Babcia nigdy jeszcze nie widziała orangutana, ale nie miała zamiaru się do tego przyznawać. Zachowała więc kamienny spokój w obecności małego, brzuchatego człowieczka z niewiarygodnie długimi rękami i półtora raza za dużą skórą.
– Czarownica musi mieć kapelusz, bo inaczej kto ją rozpozna? – Babcia chwyciła szybko coś ciemnego i przesiąkniętego, co przepływało obok. Zaśmiała się tryumfalnie, wylała wodę i wsadziła sobie kapelusz na głowę. Stracił usztywnienie i opadał jej zawadiacko na jedno oko.
Ta woda miała prawdziwą osobowość, rodzaj zdecydowanego charakteru, jaki zyskuje woda po długiej podróży przez muliste okolice. Miała gęstość i barwę prawdziwej wody z Ankh – za mocnej, żeby ją pić, za rzadkiej, żeby orać.
Na nieskończonych dachach Uniwersytetu żyły całe ekosystemy. W porównaniu z nim Gormenghast wyglądał jak szopa z narzędziami na kolejarskiej działce. Ptaki śpiewały w miniaturowych dżunglach powstałych z jabłkowych pestek i nasion traw, żaby pływały w rynnach, kolonie mrówek pracowicie tworzyły interesującą i złożoną cywilizację.
Może dlatego ja się nigdy nie wkręciłem w Prachetta, widzę z jaką uwagą to czytasz żeby wybrać cytaty na wpisy. Ja przez to leciałem i byłem trochę zawiedziony że akcji za bardzo nie ma, świat wydaje się płytki itp. Czasami bawił mnie humor kufra i Rincewinda czy jak się główny bohater nazywał ale jednak nie na tyle żeby czytać to dalej.
(...) bezpośrednia lewitacja to najtrudniejszy element praktycznej magii, a to z powodu nieuniknionego zagrożenia ze strony dobrze znanych zasad akcji i reakcji. Mówią one, że jeśli mag spróbuje podnieść ciężki obiekt jedynie siłą woli, musi liczyć się z perspektywą zakończenia tego ćwiczenia z mózgiem we własnych butach.
Jednym z niezwykłych aspektów magicznego wszechświata jest istnienie przeciwieństw. Zauważono już tutaj, że ciemność nie jest przeciwieństwem światła, jest zaledwie brakiem światła. Zgodnie z tą samą zasadą, zero absolutne jest zaledwie brakiem ciepła. Gdyby ktoś chciał się przekonać, czym jest prawdziwe zimno, zimno tak intensywne, że woda nie zamarza, ale anty-wrze, nie musiałby szukać dalej niż ta kałuża.
Nigdy nie lubiłem oceanu (...)Powinno się go wybrukować. Żyją w nim okropne stworzenia, zwłaszcza w tych głębokich kawałkach. Straszliwe morskie potwory.
Xdd jak bylem maly to wojek maciek mi wkrecil ze jak bede zygzakowal wystarczajaco szybko na rowerku to uda mi sie uniknac kropli deszczu… À maly Erwinko zapierdalal przez osiedle slalomem pijanego a na koncu i tak mokry.
W zasadzie był to p’ch’zarni’chiwkov. Mało kto używa tego nosowo-gardłowego słowa... z wyjątkiem hojnie opłacanych lingwistów-kaskaderów i oczywiście maleńkiego plemienia K’turni, które je wymyśliło. Słowo to nie posiada dokładnego synonimu, chociaż określenie „squernt” w języku Cumhoolie („uczucie ogarniające po odkryciu, że poprzedni użytkownik wygódki zużył cały papier”) wywołuje podobnie głębokie emocje. Najdokładniejsze tłumaczenie brzmi tak:
nieprzyjemny dźwięk miecza wysuwanego z pochwy tuż za plecami dokładnie w chwili, kiedy się uwierzyło, że pozbyło się wszystkich nieprzyjaciół chociaż K’turni uważają, że przekład ten nie oddaje zimnopotnego, sercozamierającego, żołądkościskającego sensu oryginału.
Oczy podążyły za tym skrzydłem w górę i odnalazły paszczę większą niż dom, zarysowaną na tle rozgwieżdżonego nieba. Jej posiadacz najwyraźniej chciał wyglądać koszmarnie, ale za bardzo się starał. Przypominał zasadniczo kurczaka martwego od jakichś dwóch miesięcy, ale nieprzyjemne wrażenie psuły nieco kły odyńca, czułki ćmy, wilcze uszy i róg jednorożca. Całość wydawała się nieudolnie zmontowana, jak gdyby właściciel słyszał o anatomii, ale nie całkiem rozumiał, na czym ona właściwie polega.