306 + 1 = 307
Tytuł: Podwójne Życie Weroniki
Rok produkcji: 1991
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Krzysztof Kieślowski
Czas trwania: 98 minut
Ocena: 7/10
Pan Owcen mi wylosował hejtowyzwanie w postaci obejrzenia 5 filmów z różnych krajów. W sumie nie było to wyzwanie ciężkie, bo wymagało ode mnie jedynie lekkiego przesortowania zaplanowanych seansów. Obejrzałem już wszystko, ale czasu i weny na pisanie recenzji jakoś do tej pory zabrakło. W końcu, parę godzin przed deadlinem się zabieram.
1/5: Kraje pochodzenia - Polska/Francja:
Na pierwszy ogień wrzucam zatem krótką recenzję filmu mocno poleconego przez usera @Mahjong. Podwójne Życie Weroniki chyba nie trafiło do mnie tak mocno jak do mojego poprzednika, ale cały czas uważam go za dobry film, i ciekawe doświadczenie. Strona techniczna, muzyka, ale też urok i autentyczność odgrywającej dwie główne role Irène Jacob z całą pewnością czynią ten film czymś wartym obejrzenia.
Być może problemem są tutaj moje wąskie horyzonty, ale największym zarzutem jaki mam jest odczucie niekompletności. Film pięknie buduje wizję dwóch równoległych żywotów dwóch praktycznie obcych sobie postaci, ale gdy przychodzi moment, aby obrać jakiś kierunek, film bezceremonialnie się kończy. Sama koncepcja żywotów równoległych nie jest czymś nowym (np. prawie 2000 lat temu Plutarch napisał serię 23 biografii pod dokładnie takim tytułem), i moim zdaniem to za mało, aby zbudować na tym cały film. Chyba lepiej bym odebrał utwór, gdyby żywoty równoległe były środkiem do zbudowania jakiejś szerszej narracji, a nie celem samym w sobie.
Sam nie wiem - albo ja przeoczyłem kluczowy wątek lub zamysł, albo Kieślowskiemu zależało na pozostawieniu widzowi maksymalnie szerokiej możliwości interpretacji, tak czy siak - moim zdaniem, zbytnie otwarcie przestrzeni interpretacji powoduje, że przekaz kompletnie się rozpływa, i traci na znaczeniu.
TL;DR: Bardzo ładny film, świetna muzyka, ale autor nie umiał lub nie chciał obrać kierunku.
#filmmeter #zimowewyzwania #filmy






















