Hejto.pl
Zdjęcie w tle

moll

Lider
  • 2029wpisów
  • 39662komentarzy

Przydałoby się wrzucić raz na jakiś czas. Jeśli ktoś chciałby poczytać książki z uniwersum Świata Dysku, ale nie koniecznie zgodnie z kolejnością, na grafice zaprezentowany został układ seriami tematycznymi


#uuk

b1e643f7-9b04-4aa7-8e61-4ae4a02ea2bc

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Właściwie było to jedno z tych miejsc, które istnieją wyłącznie po to, żeby ktoś mógł z nich pochodzić. Wszechświat jest ich pełen: zagubionych wiosek, omiatanych wiatrem miasteczek pod szerokim niebem czy odosobnionych górskich chat. Jedyny ich ślad w historii to fakt, że są miejscami absolutnie zwykłymi, gdzie zaczęło się dziać coś absolutnie niezwykłego. Często upamiętnia to niewielka tablica pamiątkowa głosząca, że wbrew wszelkiemu ginekologicznemu prawdopodobieństwu ktoś bardzo sławny urodził się na ścianie.


Terry Pratchett, Równoumagicznienie


#uuk

Zaloguj się aby komentować

W odpowiedzi do TEGO wpisu @evilonep postanowiłam zastanwić się i wypisać, co MNIE daje rodzicielstwo, czy potrafię dostrzec jego pozytywy... I mimo wszystko ja w nim widzę nie tylko aspekt finansów (rozumiany jako obiciążęnie), czasu (jego straty na babranie się w pieluchach), czy zdrowia (mimo że kręgosłup czasami mi trzeszczy tak, że nie wiem jak mam rano wstać z łóżka).

Rodzcielstwo to też dobre strony, dla mnie kojarzące się głównie ze stroną emocjonalną i samorozwoju (wiem, to nie to samo, co kilka zer więcej na koncie):


  • ukoronowanie/dopełnienie miłości dwojga ludzi - chociaż może to brzmieć tandetnie, naiwnie i kiczowato - ale na dzieci zdecydowałam się wspólnie z mężczyzną, którego kocham. One są owocem naszej miłości, są cząstką jego i mnie w innej osobie

  • cel i sens życia - skoro może to być kariera, może to być religia, to dlaczego dla mnie wartością nie może być moja rodzina?

  • miłość - prawdziwa i bezwarunkowa, nikt Cię tak nie pokocha jak własne dziecko i nikogo nie pokochasz w taki sposób, jak tą małą larwę

  • szansa na lepsze poznanie siebie (i partnera) - nic tak nie przetestowało i paradoksalnie nie umocniło naszego związku, jak dzieci - to wymaga wzajemnego wsparcia, zrozumienia, kompromisów, komunikacji, również co do własnych potrzeb

  • szansa na samodoskonalnie - dziecko to Twoje lustro, w nim dostrzeżesz swoje dobre i złe cechy, więc masz co w sobie docenić i nad czym pracować

  • weryfikuje priorytety i cele (także te zawodowe) - dziecko zmienia może nie wszystko, ale wiele, to też bodziec, który potrafi nas w końcu ustawić na to, "czego chcemy" od życia zawodowego (gdyby nie to, sama nigdy nie miałabym odwagi rozwijać się w kierunku freelacerstwa, bo zawsze brakowało mi odwagi i wiary w siebie)

  • obserwujesz i uczestniczysz w cudzie nowego życia - nigdy nie będziesz bliżej cudu istnienia, formowania świadomości i tworzenia siebie w kimś innym

  • zmiana stylu życia - teraz jest trochę "zdrowiej" i z większą świadomością, bo bardziej dbam o to co kupuję/gotuję, bo dla dzieci jestem wzorem i kształtuję w nich postawy i nawyki - jedzenie/ruch, itp., a nikt sobie nie da wcisnąć kitu, że marchewka jest smaczna, jeśli sama w tym czasie będę wtranżalała napoleonkę xD

  • otwarcie się na inne atrakcje/aktywności (i nabranie większego dystansu do siebie) - "za naszych czasów" nie było wielu rzeczy, nie tylko zabawek, więc fajnie jest razem z dzieckiem odkrywać atrakcje i aktywności. Planowanie turystyki z dziećmi też jest fajne, bo zwiedzasz miejsca pod kątem zapewnienia rozrywki wszystkim, a nie tylko dorosłym

  • to są "emocje" - nikt nie odpierdoli takiego szajsu jak własne dziecko, tylko po to, żeby za chwilę przyjść i się przytulić, więc jeśli ktoś potrzebuje emocji i huśtawki, dzieci mu to zapewnią xD (chociaż nie wiem czy to akurat dla każdego pozytyw, ale z dziećmi jest fajne to, że one nie chowają latami uraz, pogniewają się i im to mija)


To chyba tyle ode mnie (przynajmniej na ten moment). A Wy? Dostrzegacie jeszcze jakieś pozytywy dzieci i rodzicielstwa, które pominęłam i/lub na nie nie wpadłam?


#rodzicielstwo #rodzina #demografia #przemyslenia

37da9737-2252-48c4-8521-9e03a935f963

@moll https://youtu.be/ytiZ7zw5vqQ?si=Iy17FIArfSs9tRu6


Ja się pod tym podpisuje. Wiele osób pisze że "nie chce mieć dziecka bo nie czuje się gotowym być rodzicem" ale rodzicem się nie staje w chwili narodzin. To jest proces i jak dziecko rośnie czy pojawiają się kolejne to też zmieniamy się jako rodzice. Kurde było ciężko momentami ale też były tak cudowne chwile które będę wspominał całe życie.

@moll super wpis. Mi moje dziecko, a w sumie zaraz dzieci dały dodatkową motywację do zadbania o swoje zdrowie - motywacja do zejścia z wagi, lepszego żywienia jak pisałaś, ale też łażenie na różne badania, ogółem dbanie o siebie, no bo przecież nie zostawię gnojków samych :D

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Kilka kóz z niejakim zaciekawieniem obserwowało go przez zmrużone oczy. Niewiele trzeba, żeby zaciekawić kozy.


Terry Pratchett, Równoumagicznienie


#uuk

Za to wiele potrafią zjeść i to niekoniecznie konwencjonalnych rzeczy. Kiedyś koleżanka miała kozę i kupili gumowy basen dla dziecka. Dzieciak się nacieszył basenem aż jeden dzień bo przez noc koza zjadła cały, został jakiś strzęp jedynie

Zaloguj się aby komentować

Miałam zamówić tylko Ostatniego bohatera, a skończyło się jak zwykle xD


Ale chociaż chłop dobry, bo nie narzeka, jak mówię że paczka będzie


#ksiazki

74186f7a-44e2-406f-b574-d79341f0fe29

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Jest to opowieść o tym, czym jest magia i dokąd zmierza, a co ważniejsze, skąd przychodzi i po co. Poniższa historia nie pretenduje jednak do odpowiedzi na wszystkie te pytania.


Może jednak pomóc w wyjaśnieniu, dlaczego Gandalf nigdy się nie ożenił i dlaczego Merlin był mężczyzną.


Terry Pratchett, Równoumagicznienie


#uuk

Zaloguj się aby komentować

696 + 1 = 697


Tytuł: Blask fantastyczny

Autor: Terry Pratchett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

ISBN: 9788376481401

Liczba stron: 236

Ocena: 8/10


Prywatny licznik 34/36


Witam ponownie w Świecie Dysku! Wspólnie zakończyliśmy podróż przez cytaty z Blasku, należałoby więc podsumować także ten tom


Ta książka zamyka rozdział wspólnych przygód Rincewinda i Dwukwiata. Ku uldze tego pierwszego i ogólnym smutku wszystkich - świat uratowany, zaklęcia odczytane, głowa wolna, można rozejść się do domów.


Lubię ten tom. Tutaj mamy już większość "dojrzałość" ŚD, widać już, że autor sam w tym bardziej okrzepł i ten świat pełen absurdu i humoru zaczyna już leżeć, jak ulubiony t-shirt, chociaż nadal ma wiele do zaoferowania.

No i tutaj po raz pierwszy trafiamy na Cohena


Jeśli ktoś życzy sobie mniej spoilerów w codziennych cytatach, zachęcam do jak najszybszego przeczytania "Równoumagicznienia", ponieważ od jutra to właśnie z niego zaczną się sypać fragmenty.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #dwanascieksiazek #czytajzhejto

@moll tu już widzę chyba lepsza ocena niż poprzedniczki Muszę się brać za czytanie bo trochę się wybiłem z rytmu na urlopie a tu presja coraz większa się robi

@moll cel na ten rok będzie trzeba chyba dopasować po raz kolejny 🙈 36 książek za niedługo skończysz, a do końca roku jeszcze daleko!

Zaloguj się aby komentować

694 + 1 = 695


Tytuł: Żołnierz królowej Zanzibaru

Autor: Jacek Getner

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Lira

ISBN: 9788367084611

Liczba stron: 320

Ocena: 6/10


Prywatny licznik 33/36


Po trudnym początku przyszło przyjemne zakończenie. Pierwsze opowiadanie w tomie mocno mnie nie urzekło - przebrnięcie przez dobre 20-30 stron, które drętwo "parodiowały" klimaty wypowiedzi w stylu westernowych Indian, było dość męczące, potem jednak i to opowiadanie, i kolejne wróciły do "normalnego" stylu dla autora, więc ostatecznie nadal dobre czytadełko na rozluźnienie.


Tym razem Przypadek trafił na sprawy w środowisku bezdomnych i tutaj duży plus dla autora za odmalowanie zjawiska/stylu życia bezdomnych, bo zrobił to naprawdę dobrze.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #dwanascieksiazek #czytajzhejto #ksiazki

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


– Po­słu­chaj – rzekł mag. – Idę sobie. Daję ci wol­ność, ro­zu­miesz?


Od­wró­cił się do niego ple­ca­mi i od­szedł. Po kilku se­kun­dach usły­szał tupot ma­łych stóp. Obej­rzał się.


– Po­wie­dzia­łem już, że cię nie chcę! – za­wo­łał i wy­mie­rzył Ba­ga­żo­wi kop­nia­ka.


Bagaż przy­siadł. Rin­ce­wind ru­szył do mia­sta.


Kilka kro­ków dalej za­trzy­mał się i za­czął na­słu­chi­wać. Nie do­bie­gał do niego żaden dźwięk. Od­wró­cił się; Bagaż leżał tam, gdzie go zo­sta­wił. Spra­wiał wra­że­nie sku­lo­ne­go i nie­szczę­śli­we­go.


Rin­ce­wind po­my­ślał chwi­lę.


– No do­brze – mruk­nął. – Chodź.


Po­ma­sze­ro­wał w stro­nę uni­wer­sy­te­tu. Po kilku mi­nu­tach Bagaż jakby pod­jął de­cy­zję, wy­su­nął nóżki i po­drep­tał za nim. Nie zo­rien­to­wał się, jak wiele miał moż­li­wo­ści.


Terry Pratchett, Blask fantastyczny


#uuk

Zaloguj się aby komentować

Czy jest sens preparowania własnych ziarenek do wysiewu pomidorów na przyszły rok, jeśli w foliaku mam różne odmiany? Teoretycznie krzaki sadzone po kolei, gatunkami obok siebie...


#ogrodnictwo #pomidory

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Szcze­rze mó­wiąc, żaden sta­tek nie wy­pły­wał w stro­nę Im­pe­rium Aga­tej­skie­go, lecz był to pro­blem czy­sto aka­de­mic­ki. Dwu­kwiat bo­wiem po pro­stu od­li­czał sztu­ki złota na wy­cią­gnię­tą dłoń do­wód­cy pierw­sze­go w miarę czy­ste­go stat­ku tak długo, do­pó­ki wilk mor­ski nie do­strzegł ko­niecz­no­ści zmia­ny pla­nów.


Rin­ce­wind cze­kał na na­brze­żu, aż tu­ry­sta wy­pła­ci ka­pi­ta­no­wi mniej wię­cej czter­dzie­sto­krot­ną war­tość stat­ku.


Terry Pratchett, Blask fantastyczny


#uuk

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Po­my­śla­łem... no wiesz... cho­dzi o to, że po­dró­że i oglą­da­nie jest wspa­nia­łe, ale przy­jem­ność to także to, że się gdzieś było. Ro­zu­miesz, ukła­da­nie ob­raz­ków w al­bu­mie i wspo­mi­na­nie wszyst­kie­go.


(...) Naj­waż­niej­sze we wspo­mnie­niach jest to, żeby potem mieć się gdzie za­trzy­mać i tam je wspo­mi­nać. Ro­zu­miesz? Trze­ba kie­dyś prze­stać. Czło­wiek ni­gdzie na­praw­dę nie był, póki nie wróci do domu. Chyba o to mi wła­śnie cho­dzi.


Terry Pratchett, Blask fantastyczny


#uuk

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Coś trza­snę­ło i roz­legł się wrzask.


– Wy­da­je mi się, że Bagaż lubi być ośrod­kiem za­in­te­re­so­wa­nia – stwier­dził Dwu­kwiat, kiedy roz­po­czę­li ostroż­ne zej­ście.


– Tak. I chyba do­brze mu zrobi, jeśli cza­sem wyj­dzie gdzieś i pozna no­wych ludzi – przy­znał Rin­ce­wind.


Terry Pratchett, Blask fantastyczny


#uuk

Zaloguj się aby komentować

Ehhh... Gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść i do czego rymować xD


Ponieważ panowie się wykruszyli, dzisiejsze zadanie:


Temat: bez jaj!

Rymy: ona - woda - kłoda - ona


#naczteryrymy #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna


Zasady nie uległy zmianie, pamiętaj o społeczności!

Pasta jajeczna bez jaj zrobiona

to prawie sama w miseczce woda

kwiaty już podlane, pozostała tylko kłoda

belka nawodniona puściła pędy jak szalona

Drepcze klacz wyraźnie nakręcona

Nosi ją mocno, wszakże krew nie woda

Zaczepia partnera, lecz ten leży jak kłoda

Był ogierem, jest wałachem - nadzieja stracona

Zaloguj się aby komentować

Widząc dzisiejsze zabawy @entropy_ i podpuszczanie @George_Stark , postanowiłam sama się pobawić.


W poniższym "potworku" słowa do zarymowania z di proposty znalazły się w środku każdego wersu i jednocześnie słowo kończące każdą linijkę się do nich odpowiednio rymuje.


Wiersz fatalistyczny


Dziecka oczami cały świat zdawał się piękny, jak rajski kwiat...

Lecz w miarę upływu kolejnych lat, bywa mu bliżej do więzów i krat.

Gdzie podział się w żaglach mych wiatr, co od Bałtyku dął aż do Tatr?

Kiedyś prosto człowiek był rad, nie liczył czasu, nie gonił dat,

I na niejeden pomysł wziął wpadł, i łatwiej wstawał, gdy czasem padł.


A teraz iskry jest jakoś mniej, z siłami bywa też już skromniej

I jak mi się nie chce, aż skręca mnie. Bo kiedy znowu mi się zachce?

Tak łatwo bywa mieć wszystko gdzieś, jeszcze wyjechać, może na wieś?

Tak nęci strasznie mnie pomysł ten, lecz po karierze zostanie tren.

Życie leci jak z nosa krew, już nawet nie drgnie od tego brew.


I tylko kłębią się w głowie myśli, choć człowiek niewiele nowego wymyśli.

I chciałby czasami końca już, choć się go boi, gdy stoi tuż.

Bośmy życia recydywiści, tak samo jak ono, rzeczywiści.

Na trumnę każdy obiera kurs, nic nie przychodzi nam w sukurs.


#diriposta #nasonety #zafirewallem #tworczoscwlasna

Super wyszedł ale jeśli pójdziemy dalej w ta stronę to nowi kawiarenkicze będą musieli jeździć na weekend integracyjny z seminarium z zasadami Xd

Zaloguj się aby komentować

#naopowiesci #zafirewallem


@George_Stark - musiałam zmodyfikować pomysł na kozę, ale myślę że przy okazji poruszyłam ciekawy temat.


Przyjemnej lektury wszystkim


Pan Szczepan


Kiedy pan Szczepan mijał wczoraj drzwi do mieszkania sąsiadki zobaczył przywiązaną do ich klamki kozę. Mały, wyleniały pluszak bimbał się coraz leniwiej na doszytym czyjąś niewprawną ręką sznureczku, aż w końcu zawisł nieruchomo. Zbył ten widok wzruszeniem ramion i otworzył drzwi wejściowe pod, swoim, numerem 7.


-Przecież mówię ci, Beata, że wczoraj widziałem kozę na tej klamce! - senior, z coraz większą nerwowością w głosie rozmawiał ze swoją córką, wskazując drzwi do sąsiedniego mieszkania.

-Tato, ale tam żadnej kozy nie było, wracałam do domu zaraz po tobie i nic na tej klamce nie wisiało. - córka pana Szczepana próbowała sprowadzić ojca “na ziemię” - Nie mogło być. Pani Tereska zmarła 7 miesięcy temu, mieszkała sama, skąd koza na klamce?

-Jak to skąd?! To ty nie pamiętasz? Madzi koza! Przecież nadal Madzia biega z tym wyleniałym stworem. Stara lola, 10 lat, a beczy gorzej od kozy, jak zapodzieje tego starego pluszaka.

-Tato, Madzia jest już po trzydziestce i ma własne dzieci… - Beata wciąż cierpliwie i spokojnie tłumaczyła ojcu rzeczywistość. Martwiło ją jednak, że ojciec coraz częściej bywał roztargniony lub tak jak w tym momencie, jakby jego życie cofnęło o kilka dekad. Zaskakujące, jakie szczegóły był w stanie spamiętać i odtworzyć w przypadkowych momentach.

-Może ma, może nie ma, a mieszkanie po Teresce tyle czasu już stoi. Wyrodna córka, matką się nie zajmowała w ostatnich latach życia, za to łapy na spadku od razu położyła. Braciszka to pięknie wysiudała z maminej krwawicy.

-W dożywocie miała zapisane - broniła koleżanki z lat dziecięcych Beata - i nie mów, zajmowała się panią Tereską. Dbała o matkę, codziennie była, a jak pani Malinowska trafiła w końcu do szpitala to wzięła bezpłatny urlop, żeby być przy matce. A teraz, czego ma tu siedzieć? Mieszkanie pouprzątała krótko po pogrzebie, wynajmować go na razie nie chce, to i stoi puste. Ciesz się, lepiej tak, może któreś z jej dzieci za jakiś czas tu zamieszka, niż mieć za ścianą znowu studentów. Pamiętasz imprezy u tych z góry dwa lata temu? Sam tego wytrzymać nie mogłeś.

-A kto by wytrzymał to tupanie po suficie i wieczne umcy-umcy?! - panu Szczepanowi ciśnienie skoczyło na samo wspomnienie - Przypomnij mi, żebym zadzwonił do Stachowiaka, żeby ich w końcu wyrzucił za te ciągłe hałasy.

-Tato, ale on przecież tych studentów dwa lata temu wyrzucił. Nawet semestru nie wytrzymali. Teraz wynajmuje pan Błażej, ten od komputerów. Niedawno z internetem nam pomagał.

-Internetem… podsłuch zakładał. - burknął starszy pan, niby pod nosem, ale tak, by córka z pewnością mogła go wyraźnie usłyszeć.

-Jaki podsłuch, co ty tato wygadujesz? - nie pierwszy raz w ostatnich tygodniach Beata usłyszała coś takiego od ojca. - Nieważne, jesteśmy pod przychodnią, to ja lecę do pracy. Potem zrobię zakupy. Pamiętaj zabrać recepty od doktorki, to jutro wykupię ci leki.

-Jakbym kiedykolwiek o tym zapomniał. - obruszony pan Szczepan nawet nie pożegnał się z Beatą. Odwórcił się na pięcie i nie oglądając się na nikogo ani na nic, wszedł do budynku.


Kilka godzin później Beata zastała otwarte i puste mieszkanie. W pierwszej chwili pomyślała, że z roztargnienia zapomniał za sobą zamknąć drzwi na klucz, ale jej powitaniu odpowiedziała cisza. Po ojcu nie było widać ani śladu - zniknęły kurtka i buty z przedpokoju. Nie zostawił kartki na stole, chociaż zwykle to robił. Nawet, jeśli tylko schodził do pobliskiego sklepiku po drobne zakupy.

Nie ma się czym przejmować, na pewno niedługo wróci. Pomyślała Beata i zajęła się dokończeniem obiadu.

Godziny mijały, lecz pan Szczepan nie wracał. Zaniepokojona córka coraz bardziej nerwowo spoglądała przez okno. Było już po dwudziestej pierwszej, gdy wreszcie postanowiła zadzwonić na telefon komórkowy ojca. Po kilku sygnałach dzwonek telefonu zaczął rozbrzmiewać w kuchni przytłumionym dźwiękiem. Szybkie przeszukanie pomieszczenia pozwoliło jej odnaleźć aparat w szufladzie z przyborami kuchennymi. To ją zaniepokoiło jeszcze bardziej. Zaczęła zastanawiać się, gdzie tata mógłby się udać o tej porze. Nie należał do zbyt towarzyskich osób, szczególnie od śmierci mamy 5 lat temu. Ona jedna była w stanie wyciągnąć tego mruka do ludzi. Przeważnie spędzał czas w domu, próbując coś naprawiać, w przerwach od kolejnych wizyt u specjalistów. A jego stan, miała wrażenie, od jakiegoś czasu, po cichu, nieubłaganie się pogarszał.

Bała się, w tym momencie już strasznie się bała. Nie wiedząc co robić, zadzwoniła do starszej siostry. Może ojciec postanowił nagle ją odwiedzić? Nie byłoby to normalne, widywał się z Iloną rzadko i niechętnie, zbyt mocno przypominała panią Mariannę i nie mógł tego znieść, mimo upływu czasu od pogrzebu ukochanej żony. Ale może właśnie do niej się wybrał?

-Cześć, przepraszam że tak późno dzwonię… Tata się do was nie wybierał? - rozważania przerwało nawiązanie połączenia, skupiła się na rozmowie z siostrą.


-Nie wiem, ostatnio trochę dziwnie się zachowywał. Jak wróciłam do domu drzwi były otwarte, a nie było jego, pomyślałam, że może wybrał się do was, skoro nie zostawił kartki na stole, dokąd wychodzi.


-Jasne, rozumiem. Gdyby się u was pojawił, daj mi znać.


-Pewnie, odezwę się, jak tylko wróci. Dobranoc. Pozdrów Jacka i chłopców.


Rozłączyła się. Czuła, jak rośnie jej coraz większa gula w gardle. Teraz naprawdę była w kropce. Co robić? Policja jeszcze nie przyjmie zgłoszenia, nie mam pojęcia, gdzie go szukać…

Strapiona jeszcze długo nie poszła spać. Chciała czuwać do rana, jednak w końcu przegrała walkę ze zmęczeniem i zasnęła na niewielkiej kanapce w salonie. Rano, gdy obudził ją budzik do pracy, ojca nadal nie było w domu. Sprawdziła telefon - żadnej wiadomości od siostry ani z innego numeru. Gdyby ojcu coś się stało, w jego portfelu w kieszonce z dokumentami już kilka lat temu umieściła karteczkę z numerem telefonu do siebie. Przydało się to dwa lata temu, gdy zasłabł na przystanku i zabrało go pogotowie. Więc i tym razem, gdyby to było to, raczej ktokolwiek spróbowałby się z nią skontaktować.

Tym razem jednak telefon milczał. Powinna już zbierać się do pracy, ale nie potrafiła. Zamiast tego zadzwoniła do biura i wzięła dzień wolny. W środku miesiąca w księgowości nie dzieje się aż tyle, więc przełożona bez zbędnego drążenia tematu zgodziła się na “użetkę”.


Po szybkim prysznicu i śniadaniu Beata postanowiła spróbować poszukać ojca. W ostatnich latach bywał głównie w osiedlowym dyskoncie, przychodni i regularnie zaglądał na cmentarz, odwiedzić grób żony. A co jeśli nie tam? Biorąc pod uwagę, że coraz częściej gubił się w czasie i przestrzeni, zaczęła się zastanawiać, gdzie jeszcze bywał regularnie w ciągu ostatniej dekady. Jego zakład pracy zamknięto niedługo potem, jak przeszedł na emeryturę, ale przecież budynek nadal stoi… i ten mały bar, gdzie chadzał z kolegami na piwo, jak on się nazywał? I może jeszcze tam, gdzie łowił ryby z panem Janem?

Zjeździła cały dzień w te i z powrotem, i nigdzie nie znalazła ojca. Sam również nie wrócił do domu. Zastanawiała się, czy to już ten moment, kiedy powinna zacząć obdzwaniać szpitale. Wciąż miała jednak nadzieję, że pan Szczepan sam wróci do domu. Gdziekolwiek się teraz nie podziewał.


Całodzienne poszukiwania niczego nie przyniosły. Wykończona Beata postanowiła kolejną noc przekoczować w salonie. Niespokojną drzemkę, w która zapadła na kanapce, przerwał jej dzwonek telefonu.


-Tak, przy telefonie.


-Ale jak to w Kołobrzegu? - senność, którą jeszcze przed chwilą była ogarnięta Beata, ustąpiła szokowi.


-Tak, jeśli mogę poprosić, żeby ktoś miał na niego oko. Przyjadę najszybciej jak to możliwe. Mógłby pan powtórzyć, który dworzec?


-Rozumiem, bardzo dziękuję. Będę za kilka godzin.

Zakończyła połączenie z ulgą. Od razu postanowiła zadzwonić do siostry.

-Ilona, tata się znalazł.


-Tak, nic mu nie jest. Raczej nic. Jest w Kołobrzegu.


-Ja też nie wiem jakim cudem.


-Obsługa dworca go zawinęła. Wysiadł z autobusu i kręcił się jak błędna owca przez kilka godzin po dworcu, to się w końcu zainteresowali. Był skołowany, nie potrafił powiedzieć jak się nazywa. W portfelu znaleźli dokumenty i numer do mnie, i zadzwonili.


-Tak, trzeba go odebrać. Zanim zaczęłam się zbierać, zadzwoniłam do ciebie.


-Pewnie, podjadę po ciebie.


-Za godzinę będę.


Po kilku godzinach siostry dotarły na dworzec autobusowy w Kołobrzegu. Zaparkowały auto i weszły do niezbyt pięknego budynku, typowej PRL-owskiej kostki, w której miał na nie czekać pod nadzorem ochrony pan Szczepan.

-Dzień dobry, Beata Suszka, przyjechałam odebrać ojca.

-A, panie od tego dziwnego pana, co się tu zgubił? Kierownik zabrał go do swojego biura. Korytarzem prosto i w lewo.

-Dziękujemy bardzo.

Kobiety szybko znalazły gabinet kierownika.

-Witam panie serdecznie.

-Dzień dobry, przepraszamy za kłopot i bardzo dziękujemy za zajęcie się tatą. - zaczęła Beata, ledwo przekroczyły z Iloną próg niewielkiego pomieszczenia. Cztery osoby to był już tłok.

Pan Szczepan siedział na krześle z lekko błędnym wzrokiem, który prześlizgnął się bez większej refleksji po Beacie, za to nieoczekiwanie dłużej zatrzymał się na Ilonie.

-Marynia? - poderwał się z krzesła i ruszył, ku starszej córce.

-Ilona, tato. Mama nie żyje od pięciu lat. Pamiętasz? - Ilona patrzyła skołowana na ojca.

-Nie, Ilonka jest malutka i Beatka też. Przyjechałyście do naszego ośrodka wczasowego 3 dni temu. A ja dopiero dzisiaj mogłem dojechać. Maryniu, gdzie masz dziewczynki?


---------

1462 słowa

I bardzo się cieszę, że musiałaś, bo całość wyszła świetnie! A i mnie teraz jeszcze jeden pomysł przyszedł do głowy, zainspirowany Twoim opowiadaniem. Tylko żeby czasu wystarczyło.

@moll tak, poruszyłaś ciekawy i ważny temat i zrobiłaś to w bardzo dobry sposób. Bardzo dobrze się czytało i było czuć to napięcie co to mogło się wydarzyć.

Temat mi bliski bo tuż po #hejtopiwo odwiedziłem babcię, która ma alzheimera i dziadka, który chyba właśnie do niej dołącza albo z alzheimerem albo demencją, a moja mama musi się nimi zajmować. No i powiedzieć, że ma ręce pełne roboty to jak nic nie powiedzieć. O tyle dobrze, że babcia zachowuje się dobrze i z nią takich przebojów nie było. Z dziadkiem jest gorzej, ale szczęście w nieszczęściu, że ostatnio dziadek ma problemy z poruszaniem się i też za dużo zwojować przez to nie może.

@moll piękne opowiadanie. Cały czas miałam w głowie film "Ojciec" z Anthonym Hopkinsem i Olivią Colman, i sztukę teatralną na jego podstawie, którą widziałam w Szczecinie... Wtedy pierwsze, co zrobiłam po wyjściu z teatru, to telefon do taty.

Teraz też zadzwonię.

Zaloguj się aby komentować

On nie dość, że wie co robi to jeszcze zawsze wie po co i dlaczego to robi. Ma bardzo jasno i konkretnie ustaloną hierarchię wartości, priorytetów i celów w życiu i bardzo konsekwentnie je realizuje. - Tak trochę to zazdro

Zaloguj się aby komentować

No nareszcie! Pierwszy zbiór nakolacjowy, do podjadania do kanapki, z własnych krzaczków, a nie na pojedyncze sztuki, co to się wyrwały wcześniej przed szereg


#ogrodnictwo #pomidory

965bc48c-39df-4c90-b356-85e7789f9365

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


To cały Dwu­kwiat, po­my­ślał Rin­ce­wind. Rzecz nie w tym, że nie po­tra­fi do­strzec pięk­na, po pro­stu oce­nia je na swój wła­sny spo­sób. Jeśli na przy­kład poeta zo­ba­czy nar­cyz, na­pi­sze o nim wiersz. Dwu­kwiat na­to­miast pój­dzie szu­kać ja­kiejś książ­ki z bo­ta­ni­ki. I roz­dep­cze go. Cohen miał rację. Na co­kol­wiek on spoj­rzy, nigdy już nie bę­dzie takie samo.


Terry Pratchett, Blask fantastyczny


#uuk

No ale później Dwukwiat będzie wiedział wszystko o kwiatach i innych zielonych.


Wtedy interpretacja wiersza będzie dogłębna.

Zaloguj się aby komentować