Dostałem dziś na maila kilka wiadomości podszywających się pod OLX. No dzień jak co dzień, to było wiadome, że jak coś się wystawi na OLX to w końcu ktoś będzie próbował się pod OLX podszyć. Ale ciekawostka! Pierwszym mailem, którego na początku nie zauważyłem, była wiadomość z prywatnego maila z serwisu Interia, oznaczonego nawet imieniem i nazwiskiem(na pewno fake, chyba że ktoś się komuś na skrzynkę włamał), że zarezerwował mój przedmiot na OLX i żebym sprawdził wszystkie foldery xD No ci oszuści się robią naprawdę pomysłowi.
Mieliśmy zrobić jedna małą porcyjke, tak żeby we dwoje opierdzielić. Zamiast tego wyszło chyba ze 100. Tak więc brać i częstować się, jeszcze ciepłe. Jak ktoś da pioruna to może nawet 2
Główne książki z Pieśni Lodu i Ognia przeczytałem już dawno, teraz trochę w związku z serialem o Tańcu Smoków stwierdziłem że trzeba się zapoznać z historią Targaryenów...
Książka opowiada historię rodu smoka od podboju Westeros, w planach starego dziada jest opowiedzenie całej historii aż do upadku dynastii w wyniku rebelii Roberta. Ta część skupia się na okresie panowania pierwszych pięciu królów.
Książka jest napisana w stylu kroniki historycznej, więc ścisłej fabuły tutaj nie ma. Nie przeszkadza mi to jednak zbytnio, Martin sprawnie opowiada dzieje smoków. Nie ma tu miejsca na nudę, a i strony lecą dość szybko. Przyjemne czytadło w oczekiwaniu na (nigdy nie wydaną, choć nadzieja jeszcze się tli) Wichry Zimy.
Dziś przedstawiam wam Guangxi Silver Needle, czyli białą herbatę która jest zrobiona tylko i wyłącznie z najmłodszych, jeszcze nie rozwiniętych pąków liści herbacianych.
Powiem szczerze że zabierałem się do tego posta jak pies do jeża. Mam ogromny problem z tą herbatą. To nie jest tak że ona mi nie smakuje.... Ona dla mnie po prostu nie ma smaku. Próbowałem ją parzyć w gaiwanie, w czajniczku, w zaparzaczu, długo, krótko, wodą cieplejszą, zimniejszą... Nic z tego nie wychodziło, po prostu delikatnie zabarwiona woda. Aż w końcu olśnienie. Cold Brew!
Herbata cold brew jest herbatą idealną na gorące dni, bo robi się ją w lodówce. Wrzuca się liście herbaciane do chłodnej wody i pozostawia na kilka godzin w lodówce. W efekcie powstaje przyjemnie chłodny i orzeźwiający napój idealny na pogodę jak dziś. Dla mnie cold brew był ostatnią próbą dla tych srebrnych igieł. Wrzuciłem do dużego kubka(ok400ml) 5g liści, zalałem wodą z dzbanka filtrującego i zostawiłem w lodówce na 8h. No i w końcu coś poczułem!
Napar wyszedł tak jak zawsze, tylko delikatnie zabarwiony złoto-zielonymi refleksami. W smaku i zapachu w końcu coś zaczęło się dziać. Herbata pachnie dość słodko, w smaku tej słodkości też trochę jest, dla mnie jakby od miodu gryczanego, poza tym czuć fajne orzeźwienie. Ewidentnie te igiełki lubią cold brew.
Pewnie jeszcze "zaparzę" tą herbatę jeszcze w taki sposób, spróbuję zrobić co najmniej 2 takie "parzenia". Na pewno jednak więcej jej nie kupię, zbyt się z nią natrudziłem.
Mam wrażenie że po raz drugi przeczytałem tą samą książkę....
Między pierwszą a drugą częścią opowieści o Jacku Reacherze jest tyle podobieństw że głowa mała. Wypunktujmy je sobie
1. Nasz bohater randomowo podróżując po kraju wpada w tarapaty
2. Intryga zapowiada się na zwykłą lokalną historię, po kilkudziesięciu stronach/kilku godzinach słuchania audiobooka przeradza się w ogólnokrajową chryję w którą jest zaangażowane pół agencji krajowych
3. Nasz bohater wdaje się w romans z główną żeńską postacią którą musi uratować z opresji
4. Dzięki niesamowitej inteligencji oraz darowi predykcji Jack jest w stanie przewidzieć wszystkie ruchy bohaterów
5. Na sam koniec jednak romans z pkt 3 się nie udaje, a po uratowaniu dnia Jack wraca do szlajania się po kraju.
Ktoś w komentarzu do poprzedniej części cyklu stwierdził że ta seria jest jak te romansidła dla kobiet i muszę się zgodzić. Historia na jedno kopyto, dająca się przewidzieć w 100%. Dam ostatnią szansę kolejnej części, jak będzie to samo to cóż.... Seria nie dla mnie.
Igrzyska to taki śmieszy czas kiedy oglądasz sporty których NIGDY nie oglądasz. U mnie dziś na ekranie było kolarstwo, szermierka, pływanie, siatkówka plażowa, siatkówka tradycyjna a teraz na deser tenis xd z czego tylko te 2 ostatnie sporty oglądam częściej niż nigdy.
@Endrevoir Ile tam było w trzecim secie - 21:12 jak zaczęła się równia pochyła? Ja pi⁎⁎⁎⁎le 10 minut później już stałem przy grillu bo nie mogłem na to patrzeć.
Wracamy po krótkiej przerwie do Śródziemia. Tym razem najpiękniejsze opracowanie książek Tolkiena jakie miałem w ręce.
Mamy w tym przypadku do czynienia, jak sama nazwa wskazuje, z atlasem świata stworzonego przez mistrza Fantasy, od pierwszej ery do początku czwartej, czyli czasów po Powrocie Króla. Możemy prześledzić dokładnie jak ten świat się zmieniał, w jaki sposób katastrofy sprowadzane przez Valarów wpływały na kształt Ardy. Jedną z najlepszych rzeczy jest możliwość popatrzenia na mapie jak poszczególni bohaterowie podróżowali po całym świecie. I nie mówię tu tylko o postaciach z Hobbita czy Trylogii, ale również z Silmarillonu czy NO. W przypadku tych najpopularniejszych dzieł jednak mapy są dużo dokładniejsze, ponieważ można prześledzić podróż wszystkich bohaterów dosłownie z dnia na dzień.
Oprócz map ze śledzeniem bohaterów opowieści Tolkiena mamy również przedstawione wszystkie najważniejsze krainy. Na szczególną uwagę zasługuje to, że autorka atlasu opisuje całą geomorfologię terenu razem z procesami które doprowadziły do powstania takiego ukształtowania terenu. Pokazuje to ogrom pracy jaką musiała wykonać oraz oczywiście kunszt Tolkiena bo wszystko ma sens w związku z historią całej Ardy.
O samym wydaniu już kiedyś pisałem ale w kilku słowach. Prześliczny, ale z dwoma minusami. Brak obwoluty oraz brak jakiegoś nawiązania do serii Władcy Pierścieni z wydawnictwa. duży minus, książka dużo lepiej by wyglądała na półce.
Książka opisuje 4(tak naprawdę to więcej bo wszyscy "bohaterowie" rozdziałów byli otoczeni przez podobnych sobie zwyrodnialców) ludzi których można spokojnie opisać jako samo zło.
Mamy tutaj szefa obozu pracy na Płaszowie, który uwielbiał wychodzić przed dom i strzelać ze snajperki do swoich niewolników którzy wg niego pracowali za wolno. Okradał ich również z wszystkich pieniędzy, a jedzenie które powinni mieć rozdane sprzedawał w Krakowie na czarnym rynku. Sqrwysyn jakich mało.
2 rozdział był o żonie komendanta obozu koncentracyjnego w Weimarze, która uwielbiła sobie więźniów z tatuażami. Na tyle, że zapisywała sobie ich numery/nazwiska i kazała mężusiowi ich zabijać. Później podobno ze skóry z tatuażami robiła sobie rękawiczki, oprawy książek czy abażury lamp... W przypadku tej postaci bardzo ciekawy był opis procesu "Suki z Buchenwaldu", ponieważ w 1 procesie dzięki sprawnemu papudze i świetnej grze aktorskiej udało jej się wykpić i dostała 4 lata. Za drugim razem całe szczęście nie poszło jej tak dobrze.
Kolejną postacią był szanowny pan doktur który stworzył sobie szwadron śmierci z wszelkiego rodzaju degeneratów więziennych i latał po Polsce, Białorusi i mordował partyzantów, a jak takich nie znalazł, to od biedy palił i mordował niewinnych wieśniaków. Na deser wylądował w Warszawie we wrześniu 44 brał udział w rzezi Woli.
Ostatnią i najbardziej znaną postacią opisywaną był Doktor Śmierć z Auschwitz. Tutaj pewnego rodzaju rozczarowanie, ponieważ o jego niewątpliwych sukcesach w katowaniu ludzi było bardzo mało, autor skupił się na jego historii po wojnie w Ameryce Południowej i próbie ucieczki przed morderczą przeszłością.
Książka miejscami jest bardzo mocna, tak więc na pewno nie dla wszystkich. Ale jednak nie byłem w stanie jej nie przeczytać. Cóż, jednak słowa ze wstępu są bardzo prawdziwe, coś w tym czystym źle jest takiego, że człowiek chce o nim czytać.
@SuperSzturmowiec Prawie cały rozdział, od siedzenia w obozie przejściowym gdzie jakimś cudem Alianci go nie znaleźli, przez Argentynę, Paragwaj i Brazylię.
Dużym minusem w tym rozdziale, czego zapomniałem w sumie napisać jest odwrotna narracja, trochę jak w Memento. Zaczynamy od jego śmierci i się powoli cofamy w czasie. Mi taka narracja nie przypadła do gustu. Aż się zastanawiałem czy Audioteka nie pokręciła kolejności rozdziałów ale chyba jednak nie bo czytałem podobne opinie.
Korzystając z całkiem ładnej pogody postanowiliśmy nie oglądać spodziewanej porażki naszych orłów nielotów i wybrać się na spacer do lasu do pobliskiego kamieniołomu. Całkiem przypadkiem spacer przerodził się w małe grzybobranie
Pierwszy grzybek został znaleziony dosłownie pół metra od ścieżki, dziwię się że nikt nie znalazł. Później po prostu chodziłem 5-10m od ścieżki i udało się znaleźć łącznie 5 pięknych prawdziwków. No dumnym z siebie!