Zdjęcie w tle

enron

Gruba ryba
  • 519wpisów
  • 1672komentarzy

7 541,04 + 10,07 + 3,45 + 11,06 + 10,22 + 13,47 + 13,32 = 7 602,63


No i minął sobie tydzień. Koniec wiedeńskiego wypadu, powrót do szarej rzeczywistości. Podróż powrotna, mimo że niby w luksusowych warunkach (bezpośredni pociąg) jakoś strasznie mnie wymęczyła, co chwila mnie najstarszy syn szturchał że chrapię i robię wiochę xD Koniec końców taki byłem padnięty, że w poniedziałek ostro zaspałem i nici wyszły z biegania


We wtorek nawet coś tam się Zmobilizowałem i poleciałem w miarę wcześnie, a że żona nie musiała pędzić skoro świt do pracy to sobie zaliczyłem poranną dyszkę w tempie 5:34/km.


Środa znowu słaba. Tym razem coś do pracy szykowałem i tak zarwałem noc, że rano ledwo się zwlokłem i dałem radę tylko 3 km z hakiem zaliczyć - dozwolone minimum żeby skoczyć po bułki, bo tym razem żona panikowała że musi wyjść wcześniej. Wyszła normalnie, no ale ja już dawno w domu byłem


W czwartek za to sobie pofolgowałem i wybiegłszy o wpół do szóstej przeleciałem 11 km w tempie 5:19/km, a wieczorem w końcu dałem radę wcześniej wrócić do domu - na tyle wcześnie, że trochę pobyłem z rodziną a potem wyskoczyłem na osiedlowe podbiegi ze znajomymi. Fajnie było, dyszka zaliczona, osiedle oblatane, a przede wszystkim pobiegałem z ludźmi a nie z własnymi myślami


W piątek szaleństwo - żona mnie obudziła o 4, więc zdecydowanie wcześniej niż zwykle mogłem wybiec i sobie zaliczyłem 13 km z rańca. Tempo słabe, 5:40, ale i tak czuje dobrze człowiek


No i dzisiaj - niby zaspałem (chciałem wybiec grubo przed 6 i zaliczyć ładny wschód Słońca), ale obudziłem się dopiero o 6 z dużymi groszami. Jedno oko otwarte i już wiedziałem że nic nie straciłem - mgła była gęsta jak mleko, ani śladu Słońca. Spokojnie się pozbierałem, wyszedłem tuż przed siódmą i sobie bardzo spokojnie poczłapałem do piekarni. Mgła ostro trzymała, były -2°C, wiał niepomijalny wiatr i po chwili zacząłem żałować że nie zabrałem rękawiczek. No ale przez taką pierdołę nie będę się wracał...


Kontynuowałem spokojne człapanie, generalnie dopadła mnie jakaś taka niechcica ale stwierdziłem że te 13 km wypadałoby zrobić. Doleciałem do Zalewu Nowohuckiego i stwierdziłem, że wolę dokręcić trochę więcej w okolicy osiedla niż lecieć gdzieś zadupiami - skierowałem swoje kroki na najkrótszą drogę do domu, na osiedlu jeszcze zaliczyłem zakupy w biedrze, potem sobie wymyśliłem wizytę w cukierni na drugim końcu osiedla, na koniec przeleciałem dalej trochę bardziej dookoła. Jeszcze w ostatniej chwili sobie przypomniałem że mleko jest na wykończeniu - więc do domu wróciłem dość obładowany, by zamknąć cały ten "bieg" emeryckim średnim tempem 6:00/km


Ale wyszło w sam raz, najmłodsze dziecko od dawna harcowało, starsze chłopaki powoli się zwlekały z łóżek a żona akurat czekała żeby się ze mną napić kawy


A teraz mamy już piękny dzień, oby taki pozostał 乁( ʖ̯)ㄏ


Miłej sobótki!


#sztafeta #bieganie

c157a6ce-f3ab-43aa-8e5b-29881894eb92

Zaloguj się aby komentować

6 903,71 + 11,18 = 6 914,89


No to jeszcze jeden dzień radosnego hasania po #wieden


Dziś pogoda pięknie dopisała. Trochę późno wstałem, ale trochę poimprezowałem wczoraj ze szwagrem i w sumie nie było ciśnienia - akurat trafiłem na bardzo fajny apartament, właściciel powiedział żebyśmy wyszli o której chcemy bo nikogo po nas nie ma 


Chciałem znaleźć jakieś fajne miejsce do biegania bez konieczności użycia transportu publicznego, zerknąłem na mapę a tu... 3 km ode mnie jest Shönbrunn No jak tu nie skorzystać z takiej okazji?

Biegło się bardzo przyjemnie, z racji niedzielnego poranka już parę razy sobie pozwoliłem na przelecenie na czerwonym świetle gdy po horyzont nie było aut. Doleciałem do pałacu - i mimo że jeszcze nie ma tej spektakularnej zieleni, w cesarskich ogrodach było przepięknie Oczywiście poleciałem też na samą górę, nie odpuściłbym sobie widoku na cały Wiedeń


Potem już spokojny powrót, z zahaczeniem o cudowną lokalną piekarnię - prowadzą ją Turcy, czynna 24/7, oprócz pieczywa mają absolutnie wszystko. Sklep-złoto!


Wszystkim życzę cudownej niedzieli!


#sztafeta #bieganie

2f313f6c-3971-4e0a-b44a-07835cd7f8a1

Zaloguj się aby komentować

6 644,86 + 8,02 + 13,01 + 21,37 + 2,01 + 3,22 + 11,03 + 11,28 + 16,02 + 7,14 + 13,22 + 1,01 + 7,70 + 11,96 + 4,19 + 12,41 + 1,51 + 21,37 + 1,01 + 3,20 + 6,06 + 3,81 + 10,33 + 8,27 + 2,67 + 5,00 + 10,65 = 6 862,33


Ojj, ależ się zapuściłem z dopisywaniem. Należy mi się karny bacik albo coś... tym bardziej że w sumie sporo się działo. Wpadły nawet dwa papatony

Luty zamknąłem ze skromnym wynikiem 280 km - końcówka wyraźnie mi nie szła, sporo było na głowie, parę razy srogo zaspałem, no i generalnie takie tam.


Marzec też zacząłem słabo, bo musiałem odpuścić bieganie 1. marca - no ale nawet ja nie jestem taki po⁎⁎⁎⁎ny żeby rano biegać jak mam pociąg o 6:37 xD No ale jaki pociąg! Ano pociąg do stolicy sznycli, gdzie jeszcze w piątek zafundowałem sobie i synom cardio o jakie ciężko na jakimkolwiek treningu - koncert Electric Callboy (w komentarzu parę fotek z koncertu). Matkobosko, myślałem że to będzie lajcik i zabawa, a tu wyszło że Rammstein w feuerzone to był niedzielny piknik u Królowej Angielskiej w porównaniu z tym żywiołem, który było nam dane przeżyć


No więc skoro już w Wiedniu jestem w weekend, to nie mogłem sobie odpuścić tutejszego parkruna (szok, mają tylko 4 parkruny w całej Austrii). Myślałem czy tam nie pobiec, ale w końcu stwierdziłem że podjadę metrem a wrócę piechotą. Synowie chrapali jak się zbierałem, chyba dało im radę xD


Fajny mają ten park nad Dunajem. W dzisiejszej mgle było bardzo klimatycznie, do tego była perfekcyjna pogoda - lekki wiatr, 5°C i mgła. Biegło mi się doskonale, większość trasy przebiegłem na luzie i dopiero na trzecim okrążeniu się coś bardziej zmobilizowałem... i o dziwo wszedł mi najmocniejszy parkrun w mojej krótkiej karierze - 22:11


Na koniec sobie potruchtałem piechotą do apartamentu. Było nawet fajnie, zwłaszcza gdy przebiegałem przez most nad Dunajem - mgła nadal mocno trzymała i było mega klimatycznie. Trochę upierdliwe były światła - ale grzecznie na wszystkich czekałem, bo o ile wiem to policaje są bardzo zasadnicze, a niespecjalnie miałem ochotę więcej ryzykować. Poszło mi zaskakująco dobrze jak na luźny trucht, bo dyszkę łyknąłem w tempie 5:01


Obiecuję się poprawić z wpisami!


Miłej soboty! 乁( ʖ̯)ㄏ


#sztafeta #bieganie

88f7f989-94f7-4658-84d5-87725d6f0549

Zaloguj się aby komentować

4 013,41 + 7,43 + 6,69 + 12,01 + 5,17 + 10,79 = 4055,50


No i minęło parę dni. Szaleństwa nie było, ale w sumie tydzień póki co nie jest jakiś strasznie zapuszczony. Zdarzyły się już dwa biegi powyżej 10 km (w tym dzisiejsze wieczorne dopalanie pączków), wybrałem się na jedno grupowe truchtanie - nie ma co narzekać.


No i dzisiaj rano nie kupiłem ANI JEDNEJ BUŁECZKI


Miłej reszty czwartunia!


#sztafeta #bieganie

ab1308bc-b66b-421f-9897-185a66cefd06

Zaloguj się aby komentować

41 928,50 + 6,20 + 5,01 + 10,32 + 5,33 + 7,02 + 5,16 + 7,01 + 16,02 + 26,01 + 5,10 + 8,05 + 6,51 + 4,09 + 5,24 + 12,01 + 21,37 = 42 078,95


No i tak mimochodem minęły. Bez jakichś fajerwerków, choć bywały fajne akcenty. Głównie leniwe dreptanie za bułeczkami po 5-7 km, ale wpadło kila wyskoków grupowych.

W jeden wtorek zdarzyło się mi wybrać na grupowe interwały - tym razem zamiast tyrać nad Zalew Nowohucki, gdzie tory na stadionie nadal częściowo były skute lodem, postanowiliśmy zrobić test na nowej drodze donikąd wybudowanej przy okazji budowy węzła na S7. Droga ma niecałe 400 m i lekką górkę mniej więcej pośrodku, więc takie trochę przyspieszenia a trochę podbiegi. Muszę przyznać, że biegało się to całkiem fajnie i na pewno było to przyjemniejsze niż liczenie na zegarku czy już trzeba przyspieszyć (a tak było nad Zalewem, gdy nie można było skorzystać z bieżni). Nareszcie mi jakaś fajna piła wyszła na wykresach (w komentarzu)


Potem kolejne dni spokojnego człapania, w międzyczasie podpiąłem się pod grupowe podbiegi – ale musiałem skrócić występ, bo miałem jeszcze sporo do załatwienia, nie mówiąc już o tym że byłem po sytym obiedzie xD więc wyszło z tego takie tam klepanie kilometrów (i to krótkie).


W zeszłą niedzielę zostałem rano zaaresztowany w łóżku i nie było opcji, by polecieć rano. Nie wiedziałem czy cokolwiek wpadnie, gdy w końcu dojrzałem by wieczorem coś tam przetruchtać. Zapytałem na grupie… i był odzew! Kolega i dwie koleżanki - czemu nie? Dobiegłem do miejsca spotkania i okazało się, że kolega chciałby coś dłuższego wybiegać - co prawda tempem 6/km, ale w sumie mi się nie spieszyło. Ruszyliśmy, umówiliśmy się na spotkanie za półtorej godziny nad Zalewem i dziewczyny zostały w tyle. Nam biegło się bardzo fajnie - czasu było sporo, droga przyjemna i płaska… i tak jakoś intuicyjnie zacząłem przyspieszać, a kumpel jakoś nie protestował. I tak jakoś wyszło, że gdy na 18. km się spotkaliśmy z dziewczynami, to mieliśmy średnią 5:10 xD Dalsza trasa już na spokojnie, żeby nie uciekać płci pięknej - ale 26 km wpadło. Byłoby o 1 km więcej, ale gapa jestem i raz zapomniałem wyłączyć pauzę. Nic to, w nogi weszło


No i tak jakoś zamknąłem styczeń wynikiem 333 km - dużo lepszym, niż mogłem się spodziewać. Zaraz za podium, co przy moim obecnym stanie nie jest chyba takie złe


Kolejny tydzień to dość słabe otwarcie lutego - dzień w dzień za mało czasu, zasypiałem późno, ciężko było się zebrać na czas na poranne bieganie - mówiąc krótko, marzyłem o tym by w końcu nadszedł weekend.

No i jesteśmy w weekendzie… a ja znowu zaspałem xD Skutek taki, że nie poszalałem i w sobotę dałem radę zaledwie 12 km pobiec, przynajmniej choć trochę przyspieszając do 5:14/km.


A dzisiaj… no co ja poradzę, znowu zaspałem. Nie jakoś dramatycznie, ale wystartowałem dopiero o 5:49 Niby wczesna pora, ale obiecałem żonie że na 8 będę w domu - więc z góry nie było mowy o jakimś fajniejszym wypadzie. Stwierdziłem, że sobie polecę bez planowania po Nowej Hucie, celując w okolice półmaratonu. Czasy miałem nawet niezłe, ale chyba ostatnio coś się nie przykładałem do ćwiczenia prostowania lewej nogi - w okolicach 15. km zaczęło mnie pobolewać udo i tempo wyraźnie spadło. Widziałem, że nie ma co szaleć i gdy już była taka możliwość, skierowałem się w stronę domu. Już z wolna człapiąc na styk zmieściłem się w 2 godzinach z dystansem półmaratonu, a pod domem mi pyknął równiuteńki papaton No i humor od razu poprawiony xD


Miłej reszty niedzieli!


#sztafeta #bieganie

8f27815f-454f-4554-bc16-ec99d8adc278

40 477,72 + 7,01 + 7,29 + 21,37 = 40 513,39


Trochę późnawo na dopisywanie, ale póki jest niedziela to dorzucam piątkowe zakupowe człapanko, sobotnie ultrakrótkie (jak na sobotę) dreptanko i dzisiejszy, w miarę przyzwoity, papaton. W międzyczasie pykło 200 km w styczniu - bez rewelacji, ale jakoś utrzymuję założony kilometraż


Miłej reszty niedzieli!


#bieganie #sztafeta #2137

9f440707-b77e-40b3-847f-da508c579131

Zaloguj się aby komentować

40 082,71 + 2,76 + 7,26 + 15,50 + 1,08 + 10,01 + 6,63 = 40 125,95


Trochę minęło i wypadałoby uzupełnić 


Generalnie mam tydzień lenia - albo raczej leniwca, patrząc na tempo.

Na początek poniedziałek - oooj, słabiutki, ale trudno żeby było inaczej, jak się do 2 rano siedzi przy winku i drinkach ze szwagrem to i tak dobrze że o tej 6 wstałem żeby szybko obrócić po bułki. Niespełna 3 km w tempie 5:51 min/km, które okazało się być niemal najszybszym w tym tygodniu xD


Wtorek to już zupełnie inna bajka. Fajna pogoda, temperatura niespełna -1°C, świeży śnieżek, którego było tyle że pod stopami był świeży, mięciutki puch. Czysta przyjemność - jak i powietrze, które było naprawdę krystaliczne 

Wpadło 7 km z hakiem, ale że się delektowałem przyjemnością to człapałem równe 6 min/km. No relaks to relaks.


Tego samego dnia mieliśmy umówione wspólne bieganie nad Zalewem Nowohuckim z pobliskim klubem biegaczy. Miałem wziąć transport, ale stwierdziłem że przecież to równe 4 km ode mnie, nadal sporo śniegu więc można by się przelecieć. No i dobiegłem na umówione miejsce idealnie na moment wspólnego zdjęcia. Zostaliśmy delikatnie mówiąc zmiażdżeni liczebnie, w stosunku 4:1 - ale nie przejąwszy się tym zbytnio ruszyliśmy robić kółeczka wokół Zalewu. Obok jest bieżnia, ale ponoć odśnieżony był tylko jeden pas a na pozostałych lity lód  Po dwóch kółeczkach wzięliśmy się za uczciwszy trening - przyspieszenia 400/200. Było fajnie, choć mam wrażenie że po chwili wszystkim się już rozjechały segmenty, ale każdy robił tak jak uważał i było fajnie  Na koniec trochę nie chciało mi się biec z powrotem, a koleżanka oferowała podwózkę - tylko chciała jeszcze parę kółeczek dorobić - taki koszt to ja rozumiem  Potruchtaliśmy sobie spokojnie pogrążeni w rozmowie, aż koleżance wyskoczyła dycha a mi piętnastka - po czym zawiozła mnie na osiedle, skąd już sobie baaardzo wolno dotruchtałem ostatni kilometr. Ale ta piętnastka wyszła nawet przyzwoicie - 5:30 min/km, i to przy uwzględnieniu spokojnego dobiegu i jeszcze spokojniejszej końcówki. BTW, znowu byłem jedyny na krótko, bez rękawiczek i czapki xD


W środę żona brała wolne, więc nie mogłem się powstrzymać i postanowiłem polecieć dychę. No dobra, polecieć to słabe stwierdzenie na emeryckie człapanie w tempie 6:26 min/km xD ale było bardzo przyjemnie. Znowu chwycił uczciwy mrozik, -11°C, a i mieszkańcy obwarzanka postarali się o to bym założył maskę. Tak sobie tę dychę doczłapałem i bułki zanabyłem. Mission completed.


A dzisiaj... totalna odmiana. Tym razem +5°C  i do tego deszcz. Nie żebym narzekał - fajnie doświadczyć takie lato w środku zimy, dzień po dwucyfrowym mrozie, ale śnieg w tych warunkach bardzo szybko zamienił się w breję i tam gdzie nie było odśnieżone, było... no średnio. Ale i tak było przyjemnie, a na koniec nabyłem pieczywo i dotarłem po 6 km z hakiem w tempie 5:51 min/km.


Jak widać - to nie jest szybki tydzień. Ale ja się nigdzie nie spieszę 


Może wieczorem coś tam się pozbieramy na podbiegi - ostatnio byłem sam, liczę na jakieś towarzystwo dzisiaj.


Miłego małego piątunia! 


#bieganie  #sztafeta

507ab8cd-72fd-4b41-af6c-fe6d45a34f8e

Zaloguj się aby komentować

39 796,88 + 15,06 + 21,37 = 39 833,31


No i biegowo weekend już za mną

Nie to, co kiedyś - gdy weekend bez 40 km biegania uważałem za zmarnowany - ale i tak jestem zadowolony. Dwa dni przyjemnego wysiłku o względnie wczesnej porze (no bardzo względnie, bo wczoraj wybiegłem o 6 rano a dzisiaj o 6:30 xD).


Temperatura w oba dni bardzo fajna, wczoraj -2°C a dzisiaj -1°C. Do tego mocny wiatr, dzięki czemu po smogu niewiele zostało i można było latać z uśmiechniętą mordą na wierzchu I o ile wczoraj było już tak trochę pluchowato (mimo niższej temperatury), to tej nocy i poranka spadło całkiem sporo świeżego śniegu i biegło się wręcz fenomentalnie!  Ten mięciutki biały puch pod stopami, buty z idealną przyczepnością (kocham te KD500, jak można było zrobić tak fenomenalny but? Nie wiem!), wiatr smagający po twarzy, a wokół śnieg, MNÓÓÓSTWO ŚNIEGU!


I może nie były to najszybsze biegi (wczoraj 5:23 min/km, dzisiaj 5:34 min/km), ale przyjemności dały mi mnóstwo! No i jakoś dobiłem do średniej 10 km/dzień, póki co w styczniu mam 146 km. Daleko do starych rekordów, ale robię co mogę


Oczywiście jak już dotarłem do domu to było pyszne śniadanko, miło było zjeść ciut więcej niż zwykle


Miłej białej niedzieli!


#bieganie #sztafeta

75813fd8-46c9-4636-886a-99e4a9bbcd47

Zaloguj się aby komentować

39 560,99 + 7,02 + 9,03 = 39 577,04


Wczoraj wieczorem tradycyjnie miały być podbiegi. Ponieważ dawno się nie wybrałem na żaden grupowy trening, uznałem że tym razem się zmuszę i ruszę 4 litery. No i jak już się wybrałem... to się okazało że jakoś nikomu nie pasowało i zostałem sam na placu boju xD


Niezrażony tym, uznałem że skoro już się wybrałem to wypada coś tam się przebiec. Zrobiłem parę razy pętelki, kilka solidniejszych podbiegów. a na koniec przeleciałem przez sklep uzupełnić zakupy do domu. Smog był wciąż dość gęsty, więc biegłem w masce - i muszę przyznać, że przy ostrzejszych podbiegach trochę odczuwałem, że nie ma 100% swobodnego oddychania. Mimo wszystko i tak nie sprawiło to żebym dostał jakiejś zadyszki czy coś. Wpadło 7 km ze średnią 5:38.


Dziś rano wstałem dość późno, o 5:30 bo trochę zamarudziłem i poszedłem spać nieco po północy. Jakoś się w miarę pozbierałem - nie było problemu z ciuchami, bo nadal było ciepło (-4°C). Sprawdziłem Airly... a tu miła niespodzianka, niski poziom smogu z tendencją malejącą - czyli wietrzyk działa Uznałem, że nie będzie trzeba maski, więc przy okazji nie wezmę też czapki (wiem, pokrętnie to brzmi, ale po prostu nawet jak nie ma mrozu i muszę mieć maskę, to wolę ją zakładać na czapkę a nie bezpośrednio na włosy). Z ciepłych elementów wziąłem jedynie cienkie rękawiczki.


Bieg dość nietypowy, bo stwierdziłem że pieczywa spokojnie wystarczy i nie robię żadnych zakupów po drodze Poleciałem nieco okrężną trasą - niestety już wszędzie śnieg był dość podobny do sypkiego piasku i nie było to specjalnie przyjemne, ale postanowiłem że taka pierdoła nie ma prawa mnie zatrzymać. Spokojnie sobie okrążyłem osiedle, doleciałem do sąsiedniego i przez nie przemknąłem, a wracając dokręciłem odrobinę większy łuk żeby dobić do 9 km. Bardzo przyjemny i bezstresowy bieg. Przede mną weekend - coś tam pewnie powalczę i od poniedziałku powrót do rutyny, bo żona wraca do pracy i trzeba będzie trzymać się mocno powrotu max o 620. W sumie żaden problem, byle nie ślęczeć jak idiota do nocy xD


Miłego piątunia!


#bieganie #sztafeta

3927ef46-3a01-4943-a545-5a801e40b88d

Zaloguj się aby komentować

39 508,50 + 10,02 = 39 518,52


Dzisiaj było gęsto od #smog - CAQI 108, już dawno trzycyfrowej wartości nie widziałem

Ale obudziłem się w miarę wcześnie, temperatura już całkiem luzacka, koło -10°C, jakoś się pozbierałem i wyruszyłem jakoś koło 5:40 na szwendanko po okolicy zwieńczone zakupem pieczywa.


Nie powiem co było czuć bo nie wiem, ale jak skończyłem bieg to ciuchy cuchnęły jakbym spędził tę niespełna godzinę w kotłowni. Ale biegło się dość fajnie, choć niestety temperatura już była na tyle wysoka że sól na drogach zaczęła działać - brei jeszcze nigdzie nie było, ale ubity śnieg zamienił się w taki dość sypki i luźny firn, na którym buty się po prostu ślizgały i trochę to wkurzało. Pewnie gdyby dalej było -18 to bym mógł trochę podkręcić tempo... ech, co ja się oszukuję xD


Od razu też było mniej aut po drodze - jednak te 10 stopni wyżej sporo zmienia jeśli chodzi o wiarę w komunikację publiczną


Na koniec nabyłem pieczywo, doleciałem do domu i dostałem opieprz od kota, który miał zamiar wyjść ze mną tylko zamarudził i utknął w garażu


Miłej reszty dnia!


#bieganie #sztafeta

6070684c-8788-45c6-9756-ee8654050340

Zaloguj się aby komentować

39 487,37 + 8,48 = 39 495,85


Dziś już mróz nieco zelżał, było tylko -18°C więc nici z długiego rękawka. Może jeszcze zima wróci później, bo póki co to zapowiada się lato - jutro już tylko 10 stopni na minusie i piąć się będzie w górę. Muszę odwiedzić teściów, wczoraj mieli -28°C to byłby pretekst do pobiegania w czymś długim xD


Nauczony wczorajszym doświadczeniem olałem wizytę w biedrze, bo nawet mleko mogłoby nie przeżyć 40 minut w tej temperaturze Ale bułeczki i obwarzanki rzecz jasna nabyłem


Od jakiegoś czasu mijam "nowego" biegacza, który też bierze na serio temat porannego truchtania - tyle że robi te przebieżki z psem. I pies jest niezły twardziel, wczoraj i dzisiaj popylał równo! Biegacz też niezły, z trudem dotrzymuję mu kroku!


Oczywiście przy tej temperaturze smog wywaliło w kosmos, więc maska obowiązkowa. Nie ukrywam, dzięki niej też chyba się przyjemniej przy tej temperaturze oddycha.


Miłego dnia!


#bieganie  #sztafeta

98e3af8c-03e2-462b-a37d-d184f3ef3191

@Half_NEET_Half_Amazing da radę jak najbardziej, wręcz jest komfortowo w porównaniu do szajsu zwanego "maseczkami sportowymi" które są gówno warte i w zasadzie są niebezpieczne dla zdrowia. Poziom filtracji w profesjonalnej masce jest o rząd wielkości lepszy, higiena jest miliard razy lepsza, a wydajność filtrów tak duża że praktycznie w ogóle nie czuć oporów przy oddychaniu. Konstrukcja maseczek "sportowych" i wszystkich tych neoprenowych szitów z definicji jest zła i powoduje skażenie filtra bakteriami, wirusami i innym syfem już po jednorazowym użyciu - a potem jest tylko gorzej.


Jeśli już biegać w masce - to wyłącznie tego typu jak moja (3M7500 + filtry 3M6038), ew. interesująco wygląda maska Elipse w Juli.


Swego czasu popełniłem dłuższy wykład na ten temat na wypoku, łap linkę:


https://wykop.pl/wpis/68016763/ktos-jest-w-stanie-polecic-jakas-maske-antysmogowa#241694235

@Tytanowy-Owsik na pewno nie są, ale że ich obejrzenie wiązałoby się ze zniszczeniem pochłaniaczy to jakoś nie palę się do tego by sprawdzić Nie zmienia to faktu, że im dłużej się ich używa tym... lepiej filtrują. Wot fizyka

Zaloguj się aby komentować

39 411,11 + 8,50 = 39 419,61


Jest zima, musi być zimno! https://streamable.com/62ad58


Od kilku dni sobie ostrzyłem zęby na dzisiejszy poranek. Nie liczyłem na wiele, bo zawsze prognozy były lekko przesadzone - najpierw zapowiadali -20°C, potem -19, a wczoraj wczesnym popołudniem zmieniało się nawet na okolice 13-14 stopni poniżej zera. Nie marudziłem jednak, bo zawsze to przyjemny minusik i magia skrzypiącego śniegu Położyłem się spać tuż po północy.


Rano - pobudka za sprawą młodego, który sobie wczoraj przysnął dość wcześnie i przebudziwszy się koło piątej zrobił awanturę, że nie może znaleźć w łóżeczku swoich aut które NA PEWNO miał przy sobie. Dobrze się stało, bo jakimś cudem przypadkiem wczoraj wyłączyłem budziki i byłyby nici z porannego biegania. Jakiś biegowy Manitou nade mną czuwa


Zerknąłem na telefon… i proszę, niespodzianka, jest -19°C! Spokojnie przejrzałem garderobę, chwilę się namyśliłem… i założyłem to co należy. Strategiczne miejsca dodatkowo zabezpieczyłem dodatkową warstwą, po czym zweryfikowałem stan pieczywa w domu i poszedłem do garażu. Ruszyła ze mną kota, ale już wcześniej próbowała wymusić na mnie wyjście na pole i w konfrontacji z otwartym balkonem ją cafło - więc tym bardziej zadbałem by głupi zwierz nie wylazł na zewnątrz


Coś mnie tknęło i sprawdziłem airly… no tak, smog jak cholera. Nic to, od tego w końcu jest maska - nawet lepiej, minimalnie redukuje zimno przy oddychaniu. Jeszcze musiałem się cofnąć, bo zapomniałem wziąć kupionych wczoraj superaśnych rękawic z decathlona - o nich później - i o wpół do szóstej rano wyszedłem przed dom. Śnieg cudownie skrzypiał, serce radośniej zabiło. Chwila namysłu nad trasą i ruszamy!


Muszę przyznać, że mróz dało się odczuć - było zdecydowanie chłodniej niż zwykle, choć nie jakoś paraliżująco. Biegło się bardzo fajnie, dzięki mrozowi nie było żadnych błotnistych niespodzianek a śnieg skrzypiał tak urokliwie że micha mi się cieszyła jeszcze bardziej niż zwykle. Co zwróciło moją uwagę to absurdalnie duży ruch jak na tak młodą porę - coś czuję, że ludzie nie chcieli ryzykować czekania na przystankach i skorzystali z własnych pojazdów. Nie dziwię się, też bym tak zrobił.


Pierwszy przystanek to była biedronka - skończyła się rukola i przydałoby się coś zielonego do śniadania. Parę zdziwionych spojrzeń - w sumie nic nowego, przyzwyczaiłem się. Miłe zaskoczenie - FaceID rozpoznał mnie mimo maski i nie trzeba było wklepywać kodu, choć akurat dzięki nowym rękawiczkom nie byłoby problemu. Wrzuciłem zakupy do plecaka i wio w dalszą drogę.


Biegło się naprawdę przyjemnie. Maska w niczym nie przeszkadzała, mróz w zasadzie nie był odczuwalny, śnieg skrzypiał jakby krzyczał „depcz mnie, brutalu!” a kilometr mijał za kilometrem. Te dodatkowe parę stopni mrozu cudownie wyeliminowało niemiłe niespodzianki, a śnieg sprzed dwóch dni fantastycznie wyrównał nieutwardzone pobocza na wąskiej drodze, co przy wspomnianym dużym ruchu było bardzo pomocne. Doleciałem do piekarni, uzupełniłem zapasy, a potem już pozostał niespełna kilometr dotruchtania do domu i można było zakończyć trening.


I powiedziałbym, że było to 100% sukcesu gdyby nie to, że poniosłem sromotną porażkę.

Nie przemyślałem odpowiednio listy zakupów - a raczej ich kolejności.

Rukola po trzech kwadransach w plecaczku zamieniła się w zamrożoną papkę. Muszę kupić nową xD


Miłego wtorunia! 


#bieganie #sztafeta

@enron a cóż to się stao? (´・ᴗ・ ` )

czyżby wzięło na keto?


czy może ograniczasz niektóre produkty spożywcze a do pieczywa szło zawsze przepadzito masełka? (☞ ゚ ∀ ゚)☞

Noo to jest fajne rano, chodzisz sobie i widzisz, że ten śnieg się praktycznie błyszczy jak taki diamentowy proszek Ale zimno brrr, ja wgl nie rozumiem jak ludzie są w stanie na przystanku stać i czekać w bezruchu na zbiorkom, jakoś tak przy tej temperaturze warto być ciągle w ruchu

@pluszowy_zergling zdecydowanie fajne. Miło mieć w ogóle na początek dnia świadomość, że zrobiło się już coś dobrego dla siebie Ludzie marznący na przystankach to smutny widok, zresztą jak już skończę biegać i wbijam w "cywilne ciuchy" to też nie jest lepiej - wczoraj przemarzłem jak cholera tylko wychodząc z firmy, wsiadając do auta i dojeżdżając do domu (wszystko zajęło z 10 minut) xD

Zaloguj się aby komentować

39329,58 + 7,45 = 39337,03


No i nareszcie zima zaczyna być zimą!

Dziś pierwszy lekko szczypiący mrozik, -10°C i lekki, ale zdecydowany wiatr. Fajnie się biegło, ale trochę słabo się przygotowałem - zapomniałem naładować zegarek. Przy tych warunkach 10% baterii mojego staruszka wystarczyło zaledwie na 23 minuty, po czym efektownie zdechł. Zatrzymawszy się w panice odpaliłem runkeepera, bo przecież najstarsi górale nawet wiedzą że przy bieganiu bez rejestracji GPSem kalorie się nie spalają. Telefon szczęśliwie był naładowany, bo jeszcze bym utknął gdzieś z dala od cywilizacji


Tempo dzisiaj słabiutkie, 6:22 min/km - ale trochę mam usprawiedliwienia, bo zakupów w biedrze narobiłem tyle że po pierwszym kilometrze leciałem już z dwoma wyładowanymi po sufit plecaczkami, pewnie z 8 kg żarcia było xD Cóż, funkcja zaopatrzeniowa - jako usprawiedliwiająca poranne bieganie - jest BARDZO ważna i traktuję ją ze śmiertelną powagą


A biegło się super, śnieg przy tej temperaturze CUDOWNIE skrzypiał pod butami - uwielbiam to!


Temperatura póki co rośnie, ale ma znowu spaść i to zauważalnie - zobaczymy jak będzie jutro rano


Miłego poniedziałku!


#sztafeta #bieganie

6822ca61-043a-4078-a236-702bdc97e96f

@lubieplackijohn jak srogie to mam długi rękawek.

W tym sezonie jeszcze takowych nie było, ale mam wrażenie że zeszłej zimy CHYBA raz założyłem. Trochę mi się może mieszać i było to np. parę lat temu

@enron Zazdroszczę odporności i samozaparcia! Będę z niepokojem wyglądał zmiany w garderobie I mam nadzieję, że nie doczekamy tej zimy długiego rękawka!

Xd Ja tylko lurker na ty waszym tagu biegaczy ale @enron leci jak forest gump czy pada czy snieg czy slonce. I do tego zawsze usmiechniety jak husky po 40km zapierdalania w zaprzegu xdxd szacunek za pasje

Zaloguj się aby komentować

79,64 + 6,44 + 3,36 + 6,03 + 5,15 + 5,10 + 5,61 + 1,18 + 11,09 + 5,45 = 129,05


Co to, jakiś noworoczny reset licznika? 😮

Jakoś spokojnie minął ten pierwszy tydzień nowego roku. Tu piąteczka, tu trójeczka, szósteczka - ot dzień za dniem skok po bułeczki, zawsze w ciemnościach, z reguły w deszczu. W sobotę już mogłem sobie pofolgować - nocowałem gdzie indziej niż zwykle, tuż przy Łąkach Nowohuckich - wybór był więc oczywisty. Poranna piąteczka na Łąkach wpadła - godzina 6 rano, czarno jak... w nocy na łące 😉 a gdzieniegdzie w świetle hmm... piersiówki (?) świeciły tajemnicze oczka. Fajny klimat, mało błota mimo dodatniej temperatury (+1°C), wokół żywej duszy. Jak normalnie zawsze bywało o piątej rano ☺️


Z racji nieco innego niż zwykle układu dnia zorganizowałem sobie wyskok na parkrun - nasz lokalny, do którego mam mniej niż kilometr 😎 Podbiegłem niemal idealnie na start, ale że się chwilowo przeciągało ze względu na różne okazje to jeszcze się spokojnie ze wszystkimi przywitałem i potem ruszyliśmy. W sumie mój najsłabszy parkrun, 24:25 - ale byłem w sumie dla towarzystwa i nie spieszyłem się zbytnio - do tego dość wredny błotnisty fragment nie zachęcał do szaleństw. Ale i tak było miło jak zwykle, atmosfera w Zielonym Jarze jest wyjątkowa i polecam każdemu amatorowi biegania by tu zajrzał ❤️


A dzisiaj... wrrróć, wczoraj xD - wstałem wyjątkowo późno i wystartowałem dopiero po siódmej. Spokojnie sobie przetruchtałem 11 km w tempie 5:43 przy lekko łaskoczących -4°C i drobnym śniegu - byłoby idealnie, gdyby nie to że miejscami pod śniegiem czaiły się wredne głębokie kałuże - pewnie efekt sypania soli na chodnikach. Nic tragicznego, z cukru nie jestem - ale nie było to po prostu zbyt miłe 😉

Spotkałem sporo bardzo religijnych ludzi.


Ale czułem wciąż lekki niedosyt - i chyba wiedziałem czym się skończy podwiezienie najstarszego syna do centrum. Tak - wpadła piąteczka na Błoniach, zakończona uzupełnieniem węgli w najpyszniejszej kremówkarni w Krakowie 😃 Warto było, a do domu dowiozłem mnóstwo słodkiego zła 😎


Dobra, czas iść spać bo późno się robi a lista zakupów puchnie - trzeba będzie się sprężyć i zaplanować logistykę.


Miłej nocy zatem! ❤️


W załączniku fotka z sobotniego poranka na Łąkach Nowohuckich.


#bieganie #sztafeta

dc3132b3-a610-45d1-9652-602a51ae6b08

Cosik za dużo powietrza Pan wdychasz,. Zadbamy z gmin ościennych o większy koncentrat tlenków węgla, azotów i innych PMów, to się odechce biegania.

@Piechur aż na wszelki wypadek rano sprawdziłem airly xD

Na szczęście solidny wiaterek zniweczył Wasze plany, towarzyszu

@Mjelon nie musi być dużo, jak jest tak w okolicach -4 i jest wiatr to zakładam drugiego tshirta. Dzisiaj rano było -10 i też styknęło

Zaloguj się aby komentować

31 977,25 + 6,03 = 31 983,31


No dobra, wiem że już dzisiaj nad ranem biegałem ale było emergency - zabrakło śmietany do pierogów, pieczywa do bigosu i mlek do płatków. W obliczu kryzysu żywnościowego o tak szerokim zasięgu jedynym ratunkiem była misja humanitarna do żabki. A przecież nie mogłem tam po prostu pójść jak jakieś zwierzę... 😏


Miłej nocki! ❤️


#sztafeta #bieganie

0e29d875-2ff8-424d-a88d-1db27769bc33

Zaloguj się aby komentować

31 830,21 + 4,04 = 31 834,25


Rzutem na taśmę pierwsza noworoczna przebieżka. Bo czemu nie? 😏


Jeszcze raz wszystkiego dobrego w nowym roku! ❤️


#sztafeta #bieganie

f4c886a1-0149-4942-a9e2-d7d1a45a5147

Zaloguj się aby komentować

31 629,75 + 6,06 + 6,30 + 4,03 + 12,02 + 5,16 + 16,02 = 31 679,34


No i nadejszła końcówka 2023 roku. Trochę się leniłem, trochę się popsułem, zaliczyłem najdłuższą przymusową przerwę w swojej "karierze" - ale jakoś wyszedłem mniej więcej na prostą i powróciłem do aktywności.

Nici wyszły z mojego planu zaliczenia 5000 km w tym roku - jeszcze na początku lipca wydawało się to być spokojnie w zasięgu ręki. Ale i tak te 3700 km jest dla mnie satysfakcjonujące - nie dałem się, i nie zamierzam się poddać (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)


Wszystkim życzę spełnienia marzeń, realizacji planów i pokonania wyzwań! Z uśmiechem w 2024 rok! (ʘ‿ʘ)


#sztafeta #bieganie

2cb4d117-2480-4f9a-8b22-3346112e1624

Zaloguj się aby komentować

31 080,19 + 15,01 = 31 095,20


Czas na pierwsze delikatne spalanie świątecznych łakoci 😅


Jeszcze podczas wigilii dość jasne się stało, że raczej nici z porannej przebieżki. Na nogach byłem od 5:30, zbliżała się 3 rano a miłe rozmowy ze szwagrem bardzo powoli wygasały. Kładąc się o czwartej z bólem serca wyłączyłem budziki i poszedłem w kimono. I dobrze zrobiłem, bo jak wstałem przed 8 to już trzeba było się rzucić w wir przygotowań do świątecznego śniadania 😉


Im później się robiło, tym bardziej ociężały się czułem i jednocześnie coraz bardziej mi się chciało i nie chciało biegać 🤪 Oddelegowany do opieki nad maluchami byłem tymczasowo uziemiony, potem wjechał barszcz, którego nie mogłem sobie odmówić... i wtedy uznałem, że nadeszła ta chwila - oznajmiłem, że teraz się urywam 😎


Pogoda była jak znalazł. Szalone 10°C i rzęsisty deszcz - żaden problem, z cukru nie jestem. Pozostał wybór trasy - trochę znudziły mi się codzienne pętelki osiedlowe i tym razem moje myśli skierowały się ku Zalewowi Nowohuckiemu.


Ruszyłem tuż po 16:30. Leciałem sobie pustawymi ulicami, starając się ominąć większe skupiska błota - nie było to proste, bo ze wszystkich stron osiedle jest otoczone gigantyczną budową dwóch węzłów na S7 i niemal wszystkie trakty piesze poza osiedle to mieszanka żwiru, potłuczonych płytek chodnikowych i błota. Szczęśliwie przy małym ruchu poleciałem środkiem drogi i dotarłem do stabilnego chodnika unikając utytłania się po kolana w brudnej mazi 😅


Potem już było prosto - mniej więcej dolot do Zalewu, 3/4 okrążenia (co ja poradzę, że nie lubię powtórzeń i przecięć) i poleciałem ku kombinatowi. Chwilę się poprzyglądałem jakiemuś bidokowi, co się cmoknąłz tramwajem i poleciałem dalej w stronę Grębałowa. Jak zwykle było lekkie ryzyko trafienia na zamknięty przejazd, ale tym razem nie miałem pecha i bez przeszkód dotarłem na swoje osiedle, gdzie lekko nadrabiając drogi dobiłem do 15 km. Ciutkę ucierpiało na tym tempo, spadłazy do 5:31 min/km. Rekordów nie biję, więc nic straconego 😎


Dziś bez uśmiechniętej mordy, bo z trasy wyszedł mi fajny uśmiechnięty duch bożonarodzeniowego obżarstwa 😃


Miłej nocy! ❤️


#bieganie #sztafeta

31a48c48-7325-40f9-8d8d-84538cf7697a

Zaloguj się aby komentować

30 920,93 + 6,40 + 10,05 + 12,01 = 30 949,39


No i lekko nas zaskoczyła #zima i zafundowała nam białe #swieta 😍


Nie będę się specjalnie rozpisywał, bo w domu szóstka dzieci, kot i pies i trzeba szybko brać się za sprawy organizacyjne xD


Wszystkim Wam życzę radosnej wieczerzy wigilijnej, radości z przebywania z bliskimi, obdarowywania i bycia obdarowywanym.


Wesołych Świąt! ❤️


#sztafeta #bieganie


https://streamable.com/h6ebnm

Za każdym razem jak Cię widzę wariacie to wywołujesz u mnie uśmiech na twarzy. Dziękuję serdecznie za życzenia i Tobie oraz Twojej rodzinie życzę Wesołych Świąt i wszystkiego najlepszego w szczególności zdrowia, żebyś mógł biegać niczym struś pędziwiatr

Zaloguj się aby komentować

30 747,70 + 4,05 + 3,15 + 4,01 + 10,06 = 30 768,97


Zbiorczo znowu, nadal dużo się dzieje w życiu 😉


Pierwsze trzy dni słabiutko - zdecydowanie za późno wstawałem, do czego oprócz mojego zarywania nocek przyczyniła się też okropnie przytulna flanelowa pościel xD

Opuszczenie łóżka wymaga teraz znacznie większej siły woli.


Doszło do tego, że dzisiaj w ogóle nie byłem w stanie rano pobiegać 🙄 Jakoś to przełknąłem, licząc na wieczorne podbiegi z ludźmi z mojej grupki. Godziny mijały, a lista obecności na wieczór była pusta... Byłem na tyle zdeterminowany, że brałem pod uwagę nawet samotny wypad. Na szczęście w końcu się coś ruszyło i ostatecznie była nas piątka 😁


Warunki cudowne xD Na termometrze 5°C, silny wiatr i lekka mżawka - które niedługo po rozpoczęciu treningu zamieniły się w lekką wichurę z rzęsistym deszczem 😃 Były chwile, gdy trucht z górki (ale pod wiatr) był trudniejszy niż powrót pod górę 🤪


Pod koniec treningu deszcz ustał a wiatr się lekko uspokoił i było już całkiem miło - wręcz mnie wysuszyło 😎 Na zakończenie jeszcze obleciałem osiedle i zaliczyłem zakupy w biedrze - miłe z pożytecznym.


Warto było wyściubić nosa!


Miłej nocy ❤️


#sztafeta #bieganie

9c59a9b0-ea5f-483f-82f5-cd779b722948

Zaloguj się aby komentować