Prywatny licznik: 45/52 (32 książki / 13 komiksów)
Śmierć wybrał sobie ucznia, tytułowego Morta, którego przyuczył do zawodu, po czym wybrał się zapoznać ziemskie rozkosze. Mort pozostawiony sam sobie, nie do końca wywiązał się z swoich obowiązków. Uratował od śmierci księżniczkę, prze co trochę narozrabiał. Mort przy pomocy Ysabelli i Alberta stara się odkręcić całe powstałe zamieszanie…
Jaki Pratchett jest, każdy wie. Mort nie jest tutaj wyjątkiem. Dostajemy kawał dobrej książki z absurdalnym humorem.
@l__p @l__p uwielbiam Pratchetta, na półce prawie pełna kolekcja. Niektóre części mają dla mnie zbyt abstrakcyjne elementy.
w Kosiarzu, jeśli dobrze pamietam, był to supermarket produkujący agresywne wózki sklepowe. Nie pamietam dokładnie, o co z tym motywem chodziło, ale nie pasował mi trochę do klimatu.
Bill Brama był oczywistym nawiązaniem do Billa Gatesa, chociaż nie zrozumiałem chyba roli tego nawiązania w tej książce. Może pomożesz?
W „Muzyce duszy” był bodajże Buddy Hall, co było nawiązaniem do znanego muzyka, a wiec adekwatne też do tematyki powieści.
Ale jeden element rozbawił mnie bardzo. Krasnoludy, które nie rozumieją ironii i wyjaśnienie dynamiki powstawania pryzmy kompostu
Mam nadzieję, że nie mieszam części, sporo tego, a czytałem dawno.
EDIT: oczywiście pomyliłem części, komentarz pisałem do „Kosiarza”. Widziałem w powiadomieniach, że wrzuciłeś w innym wpisie i w głowie miałem właśnie tamtą powieść
Prywatny licznik: 44/52 (31 książek / 13 komiksów)
Jest to bezpośrednia kontynuacja *Batman: The Long Halloween*. Przedstawia ona postępujący upadek mafii w Gotham City oraz wzrost w siłę dziwadeł, takich jak Two-Face.
W Gotham grasuje kolejny seryjny morderca, który tym razem uwziął się na obecnych i byłych funkcjonariuszy policji. Batman stara się pogodzić z utratą Harveya na rzecz zła. Ponadto odrzuca wszelką pomoc i staje się jeszcze większym samotnikiem. Batman ponownie stara się rozwikłać kryminalną zagadkę.
Batman odgrywa tutaj większą rolę niż w poprzedniej części. Kreska Tima Sale’a wciąż świetnie pasowała do tej historii, tworząc genialny klimat. Loeb ponownie znakomicie ukazał relacje między postaciami. Małżeństwo Gordona się sypie, Batman stopniowo odtrąca wszystkich, by na koniec dojść do wniosku, że jednak potrzebuje pomocnika, co prowadzi do powstania jego więzi z Robinem. Do tego dochodzą tajemnicze spotkania Janice, jej fascynacja Harveyem, no i oczywiście sam Two-Face. Nie wspominając już o innych złoczyńcach.
Prywatny licznik: 43/52 (31 książek / 12 komiksów)
Jest to swego rodzaju kontynuacja "Batman: Year One". Mimo że jest to komiks o Batmanie, nie on jest centralną postacią w tej opowieści. "The Long Halloween" skupia się na upadku Harveya Denta oraz mafii w Gotham City.
Batman, wraz z Gordonem i Harveyem, stara się obalić rządzące w Gotham rodziny mafijne. Przyrzekli sobie, że zrobią wszystko, ale nie złamią prawa, aby osiągnąć swój cel. Jednak czy Harvey na pewno dotrzyma słowa? Począwszy od Halloween, z każdym świętem giną kolejne osoby z mafijnego półświatka, a rodzina bossa Carmine Falcone stopniowo umiera. Batman stara się znaleźć mordercę, którego gazety nazwały "Holiday". W trakcie śledztwa coraz więcej poszlak wskazuje, że za wszystkim może stać Dent. Ale czy na pewno?
Cóż tu dużo mówić – to rewelacyjny kryminał z Batmanem w tle. Kreska Tima Sale’a, mimo że specyficzna, nadawała opowieści świetny klimat. Bardzo podobały mi się postacie i relacje między nimi. Wielkim plusem jest ukazanie relacji rodzinnych Harveya i Gordona oraz wpływu ich pracy na nie. Sam Batman również jest ciekawą postacią. Nie jest tu typowym superbohaterem, a detektywem. To, że nie rozwiązał sprawy do końca, sprawia, że staje się jeszcze bardziej intrygujący.
Prywatny licznik: 42/52 (31 książek / 11 komiksów)
Kto czyta mangę, szczególnie Shōneny, ten na pewno słyszał o FMA. Jest to opowieść, która wciąga w świat alchemii, gdzie dwóch braci stara się odzyskać swoje “utracone” ciała i poszukuje kamienia filozoficznego. Zrobią wszystko, zapłacą każdą cenę, aby osiągnąć swój cel. Jednak w ciągu trwania swojej podróży stają przed ogromnymi i niełatwymi dylematami.
Autorka nie bawi się w cukierkową opowieść:
- ludobójstwo i tyrania wojskowa ✅
- dylematy moralne ✅
- problemy etyczne ✅
Wszystko to znajdziemy w mandze. A jakie pytania filozoficzne porusza autorka? Najważniejsze moim zdaniem to:
- jak jest wartość ludzkiego życia? Czy da się je skwantyfikować?
Prywatny licznik: 41/52 (31 książek / 10 komiksów)
Rewelacyjna książka popularnonaukowa dla młodszych czytelników. Świetnie opisana biologia i ciało człowieka. Dużo rysunków, zrozumiałe i proste opisy. Mojemu synowi (lvl 8) podobał się humor, a im bardziej obrzydliwie było, tym bardziej się cieszył 😆 Babcia już została poinformowana, że na święta ma sprezentować kolejną książkę autora, “Glutologię”.
@l__p polecam serię książek popularnonaukowych, która uwielbiałem jak byłem dzieciakiem/młodym nastolatkiem (nie pamiętam dokładnie). Monstrualna Erudycja. Pewno kojarzysz, ale może ktoś nie zna
W czytaniu zbioru opowiadań najlepsze jest to, że przypomina ono wyciąganie czekoladek z nieznanej nam bombonierki. Nigdy nie wiadomo na co natrafimy i czy się nam spodoba. Czytając „Dym i Lustra” od Gaimana miałem jednak wrażenie, że zamiast odkrywać nowe czekoladki, to bardziej byłem świnią ryjącą w gnoju w poszukiwaniu trufli. I choć kilka smakołyków znalazłem (Rycerskość; Trollowy Most; Mikołaj był…; Szkło, śnieg i jabłka), to samo rycie nie było tego warte.
Bardzo ciekawe podejście do początków historii Batmana. Bardzo mi się podobał, jednak zakończenie troszeczkę przekombinowane. Spadające jednoroczne dziecko z mostu trochę mi nie pasowało. Za to podobał mi się Bruce i to jak uczył się być Batmanem. Dobrze też była ukazana korupcja w Gotham i sam Gordon.
Jestem osobą która rzadko okazuję uczucia, a wynika to pewnie z charakteru i wychowania. Żona pokazuje i uczy mnie od ładnych kilku lat, żeby nie tłamsić ich w środku i pozwolić im wypłynąć na wierzch. I tak autor mnie oszukał. Chciałem spokojnej i łatwej książeczki, aby podszkolić swoje angielskie słownictwo. Dostałem melancholijną opowieść, pod koniec której spływała mi niejedna łza po policzku.
Są takie historie, które raz poznane zostają z nami na lata. Oplatają serducho, by co jakiś czas je ścisnąć i przypomnieć o sobie. Jedną z nich w moim przypadku jest opowieść o Sophie i Hauru, którą lata temu zobaczyłem w genialnej animacji studia Ghibli. Jest ona najczęściej przeze mnie oglądanym filmem Miyazakiego.
W tym roku przyszedł czas na zapoznanie się z oryginałem i powiem szczerze, że się bałem. Bałem się, że adaptacja będzie lepsza od materiału źródłowego - jak n.p. w przypadku “Podziemnego kręgu” - bo Miyazaki jest mistrzem opowiadania historii. Powiem tyle, że bałem się niepotrzebnie, bo animacja i książka to dwie kompletnie różne historie. Wygląda to tak, jakby Miyazaki i Diana Wynne Jones dostali koncept świata oraz bohaterów i mieli stworzyć na ich podstawie swoje opowieści. I dostaliśmy dwie różne, lecz podobne historie.
Ale wróćmy do książki. Autorka wrzuca nas w bardzo baśniową opowieść, gdzie magia może wszystko, klątwy rzuca Wiedźma z Pustkowia, a Hauru jest pożeraczem dziewczęcy dusz. Poznajemy historię Sophie, najstarszej z sióstr, która została "skazana" na pozostanie w domu i pracę przy kapeluszach. W wyniku nieporozumienia, które wyjaśnia się pod koniec książki, zostaje zamieniona w staruszkę. Po tym incydencie Sophie wyrusza w podróż, gdzie spotyka Hauru, jego ucznia Michaela i ogniowego demona Kalcyfera. Historia rozwija się powoli i niespiesznie dąży do punktu kulminacyjnego tj. walki Hauru, Sophie i Wiedźmy. Napisana jest bardzo prostym, lecz plastycznym językiem, takim jakim powinny być pisane baśnie. Najciekawszy jest sam tytułowy zamek, bo któż by nie chciał za pomocą magicznych drzwi przenosić się między różnymi miejscami.
Na pewno przeczytam kolejne książki z cyklu. Wracać jednak będę zawsze do animacji, która znów ścisnęła mi serducho.
Terror jest dla mnie książką ciężką, nie tylko ze względu na jej wagę i objętość, ale przede wszystkim na klimat. Autor wrzuca nas na ciemne i zimne koło podbiegunowe, gdzie załogi HMS Erberus i HMS Terror starają się przetrwać kolejny rok na uwięzionych w lodzie statkach. Ludzie giną zabijani przez potwora z lodu, powoli nadchodzi klęska głodu, lód powoli łamie statki.
Cała książka ma podobny charakter do warunków panujących na statkach i otaczających je pustkowiach. Jest ciężko i nużąco, cały czas miałem poczucie beznadziei i dłużyzny - tyle dni już czytam, a nawet nie jestem w połowie? Dla niektórych może to być zarzut dla tej powieści, dla mnie jest to właśnie jej zaletą. Pozwala się wczuć w historię i bohaterów.
Jest to moje pierwsze spotkanie z Danem Simmonsem i chyba drugi horror w moim życiu. Chcę więcej!
@l__p Z Dana Simmonsa polecam mocno Hyperiona. Za polecajkę Terroru dzięki, jak będę miał możliwość to chętnie przeczytam. Osobiście poluję na nowe wydanie Olimpu, tylko ten głupi MAG nie ma w planach dodruku
72 tomy, 700 rozdziałów i prawie 14 tysięcy stron. Czy było warto? Nie. 🥹
Naruto znam od dawna. Ok 2006 roku zacząłem oglądać Anime jednakże na pierwszej części poprzestałem i nigdy nie zacząłem Shippuden. Na studiach mój współlokator był fanem i co tydzień czytał nowy rozdział, więc cos tam wiedziałem jak historia dalej się potoczyła. Przed moim urlopem w marcu tego roku poszukałem na YT jednego fragmentu z anime o Kakashim i tak zostałem przez algorytmy zasypany Naruto. Tak bardzo, że postanowiłem przeczytać całą mangę. Na początku chciałem czytać z 2 rozdziały dziennie, ale tak mnie wciągnęło, ze w przeciągu 3 tygodni przeczytałem 27 tomów (część pierwsza odpowiadająca anime Naruto, części druga i trzecia to Shippuden). I mogłem tutaj dać sobie spokój, bo kolejne części to równia pochyła.
‼️ Spoiler alert ‼️
To co moim zdaniem zabiło te serie, to wprowadzenie wskrzeszenia, przechodzenie złoli na stronę Naruto, zrównanie siły wszystkich bohaterów pobocznych w końcowej części mangi, unikanie uśmiercania postaci.
I tak największy złoczyńca pierwszej części Orochimaru zostaje potulnym barankiem na sam koniec i pomaga w walce z Tobim xD
Nagano, który chciał pokoju na całym świecie poprzez zadanie wszystkim ludziom takiego samego bólu, po krótkiej rozmowie z Naruto poświęca się i wskrzesza wszystkich których zabił w całej wiosce xD
Tobi, najsprytniejszy i największy złoczyńca postanawia z dup pomóc Naruto. Ba nawet na chwilę wraca z zaświatów by pomóc Kakashiemu xD
Świat w Naruto jest brutalny, dużo ludzi ginie, ale tylko w poprzednich wojnach. Kakashi i cała wioska zostają wskrzeszeni przez Nagato. Gara przez babcię. Tsunade rozerwana na pół? Nic nie szkodzi xD ktoś ją uleczy i będzie śmigać jak nowa. Eh…
Tak narzekam, ale manga ma w sobie kilka dobrych momentów i bohaterów. Rock Lee, Kakashi, Jiraiya, czy Itachi. Lee jest prawdziwym underdogiem w tej historii i szkoda, że został wyleczony po walce z Gaarą i praktycznie porzucony w historii (jak większość pobocznych postaci z części pierwszej). Jiraiya klasa sama w sobie, a jego śmierć wywarła duży wpływ na Naruto. Kakashi i Itachi byli OP i mieli najlepsze backstory w całej mandze. Ach szkoda, że Masashi tak to zjebał 😪 ale jak przez 15 lat co tydzień musisz wypuścić nowy rozdział, to co się dziwić 😪
@Dzemik_Skrytozerca wyjaśnienie działań Itachiego było sensowne. Wioska była dla niego ważniejsza niż klan i przede wszystkim chciał uratować Sasuke. Ponadto chcial chronić honor swojego klanu. Ważnym punktem był też Danzo i jego ultimatum, ale to taki mały szczegół.
Nadal to do mnie nie trafia. Jakby rodzina Sasuke i jego klan było taka banda patoli, to Sasuke też by nie miał ochoty się mścić na Itachim. Posiadanie rodziny tworzy silne wiezy, a tu nagle pyk. Nie dość, że zabójstwo powierzają jednej osobie, nie dość, że mu się to udaje, to jeszcze gość działa jak maszyna... ale kurde, jednej osobie darowuje.
No i zupełnie przypadkiem chwilę później dołącza do Akatsuki i działa na szkodę wioski.
A to nie było tak że wybił cały klan bo bardziej wierzył w idee wioski, a uchicha chcieli zrobić przewrót, kiepsko się asymilowali i ogólnie z nimi zawsze były problemy?
Dobra, macie mniejszość etniczna. Macie z nią kłopoty. Bierzecie największy talent z tej ekipy i powierzacie mu wymordowanie wszystkich, w tym i własnej rodziny.
A gość wywiązuje się że zlecenia idealnie, tylko raz mu się żelazna konsekwencja omsknela.
No i jeszcze jedno - co gość dostaje z tego? Kopa w dupę, i przystaje do Akatsuki, gdzie za chwilę zaczyna działać na szkodę umiłowanej wioski.
Arcydzieło dark fantasy. Opowieść która zainspirowała wielu. Obrzydliwa i brutalna, ale jaka prawdziwa.
Casca zostaje uznana za wiedźmę, przez co później trafia do wieży na tortury. Na pomoc przybywa Guts, którego chce pojmać Farnese. Koniec końców mamy mini powtórkę z Adwentu, gdzie prawie wszyscy giną. Jednakże tym razem nie naradza sie Femto, tylko powrócił Gryffith. Dokładniej powstaje on z ciała Apostoła, który połknął demoniczne dziecko i poświęcił się dla tego celu.
Książka przeczytana z polecenia @moll Moja pierwsza i chyba ostatnia książka Orzeszkowej. Tak jak czytała się topornie, to historia Marty wywołała we mnie bardzo dużo negatywnych emocji. Szczególnie przedstawiony świat mężczyzn i sposób traktowania przez nich kobiet. Jednakże najbardziej denerwowały mnie moralitety autorki, które waliły w twarz niczym tortilla podczas „tortilla challenge“.
Moje pierwsze spotkanie z Zajdlem i fantastyką socjologiczną. Z jednej strony mi się bardzo podobała, z drugiej widzę braki w koncepcji świata. Jedyne co można autorowi przyznać, to piękne opisanie systemu totalitarnego i punktozy, którą wykorzystywano i oszukiwano na Paradyzji. System taki jest powoli wprowadzany w Chinach i jest to straszne.
Zajdel jest super. Gorąco polecam Limes Inferior. Tam to dopiero można docenić jego zdolność przewidywania. Szczególnie jak sprawdzi się w którym roku była pisana ta książka. Chociaż końcówka lekko rozczarowuje. Ale to dotyczy wszystkich jego książek.
@Pstronk @l__p Też polecam Limes Inferior, i jeszcze Cylinder von Troffa też mi całkiem podszedł, chyba się zabiorę do reszty chociaż słyszałem że te trzy najlepsze.
Za każdym razem jak kończę „The Lost Children” to mam mega doła. Rozdział ten kończy się jednym z moich ulubionych paneli w mandze, gdzie Guts uświadamia Jill, że nie ma raju do którego można uciec.
Guts pokonuje Rosine i jest ścigany przez Farnese, po czym zostaje pojmany. Mamy znaną scenę z koniem #thosewhoknow Na koniec tomu Guts odwiedza Godota i okazuje się, że Casca zwiała ze swojej kryjówki.
Przepiękna, krwawa i dająca do myślenia opowieść dark fantasy. Po prostu arcydzieło.
Z Berserkiem mam ten problem, że nie lubię czytać czegoś o czym wiem, że nigdy nie zobaczę zakończenia niby wychodzą kolejne rozdziały, ale trzymają tempo Miury
Za każdym razem będę to powtarzał. Berserk to arcydzieło dark fantasy i najlepsza manga ją czytałem.
Tom piąty wywołuje we mnie zawsze najgorsze uczucia. Wszystko przez przemoc, którą Miura ukazał. Czy to podczas końcowej fazy adventu, gdzie Griffith/Femto zostaje największym sk⁎⁎⁎⁎⁎ynem, czy to w "Misty Valley". Obrazu dzieci zamienionych w "elfy", które bawią się w wojnę i dorosłych, nigdy nie pozbędę się z głowy.
Klasyk fantastyki naukowej który ma już ponad 50 lat. Powolna i nieśpieszna podróż przez kosmos w poszukiwaniu śladów obcej cywilizacji. Clarke świetnie uchwycił i opisał bezmiar kosmosu.
Bardzo dobra pozycja. Jak zawsze Sapkowski pięknie operuje słowem i za to go cenię. W "Pani Jeziora" podobnie jak w "Wieży Jaskółki" irytował mnie sposób prowadzenia narracji. A o zakończeniu to szkoda gadać, mógł spokojnie Wiedźmina i Yennefer ubić...
Gdy pierwszy raz czytałem Sagę o Wiedźminie, byłem zafascynowany. Ponowna lektura mnie wymęczyła. Chciałem jeszcze przeczytać "Sezon Burz", ale sobie daruje.
@l__p a co tu czytać? Król Rybak daje łódkę. Płyniemy. Pani Jeziora mówi, że Vodyanoi mogą się pogodzić z ludźmi. Idziemy do kapłana Vodyanoi po bransoletę, idziemy do Juliana po figurkę. Wracamy do Pani, dostajemy kamień. Kamień kładziemy na ołtarzu obok wiwern. Bijemy szczupaka, dostajemy miecza i fajrant.
@l__p ale to jest świat magii, świat gdzie można podróżować przez wymiary - skąd wiesz, czy "zaświaty" to nie jest jakiś specyficzny wymiar? Może przy pomocy magii do innego wymiaru przechodzi tylko świadomość?
Dla swojego świata umarli, dla wszstkich swoich znajomych zniknęli i ich nie ma. Jest jak sobie życzysz
Bardzo dobra pozycja. Jedynie zastrzeżenie jakie mam dotyczy sposobu prowadzenia narracji. Tak jak czasami lubię zapoznać się z różnymi perspektywami narracyjnymi, tak w tym tomie Sapkowski pojechał po bandzie. Ciągłe przeskoki bardzo mnie męczyły.