@SzubiDubiDU Dwie grube miałem, jedna z mojej winy, druga prawdopodobnie z winy jakichś sk⁎⁎⁎⁎⁎ynów złodziei.
Z winy złodziei - wracałem z Warszawy do domu autostradą (A1). Późna już noc była, i nagle, na wybojach słyszę jeb, po czym auto zanurkowało od przodu z lewej strony. Na szczęście nie jechałem szybko - ~110km/h (tyle tam był limit) i trzymałem kierownicę mocno, toteż doturlałem się na awaryjny, myśląc cały czas, że to jebnięta opona. Ku mojemu zaskoczeniu, zobaczyłem, że moje auto stało się trzykołowcem. Sprawdziłem wszystkie koła, wszystkie było poluzowane, wszystkie miały przynajmniej jedną zgubioną nakrętkę.
Koło znalazłem, na szczęście nic nie jechało a ja miałem assistance, więc poza odrobiną nerwów, i wymianą tarcz + klocków z obu stron szkód nie było. Następnego dnia zadzwoniłem z opierdolem do warsztatu gdzie coś robiłem przed wyjazdem, ale niesłusznie, bo oni robili tylko jedną oś, i mieli nagrania. Pewności nie mam, ale prawdopodobnie ktoś mi chciał zajumać koła, kiedy stałem w Wawie, tylko ktoś złodziei spłoszył, i wracałem do domu z poluzowanymi.
Druga z mojej winy. Trochę za mocno pałowałem trochę przeładowane auto spiesząc się na wakacje, bo musiałem dłużej zostać w pracy. Sprężynka zaworowa się poddała i pękła, zawór się jakoś koślawo ustawił, przebił głowicę, i no i silnik szlag trafił na autostradzie. Też się doturlałem, bo szczęście w nieszczęściu było takie, że jechałem ze 160 kiedy to się stało, i miałem mniej niż 2km do zjazdu, a od razu za zjazdem była zatoczka.