Podobnie mężowie prawi wszyscy są sobie równi, bo są prawi. Różnią się jednak co do wieku:
jeden jest starszy, drugi młodszy; różnią się co do ciała:
jeden jest przystojny, drugi brzydki; różnią się co do położenia: tamten jest bogaty, ten biedny, tamten wzięty, wpływowy, znany różnym miastom i ludom, ten nie znany większości i nie cieszący się rozgłosem. Lecz przez to, że są prawi, są sobie równi.
Zaczynając dzień, powiedz sobie: zetknę się z ludźmi natrętnymi, niewdzięcznymi, zuchwałymi, podstępnymi, złośliwymi, niespołecznymi. Wszystkie te wady powstały u nich z powodu braku rozeznania złego i dobrego. Mnie zaś, którym zbadał naturę dobra, że jest piękne, i zła, że jest brzydkie, i naturę człowieka grzeszącego, że jest mi pokrewnym, (...) nikt mi nie może wyrządzić nic złego.
(...) nie wystarczy, jak w przypadku innych nauk, wrazić filozofię w pamięć: należy jej dowieść czynem. Szczęśliwy jest nie ten, kto zna ją, lecz ten, kto wedle jej wskazówek postępuje.
Odosobnienia szukają sobie na wsi, nad morzem i w górach. Ty też przywykłeś tęsknić za tym najbardziej. Wszystko to jednak jest nadzwyczaj prostackie. Można bowiem, o jakiej tylko chcesz porze, samotnię odnaleźć, zwróciwszy się do samego siebie. Nigdzie człowiek nie znajdzie spokojniejszego ani bardziej wolnego od zadań odosobnienia niż we własnej duszy, a przede wszystkim taki człowiek, który ma wewnątrz to, nad czym pochyliwszy się w skupieniu, zaraz odnajdzie pełny spokój.
@krzysiek34011 to co opisałeś to taka prosta medytacja, w trochę niesprzyjających warunkach, którą też praktykuję. Wiadomo, medytacje czy techniki stoickie, które polegają na wejściu wgłąb siebie lepiej się robi w ciszy i spokoju, jednak robienie tego w gwarze też jest możliwe, choć dużo trudniejsze. Za to jest to też jakaś forma ćwiczenia cierpliwości.
Z początku powściągliwość taka jest rzeczywiście nieprzyjemna, lecz z czasem pożądania te ustają przez to samo, że słabną i zanikają odczucia, o które się ubiegamy. Stąd i żołądek staje się wybredny, stąd i łakomie przyjmowane dawniej pożywienie zaczyna budzić wstręt. Pragnienia wygasają same. Nie jest zaś przykry brak tego, czegoś przestał pragnąć.
Przy każdym uczynku, rozważ dokładnie, co go poprzedza, jak również co z niego wynika, i dopiero wtedy przystępuj do dzieła. W przeciwnym bowiem razie z początku z zapałem brać się będziesz do dzieła, ponieważ nie rozważyłeś w duchu żadnego z następstw, wszelako później, kiedy niektóre z nich zaczną wychodzić na jaw, z hańbą odstąpisz od niego. (...) W przeciwnym razie pamiętaj, że postępujesz jak małe dzieci, które raz odgrywają atletów, raz gladiatorów, raz grają na trąbkach i piszczałkach, to znowu przedstawiają sceny tragiczne, i tak one to odtwarzają, co tylko ich oczy widziały i podziwiały.
Kto bada, co przeciw niemu powiedziano, kto się wywiaduje o złośliwe rozmowy, nawet jeśli je prowadzono na osobności i w tajemnicy, ten tylko niepokoi sam siebie.
@splash545 kiedyś ktoś mądry (serio nie pamiętam ani kto, ani kiedy, ani gdzie) powiedział mi: "Przestań martwić się tym co inni myślą o tobie, wystarczy że oni marnują na to swój czas". Wryło się to gdzieś głęboko w moją świadomość. Dzisiaj niezmiernie mnie bawi, kiedy widzę jak to drażni ludzi kiedy na ich sądy na mój temat, odpowiadam: "Taaak, i co?"
4. Autoterapia #postoicku - praca nad wyobrażeniami
Nie znam genezy stoickiej pracy nad wyobrażeniami, wiem jednak, że filozofem, który największy nacisk kładł na tę autoterapeutyczną część stoicyzmu był Epiktet.
Piszę tu o autoterapii ponieważ nurt terapeutyczny poznawczo-behawioralny wywodzi się właśnie ze stoicyzmu. Jest to nurt uznany za ten najbardziej skuteczny i najczęściej zalecany przez lekarzy. Czytałem publikacje psychologów i terapeutów, gdzie podawane przez nich ćwiczenia, czy sposoby myślenia były albo 1:1 skopiowane od starożytnych myślicieli, albo zawierały jakieś drobne zmiany, były ujęte współczesnym językiem psychologii, jednak ogólny sens pozostawał ten sam.
Na czym polega praca nad wyobrażeniami?
Praca nad wyobrażeniami jest to praca przy poznawaniu siebie, próbie wyłapania różnego rodzaju błędów poznawczych oraz niekorzystnych schematów myślowych, które w nas funkcjonują, a następnie zmiana ich na takie, które działają na naszą korzyść. Jest to praca nad swoją narracją o świecie, a także o sobie samym. Chodzi w niej by zacząć żyć świadomie, przestać się oszukiwać i zaakceptować życie takim jakie jest w możliwie najbardziej prawdziwy i neutralny sposób.
Fałszywe wyobrażenia
Często jest tak, że w skutek czynników losowych lub dawnych błędów nasze życie nie wygląda tak jakbyśmy tego chcieli. Mamy wtedy tendencję do rozpamiętywania dawnych niepowodzeń, lub zastanawiania się co by było gdyby. Tego typu myślenie nie prowadzi do niczego dobrego i to od nas zależy czy będziemy żyli tymi szkodliwymi wyobrażeniami, czy skupimy się na naszym obecnym życiu oraz tym co możemy z niego wycisnąć, jakie by ono nie było. Człowiek potrafi odnaleźć się nawet w najgorszych okolicznościach tylko trzeba tego chcieć i włożyć trochę wysiłku w zmianę swojego sposobu myślenia. Bo nie to co nas otacza tylko to w jaki sposób myślimy decyduje o naszym poczuciu szczęścia.
Mamy tendencję do myślenia w sposób, że muszę zrobić to czy tamto, a wtedy to już będę szczęśliwy, wtedy już na pewno będę czuć się dobrze. Wystarczy tylko, że:
znajdę sobie drugą połówkę/ osiągnę stabilność finansową/ zwiedzę świat/ zrobię karierę/ zrobię studia/ zapewnię moim dzieciom dobrobyt/ kupię sobie Ferrari/ cokolwiek innego
Oczywiście to czego chcemy i do czego dążymy ma dla nas wartość i jest czymś ważnym. Jednak łączenie swojego poczucia szczęścia i spełnienia z tym czego chcemy nie jest zbyt zdrowe dla naszej psychiki. Bo co jeśli pomimo naszych starań jednak nam się nie uda? Albo nawet gdy nam się uda, to te nasze chciejstwa nigdy się nie skończą, będą tylko się mnożyć i prowadzić do następnych, co spowoduje, że nigdy nie będziemy zadowoleni z tego co mamy i nigdy nie będziemy szczęśliwi/usatysfakcjonowani, będziemy odczuwać wieczny niepokój.
Tu pewnie znajdzie się kilka osób, które będą twierdzić, że to jest motor napędowy do rozwoju, żeby ciągle chcieć więcej i to zdobywać. Nie twierdzę, że tak nie jest, twierdzę jednak, że nie czując wewnętrznej presji i niepokoju w dalszym ciągu można chcieć więcej i to zdobywać. Można jednak wtedy mieć ten luz na głowie, że jak się nie uda to trudno i dalej być szczęśliwym pomimo niepowodzenia w naszym dążeniu. Bo można czuć się dobrze ot tak, po prostu, bo prawdziwe, trwałe szczęście może pochodzić jedynie od nas samych.
Drugą rzeczą jest to co wtedy gdy pragniemy czegoś nieosiągalnego: chciałbym, żeby moja partnerka nie odeszła/ chciałbym, żeby moje dziecko nie było niepełnosprawne/ chciałbym nie musieć opiekować się przez lata zniedołeżniałą matką/ chciałbym, żeby moja córka nie umarła
Co wtedy? Czy to oznacza, że mamy być już zawsze nieszczęśliwi? No nie, bo w każdej sytuacji można się odnaleźć i wyszarpać dla siebie kawałek szczęścia nawet gdy los nie był dla nas łaskawy i sytuacja wydaje się beznadziejna. Z wyżej wymienionych przykładów znam osoby, które pomimo sytuacji w jakiej się znalazły radzą sobie i są szczęśliwe. Znam też takie, które w tego typu sytuacjach znajdują pretekst do użalania się nad sobą (robią to mniej lub bardziej nieświadomie). No cóż, życie nieraz jest ciężkie, dla niektórych niebywa łaskawe, lecz to czy poradzimy sobie pomimo wszelakich przeciwności zależy wyłącznie od nas samych, od pracy jaką włożymy w nasz sposób myślenia. Dopiero wtedy powiedzenie: 'Co nas nie zabije to nas wzmocni' może okazać się prawdą, bo bez tego, co nas nie zabije, równie dobrze może nas pogrążyć.
Jak zmienić sposób myślenia?
Praca nad wyobrażeniami nie kończy się na uświadomieniu sobie co tam w nas nie zagrało jak powinno. Tu nie wystarczy przeczytać mądry cytat, albo np. znaleźć w tym tekście coś co faktycznie pasuje do Twojej sytuacji i być może coś z tego co tu napisałem ma dla Ciebie sens. Sama tego świadomość niewiele pomoże, bo jest to jedynie początkowy etap pracy nad sobą. Twój dotychczasowy sposób myślenia, jego błędy i schematy wynikają z nieświadomego przyjęcia pewnych wyobrażeń, a następnie wielokrotnego ich utrwalenia w różnego rodzaju okolicznościach. Tu nie wystarczy sobie coś powiedzieć, tu potrzeba pracy niekiedy trwającej wiele dni, bądź tygodni, przy próbie zmiany swojego sposobu myślenia na wielu poziomach. Można to zrobić w trakcie przeglądu siebie, a później starając się wprowadzać pożądany sposób myślenia w świecie rzeczywistym. Gdy w ciągu dnia dopadną Cię złe myśli, a Tobie uda się je uciąć i nie podążać za nimi wiedząc, że są one fałszywe, szkodliwe i są tylko myślami i dopóki za nimi nie pójdziesz to nic nie znaczą. Gdy zamiast tego uda Ci się wrócić do sposobu narracji jaki chcesz mieć, będzie to już niemały sukces. Należy go sobie przypomnieć i utrwalić w trakcie przeglądu siebie i odczuć satysfakcję z dobrze wykonanej roboty. Później jeszcze kilka razy powtórzyć i wtedy już idzie z górki, zaczynasz myśleć bez szkody dla siebie i odczuwasz wewnętrzny spokój.
@splash545 ogólnie dzisiaj też zacząłem czytać "Sztuka życia według stoików" i pierwszy rozdział jest na temat wyobrażeń. W sumie ten pomysł na temat wyobrażeń mocno mi się skojarzył z Buddyjskim współzależnym powstawaniem. W sensie według łańcucha współzależnego powstawania jeszcze przed kontaktem zmysłowym lub z jakimś zjawiskiem umysł utrzymuje jakieś poglądy itd. dokonuje ingerencji w dalsze części łańcucha. To jest podobne do tego czym są wyobrażania. W sensie wyobrażenia barwią doświadczenie i w zależności od naszych wyobrażeń można różnie reagować na dane zjawisko.
Plus ogólnie dość rozbudowana lektura i zaawansowana lektura https://www.dhammatalks.org/books/Wings/Section0000.html "Skrzydła Przebudzenia" to dosłownie wyjaśnienie Buddyzmu w jednej książce gdzie są objaśnione wszystkie doktryny(jak np. współzależne powstawanie czy kamma) jak i kwestie praktyczne. Nie czytałem lepszej książki w tym temacie. Ale jest też ogromna i obszerna więc może być nieprzystępna.
Wszystko jest ulotne, zwodnicze i bardziej niestałe niźli sam czas. Wszystko się obraca i na rozkaz losu przemienia w coś przeciwnego; a przy tak wielkiej zmienności spraw ludzkich pewna jest dla każdego jedynie śmierć. Aliści wszyscy skarżą się właśnie na to, co do czego nikt nie doznaje zawodu.
(...) myślenie o nieaktualnych scenariuszach jest skrajnie demobilizujące. Rozprasza ono naszą uwagę na jakieś inne, nierealne warianty wydarzeń i uniemożliwia skoncentrowanie jej tam, gdzie jest naprawdę potrzebna, czyli na rzeczywistości, która faktycznie jest naszym udziałem.
Miecz nazwiesz dobrym nie wtedy, gdy wisi na przetykanym złotem pasie, nie wtedy, gdy pochwa jego jest ozdobiona szlachetnymi kamieniami, lecz wtedy, gdy i ostrze ma nadające się do płatania, i koniec przebijający wszelką zbroję. W przypadku listwy ciesielskiej zależy nie na tym, czy jest piękna, lecz na tym, czy jest prosta. Każda rzecz zyskuje uznanie wedle tego, do czego jest przysposobiona i co stanowi wyłączną jej właściwość. Przeto również i u człowieka nie ma żadnego znaczenia okoliczność, ile roli on uprawia, ile pieniędzy pożycza na lichwę, ilu ludzi go odwiedza, na jak kosztownym wyleguje się łożu, z jak przejrzystej czary popija wino; ma zaś znaczenie, w jakiej mierze jest dobry. A jest dobry istotnie, jeśli ma łatwo pojmujący, prawy i przystosowany do wymogów swojej natury rozum. Nazywa się on cnotą, i ta jest czcigodnym i jedynym dobrem człowieka.
Jak zepsuty i nieszczery jest człowiek, który mówi: postanowiłem być szczerym wobec ciebie. Co robisz, człowiecze? Tego nie trzeba naprzód mówić. To się zaraz pokaże. Zdanie to powinno już być wypisane na czole. Gdy tak jest, to zaraz w głosie to rozbrzmiewa, zaraz z oczu to błyska, jak we wzroku kochanka wszystko zaraz odczytuje kochanek. Takim w ogóle pod tym względem powinien być człowiek prosty i dobry, jak ten, kogo czuć, aby, kto się do niego zbliży, zaraz, chce czy nie chce, to odczuł. Udawanie prostoty – to skryty sztylet. Nie ma nic brzydszego nad przyjaźń wilczą. Tej przede wszystkim się strzeż. Człowiek dobry i prosty, i życzliwy ma to w oczach jasno wypisane. To zaraz widać.
Moja pierwsza praca w sklepie i menadżer, który czasami też lubił sobie coś sprzedać... Jego stała sztUczką było w pewnym momencie zapytać klienta: ,,szczerze?" I leciała bajera na całego.
Jeśli zaś innych przyjaciół nie mamy, tedy sami wyrządziliśmy sobie krzywdę większą niż ta, której doznaliśmy od losu: ten porwał nam jednego, myśmy pozbawili się wszystkich, których sobie nie zjednaliśmy. Następnie, nie kochał zbyt głęboko nawet jednego ten, kto nie był zdolny pokochać więcej niż jednego. Gdyby ktoś, utraciwszy wskutek rabunku jedyną tunikę, wolał głośno biadolić zamiast rozejrzeć się, w jaki sposób ochronić się przed chłodem i znaleźć coś takiego, czym mógłby okryć grzbiet, czy nie wyda ci się ostatnim głupcem? Pogrzebałeś umiłowanego człowieka? Szukaj drugiego, którego mógłbyś miłować. Lepiej zjednać nowego przyjaciela niż płakać po dawnym.
Jak wspominałem ostatnio optymalny przegląd siebie składa się z dwóch etapów: porannego i wieczornego. Ja jednak będąc osobą uzależnioną nie mogłem robić tego w ten sposób z jednej prostej przyczyny - każdego wieczoru musiałem być zjarany i upity. Trudno, jak trzeba to trzeba, lecz nie mogło to stać się wymówką, żeby zaprzestać pracy nad sobą. Trzeba było tylko znaleźć jakieś rozwiązanie, a było nim robienie przeglądu siebie raz dziennie. Najczęściej rano, czasem jakoś do południa.
Ta trochę awaryjna wersja przeglądu siebie jest połączeniem wariantów porannego i wieczornego w całość. Czasami i do tej pory zdarzy mi się zrobić to ćwiczenie w ten sposób np. gdy robię go mocno zmęczony leżąc już w łóżku i po prostu zasnę w trakcie.
Tego typu przegląd zaczynamy od części wieczornej czyli rozliczamy się z dnia poprzedniego, a następnie planujemy dzień bieżący. Skuteczność takiego przeglądu może być trochę gorsza. Największą jego wadą jest chyba to, że po zrobieniu przeglądu tuż przed snem bardzo dobrze się zasypia i sen jest spokojnieszy, co zdążył kiedyś zauważyć Seneka:
Jaki sen smaczny następuje po takim zbadaniu siebie! Jaki spokojny, jaki głęboki, jaki niezakłócony, gdy dusza jako stróż siebie samej i tajny sędzia człowieka po wnikliwym rozpoznaniu swego postępowania albo pochwali swe obyczaje, albo je zgani. Ja również praktykuję ten zwyczaj i dzień w dzień zdaję rachunek przed sobą.
Gdy jednak byłem na początkowym etapie pracy nad sobą, będąc wtedy kontrolowany przez mechanizmy działania nałogów, oraz mając w głowie całą masę fałszywych schematów myślowych. Nie miało to wielkiego znaczenia czy zrobię przegląd siebie w wersji optymalnej czy awaryjnej. Mogłem też zapomnieć o wprowadzaniu się w stan pogłębionej refleksji. Robiłem go na tyle na ile byłem w stanie, czyli z dzisiejszej perspektywy byle jak. Najważniejsze jednak było to, że w ogóle go robiłem, zachowując przy tym regularność.
Miałem takie szczęście, że od samego początku naprawdę zajarałem się stoicyzmem, dzięki czemu specjalnie nie musiałem się zmuszać do stoickich praktyk, a po pierwszych kilku razach udało mi się zauważyć pierwsze pozytywne efekty tej stoickiej techniki. Pomału robiłem się spokojniejszy, przestałem denerwować się każdą drobnostką i nie brałem wszystkiego tak bardzo do siebie.
Na początku były to naprawdę drobne rzeczy, ale już mogłem poczuć jak zyskuję jakąś minimalną sprawczość w swoim życiu i poprawia się moje samopoczucie. Pomyślałem sobie wtedy, że dotychczas nie wiedziałem co robię i błądziłem po omacku, a właśnie teraz otrzymałem instrukcję obsługi do swojego życia. Dzięki temu wszystkiemu chęć do dalszej pracy nad sobą przychodziła sama. Na tym właśnie polega motywacja. Nie spada ona z nieba, lecz zyskuje się ją przez robienie czegoś, a widząc efekty swoich działań nabiera się chęci na więcej.
Wieczorem natomiast zamiast przeglądu siebie (którego nie mogłem robić z wiadomych względów) robiłem sobie analizę tego jak ja się właściwie czuję po zażyciu mojej codziennej porcji używek. Starałem się być świadomy swoich odczuć pod ich wpływem przynajmniej przez kilka lub kilkanaście minut. Byłem w szoku, że będąc już uzależniony nie brałem ich nigdy w sposób świadomy, nie myślałem o tym jak się czuję, bo robiłem to w sposób automatyczny. Była to ucieczka przed swoimi myślami, w trakcie której wmawiałem sobie, że jest super, że czuję się dobrze, a wcale tak nie było.
Gdy robiłem te analizy okazało się, że po marihuanie wzmagały się moje lęki, a po alkoholu czułem ciągły niedosyt, straszne ssanie, które znikało razem z lękiem gdy dawka była już tak duża, że znikałem też ja, znikała moja świadomość, urywał się film, lub był mocno poszarpany.
Poza tym swoją pracę nad sobą popierałem codziennym słuchaniem podcastu: " Ze stoickim spokojem ". To właśnie stąd brałem swoją wiedzę w jaki sposób pracować nad sobą i w jaki sposób starać się myśleć, żeby przestać czuć wieczny niepokój, który był powodem mojej ucieczki w używki. Moja początkowa praktyka stoicka, powiedzmy przez jakiś tydzień, polegała na tych dwóch rzeczach - każdego dnia robiłem przegląd siebie i słuchałem jeden odcinek podcastu.
Słuchając kolejne odcinki wiedziałem, że następnym krokiem będzie zajrzenie w głąb siebie, żeby dowiedzieć się o co tak właściwie mi chodzi. Nie rozumiałem do końca co to znaczy i cholernie się tego bałem. Co ja tam znajdę skoro tak ciągle przed sobą uciekam? Czy ja w ogóle chcę tam zaglądać? A może lepiej tego nie robić? No ale skoro powiedziałem "a" trzeba było powiedzieć też "b". Więc po tych paru dniach zabrałem się do następnej równie ważnej stoickiej techniki - pracy nad wyobrażeniami. Polega ona na odnajdywaniu, przełamywaniu i zmianie błędów poznawczych i niekorzystnych schematów myślowych.
A w jaki sposób się to robi opiszę w kolejnych odcikach. Jest to obszerny i złożony temat, więc planuję rozbić go na dwa wpisy. Już coś zacząłem tam sobie skrobać, ale chcę to zrobić porządnie, więc będzie chwila przerwy i kolejny wpis powinien pojawić się w poniedziałek.
"Wieczorem natomiast zamiast przeglądu siebie (którego nie mogłem robić z wiadomych względów) robiłem sobie analizę tego jak ja się właściwie czuję po zażyciu mojej codziennej porcji używek. Starałem się być świadomy swoich odczuć pod ich wpływem przynajmniej przez kilka lub kilkanaście minut."
(...) nigdy nie jest dobrze trwać przy czymś bezrozumnie, tylko dlatego, by uciec od wysiłku myślenia. Stałość jest wartościowa i pożyteczna wtedy, gdy wynika z analizy sytuacji i uzasadnionego przekonania o słuszności naszej decyzji, a nie wtedy, gdy bierze się z kamiennego uporu. Ten ostatni często jest też niczym innym jak lenistwem ubranym w szatki wytrwałości.
2. Jak żyć #postoicku , czyli najważniejsza technika
*Przegląd siebie*
Podstawową stoicką techniką myślową jest przegląd siebie, zwany również rachunkiem sumienia. Technika ta pochodzi z czasów przedstoickich a jej autorem jest Pitagoras. Stoicy przejęli ją i zaadaptowali pod swoją filozofię. Jest to technika paramedytacyjna, jej podstawowym zadaniem jest przygotowanie do dnia, a następnie refleksyjny przegląd bieżących wydarzeń.
Przygotowanie
Kluczowym czynnikiem wpływającym na skuteczność przeglądu siebie jest regularność, dlatego należy wykonywać go codziennie. Na jego wykonanie trzeba wygospodarować sobie 15-20 min rano i wieczorem.
Należy usiąść w cichym i odosobnionym miejscu, ewentualnie można pójść na spacer i wykonać go w jego trakcie.
Podczas przygotowania należy się wyciszyć i postarać wprowadzić w stan pogłębionej refleksji. Można to zrobić na kilka sposobów, jednym z nich jest skorzystanie z prostej medytacji polegającej na skupieniu się na oddechu. Tuż przed przeglądem siadamy, zamykamy oczy i liczymy oddechy aż do 50 starając się skupić myśli na procesie oddychania. Jeśli w trakcie liczenia nasza uwaga powędruje w stronę napływających myśli nie denerwujemy się tylko gdy zdamy sobie z tego sprawę kierujemy nasze skupienie z powrotem w stronę oddechu. Jeśli nie jesteśmy w stanie skoncentrować się na oddechu to obserwujemy napływające myśli i staramy się ich nie oceniać.
Stan pogłębionej refleksji jest stanem zbliżonym do medytacji. Gdy jesteśmy w stanie medytacji częstotliwość fal w naszym mózgu zmienia się. Dzięki temu możemy oddziaływać na siebie na głębszym poziomie, niż gdybyśmy po prostu sobie coś pomyśleli.
Podział na obserwatora i obserwowanego
Gdy wykonujemy przegląd siebie, a w szczególności wersję wieczorną, należy postarać się spojrzeć na siebie z boku. Nie chcemy wikłać się w emocje, które powstały w ciągu dnia i przeżywać ich na nowo. Chcemy spojrzeć na wszystko w sposób bardziej obiektywny. Tak jakbyśmy obserwowali swojego przyjaciela i chcieli dać mu dobrą radę, nie będąc zaangażowanym emocjonalnie w daną sytuację.
Przegląd siebie dzielimy na 2 etapy:
1. Etap poranny - który polega na planowaniu i wyznaczeniu celów dla dnia bieżącego. W jego trakcie myślimy:
- o tym jaki jest nasz nastrój? Jeśli czujemy się zdenerwowani lub zaniepokojeni zastanawiamy się z czego może to wynikać? Jest to moment, w którym możemy popracować nad poprawą naszego samopoczucia.
- co chcemy dziś zrobić i w jakiej kolejności? (można dodatkowo zrobić notatkę z ogólnym planem dnia)
- o tym, które z zadań jakie chcemy dziś zrobić może być dla nas szczególnie trudne i dlaczego? Zastanawiamy się w jaki sposób zamierzamy sobie poradzić z daną sytuacją. Wyobrażamy to sobie krok po kroku.
- zastanawiamy się też czy faktycznie dziś czujemy się na siłach, żeby zrobić wszystko to co byśmy chcieli. Czasem lepiej przełożyć jakieś zadanie i zrobić ich mniej, niż się przeładować i później je zawalić.
2. Etap wieczorny - który polega na rozliczaniu się z tego co zaplanowaliśmy sobie rano. W jego trakcie myślimy:
- o ogólnym przebiegu minionego dnia i naszych odczuciach z nim związanych.
- o tym co udało nam się wykonać z zaplanowanych rano zadań. Chwalimy siebie za ich realizację i pozwalamy sobie odczuć satysfakcję z tego powodu.
- o tym co nam się nie udało i dlaczego? Czy było to spowodowane jakąś niechecią, może zmęczniem? A może jakieś wydarzenie w ciągu dnia spowodowało, że nie mieliśmy po nim chęci na dalsze działanie? Nie idziemy za pierwszym odczuciem, które często jest nieprawdziwe bo jest podyktowane przez żal, bądź wzburzenie. Tylko staramy się na spokojnie ustalić prawdziwą przyczynę naszego niepowodzenia.
- o tym czy w ciągu dnia zachowywaliśmy się w zgodzie z sobą, w sposób w jaki byśmy tego chcieli? A może zdarzyło się, że powiedzieliśmy komuś parę słów za dużo czego później żałowaliśmy? Albo to ktoś do nas odniósł się nie tak jakbyśmy tego chcieli, a my później rozpamiętywaliśmy tę sytuację, lub jakaś inna drobnostka doprowadziła do wybicia nas z rytmu i popsucia naszego nastroju? Odtwarzamy w myślach taką sytuację i zastanawiamy się co by się stało, gdybyśmy nie oddali władzy nad swoim nastrojem i zachowaniem czynnikom zewnętrznym. Zastanawiamy się jaki sposób zachowania byłby dla nas pożądany i wyobrażamy sobie co by się stało jakbyśmy zachowali się w taki właśnie sposób.
- a może dziś udało się nam przełamać jakiś schemat i w trudnej dla nas sytuacji zachowaliśmy się właśnie tak jakbyśmy tego chcieli. Analizujemy to wydarzenie i szukamy decydującego momentu, dzięki któremu udało nam się zachować w pożądany sposób. Pozwalamy sobie na odczucie radości i satysfakcji z tego sukcesu.
- gdy to zrobimy jesteśmy już rozliczeni z minionym dniem, pozostaje nam wybaczyć sobie wszelkie niedociągnięcia i niewykonane zadania. Mamy już analizę dlaczego nam nie wyszło, więc obiecujemy sobie, że następnym razem bogatsi o tę wiedzę postaramy się zadziałać w pożądany dla nas sposób. A następny dzień traktujemy jako szansę, żeby nasze przemyślenia wcielić w życie.
Co daje przegląd siebie?
Przegląd siebie wprowadza plan i strukturę do naszego dnia codziennego oraz jest dobrym treningiem sprawczości.
Dzięki niemu zaczynamy myśleć bardziej refleksyjnie, zastanawiać się nad sobą, prawdziwymi źródłami naszych lęków i reakcji. Mamy możliwość lepiej poznać siebie, dowiedzieć się jakie są nasze mocne strony, a co nas blokuje oraz jakie są tego przyczyny. Możemy zacząć przełamywać te blokady psychiczne oraz modelować nasz charakter i przekonania w sposób jaki tylko chcemy.
Jeśli chcesz pozbyć się nałogów? Wziąć się za skuteczną dietę? Zacząć uprawiać sport i nie poddać się po miesiącu? Przestać odkładać wszystko na później? Stać się bardziej radosny? Albo odważny i pewny siebie? A może poprawić jakąś inną swoją cechę? - to właśnie jest narzędzie, które może Ci to umożliwić.
Na jakiej zasadzie to działa?
Cokolwiek robimy odpowiednia ilość powtórzeń danej czynności powoduje wytworzenie się połączenia między neuronami w naszym mózgu. Gdy już mamy takie połączenie, to będąc w podobnej sytuacji zadziałamy z pewnym automatyzmem. (Jest to również jeden z mechanizmów działania nałogów.)
Dla mózgu nie ma wielkiej różnicy czy coś robimy czy tylko to sobie wyobrażamy. W ten sposób w trakcie przeglądu siebie gdy wyobrażamy sobie nasze działanie w różnych życiowych sytuacjach, w naszym mózgu zaczyna tworzyć się ścieżka neuronowa. Wystarczy robić to regularnie i powtórzyć odpowiednią ilość razy, a wtedy gdy w świecie zewnętrznym znajdziemy się w podobnej sytuacji szansa, że zadziałamy w pożądany dla nas sposób znacząco wzrośnie.
Poza tym mamy po prostu przygotowany pewien plan, wiemy mniej więcej co może nas dziś spotkać, dzięki temu eliminujemy czynnik zaskoczenia. Bo gdy coś nas zaskakuje, często nie działamy tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Za nasze działanie odpowiadają wtedy różnego rodzaju schematy myślowe zazwyczaj wykształcone w nieświadomy sposób, które niekoniecznie będą działać na naszą korzyść.
Więcej o przeglądzie siebie można dowiedzieć się z podcastu "Ze stoickim spokojem" z odcinków nr 5 oraz 107 .
W dzisiejszym wpisie starałem się przedstawić podstawową i najbardziej skuteczną wersję przeglądu siebie, który wykonujemy rano i wieczorem. W kolejnym wpisie opiszę jego wersję bardziej awaryjną - wykonywaną raz dziennie. Czyli jak to robiłem będąc uzależnionym, kiedy każdy wieczór musiałem poświęcić na chlanie i ćpanie.
@splash545 ja chyba najpierw muszę się przebadać w kierunku ADHD. Serio. Po ostatnich Twoich wpisach próbowałem wieczorem przed snem skupić się na 1 ścieżce myślowej. Człowieku. Nie udawało mi się to dłużej niż przez 10 sek. Potem nagle uświadamiałem sobie że myślę o - nie wiem - zupie ziemniaczanej, motocyklu, psie, filmie.. Prób było z 10, serio nie udało mi się ani razu. Dziś to sobie przemyślałem i faktycznie - jak czytam książkę, cyk po chwili mam przekartkowane 10 stron a moje myśli są jak wyżej. Cofam się o 9 stron bo 1 pamiętam jako tako i z powrotem za moment już nie wiem co czytam.
Również kwestia "skupienia się w ciszy" - mam autystycznego dzieciaka, który od rana lata i gada gada gada gada tak że go słychać wszędzie.
Zawsze mam wrażenie, że te wszystkie techniki (również te złote rady dla nałogowców typu jak czujesz chęć się napić to idź na spacer) to są dla singli co mają zero na głowie
"wyluzuj się", "nie przejmuj się" a tu na głowie niepełnosprawne dziecko, które prawdopodobnie nigdy nie będzie samodzielne. I odnajdź tu motywację i spokój ducha.
No ale tak jak mówiłem, będę próbował Twoich metod.
@Michumi wiadomo z różnych przyczyn może być ciężko, żeby znaleźć tą chwilę ciszy. Najprostsze rozwiązania są takie, albo wstajesz szybciej te 20min przed resztą domowników, albo idziesz na 20min posiedzieć w zaparkowanym samochodzie.
To o czym piszesz z uciekaniem myśli nie jest niczym dziwnym, ja to robie już ponad rok a zdarza mi się, że w trakcie gdzieś odlecę. Jak się coś takiego dzieje to spróbuj wrócić myślami na ile możesz i zrobić byle jak ale zrobić choć jakaś część. Tu jest trochę jak z ćwiczeniami fizycznymi na początku jest trudno ale im dłużej częściej robisz to po prostu idzie się wyćwiczyć, żeby było lżej.
Dla mnie na początku takim game changerem jeśli chodzi o podsumowanie dnia było pisanie dziennika. Zamiast myśleć sobie to wszystko odpalałem notatnik i pisałem o swoich odczuciach z wydarzeń z ciągu dnia. Jak piszesz to mózg od razu się przestawia i dużo łatwiej jest się skupić. Wadą jest to, że zajmuje to trochę dłużej niż samo pomyślenie. Popróbuj sobie różnych metod i nie poddawaj się za szybko to może zaskoczy, z czasem jest łatwiej.
Ja tak się odbiłem 2x od medytacji nie mogłem wytrzymać 2-3 min nie myśląc o niczym. Zaraz mnie chuj strzelał i wpadałem we wściekłość, a teraz na luzie sobie mogę posiedziec pół godzinki. Chyba najlepiej na początek się nastawić, że nie będzie Ci to wychodzić za dobrze i trzeba jakoś przetrwać ten poczatkowy najtrudniejszy okres.
@Michumi w kolejnych wpisach poruszę tematy w jaki sposób ten luz można spróbować sobie wypracować i to jest sporo pracy z tym wszystkim. To co piszesz o singlach to prawda, że jak ktoś nie jest niczym obarczony to jest łatwiej, pewnie, że tak. W Twojej sytuacji będziesz miał trudniej, ale jeśli Ci się uda pomimo tego to będziesz miał od razu zaliczony duży sukces i będzie to od razu duży krok do rozwoju i pogodzenia się z życiem jakie by nie było.
Ja też jak zaczynałem to miałem trochę traum za sobą i aktualnych życiowych problemów. Oczywiście one magicznie nie zniknęły, ale jest lżej radzić sobie z nimi jak już mam jakąś kontrolę nad sobą i mogę odnaleźć w życiu chociażby jakieś drobne radości.
@splash545 Dziękuję za zawołanie mnie. Kim ja jestem, żeby tutaj dawać swoją opinię Uważam, że technika jest bardzo wartościowa, fajnie, że tak precyzyjnie ją opisałeś, to na pewno rozjaśniło pewne kwestie. Ten wpis powinien być przypięty do społeczności, żeby każdy mógł go bez problemu znaleźć. Hmm... Może sama sobie porobię taki przegląd przez jakiś czas? Co prawda robię sobie swoje "przeglądy" w trochę innej formie, ale w sumie co mi szkodzi. Zachęciłeś mnie. Za jakiś czas dam znać jak mi idzie
Robisz sobie codzienny osobisty standup z mojej perspektywy
Czym jest Daily Stand Up? Jest to krótkie (trwa od 15 do 30 minut) codzienne spotkanie zespołu, którego głównym celem jest ocena aktualnego stanu prac. Każdy uczestnik odpowiada sobie i innym na trzy pytania:
Co zrobiłem od ostatniego spotkania?
Co planuję zrobić do następnego spotkania?
Czy coś przeszkadza mi w pracy?
Poza oceną stanu prac do celów Daily Stand Up zalicza się synchronizację zespołu, czyli zrozumienie działań każdego członka i ich wpływu na innych – zalicza się też do tego dostosowania zadań do ogólnych postępów. Spotkania te służą również do szybkiego wykrywania problemów, żeby można było rozwiązywać je na wczesnym etapie.
Ilekroć pomyślisz, że był ten chłopak, uświadom sobie też, że był tylko zwykłym człowiekiem, któremu nie przyrzeczone nic pewnego i którego los nie zawsze doprowadza aż do starości: odstępuje odeń, kiedy mu się tylko podoba. Zresztą rozmawiaj o nim często i czcij :
pamięć o nim, jak możesz. Raz po raz powróci ona do ciebie, jeżeli będzie przychodziła bez goryczy. Nikt bowiem nie obcuje chętnie z czymś zasmucającym, a cóż dopiero z samym smutkiem.
Moja śp. babcia mawiała, że ludzie zawsze żyją tak długo jak trwa pamięć o nich i że nie należy się bać ani zamartwiać martwymi, bo krzywdy nie zrobią. Chyba była takim nieświadomym stoikiem w tej kwestii.