Hejto.pl

#hobby

56
1757

Za 5 minut mam samolot do Londynu, potem Doha i Abu Dhabi. Dwa tygodnie delegacji a raczej odpoczynku bo po tym co się w tej firmie odpierdala mam zamiar dać z siebie cały 1%. Mimo późnego lotu wstałem o 6 rano żeby przejechać 180km w jedną stronę po trzy maszyny do szycia...

#pracbaza #praca #hobby #kolekcje

Zaloguj się aby komentować

Help! Mam kwiatka dodniczkowego pieniążka - wychodzą mu jakieś brązowe plamki ok 1mm i odpadają liście. Jeszcze żyje ale jest już coraz gorzej. Jak z tym zawalczyć, ci to szkodnik?

Pic rel


#kwiaty #hobby #kiciochpyta #kwiatydoniczkowe

81544322-c3fa-460c-9f97-a73ec953e424
966185d8-f7ab-4805-b8c5-baeef3b38ad1
0c139ea0-75a6-4d3c-85e1-81ae4d53aae0
9616a0ed-4399-41eb-b14b-7e2bfd860b07

Tak wyglądają właśnie. Czytam że zostawiają taka tłusta rosę - faktycznie szyba przy której stoją kwiatki jest upierdolona XD robię kwarantannę. Spryskam czymś I zobaczymy.

@ColonelWalterKurtz też obstawiam tarczniki albo jakaś ich odmiana, ręcznie oczyszczaj te gady codziennie po 2x, też zmień ziemie, tylko korzenie trzeba dokładnie oczyścić bo tam gadziory sobie żyją.

O chryste. Nie wiem czy mam tyle miłości do kwiatków żeby ręcznie się bawić. Ale faktycznie piszą w necie że tarczniki tak się zwalcza. I se bardzo ciężko się ich pozbyć 😑

@ColonelWalterKurtz mi bardzo pomogło codziennie ich usuwanie z samych liści. Duże liście w tym czymś masz więc łatwa robota.

Zaloguj się aby komentować

#tikutak #hobby #zainteresowania #ciekawostki #zegarki #gruparatowaniapoziomu


Poljot ”Szturmanskie”.

Idąc w dalszym ciagu tropem Pierwszej Moskiewskiej Fabryki Zegarków im. Kirowa i późniejszego Poljota, dziś prezentuję dość ciekawy obiekt, jakim jest chronograf tejże produkcji, przeznaczony dla pilotów.


Łatwo określić, czym jest chronograf: to po prostu rozbudowany stoper, albo też sekundnik, o wysokiej precyzji. Czasomierz wyposażony w taką funkcję pokazuje z dużą dokładnością pewien określony zakres wskazań, może też mieć dodatkowe zastosowania, przeznaczone do użycia w konkretnym celu. Gorzej jest mi przetłumaczyć nazwę „Szturmanskie”. Jedna z wersji, jaką znalazłem, brzmi: nawigatorski. Ale to aż się prosi o powiązanie ze szturmem, atakiem, zdobywaniem! K.O.Borchardt w powieści „Znaczy kapitan” wspomina o naszywce ze szturmańskimi kotwiczkami, która była przywilejem oficerów nawigacyjnych marynarki. Był to relikt z marynarki wojskowej, z czasów, kiedy obcy statek zdobywało się abordażem, w walce wręcz. Szturmować falę, to ustawiać jednostkę pływającą odpowiednio do kierunku wiatru i pchanej przezeń wody. Ale gdzie marynarka, a gdzie lotnictwo?


Więc dalej: w ZSRR „szturmanem” nieregulaminowo nazywało się drugiego pilota samolotu. Ciepło, ciepło. Z lektury wspomnień wojennych wiem, że zajmował się on wyliczaniem kursu na podstawie wskazań przyrządów pomiarowych i naziemnych punktów orientacyjnych (a nierzadko również na podstawie gwiazd) oraz długości trwania odcinków lotu. Pilnował również zużycia paliwa, odnosząc je do czasu lotu i przebytego dystansu, aby było możliwe zarówno osiągnięcie strategicznego celu, jak i powrót do bazy. Każdy lotnik czasu wojny był wyposażony w zegarek, a kontrakty na ich dostawę (zegarków, nie lotników dla armii były czymś szczególnym. Z jednej strony dawały praktycznie nieograniczone zapotrzebowanie w trudnym handlowo czasie, gwarancję produkcji i dostęp do deficytowych materiałów. Z drugiej, narzucały wyśrubowane normy jakościowe, które należało utrzymać dla dużej partii dostaw. Czyli jakość, jakość, jakość. „Szturman” chyba rzeczywiście będzie odpowiednikiem „nawigatora”, choć nie słyszałem jeszcze, żeby ktoś ten zegarek nazywał w ten sposób.


Nieco historii: w 1974 r. szwajcarska fabryka Valjoux zaprzestała produkcji swojego mechanizmu chronografu 7734. Wkrótce linię produkcyjną wraz z prawami własności, częściami i narzędziami zakupił Związek Radziecki. Mechanizm rozwinięto i udoskonalono, dokonując szeregu istotnych zmian. Przykładowo, zwiększyła się ilość kamieni (z 18 do 21), zwiększono dokładność wskazań przez zastosowanie wyższej częstotliwości wahań balansu oraz lepszych łożysk w module chronografu (podczas późniejszej produkcji dokonano zmian materiału kół zębatych chronografu, aby poprawić dokładność wskazań niezależnie od wahań temperatury), zmniejszono grubość werku, dołożono własne zabezpieczenie antywstrząsowe. Finalnie powstał mechanizm 3133 i jego pochodne, później również oznaczany jako P3133 (litera „P” od nazwy fabryki – Poljot).


Na zdjęciach widać, że pod względem mechanicznym stopień skomplikowania przekładni jest o niebo wyższy, niż w dotychczas prezentowanych konstrukcjach. Produkowano je do kilku zegarków. Najpierw był właśnie „Szturmanskie” i jego bliźniak „Okean”, „Strieła” (jeden z „kosmicznych” zegarków, wspominałem o nim w poprzednich wpisach) - chronografy przeznaczone dla oficerów lotnictwa i marynarki. Nie były dostępne w handlu, a wyłącznie w służbach mundurowych. Występowały w limitowanej ilości i były poddawane dodatkowym testom jakości, narzuconym przez armię. Doszło nawet do tego, że w niektórych z nich, tak jak w przypadku mojego, brak wyraźnie podanej marki: na cyferblacie jest tylko symbol wojsk lotniczych i tyle (nazwa „Szturmanskie” była wybita na deklu). Potem pojawił się „Buran” i cywilny „Poljot”, już z napisem na tarczy. Pisałem już o tym, że wszystkie czasomierze z Pierwszej Moskiewskiej nazywały się po 1961 r. „Poljot” - wszystkie, poza eksportowymi i wojskowymi markami, tu jest właśnie widoczny ten wyjątek. Po upadku Związku Radzieckiego były jeszcze inne dziwadła – noworusy jak np. Pilot, Aviator, Junkers, Zeppelin czy reedycje „starego” Szturmana i Okeana, fabrykowane przez spadkobierców do 2011 roku, kiedy to produkcja całkowicie padła. Można dziś kupić zegarek chiński z mechanizmem Valjoux, czyli tym, od którego rozpoczęła się cała historia.

Na rynek włoski z tym samym mechanizmem trafiał Wostok.


Z ciekawostek: Poljot chrono trafiał na wyposażenie polskich pilotów wojskowych. Któryś z zegarków o tym mechanizmie – Poljot czy Okean, nie mam pewności – służył na orbitalnej stacji „Mir” kosmonaucie Walerijowi Poljakowowi, który pobił rekord długości pobytu w przestrzeni kosmicznej, 437 dni i 18 godzin. „Szturmana” miał Japończyk, dziennikarz Akiyama Toyohiro, który jako członek załogi Sojuz TM-11 był pierwszym komercyjnym pasażerem lotu kosmicznego w 1990 r. (jego stację telewizyjną kosztował ów lot 28 milionów baksów, ale kto bogatemu zabroni?).


Warto zwrócić uwagę na jakość wykonania i powtarzający się schemat: dobra zachodnia baza + armia jako siła sprawcza, w ruskim militarnym państwie wcale nie tak rzadki. Zegarek pracuje w klasie chronometru, czyli z dokładnością -10/+40 s/dobę, z uwzględnieniem możliwych skoków temperatury w szerokim zakresie i wpływu tego zjawiska na dokładność chodu. Koperta ze stali nierdzewnej ze szlifem promiennym, wersje cywilne miały kopertę i przyciski chromowane, ew. złocone. Również stalowe są przyciski (górny uruchamia centralną wskazówkę chronografu i zatrzymuje ją, dolny - kasuje wskazania) i koronki. No właśnie, koronki, bo są dwie, po obu stronach koperty. Prawa służy do nakręcania i regulacji czasu, lewa ustawia wewnętrzny pierścień wokół tarczy. To dodatkowa funkcja, dzięki której można sobie przyjąć początek jakiegoś okresu, aby móc odczytywać na bieżąco wskazania zarówno aktualnego czasu, jak też czasu akcji. Indeksy, wskazówki i początkowy znacznik wewnętrznej tarczy są widoczne w ciemności. Data na godzinie 6.00, lewa tarcza to zwykły sekundnik, centralna wskazówka to sekundnik chronografu, minuty są zliczane na prawej małej tarczy. Były też wersje z wycechowaną podziałką telemetryczną i ze stop-sekundą. W noworuskich późniejszych wersjach cywilnych bywały rozwinięcia o np. kalendarz księżycowy, wskaźnik dzień-noc, stop-sekundę itp.


Co jeszcze? Swój kupiłem jako niesprawny i sam doprowadziłem do stanu używalności. Po odwiedzeniu 3 zakładów zegarmistrzowskich i wycenach serwisu w granicach 350 - 700 zł, samodzielnie wymieniłem balans z uwalonymi czopami i skorygowałem moduł chronografu. Nie mając doświadczenia w tak skomplikowanych mechanizmach, oddałem mycie i smarowanie w ręce dość znanego majstra, po którym przyszło mi poprawiać robotę. Po różnych szczegółach wykonania datuję zegarek na 1987 rok, ale moim zdaniem wymieniono mu kilka części, posługując się dawcami narządów. Solidny, bardzo trwały, jeden z kilku moich chronografów, które mam nadzieję jeszcze tutaj pokazać.

8fea06df-0ed4-4666-8e48-10bae5e4d9e5
dfec7f81-ac12-47cf-aa21-c56cbb6f3686
86a9ab92-86cd-4bd4-a7d6-420a8bc01f73
318b59a3-ccb0-4598-bd57-9acdab9554e6
32144511-013d-4be3-8a52-a1918e54f7f7

@Kanciak O właśnie, jak najbardziej nawiązanie do Szturmana. Na lewej tarczy (sekundowej) logo - korona Poljota, u dołu napis "sdjełano w Rossii". Po rozpadzie ZSRR tam była walka o prawa do marki, nazwy, do znaków handlowych między różnymi podmiotami. Jedni wykupili udziały, drudzy odziedziczyli prawa własności, trzeci chcieli korzystać ze spuścizny znanej fabryki i podpiąć się na krzywy ryj. Dość powiedzieć, że w rożnych formach kilkanaście firm nawiązujących do Poljota było zarejestrowanych w Rosji i za granicą. Bodaj najbardziej u nas znaną przed wojną na Ukrainie był MakTime, który do tej pory coś tam niby oferuje, ale ile z tego w rzeczywistości jest osiągalne.....nie wiem.

Zauważ, że w twoim jest 25 kamieni (czyli jeszcze zwiększono ich ilość), datownik na 4.30 oraz wskaźnik 24-godzinny, którego nie było oryginalnie.

@t0mek niby to jest marka poljot, zegarek jest z 2018. Bardzo dobrze mi się sprawuje, chodź wiadomo jak to ruski zegarek jest dość szybki:)

1cc400d0-ee6e-4ad4-84fc-075990adbb0b

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Cześć!


Zabrałem się za T-34, którego chciałbym złożyć i zaprezentować jako Rudego


Kupiłem model w Telford w niskiej cenie. Jednak gdy otworzyłem pudełko brakowało jednego z kół.


Postanowiłem, że to dobra okazja wypróbować tworzenie 'odlewu'. Czemu 'odlewu', a nie odlewu? Bo właściwie nic się nie odlewa


Przy użyciu kostek Blue stuff, firmy Green Stuff oraz masy epoksydowej Milliput.


Aby stworzyć formę, należy zatopić kostki Blue stuff we wrzątku, aby stały się plastyczne. Potem ma się dosłownie chwilę by rozłożyć masę na blacie i wcisnąć rzecz, którą chcemy skopiować.


Należy zrobić dwa lub trzy otworki, które gdy nałożymy drugą warstwę do odciśnięcia tyłu zostaną wypełnione, aby forma została z powrotem założona precyzyjnie. Musimy uważać na bąbelki powietrza, oraz aby kształt odcisnął się prawidłowo.


Po paru minutach możemy rozłozyc dwa kawałki, a następnie wyrobioną masą epoksydową wypełnić obie połówki oraz złożyć je z powrotem. Od teraz mamy minimum 3 godziny do momentu aż się kształt utwardzi. Można piłować plastik


Efekt w komentarzach. Mogłem użyć mniej masy, ale jest ona podatna na obróbkę.


Przy użyciu Blue Stuff można kopiować brakujące elementy, tworzyć elementy, których chcemy użyć do stworzenia podstawki figurki, lub jako akcesorium (np głowa do ręki potwora, albo pancerz, który leży gdzieś z boku, czy dodatkowy ekwipunek na model no beczka albo kanistry.


Milliput jest troszkę kruchy, widziałem porady aby wymieszać go z produktem Green Stuff, który jest sprężysty i wychodzi masa 'pomiedzy'. Lekko sprężysta, ale niekrucha.


Będę relacjonował budowę czołgu. W ten weekend testuję aerograf, gdyż Plymouth czeka ciągle na malowanie. Będzie więcej wpisów


Zapraszam do obserwowania tagu #klejemifarba

#modelarstwo #hobby #malowaniefigurek #figurki

11052625-696f-4546-8899-734dd3498c45
d9f750e6-9806-445a-9646-25e0168b9ae1
7f1e1ccd-ea45-4485-933a-a6729e27033e
3db0f6ce-5ded-4656-81f1-0b9601fde22f
2905d968-8197-4b7e-acc0-b1f0cb64354d

Całkiem fajny pomysł. Do zrobienia drobnych elementów idealne

Ja osobiście bawię się trochę silikonem -> do kopiowania figurek i pojazdów do bitewniaków (bolt action)

Choć akurat w tym drugim przypadku chyba taniej i szybciej kupić kolejny pojazd

@ilan

Widziałem online, że figurki też kopiowali całe, ale faktycznie - przy większych elementach może być ciężej. Szczególnie jak trzeba dwie połówki złożyć.

@Arxr Chłopie, współczuję.

Airfix Vintage to gówno jakich mało. Poziom ZTS Plastyk albo i gorzej. Mam Churchill'a i astronautów z tej serii i są to chyba najgorsze modele jakie miałem w ręku. Braki elementów, nie dolane elementy, zero spasowania, wszechobecna krzywizna. One nawet nie były warte tych dwóch dych jakie za nie dałem.

Trzymam kciuki żeby Ci coś wyszło z tej kupki plastikowego gówna.

@SpokoZiomek 

Dla mnie radość. Mam pare modeli Tamiya, ale ćwiczę na tańszych. Jestem całkiem świeży w tym hobby, więc szkoda skatować coś droższego. Najwyżej będzie dobrym kawałkiem plastiku to sprawdzania odcienia farb albo technik weatheringu

Zaloguj się aby komentować

#tikutak #hobby #ciekawostki #zegarki #gruparatowaniapoziomu #pokazmorde

No witam.

Śledzących moje wpisy pozdrawiam serdecznie i przepraszam za długą przerwę, wiele rzeczy złożyło się na taką sytuację.

Już przejadł mi się „Poljot”, ale trzeba byłoby konsekwentnie przejść przez jego historię, żeby pójść dalej. Zatem, dziś nieco lżejsza lektura: zemsta Miodomira.


Pierwszymi moimi zegarkami zapamiętanymi z dzieciństwa były poniewierające się w szpargałach „Cyma” i „Zaria”, dziadkowy „Wostok” i babcina „Sława”, coś nieokreślonego, noszone przez tatę (okazało się, że to „Mir”) i „Czajka” mojej siostry. Wszystkie te zjawiska opiszę w przyszłości. Natomiast pierwszym moim własnym zegarkiem był „Poljot” budzik, otrzymany w 1986 r. z okazji Komunii jako prezent.

O „Poljocie” jako fabryce i marce już pisałem. 1. Moskiewska Fabryka Zegarków im. Kirowa, Orderu Lenina (tak brzmiała jej pełna nazwa po II WŚ) produkowała kilkanaście różnych marek. Samą fabrykę i całą jej produkcję (poza brandami eksportowymi i militarnymi), po locie Gagarina w Kosmos przemianowano na „Poljot”. Jednym z wytwarzanych tam czasomierzy był mechaniczny naręczny zegarek z budzikiem o nazwie „Signał”, który również stał się „Poljotem”.


Używał zaadaptowanego mechanizmu szwajcarskiego AS1475, a jak już wspominałem, produkowano go na zachodnim sprzęcie po przeszkoleniu przez Francuzów. Jakim cudem ta myśl techniczna zawędrowała na Wschód – nie mam pojęcia; domyślam się, że być może skopiowano całość po upłynięciu czasu ochrony patentowej. Faktem jest, że jakieś 5 lat po wprowadzeniu konstrukcji przez fabrykę A. Schild, Ruscy mieli ją już u siebie pod oznaczeniem 2612. Zasada była prosta: werk posiadał drugą koronkę do nakręcania sprężyny budzika, sprzężonego z zasadniczym mechanizmem zegarka. Jak działa budzik chyba nie potrzeba opisywać; tutaj młoteczek uderzał w trzpień po wewnętrznej stronie dekla, dając kilkunastosekundowy sygnał dźwiękowy podobny do brzęczyka. Był to jedyny radziecki zegarek naręczny z budzikiem, produkowany przez blisko 30 lat. Mój sikor był jedynym takim w podstawówce, zresztą przez całe dzieciństwo nie widziałem podobnego. Jest w wersji eksportowej, opisany „łaciną”, z klasyczną, czarno – białą tarczą i chromowaną kopertą oraz bransoletą (zrobiła się za ciasna i wymieniłem na pasek). Za bardzo go nie szanowałem; był normalnie noszony, a mojej mamie przez pewien czas służył jako budzik do porannego wstawania, zatem był to przede wszystkim przedmiot utylitarny. Wydawało mi się, że długo to trwało, ale w sumie nosiłem go może 4 – 5 lat, zanim poszedł do szuflady, zastąpiony Wostokiem. Potem jeszcze, w ramach głupoty, zdjąłem mu tarczę (podczas tych prób poległa wskazówka i pogięła się druga, przy czym źle ją obsadziłem). Zapytany na ulicy „która godzina?” odpowiedziałem: „wpół do ósmej....nie, wpół do siódmej....nie! Wpół do ósmej!!!”. Ale wszystko udało się odtworzyć. Serwis wykonał profesjonalny zegarmistrz.


Na jednym ze zdjęć #pokazmorde jest z dnia komunii właśnie w chwili oględzin zegarka w towarzystwie brata i cioci. Siedzimy i ani tamtemu mnie nie przyszło do głowy, że z winogron rosnących za moimi plecami za 30 lat będę pił niezgorsze, samodzielnie zrobione wino, a tuż obok będzie stała w przyszłości moja niewielka pasieczka, po której hulał będzie – zadomowiony w jabłonce po prawej stronie zdjęcia - MIODOMIR...


Miodomir został powołany celowo i niebacznie, na moje wyłączne pszczelarskie potrzeby i – niestety – ku późniejszemu utrapieniu. Jakie potrzeby, zapytacie? Otóż dawniej, w czasach, gdy na płocie otaczającym toczek zawieszało się zwierzęcą czaszkę jako ochronę od uroków i złego spojrzenia, każdy pasiecznik posiadał – lub przynajmniej chciał mieć – swojego prywatnego diaboła. Ten ogarniał mu najważniejsze sprawy, pilnował interesu i pomagał w zamian za karmienie. We wspomnieniach jako rzecz normalna i pospolita istnieją różne fantastyczne stworzenia, jak np. nieokreślone „coś”, pasiecznik czy rojnica, które - obłaskawione, trzymane i karmione - sprawiały, że pszczelarzowi się „darzyło”. Ten i ów wystawiał na strychu garnczek z niesoloną kaszą (niesoloną, bo sól święciło się na Wielkanoc, więc szkodziła wszelkiemu czarowi), albo na pasieczysku umieszczał kubek z namoczoną w mleku bułką – i jakoś to szło.


Pszczelarz był tym, który miał Wiedzę, Umiejętność pracy z pszczołami, co dla postronnych było rzeczą osnutą aurą niesamowitości, „poznania”, świętości i magii, ale też obłaskawienia i używania do pomocy....innych istot. Pszczelarstwo, poza prozaicznym zyskiem z miodu i wosku, było Sztuką, stanięciem między sacrum (bo pszczoła była bożą istotą i w ludowych podaniach otaczano ją szacunkiem) a profanum, między ludzkim i nie-ludzkim światem, między tym, co znane i co niepojęte.


Miodomir potrzebował zatem swojego czasu i odpowiednich okoliczności. Na początku była historia opowiadana przez wujka Romka o jego sąsiedzie, który to wcale nie tak dawno, może 30 lat temu, miał swojego diabła. Stawiał mu miskę kaszy w pustym ulu – ot, taki folklor – i ja to miejsce kiedyś przy okazji pokazałem moim dzieciom.


Ja również pewnego wieczora, powróciwszy ze dwora, zasępiłem czoło i stwierdziłem, że „coś....chyba....”, nie dopowiadając najważniejszego. Raz, drugi i dziesiąty, zamyślony i mimochodem, mruczałem do siebie, że „tak jakby...” i „chyba coś jest...”. A w międzyczasie serwowałem dzieciom opowieści z życia dawnych pszczelarzy, jak to sobie gospodarzyli, pracowali....i oczywiście, jakich mieli pomocników. Na tym etapie pokazałem im dziuplę w jabłonce, która nie spodziewając się takiego zainteresowania, dochodziła swoich lat, dostarczając mi próchna do podkurzacza. Z dużym zainteresowaniem wspólnie ją obejrzeliśmy, przy czym dzieliłem się refleksją, że nadawałaby się na mieszkanie dla skrzata, chałupa jak się patrzy, pewnie tam się jakiś urządził, cwaniak, chytrus jeden. No i tak jakoś samo z siebie wyszło, że w dziupli starej jabłonki „coś mieszka”. Skoro jest, to jakoś trzeba to nazwać – w szybkim konkursie zwyciężył właśnie MIODOMIR. Od tej pory stał się on pełnoprawnym elementem codziennych zajęć.


Zaczęło się obłaskawianie Miodomira, żeby pomagał przy pszczołach. Chodziliśmy z dziećmi do dziupli powiedzieć mu „cześć” („wy k...wa normalni jesteście?” - pytał mój brat), znalezione piórka, w geście przyjaźni, ofiarowaliśmy Miodomirowi na pierzynę (nie zostały przyjęte – no ale przecież lato, ciepło, a może to jest skrzat z długą brodą, którą się przykrywa...). Przez żołądek do serca, więc częstowaliśmy go malinami i porzeczkami (nie lubił ich, huncwot, a tyle tego dostawał, że przetwory mógł z powodzeniem robić), zatem trwały poszukiwania odpowiedniego jadła. Łupina włoskiego orzecha z kaszą i – jakże by inaczej – miodem, zniknęła w całości, musiałem na gwałt dorabiać „naczyń”, taki miał spust, i napychaliśmy go kluchami, kaszą i czym tam jeszcze. Łykał wszystko bez popitki. Możecie się śmiać: raz i drugi, w pniu spróchniałym aż do korzenia, coś mignęło mi przez ułamek sekundy. Miodomir zadomowił się zatem na dobre.


Ale czego też on nie wyczyniał! Przychodząc do domu spodziewałem się pytań: „tata, a Miodomir psoci?”. Psocił, psocił, ladaco, i to jak jeszcze! Opowiadaniom nie było końca: jak to daszek na ulu był przekrzywiony, pewnie ktoś go ruszył, a może nawet po nim tańcował!? To i owo mi zginęło, pewnie hultaj Miodomir schował. Spod rąk znikały mi ramki, a znajdowałem je w drugim kącie pasieki – no kto je tam zaniósł? - wiadomo... Gdy miałem publikę, pukałem uprzejmie w pień i nie szczędziłem gorzkich słów prawdy, gróźb i dydaktycznych połajanek, lądujących w głębi jabłonkowej dziupli. Obiecywałem przetrzepanie skóry przy najbliższej okazji. Oj, nasłuchał się on ode mnie, nasłuchał! Ale miarka się przebrała, gdy zginęła mi szczotka pasieczna. Jest to jedno z najpotrzebniejszych przy pracy akcesoriów, bez niego jak bez ręki. Chodziłem, szukałem – kamień w wodę! Szczotka przepadła. Trudno! Tak mi odpłacił za strawę, przyjaźń, serce, troskę i wyjątkową tolerancję. Używałem innej, ale tego było za wiele: skończyło się babci s...anie, skończyła się pańska łaska, jedzenia już więcej nie dostał. Drań nie poprzestał na tym, bo różne przedmioty złośliwie nadal ginęły mi podczas pracy, gdy tylko spuściłem z nich wzrok. Korciło mnie – i to jeszcze jak! - żeby podrzucić do dziupli trutkę na myszy, ale raz – jestem miłośnikiem przyrody, dwa – jako stwór magiczny, ani chybi Miodomir nie strułby się, tylko rozzłoszczony odpłaciłby mi w dwójnasób. Uniosłem się zatem honorem. Nie to nie, z kumplowania nici.


Przycichł jakoś, spokorniał, może zrozumiał, a może wyniósł się do innej pasieki?


Po całym sezonie prac, grabiąc jesienią opadłe liście, spostrzegłem szczotkę wetkniętą w niemożliwy sposób między płot, ul i krzak czarnego bzu (który nie bez kozery dawniej potocznie zwano „czarcim zielem”). Jak tam się znalazła, do dziś jest to dla mnie zagadka.


To była ostatnia psota Miodomira.

01802792-e862-423b-a875-3e83be4cf301
f349e561-42b4-4859-a3da-734bb045d1d2
9a67fc92-9dd6-4355-a2cd-ed3632b2fa4f

Zaloguj się aby komentować

#dildomajsterkuje

Dziś wbity uziom szpilkowy, 6 metrów. Teren gliniasty więc zakładam że ilość wystarczająca.


Do wbijania użyłem młota udarowego Scheppach AB1500x pierwsze trzy metry jak w masło, kolejne 3 metry szły powoli i cały uziom wbijałem trochę ponad 20minut.


Do uziomu przyłączona bedzie konstrukcja i ochronnik przepięć w rozdzielnicy DC za pomocą linki miedzianej 16mm2.


Niestety śniegu napadało i montaż paneli na konstrukcji przesunąłem na przyszły weekend.


#fotowoltaika #konstruktorelektrykamator #hobby #diy

36b1337d-b2bc-4977-abcb-bac2b107b2e0
dildo-vaggins userbar

@dildo-vaggins A pomiar rezystancji uziomu gdzie? Albo przynajmniej IPZ L-PE.


Aaa, i jak by kogoś tu przywiało z tagu #konstruktorelektrykamator to ogłaszam że jutro powinien pojawić się dawno temu zapowiadany wpis o synchronizacji na ciemno.

Jako że jeden obraz jest warty więcej niż 1000 słów to żeby zachować spójność nie będzie to dyskusja a artykuł.

@myoniwy pomiar będzie jak umówie elektryka, na ten moment jest jak jest, to i tak uziom głównie do odprowadzania z konstrukcji, żeby nie „kopało” przy dotykaniu, uziom nie będzie połączony z uziemieniem w domu.

Nie ma co sie spinac nad tym uziomem. 4 szpilki to nie duzo ale tragedii nie bedzie. 10 Ohm to rygorystyczna wartosc, zlacza napowietrzne do niedawna do 30 Ohm sie uziemialo i bylo dobrze ;) 30 Ohm na pewno bedzie, a dobic zawsze mozna. Pomiar w zime i tak zawsze wyjdzie xD

@100mph Wartość w omach to jedna sprawa. Ze względu na to że jest to uziom punktowy to trzeba dążyć do jak najmniejszej wartości. Gdyby była to cała sieć uziomów (dom, wlz, PV itp) połączonych razem to tworzy się wyspa ekwipotencjalna i nawet te 30 czy nawet i 100 omów nie jest tragedią. Bo w razie potrzeby każdy element (wraz z gruntem) jest na tym samym potencjale i nie ma zagrożenia życia.

Jesli podpisze się ktoś pod tym to nie widzę potrzeby żeby łączyć te uziemienia. Mi falownik nie chciał się uruchomić ze złym uziemieniem strony DC, bo miałem uszkodzony kłębek od paneli.

Zaloguj się aby komentować

Czekając na kompresor do malowania airbrushem mojego Plymoutha postanowiłem, że spróbuję zrobić kartke świąteczną. Za namową i przy doradztwie mojej #rozowypasek która robi ich ostatnio sporo. Moja pierwsza próba.


Na pewno nie to samo co kartki @cytmirka ale była to fajna odskocznia.


Renifer z przodu zjadł dużo granulatu w lecie, masa i rzeźba. Silny leci z przodu, jak w zaprzęgach.


#hobby #rekodzielo #klejemifarba

211df95f-3aa8-47e9-9a8c-12f949eecd13

Zaloguj się aby komentować

Hej(t)o,


Dziś od 6:30 warzyłem


**ŻUBROŹLAKA **(Koźlak z trawą żubrową),


** **które dopiero skończyłem zamiast parę godzin wcześniej. Oczywiście zamarzło mi przyłącze ogrodowe i nie mogłem podłączyć chłodnicy przez co tyle godzin straciłem na chłodzenie brzeczki temperaturą na dworze ;)

Mam nadzieję, że wynagrodzi mi to smakiem bo zapach był bardzo dobry. Pachniało ciastem ;)


Wyszło 23 litry w fermentorze o ekstrakcie 17 Brix


#homebrew #homebeer #domowepiwo #hobby #piwo

b06a3cfe-13ec-4a20-b2bd-0762994bb077
10696df7-4cf7-46ae-8ae4-15fbeec1ae9f
61dd62bc-1650-4222-b769-fefb4e110626

Fermentacja ciśnieniowa.

- Daje możliwość szybszej i czystszej profilowo fermentacji.

- brak kontaktu z tlenem

- po fermentorze jest już wstępnie nagazowane. Nie trzeba robić refermentacji.

- Dolne drożdże można fermentować w wyższej temperaturze bez niepożądanych estrów


To takie na szybko zalety co mi pierwsze przychodzą do głowy

Zaloguj się aby komentować

Aktualizacja #morskibaweu

Najważniejsza sprawa to że od 1,5 tygodnia leje balling za radą @siRcatcha postawiłem na All For Reef od Tropic Marin

Stopniowo zwiększałem dawkę i dziś jest docelowa na obecną chwilę czyli chlapie im 2,5 ml

Faktycznie akwarium wygląda coraz to lepiej. Jakimś magicznym sposobem wirków jest coraz to mniej chociaż dalej dużo.

Poprzestawiałem dziś moje Euphyllie bo musze je trochę podleczyć te moje galaretkowate Bubcie


#akwarium #akwarystyka #zwierzeta #hobby

960fb1fc-53f4-470c-9ce5-232b206ec54a

Ależ to świetnie wygląda, gdyby nie sprzęty na widoku, to byłby ideał.


Co się dzieje, gdy koralowce pokryją już wszystkie wolne miejsca? Przestają się rozrastać?


Możesz gdzieś wrzucić foto w pełnej rozdzielczości?

@TerazMnieWidac Oj tam to tylko jedna mała pompka a filtr czy grzałka ledwie widoczna ^^ ale fakt jak by był panel to chętnie bym tam wszystko pochował. Może kiedyś

A co do drugiej kwestii. No jak koralowce się rozrosną to zaczną się nawzajem atakować i wygra silniejszy i będzie dominował miejsce jakie ma dostępne. Ale zawsze można je odczepić, podzielić żeby były mniejsze i wsio. Gotowe. Albo ogarnąć większe akwarium!

Fotki lepszej nie mam, to tylko telefonem pstryknięte a po za tym bym nie pokazał, bo na lepszej fotce było by widać więcej niedoskonałości

@imnotokej No trudno. A przy okazji - jakoś zawsze mi się wydawało, że dorosłe błazenki są wielkości dłoni (chyba za sprawą programów z Czubówną), a tu proszę - kilka cm. Jak się czują w akwariach bez ukwiałów?

@imnotokej i za⁎⁎⁎⁎scie wyglada zauwazyles poprawe u SPS, jak z kH i Ca? Ja u siebie po ustabilizowaniu wody, zjechalem teraz ze swiatlem, bo chyba przyzwyczajony w roslinnym za duzo im swiecilem to dino czy cyano tak meczy na dnie? u mnie dino wraca jak bumerang...

@siRcatcha to nie jest cyjano to są wirki

SPS rosną w oczach (tak, mam w oczach linijke dokładniejszą niż milimetry xd) LPS więcej kolorów nabrały. Zostały teraz te dwie Euphyllie do podleczenia na froncie ale spokojna moja głowa bo będzie git ^^

Zaloguj się aby komentować

Siema. Piątek, piąteczek, piątunio. Do porannej kawusi leci nowy filmik budowania ikony Bitwy o Anglię. Zestaw zawiera minifigurkę Jana Zumbacha z Dywizjonu 303.


Marka: COBI

Tematyka: Druga Wojna Światowa

Numer Katalogowy: 5725

Nazwa: Supermarine Spitfire Mk. VB

Liczba Części: 344

Liczba Minifigurek: 1

Rok Premiery: 2022


W przeciwieństwie do poprzednich zestawów samolotów, skrzydła posiadają dodatkowe dolne wzmocnienia co sprawia, że nie rozlecą się podczas np silniejszego chwytu.


https://youtu.be/sMQnzdBWPGY


#cobi #hobby #klocki #chwalesie #militaria #tworczoscwlasna

@nosacz_creator ale mnie zainspirowałeś! Nie czekam aż młody dorośnie do małych klocków. Będzie składał Duplo, a ja Cobi.

Piorun (° ͜ʖ °)

Zaloguj się aby komentować

Kolejna do kolekcji. Jeszcze jest u poprzedniej właścicielki, która okazała się bardzo miłą starszą Panią. Spędziłam z nią godzinę na telefonie rozmawiając o wszystkim, od szkła, przez porcelanę, kończąc na psychologii i kosmosie. Ale już niedługo szkiełko będzie u mnie.


Bomboniera Empoli lata 60-70, rubinowe szkło barwione w masie, złocenia z roślinnym motywem.


Jaram się. To będzie najdroższa sztuka w naszej kolekcji naczynek na cukierki Empoli.


#hobby #kolekcje #starocie

3ec05202-d0a1-48e8-a5cf-c2e6c19676ca

Zdradzisz zupełnemu laikowi ile jest warty taki kieliszek? Chodzi o rząd wielkości, żadnych szczegółów. No i jakiej wielkości to jest, bo że zdjęć można tylko zgadywać

@Seraph to jest naczynko na cukierki, ciasteczka wysokosc około 25cm, dla skali napisze, że ta część "miseczkowa" ma szerokość jak miseczka na zupę, około 11-12cm. Kieliszki są o wiele mniejsze.

Każda z nich jest ręcznie robiona dlatego wymiary się różnią, mam na razie 4 sztuki (ta na zdjęciu będzie 5) i każda ma o kilka milimetrów inną wysokość.

Czerwona ze zloceniami kosztuje mnie 300zl plus wysyłka. Są wystawiane na polskich stronach za ok 600zł, ale w tej cenie nie ma kupców (polska to nie rynek zbytu ba Empoli czy Murano, wloskie szkla). Na zagranicznych typu Etsy okolo 200-300euro. Ja szukam na grupach miłośników szkła włoskiego w Polsce. Są jeszcze inne kolory, brakuje mi w kolekcji turkusowej, granatowej i zielonej.


Jeśli chodzi o cenę, to nie jest wydatek, tylko lokata kapitału (a przynajmniej tak sobie to tłumaczę )

72e3ff76-30ea-4799-a1bb-292d4a18be52

@aberotryfnofobia wybierasz najdroższy dostępny transport, najmniej popularnej firmy i opakowywujesz to dosłownie w dwie drewniane skrzynie z wypełniaczami.


Kurier to jest twoje najmniejsze zmartwienie, większość paczek uszkadza się w sortowniach i podczas transportu ciężarówkami, kurierzy to jest ułamek tych wartości.


Ale generalnie przy rzeczach bardzo delikatnych trzeba to bardzo solidnie zapakować i modlić się do bogów, bo widziałem nawet metalowe skrzynie jak się wyginały jak się sajgon większy robił.

@goroncy_kartofel dziękuję ta czerwona ze złotym najładniejsza. Jeszcze wcześniej wrzucałam fotki różowej na opalinowej nóżce, piękne te bomboniery robili.

Zaloguj się aby komentować

004/xxx


Dziś traktorek, od którego zaczęło się szukanie używanych modeli na olxie. Nie spodziewałam się, że będzie to takie trudne xD


Pamiętacie zablurowaną maszynę w poprzednim wpisie? Oto ona:

Przed Państwem forwarder John Deere wykonany przez niemiecką firmę Siku.


Jaka kryje się za nim historia? Dość ciekawa. Mając w kolekcji harvester jd pomyślałem, że fajnie byłoby mieć też maszynę do zrywki drewna. I tu pojawił się problem, forwarder kilka lat temu przestał być produkowany. Znalazłem używane sztuki na e-bazarku, ale chcieli za nie ponad 30 dolarów, plus przesyłka, łącznie dawało to ponad 200 zł, aż tak bogaty nie jestem xD

Zacząłem przeglądać polskie strony. Długo nic nie było. Aż w końcu pojawił się uszkodzony (nie posiadał ramienia). Plus sprzedawca powiedział, że samego nie wyśle. Dobrałem więc wcześniej wspominanego Steyera. W ten sposób za kilkadziesiąt złotych do mojej kolekcji dołączyły dwa traktorki.

No dobra, ale na zdjęciu maszyna ma żuraw, jak do tego doszło?

̶N̶i̶e̶ ̶w̶i̶e̶m̶.̶ Nie no, wiem. Kupiłem dodatkowo połamaną przyczepę z żurawiem (też się pojawi w przyszłości) i przełożyłem do john deera. Niestety nie wszystko poszło gładko. Otwór służący do mocowania żurawia w maszynie jest o milimetr lub dwa większy niż w przyczepie. Trochę się namęczyłem by hds przestał wypadać, ale w końcu coś tam wyszło xd

W ten sposób za 55 zł stałem się posiadaczem traktorka, który na ebay chodzi po 30 dolarów xd


Forwarder jest bardzo szczegółowy, koła mimo że plastikowe dobrze się kręcą, osie nie mają luzu, ogólnie jest to stara szkoła modeli, gdzie Siku dawało od siebie więcej niż 30 procent.

Podoba mi się bardzo, gdyby mój egzemplarz miał orginalny dźwig to dałbym mu 10/10. W obecnym stanie ósemka to chyba max co mogę mu dać.


Przez to, że od kilku lat model ten jest nie produkowany cena zazwyczaj jest dość duża, ale polecam go każdemu.


#hobby #traktorki

9ba75ab2-cec9-46e8-877d-6e3a20c784bb

@Airbag 

Przez to, że nie ma oryginalnego ramienia jest wyjątkowy, nadaje mu charakteru, no i dałeś od siebie dużo żeby go przywrócić do świetności.


Fajne maszyny!

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dawno nie wrzucałem kostki!

Od trzech miesięcy nie robiłem podmianki, filtr czyszcze raz na miesiąc (chyba). Rośnie i nic nie chce zdychać.


#akwarystyka #ciekawostki #hobby

6086d143-ab79-42d3-830e-bc087fc8504d

Zaloguj się aby komentować

#traktorki 3/xxx


Dziś przyszła paczka z dwoma traktorkami. Jeden z nich to ten bardzo ładny Steyer z kosiarką marki SIKU, o drugim napiszę następnym razem, gdyż nie jest jeszcze gotowy, by go pokazać.


Może model ciągnika nie jest tak szczegółowy jak np. modele marki Majorette o których będzie w przyszłości, ale i tak robi duże wrażenie. Do kosiarki nie ma o co się przyczepić.

Strasznie mi się malowanie tego steyera podoba.

Z minusów to jak zwykle brak szyb i plastikowe koła.


Mimo wszystko dałbym mu dziesięć na dziesięć, jest świetny.


Zestaw ten wciąż można łatwo kupić na alledrogo, kosztuje dziesiąt złotych.


Zdjęcie ciągnika z bliska w komentarzu


#hobby

13b9e48b-5ffd-4176-ab28-cd4f8994479c

@Karonon też tak myślę, mam dwa fendy, jeden siku, drugi majorette, ten drugi jest o niebo lepszy. Bardziej szczegółowy, lepsze malowanie i posiada ruchome części. Zrobię porównanie w przyszłości

Zaloguj się aby komentować

Traktorki 2/xxx


Tym razem harwester JOHN DEEREE 1470E od niemieckiej marki SIKU


Model jest dość szczegółowy, podoba mi się żuraw, który nie jest jednolitą bryłą. Bardzo ładna jest również głowica, która obraca się we wszystkie strony. Napisy przylegają mocno, nie ma wrażenia, że zaraz odpadną.


Największym minusem jest środkowa oś, która ma za dużo miejsca w mocowaniach, przez co koła tej osi latają na wszystkie strony, nie wygląda to ładnie podczas poruszania. Z mniejszych minusów to plastikowe koła, które ślizgają się po powierzchni, brak szyb i może brak przegubu.


Ale i tak oceniłbym go na 9/10, bardzo fajny traktorek podoba mi się xD


Harvester kosztuje mniej więcej dzieści/dziesiąt złotych i bardzo łatwo go dostać, bo wciąż go produkują. Dostajemy w zestawie pakiet kłód. Drzewko ze zdjęcia jest chyba częścią pakietu żołnierzyków, które miałem za dzieciaka xd.


Jaka jest historia tej zabawki? Zwyczajna. Siedziałem sobie w szkółce i nagle naszła mnie myśl, że fajnie byłoby mieć maszyny leśne w kolekcji. Wszedłem na alledrogo, kupiłem, tyle.


#traktorki #hobby

ff89421b-2f71-4263-855a-d1b25f8eb8ca

Mam taki duży, pięcioosiowy dźwig teleskopowy tej firmy. Marzeniem za dzieciaka był zestaw z wahadłowcem kosmicznym.

Zaloguj się aby komentować

Od jakiegoś czasu znowu zacząłem zbierać małe traktorki. Mam chęć zebrać jak najwięcej leśnych, ale jak trafiam na ciekawy zwykły, to też kupuję xd

Często przeglądam olxa, ale tam trzeba mieć szczęście, by coś dobrego trafić. Zazwyczaj są bez kabin, połamane itp, a cenią się jak za dwa nowe, ale o tym będzie przy omówieniu kolejnych maszyn.

Szukam głównie modeli w skali 1:87.


Dziś zacznę od dwóch, od których się to wszystko zaczęło.

Pierwszym ciągnikiem, którego kupiono mi za dzieciaka był Messy Ferguson ze zdjęcia. Pamiętam, że w cenie jednego modelu można było dostać trzy ciągniki marki ciągnik, a te miały jeszcze jakąś maszynę podpiętą.


Czerwony model bardzo mi się podoba. Ma gumowe opony, szyby i jest dość szczegółowy w porównaniu do nowszych produktów marki SIKU. Za dzieciaka miałem trzy modele tej marki, niestety pożar przetrwał tylko ten.

Ogólnie dałbym mu ocenę 10/10.


Druga zabawka to zwykły ,,chińczyk'', na zdjęciu z deszczownicą. Mam takich pewnie około dziesięciu, w różnych kolorach. Kupowałem je ze względu na maszyny, większość z nich przetrwała do dziś.

Ciągnik jest dość szczegółowy, posiada gumowe opony, jest wykonany dość dobrze.

Dałbym mu 8/10


Chińskie maszyny pasowały do SIKU, bo były kopiami maszyn tej firmy.


W następnym wpisie będzie omówienie jakiegoś sprzętu leśnego.


A, na biurku jest taki młyn, bo powoli braknie miejsca na zabawki, zamówiłem już regał, ma być 29 listopada... xd


#traktorki #hobby #zbieraczekurzu

# modelarstwo chyba nie, bo ja ich nie robię, sam nie wiem

271e86f3-3fd3-4209-8044-e90ad83c1aa2

Zaloguj się aby komentować