Dobrze, że ten film był krótki. Może i fajnie powspominać Matrixa i jego powiązania lub wpływy, ale ogólnie nie dowiedziałam się tam absolutnie NIC NOWEGO.
Ten film to chyba najmniej mi przypadł z twórczości Kurosway, ale jak to bywa, nawet słabszy (w moim mniemaniu, żeby nie było) film jego - dalej jest świetnym tytułem ogólnie.
To historia walki w o władzę w pewnej osadzie, w którą wkracza doświadczony samuraj Sanjuro. Natychmiast jest rozchwytywany przez obu przywódców, ponieważ widzą w nim ostateczną broń w wygraniu sporu. Sanjuro postanawia przede wszystkim "grać" na siebie by jak najlepiej wypaść na interesie z klanami, ale z czasem ukaże się ludzka twarz Sanjuro, który uratuje niewinnych ludzi, daruje życie młodziakowi, który myślał, że zostanie wielkim wojownikiem ("lepiej być biednym niż martwym") i największym wygranym będzie właśnie sam Sanjuro, który pokona swoją duszę najemnika i wybierze dobro.
Sporo intryg, bardzo fajne walki (to zawsze u Kurosawy stoi na najwyższym poziomie), i tyle. Dla mnie wystarczy, choć nie ma to poziomu "Tronu we krwi" czy "Ran", ale wciąż jest to dobry, solidny Kurosowa, więc warto znać ten film.
Nadczłowiek znaczy amoralny oportunista który umie się adaptować do zmieniających warunków by osiągnąć swoje cele. A tak na serio to zainspirowany filmem Sergio Leone i grą Gothic planuje zrobić dłuższy wpis będący swego rodzaju "dekonstrukcją" pewnych idealistycznych postaw.
Jeśli to jest film postapo ze znaną koncepcją, tylko w oryginalnym wykonaniu, to wtedy 7/10.
Ale objerzałem go pod wpływem teorii... że jest to sequel filmu "Willy Wonka i fabryka czekolady". Gdy trafiłem na dość popularny na YT film o tej teorii, to najpierw odpaliłem seans "Snowpiercera", a później wróciłem do YT. I muszę przyznać, że ta teoria jest całkiem przekonująca xD
Wiedeń, przełom XIX i XX wieku. Wyjątkowy narrator zaprzyjaźniony z karuzelą prowadzi przez serię miłosnych historii, które targają stolicą cesarstwa Habsburgów.
Początek świetny - w szczególności monolog później już były sztampowo
Henry Jekyll eksperymentuje z kokainą; nagle wszystko wymyka mu się spod kontroli i zmienia się w odrażającego Jacka Hyde`a. Jako Hyde spędza noce wędrując po ulicach...
@szatkus-1 nie, czytałem o tych zdjęciach - oni to robili np w niedziele o 5-6 rano, nie płacili za zamykanie ulic, tylko błagali nielicznych, co by chwilkę poczekali, bo film się kręci
były oficjalne, ale ultra-krótkie zamknięcia ulic - miasto dało zgody, ale na minuty, nie godziny (GPT podpowiada, że np Westminster Bridge – zamknięta na ok. 20 minut, Piccadilly Circus – kilka minut, jeden przejazd kamery i koniec)
@szatkus-1 ten film był tak bardzo budżetowo zrobiony, że nawet go nie kręvcili na kamerze filmowej, tylko na camcorderze Canon XL-1 dlatego dzisiaj ten film tak mocno odstaje jakością. trochę w chołdzie temu pierwszemu, ta ostatnia część została nakręcona na Iphonie
Szkoda, że taki krótki owy dokument o 33 zdjęciach zrobionych przez polskiego strażaka w getcie żydowskim, które zostały znalezione dopiero wiele lat po jego śmierci, przez jego syna i córkę. To jedyne zdjęcia z getta zrobione przez kogoś innego niż niemieckich żołnierzy, więc dość unikalna sprawa.
Leszek Grzywaczewski jest młodym mężczyzną, gdy zaczyna się wojna. Zostaje strażakiem i gdy w 1943 roku wybucha powstanie w getcie żydowskim w Warszawie jest dysponowany do gaszenia pożarów zgłoszonych budynków przez Niemców. W tym czasie Grzywaczewski robi potajemnie zdjęcia getta, czasem w bliskiej obecności niemieckich żołnierzy, ryzykując życiem.
Ale nie tylko tam ryzykuje życiem, poza gettem również - jego rodzina pomaga Żydom w czasie wojny i w filmie dowiadujemy się, że dzięki temu przeżyła cała rodzina i jeszcze jedna kobieta.
To film o cichym bohaterze, realnym świadku tragedii, która na zawsze go zmieniła a sceny z getta utkwiły już i wyobcowały go lekko jako człowieka - tego dowiadujemy się z zapisków z dziennika młodego Leszka, które także znajduje syn.
Bardzo fajnie zrealizowany dokument - mamy perspektywę ocalonej dziewczynki (w filmie już starszej kobiety), oraz dzieci innej ocalonej kobiety. Do tego dochodzą takie ciekawostki jak dokładna analiza miejsc, w których Grzywaczewski robił zdjęcia w getcie - robi to ekspert od Warszawy, który z precyzyjną dokładnością potrafi określić, która to ulica, który to dom, ba! nawet które to okno.
Sam negatyw jest uszkodzony lekko i inny specjalista dzięki temu potrafi znaleźć model aparatu, którym robił wtedy zdjęcia strażak, a nawet w jaki sposób je robił i dlaczego zdjęcia się ucinają lub nakładają na siebie.
Ktoś miał pomysł i to widać, oglądając ten dokument. Polecam gorąco - jest dostępny na HBO.
*zamiast plakatu wrzucam jedno ze zdjęć z getta - można zobaczyć jak blisko akcji był polski strażak, i jak blisko niebezpieczeństwa, robił zdjęcia praktycznie w obecności Niemców.