Krok w dobrym kierunku ale jeszcze długa droga do normalności. Żeby nie było, nie jestem za totalną prohibicją, bo to wiadomo że nie działa, ale alkoholu jest u nas dużo za dużo wszędzie. Bardzo pozytywne jest to, że wydaje się że młodzież dużo mniej pijec niż 10, 20 lat temu.
Napiszę wam jak to wygląda z punktu widzenia osoby uzależnionej. Zacząłem popijać jak miałem 15 lat. Liceum, studia, pierwsza praca - na imprezach, żeby uczcić sukces. Normalnie. Gdzieś po drodze doszło picie jak był problem, żeby się rozluźnić i potem na spokojnie zmierzyć. A potem to jak Bukowski napisał "Na tym polega problem z piciem. Gdy wydarzy się coś złego, pijesz, żeby zapomnieć. Kiedy zdarzy się coś dobrego, pijesz, żeby to uczcić. A jeśli nie wydarzy się nic szczególnego, pijesz po to, żeby coś się działo." i tak sobie przeleciało kilkanaście lat. Co ważne, to powoduje zmiany w mózgu i wykształcenie połączeń nerwowych, które nie ważne co się dzieje, dobrego czy złego prowadzą do wódy. Schematów, które pozostaną ze mną już do końca mego żywota na tym łez padole Zmierzyłem się z problemem i jest dobrze, ale nie ważne co robię wóda jest wszędzie. Płacę za benzynę, robie zakupy dla rodziny, kupuje batona w żabce. Wszędzie, na piedestale, wyróżniona. Już jej prawie nie zauważam, ale wystarczy, że będę miał jakiś gorszy dzień i się przypomina jak łatwo było rozwiązać problem. Gdyby alkohol był wynaleziony dzisiaj, to by był skategoryzowany jako narkotyk niedużo mniej szkodliwy niż heroina.