Wydawnictwo Vesper wyda pierwszy tom trylogii Nowe Crobuzon w Wymiarach. "Dworzec Perdido" Chiny Miéville'a jest planowany na sierpień 2026 roku. Poniżej okładka i krótko o treści.
Pod potężnymi, wybielonymi żebrami martwego pradawnego stwora rozciąga się miasto Nowe Crobuzon - miejsce, w którym szemrane interesy nikogo nie dziwią. Nawet Isaaca, utalentowanego i ekscentrycznego naukowca, od lat po cichu prowadzącego swoje niezwykłe badania.
Pewnego dnia zjawia się u niego przybysz z dalekich krain - Garuda - przedziwna hybryda, półczłowiek półptak i składa mu niecodzienną propozycję. Wraz z jego pojawieniem się Isaac zostaje wciągnięty w intrygę, której skala przekracza wszystko, czego dotąd się imał. Choć prośba Garudy wydaje się niemal szaleństwem, w uczonym budzi się żarliwe pragnienie zrozumienia, a niezrozumiała, głęboka fascynacja sprawia, że postanawia podjąć wyzwanie.
Wkrótce w tkance New Crobuzon zaczyna kiełkować przemiana - osobliwa i przerażająca, niczym choroba przeżerająca żywy organizm. Rozsnuwa się po ulicach, po ciałach i umysłach jego mieszkańców, niosąc grozę, której nie ośmieliłby się stawić czoła nawet sam Ambasador Piekła.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Piękna książka, muszę wrócić do niej bo jak czytałem pierwszy raz to dalszych części jeszcze w Polsce nie było, teraz może sobie cała trylogię zapodam.
Od początku byłem fanem vespera, że wydają książki, których nie było już/jeszcze na rynku. Ale trochę mnie boli, że serie, które mogły mieć własną szatę graficzną są wydawane w wymiarach. np helikonia, cien endera, dzieci czasu, wojna starego człowieka, itp.
A żeby jeszcze trochę ponarzekać, to okładki mają cudne a grzbiety paskudne
@cidien trylogie to jeszcze pół biedy, ale Groszka i Starego mogli sobie odpuścić w Wymiarach. Na FB pisali, że z perspektywy czasu był to błąd i już tak nie będą robić, stąd np. "Legenda" dostaje własną szatę, a nie ląduje w Eonach. A grzbietów to faktycznie szkoda, że nie zrobili jak w Wehikułach.
Policja odnajduje zwłoki chłopca pływające w rzece i podejrzewa nieszczęśliwy wypadek. Wiedzą, że w takich wypadkach z identyfikacją nie trzeba się kłopotać, bo w ciągu kilku godzin rodzice na pewno zgłoszą zaginięcie. Dni jednak mijają, a chłopca nie szuka nikt. Nigdzie nie zgłoszono zaginięcia chłopca o takim rysopisie i w takim wieku. Zaczyna się śledztwo, które nie tylko pozwoli dowiedzieć się, kto stał za śmiercią chłopca, ale w ogóle da znać światu, że taki ktoś żył i przez co przechodził.
Dla mnie reportaż jest wstrząsający. Nie umiem opisać, jak ciężko czytało się historię dziecka, które nie obchodziło i nie było kochane przez nikogo, a dla swoich rodziców było problemem, nie wiadomo czy większym za życia, czy po śmierci. Nie jestem w stanie zrozumieć skali wyrachowania, do którego zdolni byli ludzie, aby przez dwa lata skutecznie przed bliskimi, administracją, sąsiadami skutecznie ukrywali to, co zrobili z własnym dzieckiem.
Winnicka, jak zwykle, nie zawiodła. Reportaż jest napisany wyśmienicie i pokazuje bardzo szeroką perspektywę wszystkich uwikłanych w tę sprawę - policjantów, rodziców, opiekunów dziecka. Pokuszę się o stwierdzenie, że książka jest napisana tak dobrze, że można może nie zrozumieć to, co się wydarzyło, ale zaakceptować ciąg zdarzeń, który doprowadził do takiej, a nie innej sytuacji. Niemniej jednak, serce pęka na tysiąc kawałków przy czytaniu.
Miałem dość długą przerwę od Roberta Langdona, który no trochę mi się przejadł. Kilka lat temu próbowałem sięgnąć po Zaginiony Symbol i trochę się od niego odbiłem bo Dan Brown mimo świetnego warsztatu zaczął jak dla mnie trochę zjadać własny ogon i tłuc tę Langdonową serię według tego samego schematu. Tajemnicze symbole, śmiertelne niebezpieczeństwo, kumata ale oczywiście piękna pomagierka i rajd po ciekawych lokacjach po całym świecie w poszukiwaniu prawdy.
Nie inaczej jest i tym razem xD Mimo wszystko daję temu popcorniakowki trochę naciągane 8, chociaż tak do połowy książki myślałem że wyżej 6 się nie wzbije. Im dalej w las jednak tym jest coraz lepiej bo intryga którą tym razem wymyślił Brown jest naprawdę dobra i ciągnie całą książkę całkiem nieźle.
Oto najbardziej Bondowy z wszystkich profesorów historii sztuki Robert Langdon budzi się w szpitalu z postzałem głowy i amnezją sprawiającą że nie pamięta kilku ostatnich dni. Co więcej szpital znajduje się we Włoszech, a ostatnie co Langdon pamięta to wykład na swoim kampusie w Harvardzie. Dalej jest dosyć klasycznie, pościgi, strzelaniny, tajemnicze symbole tym razem kręcące się wokół Boskiej Komedii Dantego i kumata ale oczywiście piękna pomagierka. Brnąłem w to dalej w sumie tylko dlatego że akcja rozgrywała się we Florencji którą nie tak dawno temu odwiedziłem i niektóre lokacje kojarzyłem dość dobrze.
Fabuła przez większą część książki była trochę koślawa i w sumie byłem ciekawy jak Brown z tego wybrnie. Wyczekiwany plot twist zdumił mnie jednak do takiego stopnia że aż cofałem się do niektórych rozdziałów żeby sprawdzić czy to się na pewno klei, no i rzeczywiście - wszystko siedzi. Nawet mój największy zarzut czyli to że główny psychol z jakiegoś niewiadomego powodu zostawia po sobie wskazówki jest w miarę sensownie choć w dość nieoczywisty sposób wytłumaczony. Ostatnie oczko dodałem za ciekawe zakończenie odbiegające nieco od standardowych happy endów. Ogólnie jak ktoś jeszcze nie jest zmęczony Langdonem to polecam, ale ja teraz znowu chyba potrzebuję kilkuletniej przerwy zanim sięgnę po następny tom z serii.
Ta mi sie podobala chyba najbardziej ze wszystkich "Landgonowych", chociaz tych dowch ostatnich nie czytalem... Chyba wlasnie przez zakonczenie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Zrobiłem sobie 2 tygodniową przerwę między tomami i na dobre mi to wyszło. 8 tom połknąłem w 10 dni :)
Nowa międzygalaktyczna wojna wisi w powietrzu. Załoga Rosynanta zostaje rozproszona po różnych układach. Aczkolwiek każdy na swój sposób podejmuje walkę z tyranią Lakonii.
Dostajemy również perspektywę tej planety oczami 3 bohaterów, w tym nowej postaci - Teresy, córki imperatora Duarte.
Tak, jak część z was mi tutaj zapowiadała, nie zawiodłem się na Gniewie Tiamat. Pozostaje mi tylko finałowa cześć i zbiór opowieści do końca przygody :/
Po lekturze „jedynki" wracałem z apetytem na to samo: przytulny kryminał z potworami w tle, zamknięty pokój i Ana sypiąca błyskotliwymi dedukcjami zza przepaski na oczach. Dostałem coś zupełnie innego i to mnie zaskoczyło. Nie na minus, nie na plus, po prostu zaskoczyło.
Bennett wciąż buduje jeden z ciekawszych światów, jakie ostatnio czytałem: Święte Imperium Khanum żyje w cieniu lewiatanów, morskich potworów, z krwi których ludzie nauczyli się tworzyć modyfikatory ciała - dodające siły, pamięci, zmysłów. Śledczy duet się nie zmienia: genialna, ekscentryczna Ana Dolabra, która przez nadmiar bodźców nosi opaskę na oczach, i Din, czyli jej chodzące „oczy" o umyśle zmodyfikowanym tak, by niczego nigdy nie zapominał. On patrzy i rejestruje, ona wyciąga z tego wnioski.
I tu zaczynają się różnice. "Kropla zepsucia" startuje jak klasyczna zagadka - ktoś znika z pilnowanego pokoju, zostawia coś w sejfie, w okolicznościach z gatunku "to niemożliwe, a jednak" - ale bardzo szybko przestaje być kameralna. Bennett przenosi akcję z murów morskich do Yarrow, na wpół podbitego, gnijącego królestwa na obrzeżach Imperium i zamienia salonową "przytulną" łamigłówkę w polityczny thriller o kolonializmie, zepsuciu władzy i cenie, jaką się płaci za coś, co Imperium nazywa służbą. Tam, gdzie pierwszy tom był w gruncie rzeczy Holmesem w kostiumie dziwnego fantasy - przytulnym, zamkniętym, trochę zabawnym - drugi jest intrygą o dużo szerszym tchnieniu, z prawdziwym przeciwnikiem po drugiej stronie planszy. I to chyba największa zmiana: seria dostała wreszcie antagonistę, który realnie dorównuje Anie, zamiast być tylko kolejnym trupem do rozpracowania.
Zyskał również Din. W "jedynce" bywał głównie funkcją, trochę jeżdzącym odkurzaczem Roomba - chodzącą pamięcią i grzecznym narratorem. Tutaj dostaje własne życie wewnętrzne, wątpliwości, coś do stracenia, życie po za pracą, długi po ojcu i nagle robi się z niego pełnoprawny bohater, a nie tylko soczewka, przez którą oglądamy Anę. Świetnie wypada też nowa twarz po stronie lokalnej - cierpka, uzbrojona po zęby apotekarka -tropicielka, która wnosi do książki i humor i realny pazur.
Coś się przy tym zgubiło i byłbym nieuczciwy, gdybym to przemilczał: to chyba ta lekkość, za którą polubiłem tom pierwszy. Miejscami wyraźnie czuć, że autorowi bardziej zależy, by coś powiedzieć o imperiach, władzy i moralnym koszcie "porządku", niż po prostu bawić się zagadką. Kilka fragmentów w środku ciągnie się odrobinę za długo, zanim intryga znów przyśpieszy. Ale kiedy już przyśpiesza - trzyma czytelnika mocno w fotelu, a rozwiązanie jest dość uczciwe: wszystkie tropy leżą na stole, wystarczy je ze sobą połaczyć. Finał domyka rzecz z rozmachem i zostawia serię w miejscu, które sprawia, że po tom trzeci sięgnę bez wahania.
8/10, bo jest to zupełnie inna książka, niż się spodziewałem - bardziej polityczna, mroczniejsza, ambitniejsza i chyba właśnie dlatego dobra. Kto liczył na powtórkę z "Zatrutego kielicha", może na starcie kręcić nosem na zmianę tonu. Kto da się tej zmianie porwać, dostanie coś zdecydowanie większego niż kolejny sympatyczny kryminał z ogromnymi potworami w tle.
Wydawnictwo MAG ogłasza wznowienie czwartego tomu Kronik Riyrii. "Zniknięcie córki Wintera" Michaela J. Sullivana zaplanowano na sierpień 2026 roku. Poniżej okładka i krótko o treści.
Zaginęła córka. Dwóm zawadiakom zapłacono, żeby ją odnaleźli. To nie wystarczy.
Kiedy córka Gabriela Wintera znika w tajemniczych okolicznościach i podejrzewa się, że nie żyje, bogaty król whisky pragnie zemsty. Ponieważ mieszkał w Colnorze podczas niesławnego Roku Strachu, wynajmuje jedynego człowieka, o którym wie, że wie, co to znaczy krwawa zemsta – Zmiatacza.
Wyruszcie z Royce’em i Hadrianem, cynicznym byłym płatnym zabójcą i byłym najemnikiem, który pozostał idealistą do starodawnego miasta pełnego arystokratów, potomków szlachetnych rodów z czasów imperium. Zadanie Riyrii wygląda na proste: odkryć, co się stało z zaginioną księżną i sprowadzić ją do domu, o ile nadal żyje. W przeciwnym wypadku mają ukarać odpowiedzialnych. Jednak nic nie jest proste w tym tłocznym, pełnym mgły i ciasnych uliczek mieście Rochelle, gdzie czai się więcej niż jedna starożytna legenda.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Czytając jakieś pół roku temu Gołoborze tego samego autora tak mi się podobało, że od razu kupiłem kolejną jego książkę, po którą udało mi się sięgnąć dopiero teraz. Jestem trochę zawiedziony, bo w porównaniu do tamtej tutaj jest dosyć płytko, bohaterowie są jacyś tacy bez wyrazu. Oczekiwałem tutaj jakiegoś szpiegostwa wojennego i chyba tym miała być ta książka, ale autor lawiruje co chwile pomiędzy wątkami romantycznymi, a szpiegowskimi - w efekcie wychodzi z tego taki nijaki miszmasz. Dopiero pod koniec, na ostatnich dwóch stronach tytuł staje się thrillerem szpiegowskim i ciekawie się to czyta, ale to o wiele za mało Mam wrażenie, że Pan Siembieda sam nie wiedzial do końca co chciał tutaj osiągnąć, może chciał pokazać, jak miłość, zakochanie może w świecie szpiegowskim zabrać wiele człowiekowi, ale totalnie mu to nie wyszło, bo ani nie mamy tutaj porzadnego wątku romantycznego, ani szpiegowskiego. Wszystkiego jest po trochu, z czego wychodzi bardzo przeciętna historia. Nie czuć tutaj ani wojennego klimamtu, ani PRLu, o którym też jest kawał książki. Takie nie wiadomo co. Mocny średniaczek.
Wydawnictwo MAG ogłasza piąty tom Imperium Malazańskiego. "Krew i kość" Iana Camerona Esslemonta ma zaplanowaną premierę na 31 lipca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 656 stron, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Szmaragdowa chorągiew Gościa wisiała coraz niżej na zachodnim niebie, niczym zwiastun nadchodzącej zagłady.
Na kontynencie Jacuruku taumaturdzy wysłali kolejną ekspedycję, mającą podbić sąsiadującą z nimi dziką dżunglę. Nie był to jednak zwyczajny las. Zwano go Himatanem i ponoć jego połowa znajdowała się w świecie ludzi, a druga w królestwie duchów. Powiadano, że włada nim potężna istota. Jedni nazywali ją Królową Czarownic, inni zaś pradawną boginią Ardatą.
Saeng dorastała pod rządami władających magią taumaturgów, lecz od dzieciństwa wsłuchiwała się także w głosy zapomnianej przeszłości swojej krainy. Gdy jej władcy rozpoczęli inwazję na sąsiednią dżunglę, owe głosy powierzyły jej oraz jej bratu skrajnie niebezpieczną misję.
Na południu pustynne plemiona zjednoczył przybysz z obcych stron – stary żołnierz odziany w sfatygowaną zbroję barwy popiołu. Jego ludzie nazywali go Szarym Duchem. Cudzoziemiec poprowadził ich na wyprawę łupieżczą, jakiej dotąd nie widziano – prosto w serce krain taumaturgów.
Tymczasem do K’azza i jego kompanii najemników dotarła propozycja kontraktu w Jacuruku. Złożyła ją nie kto inny, jak sama Ardata.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
@bojowonastawionaowca xD też kiedyś myślałem, że księgarnia się pomyliła na moją korzyść, a to ja każdą książkę 2x dodałem i za każde podwójne sztuki zapłaciłem ;)
Dom Wydawniczy REBIS zapowiada powieść wcześniej wydawaną w okrojonej wersji jako "Paszcza wieloryba". "KANT Sp. z o.o." Philipa K. Dicka ma zaplanowaną premierę na 25 sierpnia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą liczy 280 stron, w cenie detalicznej 89 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Terra jest przeludniona i zdewastowana, ale korporacja Szlaki Hoffmana oferuje chętnym atrakcyjną alternatywę – teleportację na skolonizowaną planetę Paszcza Wieloryba, przedstawianą jako prawdziwy raj. Haczyk polega na tym, że jest to podróż w jedną stronę i nie można potem powrócić na Terrę. Kiedy Rachmael ben Applebaum odkrywa, że promocyjne filmiki o szczęśliwym życiu na Paszczy Wieloryba są fejkami, postanawia polecieć tam statkiem kosmicznym. Decyduje się na trwającą osiemnaście lat wyprawę, żeby się przekonać, czy któryś kolonista chce powrócić.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
“Wszyscy jesteśmy przestępcami, nieprawdaż? Na tym polega całe piękno naszego systemu.”
“Wypalić Chrom” to zbiór opowiadań z początków kariery Gibsona zawierający następujące utwory:
Johnny Mnemonic - 7/10
Kontinuum Gernsbacka - 5/10
Odłamki holograficznej róży - 5/10
Pasujący gatunek - 6/10
Barbarzyńcy - 8/10
Czerwona gwiazda, orbita zimowa - 6/10
Hotel New Rose - 5/10
Zimowy targ - 8/10
Starcie - 6/10
Wypalić chrom - 8/10
Zbiór różności i nie w pełni jeszcze ukształtowanych idei, nie tylko cyberpunk, ale i bardziej klasyczne sci-fi. Eksploracja pomysłów, urywane migawki abstrakcyjnych rzeczywistości, gdzieniegdzie odległe echa Philipa Dicka. Gibson już na samym początku wrzuca czytelnika w jeden z nie do końca opisanych światów, wcale niekoniecznie ekstrapolowanych z tego rzeczywistego, gdzie bohaterowie nie są lśniącymi bohaterami, a ludźmi obdarzonymi całą gamą ułomności człowieczeństwa.
Pojawiają się już pewne elementy charakteryzujące serię, zarówno tematyczne jak i stylistyczne i daje się zauważyć podobieństwa do “Neuromancera” (“Johnny Mnemonic”, “Wypalić chrom”), “Grafa Zero” (“Hotel New Rose”), czy “Mona Lisy Turbo” (“Zimowy targ”). Jest już Molly, Finn z Metro Holografix, Chiba City, pozorna rzeczywistość, kowboje, zaibatsu (Maas i Hosaka), Ono-Sendai i Yiheyuany. Pojawia się też akcent polski w postaci Brygady Kryzys odtwarzanej na stacji kosmicznej.
Wartościowa ciekawostka dla miłośników Trylogii Ciągu raczej niż uniwersalna lektura. Pozwala obserwować powstawanie w głowie autora pewnych koncepcji, miejsc czy postaci.
Jak ktoś ma problem ze skupieniem w trakcie czytania książek... Zajnwestujcie w ochronniki nauszne. Ja u siebie zawsze w nich czytam, nawet jak jest cicho. To mega odcina od świata. Mega odpręża i pozwala się skupić na treści. Amen.
Wydawnictwo Świat Książki zapowiada dodruk. "Duch króla Leopolda" Adama Hochschilda ponownie w sprzedaży od 12 sierpnia 2026 roku. Wydanie w miękkiej i twardej oprawie obejmuje 464 strony, w cenie detalicznej 59,90 zł za miękką i 79,90 zł za twardą. Poniżej okładka i krótko o treści.
Prawdziwa historia, która stała się kanwą „Jądra ciemności“ Josepha Conrada. Wstrząsająca relacja z piekła, w którym zginęło blisko osiem milionów ludzi. Opowieść o ludobójstwie, jakiego w swej kolonii w Kongu dopuścił się król Belgów Leopold II, człowiek, którego niespecjalnie obchodziła jego ojczyzna. Poszukiwał kolonii, w obawie, że inne europejskie potęgi zgarną wszystko dla siebie. Znalazł Kongo i zaprowadził tam rządy niewyobrażalnego terroru. Niezwykły reportaż historyczny o ludzkiej chciwości i okrucieństwie i o tym jak jeden człowiek - Edmund Dene Morel – postanowił przeciwstawić się złu, wszczynając ogólnoświatową kampanię przeciwko zbrodniczej działalności despoty.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Antologia stanowiąca XXXV część cyklu Herezja Horusa. W jej skład wchodzi jedna mini-powieść (Aurelian) oraz 15 krótkich opowiadań:
Graham McNeill - Wilk z popiołu i ognia - 7/10
Aaron Dembski-Bowden - Aurelian - 8/10
Aaron Dembski-Bowden - Masakra - 7/10
Chris Wright - Bractwo Księżyca - 7/10
Gav Thorpe - Spadkobierca - 4/10
Matthew Farrer - Vorax - 5/10
Rob Sanders - Żelazny ogień - 6/10
Nick Kyme - Czerwone Hełmy - 8/10
Gav Thorpe - Mistrz Pierwszego Legionu - 6/10
Nick Kyme - Strategia - 8/10
Aaron Dembski-Bowden - Długa noc - 8/10
Andy Smillie - Grzechy ojca - 7/10
John French - Szpon orła - 7/10
David Annandale - Żelazne zwłoki - 6/10
Guy Haley - Ostateczne podporządkowanie Sześćdziesiąt Trzy Czternaście - 7/10
Andy Smillie - Herold Sanguiniusa - 5/10
Zbiór jak zwykle okazał się zróżnicowany: przesłuchanie zdradzieckiego legionisty, PTSD konsyliarza, testy eksperymentalnej doktryny oblężniczej, małostkowe przepychanki łajz z Calibana, dalsze losy niepokornego sierżanta Thiela, a także Sevatara, transkrypcje połączeń głosowych z rozbitego transportowca i wiele innych ciekawostek nieraz ubranych w niecodzienną formę.
Na szczególną uwagę zasługuje “Aurelian”, albowiem jest niejako kontynuacją “Pierwszego Heretyka” i dopowiada wątek pielgrzymki Lorgana w Osnowie. Uzupełnia tym samym tragiczny obraz prymarchy XVII Legionu, którego głównym grzechem było to, że wcale nie chciał być wojownikiem. Złożoność jego postaci powoduje dysonans względem ślepego fanatyzmu legionistów Głosicieli Słowa.
Nierówny, ale bardzo ciekawy zbiór, rzucający nowe światło na kilka postaci i wydarzeń