Zdjęcie w tle

Z_buta_za_horyzont

GURU
  • 839wpisy
  • 5530komentarzy

"Lepiej bez celu iść naprzód niż bez celu stać w miejscu..."

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@Z_buta_za_horyzont z gór to sudety - jedziesz, patrzysz a na horyzoncie góry jakbyś szczyty nożem odciął.

beskid śląski: milówka/węgierska górka - miłe sympatyczne ludziki, góry niskie, plecak, tarp, żarcie+woda/filtry, ognisko - tani wyjazd na bushcraft

Zakopane i okolice - pazerne *kurwysyny goralenvolk - jak nie przepłacisz za nocleg to orżną Cię na żarciu - szukaj stołówki w jednej ze szkół w zakopcu- tam uczciwie karmią

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Wczoraj pierwszy raz szukałem bursztynu po zachodzie słońca z latarką UV. Przez godzinę znalazłem aż jeden. Trafiłem w zły termin bo na plaży spotkałem kilkanaście osób z latarkami plus całą kolonię dzieci .


#bursztyn #morzebaltyckie #baltyk #plaza

ba9df5e8-f83d-41a7-9c45-48326ab380ae
c04269a7-8476-4a68-a157-7a85a3db4f3b
bd0b48b6-6002-493e-8b52-80bb2187ae2d

@UncleFester Wiem ale pecha miałem bo niestety trafiła mi się słoneczna pogoda podczas mojej wędrówki . Bałtyk odwiedzę jeszcze w sierpniu i też raz się wybiorę przeszukać plażę .

@Z_buta_za_horyzont UV już masz to prawie profesjonalizm( ͡~ ͜ʖ ͡°)

pamiętam jak po sztormie poszliśmy coś szukać, masa osób z latarkami, a mój kumpel wyciągnął halogen podłączony do akumulatora w plecaku xD wszyscy wtedy zrozumieli że żarty się skończyły

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Szlak Parawanów i Gotowanej Kukurydzy dzień 4.


Dąbki - Jarosławiec 30.52km


Godzina 5:13 – budzę się wcześnie. Powietrze jest rześkie, wokół unosi się mgła. Ledwo wychodzę ze śpiwora, a już dopada mnie stado komarów. Bez zbędnego przeciągania się pakuję rzeczy w ekspresowym tempie, niemal tańcząc między ugryzieniami, i wychodzę z lasu.


Dopiero poza zasięgiem komarów zatrzymuję się na śniadanie. Odpalam kuchenkę i przygotowuję zupę tajską, do tego herbata – klasyczny zestaw, który dodaje energii i rozgrzewa w chłodny poranek. Na plażę wchodzę o 6:20.


Nogi – mimo trzech dni marszu – zaskakująco dobrze znoszą poranny rozruch, choć odzywa się ból po zewnętrznej stronie prawej stopy. Plaża tonie we mgle, widoczność ograniczona do około 100 metrów. Gdzieś w oddali przez mleczne niebo przebija się słońce, tworząc niemal nierzeczywistą atmosferę.


W trakcie marszu robię krótką lekcję angielskiego w Duolingo – los chciał, że temat lekcji to... bolące stopy. Trafione w punkt.


Mijam kilkunastu rowerzystów biwakujących na piasku, kilku wędkarzy rozstawionych z wędkami, ale poza tym trasa jest spokojna. Odcinek do Darłówka okazuje się wyjątkowo wymagający – przez mokry, zapadający się piasek marsz jest o wiele wolniejszy i bardziej męczący.


W samym miasteczku korzystam z udogodnienia – mostu rozsuwanego, który pozwala pieszym szybko przejść na drugą stronę portu. Zaraz potem wracam na plażę – tutaj piasek już twardy, ubity – różnica w komforcie marszu jest natychmiast odczuwalna.


W Wiciu robię dłuższą, godzinną przerwę – zatrzymuję się w gruzińskiej restauracji, by porządnie zjeść. Najedzony, zregenerowany, ruszam dalej. Szeroka, płaska plaża sprawia, że czuję się, jakbym dopiero zaczynał wędrówkę, mimo kilkudziesięciu kilometrów za sobą.


Przechodzę przez słynną „plażę Dubaj” w Jarosławcu, dalej mijam rozstawione na piasku kutry rybackie. Wreszcie docieram do końca dzisiejszej trasy – przed sobą mam ogrodzony płot poligonu wojskowego, na którego przejście wymagane jest specjalne zezwolenie. To naturalna granica mojej wędrówki.


Tu kończy się mój Szlak Parawanów i Gotowanej Kukurydzy. Przede mną trzy dni zasłużonego odpoczynku – również na plaży, tylko tym razem już bez plecaka.


#podroze #plaza #morzebaltyckie #wedrowki

34991ff9-2130-4ff5-a389-feeedcd67f1d
2265a1bd-d18a-4c76-8d86-abe390f79799
e463c389-7eeb-47a8-be31-e03c356eb62f
ef9ce23e-d24a-4d09-ad8e-ddcffe12e988

@BajerOp Kupiona on Pana Chińczyka w zeszłym roku za 17,99zł. Liczyła się dla mnie głównie waga, nie gotuje tak szybko jak mój Fire-Maple Fms-X3 ale daje wrzątek bardzo szybko szybko. W połączeniu z małą zapalniczką bic i kartuszem Meva 100g praktycznie nie zajmuje miejsca w plecaku.

0e48fe35-2268-4237-8e73-bfbdb5e48c11
077573ee-165d-410f-b1da-62e77c5e6835

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Szlak Parawanów i Gotowanej Kukurydzy dzień 3 .

Kołobrzeg - Dąbki (50,46 km)


Dzień zaczynam bardzo wcześnie – godzina 4:30. Budzą mnie niezmiennie mewy, tym razem wspomagane przez pęcherz. Wychodzę z hamaka i powoli zbieram się do wiaty nieopodal. W świetle wschodzącego słońca jem zupę pomidorową i popijam ciepłą herbatą. 


Godzina 5:16 – ruszam. Nogi są jeszcze zaspane, ale zaraz je rozruszam. W Ustroniu Morskim zatrzymuję się na krótkie zakupy i ruszam dalej spokojnym tempem. Nogi, a zwłaszcza stopy, zaczynają dawać o sobie znać – bolą tak, jakby ktoś je potraktował pałką. To chyba efekt wczorajszego długiego marszu przez miejskie chodniki Kołobrzegu.


Przy rzeczce Czerwona, która wpada bezpośrednio do Bałtyku, wybieram obejście mostem wgłąb lądu. Szlak prowadzi dalej przez kilka znanych miejsc: mijam latarnię morską w Gąskach, a potem molo w Chłopach. Za nim zbaczam z plaży na leśną ścieżkę rowerową – szukam trochę cienia i odpoczynku od ostrego słońca.


Do Mielna docieram wczesnym popołudniem. Zatrzymuję się tu na obiad i kolejne zakupy – plecak zaczyna być podejrzanie lekki, więc warto go nieco dociążyć zapasami.


Dalsza droga do Łazów to kombinacja marszu po plaży i ścieżkach leśnych. Krajobraz się zmienia, ale tempo zwalnia – zmęczenie zaczyna się kumulować. Za wioską decyduję się na relaks – półgodzinna kąpiel w Bałtyku to najlepszy sposób na orzeźwienie i rozluźnienie mięśni.


Po kąpieli wędruję dalej – odcinek do Dąbkowic ciągnie się powoli. Nogi już mocno odczuwają cały dzień marszu. Końcówka prowadzi ścieżką do Dąbek, gdzie rozbijam obóz. W tle słychać odgłosy życia kurortu – polowanie motocykli, samochody i muzykę. Koniec ciszy na dzisiaj ale nam wyjście - tym razem śpię ze stoperami w uszach.


#podroze #plaza #morzebaltyckie #baltyk

e9cdce42-12d6-4acf-bda7-b7de4358da63
96e9346c-7b56-4ae9-8028-2652311f1b23
2c82fef6-0d40-4d98-b839-f05e7cd1f4e2
6e626b75-187d-4903-8b71-9b7ab3657322

@zed123 ASICS FujiSpeed bo są plastikowe i nie utrzymują długo wody no i nie miałem wielkiego wyboru w szafce. Te okazały się ciut za twarde, amortyzacja lepsza by się przydała.

3f8aa421-5fc7-4f2c-a7de-2d02abaf8f11

@Z_buta_za_horyzont Hm.. Nie brakuje Ci usztywnienia kostki? Niby 10kg plecaka to nie dużo i pewnie 90% po płaskim/równym, ale widziałem na zdjęciach, że kamieniste fragmenty też były.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Szlak Parawanów i Gotowanej Kukurydzy dzień 2.


Pobierowo - Kołobrzeg 60km


Pobudka wcześnie, bo już o 4:45 – mewy skutecznie pełnią funkcję budzika, przekrzykując siebie nawzajem. Noc nie była najspokojniejsza – raz obudził mnie dźwięk pękającej gałęzi, innym razem komar lądujący prosto na policzku. Drugi dzień marszu zawsze jest najtrudniejszy – ciało jeszcze zmęczone, a psychika nie pomaga, szepcząc: „zostań, poleż jeszcze chwilę”.


Po szybkim śniadaniu – fasolka po bretońsku i ciepła herbata – zbieram swoje rzeczy i ruszam w stronę zejścia na plażę. Poranek żyje własnym rytmem – mijam biegaczy, spacerowiczów z psami, a także osoby z wykrywaczami metali krążące w poszukiwaniu "skarbów" ukrytych w piasku.


Szlak prowadzi przez znane punkty wybrzeża: masywny hotel Gołębiewski w Pobierowie, replikę krzyża z Giewontu w Pustkowie, ruiny kościoła w Trzęsaczu, a dalej latarnię morską w Niechorzu. Na śniadanie zatrzymuję się na szakszukę – solidna, sycąca porcja, która daje energię na dalszy marsz.


Przed zejściem na plażę przypominam sobie o kremie z filtrem – słońce zaczyna już grzać mocniej, a dzień zapowiada się upalnie. Na piasku w Pogorzelicy spotykam mężczyznę, który, pokazując kierunek mojej trasy, woła: „Na Hel idź! Na Hel!” – obaj zaczynamy się śmiać.


Przez kolejne kilometry nie spotykam nikogo. Tylko ja, morze, szum fal i piasek skrzypiący pod butami. Ten fragment dnia daje przestrzeń na oddech i złapanie rytmu.


Do Mrzeżyna docieram w samo południe – w największym upale. To dobry moment na odpoczynek i obiad: placek po węgiersku – duży i konkretny. Siadam, regeneruję się i cieszę się cieniem.


Powrót na plażę to zupełnie inna rzeczywistość. Plaża zamienia się w labirynt parawanów, a w tle słychać nawoływania: „Popcorn! Wata cukrowa! Kukurydza!”. Wrażenie zatłoczenia kontrastuje z wcześniejszym spokojem. Przedzieram się przez tłumy, kilka kilometrów dalej mijam plażę nudystów, a potem znów robi się luźniej.


Po kilku kolejnych kilometrach wchodzę do Kołobrzegu. Robię przerwę na pierogi w stołówce i szybkie zakupy. Marsz przez miasto daje się we znaki – asfalt, chodniki, hałas – wszystko dłuży się znacznie bardziej niż marsz po piasku. Docieram na deptak, a potem wzdłuż plaży zmierzam do wybranego miejsca na nocleg – tym razem planuję rozwiesić hamak i odpocząć, ile się da bo do świtu już niedaleko.


#podroze #plaza #morzebaltyckie #baltyk #hamak

1bd8e6f4-5264-4f65-ba37-372ea339773a
621f7817-3691-49d8-9eec-0ee99060cc06
bdce9024-42d3-47fd-bfe7-bc63138fce42
f2c87a9e-aa6d-4f9a-8ab8-0db5df5138f4

Zaloguj się aby komentować