No i znowu amerykańce lecą oglądać tajne bazy nazistów na księżycu
Aż się prosiło, żeby przypomnieć sobie historię sprzed 57 lat... Niby kurde tyle czasu minęło, ale start nadal wygląda tak samo i powoduje ciary na plecach
POLSKA DLA POLAKÓW, ZIEMA DLA ZIEMNIAKÓW, KSIĘŻYC DLA KSIĘŻY
Czyli dwie ciekawostki kosmiczno-katolickie z okazji rocznicy misji Apollo 11.
Biskup Księżyca
Istnieje legenda, że gdy biskup diecezji Orlando na Florydzie William Donald Borders przyjechał do Rzymu, krótko po lądowaniu Apollo 11, wspomniał papieżowi, że jest „biskupem Księżyca". Odpowiadając na zmieszaną reakcję papieża, wyjaśnił, że zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego z 1917 roku (wtedy obowiązującym) każde nowo odkryte terytorium podlegało jurysdykcji diecezji, z której wyruszyła ekspedycja, która je odkryła. Miejsce startu misji księżycowych Apollo (przylądek Kennedy'ego/Canaveral) znajdowało się w hrabstwie Brevard, należącym do diecezji Orlando. Idąc tą logiką, oprócz bycia biskupem 13 hrabstw należących do diecezji, był on również biskupem Księżyca.
Pierwszy posiłek na Księżycu
Pierwszym posiłkiem spożytym przez człowieka na obcym ciele niebieskim była Komunia Święta przyjęta przez astronautę Buzza Aldrina - pobożnego prezbiterianina (czyli nie katolik, ale tak mi ładniej brzmiało w tytule).
Po wylądowaniu Buzz nadał przez radio: „Chciałbym skorzystać z okazji i poprosić każdą osobę słuchającą, kimkolwiek i gdziekolwiek się znajduje, aby zatrzymała się na chwilę i zastanowiła nad wydarzeniami ostatnich kilku godzin, i podziękowała na swój własny sposób”.
Potem już prywatnie odczytał fragment Ewangelii wg św. Jana 15,5: "Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić." Następnie przyjął przygotowaną wcześniej Komunię w postaci chleba i wina. Ze względu na kontrowersje wokół czytania Biblii podczas Apollo 8, zdecydowano się zachować tę ceremonię w tajemnicy.
Czyli trochę o podcaście, za który zabierałem się na raty zdecydowanie zbyt długo. W skrócie to dokument audio o misji Apollo 11, ale tak naprawdę to znacznie więcej. To historia nie tylko o lądowaniu, ale też o tym, co się musiało wydarzyć, żeby to w ogóle było możliwe. I choć główny wątek to Eagle i jego ostatnie 13 minut lotu ku powierzchni Księżyca, to po drodze dostajemy masę opowieści o wcześniejszych misjach - jak Apollo 8 - o ludziach, procedurach, komputerach, błędach, dylematach i analogowych lifehackach.
Struktura jest dość ciekawa, bo mamy 10 odcinków budujących napięcie i uczących jak rozumieć różne aspekty, a 11 to sam zapis ostatnich 13 minut bez narracji - czyste audio z misji. 12 to dodatkowe nagranie na żywo z okazji 50-lecia, taki bonus z publicznością i dodatkowymi rozmowami.
No i muszę przyznać, że jakość tego podcastu jest niesamowita. Przede wszystkim samo to, że wyprodukowało go studio brytyjskie sprawia, że mało jest takich elementów krzyczących do słuchacza "America Fuck Yeah!". Zaskakujące było to, jak niezrozumiałe na początku były rozmowy astronautów z kontrolerem lotów i jak dużo rozumiałem pod sam koniec podcastu. Nie chcę wam tu rzucać spoilerów, ale im dłużej słuchałem, tym bardziej imponowało mi to, jak ci ludzie potrafili dokonać czegoś takiego, nie mając opcji np. na zamontowanie wyświetlaczy na których obecnie odczytujecie ten wpis. Coś takiego, jak określanie pozycji modułów, komunikacja, czy wybór miejsca do lądowania to analogowy majstersztyk.
Narratorem jest Kevin Fong, czyli lekarz, popularyzator nauki i przede wszystkim osoba, która zajmowała się dla NASA medycyną kosmiczną - która też będzie miała drobny epizod w tej opowieści. Mężczyzna wydaje się idealny dla tej opowieści i sprawia, że w połączeniu z tematem muzycznym skomponowanym przez Hanza Zimmera, całość po prostu wciąga jak coś pewnego pingwina. Były miejsca gdzie realnie miałem ciarki na plecach, choć nie oczekuję, że każdy tak zareaguje. Ja się jaram kosmosem i tak jakoś wyszło.
Osobami, które poznamy podczas słuchania będą nie tylko sami piloci, ale w zasadzie każdy - kto jeszcze żyje - kto zbudował jakiś system dla programu Apollo lub wymyślił jakieś rozwiązanie, czy był podczas lądowania w centrum dowodzenia. Chyba najciekawszymi dla mnie były wstawki programistyczne, choć nie oczekujcie, że ktoś tu będzie strzelał komendami z assemblera, czy w tamtym przypadku AGC assembly (Apollo Guidance Computer). Samo działanie kilku programów - chyba można je nazwać modułami - będzie opisane dość dobrze, zwłaszcza program 63, czyli taki, który pomaga w lądowaniu. Swoją drogą ktoś przepisał cały ten kod użyty w komputerze Apolla 11 i możecie go znaleźć na GitHubie . Nie jestem programistą, ale całość wydaje się całkiem przystępnie opisana w komentarzach. Omawiany kod w tamtej bazie nazywa się chyba R63 w folderze Luminary099. Swoją drogą na ostatnim zdjęciu jest Margaret Hamilton, która była odpowiedzialna za dział piszący oprogramowanie AGC, a historię tych kartek poznacie podczas słuchania.
Pewnie mógłbym opisać więcej, ale zostawię to wam do odkrycia. Sam skończyłem w wersji audio pierwszy sezon i za jakiś czas zabiorę się za sezon drugi. Warto wspomnieć, że podcast znajdziecie za darmo TUTAJ i można sobie pobrać każdy odcinek lub słuchać bezpośrednio. Powinien też być na większości platform jak iTunes, czy Spotify, a jak chcecie bardziej wizualnej opowieści, to z tego, co pamiętam na YouTube jest wersja z dodatkowymi obrazkami. Nie mam co do tego pewności, więc sami będziecie musieli to sprawdzić - czy tam jest masa obrazków.
Ze swojej strony serdecznie polecam.
A no i wiadomo. Jak ktoś jest denialistą, to podcast zadziała, jak płachta na byka.
-----------------------
#dziwencast <- Tu wrzucam takie wpisy, a wszystkie moje "recenzje", a może raczej przemyślenia o podcastach, książkach i grach znajdziecie w Społeczności DZIWENWERSUM - RECENZJE. Tak dla porządku.
@entropy_ w sumie ten błąd 1202 ma spory fragment poświęcony w tym podcaście. Całkiem ciekawe. Zwłaszcza, że przyczyna była dość trywialna, choć trudna do obejścia, jak nie wzięło się jej pod uwagę.
Pamiętam jak po ok 600h w KSP oglądałem dokument, w którym było też bardzo długie ujęcie z lądowania 11stki.
A że nie raz sp⁎⁎⁎⁎⁎yłem lądowanie i wiedziałem jak ciężko efektywnie paliwowo wylądować na planecie bez atmosfery, to byłem pod wielkim wrażeniem tego co Armstrong zrobił.
Nie będę spoilować, czy te 11 minut lądowania zakończyło się sukcesem, czy musieli próbować od nowa.
Dokładnie 56 lat temu, 20 lipca 1969 roku astronauci misji Apollo 11 jako pierwsi w historii ludzie wylądowali na powierzchni Księżyca.
16 lipca załoga w składzie Neil Armstrong, Buzz Aldrin i Michael Collins wystartowała z Przylądka Kennedy’ego, aby po 3 dniach wejść na orbitę księżyca. 20 lipca Neil i Buzz w module księżycowym "Eagle" odłączyli się od statku i zaczęli lądowanie.
O 20:17 GMT Aldrin wypowiada słowa "Contact light!” po zapalenie się lampki sygnalizującej dotknięcie powierzchni Księżyca przez sondę wysuniętą z podpory lądownika. Niektórzy twierdzą, że to właśnie te słowa należy uznać za pierwsze jakie powiedziano na Księżycu. Niespełna pół minuty później Armstrong melduje "The Eagle has landed". Słowa o "Wielkim kroku dla ludzkości" padają dopiero kilka godzin później, po stanięciu Armstronga na powierzchni.
Pierwszy stopę na Księżycu postawił Armstrong, co transmitowane było na żywo w telewizji na całym świecie - także w Polsce. Astronauci zatknęli amerykańską flagę, pobierali próbki skał i prowadzili eksperymenty. Umieścili też tabliczkę z napisem: „W tym miejscu ludzie z planety Ziemia po raz pierwszy postawili stopę na Księżycu. Lipiec 1969. Przybywamy w pokoju dla dobra całej ludzkości”.
Armstrong i Aldrin spędzili na Księżycu 21 godzin i 36 minut (tak blisko...), po czym bezpiecznie powrócili Orłem do modułu dowodzenia.
W czasie gdy Neil Armstrong i Buzz Aldrin stawiali kroki na srebrnym globie Michael Collins samotnie czekał w statku na ich powrót. Powrót, który wcale nie był pewny. Gdyby coś poszło nie tak, Collins musiałby wrócić na Ziemię sam, zostawiając swoich potowarzyszy na Srebrnym Globie. Nie było żadnego planu ratunkowego, wszystko musiało pójść bezbłędnie zgodnie z planem.
No ale żeby takim poważnym tonem nie kończyć to łapcie luźną ciekawostkę: Buzz Aldrin jako pierwszy człowiek wyszczał się na Księżycu.
56 lat temu, 16 lipca 1969 roku rozpoczęła się misja Apollo 11.
Rakieta Saturn V z trzyosobową załogą wystartowała o godzinie 9:32 czasu lokalnego (EDT) z Przylądka Kennedy’ego (obecnie Przylądek Canaveral) na Florydzie. Cztery dni później astronauci Neil Armstrong i Buzz Aldrin jako pierwsi ludzie stanęli na powierzchni Księżyca (trzeci astronauta - Michael Collins, czekał na ich powrót w module dowodzenia).
@Rafcio600 ...Tego Trzeciego, tj. Michaela Collinsa prawie nikt nie pamięta. Aż tak bardzo, że chwilę po locie Jethro Tull napisał na jego cześć całkiem niezły kawałek.
Repozytorium na GtiHubie zawierające oryginalny kod źródłowy sterujący komputerami modułu dowodzenia (Comanche055) oraz modułu księżycowego (Luminary099) programu Apollo (czyli lądowania na Księżycu w roku 1969).
W opisie repozytorium znajdują się linki do oryginalnych skanów kart na których był zapisany oryginalny kod.
Ta sekcja w artykule na Wikipedii oraz pliki readme poszczególnych modułów mówią nieco więcej o działaniu tego komputera. Ja nie jestem wykwalifikowany żeby cokolwiek tutaj tłumaczyć xD
@lukmar jak sobie przypominam zajęcia z assemblera na uczelni, to aż mi teraz słabo. Kilkanaście lat temu to było i od tamtej pory nawet 1 linijki nie musiałem w tym na szczęście napisać
Chciałbym podziękować, za docenieni mojej wczorajszej publikacji. Wiele to dla mnie znaczy i cieszę się, że uczestniczę w budowaniu tak ciekawej i pięknej społeczności.
Dobra.
Do sedna dzisiejszego postu o misjach kosmicznych.
Na zdjęciu dane jest nam zobaczyć moduł księżycowy LM, podczas operacji zmiany pozycji i ponownego dokowania do modułu dowodzenia tuż przed opuszczeniem trzeciego członu S-IVB.
Całość operacji działo się trzy godziny przed opuszczeniem ziemskiej orbity, gdzie w takim już połączeniu misja pędziła na orbitę księżyca.
Zdjęcie zostało zrobione 16 lipca 1969 roku. Więc tak, to kawał historii i ważnych momentów dla ludzkości.
Zdjęcia typu: kolejny krok w podboju kosmosu. Ciekawe czy powstanie kiedykolwiek międzynarodowa stacja kosmiczna np. nad księżycem albo Marsem. Ziemia ma swoją, i jest to godne, ale czy nie warto zainwestować w coś takiego nad innymi planetami - ale to chyba plany sięgające daleko w przyszłość.
To zdjęcie zostało zrobione 16 lipca 1969 roku, 10 godzin po rozpoczęciu misji Apollo 11. Astronauci wraz z sondą i modułem kosmicznym oraz stopniem rakiety S-IVB, znajdowali się w odległości około 90123 kilometrów od ziemi.
Niesamowity widok, nawet jak na obecne czasy i bardziej zawansowaną technologię, która pozwala nam na robienie dokładniejszych zdjęć.
Z okazji tego zdjęcia mam jeszcze dla Was cytat.
"Spójrz ponownie na tą kropkę. To Nasz dom. To my. Na niej wszyscy, których kochasz, których znasz. O których kiedykolwiek słyszałeś. Każdy człowiek, który kiedykolwiek istniał, przeżył tam swoje zycie. To suma naszych radości i smutków. To tysiące pewnych swego religii, ideoligii i doktryn ekonomicznych. To każdy myśliwy i zbieracz. Każdy bohater i tchórz. Każdy twórca i niszczyciel cywilizacji. Każdy król i chłop. Każda zakochana para. Każda matka, ojciec i każde pełne nadziei dziecko. Każdy wynalazca i odkrywca. Każdy moralista. Każdy skorumpowany polityk. Każdy wielki przywódca i wielka gwiazda. Każdy święty i każdy grzesznik w historii naszego gatunku, żył tam. Na drobinie kurzu zawieszonej w promieniach Słońca. Pomyśl o rzekach krwi przelewanych przez tych wszystkich imperatorów, którzy w chwale i zwycięstwie mogli stać się chwilowymi władcami fragmentu tej kropki.
Naszym pozą, naszemu urojonemu poczuciu własnej ważności, naszej iluzji posiadania jakiejś uprzywilejowanej pozycji we wszechświecie, rzuca wyzwanie ta oto kropka bladego światła. Nasza planeta jest samotnym ziarenkiem pośrodku tej wielkiej, otaczającej nas kosmicznej ciemności. W naszym ukrytym miejscu, pośród całego tego ogromu, nie ma jednak żadnej wskazówki na to, że z zewnątrz nadejdzie pomoc, by ocalić nas przed nami samymi. Ziemia jest jedynym dotychczas znanym światem, na którym istnieje życie. Nie ma innego miejsca, przynajmniej w najbliższej przyszłości, gdzie nasz gatunek mógły wyemigrować. Odwiedzić - tak. Osiedlić się - jeszcze nie. Czy się nam to podoba czy nie, Ziemia pozostaje na razie naszym domem. Mówi się, że astronomia uczy pokory i kształtuje charakter. Nie ma chyba lepszego dowodu na szaleństwo ludzkiej zarozumiałości niż widok naszego malutkiego świata z tak dalekiej perspektywy. Uważam, że ten obraz podkreśla naszą odpowiedzialność za bycie dla siebie bardziej życzliwymi, za ochronę i poszanowanie błękitnej kropki - jedynego domu jaki kiedykolwiek mieliśmy."