#psychika

0
9

#pracbaza #kiciochpyta #zalesie #psychika

Piszę aby się pożalić i z prośbą o poradę od osób, które być może mają jakieś skuteczne strategie do radzenia sobie z dużą presją, stresem i nawałem obowiązków w pracy.

Działam jako terapeutka SI w przedszkolu integracyjnym. Jakiś miesiąc temu okazało się, że mamy poprawiać (czyt. ktoś popełnił błąd i boją się że dotacje im zabiorą) dokumentację specjalistyczną od września 2025 r. To jest ponad 1000 papierów. Do tej pory robiłyśmy wszystko skrupulatnie, sumiennie i gówno warta ta nasza praca. Zrobiliśmy z zespołem (dwie specjalistki- bystre dziewczyny), jakieś 20% do kontroli. Okazało się, że znowu coś ktoś źle zrozumiał i k⁎⁎wa nowe wzory i nowa robota. Wzory były do niczego-formatowanie rozlazłe, zbędne przerwy, błędy merytoryczne no dramat dla estety. Chaos w komunikacji, dużo myślenia, zastanawiania się co do czego. Okazało się że musimy dorobić jeszcze ponad pół tysiąca totalnych durnoctw dokumentalnych. Wszystko zrobiłyśmy po swojemu, zoptymalizowałyśmy i tym razem tylko dwójkę dzieci posłalismy do kontroli. Znowu ma być inaczej!! Nie to, że jest źle. Ma być inaczej!

Boże, ja już dzisiaj chciałam coś robić, ale mój mózg odmawia posłuszeństwa. Siedziałam przed kompem tonąc w papierach ze świadomością, że dokumentacja bieżącą leży, warsztaty w piątek, dzieci nie widziały mnie od 3 tygodni, zaraz w czerwcu szczegółowa ocena pracy terapeutycznej wszystkich dzieciaków z którymi pracujemy (29), a również w tym miesiącu mam ponad tydzień urlopu, bo mama po zabiegu będzie i potrzebuje wsparcia.

Do tej pory dawałam radę, wspierałam koleżanki, które płakały tam i groziły zwolnieniem się (stoicyzm power). Prowadziłam rozmowy z koordynatorką, aby tamte się z nią nie pokłóciły, planowałam działania ale teraz nie wiem co sama mam zrobić. Jak do tej pory jakoś miałam założenia do pracy tak teraz pustka. Od dłuższego czasu nie mam siły na nic. Nawet treningi odpuściłam, które bardzo lubiłam bo nie mam siły. Słabo jem bo mimowolne ścisk. Źle to wszystko idzie.

Nie chcę się zwalniać, lubię tę pracę ale nie umiem już tego psychicznie zorganizować, aby widzieć w ogóle możliwość zrobienia tego wszystkiego. Siedzimy z gabinecie i totalna rezygnacja. Nigdy tak nie miałam. Pomocy Tomeczki i Tomkinie, co z tym fantem zrobić. Jak przełamać tę rezygnację?

361a8f7f-bef7-4b7c-be7c-f7ea46ad444f

@Fafalala Ostatnio miałem też ciężką sytuację w pracy (IT) i podobną blokadę o której mówisz. Podzielę się sposobem, choć nie wiem czy będzie łatwy do zastosowania - daj znać albo dopytaj o szczegóły jeśli coś będzie niejasne.

Sama technika jest oparta na 4 szlachetnych prawdach, w skrócie: Istnieje cierpienie, istnieje przyczyna cierpienia, istnieje ustanie cierpienia i istnieje droga prowadząca do ustania cierpienia. Musisz spojrzeć na to co odczuwasz jak na cierpienie - najlepiej w domu, kiedy leżysz wygodnie, albo siedzisz z prostymi plecami, ważne żeby nikt Ci nie przerywał, tak jak na medytacji. Kiedy patrzysz na to cierpienie, staraj się być obserwatorem i nie wchodzić w historie/myśli które próbuje Cię wciągnąć. Spróbuj zlokalizować je w jednym miejscu w ciele - zobaczyć gdzie się manifestuje. Zwykle cierpienie u mnie pojawia się w okolicy splotu słonecznego (dotyczące zmysłowych pragnień) ale w przypadku tej blokady to było coś co 'łapało mnie za serce' i trochę paraliżowało zdolność do pracy. Popatrz trochę na to co czujesz, postaraj się być akceptująca, tak jakbyś obserwowała ból fizyczny który pewnie trochę łatwiej zaakceptować (np. uderzenie się w krzesło nogą). Spróbuj zobaczyć że 'tak właśnie jest' cierpienie po prostu istnieje.
Kolejnym etapem, który zrób po chwili obserwacji jest przejście do przyczyny cierpienia - wciąż będąc obserwatorem postaraj się zwerbalizować o co chodzi, jakie pragnienie za tym stoi, a może jaka niechęć. Często bardzo silne cierpienie spowodowane jest przez silną awersję do tego co jest - na przykład sytuacji w pracy. Czasem jeśli to nazwiesz, napięcie momentalnie znika, czas nawet jeżeli Ci się to uda to cały czas tam siedzi. Jakkolwiek będziesz się czuła po, postaraj się być cały czas uważna. Czyli jeżeli wrócisz do normalnych obowiązków po tej sesji, postaraj się trzymać wewnętrzny wzrok na tym odczuciu dyskomfortu. Stawiaj się w pozycji obserwatora, który niejako przytrzymuje wijący się umysł w jednym punkcie.
Jeżeli będziesz to powtarzać, to powinnaś zdobyć więcej doświadczenia w radzeniu sobie z danym rodzajem napięcia i napięciem w ogóle.

@Fafalala najważniejszych pytania:

Czy masz za je⁎⁎⁎ie się z tym płacone za godzinę?

Czy masz na wszystko dupochron na papierze / mailu, jakby ktoś kwestionował?

Czy nie robisz machlojki z dokumentami żeby zrobić komuś laskę, ale to Ty poniesiesz odpowiedzialność, jeśli się potem sprawa rypnie?

Zaloguj się aby komentować

Od jakiegoś czasu, trudno mi wskazać od kiedy dokładnie, zaczęłam dość sumiennie podchodzić do tego, czym się "karmię". Politykę postanowiłam odcinać jakoś po tym, jak wybory wygrał, kto wygrał, bo byłam cholernie rozgoryczona. Potem przyszła kolej na info ze świata. W dalszej kolejności clickbajty informacyjne, zdrowotne, celebryckie. Na fb algorytmy próbują mnie co jakiś czas wciągnąć w to całe gówno, ale dzielnie się bronię.


Takie ograniczanie to jak dieta dla psyche. Po jakimś czasie zauważasz, że przestaje cię interesować co się dzieje w twoim kraju i na większą skalę. Dochodzi do ciebie, że w sumie najważniejsze jest ciepło domowego ogniska i spokój w głowie, bo ci "wielcy" ludzie i tak zrobią co zechcą. Po jakimś czasie dostrzegasz, że nawet twój padre oglądający republikę cię nie wkurza, bo zwyczajnie nie masz potrzeby z nim dyskutować, bo nie wiesz co się dzieje i tylko wzruszasz ramionami.


Odejście z pewnego portalu, którego nazwy nie wolno mówić xD, też zrobiło swoje. Uspokoiłam głowę, przestałam chodzić nabuzowana, śledzić co chwilę wiadomości. Miałam FOMO, które udało się podleczyć. Czarne myśli bo wojna, polityka, bieda, wypadki, wszelakiej maści niesprawiedliwości... Wszystko to osiadło, jak odchody na dnie szamba.

Czasem jednak jeszcze złapię się na screeny z Twittera, krzykliwe nagłówki czy głosy oburzenia. Dam pioruna tu i tam, bo pewne rzeczy tak krzyczą o atencję, że aż uszy bolą, i zwykle wtedy mam takie coś , jak na obrazku poniżej.

Polecam stan niewiedzy. Mniej wiesz, dłużej żyjesz xD

#gownowpis #chwalesie #heheszki #memy #idgaf #pracanadsoba #overthinking #psychika

b28ff731-afc4-4a6f-b753-1a0a618042bf

@Kaligula_Minus Rozumiem o co chodzi, ale równocześnie ciężko mi zapomnieć, że jednym z celów Putina było obrzydzenie Rosjanom krajowej polityki do tego stopnia, żeby przestali się nią interesować i wyszło mu to doskonale.


Ale wnioski pozostawiam każdemu z osobna, bo rozumiem, że wiele osób chce się przede wszystkim czuć dobrze i trzeba to uszanować.

Problem z polityką jest taki, że Ty możesz się nią nie interesować, ale ona prędzej czy później zainteresuje się Tobą.

Zaloguj się aby komentować

Od jakiegoś czasu zauważam, że nie mam chęci do robienia czegokolwiek, chyba że założę słuchawki, zapuszczę jakieś hardbasy albo porządne densy. Wtedy to bym w euforii nawet z balkonu skoczyła. Dudniący bas lepiej wpływa na moją produktywność, niż leki od doktora od psychiki. Swoista muzykoterapia, czy też bassoterapia.

Nie wiem o co chodzi, ale po sobie widzę, że faktycznie mózg ludzki zmienia się z wiekiem...

#gownowpis #psychika #psyche #muzyka #zrytyleb #hardbass #oldies #heheszki #memy

fec86bbc-bc61-412e-9bbc-b5848d07f40a

@onpanopticon mam podobnie. W ciszy odzywa się wewnętrzny prokrastynator, a jak puszczę energetyczną muzę to coś się dzieje w mózgu, że chce mi się chcieć. A do wysiłku umysłowego zwykle włączam spokojniejszą muzykę.

@Kaligula_Minus ponoć tak może być przy ADHD xD btw. Ale ta praca na etat nas wymęcza. Zobaczcie że kiedyś ludzie nie pracowali w taki sposób. Jak byliśmy myśliwymi to polowaliśmy a to nie było odczuwane jak praca. A jak pracuje się na roliz kiedyś czy dzisiaj to jest taka bardziej leniwa część roku gdzie można trochę odpocząć zimą, na gospodarstwie.

Moi dziadkowie kochali swoje życie i lubili swoje obowiązki, chociaż bywały ciężkie. Babcia rano wstawała, paliła w piecu i nastawiała wodę. Szła do obory dać zwoerzętom jeść i świeżej wody. Chociaż ciężko pracowała cały dzień to każda czynność była ważna. I tak myślą do dzisiaj Ci co żyją.


A my to robimy takie c⁎⁎j wie co przy ekranie. Przetwarzamy dane przy pomocy płatków z krzemu i kawałka plastiku. Poklikmy w ten konkuter i mówimy że to jest praca. Ok daje pieniądze ale teraz już nazwę nie widuje się ludzi jak pracuje się zdalnie. Prawdziwe życie jest między ludźmi i przy przyrodzie a nie przed ekranem komputera.

@DexterFromLab wychowałam się w takich domach, gdzie żyło się zgodnie z porami roku, prace polowe według ich cyklu. Zimą chleb pieczony, mleko od krowy, świniobicie od wielkiego święta. Jak ktoś zasmakował takiego życia i ukształtowaly go takie doświadczenia, to będzie miał w sobie tę tęsknotę. Podzielam twoje zdanie, uważam od rewolucji przemysłowej zaczęliśmy robić sobie wielką krzywdę. Oddalamy się od tego co ważne, zapominamy o naszym pochodzeniu, maskujemy tęsknoty internetem, technologią, zajęciami zupełnie bez sensu. Mózgi nam się zmieniają. Ponoć nasze mózgi potrzebują ciszy jak płuca tlenu, a walimy w siebie coraz więcej bodźców. Nie ma nas dla najbliższych. Oddajemy energię rzeczom, które nie dają nam nic w zamian, w każdym razie nic dobrego. Bardzo się solidaryzuję z tym, co napisałeś

Zaloguj się aby komentować

Panowie, badajcie testosteron.


Sporo tu ostatnio osobistych wpisów od ludzi dzielących się swoimi historiami, więc pozwolę sobie dorzucić kilka słów od siebie. Od 20. roku życia mieszkam w UK (obecnie mam 38 lat). Typowa historia imigranta: najpierw mieszkanie w pokoju z chłopakami, potem dołączyła do mnie dziewczyna (teraz żona) i wynajęliśmy coś razem. Rok później urodził się nasz syn, więc zamieniliśmy pokój na studio, potem na małe mieszkanie i tak dalej.


Pracowałem jak wół. Żona też. Ja na dzienne zmiany, ona na nocne – praktycznie się mijaliśmy. Do tego opieka nad dzieckiem i codzienna walka o lepsze jutro. Od początku zatrudniłem się w magazynie – najpierw robota fizyczna, potem praca w biurze. Po jakimś czasie przeszedłem do agencji rekrutacyjnej obsługującej ten magazyn, zaczynając jako supervisor i poznając tajniki prawa pracy w UK. Po dwóch latach zostałem managerem całego "konta" biznesowego. Brzmi może zabawnie, ale w rzeczywistości wyglądało to tak: 17 godzin na nogach, telefony o każdej porze dnia i nocy — "znajdź kogoś na zmianę", "dowiedz się, czemu nie przyszedł" itd.


W końcu zmieniłem pracę, przejmując zarządzanie innym magazynem. Miałem już wtedy kilka osób do pomocy, ale – ambitny jak zawsze – wychodziłem z założenia: "najlepiej będzie, jak zrobię to sam". W nowym miejscu nie miałem już tylko jednego klienta, a dziesiątki. Często poświęcałem noce, by wszystko działało, jak należy. To właśnie wtedy pierwszy raz poczułem coś dziwnego: jadąc autostradą, przez chwilę bardzo intensywnie "zachciało" mi się skręcić przez barierki. Tzw. "call of the void". Takie epizody zaczęły się powtarzać coraz częściej. Robiłem się coraz bardziej nerwowy, irytowało mnie dosłownie wszystko. Pozwoliłem, żeby trwało to latami, niszcząc powoli każdy aspekt mojego życia — od małżeństwa po relację z dzieckiem. Żona wspierała mnie, jak mogła, ale podejrzewam, że ciężko było pomóc komuś, kto sam nie wiedział, co go właściwie wkurza i co mu dolega.


Dusiłem się w pracy i codzienności. Za każdym razem, kiedy myślałem o zmianie, nachodziła mnie fala beznadziei: "Przecież jest całkiem nieźle. Jak coś zmienię, na pewno wszystko zepsuję." Przypadkiem natrafiłem w internecie na informacje o testosterone replacement therapy. Przeczytałem, że niski poziom testosteronu może prowadzić do spadku nastroju, depresji, utraty pewności siebie, problemów z koncentracją, rozdrażnienia, spadku libido i kłopotów ze snem (co ciekawe — teraz śpię równo 6 godzin i ani minuty więcej). Od pracy biurowej zaczynałem też coraz bardziej "puchnąć" — siłownia nie pomagała: mięśnie nie rosły, tłuszcz nie schodził.


Zadzwoniłem do kliniki. Po kilku dniach miałem konsultację z lekarzem. Facet pytaniami trafił dokładnie w każde moje doświadczenie z ostatnich kilku lat. Rozmawialiśmy prawie dwie godziny. Niedługo później otrzymałem zestaw do pobrania krwi i adres najbliższej kliniki. Po tygodniu lekarz oddzwonił: mój organizm praktycznie przestał produkować testosteron. Kwalifikowałem się na terapię.


Pamiętam ten pierwszy zastrzyk. Szok psychiczno-fizyczny był tak ogromny, że nie spałem 36 godzin, a uśmiech nie schodził mi z twarzy. Potem wszystko się ustabilizowało i w ciągu kilku miesięcy zacząłem zauważać zmiany: smak, węch, sposób wysławiania się, pewność siebie — wszystko było inne. Jakby wszystko powoli się prostowało i wracało do normy. Praktycznie z miejsca rzuciłem picie i palenie — bez żadnych sentymentów, wracania na chwilę, jeszcze jednego piwka czy ostatniego papieroska. Obudziłem się, zobaczyłem trzy piwa w lodówce "na po pracy", wyjebałem je do kosza razem z fajkami i nie obejrzałem się za siebie.


Po sześciu miesiącach terapii obudziłem się pewnego dnia z myślą: "Nienawidzę Londynu." Włączyłem komputer i zacząłem szukać dwóch rzeczy: nowego domu daleko od Londynu i nowej pracy. Żona chwilę protestowała, ale po pół roku mojej "nowej wersji" przyzwyczaiła się i oddała mi stery. Trzy tygodnie później przeprowadziliśmy się do Newcastle. Zacząłem pracę w firmie inżynieryjnej jako Business Development Executive – praca głównie zdalna, ale z częstymi wyjazdami na eventy, spotkania itd. Wkrótce kupiliśmy dom.


Dwa lata później zmieniłem pracę ponownie. Dziś czuję, jakbym każdego dnia odkrywał nowe pokłady energii i pewności siebie. Kiedyś nie wyobrażałem sobie opuszczenia UK (byłem totalnym domatorem). Dziś latam po Europie i Tajwanie, dbając przy tym, by jak najwięcej czasu spędzać z rodziną. A siłownia? Zakochałem się w dopaminie.


Dlatego: Panowie, jeśli czujecie, że coś jest nie tak — a kiedyś było dobrze — proszę Was: zbadajcie krew. Niektóre rozwiązania są prostsze, niż myślicie!


#zdrowie #depresja #psychika #psychologia

@rain opisz wrażenia!


Mówiąc poważnie, nie chodzi tutaj o zachwalanie, ale o zwrócenie uwagi na możliwe rozwiązanie problemu — rozwiązanie, o którym sam przez długi czas nie miałem pojęcia. Jeżeli to komuś pomoże, to tym lepiej.

@rain jako kobieta powinnaś wiedzieć jaki hormony mają wpływ na samopoczucie, energie, motywację etc bo u kobiet w postaci menopauzy widać to nawet lepiej.


U kobiet testosteron pomaga głównie na libido, o ile nie ma innych, ważniejszych przyczyn zabijających libido.

Wy serio czujecie jakąś euforię jak ćwiczycie?? Nigdy tego nie rozumiałem, u mnie raczej wręcz przeciwnie, czuję się jak kupa gówna jak ćwiczę. Testosteron raz badałem i był dobry.

@Chrabonszcz sprawdź krew, przemyśl dietę i to, jak obecnie dawkujesz sobie dopaminę. Różne rzeczy mogą się dziać — niedoczynność tarczycy, zaburzenia kortyzolu i inne problemy hormonalne. Dodatkowo wszystko zależy od tego, jak ćwiczysz. Jeśli jesteś początkujący, pierwsze wizyty na siłowni mogą być katorgą — ciało dopiero przyzwyczaja się do wysiłku. Może być też tak, że problem leży w nastawieniu. Jeśli ćwiczysz, bo czujesz "przymus", to naturalne, że pojawi się psychiczny bunt. No i ważny jest też typ aktywności — nie każdemu musi odpowiadać siłownia. Niektórzy wolą sztuki walki, kalistenikę, bieganie czy cokolwiek innego. Grunt to znaleźć swój konik i traktować to jak hobby, a nie obowiązek.


Osobiście trenuję Muay Thai i capoeirę, do tego dorzucam trening siłowy. Staram się ćwiczyć 5–6 dni w tygodniu — godzina sztuk walki plus godzina do półtorej treningu siłowego. Nie wyobrażam sobie innego trybu życia. Jeśli mam wolne dłużej niż dwa dni, chodzę cały, jakby miało mnie coś trafić.

Zaloguj się aby komentować

Ostatnie kilka lat mija mi na poprawie egzystencji i funkcjonowania psychicznego. Uczę się cieszyć z drobnostek, jak wymiana gąbki do mycia naczyń, i nie martwić tym, na co wpływu nie mam. O choć moje życie to cykl prokrastynacyjno - nerwicowy to staram się jakoś funkcjonować społecznie i przy okazji szukać sposobów na walkę z niskim poczuciem własnej wartości i fobiami. Tak więc wrzucam mem, który jest o mnie

#gownowpis #zalesie #aletrochetezchwale #psychika #problemy #heheszki #trochęśmiechprzezłzy

2831f5a0-fdca-4ec4-961c-8cbe701479eb

Zaloguj się aby komentować

Czerpiąc z psychocybernetyki profesora Mariana Mazura, i dodając różne obserwacje na temat świadomości, świadomość ma w sobie element przełamywania homeostazy ciała/psychiki.

Do tego chyba niezbędna jest pamięć krótkotrwała/operacyjna.


Reszta procesów tylko utrzymuje homeostazę.

#psychika #psychiatria #psychologia #psychocybernetyka #marianmazur #jozefkossecki #psc

Zaloguj się aby komentować

#daily_wolnegostudenta


Uprzejmie donoszę że żyję


#bieganie

Z rana wyszłam pobiegać, pierwszy raz od liceum. Biegałam razem z chłopakiem i było naprawdę fajnie. Spotkaliśmy innego biegacza i nam pomachał i ja mu odmachałam. Nie sądziłam że bieganie może być fajnie ale bawiłam się tylko trochę gorzej niż na rowerze.


Praktyka uważności też działa, bo po treningu zamiast myśleć o kurde jak mnie mięśnie bolą myślałam hmm to było fajne, jestem teraz zmęczona ale mimo to cieszę się bo było to fajne przeżycie. No tak więc #psychika na plus


A co z #programowanie ?

Jak wróciłam to wrzuciłam merge request na wspólny projekt i zabrałam się za laby. Od 12 do 20 siedziałam i próbowałam połączyć natywną bibliotekę napisaną w Cpp z aplikacją napisaną w javie. W międzyczasie była przerwa na obiad i odcinek serialu, po której sprawy nabrały tempa. Znalazłam w końcu podobny błąd do mojego na gicie jakiegoś OS projektu, sprzed 2-3 lat. Myślałam małe szanse bo dawno ale spróbowałam ich fixa i zadziałało. Jak się okazuje Java w pewnym momencie zgłupiała i przestała sama znajdywać zależne dll więc oprócz wklejania zależnych bibliotek na odpowiednie ścieżki trzeba je jawnie załadować.


Jestem zmęczona, a jutro do pracy.


Powodzenia wam wszystkim i miłego wszystkiego

Zaloguj się aby komentować

Zestaw "przeżyciowy" kogoś kto dwie godziny temu wrócił ze szpitala po wpisie o zamiarze samobójstwa (zawinęła mnie policja).


Tak naprawdę wygląda depresja i załamanie nerwowe.


(uzewnętrznianie się pomaga mi, psychiatra to akceptuje, wiem, że wielu się przez to ode mnie odwróci)


#depresja #samobojstwo #psychika

f22729f5-16cf-4acc-8a11-c5455dbae894
6a105713-1a70-4741-bfcf-5263403bf9ab

@tufro


Spróbuj dmt albo psylocybine.


Mi psylo pomogło na lekooporną fobie społeczną i skrajne uzależnienie od różnego rodzaju narkotyków i dopalaczy.


Tu masz badanie kliniczne potwierdzające działanie psylo w walce z samookaleczaniem i myślami samobójczymi.


https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4721603/


Po grzybach ma się większy luz z myślami w głowie gdy spojrzysz na świat z innej perspektywy to naprawdę zmienia podejście do życia.


Paradoksalnie na nastroj ma też za⁎⁎⁎⁎sty wpływ dieta więc jej też się przyjrzyj.

Zaloguj się aby komentować