– No tak... – powiedział. – Mógłbym sprowadzić uczniów, żeby to sobie obejrzeli. Przydałoby się im. To czysta historia. Naprawdę uniosła się w powietrze?
– Leciała jak ptak – oświadczyła Babcia.
Krasnolud zapalił fajkę.
– Bardzo bym chciał zobaczyć takiego ptaka. – Zamyślił się. – Wyobrażam sobie, że taki ptak to widok wart oglądania.
Krasnoludom trudno się skupić bez dźwięku kucia. Dlatego osoby dobrze sytuowane na stanowiskach urzędniczych wynajmują gobliny, żeby uderzały w małe, ozdobne kowadła – tylko po to, by zadbać o właściwy krasnoludzki wizerunek.
(...) Hilta namówiła ją do wypożyczenia swojej miotły. Miotła była już stara, niepewna, latała tylko w nocy, a nawet wtedy osiągała prędkość niewiele większą od truchtu.
Czary startowe tak się zużyły, że nie chciała nawet ruszyć, póki nie sunęła już niezłym tempem. Była to, szczerze mówiąc, jedyna na świecie miotła uruchamiana na pych.
Doświadczeni wędrowcy wiedzą, że wyruszając przez potencjalnie nieprzyjazne krainy karawana powinna dysponować odpowiednią liczbą mieczy. I koniecznie musi zabrać maga, gdyby potrzebna była wiedza magiczna, a gdyby nawet nie była, to do rozpalania ognia. Mag trzeciej lub wyższej rangi nie musi płacić za przywilej dołączenia do grupy. Spodziewa się raczej, że to jemu zapłacą.
Prywatny licznik: 50/52 (36 książek / 14 komiksów)
Super książka. Jako osoba, którą odrobinę liznęła przemysłu artystycznego od strony organizacyjnej, ubawiłem się jak nigdy.
Susan, wnuczka Śmierci, zostaje sama. Jej rodzice zginęli w nieszczęśliwym wypadku. Śmierć porzuca swoje obowiązki, które przejmuje Susan, i wyrusza w świat - chce zapomnieć.
W Ankh-Morpork pojawia się sklep z instrumentami, gdzie Imp Y Celyn (zwany też Buddym) kupuje gitarę. Wraz z trollem Liasem i krasnoludem Buogiem zakłada zespół muzyki wykrokowej. Buddy powinien zginąć, ale muzyka przejmuje nad nim kontrolę i daje mu życie. Grupa z wykrokiem zdobywa sławę (i wrogów z Gildii Muzyków), Susan “chroni” Buddiego przed śmiercią, Muzyka Wykrokowa żyje i nie chce ucichnąć.
Kupiła mocno przyprawiony pierożek, żeby coś zjeść przed badaniem miasta. Sprzedawca nierozważnie oszukał ją przy wydawaniu reszty i dopiero później zauważył, że z niewyjaśnionych przyczyn oddał dwie sztuki srebra, w nocy szczury dostały się do składu i pożarły jego zapasy, a piorun trafił babcię.
Doskonale wiadomo, że istotnym warunkiem sukcesu jest brak wiedzy o niemożliwości tego, co człowiek próbuje osiągnąć. Osoba nie zdająca sobie sprawy z szansy porażki może być kijem wepchniętym w szprychy roweru historii.
(...) spirkle to spirkle, a ultramaryny to ultramaryny. I chociaż może się zdawać, że wyglądają tak samo, to tylko dlatego, że większość ludzi nie potrafi właściwie używać oczu. Nic nie zdoła całkowicie ukryć swej natury.
Próbował jej sugerować, że powinna przestrzegać niepisanych zasad życia Zoonów i zostawać na pokładzie. Jednak takie sugestie były dla Esk tym, czym ukąszenie komara dla przeciętnego nosorożca. Zaczynała pojmować, że jeśli ktoś ignoruje zasady, w połowie przypadków ludzie spokojnie napiszą je na nowo tak, żeby się do niego nie odnosiły.
Widziała nawet góry, ale stare i płaskie, nie takie młode i żywotne jak jej Ramtopy. Nie to, by tęskniła za domem, ale bywało, że sama czuła się jak barka dryfująca na linie nieskończonej wprawdzie, ale zawsze przywiązanej do kotwicy.
Idąc, nadrektor przecierał swoją laskę. Wybrał szczególnie udaną, długą na sześć stóp i całkiem magiczną. Nie znaczy to, że często używał magii. Doświadczenie mówiło mu, że jesli czegoś nie można się pozbyć paroma uderzeniami sześciu stóp solidnego dębu, to jest pewnie i tak odporne na czary.
– Babcia nie lubi, kiedy ktoś siedzi tylko i nic nie robi – oświadczyła. – Zawsze powtarzała, że dziewczynie, która ma pracowite ręce, niczego w życiu nie zabraknie
@moll miałem takiego dziadka. Nawet jak nie było co robić, to nie mógł wysiedzieć i po prostu nie pracować. Raz wpadł na genialny pomysł, że spali badyle w polu przy silnym wietrze (ognisko). Płomień buchał na kilka metrów, zero kontroli, chłop się przestraszył, zaczął gasić, a do domu wrócił z poparzeniami 2 stopnia połowy twarzy. Całkiem fajny człowiek, ale takie parcie na pracę pchało go często w miejsca "nieoptymalne".
Należy zaznaczyć, że chociaż większość Zoonów nie umie kłamać, otaczają oni wielkim szacunkiem każdego współplemieńca, który potrafi stwierdzić, że świat jest inny niż jest. Dlatego Kłamca jest człowiekiem bardzo poważanym. Reprezentuje swój szczep w kontaktach ze światem zewnętrznym, ze zrozumienia którego przeciętni Zoonowie już dawno zrezygnowali. Szczepy Zoonów są bardzo dumne ze swoich Kłamców.
Inne rasy bardzo to wszystko irytuje. Uważają, że Zoonowie powinni użyć bardziej odpowiednich tytułów, na przykład „dyplomaty” albo „rzecznika”. Mają wrażenie, że ktoś sobie z nich pokpiwa.
Nieprzyjaciół szczepu Zoonów najbardziej irytowała nie tyle ich uczciwość – irytująco absolutna – co ich totalna bezpośredniość. Zoonowie nigdy nie słyszeli o eufemizmach i nie wiedzieliby, co z nimi począć, gdyby na nie trafili. Z pewnością nazwaliby je „miłym sposobem powiedzenia czegoś brzydkiego”.
Kryształy były obiektami w najlepszym razie niepewnymi. Wpatrywanie się w nie gwarantowało na przyszłość zwykle tylko jedno: ostrą migrenę. Babcia nie ufała im. Uważała, że mają coś wspólnego z czarami magów, że przy byle okazji mogą wyssać patrzącemu duszę jak ostrygę z muszli.
Nie lubiła kotów, ale co najmniej jednego szanowała. Ludzie zapominają że można po prostu nie lubić różnych istot, tak jak się nie lubi na przykład lukru albo zasmażki.
Ale w końcu spotykasz taki lukier czy zasmażkę które wyjątkowo są na swoim miejscu i nie domagają się natarczywie sympatii. Myślisz sobie wtedy: "o, tę zasmażkę mógłbym polubić" czy coś tego typu i jeżeli ten no zaskoczy, znaczy się
CHODZI O TO ŻE NIE WOLNO UOGÓLNIAĆ. LUBI SIĘ KOTA, A NIE WSZYSTKIE KOTY ŚWIATA
Ja na przykład w ogóle nie lubie pand. Za to przepadam za większością śledzi.