Lata 90. były szalone z wielu powodów - jednym z nich zdecydowanie była #muzyka
Jeśli czujecie zażenowanie słysząc rodzime disco-polo warto pamiętać że Europę na przełomie lat 80. i 90. opętała moda na proste, skoczne melodie. Na szczególnie podatny grunt stylistyka disco padła m.in. w ówczesnej Jugosławii, gdzie na fali wojny domowej narodził się turbofolk (którego szczytowym osiągnięciem był Roki Vulović), ale nie tylko.
Całkiem egzotycznie dla nas brzmi nazwa Pimba
A czym jest?
Otóż Pimba to Portugalski odpowiednik disco-polo, a zarazem niezwykle popularny gatunek muzyki rozrywkowej, znany z chwytliwych melodii, prostych tekstów i humorystycznego charakteru.
Swoją nazwę zawdzięcza piosence, która stała się hitem w latach 90. Utwory w stylu pimba opowiadają o żenujących tematach i codziennym życiu, z dużą dawką dwuznaczności i zabawnych gier słownych. Jeśli kiedyś traficie na festyn lub wesele w Portugalii najprawdopodobniej będziecie bawić się przy dźwiękach Pimby
Zostawiam Was z pięknym utworem Quim Barreiros - A Cabritinha
Eu gosto de mamar nos peitos da cabritinha xdddd tekst godny Bartosza Walaszka
Czeska książka o praskim policjancie pochodzącym ze Słowacji, którego korzenie rodzinne sięgają aż na Węgry - tym opisem przyciągnęła mnie do siebie ta pozycja i mimo że obawiałam się pewnego nadęcia, obawy szybko się rozwiały.
Na scenę już na pierwszych stronach wchodzi śmierć. Trupem nie jest jednak tytułowy mężczyzna, a śmierć zawiązuje usta trójki bohaterów i obarcza ich winą na wiele lat, co doprowadza do pewnych istotnych dla fabuły elementów.
Major Marian Holina pojawia się na scenie razem z martwym policjantem na dnie jeziora, co staje się punktem wyjścia do skomplikowanego śledztwa. Nadmiar podejrzanych, tropów i śladów daje pole do główkowania przy lekturze. Dodatkowo trup nie wzbudza sympatii, więc motywacja części bohaterów w pewnym sensie jest zrozumiała.
Co nietypowe Holina okazuje się stosować niekonwencjonalne metody śledcze (astrologia xd) które nie przeszkadzają jednak w odbiorze całości i nie zaburzają logiki wydarzeń.
Procházková umiejętnie łączy elementy kryminału z powieścią obyczajową, tworząc wyraziste postacie i wciągającą fabułę, a charakterystyczny czeski humor i ironia nadają powieści unikalnego uroku.
Książka która zasługuje na wysoką ocenę za sprawność narracji, opisów, wyobraźnię - ale nie podoba mi się, wręcz mnie odrzuca. I rozumiem dla czego kogoś może to opowiadanie urzec, ale jednocześnie dla mnie było to smutne doświadczenie.
Piknik na skraju drogi jest literaturą na wskroś rosyjską, gdyby ktoś zapytał jaka jest literatura rosyjska, śmiało można mu podsunąć właśnie to opowiadanie - głęboko osadzone w rosyjskim punkcie widzenia – przepełnione egzystencjalnym fatalizmem, refleksją nad chaosem i próbą odnalezienia sensu w niepojętym świecie, sensu którego i tak nie ma.
Czyta się szybko, ale z każdej strony wylewa się dla mnie obcy światopogląd. Obcość można definiować jako przyjemną egzotykę, miłą odmianę od rodzimego punktu widzenia, ale nie w przypadku rosji i całej machiny zagłady jednostek ludzkich, jaką oferuje ten kraj już od lat.
Co dokładnie łączy to dzieło z rosją?
Fatalizm - rosyjska mentalność często charakteryzuje się akceptacją trudnego, nieprzewidywalnego życia oraz poczuciem, że nie wszystko da się w pełni zrozumieć czy kontrolować.
Strefa jest uosobieniem takiego losowego, niepojętego elementu – miejsca, które ludzie eksplorują mimo jego śmiertelnego niebezpieczeństwa, ale nigdy nie rozumieją jego prawdziwej natury. Redrick odzwierciedla tę cechę: wie, że życie stalkera jest brutalne, niepewne i najczęściej kończy się tragicznie, ale mimo to akceptuje swoją rolę i los.
Strefa przypomina nie tylko radziecki świat powojenny, pełen społecznych zawirowań i zmian, ale również rzeczywistość polityczną i gospodarczą rosji w ogóle – gdzie jednostka często jest zmuszona improwizować, przystosowywać się i walczyć o przetrwanie. Stalkerzy to osoby, które odnajdują się w tej chaotycznej przestrzeni i potrafią funkcjonować tam, gdzie inni by zginęli.
To archetyp "człowieka radzieckiego", przystosowanego do życia w trudnych warunkach. Motyw "małego człowieka", który próbuje przetrwać w świecie rządzonym przez ogromne, niezrozumiałe siły, jest centralnym elementem rosyjskiej literatury od czasów Gogola i Dostojewskiego. Stalker, to współczesny "mały człowiek" – nie jest bohaterem ani geniuszem, ale zwykłym człowiekiem walczącym z losem. Jego życie to ciągła walka o przetrwanie i próba znalezienia sensu w świecie, który nieustannie go przytłacza.
Kula (czyje życzenie ma spełnić?) też przypomina sztandarowe rosyjskie rozważania nad moralnością
Dodatkowo mamy krytykę biurokracji - naukowcy i urzędnicy analizują Strefę, próbując ją "ujarzmić" i wykorzystać, ale są bezradni wobec jej natury. To takie typowe odbicie frustracji wobec nieefektywności systemu radzieckiego, który często działał w oderwaniu od rzeczywistości, w imię niezrozumiałych celów. Tak jak zaawansowane artefakty pozostawione przez Obcych - nie przynoszą ludzkości szczęścia ani zrozumienia. Wręcz przeciwnie – technologia prowadzi do chaosu, korupcji i destrukcji.
Przygnębiające jak cała rosja, niemniej nie da się tej książce odmówić pewnych zalet - stąd 5/10
@ciszej jak czytałem to za dzieciaka to mi się podobała, zwłaszcza myśl tytułowa - że dla nas to coś niezwykłego, a dla obcych to mogą być jak pozostałości po pikniku na skraju drogi.
Pytanie brzmi czy po latach by mi się dalej podobało tak jak kiedyś, czy to był ten moment, ze miałem 15 lat i uważałem, ze to było głębokie
@ciszej gdzie tak ładnie? Nawet nie ma śniegu, można już jechać nie czekać do wiosny. Były momentami potrzebne raczki czy nie? Pewnie największa niedogodność to błoto
"Uśpione morderstwo" to ostatnia powieść Agathy Christie wydana przed jej śmiercią. Książka zaskakująco sprawnie napisana. Wciągnięta w jedno leniwe popołudnie, idealnie pozwala na oderwanie się od rzeczywistości.
Ponownie spotykamy niezawodną pannę Marple do której mam absolutną słabość ;)
Młode małżeństwo, Gwenda i Giles Reed, wprowadza się do urokliwej wiktoriańskiej willi na angielskim wybrzeżu. Gwenda zaczyna doświadczać niepokojących wrażeń, jakby znała dom od dawna. Odkrywa szczegóły, które budzą w niej wspomnienia z dzieciństwa, w tym obraz kobiety duszonej w salonie. Z pomocą panny Marple para postanawia rozwikłać tajemnicę domu i odkryć, co naprawdę wydarzyło się przed laty.
Christie mistrzowsko buduje napięcie, prowadząc czytelnika przez labirynt wspomnień i poszlak. Fabuła wciąga i zaskakuje. Zakończenie, jak to u Christie, jest satysfakcjonujące.
Ocena: 7/10
Klasyczny kryminał, który mimo upływu lat nadal potrafi zaintrygować i dostarczyć przyjemności z lektury.
"Błękitna godzina" – Paula Hawkins to prezent świąteczny który niestety okazał się przeciętniakiem.
Okładka obiecuje mroczny klimat i napięcie, jednak w moim odczuciu nie dostarcza wystarczającej dawki grozy. Fabuła rozwija się powoli, a choć wątki są interesujące, brak dynamicznej akcji sprawia, że momentami przypomina bardziej powieść obyczajową niż thriller - tyle że jako powieść obyczajowa nie dostarcza odpowiedniej głębi postaci.
Odwołania do DuMaurier którą uwielbiam zdecydowanie przesadzone i na wyrost.
Ocena: 5/10
Niestety, dla miłośników mocnych wrażeń niewystarczająca. Dla wielbicieli obyczaju zbyt płytka. Zakończenie nadaje trochę dynamiki ale za mało i zbyt późno.
Lektura w dosłownym tego słowa znaczeniu – kilka pierwszych akapitów i już w głowie zaczyna się układać schemat: alegoria choroby, niezrozumienia, wykluczenia. To trochę mnie zirytowało, ta dosłowność bez dosłowności. Może nieco zbyt schematyczne, ale to przecież Kafka – jego styl ma w sobie coś, co przyciąga i zostaje z czytelnikiem na długo.
To książka, która nie tylko pokazuje absurd i samotność Samsy, ale zmusza do zadania sobie niewygodnych pytań (co lubię). Jak sami zachowalibyśmy się w takiej sytuacji? Jak reagujemy na chorobę?
Ocena: 7/10
Spóźniłam się na dyskusję w Hejtowym Klubie Książki, ale i tak uważam, że warto było wrócić do Kafki. Idealna okazja, by spojrzeć na siebie w krzywym zwierciadle.
Zbliża się koniec stycznia więc wrzucam przynajmniej część przeczytanych w pierwszym miesiącu książek.
"Czas drogi" – Patrick Leigh Fermor
Prawdziwa literacka uczta. Choć klasyfikowana jako literatura podróżnicza, zdecydowanie bliżej jej do literatury pięknej. Fermor z niezwykłą wrażliwością i ciekawością opisuje swoją pieszą wędrówkę przez Europę lat 30., skupiając się na krajobrazach, ludziach i kulturze. Szczególnie fascynujące są fragmenty poświęcone dawnym Niemcom – pełnym tradycji, ale już naznaczonym rodzącym się złem.
Styl Fermora to poezja prozy – wysmakowana, refleksyjna, a przy tym wciągająca. To książka, która nie tylko pozwala przenieść się w czasie, ale i budzi chęć, by samemu wyruszyć w podróż. Fermor jako postać mało znana w Polsce jest absolutnie fascynujący w swoim awanturniczo - bohaterskim dalszym życiu.
Ocena: 7/10 - momentami autor tonął w swoich barwnych opisach i brakowało pewnej równowagi czy wyczucia zwłaszcza w etapie holenderskim.
Niemniej jest to wysmakowana literatura, która inspiruje i przenosi w świat sprzed lat. Dla miłośników piękna słowa i odkrywania historii. Na pewno przeczytam dalszą część.
@smierdakow po osiedlu wiatr rozniósł ten charakterystyczny zapach wiosennego wieczoru z grillem, tym razem nie był to smog ani drewno z kominka, więc tak, ktoś już dostąpił tego szczęścia
@Mr.Mars w takim razie koniecznie muszę zrobić zdjęcie kolejnemu bałwanowi jaki dzieciaki stworzą na osiedlu - w szczytowych momentach były aż 4 pod moim blokiem