@Shivaa Witam koleżankę z Wrocławia. Przejeżdżam czasem obok jazu opatowickiego na rowerze do roboty. Miła okolica, ale ostatnimi czasy mocno piździ, zwłaszcza z rana.
Widzę że od wczoraj nikt poza mną nie pedałował, co to za brak motywacji, hę??
Dziś trip połączony z wizytą w decathlonie, kupiłam sobie spodnie z pampersem i od razu było testowane, nie dość że d⁎⁎a czuje dobrze to jeszcze chronią lepiej przed zimnem niż 2 pary legginsów (z czego jedne ocieplane).
A problem z marznąca głową rozwiązałam kominiarką (wow odkrycie), na to kaptur i jest ideolo.
Jeśli miałabym wyobrazić sobie ostatnie chwile mojego życia, może miesiące, może dnie, nie wiem ile potrzebowałabym na pożegnanie się z życiem, na pewno nie za długo, ale tak no... na spokojnie, to widzę siebie leżącą w łóżku. Być może już nie chodzę, wymagam całodobowej opieki, już nic nie muszę, nawet się podetrzeć. Tak więc, leżę w szpitalu (a może i w domu), pielęgniarka podała przeciwbólowe, wiem że teraz nie muszę już myśleć o bólu, czekają mnie umysłowe rozkosze i bynajmniej nie chodzi o morfinę. Przy łóżku siedzi moja córka (a może wnuczka, kto wie), podaje mi moją ulubioną zieloną herbatę, z rureczką bo ręce trochę się telepią. Nie ma pośpiechu, wiem że mamy jeszcze czas. Przyniosła ze sobą książkę, wiem że moją ostatnią, dlatego idealną, spokojną, romantyczną, pełną duchów i przyjaznych postaci. Jest też morderstwo. Musi być, bo inaczej byłoby nudno. Szczególnie, że jego tajemnica trwa od 100 lat! Mam słabość do historii które łączą różne punkty na rozciągniętej osi czasu, dlatego proszę o nie przerywanie czytania. Wraz z końcem powieści czuję się ukontentowana, mogę odejść razem z duchami, uprzednio jednak muszę wrzucić posta na bookmeter bo obiecałam że będę xd
Mam nieco mieszane uczucia co do tej książki. Pierwsze strony, rozdziały bardzo mnie wciągnęły i niesamowicie spodobał mi się styl pisania autorki, błyskotliwość, dowcip i na prawdę dobry warsztat. Początkowo fabuła zapowiadała na prawdę dobrą książkę. Niestety już mniej więcej w połowie moja ciekawość malała, choć dalej czytało się dobrze.
Zakończenie takie sobie.
W skrócie; prywatny detektyw rozwiązuje zagadkowe zbrodnie z przeszłości, walcząc z własnymi problemami osobistymi.
Wystroiłam się jak islamski najemnik a i tak głowa i d⁎⁎a zmarzła. Prócz tego było całkiem nieźle jak na zimową trasę, myślę że będę śmigać częściej w takich warunkach pogodowych 💪
@Shivaa Ja też ostatnio wystrojony, jak talib do napadu na wioskę, a tym rowerem mogłem najwyżej gołębie rozjeżdżać. XD i się zagrzałem tylko, bo jednak było cieplej niż zakładałem xD
Pierwsza książka z dużego zestawu książek w podobnym klimacie które ostatnio zamówiłam. Mam nadzieję że była z nich najsłabsza :/
W skrócie; główna bohaterka trafia do szpitala psychiatrycznego z powodu ciężkiej depresji, ale szybko się z niego wymeldowuje wierząc że ktoś próbuje ją zabić. W tle przeplatają się kolejne rozdziały książki której jest autorką, które niemalże wiernie opisują pewną tajemniczą zbrodnię.
Bohaterka ćpa, molestuje wszystkich wokół i ma różne dziwne fazy.
Ocena aż 3 bo w drugiej połowie zaczęło mnie intrygować co za debilny finisz dla tej książki wymyśliła autorka.
Ogółem nie polecam, chyba że masz do wyboru książkę lub patrzenie jak farba schnie/trawa rośnie
@Shivaa dziś akurat kurki nieodwiedzone, pojechałem bardziej w stronę lasu Rędzińskiego, pogoda się super nam dziś trafiła, idealna na rozpoczęcie sezonu. Ale tak ogólnie to często jeżdżę też tą trasą z Twoich zdjęć
@Shivaa Też wczoraj zrobiłem 10. Zanim puryści mnie zbesztają uprzedzę, że bateria pozostała wyłączona cały odcinek więc jechałem jak prawdziwy facet XD
@Shivaa Chciałem, wypróbowałem. Okazuje się, że u mnie jest zbyt płasko na takie rowerki. Jadąc ok 24-26kmh praktycznie jedziemy bez wspomagania, a trzymanie okolic 30 jest bardzo męczące bo ciągniemy 20kg zamiast 11-12kg, nie na moje obecne warunki. Nie spodziewałem się ile to ma "pary" na podjazdach. Przekładnie + kaseta robią swoje.
W sumie rzuciłam w zeszłym tygodniu pod wpływem impulsu, miało być na wiosnę, ale trochę było zawirowań które finalnie wyszły mi na dobre.
Nie wie jak podstępny potrafi być umysł w stosunku do jego użytkownika kto nie rzucał palenia. Tudzież innego nałogu. Walka z samym sobą zdecydowanie należy do najtrudniejszych ale najlepiej wzmacnia wewnętrzną siłę. Pałlo Koelo.
Ważne że coś ruszone, pierwsza traska w tym roku i na nowym rowerze. Startem sezonu bym tego nie nazwała, ale na pewno przy krótszych trasach zamieniam auto na rower (jak nie będzie padało)
Muszę dokupić parę akcesoriów do roweru i wymienić to koszmarne siodełko
Brak zdjęcia z trasy to wrzucę pojazd tuż przed rozdziewiczeniem
Autor: Anna Bikont, Marek Dębicki ,Krzysztof Fijałek, Piotr Głuchowski, Magdalena Grochowska, Jacek Hugo-Bader, Jarosław Kopeć, Irena Linkiewicz, Irena Morawska, Lidia Ostałowska, Paweł Smoleński, Kamila Sypniewska, Joanna Szczęsna, Wojciech Tochman
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: książka papierowa
ISBN: 8371808771
Liczba stron: 240
Ocena: 7/10
Mimo tego ile przeczytałam reportaży w ostatnim czasie, okazuje się że wciąż są takie które potrafią zaskoczyć, wzbudzić emocje i dać się zapamiętać. Choć nie każda historia mnie wciągnęła, to uważam że ten zbiór reportaży jest bardzo dobry i na swój sposób oryginalny. Polecam
Zanim zaczęłam czytać książkę byłam trochę uprzedzona do autora po przeczytaniu 'Ślepnąc od świateł' która wydała mi się trochę infantylna i pod pewnymi względami mocno naciągana.
Po pierwszych stronach okazało się że byłam w błędzie! Autor zrobił niesamowite postępy w sztuce opowiadania historii i czuć to było od pierwszych stron do samego końca.
Co prawda wciąż nie jestem fanką jego sposobu przedstawiania świata gdzie niemal każdy jest słabym, ćpającym patusem, wszędzie jest zło i gangsterskie układy, do tego główny bohater robi bardzo dużo aby nie dać się polubić. Ale to są raczej moje czytelnicze preferencje.
Sama historia wkręciła mnie bardzo, mimo że książka była chyba trochę zbyt długa i miejscami nudząca.
W każdym razie bawiłam się dobrze, a ostatnie rozdziały połknęłam na raz. Zakończenie było zaskakujące i nie banalne
A jak odczucia emocjonalne? Ja czytajac Zulczyka zawszw jestem 'chory' od tego syfu ktory kreuje, jego powiesci sa ciezkie, geste i w sumie przygnebiajace, czuc te gowno i beznadzieje.
Jestem po pierwszym odcinku serialu na podstawie tej powiesci i hmmm. Glowny bohater raczej marnie zagrany, dzwiek tradycyjnie ch⁎⁎⁎wy, niektore fragmenty dialogow ciezko zrozumiec, ale swiat przedstawiony i klimat... Chyba udalo im sie odwzorowac tak jak bym sobie tego zyczyl :)
@hesuss jeśli główny bohater marnie zagrany to znaczy że tak jak trzeba 😅
Ale co do całokształtu to mam podobne odczucia jak ty, wszystko jest za głęboko utopione w rynsztoku, każdy musi być patologicznym zjebem z najpodlejszego środowiska, i to mam do zarzucenia autorowi. Brakuje w tym trochę normalności dla przeciwwagi
Nie zawiodłam się, jak zwykle ciekawe przedstawienie brutalnej rzeczywistości, którą najchętniej wyparli byśmy ze świadomości. Książka pełna bólu i poczucia że lepszy świat nie istnieje.
Na drobny minus dla mnie, niektóre z historii były mi znane z innego zbioru reportaży.
Tytuł: Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym
Autor: Jennie Dielemans
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: książka papierowa
ISBN: 9788375362558
Liczba stron: 232
Ocena: 7/10
Książka trafiła do mnie dość przypadkowo i tak wyszło że zaczęłam ją czytać 2 dni po urlopie co dodatkowo wzmocniło jej odbiór.
Czas urlopu zazwyczaj upływa na beztrosce, konsumpcji, płaceniu za rozmaite usługi które oferują nam 'tubylcy'. Może i mamy świadomość zanieczyszczenia środowiska czy tego że regionalne stroje i zwyczaje są mocno naciągnięte... pod nas, bo tego oczekujemy, za to chcemy płacić. Mimo że czasem rozsądek podpowiada coś innego, czujemy że to co dostajemy jest komercyjne, nie prawdziwe.
Ile razy przechadzając się na straganach w pobliżu polskich plaż czułam irytację chcąc kupić coś 'stąd' a dostawałam chiński produkt, który mogę kupić zarówno w Darłówku jak i w Zakopanem.
Książka opisuje przemysł turystyczny sprzed prawie 20stu lat, ale nie mija się z dzisiejszą rzeczywistością, wręcz jest taka sama ale kilkukrotnie mniej rozbudowana niż dziś.
Książka nie zniechęciła mnie do podróżowania, ale podniosła świadomość o moim wpływie na miejsca które odwiedzam
@Shivaa będąc w tamtym roku w Kenii pojechałem do "wioski Masajów". Byłem całkowicie świadomy, że to pułapka na turystów ale stwierdziłem że trudno, przeboleje te 25 dolarów. Wszyscy Ci Masajowie (nie tylko w tej wiosce) bardzo lubowali się w bransoletkach/wisiorkach/kolczykach z koralików. Coś co mogłaby w Polsce zrobić 10 latka z zestawu z Temu i żelazka - plastikowe koraliki ułożone we wzór flagi lub jakiś napis.
Pytałem przewodnika jak się ozdabiali zanim dotarły tu plastikowe koraliki to powiedział że jeździ tam od 20 lat i już wtedy śmigali w tych plastikowych paciorkach.
No i do tego ze względu na to jaka bieda tam panuje to na każdym kroku wokół białego turysty zbiegało się pełno handlarzy badziewiem wszelakim. Koraliki, magnesy, breloczki, chusty... Kup cokolwiek bogaty turysto.
Byłem też w manufakturze figurek rzeźbionych z drewna w Mombasie. Często w Egipcie/Turcji/Tunezji piloci wycieczek ciągną do takich "fabryk" czegoś - papirusa, ubrań ze skóry itp. które były po prostu sklepami. Ale tutaj pierwszy raz widziałem, że to rzeczywiście miejsce pracy wielu ludzi - kilkanaście baraków w których siedzą i rzeźbią figurki. Oczywiście wszystko do kupienia dla turystów.
@Vakarian takie ręcznie robione figurki to jedna z tych rzeczy które faktycznie są warte zainteresowania, ciekawe jak ceny i kto jest właścicielem tych fabryk (czy większość kasy nie leci do bogatego Niemca czy jednak zostaje dla regionu)
@Shivaa z tego co nam opowiadał przewodnik to są ludzie z jednego plemienia które się specializowało w rękodziele. Założyli sobie taką spółdzielnie pracy. Każdy z tych pracowników miał przy stanowisku swój numer i w sklepie każdy produkt miał numer swojego wytwórcy. Ponoć 80% kasy dla niego, 20% na utrzymanie tego miejsca.
Ceny nie były bardzo niskie, ale parę rzeczy kupiłem właśnie se względu na to jak to tam było zorganizowane i że dla odmiany nikt nikogo nachlie nie nagabywał :D
'Bóg zapłać' to zdecydowanie jeden z lepszych reportaży jakie dane mi było czytać w ostatnim czasie. Książka która gra na emocjach i zostawia po sobie ślad na duszy.
Jest to zbiór reportaży wcale nie tak różnych od siebie, bo każdy z nich traktuje o ludziach, którym inni ludzie zgotowali ten los. Czy zawsze kościół jest tu źródłem zła? Niekoniecznie, choć większość historii czerpie z niego inspirację.
Czytając tą książkę moje myśli kierowały się nie tylko ku 'ofiarom', ale również ku 'oprawcom', chodź raczej nie takie było założenie autora.
Wróciłam myślami do niedawno przeczytanego reportażu o Jeffreyu Dahmerze, w którym autor miał irytującą tendencję do swoich prywatnych wstawek o tym co na dany temat myśli. Jeden z jego komentarzy został mi w głowie bo z całą pewnością gdyby to moje dziecko Jeffrey zgwałcił, zamordował, pożywił się jego mózgiem a genitalia wyciął i włożył do formaliny to z całą pewnością nie byłabym w stanie powstrzymać się aby zrobić Jeffreyowi to samo.
Ale. Czytanie o cudzych tragediach pozwala na spojrzenie na temat z szerszej perspektywy, dzięki braku cierpienia, które jak każda emocja zaburza racjonalne myślenie.
To co wzbudziło moje refleksje to 'druga strona medalu', nie chęć wybielania nikogo, ale historie często niewypowiedziane, pomijane. Bo zło nie kiełkuje w dzieciach kochanych, uczonych szacunku i zdrowych, którym życie dawało zarówno nauczki jak i oparcie.
Chyba zapędziłam się za daleko w rozkminach które bezpośrednio książki nie dotyczą... ale to jednak ta lektura sprawiła że zanurzyłam się w rozmyślaniach nie codziennych i dalszych niż widzi to bezrefleksyjne oko.
@Shivaa Tej nie czytałem, ale znam Tochmana z innych publikacji. Jest mistrzem w dotykaniu człowieczeństwa, sfery emocji, doświadczeń z wręcz niewyobrażalnym okrucieństwem w tle (jego książka np o Rwandzie), a zarazem pisaniu w "spokoju". Bez wykrzykników i zbędnych słów.
Tytuł: Narodziny wszystkiego. Nowa historia ludzkości
Autor: David Graeber, David Wengrow
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Format: książka papierowa
ISBN: 9788382027099
Liczba stron: 672
Ocena: 7/10
Po lekturze 'Dlaczego koty boją się ogórków' wzięło mnie na tematykę mniej lub bardziej odległej historii naszego świata oraz historii człowieka, choć w tym przypadku jest to (bardzo dogłębna!) historia tworzenia się społeczeństw oraz formowania interakcji wewnątrz zarówno małych jak i wielkich grup.
Jest to zaskakująca i porządnie napisana książka, możecie być pewni że wydając na nią pieniądze staniecie się bogatsi o wartościową wiedzę