby zapsuję je w notatniku androidowym, ale rzadku do niego zaglądam i tak się przeciągają cały czas. Cieplej się trochę zrobi to zrobię sobie kawę w termos, wezmę książkę i pójdę sobie do parku czytać. Pewnie będę wyglądał jak debil, bo to wioska ok 3-3,5k mieszkańców i jak żyję nikt tu nikogo w parku z książką nie widział ale koło c⁎⁎ja mi to lata. Liczę się tylko ja i to, że jestem trzeźwy. Na warsztat wjeżdża "Jak wysadzić księżyc i inne szalone pomysły szpiegów, wojskowych i naukowców" Vince'a Houghton'a.

Nigdy nie czułem się lepiej czego z całego serca życzę Wam, Waszym najbliższym oraz znajomym w kryzysie alkoholowym.

PS. Jestem tak zacięty, że w moim przypadku tego się już nie da spierdolić.

MB


Komentarze (7)

Kumpel jak rzucał wódę, a miał nawyk tak lekko 10x dziennie po małpkę do żabki iść, to się przesiadł właśnie na kawę i 10x dziennie szedł do żabki po kawę. Nawyk zostawił tylko wódę zamienił na co innego.

@wonsz Trochę słabo to rozkminił. Ja zamiast małpki robiłem dwie rundy dziennie po 0,5. A teraz kawę robię w domu. Taniej i nie trzeba po wsi łazić xD

W sumie to wychodzi na to, że dość duża grupa czeka na te wpisy a jeszcze większa trzyma kciuki, żeby były w tym tonie co ten- oby się dalej tak wiodło w tej walce :)

Zaloguj się aby komentować