W jakim wieku zmniejszyły się twoje potrzeby?


Chodzi o taki moment w życiu, że nie planujesz już i nie masz zamiaru dokonywać wielkich rzeczy. Spada twoja motywacja do m.in. podróży, posiadania luksusowego samochodu, ogromnego drogiego domu, chęci sławy...


Zaczynasz cenić małe przyjemności, jak zakupy w drodze do domu po pracy, zjedzenie obiadu z najbliższymi, poczytanie książki w fotelu, spacer, spotkanie z bliskimi (ale nie impreza), obejrzenie przyzwoitego filmu na tv...

Nawet grać na konsolach/pc już się odechciewa...


Człowiek zaczyna cenić rzeczy jak rodzina, zdrowie (żeby było dobre), bezpieczeństwo, stabilność... Ogólnie święty spokój


#ankieta #hejto30plus #hejto40plus

e0f75f2e-3744-4b37-9be6-9bb5110735b2

pytanie jak wyżej

449 Głosów

Komentarze (39)

@Nexus6 why not both? Uwielbiam marzyć o wielkich rzeczach, o podróżach do każdego kraju na świecie, o posiadaniu domu z taką biblioteczką, która by zmieściła wszystkie książki, które bym chciał - ale to nie zmienia tego, że cieszę się z każdej pojedynczej książki czy każdego spaceru

@Nexus6 Dążę do rzeczy "wielkich", cieszę się małymi rzeczami, raczej wiem, że te wielkie rzeczy dane mi nie będą, ale lubię sam proces i osiąganie chociaż małych kroczków na tej drodze.


Ja nawet nie jestem fanem osiągania, co samego dążenia, aspektu drogi, którą się przebywa. Lubię ją. Cele są różne, tak jak różne było moje życie, bywało, że rzeczą wielką było coś z dzisiejszej perspektywy prozaiczne, a dziś jest już małe.


Droga, droga jest najfajniejsza. Marzyć też jest fajnie. O sławie i obrzydliwym bogactwie akurat marzeń nie mam. Jakieś swoje, specyficzne, raczej z gatunku możliwych, aczkolwiek raczej ich nie osiągnę. Bo nie dążę też do tego za wszelką cenę. Bo powrócę - zawsze najważniejsza jest sama podróż i jeśli na drodze do celu pojawi się coś ciekawego, to chętnie zboczę i obadam. Chętnie nawet posiedzę i popatrzę na niebo, bo jest mi turbo przyjemnie. Cel jest po to, że gdy już mi się znudzi ten przystanek, chcę wiedzieć gdzie iść dalej.

@tosiu

Ja mam dom, samochód, jakieś oszczędności. Podróżować mi się nie chce (nigdy nie chciało)... Tylko zdrowie nie dopisuje, ale w sporej mierze to Alfa zaniedbań...¯\_(ツ)_/¯

Ja to całe życie na farcie jadę. Zawsze miałem małe wymagania, bo wychowałem się może nie w biedzie, ale raczej byłem jedynym chłopakiem w klasie, którego nie bylo stać na klasową wycieczkę. Od 15 roku życia wziąłem sprawy w swoje ręce i wyjechałem z rodzinnego miasteczka. I chyba właśnie dlatego, że nie miałem za dużych oczekiwań, dostaję od życia tak dużo. Ten syndrom oszusta mi sie czasem odpala, ze taki zwyklak jak ja, dostaje tak dużo. Więc oczekiwań nie miałem nigdy a samo mi się wszystko w życiu układa zajwbiście. Jest w pytę.

@Nexus6 Jest dokładnie na odwrót, do około dwudziestego roku życia moje potrzeby były zerowe i tylko coraz gorzej.

W okolicach 30 mocno przewartościowałem sobie wiele rzeczy i o ile wciąż mam marzenia i cele, to napewno doceniam dużo więcej rzeczy. Np. za⁎⁎⁎⁎ście jest połazić po nowym jorku, ale też za⁎⁎⁎⁎ście jest odkryć kwaśno-słodko-kawowy jogurt pitny bakomy. I mimo, że bez wahania wybrałbym jedną z tych dwóch, to na liście ich subiektywnej wartości lądują dużo bliżej siebie niż kilka lat wstecz. No i zupełnie inne rzeczy wskoczyły powyżej

@Usyrak

Są "marzenia" i "MARZENIA". Czy ten lot traktujesz jak cel zyciowy i coś ku temu robisz (jest to dla Ciebie bardzo ważne), czy po prostu "fajnie byłoby być kosmonautą"?

@Nexus6 Cel życiowy. A z takich rzeczy które się robi: Samorozwój (nauka nowych umiejętności, czytanie książek, wartościowe podcasty), Relacje (przyjacielskie, partnerskie), Zawodowe (poszukiwanie nowych okazji, nastawienie na swój interes, próby ogarnięcia własnego biznesu), Przetrwanie (próby ogarniania życia, kontroli własnego umysłu, nowe nawyki, ucięcie szybkich strzałów dopaminowych), Polityka (pierwsze próby uzyskiwania kontaktów, angażowanie się w sprawach które mnie interesują), Cel główny - kosmos (rozbicie dążenia do celu na mniejsze kroki i milestone, identyfikacja tego co jest potrzebne by to spełnić, wybór kolejnego kroku który mogę spełnić w niedalekiej przyszłości).

No i tak to się staram robić. Szczęście, zdrowie i relacje są też ważne. Ale cel niezmienny. Reszta to taki side quest który warto zrobić. Będę spełnienia tego marzenia dążył, tak czy inaczej. Bo próbować warto.

@Nexus6 mówisz że to są małe wymagania. Ale pomyśl. Nie da się tak żyć i nie pracować. Człowiek musi pracować nawet na takie małe rzeczy.

@DexterFromLab


mówisz że to są małe wymagania. Ale pomyśl. Nie da się tak żyć i nie pracować. Człowiek musi pracować nawet na takie małe rzeczy.

Nie twierdzę, że na to nie trzeba pracować. Czasami po prostu dodatkowy zapierdol na rzeczy zbędne traci sens w pewnym momencie życia.


Przykre jest natomiast gdy zwykły obywatel musi zapierniczać w pocie czoła całe życie na takie minimum jak własny kąt i żeby coś miec do gara włożyć...

Na początku przy urodzeniu pierwszego dziecka 31lvl, skupiłem się na rodzinie. A później przy kolejnej zmianie pracy. Robię swoje, zarabiam póki co ok, skupiam się na rodzinie. Własnej firmy IT chyba już nie założę

Jestem człowiekiem z zerową ambicją, więc wszelkie dokonywanie wielkich rzeczy to od zawsze był tylko daydreaming. Natomiast kiedy przestałem marzyć o takich rzeczach i pogodziłem się z faktem, że wyżej d⁎⁎y nie podskoczę, a tutaj jest całkiem przyjemnie? Jakoś przed 30-tką.

@Nexus6 myślę, że koło 33-34 roku życia, tak obstawiam. Trochę zbiegło się to z awarią kolana, która mój szalony pęd życia nieco zwolniła. A bez roweru, to spacery i emeryturka. Później doszło pożegnanie alkoholu - i to jest moment który spowodował taką wewnętrzną chillerkę. No i po iluś ratach pracy zawodowej skompensowałem braki z dzieciństwa i studiów - kupiłem sobie takie rzeczy jak rower, aparat, narzędzia, wszystko o czym marzyłem przed laty. Jest jeszcze ostatni powód którego nie umiem określić - on spowodował że "jest wystarczająco" i nie potrzebuję nadążać za pędzącym światem. Nie potrzebuję nowego smartfona, telewizora, wczasów za granicą, wystarcza mi najtańszy samochód segmentu A, itd. I to jest chyba to o czym właśnie mówisz. Ale od kiedy i dlaczego się pojawiło, nie wiem.

Pytanie powinno brzmieć kiedy zacząłem zwracać uwagę na naprawdę istotne potrzeby i skupiać się na tu i teraz zamiast gonić za pieniędzmi. Tak mi się wydaje, albo poprostu jestem już stary i to moja wymówka

@Nexus6 jakoś nie kumam tego podziału. Zależy od aspektu życia. Kompletnie nie zależy mi na luksusie, bogactwie, rozpoznawalności, drogim aucie i gadżetach z górnej półki, ale chcę odłożyć trochę kasy, kupić domek na Cyprze, być większy i silniejszy, dobry w tym, co robię.


Zaczynasz cenić małe przyjemności, jak zakupy w drodze do domu po pracy, zjedzenie obiadu z najbliższymi, poczytanie książki w fotelu, spacer, spotkanie z bliskimi (ale nie impreza), obejrzenie przyzwoitego filmu na tv...

To w ogóle brzmi tak, jakby cieszenie się z małych rzeczy było czymś złym. Po⁎⁎⁎⁎ne. To, że ktoś ma duże cele nie oznacza, że z automatu nie będzie doceniać wyjścia do parku. To raczej kiepskie dla głowy człowieka, aby zamykać się tylko na duże osiągnięcia i zlewać te mniejsze rzeczy.

@Nexus6 po osiągnięciu tego, co chciałem mieć i kim chciałem być w wieku 35 lat. Teraz, że tak sobie pozwolę zażartować - mogę w spokoju umierać

@Nexus6 źle stawiasz pytanie, bo zakładasz z góry tezę, że w jakimś magicznym okresie "większe" potrzeby odchodzą do lamusa, a człowiek zaczyna cenić coś innego.

Otóż, to nie zależy od wieku, a od indiwidyalnej motywacji i wiele osób cały czas ma większe potrzeby i cele nie rezygnując z tych mniejszych.

Ja na przykład cały czas mam duże cele (ok 1-3 na rok) i jak je wypełniam, to zakładam sobie kolejne. To nie ma końca. W międzyczasie cały czas doceniam te mniejsze rzeczy.

@Budo

Pytanie tylko: czy swoje szczęście warunkujesz od spełnienia tych celów? Jeżeli tak to czy nie odkładasz szczęście na później, kosztem obecnej chwili?

Jeszcze w 40tych jestem - dom spłacony, wymarzone klasyczne auto jest, długów nie ma - teraz na spokojnie - robię swoje godziny i podróżuję czasami. oglądam filmy, siedzę na hejto i takie tam

@Nexus6 z marzeniami trzeba uważać bo to są potężne i niebezpieczne rzeczy. Mogą niszczyć życia ale też i dawać im sens.


Młodzi marzą o wielkich rzeczach gdy mają niskie albo jeszcze nie ukształtowane poczucie wartości. Myślą że jak je osiągną to pokażą światu i sobie że są kimś wyjątkowym.


Niektórzy próbują całe życie i są nieszczęśliwi, bo osiągając jeden szczyt, za nim widzą kolejne jeszcze wyższe. I to jest to wieczne gonienie za szczęściem, nie rozumieją że szczęście to móc powiedzieć sobie szczerze "akceptuje siebie takim jakim jestem", "jestem wystarczająco dobry", "kocham siebie", "akceptuje swoje wady bo to one sprawiają że jestem sobą".


I albo gonisz za marzeniami całe życie, albo się poddajesz i toniesz w depresji albo używkach, albo to rozumiesz i wtedy lepszy samochód jest przy okazji, a nie celem.


Ja dałem zaliczkę na nowego Lexusa, ma przypłynąć w marcu i od miesiąca się zastanawiam czy go odbierać czy nie odbierać. Pociesze się nim parę dni i się przyzwyczaję, to jest sens...?


Natomiast uwielbiam zachody słońca, wąchać kwiaty jak je mijam, robić głupie rzeczy jak na przykład spacery kilka km boso po lesie, albo leżeć pod drzewem i patrzeć jak się liście ruszają.


Gadam przypadkowym ludziom jakieś głupie teksty aby ich rozbawić, nie przejmuje się jak wyglądam ani co sobie o mnie myślą.


Moim marzeniem jest mały domek w lesie, lot myśliwcem, wycieczka obruchawcza w Tajlandii i chyba tyle.


Zapomnialbym. Chciałbym jeszcze mieć miniaturowego osiołka.

Klasyczna madka. Moje chciejstwa zakończyło urodzenie drugiego dziecka. Nie dlatego, że dostałam jakiejś depresji ale chcieliśmy dwoje dzieci i najważniejszym chciejstwem było urodzić zdrowe dziecko bo byłam już cokolwiek wiekowa. Teraz tylko sobie płynę z kijem w łapie i staram się odpychać nim różne śmieci, żeby mi spływu nie zakłócały. Dobrze żyć, nie lokować energii i atencji w miejscach które mnie nie wzbogacają i czasem wyjść z rutyny. Tyle starczy. Zero potrzeb

461ca75d-5750-416f-a8a1-26e655e47eae

Odkąd od dłuższego czasu stać mnie na wszystko, kredyty pospłacane etc. Podróżować mam nadzieję że będę do końca życia, albo chociaż rzucę wszystko i osiądę gdzieś na uboczu, albo w cieplejszym miejscu

Raczej miałem małe potrzeby. Chciałem żyć w dużym mieście ale szybko mi to przeszło ale i tak muszę tam mieszkać bo tam jest praca.


Choć byłem głupim korposzczurem za młodu, i absolwentem czyli zjadłem wszystkie rozumy to myślę że tak 30 stce stwierdziłem że na c⁎⁎j mi to. Im większe sukcesy tym więcej robioty a że cała zabawa w konsumpcjonizm mnie omija to to olałem.


Ale żeby było jasne konsumpcjonizm jest ważny kupujcie dużo żeby dużo ludzi miało pracę a ja będę się cieszył moim wolnym czasem

Większość ludzi jest zbyt tępa żeby sobie uświadomić w jaki kierat konsumpcjonizmu się załadowali. Ciągła pogoń i porównywanie się z innymi, a zwłaszcza z cukierkowym życiem z instagrama. Obietnica, że 0.000001% osiągnie realny sukces sprawia cuda, bydełko robi "beeee" i zapierdala.

@twardy_kal_owiec ufff na szczęście to nie ja, dodaj jeszcze że społeczeństwo głupieje w ekstremalnym tempie.

dzisiejsi 15-30 latkowie z wiedzy ogólnej to totalna tragedia.

@Romanzholandii czasy się zmieniły. Kiedyś "american dream" mogłeś mieć z normalnej pracy. Dziś żeby żyć na względnie wygodnym poziomie musisz albo zapierdalać albo dymać innych co zapierdalają. Soszjal media sprawiły, że obligatoryjne wręcz jest porównywanie się do standardu życia tych, co im się "udało". I last but not least nie kupisz dziś produktu, który ci posłuży 10 lat i się nie zepsuje/rozleci. Mamy fast fashion we wszystkim połączony z bylejakością i to też wymusza zapierdalanie. A do tego ostrą konkurencję już od wczesnego gówniaka, bo każdy chce mieć ponadprzeciętne życie. Nie masz, to jesteś nikim. Kółeczko spierdolenia, z którego bardzo ciężko się wyrwać.

Nadal mam większe potrzeby ale trzeba wybrać pomiędzy spłatą kredytu a tymi właśnie potrzebami więc wybór pozostaje prosty. Staram się pracować jak najmniej i zarobić jak najwięcej. Udaje się aż nadto bo potrzebuje tak na prawdę 1/3 moich zasobów, reszta leci do skarbonki a raczej na spłatę Mam nadzieje, że w tym roku spłacę

Wraz z choroba żony. Wole spedzac czas z nia niz gonic za pieniedzmi. Wiadomo, dom wciaz remontuje(pomimo, ze od zakupu minely juz prawie 3 lata) ale czerpie wieksza przyjemnosc z bycia w tym domu aniżeli super rozwoju w pracy.

@Nexus6 dopiero od dwóch lat wreszcie zacząłem ciut bardziej zwiedzać świat.

Lego zacząłem zbierać jakieś 4 lata temu????

Książki zbieram większość życia, tylko ostatni rok dużo mniej czytam. bardziej mnie nużą no i oczy już nie te.

Jedyna potrzeba która mi przeszła to posiadanie BABY. (żeby nie było dużo koleżanek i jedna taka śliczna ekspedientka próbowały mnie wyrwać )

w wieku 40+ to się już nie kalkuluje

Dzieci w tym wieku już bym nie robił (kiedyś bardzo chciałem ale tak życie się złożyło, teraz widzę iż raczej to był dobry wybór)


Także ten mam czas na małe i wielkie rzeczy, w tym roku montuję panele, airco i może zrobię nową kuchnie oraz chcę zrobić krótki wypad do GEM (Great Egyptian Museum) po magnesiki dla Cebuli, a wy przyszłym chcę się wybrać do Nowej Zelandii (może się uda)

a z małych rzeczy to chciałbym w tym roku przeczytać jakieś 15 książek i złożyć wreszcie tą makietę twierdzy z klocków.

Nigdy nie goniłem za pracą czy super samochodem, a znajomych nie miałem. Nawet jak nie było syna to nie planowałem dokonywać wielkich rzeczy. Motywację do podróży zawsze miałem, a ogromny (jak dla mnie, 175m2) dom mam.

No u mnie to raczej w drugą stronę z wiekiem się stało. Zawsze miałem podejście yolo, chill, żeby się nie przemęczać i dopiero zaczęły się u mnie zmiany w drugą stronę, że może jednak warto podjąć trochę wysiłku i nie przebimbać całego życia.


Dopiero zaczynam myśleć o posiadaniu jakiegokolwiek mieszkania swojego, a co dopiero drogiego domu xD


Też nie rozumiem dlaczego piszesz o docenianiu małych, codziennych rzeczy tak, jakby to się miało wykluczać z rzeczami dużymi.

Zaloguj się aby komentować