Serial lepszy, dużo bardziej niuansuje postacie i wydarzenia niż książka. Książka za to bardziej realistycznie podchodzi do Claya - słucha wszystkich kaset w ciągu jednej nocy i nie rozkłada tego na kilka dni...
#czytelniczebingo 13/25 - Książka, która została zekranizowana
Wiedziałem, że polityka to bagno, szczególnie amerykańska. Ale nie spodziewałem się, że jest to takie szambo, a chcąc być sensownym prezydentem, to trzeba zostać szambonurkiem.
Obama skupia się tutaj głównie na dwóch latach kampanii prezydenckiej i dwóch pierwszych latach swojej prezydentury. Skupia się na tych ważniejszych problemach swojej prezydentury - kryzysie ekonomicznym, Obamacare, wycofaniu wojsk z Iraku, katastrofie Deepwater Horizon, czy operacji zlikwidowania Bin Ladena. Opisuje wszystko od kuchni i nie szczędzi swoich przemyśleń. Jeżeli w opowieści pojawiają się jakieś ważne osoby, to zostają one bardzo fajnie wprowadzone. Dowiadujemy się kto, co, gdzie i kiedy
Tytuł: Nic mnie nie złamie. Zapanuj nad swoim umysłem i pokonaj przeciwności losu
Autor: David Goggins
Kategoria: memoir
Wydawnictwo: Galaktyka
Format: książka papierowa
Liczba stron: 368
Ocena: 7/10
Prywatny licznik: 16/48
Kto choć trochę łyknął motywacyjnego gówna z youtuba, ten na pewno słyszał o Gogginsie - byłym Navy Sealsie, który lubuje się w ultra (maratonach, triathlonach, etc.). Opisuje on swoje życie, od dzieciństwa, po dostanie się do jednostek specjalnych, pierwsze biegi ultra, aż do łamanie rekordu w podciąganiu się w 24h.
Ogólnie jest to książka motywacyjna, w której Goggins prezentuje swoje techniki - głównie "zesraj się, a nie daj się", jednak jest to zbyt duże uproszczenie. Proponuje on, m.in.:
- abyśmy zmierzyli się z swoimi ograniczeniami (historia z dzieciństwa, etc.),
- nie okłamywali się,
- wychodzili poza swoją strefę komfortu,
- wizualizowali sukces i drogę, która do niego doprowadza,
- stworzyli "słój z ciasteczkami", tj. wcześniejsze sukcesy, do których możemy wrócić w gorszych okresach.
Zbiór opowiadań, połączonych ze sobą wspólnymi bohaterami, w których dr Susan Calvin opowiada historię robotyki. Wszystkie opowieści oscylują wokół Trzech Praw Robotyki i problemów jakie one mogą generować.
Wciągająca, dobrze napisana i bardzo przyjemna lektura!
#czytelniczebingo 12/25 - SF, w którym technologia jest moralnym problemem
Od dawien dawna chciałem przeczytać tę książkę - klasyczek fantasy. No i powiem wam, że gdyby młodemu się nie podobało, to zmarnowałbym czas xD Średnio mi się podobało, bo była to zbyt banalna opowieść jak dla mnie. Motywy chrześcijańskie zostawiały nieprzyjemny posmak na języku, jednak spodziewałem się, że będą bardziej nachalne.
#czytelniczebingo 11/25 - Klasyk fantasy, którego nie przeczytałeś/aś
Trzeba nadrabiać wrzucanie książek z marca, bo się kilka zebrało
To nie jest taka zła książka. Czytało mi się przyjemnie. Jednak jak na Sapkowskiego, to nie są to jego wyżyny. Miałem wrażenie, że miał on pomysł na dłuższe opowiadanie, a postanowiono z tego zrobić powieść.
#czytelniczebingo 10/25 - Powrót do autora, którego już lubisz
Bo Sapkowski się nie nadaje do pisania historii osadzonych we współczesności i XX wieku jego kwiecisty styl w innych realiach niż te wzorowane na średniowieczu/epoce nowożytnej daje za mocny vibe grafomanii
@Vampiress oj nie zgodzę się. Sapek ma warsztat - tutaj wątki fantastyczno/historyczne zostały po prostu potraktowane po macoszemu. Wydaje mi się, że gdyby je bardziej rozbudował, to mielibyśmy lepszą książkę
Historia trzech rozrabiaków, którzy na wakacjach bawią się w detektywów, starają się rozwiązać zagadki i rozpracowywać domniemanych przestępców. Myślałem, że mnie bardziej wynudzi, a jednak było dość ciekawie. Z młodym dobrze się bawiliśmy przy lekturze.
#czytelniczebingo 9/25 - Książka starsza od ciebie
@l__p jako dziecko uwielbiałem książki Bahdaja, co prawda był daleko za Niziurskim, ale dalej w topce... aleś mi wspomnienia przywołał. Niech mi chłopaki podrosną to będę im czytał
@bojowonastawionaowca kazał w ramach #zimowewyzwania przeczytać książkę, to przeczytałem ostatni tom pieśni lodu i ognia, bo "Wichrów zimy" się nie doczekamy xD
Ten tom podobał mi się najmniej z całego cyklu. Historia ciągnie się jak guma do żucia, aby zakończyć się na kilku cliffhangerach. Jedynie wątek Tyriona, mojego ulubionego bohatera, trzymał super poziom.
Ostatni zbiór opowiadań Gaimana jaki mi został do przeczytania - idealnie do #czytelniczebingo
Każdy zbiór opowiadań jest jak bombonierka - czasami przytrafiają się zjadliwe kawałki, ale większość to badziewne czekoladki nugatowe (bleh). Tak też mamy tutaj. Niestety większość opowiadań jest średnia, a bardzo krótkie teksty, to Gaiman mógłby sobie darować. Najlepsze w tym zbiorze moim zdaniem są "Prawda to jaskinia w czarnych górach" oraz "Czarny pies". Ogólnie nie polecam, chyba że się jest wielkim fanem twórczości Gaimana.
Syn dostał tę książkę ze szkoły i chciał abyśmy przeczytali razem. Bardzo podobał mi się namalowany świat - dosłownie i w przenośni, bo ilustracje i opisy są zarąbiste.
Kraina Lisów (Fuchsland) jest miejscem odciętym od świata zewnętrznego. W mniemaniu głównej bohaterki Juny i jej przyjaciół panuje tam szczęście - istna idylla. Każdy mieszkaniec ma magiczny przedmiot, obdarzony własną wolą. Niektóre są bardzo pomocne, inne bywają psotliwe. Przypomina mi to odrobinę ubogą wersję świata z Harrego Pottera. Wszystko staje na głowę, gdy do wsi na magicznym dywanie przylatuje Fion. W wyniku wypadku zostaje podejrzany o zniszczenie najpotężniejszego magicznego artefaktu (zegara na wieży ratusza) i wygnanie całej magii z miejscowości. Juna jest jedyną osobą, która staje po jego stronie i aby udowodnić jego niewinność, wyrusza w niebezpieczną podróż i odkrywają tajemnice z przeszłości...
Sama historia dość naiwna, jak to w książkach dla dzieci często bywa, gdzie przyjaźń i życzliwość jest lekiem na całe zło tego świata.
Najpoczytniejszy kryminał w historii* - pasuje idealnie do #czytelniczebingo
Wciągająca i wartka akcja, zagadka kryminalna intryguje, a morderca do samego końca pozostaje niezidentyfikowany. Podanie zakończenia na tacy - plot twist w postaci listu, który wszystko wyjaśnia - bardzo mnie rozczarowało. Niby fajne, ale tak nie do końca.
#czytelniczebingo 7/25 - Książka, która sprzedała się w milionach
Anthony Hopkins mógłby napisać dobrą autobiografię, bo pamięć ma bardzo dobrą, a życie miał pełne wielu dobrych i złych momentów. Zamiast tego dostaliśmy przeciętną książkę ze wspomnieniami.
Hopkins pisze o swoim życiu oszczędnie, tylko tyle aby nakreślić kontekst i nie wchodzi w zbytnie szczegóły. Skupia się przede wszystkim na początkach kariery i alkoholizmie. Hopkins napomina jedynie o swoim pierwszym małżeństwie. O swojej córce, którą zostawił, pisze odrobinę więcej. Drugiemu małżeństwu nie poświęca wiele uwagi. O tym, że swoją drugą żonę zdradzał wielokrotnie, wspomina w jednym zdaniu i przechodzi nad tym do porządku dziennego. O Stelli (aktualnej żonie) pisze już więcej, wspomina o tym jak się spotkali... a to już coś xD
Więcej jest tutaj o grze w teatrze, niż o filmach. Z wspomnień wychodzi, że Hopkins miał relację "trochę cię kocham, a trochę nienawidzę" z teatrem. Wiele ról filmowych nawet nie jest wspomniana. Jedynie kreacje oskarowe zostały bardziej opisane, szczególnie wcielenie się w Hannibala Lectera.
W książce widać bardzo wielką miłość aktora do poezji i Szekspira. Na końcu książki jest wybór ulubionych wierszy autora.
Jak ktoś jest fanem aktora, to polecam. Reszta może sobie podarować.
Po książkę sięgnąłem po obejrzanym wywiadzie z panem Gryżewskim, autorem kilku książek z szeroko pojętej seksuologii. Najbardziej mnie zafascynowała "Sztuka obsługi waginy" - no i się zawiodłem. Nic ciekawego się nie dowiedziałem. Książka jest bardzo ogólnikowa, porusza kilkanaście różnych tematów i każdy jest ledwie liźnięty po wierzchu (hehe xD).
Ale po kolei: czytałem i nic nowego się nie dowiedziałem. Czy książka jest zła i zasługuje na 5/10? Nie.
Podejrzewam że wiesz jak obsługiwać waginę, ja też. Ale - jest masa ludzi, którzy wiedzę czerpią z pornoli i/lub z opowiadań kumpli. I właśnie dla nich jest ta książka.
Podobnie jak "Sztuka obsługi penisa". Jedna kobieta uzna że to "piaskownica" inna przeczyta z wypiekami na twarzy i być może zastosuje to i owo
@Yes_Man to nie do końca jest o tym co robić z waginą, tak jak sztuka obsługi penisa to nie jest przewodnik masturbacji. Te książki są głównie o psychologii i poruszają tematy edukacji seksualnej. Ale tak, ci co mieli dobrą edukację seksualną nie wyciągną za wiele z nich, ale ci co tej edukacji nie mieli... To jest przełom, dla mnie był :P
Ogólnie uważam że Sztuka obsługi penisa jest lepszą książką, dużo więcej się z niej dowiedziałem o sobie niż o kobietach ze Sztuki obsługi waginy. Ta druga w ogóle jest też w dużym stopniu o związkach. Niemniej polecam obie
Tytuł: »Mama, bitte lern Deutsch«: Unser Eingliederungsversuch in eine geschlossene Gesellschaft
Autor: Tahsim Durgun
Kategoria: Memoir
Wydawnictwo: Knaur
Format: audiobook
Liczba stron: 209
Ocena: 9/10
Prywatny licznik: 5/48
Znalazłem złoto! A wszystko przez Spotify i #czytelniczebingo! Zastanawiając się nad książką z kategorii "książka spoza strefy komfortu" zdecydowałem, że przeczytam/przesłucham coś po niemiecku. Od 12 lat siedzę w Niemczech, jednak jest to jedyny język w którym czytam bardzo mało i zawsze się przed tym wzbraniałem. Na "Mama, bitte learn Deutsch" trafiłem przypadkiem na Spotify i zaciekawiła mnie ta pozycja. Niestety autora (twórcę internetowego) nie znałem, bo i w niemieckim TikToku/Instagramie nie siedzę. Zacząłem słuchać i jak już napisałem - znalazłem złoto!
Tytuł dobrze odzwierciedla o czym będzie ta książka: "Mamo, proszę naucz się niemieckiego: Nasza próba integracji z zamkniętym społeczeństwem". Tahsim (ur. 1995) opowiada o życiu w Niemczech z perspektywy dziecka kurdyjskich jazydów, którzy wyemigrowali do Niemiec na początku lat 90tych. Książka ma podobny klimat jak "Born a Crime: Stories from a South African Childhood" Trevora Noah (link), którą słuchałem w zeszłym miesiącu. Tahsim poprzez swój humor opowiada o bardzo trudnych i wciąż aktualnych tematach: wykluczeniu społecznym, rasizmie i problemach integracji w niemieckim społeczeństwie. Pisze o swoim dzieciństwie i o swojej matce - kurdyjce, która przez 35+ lat nie nauczyła się niemieckiego, i problemach jakie z tego wynikają.
Najgorsze, że historie jakie Tahsim opisuje, wciąż są aktualne. Na moim własnym osiedlu widzę (i znam) rodziny, które są poprzez barierę językową wykluczone ze społeczeństwa, gdzie dzieci muszą przejąć rolę tłumacza, aby cokolwiek załatwić. Niestety uprzedzenia społeczne do emigrantów są wciąż silne. Ja staram się mieć otwarty umysł, bo pamiętam wiele historii z placu zabaw, gdzie "przejechałem" się na stereotypach. A i też temu, że sam jestem emigrantem...
#czytelniczebingo 5/25 - Książka spoza strefy komfortu
P.S. Od własnego syna też usłyszałem, że powinienem się nauczyć języka niemieckiego (a śmigam na poziomie +/- B2).
Książka spodobała mi się przez okładkę i wrzuciłem sobie na czytnik w zeszłym roku. Nie czytałem nawet o czym jest, a powinienem był. Szukając czegoś na #czytelniczebingo do kategorii "z Ameryki Południowej" z tego co już na czytniku miałem, mogłem wybrać między tym, a Paulo Coelho xD
Autorka chciała połączyć dystopię z kanibalizmem i hodowlą ludzi na "mięso specjalne", jednak zabrakło jej dobrego światotwórstwa. Dostałem za mało informacji, aby ot tak przyjąć prawie natychmiastowe przejście społeczeństwa na jedzenie ludzi. Wprawdzie mamy powiedziane, że panuje wirus który roznoszą zwierzęta i dlatego zostały one wybite na całym świecie. Nie jest to dla mnie wystarczający powód, aby od razu przechodzić na kanibalizm.
Kolejnym minusem jest opowiedziana historia. Marcos pracuje w rzeźni, niedawno zmarło mu dziecko, zostawiła go żona i przechodzi mały kryzys. Od hodowcy dostaje specjalny prezent - niemodyfikowaną genetycznie "samicę". Historia idzie w przewidywalnym kierunku, a zakończenie nie jest satysfakcjonujące w żaden sposób. Autorka próbuje być szokująca na siłę. Zamiast skupiać się na bohaterach i opowiedzeniu fajnej, ciekawej historii, to kładzie nacisk na opisy pracy rzeźni, procesu uboju, sprzedaży, polowań na ludzi, itd.
Nie polecam.
Jak ktoś chce przeczytać coś ciekawszego w temacie hodowli ludzi na mięso, to polecam mangę The Promised Neverland (link) dużo lepiej i ciekawiej podchodzi do tematu (mimo swoich wad).
#czytelniczebingo 4/25 - Książka autora/ki z Ameryki Południowej
Wprawdzie mamy powiedziane, że panuje wirus który roznoszą zwierzęta i dlatego zostały one wybite na całym świecie. Nie jest to dla mnie wystarczający powód, aby od razu przechodzić na kanibalizm.
Miałam kiedyś czytać tę książkę, ale jak przeczytałam streszczenie z tymi informacjami, to zrezygnowałam, bo mi to od razu zajechało skopanym światem przedstawionym. Primo, to autorka nie wie, jak działają wirusy - wirus o takiej zjadliwości, że zaatakowałby wszystkie zwierzęta hodowlane, niechybnie musiałby i przenieść się na ludzi i stać się przyczyną kolejnej pandemii, bo skoro tak łatwo przeskakuje między gatunkami, to czemu i na ludzi nie? To powinna być analogiczna sytuacja do działania pałeczek dżumy. Secundo, to w większości kultur świata kanibalizm jest jednym z najsilniejszych tabu i do jego złamania dochodzi niemal wyłącznie w rozpaczliwych sytuacjach (pomijam morderców psychopatów) - tutaj warto chociażby przyjrzeć się rozmaitym klęskom głodowym w historii ludzkości, nie każdy był wówczas w stanie uciec się do kanibalizmu, większość ofiar jednak zwyczajnie umierała z głodu.
@Vampiress ta książka nie ma świata przedstawionego, pokazuje tak proste założenia, jakby autorka ją na papierze toaletowym spisywała i w pewnym momencie zabrakło
Książka o Koperniku w której samego Kopernika jest niewiele.
Autor sprawnie opowiada historię życia astronoma, dopowiada i snuje hipotezy tam, gdzie źródeł jest niewiele, czyli praktycznie przez całą książkę. Niestety, jak dla mnie za dużo jest tutaj historii wszystkiego naokoło, czy to Warmii, Krzyżaków, biskupów i kanoników. Czasami miałem wrażenie, że autor za bardzo odchodził od tematu i niepotrzebnie aż tak zagłębiał się w politykę, zdrady, spiski i wewnętrzne sprawy Kapituły Warmińskiej. Wplatanie w nich Kopernika wydaje się trochę nagięciem historii. Orliński powinien był napisać powieść historyczną z Kopernikiem w tle - a lekkość pióra i warsztat do tego ma :)
Tytuł: Coś tu śmierdzi. Nauka, która wrze, bulgocze i wybucha
Autor: Adam Mirek
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Format: książka papierowa
ISBN: 9788383679518
Liczba stron: 288
Ocena: 8/10
Prywatny licznik: 2/48
Książka ta, podobnie jak Bebechy i Glutologia, przekazuje wiedzę przy okazji, powiadając tym razem detektywistyczną historię w stylu Scooby Doo. Młody zachwycony. Mirek trzyma poziom. Jedynie spodziewałem się więcej śmierdzących informacji
#czytelniczebingo 2/25 - Świeżaczek - książka wydana w/lub po 2025
Rozumiem dlaczego tak wielu osobom się ta książka podoba. Pomysł na obcych - TOP. Ciężko będzie przebić wężydła, jako najlepiej przemyślaną i opisaną rasę obcych. Sama fabułą - nic ciekawego, ot pierwszy kontakt. Budowa świata - meh. Wpychanie filozofii i przemyśleń o świadomości czytelnikowi na siłę - meh. Bohaterowie byli ok, nie byli dla mnie wyraziści, a za bardzo generyczni. Sam Siri nie pasował mi do zmontowanej ekipy i zastanawiałem się, po co tam się znajdował.
#czytelniczebingo 1/25 Nowy autor, którego wcześniej nie czytałeś
@LeniwaPanda Funkcja którą pełnił Siri w trakcie misji nie miała najmniejszego sensu moim zdaniem. Wysyłając ekipę na koniec kosmosu, aby zbadać nieznany nam sygnał, gdzie mamy ograniczone miejsce/zasoby (w końcu jest ich tylko 5tka), dodanie Siriego, który "protokołuje" jest moim zdaniem marnotrawstwem. Funkcję tę mógł bez problemu przejąć wampir/Tezeusz.
@l__p Siri nie tylko protokołował. To była jego "oficjalna" funkcja. On był takim dekryptorem na obcych w przypadku kiedy będą poza zasięgiem ludzkiego poznania. Właśnie gdyby cała załoga zawiodła i nasze ziemskia wiedza nie wystarczyła. Jego funkcja w książce jest trochę średnio przedstawiona a tym bardziej jaką był pomocą. Dawno czytałem więc już dobrze nie pamiętam.