Zdjęcie w tle

splash545

Lider
  • 3271wpisów
  • 19753komentarzy

Nie­któ­rzy uzna­ją kon­tem­plo­wa­nie śmier­tel­no­ści za objaw nie­zdro­wej ob­se­sji na punk­cie śmier­ci, ale sto­icy in­ter­pre­to­wa­li­by to zja­wi­sko zu­peł­nie ina­czej. Od­da­jąc się takim re­flek­sjom, nie roz­my­ślasz o śmier­ci. To prze­lot­ne, spon­ta­nicz­ne ćwi­cze­nia, które za­miast przy­gnę­bić, mogą po­dzia­łać na nas za­ska­ku­ją­co ożyw­czo.

Wiele osób jest znu­dzo­nych swoją co­dzien­no­ścią lub ma jej kom­plet­nie dość. To nie­do­brze, bo życie zło­żo­ne z kosz­mar­nych dni całe staje się kosz­ma­rem. Sto­su­jąc ne­ga­tyw­ną wi­zu­ali­za­cję i jej wa­rian­ty, zwięk­szasz swoje szan­se na to, żeby nie tyle zno­sić różne sy­tu­acje, ile się nimi de­lek­to­wać, wy­ci­ska­jąc z życia każdą kro­plę ra­do­ści, jaką ma ci do za­ofe­ro­wa­nia. Mo­żesz nawet od­kryć, że za­miast brnąć z mo­zo­łem przez ko­lej­ne dni, nie tylko po­go­dzi­łeś się ze swoim losem, ale wręcz roz­ko­szu­jesz się wszyst­kim, co cię spo­ty­ka.


William B. Irvine, Wyzwanie stoika

#stoicyzm

f3a7d876-4214-4257-ab6e-e1331efa3750
25e26eab-53c2-4ff0-a848-c6755742b888

Zaloguj się aby komentować

Jak to powiedział kiedyś @fonfi "Nie ma to jak wygrać we własnych rymach". Czy może jednak to słabo? Trzeba dobrze przemyśleć tę kwestię.


Temat: filozofia


Rymy: Platon - sens - Katon - stres


GL&HF : D


#zafirewallem #naczteryrymy

b66f3501-5f01-45e1-bb4e-f2b06fc49d6b

Na cienie się gapi w jaskini Platon,

Kierkegaard rozkminia, czy życie ma sens,

Kartaginę znów zniszczyć próbuje Katon,

Egzamin z filozofii to przez nich stres.

Zaloguj się aby komentować

@Wujek_Judasz jak najbardziej, robię deskę przodem i bokiem i widzę fajny zarys mięśni, w szczególności bocznych. Czy to wystarczy do zrobienia 6paka? Pewnie nie, ciężko mi też powiedzieć bo bym musiał zejść parę procent bf niżej. Ale na pewno coś daje w wyglądzie i wzmacnia mięśnie core.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Jako czterolatek bawiłem się na podwórku. Mieliśmy tam studzienkę, która nie miała pokrywy, tylko nalozoną jakąś blachę i na to kamień żeby jej nie zwiało. Postanowiłem się od tego kamienia wybić żeby zrobić ultra długi skok, no i wpadłem do środka. Nie wiem jak, ale udało mi się chwycić brzegu studzienki i tak trzymając drżeć o pomoc.


Następnego dnia studzienka już była profesjonalnie zabezpieczona

@splash545 W piątej klasie podstawówki założyłem się z kolegami, że położę się na torach jak będzie jechać pociąg i przejedzie nade mną. Gdyby coś tam od spodu bardziej wystawało to by było po mnie, zakład wygrałem ale była taka inba że ja pi⁎⁎⁎⁎lę. Pociąg zatrzymał się w końcu, wezwali policję, jakiś jełop z bloku obok który wszystko widział gonił nas a ja w swoim geniuszu uciekłem prosto do siebie na chatę i udawałem że nikogo nie ma xD Rodziców nie było jeszcze więc nie otwierałem, ale kutasiarze nie dali za wygraną i po prostu czekali pod drzwiami. Jak rodzice wrócili, to ojca policjanci musieli uspokajać bo chciał mnie zamordować, krzyczał że jak tak bardzo chcę to może mnie przez okno wyrzucić, nie muszę się kłaść na torach. Długo wesoło było, nie powiem. MIałem szlaban na wszystko, nie mogłem nawet tv oglądać, wszystkie moje oszczędności zostały zarekwirowane, na wakacje mnie nie zabrali i wzięli tylko siostrę a ja musiałem z babcią siedzieć całe dwa tygodnie.

@splash545 Taka refleksja mnie naszła. Cud, że te dzieciaki z lat 80. i 90. przetrwały. Pamiętam, jak mając siedem lat biegałem sam z kolegami po osiedlu, gdzie połowa bloków była jeszcze w budowie. Wchodziliśmy do wykopów, biegaliśmy po jakichś górach śmieci wywalanych z budowy. Budowaliśmy "domki" z krawężników (raz taki domek się zawalił i połamał nogę jakiemuś chłopakowi). Łaziliśmy sami, bez jakiegokolwiek nadzoru niemal po całym mieście. Trzeba było sobie dawać radę z bandami chłopaków z innych osiedli, którzy chcieli nam nakopać. Pamiętam, jak mnie chcieli skroić z kasy ale szczęśliwie ktoś z bandy tych chuliganów powiedział, że mnie zna z widzenia i żeby mnie zostawili.

Kilka razy uciekałem przed owczarkiem niemieckim sąsiada. Raz mnie złapał i zaczął szarpać i... dusić jakiś koleś, który twierdził, że teren na który weszliśmy z kolegą jest jego i nie mamy prawa tam być. Ucieczki przed cygańskimi dziećmi, które mieszkały niedaleko i rzucały w nas zawsze kamieniami, to była niemal codzienność.

Zaloguj się aby komentować

Inny wa­riant ne­ga­tyw­nych wi­zu­ali­za­cji można okre­ślić mia­nem pro­spek­tyw­nej re­tro­spek­cji. W tej tech­ni­ce co jakiś czas od­ry­wasz się od bie­żą­cych zajęć i za­sta­na­wiasz, czy kie­dyś w przy­szło­ści bę­dziesz ża­ło­wać, że nie mo­żesz cof­nąć się w cza­sie do­kład­nie do tej chwi­li. Być może ro­bisz aku­rat coś zu­peł­nie przy­ziem­ne­go, na przy­kład je­dziesz do skle­pu, by kupić coś na obiad. Jed­nak z bie­giem lat może przyjść taki mo­ment, kiedy za­tę­sk­nisz za wy­ko­ny­wa­niem nawet tak pro­za­icz­nej czyn­no­ści.

Wy­obraź sobie, że udało ci się unik­nąć śmier­ci na tyle długo, że dzie­ci od­da­ły cię do domu opie­ki. Sie­dząc w świe­tli­cy, gdzie ryczy roz­krę­co­ny na cały re­gu­la­tor te­le­wi­zor, mo­żesz z no­stal­gią roz­my­ślać nad sta­ry­mi, do­bry­mi cza­sa­mi, kiedy jesz­cze pro­wa­dzi­łeś sa­mo­chód i mia­łeś dość sił, żeby przy­rzą­dzić sobie po­si­łek. Tamte dni wy­da­dzą ci się świa­tem ma­rzeń. Do­ko­nu­jąc pro­spek­tyw­nej re­tro­spek­cji, przy­po­mi­nasz sobie po pro­stu, że w danej chwi­li, nie­mal bez wzglę­du na to, czym się wła­śnie zaj­mu­jesz, z per­spek­ty­wy przy­szłej wer­sji sie­bie praw­do­po­dob­nie wie­dziesz wy­ma­rzo­ne życie. Więc ciesz się nim!


William B. Irvine, Wyzwanie stoika

#stoicyzm

87cf72d7-7348-44ca-8f54-969e511dff95
90fb2295-6900-4a52-81b9-dc90de5d719c

@pushack może niekoniecznie złą, ale można docenić zwykłe proste czynności (spacer, granie, czytanie) i to, że może? w tej chwili mamy względny spokój w zyciu, choć może wydawać się nudne. A co do przyszłości, to nigdy nie wiadomo, może będzie lepsza, może będzie gorsza, a może nie będzie jej wcale, dlatego warto korzystać z tego co jest, jakie by nie było.

A co do samej techniki to tak, polega ona na wizualizacji tej gorszej wizji przyszłości, lecz należy pamiętać, żeby robić to w ścisłych ramach czasowych - od kilku do kilkunastu minut dziennie. Nie należy wpadać w jakieś wielogodzinnego czarnowidztwo.

Zaloguj się aby komentować

Jak tu kazanie pisać gdy bierze mnie cholera

Gosposia w ciąży, wikary z ucha strzela

Myśliwska nie kościelna marzy się ambona

Chrzanić to, biorę flaszke i idę do diakona!

W kościele dym jak cholera,

Bo prałat z dwururki strzela.

W sumie po to jest ambona -

Dzik przed ołtarzem juz kona.


PS. Na urlopie człowiek czasu nie ogarnia; dobrze, że @splash545 czuwa

Drodzy parafianie, no jasna cholera,

Dzietność spada i c⁎⁎j mnie strzela,

Wzwód mam taki, że obita ambona,

Dajcie mi dzieci, nim kościół skona

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

(...) Jedną z nich można na­zwać kon­tem­plo­wa­niem ostat­nich razów. Po­le­ga ona na uzna­niu faktu, że jako isto­ta śmier­tel­na każdą rzecz zro­bisz kie­dyś po raz ostat­ni. Ostat­ni raz włą­czysz świa­tło, ostat­ni raz zjesz ko­la­cję i ostat­ni raz po­że­gnasz się z ro­dzi­ca­mi, mał­żon­kiem, dzieć­mi i przy­ja­ciół­mi. Nie­któ­re ostat­nie razy masz już za sobą: ist­nie­je duże praw­do­po­do­bień­stwo, że już nigdy nie wy­krę­cisz nu­me­ru na te­le­fo­nie z tar­czą ob­ro­to­wą, nie sko­rzy­stasz z ma­szy­ny do pi­sa­nia ani nie po­dej­dziesz do eg­za­mi­nu z ma­te­ma­ty­ki. W któ­rymś mo­men­cie ostat­ni raz przy­ło­żysz głowę do po­dusz­ki i ostat­ni raz na­bie­rzesz po­wie­trza do płuc.

Sto­su­jąc tę tech­ni­kę, od czasu do czasu prze­ry­wasz zwy­kłe co­dzien­ne czyn­no­ści, żeby po­my­śleć o tym, że być może wy­ko­nu­jesz je po raz ostat­ni w życiu.


William B. Irvine, Wyzwanie stoika

#stoicyzm

34e4ec7e-ae39-48f2-9c58-add936b2239d
3db0b859-3de1-41ac-96d2-ea09bfd37860

Mam nadzieje, że to nie ostatni raz, jak daje ci pioruna. A jak miałby być tym ostatnim ... to się zadumam i będę o nim pamiętał !

Zaloguj się aby komentować

Jeśli ktokolwiek z was (...) zwraca się ku własnej woli, by ćwiczyć ją i rozwijać za sprawą podejmowanej pracy, by czynić ją zgodną z naturą, wzniosłą, wolną, nieskrępowaną, niepowstrzymaną, niezawodną i skromną; (...) jeżeli w każdej napotkanej kwestii pracuje nad swoimi najważniejszymi zasadami tak jak biegacz robi to w odniesieniu do biegania, a osoba rozwijająca głos czyni to w stosunku do swojego głosu - oto człowiek, który naprawdę czyni postępy, a jego podróż nie poszła na marne. Jeśli jednak ograniczył swoje działania do praktyki czytania książek (...) powiem mu by natychmiast wrócił do domu i nie zaniedbywał spraw, które tam na niego czekają, ponieważ rzecz, z powodu której wyruszył w podróż, nie jest nic warta.


Epiktet, Diatryby

#stoicyzm

9a5f1520-a6b7-47cb-a213-4a9edecb5b56

Zaloguj się aby komentować

22 412,19 + 5 = 22 417,19


A więc mam to, dziś podwójny sukces! Wziąłem udział w parkrun, był to pierwszy raz kiedy wziąłem udział w jakichkolwiek zawodach. Drugim sukcesem jest złamanie bariery 5x5!


#sztafeta #bieganie

c2da4ba4-3ec2-4579-882e-bcbf958dd651
ba0f32fd-2425-4512-b45d-0939e14581b7

Zaloguj się aby komentować

Tre­ning od­por­no­ści po­wi­nien obej­mo­wać rów­nież ćwi­cze­nia fi­zycz­ne. Oczy­wi­ście ich ro­dzaj bę­dzie za­le­żał od two­jej obec­nej kon­dy­cji, wieku i stanu zdro­wia. Nie­któ­rzy ogra­ni­czą się do spa­ce­ru po oko­li­cy; inni wy­bio­rą się na długi bieg. Praw­do­po­dob­nie na po­cząt­ku tre­nin­gi będą się wią­za­ły z pew­nym dys­kom­for­tem fi­zycz­nym, nie tylko w trak­cie ćwi­czeń, lecz także po nich. Być może przez cały dzień bę­dziesz zmę­czo­ny, a na­stęp­ne­go ranka obu­dzisz się obo­la­ły.

Na tym eta­pie mo­żesz od­nieść wra­że­nie, że tre­ning od­por­no­ści nie pod­no­si two­je­go kom­for­tu życia, wręcz prze­ciw­nie – ob­ni­ża go. Mu­sisz jed­nak pa­mię­tać, że tre­nu­jesz nie po to, żeby każdy mo­ment upły­wał ci w kom­for­cie. Cho­dzi o po­sze­rze­nie two­jej stre­fy kom­for­tu, byś czuł się swo­bod­nie w wielu róż­nych oko­licz­no­ściach. Trze­ba za to za­pła­cić przej­ścio­wym dys­kom­for­tem, ale ogól­nie rzecz bio­rąc, zyski prze­wyż­szą kosz­ty.

Jeśli wy­trwasz w swoim pro­gra­mie tre­nin­go­wym, po pew­nym cza­sie od­kry­jesz, że po ćwi­cze­niach nie masz już za­kwa­sów, a twoja kon­dy­cja fi­zycz­na się po­pra­wi­ła. Być może przed roz­po­czę­ciem tre­nin­gów do­sta­wa­łeś za­dysz­ki, spa­ce­ru­jąc albo wcho­dząc po scho­dach; teraz po­ru­szasz się z nową ener­gią i lek­ko­ścią. Zy­skasz też ko­ją­cą świa­do­mość, że dzię­ki ćwi­cze­niom twoje ciało jest le­piej przy­go­to­wa­ne na wszel­kie sy­tu­acje, które mogą wy­ma­gać wy­sił­ku fi­zycz­ne­go.


William B. Irvine, Wyzwanie stoika

#stoicyzm

f4a8fa29-0785-4137-8afb-147b8a0deb85
44e1a262-b971-4a7e-8cb9-f5bb9468fd55

Każda aktywność jest lepsza od jej braku. Ale z perspektywy czasu myślę, że najlepiej jest trenować od młodości jakieś sztuki walki. Nie typowe mordobicia dla patusów, tylko coś ogólnorozwojowego, karate, aikido, judo, nawet jakaś capoiera. Zapewnia to i sprawność fizyczną i pewność siebie, a i w 98% przypadków podbramkowych będziemy mieć zdecydowaną przewagę nad innymi. Osobiście żałuję, że kiedyś aikido odstawiłem. Sporty czysto wydajnościowe typu bieganie, kolarstwo mają tę wadę, że w późniejszym wieku mogą się objawiać zwyrodnieniami stawów kolanowych i biodrowych.

@Opornik ok. Krav maga i taniec z tulipanem jak chcesz się po barach napierdalać. Ew. Tajski boks. A jak trafisz na ostrego zawodnika to i tak jebnie kosę pod żebra i fajter memea będzie srał przez rurkę, o ile w ogóle przeżyje.

Zaloguj się aby komentować

Witam wszystkich wierszokletów i innych poetów, a dla Waszej podniety rozpoczynam LXXXIII edycję bitwy #nasonety !

Podobnie jak mój poprzednik, utwór, który zaprezentuje nie będzie sonetem lecz 20 wersowym wierszem. Każdy chętny, podług swego upodobania, może zarymować do 14 - 16 - 18 bądź 20 wersów. Tematem obecnej edycji - który oczywiście można mieć między pośladkami - być może będzie morze, lub zwłoki w jeziorze, stawie lub bajorze, badź też w rzeki nurcie, może być to też bez życia ciało, śmierć, lub coś w tej okolicy. A skąd taka tematyka? Bezpośrednio z wiersza #diproposta pana


Bolesława Leśmiana

o tytule

Topielec


W zwiewnych nurtach kostrzewy, na leśnej polanie,

Gdzie się las upodobnia łące niespodzianie,

Leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki.

Przewędrował świat cały z obłoków w obłoki,

Aż nagle w niecierpliwej zapragnął żałobie

Zwiedzić duchem na przełaj zieleń samą w sobie.

Wówczas demon zieleni wszechleśnym powiewem

Ogarnął go, gdy w drodze przystanął pod drzewem,

I wabił nieustannych rozkwitów pośpiechem,

I nęcił ust zdyszanych tajemnym bezśmiechem,

I czarował zniszczotą wonnych niedowcieleń,

I kusił coraz głębiej — w tę zieleń, w tę zieleń! 

A on biegł wybrzeżami coraz innych światów,

Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów,

Aż zabrnął w takich jagód rozdzwonione dzbany,

W taką zamrocz paproci, w takich cisz kurhany,

W taki bezświat zarośli, w taki bezbrzask głuchy,

W takich szumów ostatnie kędyś zawieruchy,

Że leży oto martwy w stu wiosen bezdeni,

Cienisty, jak bór w borze — topielec zieleni. 


Mam nadzieję, że tematyka jest odpowiednio odstręczająca, gdyż liczę na niską frekwencję, bo nie mam ochoty pisać długiego podsumowania. Proszę więc bawić się dobrze, choć powściągliwie. GL&HF


#zafirewallem

6aab19d1-e3ab-4f7a-9971-d91dbf2a8091

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

W ra­mach tre­nin­gu od­por­no­ści bę­dziesz wy­sta­wiał się nie tylko na dys­kom­fort psy­chicz­ny, lecz także fi­zycz­ny. Latem mo­żesz spę­dzać czas na ze­wnątrz, za­miast chro­nić się przed upa­łem w kli­ma­ty­zo­wa­nym po­miesz­cze­niu. Zimą mo­żesz wy­cho­dzić na mróz w zbyt lek­kim ubra­niu. Sam tre­nu­ję od­por­ność, po­zwa­la­jąc sobie tro­chę zmar­z­nąć w paź­dzier­ni­ku: gdy wszy­scy wokół noszą swe­try, ja cho­dzę w samej ko­szu­li. Od­kry­łem, że dzię­ki temu w stycz­niu jest mi cie­pło w samym swe­trze, pod­czas gdy inni trzę­są się w kilku gru­bych war­stwach ubrań.

Twój tre­ning od­por­no­ści może objąć rów­nież dietę. Spró­buj zre­zy­gno­wać z prze­ką­sek mię­dzy po­sił­ka­mi i jeść mniej­sze por­cje. Ow­szem, ogar­nie cię głód, ale być może pierw­szy raz w życiu bę­dziesz miał szan­sę zba­dać to zja­wi­sko. Przy oka­zji praw­do­po­dob­nie do­ko­nasz cie­ka­wych od­kryć – na przy­kład, że twoje ciało jest w sta­nie przy­zwy­cza­ić się do no­we­go stylu od­ży­wia­nia. W re­zul­ta­cie bę­dziesz od­czu­wał mniej­szy głód niż wcze­śniej, mimo że ogra­ni­czy­łeś licz­bę spo­ży­wa­nych ka­lo­rii. Być może uświa­do­misz sobie wtedy, że to, co uwa­ża­łeś za głód, w rze­czy­wi­sto­ści nie było zja­wi­skiem fi­zjo­lo­gicz­nym, tylko psy­cho­lo­gicz­nym – mie­sza­ni­ną nudy i nie­za­do­wo­le­nia.

Ży­wie­nio­wy aspekt tre­nin­gu od­por­no­ści może przy­nieść nie­ocze­ki­wa­ny sku­tek ubocz­ny w po­sta­ci utra­ty zbęd­nych ki­lo­gra­mów. Moż­li­we też, że je­dze­nie za­cznie spra­wiać ci więk­szą przy­jem­ność niż dotąd.


William B. Irvine, Wyzwanie stoika

#stoicyzm

83c5abd3-98bd-4992-8b07-d086cba59170
7d5e5bb4-3de4-4b68-a5d3-fcad91a0e34e

@splash545 oj tak, do głodu a raczej do nie jedzenia w ciągu dnia da się łatwo przyzwyczaić.

Nie raz miałem tak że rano jadłem jakieś śniadanie a potem w trakcie całodniowego zapierdolu nie czułem głodu. Dopiero kolejnego dnia rano.

No wczoraj rano zjadłem 100g twarogu, a potem dopiero o 21 (tak wiem, za późno) 4 kanapeczki z ogórkiem. Ale to chyba dlatego że było w ciul gorąco i organizm domagał się tylko wody a nie żarcia. Wypiłem łącznie z 5l wody i elektrolitów.


Z tym chłodem też mam podobnie, zwykle spodnie, jakaś podkoszulka oraz bluza i mogę śmigać po mrozie.

@myoniwy ja jak byłem w trakcie zrzucania kilkudziesięciu kilo, to moim dużym odkryciem było to, że jedynie kilka pierwszych dni było trudnych - max tydzień. Później okazało się, że uczucie głodu wcale nie jest takie straszne, co w połączeniu z pierwszymi sukcesami widocznymi na wadze sprowokowało mnie, żeby się tym bawić. No i robiłem sobie raz lub dwa razy w miesiącu głodówki 24-36h właśnie dla zabawy, żeby się sprawdzić.

@splash545 Tak, ja również zauważyłem, że istnieją tak jakby dwa stadia głodu gdy zrzucałem zbędne kg. Pierwsze stadium to stadium psychologiczne, które polega na tym, że wydaje Ci się, że jesteś głodny. Żołądek się kurczy, bo brakuje mu jedzenia, ale tak naprawdę to uczucie jest tylko w Twojej głowie, bo w organizmie masz wszystkie niezbędne do życia substancje i ten głód to zwykły dyskomfort związany z przyzwyczajeniami. Gdy uda Ci się przezwyciężyć pierwszą fazę, co zazwyczaj trwało u mnie maksymalnie 2-3h organizm wchodzi w jakby tryb spoczynku i zaczyna korzywtać z własnych rezerw. Dopiero później pojawia się druga faza, czyli ten głód właściwy, gdy żołądek rzeczywiście jest pusty. Wtedy dopiero rozpoczynałem jedzenie czegoś niewielkiego i lekkiego, tak aby pobudzić trawienie. Ciekawy jeat nasz organizm

@gedzior84 i właśnie ciekawość to odpowiednie nastawienie z jakim powinniśmy podchodzić do wszelkich pragnień i reakcji naszego organizmu. Warto podejść do tego w ten sposób, zamiast brać to wszystko tak do siebie.

@gedzior84 @splash545 To akurat fizjologiczny spadek poziomu glukozy we krwi, czasami tak nawet jest, że w ogóle nie jesteś głodny ale już trzęsą się łapy jak alkoholikowi rano pod sklepem i "trzeba coś zjeść". Jak opuścisz ten glukozowy rollercoaster to okaże się, że jeść można kiedy faktycznie jest się głodnym a nie kiedy wymuszone przez pragnienie kolejnej dawki używki dla mózgu, jaką jest glukoza.

Polecam intencjonalne wystawianie się na lekkie dyskomforty. W dłuższej perspektywie bardzo podnoszą jakość życia, bo wszystkie tego typu sygnały są później słabsze, bądź przychodzą później.


Dlatego nie mam większych problemów, aby cały dzień nie jeść. Dlatego komfort termiczny mam duży i tam gdzie inni zdychają z gorąca, albo zamarzają, tam mi jest jeszcze względnie przyjemnie. Podobnie z progiem bólu, którego nie ubijam w zarodku tabletkami, tylko jeśli jest znośny i nie rodzi komplikacji, to pozwalam mu być.


A znam różnicę, bo kiedyś byłem delikatny jak płatek śniegu. Zmiany zaczęły się od tortur dentystycznych które przechodziłem dobry rok. Widząc jak później przyzwyczaiłem się do ogólnego stanu bólu i jak zwiększyły się progi innych odczuć, choćby od sportu (stłuczenia, obtarcia, skaleczenia), to wdrożyłem to w innych sferach. Przyjemne jest takie uczucie "twardości" i szerszego komfortu, który najbardziej widać będąc wśród innych osób i widząc jak męczy ich coś, co mi raczej nie daje się odczuć zbytnio.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować