Kolejny klasyk Astrid Lindgren przeczytany wspólnie z synem. Bawiłem się świetnie, a młody też dał się wciągnąć w historię. Mam jednak pewien problem z tak pesymistycznym wydźwiękiem opowieści i jej zakończeniem - moim zdaniem nie do końca pasuje ono do książki dla dzieci.
Spośród komiksów Itō, które czytałem (Gyo, Uzumaki, Tomie), ten podobał mi się najbardziej. Itō stworzył tu prawdziwy horror — każda opowieść budzi niepokój, tak jak powinna. W przeciwieństwie do Gyo, nie popadamy w absurd, a całość utrzymana jest w odpowiednim, mrocznym tonie.
Czytanie młodemu na dobranoc to nasz mały rytuał – i mam nadzieję, że potrwa jak najdłużej. A przy „Dzieciach z Bullerbyn” bawiliśmy się naprawdę świetnie! To niby klasyka literatury dziecięcej, ale magia tej książki nadal działa. Młody od razu się wkręcił – śmiał się z przygód bohaterów, zadawał pytania, a czasem nawet nie chciał kończyć, bo „jeszcze jeden rozdział!”.
Dawno temu oglądałem anime, ale nie skończyłem. Postanowiłem więc wrócić do tej historii – tym razem od początku, z mangą – i dać jeszcze jedną szansę Nanom: Komatsu (Hachi) i Osaki.
Co mi się podobało:
Postacie – każda z nich jest wyrazista, z mocno zarysowaną osobowością. Nawet postacie drugoplanowe mają swoje unikalne cechy i problemy.
Początek historii – moment, w którym drogi Hachi i Nany się przecinają, ich wspólne mieszkanie, kiełkująca przyjaźń… to wszystko wciąga od razu. Szczególnie podobała mi się dynamika między nimi – zupełnie różne charaktery, które pięknie się dopełniają.
Wielowymiarowe spojrzenie na miłość – Ren i Nana, Hachi i Takumi, Reira i Takumi, Yasu i Nana… Każda z tych relacji jest inna, ma swój ciężar emocjonalny i pokazuje różne oblicza miłości – tej namiętnej, bolesnej, platonicznej, przyjacielskiej, niedojrzałej i tej dojrzałej.
Co mi zgrzytało:
Kreska – styl Yazawy ma swój urok, lecz przy większej liczbie postaci łatwo się pogubić. Niektóre wyglądają zbyt podobnie i trzeba się nieźle skupić, żeby połapać się, kto jest kim.
Zagmatwana fabuła – z czasem relacje między bohaterami stają się tak złożone i emocjonalnie poplątane, że łatwo stracić orientację co się dzieje.
Hachi jako postać – z początku jest to impulsywna i romantyczna dziewczyna, która ma niezdrowe relacje z mężczyznami. Niestety… nie przechodzi większej przemiany, a szkoda, bo był w tym duży potencjał.
Zakończenie – nie daje satysfakcji. Czułem, jakby historia została po prostu przerwana, a nie domknięta. Dużo wątków pozostaje niedopowiedzianych.
„NANA” to mieszanka emocji, świetnie wykreowanych postaci i dramatycznych relacji. Ale też historia, która z czasem traci rytm i nie do końca spełnia obietnice, jakie daje na początku. Mam bardzo mieszane uczucia.
@l__p Też cenię „NANĘ” właśnie za to, że postacie miały swoje wady, decyzje, które trudno zrozumieć, ale dzięki temu wydawały się prawdziwe. Mimo że manga i anime pozostały niedokończone (anime nawet bardziej) to zostawiły we mnie silne emocje. Kreska rzeczywiście była staroświecka w obu ale i tak to jest tytuł z jakim warto się zapoznać.
Kreskę Itō rozpoznam chyba wszędzie – jego styl jest nie do podrobienia i graficznie "Gyo" naprawdę robi wrażenie.
Sama historia zaczyna się bardzo dobrze – tempo, niepokój, tajemnica… wszystko grało, a atmosfera budowała się tak, jak na dobry horror przystało. Niestety, w pewnym momencie wszystko skręca ostro w stronę absurdu. "Gyo" przypomina mi horror klasy B – z jednej strony mocno kiczowaty, z drugiej… nie mogłem przestać czytać
Główny bohater? No cóż… raczej nijaki. Ani nie irytuje, ani nie zachwyca – po prostu jest.
Z ciekawości - ile średnio zajmuje wam przeczytanie 100 stron książki powiedzmy lub po prostu tej książki (120 stron) w takim spokojnym tempie bez pośpiechu? Lubimyczytać niby ma jakiś tam przelicznik, ale nie wierzę, że przeczytam to w 2 godziny
Na Solo Leveling natrafiłem przypadkiem na YouTube i tak mnie wciągnęło, że obejrzałem anime… no i przepadłem. Kiedy już nie miałem więcej odcinków do obejrzenia, postanowiłem sięgnąć po komiks. A raczej webtoon
Co mi się podobało?
Format – przystosowanie do czytania na telefonie to świetna sprawa.
Styl narracji – szybka akcja, bez zbędnych dłużyzn. Świat jest rozbudowany, ale nie przesadnie, co dobrze pasuje do tego typu historii.
Grafika – cud, miód i orzeszki! Ilustracje są naprawdę świetne, dynamiczne, pełne detali.
Co mi się nie podobało?
Schematyczność – typowy problem narracji „od zera do bycia OP”. Po każdym pokonanym przeciwniku pojawia się coraz silniejszy wróg, potem jeszcze silniejszy… i w pewnym momencie robi się to przewidywalne i nużące.
Brak głębi postaci – Sung Jin-Woo to absolutny dominator, ale niestety, reszta bohaterów jest tylko tłem. Nie ma tu większego emocjonalnego rozwoju, dylematów moralnych ani realnych konsekwencji jego czynów.
Dawno nie czytałem czegoś, co tak bardzo przypomniałoby mi emocje z dzieciństwa, kiedy z wypiekami na twarzy pochłaniałem Harry’ego Pottera. “Rytmatysta” totalnie mnie wciągnął – zarwałem pół nocy, żeby go dokończyć!
Co mi się podobało?
Akcja – dynamiczna i angażująca, przez co ciężko się oderwać.
Bohaterowie – Joel i Melody to świetnie napisane postacie, a ich relacja jest naturalna i pełna chemii. Na plus brak sztucznego wątku romantycznego!
System magiczny – Kredowce, linie życia, okręgi ochronne – wszystko ma sens i jest dobrze przemyślane.
Co mi się nie podobało?
Światotwórstwo – momentami wydawało się leniwe. USA jako archipelag wysp, Kredowce w Nebrasku… Wolałbym już osadzenie akcji w naszym świecie.
Pratchett to jak zawsze wielka dawka absurdu i humoru, jednak Złodziej Czasu nie przypadł mi aż tak do gustu, a wszystko przez to, że mi się strasznie dłużyło. Przemęczenie w lutym też tutaj nie pomogło, a i pewnie jakiś mnich mi czasu podkradł…
Zarąbista książka dla dzieci. Czytałem z młodym (lvl 8 ) i byliśmy zachwyceni. Było śmiesznie, było ciekawie i młody nauczył się co nieco. Czego to więcej chcieć?
Książka to klasyka SF, dała początek całemu universum z grami, filmami i komiksami, określenia jak stalker przeszły do języka potocznego, tłumaczona na 30 języków. No ale każdy ma swoje gusta, mnie się podobała ale tobie nie musi.
Powiem szczerze, nie podobało mi się. Ogólnie dramat opowiada o początkach kultu Dionizosa i jego konflikcie z Penteusem. Urażone ego boga i jego nieuznanie przez władcę Teb doprowadza do tragedii - Agawe, matka Penteusa, nieświadomie go morduje.
"Medea" Eurypidesa wywołała u mnie mieszane uczucia. Silna postać kobieca, która nie wpisywała się w typowe schematy, to trzeba przedstawić ją jako szaloną!
Medea dla Jazona zdradza swoją rodzinę i opuszcza ojczyznę. W zamian oczekuje jedynie lojalności i miłości. Jazon natomiast postanawia ją zdradzić i związać się po latach z koryncką księżniczką. Urażona duma i chęć ukarania Jazona jest tak silna, że ból jaki sobie tym Medea spowoduje jest spychany na dalszy plan. Upokorzona postanawia się zemścić i morduje króla Koryntu, nową żonę Jazona oraz swoje dzieci.
Myślałem, że to będzie łatwa i prosta lektura, a dostałem coś całkowicie odmiennego. To będzie ciekawa dyskusja na pierwszym spotkaniu Kawiarenkowego Dyskusyjnego Klubu Czytelniczego xD
Pratchett to mistrz absurdalnego i typowo brytyjskiego humoru. W Wiedźmikołaju nabijamy się m.in. z konsumpcjonizmu, świąt Bożego Narodzenia czy wykwintnych restauracji (dania z butów i błota FTW xD).
Ktoś chce zabić Wiedźmikołaja i płaci za ta grube miliony. Zadania podejmuje się pan Herbatka z Gildii Skrytobójców. Śmierć przejmuje (tymczasowo) jego obowiązki, a Susan zabiera się za rozwiązanie zagadki, co stało się z prawdziwym Wiedźmikołajem. W międzyczasie magowie starają się rozwiązać zagadkę pojawiających się nowych bóstw (jak np. gnom kurzajka xD).
Ubawiłem się czytając tę książkę Polecam każdemu
P.S. Śmierć obdarowujący małą dziewczynkę mieczem jests chyba najlepszą sceną
Prywatny licznik: 55/52 (41 książek / 14 komiksów)
Jako nowy biegacz postanowiłem przeczytać coś, co pozwoli mi być lepszym tuptaczem. Szybkie googlowanie i znalazłem tę pozycję i powiem wam, że się nie zawiodłem.
Autor przedstawia swoją filozofię treningową biegania adaptacyjnego (eng. adaptive running), które opiera się na poniższych zasadach:
1. Celem treningu jest stymulacja konkretnego zestawu adaptacji fizjologicznych, które są potrzebne do osiągnięcia maksymalnej wydajności w szczytowym momencie wyścigu.
2. Programy treningowe muszą być dostosowane do indywidualnych mocnych i słabych stron, potrzeb i celów każdego biegacza.
3. Indywidualne harmonogramy treningowe muszą być dostosowywane codziennie, w oparciu o reakcję biegacza na ostatni trening i wszelkie inne czynniki, które mogą mieć wpływ na gotowość biegacza do zaplanowanego treningu.
4. Biegacz musi dostosowywać swój trening z sezonu na sezon, z roku na rok, w odpowiedzi na efekty ostatnio ukończonego cyklu treningowego, aby stymulować dalsze pozytywne adaptacje.
Niby nic odkrywczego, jednak dla mnie było to bardzo otwierające oczy. Autorzy przedstawiają metody treningowe, rodzaje treningów, przykłady, itd. abyśmy sami mogli ułożyć swój idealny plan treningowy. Wszystko jest dokładnie wyjaśnione i opisane. Polecam!
ciekawe, teraz się zastanawiam na miłe to jest zbieżne z planami treningowymi od garmina, bo one mają się niby dostosowywać do tego jak mi idzie, ale w praktyce to mam wrażenie że czasem chcą mnie zabić 😅
Tytuł: Alcibiades [w Lives of the noble Grecians and Romans by Plutarch]
Autor: Plutarch
Kategoria: historia, biografia
Wydawnictwo: Project Gutenberg
Ocena: 6/10
Prywatny licznik: 54/52 (40 książek / 14 komiksów)
Alkibiades był najbardziej barwną postacią z dotychczasowych żywotów Plutarcha jakie przeczytałem. Był jak chorągiewka na wietrze Strateg, który pomagał Atenom w wojnach i przyczynił się do wyprawy na Sycylię. Został oskarżony o świętokradztwo i uciekł do Sargos, pomagał Sparcie i zbałamucił Spartańską królową xD Z tego powodu znów musiał uciekać. W obliczu zagrożenia Persji uzyskał przebaczenie Ateńczyków. Po kilku latach wojny znów popadł w niełaskę i musiał uciekać. Został zamordowany na rozkaz Sparty.
Tytuł: Pericles [w Lives of the noble Grecians and Romans by Plutarch]
Autor: Plutarch
Kategoria: historia, biografia
Wydawnictwo: Project Gutenberg
Ocena: 6/10
Prywatny licznik: 53/52 (39 książek / 14 komiksów)
Biografia Peryklesa jakoś mi się nie spodobała i powiem szczerze, że ją wymęczyłem. Pewnie zmęczenie w grudniu miało na to wpływ... Z moich skromnych notatek, to Perykles był bardzo rozważny w słowach, nie mieszał się w sprawy państwowe i skupił się na wojsku. Był generałem w trakcie wojny peloponeskiej.
Tytuł: Solon [w Lives of the noble Grecians and Romans by Plutarch]
Autor: Plutarch
Kategoria: historia, biografia
Wydawnictwo: Project Gutenberg
Ocena: 6/10
Prywatny licznik: 52/52 (38 książek / 14 komiksów)
Kolejne spotkanie z Plutarchem i jego żywotami, tym razem Solon. Ciekawa biografia, jednak sposób opisania Likurga bardziej mi się podobał. Najważniejsze informacje o Solonie to obalenie praw Drakona, podział społeczeństwa na cztery kasty i ustanowienie rady czterystu (po 100 obywateli z każdej kasty).