Taki sobie film. Trzyma w napięciu nawet, dobrze zagrany, muzyka mi się w nim podobała, ale fabularnie ogólnie taki średni. W ogóle to był mój pierwszy film Polańskiego jaki oglądałem w życiu chyba. Zaintrygował mnie opis, pomysł na fabułę, ale rozegrane to zostało małostkowo, spodziewałem się czegoś więcej
Obsada: Peter Ustinov, Dean Jones, Suzanne Pleshette
Czas trwania: 1h 46min
Ocena: 8/10
Trener lekkoatletyczny kupuje na wyprzedaży prastary podgrzewacz pościeli, a wraz z nim ducha słynnego pirata, Czarnobrodego, który został przeklęty i musi błąkać się w nicości, dopóki nie spełni dobrego uczynku.
Wiadomo że nie dla kota bo koty nie mają kręgosłupa
Wsparcie ortopedyczne: Legowisko dla psa zostało specjalnie zaprojektowane z 9 cm pianki typu egg crate o wysokiej gęstości, aby zapewnić Twojemu futrzanemu przyjacielowi spokojny sen i doskonałą ulgę w nacisku, zmniejszając ból stawów i dyskomfort związany z zapaleniem stawów
Zapalenie stawów u psa objawia się głównie sztywnością chodu (szczególnie rano), kulawizną, niechęcią do ruchu, trudnościami przy wstawaniu lub wskakiwaniu oraz obrzękiem i bólem stawów.
Zakupiony przez pewną rodzinę Android zaczyna zachowywać się w dość nieoczekiwany sposób, przejawiając oznaki inteligencji.
Mam słabość do tego filmu. Ja wiem, że jest ckliwy, naiwny, w wielu momentach ociera się o żenadę, ale ma w sobie coś przytulnego, ciepłego, coś co sprawia, że czuję się dobrze. Polecam na wieczór z drugą połówką, najlepiej pod kocem i z kubkiem kakao.
Fun fact: Naturalnie włochaty Williams musiał zgolić włosy ze swojego ciała, żeby zagrać robota Andrew, gdy ten zaczyna już modyfikować swój wygląd tak, aby być bardziej podobnym do ludzi.
Tytuł: Dawn of the dead
Rok produkcji: 1978
Kategoria: Horror / Sci-Fi
Reżyseria: George A. Romero
Czas trwania: 2h 7m
Ocena: 7/10
Pierwszy film o zombie jaki widziałem w życiu. Miałem może 8 lat i leciał w telewizji. Ojciec zaczął oglądać i zasnął, a ja jak zaczarowany oglądałem do końca. Pamiętam, że kilka nocy pod rząd miałem kłopoty ze spaniem;)
Ten film rozpoczął moją miłość do wątku zombie która trwa do teraz.
Sam film jako film nie jest wybitny, najazd bandytów to debilizm, gra aktorów taka sobie, zombie są... Różne. Od bezmózgich, nieustępliwych maszyn do zabijania aż do nudnych manekinów.
Ale klimat beznadzieji, ciągłego stresu i nieuniknionej konfrontacji z zombie robi robotę.
I najważniejsze - ten film kładł podwaliny pod to jak postrzegamy zombie dzisiaj i tak trzeba go oglądać.
Swoją drogą remake tego filmu z 2004 to mój absolutny top w kwestii filmów o zombie (dodatki z DVD z filmu 8/10 robią 9/10). A uwierzcie, że jestem kurde wybredny i oglądałem/czytałem/słuchałem dużo w tym klimacie.
Nie widziałem piękniejszego tanga w moim życiu.
Gdy zobaczyłem film pierwszym razem przy jego premierze to kompletnie go nie zrozumiałem - dopiero po roku kliknęło...
to jeden z tych filmów które zostawiłem sobie na potem 20 lat temu. dużo mam takich. będę miał co oglądać na starość, bo wiem że już takich filmów jak kiedyś nie robią. ja wiem że jest sporo dobrych filmów i teraz, ale jakoś nie mogę się zmusić. za to mam prywatny zapas nieobejrzanych filmów z czasów młodości.
Para paleontologów zostaje zaproszona do znajdującego się na wyspie parku tematycznego, którego właścicielowi udało się wskrzesić do życia dinozaury.
Klasyczny Spielberg. W tym obrazie zostały wykorzystane prawdopodobnie wszystkie sztuczki z jego katalogu, które zapewniły mu popularność i rozpoznawalność. Wydaje mi się, że ten styl kręcenia może wydać się współczesnemu widzowi przestarzały, ale jako film familijny, który można oglądnąć z nastolatkami wprowadzając ich w świat thrilleru i trochę horroru, robi robotę. Efekty w niektórych momentach w dalszym ciągu robią wrażenie, w innych natomiast zestarzały się jak mleko. Mimo wszystko, jeśli zna się historię produkcji, tego jak wyglądało modelowanie i animacja komputerowa w tamtych czasach (mowa o filmie sprzed ponad 30 lat!), to nie sposób nie oddać hołdu programistom i artystom zaangażowanym w stworzenie tego dzieła. Polecam jako obowiązkową pozycję przedstawiającą styl przygodówek lat 80. i 90. poprzedniego już wieku.
@PlatynowyBazant Byliśmy w kinie parę klas jednocześnie. Pamiętam jak się zaczynał to jakieś gwizdy, buczenie, itp. Był już hajp na ten film i niektórzy chcieli się wykazać, że oni mają to w dupie. Po pierwszej scenie z klatką, w kinie nastała cisza absolutna
Scooby z przyjaciółmi rozpracowuje tajemnicę Pana Hyde'a, który zrobi wszystko, by nie dopuścić do premiery filmu o przygodach legendarnego Błękitnego Sokoła.
Russellowski biopic Mahlera, czyli nie może być normalnie.
Mahler rozpamiętuje fragmenty swojego życia, jadąc pociągiem ze swoją żoną. Przypomina sobie swoje najlepsze momenty twórczości przy boku żony nad pięknym jeziorem. Ale cofa się też dalej w przeszłość, gdy był dzieckiem i później, gdy był podporą swojego rodzeństwa. Nad każdym wspomnieniem wisi cień śmierci, Mahler jest przekonany o swoim przedwczesnym końcu, chociaż stara się odsunąć śmierć jak najdalej, nie godząc się na nią w rozmowach z innymi ludźmi. Zaprzecza śmierci, przywołując w jej miejsce miłość. To, czy mu uwierzymy, to wyłącznie nasza sprawa lub osobista interpretacja jego utworów.
Każdy etap wspomnienia jest nasycony muzyką słynnego kompozytora.
I tylko jeden fragment filmu przybiera groteskową wręcz formę - gdy Mahler postawia dla dobra własnej kariery przetransformować się z żyda w katolika. W niesamowicie rozegranej scenie Mahler ugina się pod wolą Cosimy Wagner, ubranej w sadomasostrój, z batem, hełmem na głowie i swastyką na tyłku, i przy dźwiękach Walkirii Wagnera przechodzi "chrzest" ognia i schodzi z krzyża już jako katolik, w niemym wręcz przedstawieniu, by ostatecznie przejść w lekki, krótki musical.
Trudno mnie ostatnio zadowolić jeśli chodzi o filmy. Zasiadłem do tej produkcji, gdyż kończę lekturę świetnej książki na podstawie której został nakręcony. No i chyba nie był to do końca dobry pomysł, by najpierw czytać a później oglądać. Film nie wytrzymuje konfrontacji ze słowem pisanym. Co tutaj mamy "Amerykański psychiatra wchodzi w psychologiczną grę z Hermannem Göringiem, by zdobyć niezbite dowody jego winy" - tyle z opisu na Filmwebie. O książce więcej, gdy skończę czytać w osobnym wpisie. Teraz film. Nie jest dobrze. Przede wszystkim film mnie znudził. Dużo gadania, kilka mniej lub bardziej ciekawych obrazków. Można było z tego zrobić pełnokrwisty dramat psychologiczny i sądowy a zrobiono... takie trochę nie wiadomo co. Jest trochę relacji Goringa z panem psychiatrą, trochę przebitek ze starych nagrań i kronik, trochę przebitek, które nie wiem po jaką cholerę mają takie kroniki udawać a wychodzi to pokracznie, by nie powiedzieć śmiesznie. Dodatkowo Rami Malek gra psychiatrę w tak drażniący sposób, że miałem ochotę wyłączyć ten film w połowie. Sama historia bardzo ciekawa dla każdego niezależnie na ile ją zna a na ile nie. Aha no i w obozach ginęli Żydzi, Żydzi i jeszcze Żydzi... o Polakach i innych narodowościach pada jedno zdanie. Brawo.
No i chyba nie był to do końca dobry pomysł, by najpierw czytać a później oglądać.
To nigdy nie jest dobry pomysł. Nie ma takiej opcji żeby film zgadzał się z twoimi wyobrażeniami na podstawie książki, więc zawsze wszystko będzie źle.
@zachlapany_szczypior różnie bywa "Władcę pierścieni" oglądałem całe lata po tym, jak czytałem książkę i zarówno literacki pierwowzór, jak i film mi się podobają. Jako dziecko podobnie miałem np. z "Anią z Zielonego Wzgórza"
Tytuł: My Conquest Is the Sea of Stars / Ginga Eiyū Densetsu: Waga Yuku wa Hoshi no Taikai
Rok produkcji: 1988
Kategoria: Anime / Sci-Fi
Reżyseria: Noboru Ishiguro
Czas trwania: 1h
Ocena: 7/10
Opowiada o pierwszym starciu dwóch genialnych strategów z przeciwnych stron trwającej 150 lat wojny: Reinharda von Lohengramma (Cesarstwo) i Yanga Wen-li (Sojusz Wolnych Planet
Całkiem fajnie choć ogólnie powolne tempo bez większych emocji
Całkiem niedawno skończyłem 110 odcinków głównej serii, jak dla mnie to arcydzieło, wciąga d⁎⁎ą większość serii (nie tylko anime) które ruszyły tematy wojny i polityki
@Kamry @TyGrySSek czasem lurkuję dział /tv/ na 4chan, sporo użytkowników entuzjastycznie ocenia tę serię (co jest ewenementem w miejscu gdzie nawet największe klasyki kina potrafią zbierać cięgi i szydercze uwagi).
Nie tak to zapamiętałam, że H+C = pukanie się all day long. Zapamiętałam to jako miłość tragiczną, bezwolne wręcz uzależnienie od drugiej osoby, z którą łączą cię lata dojrzewania, która cię rozumie jak mało kto.
I w sumie ta ekranizacja to też przedstawia, ale sposób w jaki to robi, odbiega od brudnego melodramatycznego wydźwięku powieści Emily Bronte. Wicher wieje nieco sztucznie, Margot Robbie gra wiktoriańską Barbie, i tylko Jacob Elordi wydaje się jakoś tam pływać, w tym niezbyt konwencjonalnym tonie.
Sznyt współczesności, pod młode pokolenia, moim zdaniem pozbawia całego uroku tej opowieści. Seksualne pożądanie zżera uczucia i nasze odczucia, jako widzów. Przez film prowadzi nas chaos relacji, a nie jej perypetie. Może tak miało być, może o to chodziło, a jednak sam fakt, że ta wersja próbuje nadal opowiedzieć znaną rzecz o wielkiej nieszczęśliwej miłości, nie poprawia notowań.
Bardzo fajny film, jestem nim pozytywnie zaskoczony.
Zbiera średnie recenzje, lecz właśnie brakuje nam kina które nie jest grzeczne, jest odważne i ciekawe. Od pierwszych scen to jazda bez trzymanki i to bardzo szanuję.
Mam wrażenie że średnie oceny przyznają osoby spodziewające się walentynkowej papki
Mam wrażenie że średnie oceny przyznają osoby spodziewające się walentynkowej papki
W moim przypadku wielkie wrażenie zrobiła na mnie widziana w kinie adaptacja wg Andrei Arnold i sama książka, więc jestem tu takiego typu "klasycystką", same "Wichrowe Wzgórza" nigdy nie były walentynkową papką - to dość brudna powieść.
Doceniam pomysł w nowej adaptacji, ale widocznie zbyt jestem przesycona tematyką i nawet wizualne odbieganie razi mnie w oczy - co dziwne, bo zazwyczaj jestem pierwsza do obrony innych ekranizacji.
Star Warsy jakie są każdy wie. Latają po kosmosie i się strzelają (ino tym razem się nie biją, bo nie ma żadnego Jedi). Akcja dzieje się pomiędzy tylogiami, więc musieli kilka osób ożywić cyfrowowo. Oprócz Prigożina, bo on wtedy jeszcze żył.
Prywatna korporacja wysyła grupę ochotników z misją kolonizacyjną. Załoganci muszą przeprowadzić śledztwo, po serii makabrycznych śmierci na pokładzie, a wkrótce walczyć o przeżycie.
Bardzo spokojny o spokojnym człowieku, który marzy o spokojnym życiu z własną rodziną. Ale jak to w życiu bywa, marzenia rzadko się spełniają.
To film o tym, że można umrzeć już za życia, jeśli człowiek nie potrafi poradzić sobie z żałobą i oszukuje samego siebie, że najbliżsi wcale nie umarli, tylko gdzieś wyjechali. Kiedyś pewnie wrócą, prawda? Dlatego trzeba na nich poczekać zamiast pójść dalej.
To także próba pokazania, że można się zatrzymać w danym miejscu i mocno się go uczepić, ale świat i tak pójdzie dalej. Z nami lub bez nas.
Przeszkadzał mi jedynie głos narratora tłumaczącego niektóre sceny i uczucia głównego bohatera, jakby reżyser obawiał się, że widz nie zrozumie tego, co akurat widzi. Myślę, że bez narratora byłby to o wiele lepszy film.
@cyberpunkowy_neuromantyk też nie i się zastanawiam, czy jak się widziało film, to warto czytać książkę (filmu jeszcze nie oglądałam, ale już czeka w folderze Downloads )