Zdjęcie w tle

George_Stark

Gruba ryba
  • 746wpisy
  • 3813komentarzy

414 + 1 = 415


Tytuł: Ucieczka z Chinatown

Autor: Charles Yu

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10


#bookmeter


Jesteście tutaj, niby w tym kraju nowych możliwości, ale jakimś cudem wciąż tkwicie uwięzieni w atrapie swojej dawnej ojczyzny.


Ponieważ jakiś czas temu przeczytałem Yellowface pani Kuang, mogę w związku z tym faktem uchodzić za eksperta w sprawach chińskiej mniejszości w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. I z takim właśnie podejściem zabrałem się za Ucieczkę z Chinatown pana Charlesa Yu.


Nie to, to wyżej to taki mi się napisało tylko, bo ten temat nie jest mi w żaden sposób bliski. Choć, jeśli historia opowiedziana jest w sposób zajmujący to w zasadzie o wszystkim chętnie przeczytam. Tym bardziej, jeśli w treści potrafię znaleźć elementy, które w jakiś sposób są mi bliskie. Z którymi mogę się utożsamić albo po prostu są dla mnie interesujące. Jak się okazało w Ucieczce z Chinatown pan Yu spełnił wszystkie powyższe warunki.


Zaczęło się wcale nie tak różowo. Nie jestem fanem eksperymentów z formą. Być może nauczony doświadczeniem, że kiedy autorzy takie eksperymenty rozpoczynają, to gdzieś im tam gubi się treść (tutaj tradycyjne ukłony w stronę mojego ulubionego noblisty, pana José Saramago). I to było pierwsze zaskoczenie, bo wprowadzenie do powieści elementów scenariusza filmowego (albo, może tak będzie bliżej, do scenariusza filmowego elementów powieści) dało zaskakująco dla mnie pozytywny efekt. Książka jest niesamowicie dynamiczna, jak „azjatycki” film o kung-fu. „Azjatycki”, bo jednak hollywoodzkiej produkcji.


W tym wszystkim pan Yu nie zapomniał o treści. A ta treść, przedstawia życie Typowego Azjaty (Numer Jeden, albo Numer Dwa) jako rolę w filmie. W filmie, gdzie wszystko ma swoje miejsce i jeśli masz azjatyckie rysy twarzy, to zawsze będziesz Tym Azjatą. Najwyższym poziomem w życiu jaki możesz osiągnąć, nieważne jak będziesz sprawdzał się na innych polach, nieważne jakie uniwersytety i z jakim wynikiem skończysz, jest zostanie Gościem od Kung-Fu. Co zresztą jest twoim marzeniem. Jakie masz inne wyjście? Możesz zostać jeszcze kucharzem. Jak Typowy Azjata.


Ta książka to zgrabna, wciągająca opowieść o klasowości, o nowoczesnych „kastach” występujących w wielokulturowych społeczeństwach związanych z pochodzeniem. O uprzywilejowaniu jednych kast i pokrzywdzeniu innych. I o niemożności odnalezienia się, nawet wewnątrz swojej kasty. To też opowieść o gubiących nas nadmiernych ambicjach i „tradycyjnym” sposobie patrzenia na rzeczywistość. I o ucieczce z tego wszystkiego. Albo zaplanowanej, wyprawowanej, takiej do której się sukcesywnie dąży i czasami się nawet udaje, albo rozpaczliwiej, która jest wynikiem duszenia się, bezsilności, miotania się i następującej po nich rozpaczy. I kończącej się jednak źle.


W czasie lektury rozdziału SPRAWA ZAGINIONEGO AZJATY miałem mocne skojarzenie z Procesm pana Kafki. Ja tej książki, Procesu, nie lubię. Nie odpowiada mi to, co według opinii tych, którzy mają inne o niej zadanie niż moje stanowi o jej sile: jej klimat. Podoba mi się natomiast sam pomysł na postawienie bohatera w stan oskarżenia wbrew logice i w zasadzie bez powodu. Tak, w Ucieczce z Chinatown ten powód niby jest, ale jest tak absurdalny (a sam proces jeszcze bardziej), że chyba to jest jeszcze straszniejsze niż samo oskarżenie nie wiadomo o co, jak u pana Kafki.


To książka którą czyta się szybko i, choć dotyczy kultury z którą mam mało wspólnego i dzieje się na drugim końcu świata to wiele elementów było mi bliskie i znajome. Zastanawiam się teraz czy to dowód na globalizację, czy też może na to, że ludzie mają ze sobą z jakiegoś powodu wiele wspólnego: pragnienia, lęki, sposoby działania, organizację swoich społeczności. Niezależnie od kultury i wychowania.

36f12ac5-257c-4e3c-be6e-d1aa057b4a34

Zaloguj się aby komentować

413 + 1 = 414


Tytuł: Gruby

Autor: Michał Michalski

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 5/10


#bookmeter


Gdy wróciłem z obozu, ojciec na mój widok tylko uśmiechnął się pod wąsem. Cieszy mnie to, ale poza tym uśmiechem nic nie powiedział. Trochę szkoda, ale to i tak więcej, niż się spodziewałem.


Tak mi ta książka wyskoczyła w katalogu Legimi i pomyślałem sobie: „a sprawdzę co tam we współczesnej rodzimej literaturze słychać” i potraktowałem ją jako próbkę „reprezentacyjną”, bo przecież tak jakby sama mi się wylosowała.


No i co dostałem? Ano historię o dwunastolatku, tytułowym Grubym (nazywanym też Bułą), który wraca z obozu paramilitarnego, na który wysłała go babcia (przy okazji przeznaczając na ten wyjazd wszystkie jego, to znaczy Grubego, oszczędności). Z obozu Gruby wraca odmieniony. Przynajmniej fizycznie. Bo jeśli nawet da się schudnąć, to zmienić się jest trudniej. Tym bardziej, że metody wojskowe nie są chyba najlepszą drogą do wprowadzenia zmian w życiu kogokolwiek, a już zupełnie w życiu dwunastolatka. W dodatku dwunastolatka zagubionego, odrzuconego i pozostawionego zupełnie bez wsparcia, nawet ze strony najbliższych. Czyli po obozie, który miał Bułę zmienić, Buła wraca taki sam, choć chudszy. Ale i to nie potrwa długo, bo przecież receptą na problemy jest „dobrze pokeczupiona zapiekanka” ze szkolnego sklepiku, prowadzonego przez panią, która jest jedną z dwóch (a później trzech) „bliskich” mu osób. Choć gdyby ta trzecia znajomość się nie pojawiła, to może byłoby lepiej?


Historia opowiedziana jest w formie wspomnień grubego, który, wychowany w takim a nie innym środowisku operuje językiem, jakim operuje. Ten język jest wulgarny, ale pasuje do opowiadanej historii i nawet buduje klimat opowieści. Choć to opowieść w zasadzie o niczym. Bo niby jest fabularny wzrost postaci a później upadek, ale ta krzywa charakteru Grubego jakaś taka płaska. I może celem autora było oddanie nastroju małego miasteczka w latach dziewięćdziesiątych, i jeśli tak, to w zasadzie mu się udało, tylko pytanie: po co? Brak tej historii nawet nie tyle rozmachu, co w ogóle jakiejś głębszej treści. Bo Gruby, którego dostajemy od pana Michalskiego, to, takt, opowieść spójna, fakt, wiarygodna, ale ani w niej nic specjalnego (w żadnej warstwie), ani odkrywczego, ani zachwycającego. Jest zgrabnie, jest jak powinno być. Jest po prostu poprawnie.


Nie mam po lekturze poczucia straconego czasu, bo czytało się to mimo wszystko przyjemnie (i szybko, bo jest krótka). Ale skończyłem tę książkę kilka dni temu, a już wiele rzeczy mi z niej uleciało. Czyli, gdybym jej wcale nie przeczytał, to pewnie niewielka byłaby różnica w moim czytelniczym życiu. Albo może nawet i nie byłoby żadnej różnicy?


No i tak to sprawdziłem co w we współczesnej rodzimej literaturze słychać i wracam chyba do klasycznych powieści gdzieś z początku XIX wieku.

5764244c-02f3-479b-a767-db1b03abd68d

Zaloguj się aby komentować

Wracając do nurtu poezji świnskiej, bawiąc się w świetną zabawę dosłownego traktowania przysłów oraz starając się, wzorem pana Tuwima, autora utworu di proposta , zastosować w moim wytworze klamrę kompozycyjną, przystępuję oto do XXIII edycji konkursu #nasonety w naszej wspaniałej kawiarni #zafirewallem :


***


O hodowcy, któremu ktoś kiedyś podłożył świnię


Ktoś kiedyś podobno podłożył mu świnię.

Malutkiego prosiaczka ten ktoś miał mu przynieść.

Być może przypadek, lecz człek ten wiekowy

hodował już przecież indyki i krowy.


I ponoć ten prosiak to puścił doń oko

i tym go zachwycił, i w ten sposób oto,

choć mówią, że skłaniał się raczej ku owcom,

to świń postanowił zostać hodowcą.


Dokupił maciorę, dorodna to świnka,

i był kompletna już świńska rodzinka.

Lecz żeby swe stadko szybciej powiększyć

wymyślił, że rozpłód ma być wydajniejszy.


Na targu wykupił co dało się tylko

i harem mu stworzył, lecz wersję świńską,

i w taki to sposób ten prosiaczek młody

knurem się musiał stać rozpłodowym.


Trudy zadania prosiaczek wytrzymał,

hodowcy zaś żal było mu młode zarzynać

i teraz sam chodzi podkładać on świnie

innym hodowcom po calutkiej gminie.


***


#poezja

#tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

No dobrze, moi Drodzy!


To znaczy dobrze dla Was, bo do mnie jednak mniej dobrze. Wena mnie poniosła i niestety zdarzyło mi się wygrać, a teraz muszę przełknąć tę gorycz zwycięstwa i wywiązać się z kawiarnianych obowiązków otwierając XXIV edycję konkursu #nasonety w naszej wspaniałej kawiarni #zafirewallem !


W pewnym momencie uświadomiłem sobie (ponieważ kolega @moderacja_sie_nie_myje podał zasady oceniania ogłaszając konkurs – ja tego nie zrobię) że zagraża mi to zwycięstwo i zapobiegawczo wówczas zacząłem szukać już jakiegoś zgrabnego utworu, bo z czasem u mnie bywa ostatnio różnie. Doznałem w tych poszukiwaniach jakiegoś oświecenia, a oświecenie to wprawiło mnie w zdumienie, bo oto dotarło do mnie nagle, że nie układaliśmy jeszcze nigdy naszych wytworów do tekstu autorstwa pana Juliana Tuwima, który w dużym stopniu (choć bezwiednie) przyczynił się do tego, że bawimy się tutaj tak, jak się bawimy. A mam nadzieję, że bawimy się tutaj dobrze.


Pan Tuwim sonetów nie pisał (a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo – jeśli się mylę, proszę mnie poprawić), znalazłem wobec tego inny jego utwór. Utwór niesamowicie zgrabny, dowcipny, ale i skłaniający być może do refleksji. Utwór, który bardzo lubię i utwór do którego, taką mam nadzieję, będzie nam się dość łatwo układać. A utwór ten poniżej:


***


Julian Tuwim

Karta z dziejów ludzkości


Spotkali się w święto o piątej przed kinem

miejscowa idiotka z tutejszym kretynem.

Tutejsza idiotko — rzekł kretyn miejscowy

czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy?

Miejscowa kretynka odrzekła: — Z ochotą,

Albowiem cię kocham, tutejszy idioto.

Więc kretyn miejscowy uśmiechnął się słodko

i poszedł do kina z tutejszą idiotką.

Na miłym macaniu spłynęła godzinka

i była szczęśliwa miejscowa kretynka.

Aż wreszcie szepnęła: — Kretynie tutejszy!

Ten film, mam wrażenie, jest coraz nudniejszy.

Więc poszli na sznycel, na melbę, na winko,

miejscowy idiota z tutejszą kretynką.

Następnie się zwarli w uścisku zmysłowym

Tutejsza idiotka z kretynem miejscowym.

W ten sposób dorobią się córki i syna:

idioty, idiotki, kretynki, kretyna,

By znowu się mogli spotykać przed kinem

tutejsza idiotka z miejscowym kretynem.


***


Zanim przejdę do kwestii formalnych, chciałbym jeszcze Państwa uwadze polecić (nie mógłbym się przecież przed tym powstrzymać) wspaniałą muzyczną interpretację powyższego tekstu w wykonaniu pana Grzegorza Turnaua . Znam jeszcze wersję pani Krystyny Sienkiewicz i pana Wojciecha Poko ry, jednak ta wersja podoba mi się mniej. Gwoli przyzwoitości linkuję ją jednak również.


***


A teraz rzeczone już kwestie formalne:


Sonet, jako gatunek o ściśle określonej budowie, zawiera czternaście wersów. Utwór di proposta autorstwa pana Tuwima zawiera natomiast tych wersów dwadzieścia. Czyli za dużo. Żeby zbytnio Was nie nadwyrężać, zadanie konkursowe obejmuje tylko pierwszych czternaście wersów. Wiem, że niektórzy z Was mają problemy z liczeniem, więc, żeby ułatwić im zadanie, słowa, do których w ramach konkursu będziemy rymować, pozwoliłem sobie pogrubić.


Jednakowoż (choć jeszcze nie wiem jak będę tę edycję oceniał) postanowiłem ustanowić w tej edycji złotą kartę (albo jokera, jeśli ktoś woli). Otrzyma ją osoba, która jako pierwsza ułoży wiersz di risposta obejmujący całe dwadzieścia wersów oraz każdego idiotę/idiotkę i kretynkę/kretyna zastąpi tym samym rymującym się słowem w odpowiedniej odmianie, takiej jaka jest w oryginale. Jeśli drugi z warunków nie zostanie spełniony (nie wiem czy to w ogóle możliwe, nie sprawdzałem), wówczas złotą kartę (albo jokera, jeśli ktoś woli) otrzyma osoba, która jako pierwsza spełni tylko warunek pierwszy. Co daje ta złota karta (albo joker, jeśli ktoś woli)? Ano, jej (albo jego, jeśli ktoś woli) zdobywca (albo zdobywczyni) dostanie ode mnie tyle punktów (dodatnich lub ujemnych), że wygra tę edycję (jeśli będzie sobie tego życzył) albo na pewno jej nie wygra (jeśli nie będzie tego sobie życzył).


Ze względu na moje dość ograniczone możliwości czasowe, ta edycja będzie krótsza. Będzie trwała do piątku, 17 maja 2024, do godziny 12.00. Tak, żebym na pewno zdążył napisać podsumowanie w piątek i nie blokował startu kolejnej edycji konkursu.


Tyle chyba na początek ode mnie.


Weny życzę i wyśmienitej zabawy!

@George_Stark to ja tak dla formalności - pan Tuwim sonety pisał. Znam jeden jego własny i jedno tłumaczenie z Rimbauda, pewnie jest ich więcej.

Zaloguj się aby komentować

406 + 1 = 407


Tytuł: Hanka. Opowieść o awansie

Autor: Maciej Jakubowiak

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10


#bookmeter


Długo myślałem, że nie mam nic do opowiedzenia. Ani moje dzieciństwo na osiedlu z bloków z wielkiej płyty, ani sportowa nostalgia Hanki, ani wojenne historie Albiny nie pasowały mi do tego, co znałem ze szkoły i z książek.


[…] tymczasem okazało się, że najciekawsza historia, jaką mam do opowiedzenia, to ta o Hance i Albinie. I kto tu jest nikim?


Te dwa cytaty, pierwszy z końcówki, a drugi z początku książki, mówią o niej wiele. Bo autor, pan Jakubowiak, zdecydował się opowiedzieć czytelnikowi o swojej matce. Problem w tym, co sam przyznaje w pierwszym rozdziale, że jego matka była nikim. To taka pani, którą widuje się w sklepie, mówi się jej „dzień dobry”, zna się ją z widzenia, ale w zasadzie nic nie da się o niej powiedzieć. W zasadzie, jeśli ktoś mieszkał na Górnym Śląsku, to mógł nawet dokładnie tę kobietę spotkać kiedyś w przychodni, usiąść obok niej w autobusie albo minąć na chodniku. Takich „spotkań” funkcjonująca w jakiś sposób w społeczeństwie osoba co dzień przeżywa setki, jeśli nie tysiące i w zasadzie żadnego z nich nie pamięta. A może właśnie obok Ciebie siedziała przed chwilą bohaterka książki?


Jednym z tych wielkich, którzy zauważyli, że najtrudniej jest pisać o zwykłym życiu, o szarej codzienności (a przy tym i o zwykłych, szarych ludziach) był pan Umberto Eco. Bo rzeczywiście, jeśli autor nie za bardzo ma co przedstawić – kogo interesuje czytanie o normalności, kiedy dwa regały dalej jest świat do uratowania? – to albo musi nadrabiać umiejętnościami narracyjnymi, albo te szczątki historii, te anegdoty wręcz, bo Hanka to nie jest spójna fabuła, musi rozgrzebać do granic możliwości, spojrzeć na nie pod różnymi kątami, a i jeszcze jakoś jedne z drugimi powiązać. Panu Jakubiakowi obie te rzeczy udały się świetnie. Pewnie ze względu na materiał, jakim dysponował wybrał formę esejów (lubię), językiem, jako człowiek profesjonalnie zajmujący się literaturą i językiem, operował świetnie (lubię jeszcze bardziej), a na dodatek tę Hankę, swoją matkę, nikogo w sumie potrafił przedstawić w niezwykle barwny i interesujący sposób. Głównie przez to, że to był świetny portret żywego człowieka – a to to już uwielbiam.


Książka opowiada w zasadzie nie tylko o tej tytułowej Hance, matce autora, ale też o Albinie, jego babci, a przede wszystkim o nim samym. Tak ją właśnie odebrałem – trochę jako próbę zrozumienia (albo poszukania) siebie spoglądając przez pryzmat swoich przodków. I niby autor kilka razy w treści książki wspomina o rosnącym w siłę nurcie we współczesnej polskiej literaturze „historii ludowej”, o tych wszystkich Chłopkach pani Kuciel-Frydryszak (nie czytałem), Służących tej samej autorki (też nie czytałem) czy (tego akurat nie wspomina, ale czytałem i zaliczyłbym chyba do tego nurtu) Nic się nie działo pana Markiewy, to mnie przede wszystkim Hanka przypominała trzy inne książki, które zaliczyłbym do dwóch różnych kategorii. Po pierwsze przypominała mi Pokolenie '89. Młodzi o polskiej transformacji pana Jakuba Sawulskiego, bo liczba tekstów źródłowych, odwoływanie się do badań i aktów prawnych, którymi autor budował tło pozwala uzyskać jakiś obraz transformacji ustrojowej w Polsce. Dla mnie ten obraz jest o tyle bliższy niż ten przedstawiony przez pana Sawulskiego, że jest dużo bardziej plastyczny. Opowiedziany za pomocą bohaterów, a nie faktów. Może mniej przekrojowo, może mniej kompleksowo, może anegdotycznie i z pewnym nawet zafałszowaniem obrazu, ale ja tak wolę. Kolejnymi dwoma tytułami, z zupełnie innej kategorii są książki Rzeczy, których nie wyrzuciłem pana Marcina Wichy i Bezmatek pani Miry Marcinów. Czyli po prostu opowieści o matce.


Co mnie w tej książce uderzyło i co z niej zapamiętam? Po pierwsze to, czym dla Hani była praca, czym w ogóle praca jest dla ludzi w jej pokoleniu. A może nie tylko jej pokoleniu? To temat, który mam w głowie gdzieś od dłuższego czasu, pamiętam, ze w którymś z esejów zebranych w tomie Po piśmie pisał też o tym pan Jacek Dukaj. Chodzi o to, że na pytanie „kim jesteś?” często automatycznie odpowiadamy podając swój zawód: „jestem inżynierem”, „jestem piekarzem”. Tak samo było ze sportretowaną w książce Hanką. Tak jakby praca nadawała jej życiu jakiś rytm (albo może nawet sens?), a kiedy przeszła na emeryturę, kiedy praca się skończyła, to skończyła się również Hanka (nie dam głowy, czy autor nie ujął tego w taki właśnie sposób, ale tak mi się wydaje). Zwróciło to moją uwagę, bo sam potrafiłbym kilka takich przykładów podać, niekoniecznie literackich.


Drugą natomiast rzeczą, którą zapamiętam, jest to, jak wiele autor przypuszczał, zakładał czy odtwarzał. Nie jest to zarzut dotyczący konfabulacji, bo w wielu miejscach zaznacza, że są to jego domysły. Bardziej zmroził mnie wniosek dotyczący tego, jak daleko od siebie żyjemy, jak mało o sobie wiemy i jak mało ze sobą rozmawiamy. Bo jeśli tak trudno jest odtworzyć historię własnej matki, przynajmniej tę sprzed własnego nawet nie narodzenia, ale pojawienia się trwałej pamięci, to albo ona o tym nie za bardzo opowiadała (dlaczego?), albo nie za bardzo się ją o to pytało (dlaczego?).


***


Pisałem gdzieś tam wyżej, że autor świetnie operuje językiem. Doskonałym na to przykładem może być monolog Albiny z Rozdziału trzeciego, w którym uprawia się sporty (w ogóle samo tytułowanie rozdziałów jest w tej książce świetne) składający się na w zasadzie cały podrozdział Przeprowadzka. To jedno długie, ciągnące się przez kilka stron zdanie, tak wspaniale pozwala wczuć się cały wachlarz emocji i racji Albiny, które być może przeżywała i rozważała podejmując taką a nie inną decyzję, to zdanie jest po prostu wspaniałe.


Z oczywistych względów nie będę opisanego wyżej monologu cytował, na koniec zostawię jeszcze dwa cytaty, które szczególnie mi się podobały, bo i porównaniami pan Jakubowiak potrafi operować świetnie, a ja cytaty ogromnie lubię:


Na dwunastogodzinnych zmianach nudziliśmy się w sposób, jakiego nie przewidział nawet Samuel Beckett [...]


Bo i on był mężczyzną z Sèvres […]


EDIT: No i zapomniałem się odnieść do tego "awansu" z podtytułu. Ech...


EDIT 2: A i społeczność nie ta. No cóż, od jutra będę bardziej zorganizowany. Codziennie to sobie powtarzam!

e4b27b9f-fe7f-473e-8b48-e58651d47be8

@serotonin_enjoyer 


Dziękuję. Jeśli lubisz książki o niczym i nikim, to tak, polecam. A jeśli dodatkowo lubisz ładny, gawędziarski język i literaturę, to polecam tym bardziej. Bo trochę odniesień do literatury jest, choć to raczej smaczki, niż jakieś intelektualne szpanerstwo. Jak u mnie.

Zaloguj się aby komentować

Tyle tych wytworów naprodukowałem w XXIII edycji konkursu #nasonety , która trwa jeszcze w kawiarence #zafirewallem i te rymy tak mocno zapadły mi w pamięć, że – możecie wierzyć albo nie – to, co prezentuję poniżej, ułożyło się niemal samo. A już zupełnie bez zaglądania do sonetu di prosta .


***


Pierwsza randka (Facet, który wie czego chce od życia)


– ...i zaklepałem nam salę awansem,

garnitur wiem jaki na siebie założę.

Podróż poślubna? Nad ciepłe morze.

Aaa! Tango pierwszym będzie nam tańcem.


Na sam początek małym mieszkankiem

zadowolimy się. Lecz z wielkim łożem!

Ja z twojej prawej się w nim położę.

Zobaczysz, będzie nam razem jak w bajce!


Gdzie się podziała ta anielica?

Mówiła, że idzie tylko na siku...

Cholera jasna! Już trzecia dzisiaj

samego zostawia mnie przy stoliku.


A ponoć faceta, co wie czego od życia

chce, pragną kobiety. Tak napisali tu, w poradniku.


***


#poezja

#tworczoscwlasna

@moderacja_sie_nie_myje Tak, to prawda, wiele się powtarza. Ale cały czas jestem pod coraz większym wrażeniem ile z tymi powtarzającymi się rymami można zrobić.

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ wytwór ten, formalnie rzecz biorąc, nie jest w formie sonetu, więc jeśli organizator XXIII edycji konkursu #nasonety , kolega @moderacja_sie_nie_myje jest formalistą, proszę go (kolegę) o zdyskfalifikowanie go (wytworu) ze względów formalnych.


Przy układaniu go (wytworu) bawiłem się jednak świetnie, więc go (wytwór) publikuję.


***


Męski weekend z płynem w szkle


W piątek wieczorem, już po fajrancie,

spotkam się z moim kolegą Grzegorzem.

Wpierw szkło na stole równiotko rozłożę,

bo, na czym jak na czym, lecz na tym to ja znam się.


Grzegorz zaś każdy kieliszek czy szklankę

płynem wypełni w złotym kolorze

i palec zamoczy też w tym roztworze

a później przejedzie tym palcem po rancie.


I wtedy ze szkła popłynie muzyka!

Z mocą jak ze stuwatowych głośników!

Aż sąsiad, niestety, źle będzie sypiał

bo przez weekend cały grać będziem klasyków:

Bach, Mozart, Bethoven czy Wagner Ryszard,

aż w końcu nastanie niedziela wieczór.


i humor się wtedy nam zrobi do kitu.


***


#zafirewallem

#poezja

#tworczoscwlasna


I di proposta .

Zaloguj się aby komentować

Kierując się zasadą szkoły hurtowników lirycznych, jaką jakiś czas temu zapoczątkował kolega @splash545 w tej edycji stawiam na ilość. Oto poniżej wjeżdża kolejna dostawa z mojej hurtowni sonetów:


***


O dziadku


W szufladzie miał dwa medale powstańcze

i lubił siedzieć z fajką na dworze

gdzie w cieniu gościł go stary orzech;

na święta przynosił nam pomarańcze.


– Wnuczku, czy na twym weselu zatańczę? –

tak pytał mnie wtedy, półżartem być może.

Nim żonę pojąłem, on zdążył odejść.

Z chorobą przegrał w nierównej walce.


I u mnie minął kawałek już życia,

kres zbliża się mego na świecie pobytu.

Wśród tańców, radości, jedzenia i picia

obrazy wyciągam niemal z niebytu:

na mego wnuka weselu dzisiaj

wspominam o własnym dziadku Kaziku.


***


#nasonety

#zafirewallem

#poezja

#tworczoscwlasna


A tutaj sonet di proposta

Zaloguj się aby komentować

Znowu mi się napisało. Tym razem jakby o miłości?


***


Wieczór wiosenny


Wiatr jakby zatrzymał się na firance,

a pokój się topi w złotym kolorze.

Mamy czas jeszcze nim wieczór przemoże

i okno przed nocą zamkniemy, jak pancerz.


Wierzbie gałązki, tej starej kuglarce,

plączą się w jakimś przedziwnym wzorze.

Co on przedstawia? Trudno to orzec.

I wcale nie trzeba, by jej cieszyć się tańcem.


Tym tańcem wierzby się ze mną zachwycaj,

a później zostań tutaj do świtu.

Otul, jak kora otula drzew łyka,

lub zapuść korzenie dłuższego pobytu.


Zostałaś. Wiosna: będziemy rozkwitać.

Aż wpiszą nas w rejestr przyrody pomników.


***


Wieczór jesienny


Wiatr jakby zatrzymał się na firance,

a pokój się topi w złotym kolorze.

Mamy czas jeszcze nim wieczór przemoże

i okno przed nocą zamkniemy, jak pancerz.


Wierzbie gałązki, tej starej kuglarce,

plączą się w jakimś przedziwnym wzorze.

Co on przedstawia? Trudno to orzec.

I wcale nie trzeba, by jej cieszyć się tańcem.


Tym tańcem wierzby się ze mną zachwycaj,

a później zostań tutaj do świtu.

Otul, jak kora otula drzew łyka,

lub zapuść korzenie dłuższego pobytu.


Poszłaś. Jesień: na korze rysa.

Za oknem słychać dźwięk piły zgrzytu.


***


#nasonety

#zafirewallem

#poezja

#tworczoscwlasna


I sonet di proposta

Zaloguj się aby komentować

Wśród tych wszystkich wierszy żartobliwych (a być może zabawnych nawet) zdarzyło mi się też napisać wiersz refleksyjny (a być może pretensjonalny nawet):


***


Po co (Pytać?)


Wiecznym, człowieku, będziesz wygnańcem.

Nie będzie ci domem ni ląd, ni morze.

I celu nie będzie, a tylko rozdroże,

gdzie każdy wybór to błąd już na starcie.


I szarpać się będziesz w nierównej walce,

i kark giąć będziesz musiał w pokorze,

i z sobą z dnia na dzień będzie ci gorzej,

aż cię kostucha zabawi swym tańcem.


A choćbyś z diabłem cyrograf podpisał,

i najmędrszego spytał z wróżbitów,

i do największej z bibliotek zawitał,

to zawsze będzie przeszkadzał ci w życiu

brak odpowiedzi – jeśli zapytasz –

o sens twojego na ziemi pobytu.


***


Lista tagów i fromalności:


#nasonety (edycja XXIII)

#zafirewallem

#poezja

#tworczoscwlasna


Sonet di proposta

@George_Stark to ja ci się podepnę z równie głęboką filozofią xD


szalom rebe, ja z pytaniem do ciebie

bo mnie tak rebe coś, o tu, uwiera

ty mnie powiedz, bo ja nie wiem

czy to jest tragedia, co ja czuje teraz?


mój drogi Szlomo - ukłony Salci przekaż

ty jesteś pobożny, a bóg takim sprzyja

i sam ci doradził - ty idź do rabina

ty mówisz tragedia, lecz na co narzekasz?


jest takie miasto, Moskwa, a tam car nad cary

i chciał się wykąpać on w szabas, dziad stary

i to jest nieszczęście bo wpadł on do balji

ale i tragedia, bo go zaraz słudzy wzięli zratowali

Zaloguj się aby komentować

Jeśli prawdziwy mężczyzna, a takimi bez wątpienia są kierowcy tirów, płacze, to powodem może być wyłącznie kobieta:


***


Aspirandka


Najpierw spotkałem ją pod Połańcem;

raz drugi w Rewalu, nad samym morzem.

Jestem kierowcą. Towary rozwożę.

A ta opowieść jest o aspirantce.


Nie było tam mowy o żadnej randce,

choć przeznaczenie - albo pech może? -

ją postawiło na mojej drodze

raz trzeci, kiedy do Ełku wiozłem kaszankę.


Blond kosmyk spod czapki uroczo jej zwisał

kiedy zapisywała w swym notatniku

me odpowiedzi do swoich pytań.


I pozbawiła mnie prawka i kwitów:

na bezrobociu łzy będę łykał

za przekroczenie prędkości limitu.


***


Powyższy wytwór romatyczno-geograficzno-drogowy to moja kolejna di risposta w XXIII edycji zabawy #nasonety w kawiarence #zafirewallem . Sonet di proposta, zaproponowany w tej edycji przez kolegę @moderacja_sie_nie_myje znajduje się tutaj.


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

397 + 1 = 398


Tytuł: Czterej pancerni i pies

Autor: Janusz Przymanowski

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10


#bookmeter


Nazywom się Jeleń. Gustaw Jeleń.


Ostatnio, w ramach przypominania sobie najgłupszych rzeczy które mnie bawiły (i dalej w zasadzie bawią), włączyłem sobie ten oto wspaniały klip . Siedemnaście sekund tej czołówki wystarczyło żeby moje życie odmieniło się całkowicie. W siedemnastej bowiem sekundzie na ekranie pojawił się napis, którego te dwadzieścia kilka lat temu, kiedy po raz kolejny oglądałem serial z wujkami, nie zauważyłem albo nie zwróciłem na niego uwagi. Napis ten głosił: scenariusz według powieści Janusza Przymanowskiego. W tym właśnie momencie okazało się, że wśród nieskończonej liczby możliwości jakie oferuje ten świat, takiej możliwości, żebym tej książki nie przeczytał, to akurat nie ma.


Jan Kos, Gustaw Jeleń, Grigorij Saakaszwili, pies Szarik i… No właśnie. Wasyl Semen, bo tak w powieści nazywał się dowódca czołgu o numerze taktycznym 102 wchodzącego w skład 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. Z serialu pamiętam, że był to jednak Olgierd Jarosz. To taki pierwszy i chyba jedyny większy rozdźwięk pomiędzy tym, co kiedyś oglądałem (a przynajmniej tym, co z tego oglądania dziś pamiętam), a tym co właśnie skończyłem czytać. O ile nie lubię czytać książek, których ekranizacje widziałem, bo irytuje mnie to, że mam w głowie to, co wcześniej oglądałem – przecież ja umiem sobie lepiej wszystko wyobrazić od reżysera, prawda? – tak w tym przypadku było to jednak zaletą. No ale, gdyby nie serial, to pewnie po tę książkę nigdy bym nie sięgnął. Nawet, gdybym jakimś dziwnym przypadkiem na nią trafił.


Co do samej opowieści. Pan Przymanowski prowadzi czytelnika śladem 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte przez ostatnie mniej więcej półtorej roku II wojny światowej. Czytelnik poznaje drogę Janka Kosa (i jego psa, Szarika) z dalekiej Syberii, z Przymorskiego Kraju na zachód, gdzie formowana była 1 Brygada Pancerna, do której (choć z kłopotami, ale szybko rozwiązanymi) został wcielony. Razem z Jankiem poznajemy Gustawa Jelenia i Lidkę. Pierwszy z nich zostanie nie tylko członkiem tej samej załogi, ale i przyjacielem kosa, a dziewczyna w ten czy inny sposób będzie przewijać się przez całą powieść. Z całą 1 Brygadą Pancerną przemierzamy później szlak bojowy od bitwy pod Studziankami aż do Berlina, a nawet jeszcze kawałek dalej. Ten okres opowiedziany jest przez pryzmat historii załogi czołgu, której członkowie miewają lepsze i gorsze momenty. Choć, to trzeba przyznać, te gorsze przydarzają im się głównie z powodu własnych słabości (głównie kobiet), a jednak nie tylko potrafią się z opresji wykaraskać, ale i jeszcze przy okazji przyczynić się „ku chwale Ojczyzny”. Taki schemat w książce powtarza się kilkukrotnie i normalnie by mnie to drażniło, no ale to przecież Czterej pancerni…


Oprócz tego, że dowódca czołgu w powieści nazywał się inaczej niż w serialu, w czasie lektury zdziwiły mnie jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze język, jakim ta książka jest napisana. Daleko mu, w moim odczuciu, do wybitnego języka literackiego, ale jest bardzo przyjemny w odbiorze. Zważywszy na to, że jest to jednak powieść przygodowa, a i wziąwszy pod uwagę to, czego się o niej naczytałem, w tym zakresie byłem zaskoczony bardzo mocno na plus. Druga sprawa to to, jak pamiętam serial. Po tych dwudziestu kilku latach miałem w głowie obraz taki, że jest to wesoła opowieść o przygodach na wojnie. I tutaj nastąpiło kolejne zaskoczenie, bo choć są w książce momenty zabawne (ojciec Tomka Czereśniaka to fantastyczna postać, jeśli idzie o komizm postaci, a i król kazachstańskich szos, kapral Franciszek Wichura, któremu w czołgu duszno, wiele mu nie ustępuje), to ta wojna w powieść nie jest przedstawiona tak wesoło i różowo, jak zapamiętałem to z tego, czarno-białego jednak, serialu. Jasne, nie jest to też dogłębna analiza okrucieństwa, no ale to przecież powieść przygodowa, a nie manifest pacyfistyczny.


Rzecz jeszcze o tym, czego naczytałem się zanim rozpocząłem lekturę. Chodzi mianowicie o radziecką propagandę. Fakt, można jej trochę w książce znaleźć, można ją tropić i można się nawet nią denerwować. Ale nie miałem przecież zamiaru uczyć się z Czterech pancernych historii, więc biorąc się za lekturę byłem przygotowany na to czego się mogę po niej spodziewać. I, traktując tło historyczne z dystansem, w oderwaniu od kategorii prawda-kłamstwo, bawiłem się świetnie przeżywając (ponownie) przygody razem z załogą czołgu „Rudy”.


Podsumowując. Do książki zabrałem się z powodu ogromnego sentymentu, nie tyle do samego serialu, co do własnych wspomnień z młodości i, mimo świadomości, że arcydziełem to ona raczej nie jest (choć, z zastrzeżeniami poczynionymi wyżej, to nadal kawał solidnej lektury), mimo mojej niechęci jednak do powieści przygodowych, daję jej taką, a nie inną, lekko zawyżoną ocenę. No bo to przecież Czterej pancerni…


***


No i, jak to mi się zdarza, zapomniałem wspomnieć o tym, że ogromnie podoba mi się okładka wydania, które czytałem (Wydawnictwo MON, 1980), autorstwa pana Witolda Chmielewskiego. Zachwyca mnie ona swoją prostotą i estetyką.

38b9a076-2a82-4a52-af86-9bfa82606d3a

Zaloguj się aby komentować

Bez zbędnych wstępów i komentarzy przedstawiam oto kolejny mój sonet di risposta napisany w konkursie #nasonety w kawiarence #zafirewallem (edycja XXIII) jako odpowiedź na sonet di proposta zaproponowany przez kolegę @moderacja_sie_nie_myje :


***


Rozgrzany sabat


Tam czarna magia, ale i tańce

gdy wiedźmy zlatują się na gołoborze.

A każda przybywa na czym tam może:

sprzęt AGD się zmienia w fruwańce.


A nieco z tyłu czuć pomarańcze,

aromat w lot się niesie, jak orzeł.

To wiedźmy tam tłoczą się przy roztworze!

I czasem któraś przesadzi z tym grzańcem...


Gdy porobiona jest czarownica

to nie ma wtedy pewnego chwytu

i kiedy leci, to z miotły zwisa,

jak w czasie jej ostatniego pobytu

przy lądowaniu nam ciocia Krysia

żyrandol zerwała miotłą z sufitu.


***


#poezja #tworczoscwlasna

@George_Stark Po Twoich sonetach zaczynam się zastanawiać, czy poprzestanie na jednym nie zostanie potraktowane jako faux pas! Z drugiej strony, ciężko konkurować z takimi sonetami...

@Wrzoo Jednym sonetem ciężko będzie wygrać gdyż w tej edycji liczy się ogólna ilość zebranych piorunów. Kolega @George_Stark chce zapewnić sobie zwycięstwo i przy okazji pobić rekord liczby sonetów w pojedynczej edycji tj 7. Póki co to świetnie mu idzie, niecałe 20 godzin i już 4 sonety napisał

@moderacja_sie_nie_myje O wygranej nawet nie myślę, bo ani nie jest ona moim celem, ani nie widzę szans na nią przy takiej konkurencji, ale zwyczajnie czuję presję produkowania większej liczby

Zaloguj się aby komentować

W brzuchu mi trochę burczy, a jak wiadomo, artysta głodny jest o wiele bardziej płodny, więc proszę bardzo:


***


Ból d⁎⁎y spowodowany treścią reklam telewizyjnych


Wieczorem obejrzę z gwiazdami taniec.

Najpierw "ON" wcisnę w telewizorze,

z browarem się później na łóżku położę;

tak spędzę wieczór ja: alfa samiec.


Dopiero za chwilę puszczą nagranie,

więc po kanałach poskaczę może?

Pilot nie działa! O dobry Boże!

Reklamy migają mi na ekranie!


Mówią: na nerwy najlepsza nasza melisa!

I można skorzystać z taniego kredytu!

Do auta też znajdzie się jakaś polisa!

Ponownie konar zapłonie ci, byku!


Ależ mnie te reklamy wkurwiły dzisiaj!

O! Maść mogę też kupić! Na ból odbytu.


***


To wytwór trochę stoicki, więc z lekką dedykacją w kiernunku naszego kolegi @splash545 . Bo można irytować się ogromem i treścią reklam, ale można też kupić sobie maść, posmarować się i - po stoicku - mieć je w (już nie bolącej) d⁎⁎ie. Bo i tak nic na nie nie możemy chyba poradzić.


Niemniej wytwór powyższy to kolejny mojego autorstwa sonet di risposta napisany jako odpowiedź na sonet di proposta w XXIII edycji zabawy #nasonety w kawiarence #zafirewallem.


#poezja #tworczoscwlasna

@George_Stark bardzo ładny i dziękuję za dedykacje Ja za to korzystam z trzeciej opcji czyli nie oglądam telewizji tylko jak już to Netflixy i inne takie gdzie reklam nie ma

Zaloguj się aby komentować

Jak bogato nam się zaczęło, mój borze!

Kolejne więc swoje trzy grosze dołożę:


***


Nieproszeni goście


Kobierzec leśny, a na nim tańce:

właśnie bal dzikich odbywa się stworzeń.

W miejscu zacisznym, w głębokim borze,

tak jak w komnacie, na małej polance.


Futra i pióra - stroje galantne

i przepych, jak na królewskim dworze

choć zamiast lampionów świecą tam zorze,

a świerszcz im przygrywa, jak na bałałjce.


Lisica się słodko zaleca do lisa,

wiewiórki: tête-à-tête i pitu-pitu,

w kuny się łaski wkrada łasica...


Lecz nim emocje sięgnęły zenitu

strach nagły okrył zwierzęce lica,

bo rozległ się dźwięk wilczego skowytu.


***


Ten wytwór powyższy to kolejny mojego autorstwa sonet (nawet formalnie poprawny, co mnie trochę dziwi) di risposta napisany jako odpowiedź na sonet di proposta w XXIII edycji zabawy #nasonety w kawiarence #zafirewallem .


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Napisałem wytwór di risposta na potrzeby XXIII edycji konkursu #nasonety , która zaczęła się wczoraj w naszej wspaniałej kawiarence #zafirewallem ( tutaj di proposta od kolegi @moderacja_sie_nie_myje ) Dla własnego bezpieczeństwa jednak, ponieważ zdradzam w nim sekrety Rodziny, postanowiłem opublikować go pod pseudonimem:


***


Michałek Corleone

Synek chrzestny


I przekaż, Tomaszu, tej mojej niańce,

że jeśli ja smoczek swój gdzieś odłożę

to ona go nawet dotykać nie może

bo kiedyś inaczej z nią sobie zatańczę.


A przy okazji o przytulance

tak ze dwa słowa jeszcze dołożę,

bo kiedy się błotem pobrudzi na dworze

to nie należy czyścić jej w pralce.


Ten pluszak i smoczek w zasadzie mi zwisa,

ale nie mogę narażać sznytu...

Co powie na to przedszkole, ulica?


Wiem! Zrobię sposobem filmowych bandytów!

Na łóżku jej głowę mojemu misiu

odciętą położę! No, k⁎⁎wa! Bez kitu!


***


#poezja #tworczoscwlasna

Po tytule myslalem ze dalej bedzie bandytyzm jak w ostatniej edycji, a tu taki feelgood jakby kewin sam w domu sie spotkal z chlopcami z ferajny. Bardzo fajny !

Zaloguj się aby komentować

Chodzą po hejto plotki w oddali

że nam kolega Splash dzisiaj nawalił.

Ale nic złego się przecież nie stanie

ode mnie macie dzisiaj zadanie:


rymy: oddali – nawalił – stanie – zadanie

temat: pająki


Dobrej zabawy!

A tutaj organizacyjne sprawy:


- Układamy cztery wersy, lub wielokrotność jeśli ktoś ma ochotę.

- Każdy wers musi kończyć słowem zadanym przez OPa dokładnie w tej kolejności, która jest we wpisie.

- Rymowanka powinna, przynajmniej luźno, nawiązywać do tematu zadanego przez OPa.

- Zwycięża osoba, która kolejnego dnia do godziny 20 zdobędzie najwięcej piorunów. W nagrodę wymyśla nowe zadanie czyli temat oraz rymy i publikuje do godz 21 nowy wpis.


#naczteryrymy #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

@George_Stark


Myślimy się przeca nigdy nie poddali

I nawet gdyby jeden z nas nawalił

Ta sieć lepka i zwiewna jesienią powstanie

Tworzyć babie lato - to pająków zadanie!

Pajonk Splasz się nad Wisłę oddalił

Gdzie pił zerówki i nawet się nie nawalił

Lecz przez klątwę już mu nigdy nie stanie

Taka okrutna to kara za olane zadanie

6f4dd744-0ba4-48e7-951a-8feb3ecf91f3

Przeprosiny Pająka słychać z oddali

wznosi błagalne modły, wie że nawalił

wtem głos z góry "Wybaczam, niechaj się stanie"

lecz drogi Pajaku, mam i zadanie


"Niech nigdy więcej się nie oddali

niech już nikt nie powie, że nawalił

jak mówię, tak też się stanie

oto Pająku twe ostateczne zadanie"

Zaloguj się aby komentować

Oglądałem wczoraj taki film, Piep*zyć Mickiewicza i, mimo jego dość niewielkiej wartości artystycznej, mimo niezbyt jednak jego wyszukania, mimo kiepskich ocen, to mnie się ogromnie podobał. Tak mi się przypomniało, po tym filmie, że pan Adam Mickiewicz napisał sonet Burza . Mnie pierwsze dwa wersy sonetu di proposta w XXII edycji konkursu #nasonety w kawiarence #zafirewallem w jednej z prób też ułożyły się w taki burzowy wytwór. No i pomyślałem sobie, że co z tego, że Mickiewicz już kiedyś Burzę napisał? Czy to ma znaczyć, że ja nie mogę?! Pieprzyć w końcu Mickiewicza!


***


Burza


Na horyzoncie chmura ciemnieje

i słuchać grzmoty, jak kroki olbrzyma.

Trawa się wiatrem smagana ugina

i widać, że tam gdzieś w oddali już leje.


Bydło uciekło. Ze zgrozy szaleje,

a mimo strachu razem się trzyma,

jak gdyby jedna wielka rodzina,

siebie wspierała, bo coś się dzieje.


A człek wszelaki w dom pochowany,

burzę próbuje przetrwać samemu.

Znikąd pomocy! Czy radę damy?


Bo u nas wszystko jest po staremu,

człowiek samotny, wyobcowany,

więc niebo płacze. Dziwisz się temu?


***


#poezja #tworczoscwlasna

@Piechur To przez kapitalny dobór wiersza di proposta! Niektóre same się układają! Mam jeszcze z pięć zaczętych, ale nie wiem czy znajdę czas żeby je skończyć. A pomysłów, ale niezaczętych, to mam jeszcze ze dwa razy tyle!

Zaloguj się aby komentować

Bardzo lubię teksty, w których historia i towarzyszące jej nastroje przedstawione są przez pryzmat rzeczy codziennych, błahych. W takim nastroju napisał mi się ten tekst poniżej. Jeśli zainspirowałem się w jakikolwiek sposób utworem Famous blue raincoat pana Leonarda Cohena, to było to całkowicie podświadome. O piosence przypomniałem sobie dopiero, kiedy tekst był skończony.


***


Przemijanie (To, co zostanie)


Wart może ze trzydzieści kopiejek:

łata na łacie - ledwie się trzyma;

kolejna jesień, kolejna zima,

lecz już nie ja się w niego odzieję.


Ciepłem serdecznym ciało ogrzeje

ten płaszcz, przekazywany z ojca na syna,

i moje ciepło też w sobie zatrzyma

gdy ciało po duchu już owdowieje.


Nad trumną przystanie syn zadumany,

łzę może uroni przy ojca wspomnieniu?

Później odejdzie pod wiatr, zakutany,

a ja zostanę w chłodnym podziemiu

i tylko płaszcz mój, stary i połatany,

w kolejnym grzać będzie już pokoleniu.


***


Ten powyższy tekst to tekst di risposta napisany w odpowiedzi na zadanie w postaci tekstu di proposta zaproponowanego przez kolegę @Piechur jako zadanie w XXII edycji konkursu #nasonety w kawiarence #zafirewallem .


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

Było już (mam nadzieję) zabawnie, dziś będzie poważniej. Z racji tego, że opowiadam się (na miarę moich skromnych możliwości) przeciwko wszelkim przejawom totalitaryzmów i fanatyzmów, a temat ten mnie trochę jednak zajmuje, czytuję od czasu do czasu dystopie i antyutopie. I w tym klimacie mi się coś takiego napisało:


***


Fotografia matki


Zdjęcie schowane w komodzie płowieje

a na tym zdjęciu swojego syna

matka czule w ramionach trzyma –

to wszystko co z moich wspomnień istnieje.


Dnia następnego zabrali ją. Gdzie jest?

I za co człowieka można zatrzymać?

Przecież jedyna i cała jej wina:

niezgoda na to, co się tu dzieje.


Bo kiedy nadszedł czas opłakany,

kiedy świat cały pogrążył się w cieniu,

kiedy „na lepsze” wdrażano zmiany,

gdy zabroniono żyć po swojemu

rodzinom, których duch nie był złamany

pnie ucinano przy samym korzeniu.


***


Ten wytwór powyższy jest moim kolejnym zgłoszeniem do konkursu #nasonety, którego XXII już edycja odbywa się w tym tygodniu w kawiarence #zafirewallem. To jest, zgodnie z zasadami, sonet di risposta, czyli odpowiedź na propozycję, czyli sonet di proposta wyszukany przez zwycięzcę edycji poprzedniej, czyli XXI, kolegę @Piechur.


#poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować