Zdjęcie w tle

komentator_2020

Twórca
  • 57wpisy
  • 122komentarzy

Dzisiaj czuję się obrzydliwie. Mam 40 lat i mam wrażenie, że przez większość życia łudziłem się, że Stany Zjednoczone są jakimś globalnym strażnikiem porządku, który przede wszystkim pomaga słabszym i stoi po stronie dobra. Kiedy jednak patrzę wstecz i składam fakty w całość, coraz trudniej mi w to wierzyć.

Widzę państwo, które działa przede wszystkim we własnym interesie: buduje bezpieczeństwo, wpływy i dobrobyt kosztem innych. Ten amerykański sen często wydaje się sponsorowany przez wykorzystywanie peryferiów świata, a nie przez jakąś wyjątkową moralną misję. Jako Polak czuję z tym dysonans: z jednej strony rozumiem, jak działa geopolityka, z drugiej strony odpycha mnie skala obłudy i cynizmu.

Coraz bardziej mam też wrażenie, że różnice między USA a Rosją nie są tak wielkie, jak chciałbym wierzyć. Owszem, są inne hasła i inne opakowanie, ale mechanizm bywa podobny: gra o strefy wpływów, surowce, kontrolę nad szlakami i decyzjami innych krajów. Płacą za to zwykli ludzie w państwach na planszy, bo ich los jest w tej grze drugorzędny.

Widać to szczególnie w regionach, gdzie są surowce i strategiczne interesy. Mam poczucie, że gdyby takie kraje zostawiono w spokoju, wiele z nich mogłoby funkcjonować znacznie lepiej. Zamiast tego często dochodzi do ingerencji z zewnątrz, podsycania konfliktów wewnętrznych, wspierania jednych sił przeciw drugim, byle tylko utrzymać wpływ i dostęp do zasobów. Ludność lokalna bywa traktowana jak szczegół, a nie podmiot.

To we mnie coś złamało. Jeszcze niedawno wierzyłem, że na poziomie globalnym istnieje jakieś wyższe dobro, elementarna sprawiedliwość, że są gracze, którzy realnie pilnują porządku. Dzisiaj widzę bardziej brutalną logikę: interes, siła, propaganda i umiejętność przerzucania kosztów na innych.

Z tego wynika dla mnie wniosek praktyczny: Europa powinna na serio przemyśleć uzależnienie strategiczne od Stanów Zjednoczonych. Być może trzeba ograniczać zakupy zbrojeniowe w USA, rozwijać własną produkcję i zdolności obronne, a w dłuższej perspektywie budować realną niezależność bezpieczeństwa. To nie jest kwestia jednej kadencji czy jednego nazwiska. Chodzi o to, że Europa zbyt długo opierała swoje bezpieczeństwo na założeniu, że centrum decyzyjne po drugiej stronie Atlantyku zawsze będzie stabilne i przewidywalne. A jeśli nie jest, to my musimy mieć plan B, który jest realny, a nie deklaratywny.

Po ostatnich wydarzeniach pojawia się też pytanie, czy Europa nie powinna pokazać kręgosłupa ostrzej i szybciej niż zwykle. Nie tylko poprzez słowa, ale poprzez decyzje: ograniczanie albo nawet zrywanie części kontraktów zbrojeniowych z USA, wstrzymywanie wybranych strategicznych inwestycji i uzależnień, i przerzucanie tych pieniędzy w trybie pilnym na europejski przemysł obronny.

Tu jest jednak sprawa, której nie da się ominąć: jeśli Europa zacznie wycofywać się ze strategicznych interesów z USA, to jest duże prawdopodobieństwo, że Stany odpowiedzą presją. I najbardziej oczywistą dźwignią może być Ukraina. Trzeba więc postawić sobie pytanie wprost: czy w takim scenariuszu USA będą próbowały szantażować Europę ograniczeniem albo wstrzymaniem wsparcia dla Ukrainy, i czy Europa jest w stanie to udźwignąć finansowo, logistycznie, przemysłowo i politycznie. Bo tak najpewniej będzie wyglądać realna cena niezależności. Jeśli nie jesteśmy w stanie jej ponieść, to cała rozmowa o strategicznej autonomii zostaje w sferze haseł. Jeśli jesteśmy, to jest to moment, żeby to udowodnić i zacząć budować twardy kręgosłup na własnych zasobach.

Jeżeli Europa jest w stanie temu podołać, to byłaby to okazja, żeby uniezależnić się nie tylko militarnie, ale też technologicznie. Bo zależność nie dotyczy wyłącznie broni. Dotyczy łańcuchów dostaw, infrastruktury, standardów, cyberbezpieczeństwa, danych, komunikacji, chmur, półprzewodników, systemów satelitarnych i całej warstwy nowoczesnej gospodarki. Jeśli chcemy naprawdę mówić o suwerenności, musimy ją budować nie tylko na papierze, ale w fabrykach, laboratoriach, energetyce i w technologiach krytycznych.

W Europie Wschodniej i w krajach najbardziej zagrożonych Rosją potrzeba też twardszego myślenia o odstraszaniu, bo geografia jest nieubłagana. My nie będziemy mieli takiego komfortu jak Hiszpania czy Włochy. Żyjemy bliżej agresora i musimy to zaakceptować. Dlatego widzę sens w dużo ściślejszym pakcie państw frontowych: wspólne planowanie, wspólne zdolności, wspólne zakupy, wspólna logistyka, wspólne szkolenia. I przede wszystkim zasada jeden za wszystkich, wszyscy za jednego w praktyce, a nie tylko na papierze.

Ciężar bezpieczeństwa nie rozkłada się w Europie równo i nigdy nie będzie się rozkładał równo. Kraje bezpośrednio narażone na rosyjską agresję muszą przyjąć, że to one będą pierwszą linią i to one powinny zbroić się najszybciej, najkonsekwentniej i najbardziej bez złudzeń. Te państwa mają wspólny interes, bo dla nich nie ma bezpiecznej iluzji, że wojna jest daleko. Taki frontowy blok powinien działać praktycznie: rotacja zdolności i zasobów między krajami regionu, wspólne utrzymywanie dużych rezerw, wspólna obrona powietrzna, wspólne rozpoznanie i interoperacyjność. Chodzi o to, żeby agresor widział, że uderzenie w jedno państwo uruchamia natychmiast twardą, namacalną odpowiedź całej grupy.

W tym miejscu dochodzi jeszcze kwestia odstraszania strategicznego. Jeśli Europa ma mówić o niezależności serio, to musi mieć wiarygodność odstraszania, której nikt nie wyłączy jednym podpisem w innym kraju. To oznacza bardzo trudną dyskusję o europejskiej odpowiedzialności za odstraszanie, także w wymiarze nuklearnym. Kraje najbardziej zagrożone powinny aktywnie naciskać, aby ta odpowiedzialność miała realny kształt, a nie tylko symboliczny parasol. I dlatego uważam, że państwa frontowe powinny dążyć do tego, aby w regionie istniała rotacja broni nuklearnej i rotacyjna obecność komponentu odstraszania, tak żeby ryzyko dla agresora było jednoznaczne, a gwarancje nie były tylko deklaracją polityczną.

I obawa jest dla mnie prosta: Zachodnia Europa, jeśli poczuje, że wojna jest daleko, może zmieniać nastroje i priorytety szybciej, niż nam się wydaje. Kilometry robią swoje, a propaganda potrafi odwracać społeczne emocje w zaskakującym tempie. Jeśli chcemy spokoju, musimy go sobie realnie wypracować, a nie pożyczać.

Wpływ propagandy widać nawet u nas, na przykład w zmianach nastrojów części Polaków wobec Ukraińców i w nasileniu hejterskich treści. To nie bierze się znikąd ani z jednego wydarzenia, tylko jest efektem lat konsekwentnego podgrzewania emocji i budowania antyukraińskich narracji, które z czasem zaczynają żyć własnym życiem.

I właśnie dlatego mam też świadomość, jak to wygląda w realnym życiu, a nie w deklaracjach. Dzisiaj pewnie moglibyśmy liczyć na wsparcie naszych niemieckich sąsiadów, bo na poziomie państwa i instytucji jest tam duża świadomość, że stabilność Europy leży w ich interesie. Ale równocześnie widać, że także tam propaganda robi swoje, a coraz większą popularnością cieszą się partie otwarcie pro-rosyjskie. To oznacza, że nawet jeśli dziś wsparcie wydaje się możliwe, to jutro może stać się zakładnikiem nastrojów i wewnętrznej polityki.

Dlatego blok państw granicznych, bezpośrednio narażonych na rosyjską presję, wydaje mi się najpewniejszy i w dłuższej perspektywie najbardziej stabilny. Nie dlatego, że ktoś jest lepszy albo gorszy, tylko dlatego, że te kraje mają wspólny, twardy interes strategiczny, którego nie da się zagadać i którego nie zmieniają wybory ani chwilowe mody. To jest ta różnica między wygodną odległością a życiem obok agresora.

#polityka

@komentator_2020 skwituje to tak jak zawsze


Wymień 5 najbogatszych krajow swiata, i zobacz ile z nich było od wojny pod amerykańskim zaborem xD a potem zrob dokladnie odwrotna kolejność ale z ruskimi (bo żaden nie jest w top5) xD


To dla mnie idealnie oddaje sytuacje

Zaloguj się aby komentować

Chłop zmienił pracę – lepiej płatną, przebranżowił się na DevOpsa, bo klepanie API zaczęło go denerwować.

W poprzedniej firmie standardy kodu i procesów były całkiem wysokie. No dobra, code review często było robione po łebkach, ale z tego, co słyszał od różnych osób, to raczej norma niż wyjątek. Poza tym wszystko działało całkiem sensownie.

Nowa firma...

Okazuje się, że nie używają Gita ani żadnego systemu kontroli wersji. Wszystko zapisują w Excelu i trzymają w SharePoint. Żadnych pipeline'ów do deploymentu – wszystko kopiowane ręcznie z tych exceli.

Ogólnie jakieś 90% zespołu to juniorzy. Jak powiedział, że to wszystko nadaje się do du**, to usłyszał, że jest negatywny i dramatyzuje.

Chyba czas szukać nowej roboty...

#programowanie

#zalesie

ja rozumiem jakies gownostronki stawiac bez gita w pare osob... ale to brzmi jak jakis horror, ja bym spierdalal do jakiejs normalnej firmy

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Po tym, co się obecnie dzieje w Gruzji, warto chyba zastanowić się nad tym, aby Polska optowała za tym, żebyśmy mieli broń atomową. Niestety, ale prawda jest taka, że gdyby Ukraina takową posiadała, miałaby dużo lepszą pozycję w tym konflikcie. Wszyscy musieliby się z nią liczyć, a tak, to każdy chroni swój tyłek i tak naprawdę zostawia Ukrainę na pożarcie.

Wydaje mi się, że ze względu na naszą historię taka broń należy nam się jak psu kość. Byliśmy atakowani w historii z różnych stron i musimy mieć możliwości obrony.

#polityka

ze względu na naszą historię taka broń należy nam się jak psu kość


A jakże. Dej mnie bombe. Mom horom curke.

Zaloguj się aby komentować

Chłop zrobił rozszerzenie do Hejto na Edge. Zmniejsza górną belkę, zmienia czcionkę na mniej rażącą... Umożliwia też zmianę czcionki treści. Czeka, aż Microsoft zatwierdzi rozszerzenie w sklepie Edge.

#hejto

7b6e10e1-be52-4588-9276-8b2b9d16f3a7

Zaloguj się aby komentować

Jestem po paru piwach, więc ten wpis może nie być zbyt górnolotny.

Ogólnie chciałem opuścić Wykop po aferze Orlenowskiej.

Niestety, Hejto jakoś nigdy nie potrafiło mnie przyciągnąć na dłużej.

Zastanawiałem się dlaczego.

Doszedłem do wniosku, że UI tego portalu jest trochę problematyczne.

Jeśli chodzi o dark theme, to na moje stare oczy jest po prostu za mało czytelny. Light theme sprawdza się dużo lepiej.

Głównym problemem dla mnie jest jednak np. górna listwa.

Mam już swoje lata i mój wzrok nie jest taki, jak kiedyś.

Przeglądanie tego portalu w skali 100% jest nierealne.

I tu pojawia się problem — przy powiększeniu np. do 200 albo 250% listwa górna zabiera olbrzymią część ekranu. Na Wykopie zawsze mi się wydawało, że górna listwa jest także duża, ale na Hejto to jest dramat. Przy takim powiększeniu Hejto przegląda się jak strony internetowe na jakimś archaicznym telefonie.

Nie piszę tego jako krytyki programistów, bo sam nim jestem i wiem, jak wygląda ta praca. Według mnie jednak można by trochę odjąć marginesów, paddingów z tej górnej listwy, zmniejszyć trochę wielkość napisu „Hejto” i wielkość niektórych ikon.

To dla mnie największy problem tego portalu.

Kontrast przy dark theme też jest taki sobie.

Dodatkowo, czcionka nie jest zbyt czytelna — wygląda ładnie, ale niektóre literki są zbyt podobne do siebie, np. „a” i „o”.

Piszę to jako feedback dotyczący user experience, bo mam wrażenie, że ten portal ma możliwość zmieść Wykop, ale UI wciąż można ulepszyć.

Można by np. umieścić logo Hejto po raz drugi w dolnym lewym lub prawym rogu, jeśli autorzy by chcieli.



#hejto

Tu dokładnie widać, że na Wykopie listwa jest dużo mniejsza przy czcionce powiększonej o kilka, lub kilkanaście procent. Można także wejść na stronę nba.com i zobaczyć, jak skaluje się górna listwa wraz z czcionką treści.

64ad99e3-57ef-4cf1-8e61-3dd9b95db36b

Wypowiem się jako zwykły użytkownik (a nie właściciel Hejto :D) - fajnie, że z nami jesteś

Dzięki za uwagi

Natomiast jeśli o mnie chodzi - wielkość tekstu jest ok.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@komentator_2020 jak pracowalem 100% Remote to bylem mega produktywny. Teraz jestem caly tydzien na Remote, bo nie da sie do biura dojechac przez snieg i jestem tak leniwy Nic nie zrobilem prawie, bo mam wrazenie jakby to bylo przedluzenie swiat

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

czy wam tez po różnych updateach bing laduje się jako defaultowa wyszukiwarka w edge.

zmieniam za każdym razem, a później nagle odpalam edge i bing.

Pobawię się chwile myśląc, a co to za różnica tak naprawdę, ale po chwili szybko zmieniam na google.

Obecnie opcja do zmiany wyszukiwarki jest jeszcze bardziej zakamuflowana niż wcześniej

Korzystam z edge, bo ma cos takiego jak collections, co mi się czasem przydaje.


Ogolem nie narzekam na winde, ale z tym bingiem to mnie troche irytują.


#windows

#edge

#bing

A te notatki to nasz pierdyliard dodatków i apek ktore działają np z firefoxa i łączysz to np z apką na telefonie, synchronizujesz karty zakładki itp

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować