Ehhh, tak sobie siedzę i myślę, że samotność na starość to naprawdę przejebana rzecz.
Dzwoniła dzisiaj stała klientka złożyć zamówienie. Zamawia telefonicznie, bo nie umie przez sklep. Osoby chcące zamawiać w ten sposób odsyłam, żeby zadzwonili o konkretnej godzinie, głównie jak pakuję sobie paczki. I tak mam słuchaweczki, więc nie zajmują mi czasu, a że mam sporo starszych klientów, to nieraz te pare minut dłużej schodzi na prostym podaniu danych.
Niemniej owa Pani dzisiaj tradycyjnie coś tam napomknęła o swoim życiu i nagle usłyszałem gulę w jej gardle. Powiedziała, że zamawia częściej niż potrzebuje, bo ja zawsze z nią porozmawiam, nie rozłączam się, wysłucham. W sumie fakt, wtedy i tak robię mechaniczną pracę, więc bywam nad wyraz miły i nawet sobie pociągnę dyskusję z anonimowymi ludźmi, bo co mi szkodzi, praca się robi, a mi czas mija szybko słuchając. Powiedziałem jej o tym.
Wypłakała się kobiecina ze swoich problemów, ale głównie z tego jednego - samotności. Przepraszała tysiąc razy, że zajmuje czas, ale ma tyle do powiedzenia, a nie ma komu. A ja naprawdę słuchałem i byłem ciekawy.
I jestem tak gupi, że wypytałem specjalnie, czy jej ta paczka potrzebna do Wielkanocy. Dobrze trafiłem - nie jest. W sam raz. Po świętach będę miał czas, Pani mieszka ledwie 100km ode mnie. Dostarczę osobiście zamówienie i jeśli się nie wystraszy moją nadgorliwością, to z chęcią wejdę na kawkę i pogadam. Nie dlatego, że mi szkoda, czy że jestem jakimś samarytaninem, ani w ogóle całe pierdololo. Ot, wydaje się fajną osobą, bo już przez te 3 lata zamówień dowiedziałem się sporo. To z chęcią popytam co i jak, no i zjem ciasto, bo tak zachwala swoją karpatkę. I pogadam, lubię se pogadać xd To skoro jej tego brakuje, nie widzę przeciwwskazań.
A i podskórnie też pewnie chciałbym, żeby mnie ktoś kiedyś tak odwiedził. Bo istnieje spora szansa, że jeśli nie zdechnę wcześniej, to czeka mnie samotna starość. Z wielu powodów.
#gownowpis
