Jest multum edycji,a to z memicznie złym Łozińskim (a później już z poprawioną wersją), a to wiecznie wspaniałą Skibniewską.
Są jeszcze edycje z "ilustracjami". Są edycje gdzie wszystko w jednej tomiszczu, a to z 3 tomami.
Serwisy (unikam kryptoreklamy) sypią jak z rękawa. Nawet nie wiem jak nurkować. Proszę chociaż, podajcie proszę rok i wydawnictwo na co polować, bo normalnie łapy same opadają.
Świat Książki pozytywnie mnie zaskoczył - nowy tom #meekhan przyszedł jeszcze przed premierą.
Jak ostatnio zamówiłem coś u nich w przedsprzedaży, to wysłali dopiero w dzień premiery, gdy znajomy otrzymał tę samą książkę parę dni wcześniej. Tylko że kupił w innej księgarni.
Wydawnictwo MAG ogłasza wznowienie pierwszego tomu Sagi o Zielonych Kościach. "Miasto jadeitu" Fondy Lee ukaże się 12 grudnia 2025 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 544 strony, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
W Mieście jadeitu – powieści, która zdobyła nagrodę World Fantasy –konkurencyjne klany rywalizują ze sobą o honor i władzę w fantastycznej metropolii zainspirowanej kulturą azjatycką.
Jadeit jest krwią podtrzymującą życie wyspy Kekkon. Wydobywano go, handlowano nim, kradziono go i zabijano dla niego już od stuleci. Od równie dawna honorowi wojownicy zielonej kości, jak rodzina Kaulów, wykorzystują go do zwiększania swych magicznych możliwości i obrony wyspy przed cudzoziemskim najazdem.
Teraz jednak wojna się skończyła i nowe pokolenie Kaulów musi walczyć o władzę nad tętniącą życiem stolicą Kekonu. Są zainteresowani jedynie obroną własnej rodziny, kontrolą nad rynkiem jadeitu oraz panowaniem nad należącymi do nich dzielnicami. Starodawne tradycje nie grają wielkiej roli w tym zmieniającym się szybko kraju.
Gdy pojawia się nowy potężny lek pozwalający wszystkim, nawet cudzoziemcom, nosić jadeit, długotrwała rywalizacja między klanami Kaulów i Aytów przeradza się w otwartą wojnę. Jej wynik rozstrzygnie o losie wszystkich zielonych kości oraz całego Kekonu.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Na ziemiach Kaleem Zam'qnar przez wiele lat panował tyran, samozwańczy bóg śmierci - król Zar’Kharel. Dziewięć lat temu został zgładzony. Jednak jego fanatyczni wyznawcy znaleźli sposób by go wskrzesić!
Wydawnictwo Vesper prezentuje finał sagi o Kane. "Kane. Era upadłych imperiów" Karla Edwarda Wagnera ukaże się w lutym 2026 roku.
Ostatni tom antologii tekstów związanych z bohaterem Kane’em obejmuje: powieść „Mroczna Krucjata”, opowiadania „Prąd przeciwny”, „Krucze Gniazdo”, „Zaśpiewaj ostatnią pieśń Valdese”, „Ktoś inny”, „Mizerykordia”, „Luki”, „Upiorne grozy początki”, „Gotycki akcent”, „Skarbiec Lynortis”, fragment powieści „Przebudzenie nocy” oraz glosariusz przygotowany przez Marcina Pągowskiego.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwa Zysk i S-ka prezentuje siódmy tom Historii Śródziemia. "Zdrada Isengardu" Johna Ronalda Reuela Tolkiena ukaże się 20 stycznia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą obejmie 600 stron, w cenie detalicznej 99,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Druga część Historii „Władcy Pierścieni” (rozpoczętej tomem Powrót Cienia), fascynującej relacji z powstawania trylogii Tolkiena, zawierającej wiele dodatkowych scen i obejmującej całość nieopublikowanego epilogu. Dowiadujemy się z niej, jak zmieniał się wizerunek Isengardu i Orthanku w procesie pisania, poznajemy też szczegółowe informacje o postaci Sarumana, jego zdradzie i współpracy z Sauronem. To także historia powiększania się wykreowanego przez Tolkiena świata o nowe ziemie i ludy na południe i wschód od Gór Mglistych. W tomie znajdziemy również opisy takich miejsc jak Lothlórien czy Moria, ukazany jest też związek Entów z Isengardem i ich rola w zniszczeniu twierdzy Sarumana.
Krótkie zarysy i szkice ołówkiem na skrawkach papieru zawierały najwcześniejsze koncepcje dotyczące historii Gondoru, a także relację z pierwszego spotkania Aragorna i Eowiny, która później uległa całkowitej zmianie. Dodatkowo czytelnik znajdzie tu również pełny opis oryginalnej mapy, która miała stać się podstawą rodzącej się geografii Śródziemia.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Ponownie poczułem się jak dziecko, które w szkolnej bibliotece wygrzebało „Kamień Filozoficzny”, nie wiedząc jeszcze, jaka przygoda na nie czeka. Mimo że tym razem obyło się bez wyprawy do biblioteki i niewiedzy, zdecydowanie przemawia przeze mnie ogromny sentyment, podsycony obejrzeniem wszystkich filmów z głównej serii, zdaję sobie z tego sprawę.
Bo kurczę, z perspektywy dziecka jak tu nie zakochać się w tak przedstawionym świecie? W którym zwyczajny chłopak, z którym wtedy śmiało mogłem się utożsamiać, okazuje się być czarodziejem i to jeszcze bardzo sławnym (pomijając kwestię źródła tej sławy)? W którym poznaje te wszystkie cudowne i magiczne sprawy, zawiera przyjaźnie na całe życie i co najważniejsze, odnajduje swoje miejsce – wreszcie nie czuje się obcy, wreszcie jest dobrze traktowany.
Z tym ostatnim to bym nieco polemizował, patrząc na to, jak niebezpieczny okazał się Hogwart. xD I nawet nie mam na myśli zagrożenia ze strony Voldemorta, a samą naukę i podejście nauczycieli.
No ale wiadomo jak to jest. Świetna seria, cudowny wykreowany świat (nawet pomimo wielu dziur), wspaniałe postacie – stwierdzam to po jakichś dwudziestu latach od pierwszego przeczytania pierwszego tomu.
Pytanie do osób posiadających dzieci: czy pokazujecie Waszym pociechom „Harry’ego Pottera”? Jeśli tak, to jakie są ich opinie?
@cyberpunkowy_neuromantyk Ja czytam teraz synom (7 i 11 lat) przed snem. Aktualnie "Komnatę tajemnic". Obaj są zachwyceni. Natomiast starszy już widzi nieścisłości i dziury w całym tym świecie. Niemniej mi samemu się to super czyta po wielu latach. Zresztą sam już byłem dorosły, gdy pierwszy raz sięgnąłem po tę serię.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka ujawnia następne wznowienia książek Terry'ego Pratchetta. "Pomniejsze bóstwa" i "Wyprawa czarownic" w księgarniach od 22 stycznia 2026 roku. Wydania w twardych oprawach liczą kolejno 448 i 400 stron, w cenach detalicznych po 65 zł za sztukę. Poniżej okładki i krótko o treści.
"Pomniejsze bóstwa"
Na świecie istnieją miliardy bóstw. Roją się gęsto jak ławica śledzi. Większość z nich jest zbyt mała, by je zauważyć, dlatego nigdy nikt ich nie czci, w każdym razie nikt większy od bakterii, które się nie modlą i nie mają wielkich wymagań w zakresie cudów. To są właśnie pomniejsze bóstwa – duchy miejsc, gdzie krzyżują się ścieżki mrówek, bogowie mikroklimatów pomiędzy korzeniami traw. I większość z nich taka już pozostaje. Ponieważ brakuje im wiary. Garstka jednak trafia w wyższe regiony. Powodem może być cokolwiek. Pasterz szukający zbłąkanej owcy znajduje ją w krzakach i poświęca minutę czy dwie, żeby wznieść niewielki kamienny ołtarzyk w ogólnej podzięce wszelkim duchom, jakie mogą przebywać w okolicy. Albo jakieś niezwykle ukształtowane drzewo zostanie skojarzone z lekiem na chorobę. Albo ktoś wyryje spiralę na samotnym głazie. Albowiem bogowie potrzebują wiary, a ludzie pragną bogów. Często na tym się kończy. Ale czasami wydarzenia rozwijają się dalej. Dodawane są następne kamienie, układane kolejne głazy; w miejscu, gdzie kiedyś rosło drzewo, staje świątynia. Bóg wtedy nabiera mocy, wiara wyznawców niesie go w górę jak tysiąc ton paliwa rakietowego. Nieliczni sięgają aż do nieba, czasem nawet dalej.
"Wyprawa czarownic"
Opowieść o opowieściach, o tym, co to znaczy być wróżką i matką chrzestną, ale przede wszystkim o zwierciadłach i odbiciach. Magrat Garlick dziedziczy magiczną różdżkę, która potrafi wyczarowywać dynie (i właściwie nic więcej…) i z pozostałymi wiedźmami udaje się do Genui, żeby pewne dziewczę nie poślubiło księcia. Wbrew Przeznaczeniu i Happy-endyzmowi.
W całym wszechświecie żyją prymitywne plemiona, które nie ufają lustrom i obrazom. Uważają one, że lustra kradną część duszy.
Są też inni ludzie (ci noszą więcej odzieży), którzy twierdzą, że to zwykłe przesądy. Przesądy nie muszą być jednak fałszywe.
Lustro może wessać skrawek duszy, może w kawałku niegrubszego niż tchnienie, posrebrzonego szkła, pomieścić odbicie całego wszechświata, a nawet niebo pełne gwiazd.
Kto rozumie lustra, ten rozumie prawie wszystko.
Spójrzmy w lustro…
…głębiej…
…na pomarańczowe światełko na nagim górskim wierzchołku, tysiące mil od roślinnego ciepła bagien…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Tytuł: Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód - Zachód
Autor: Robert M. Wegner
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Powergraph
Format: e-book
ISBN: 9788361187455
Liczba stron: 686
Ocena: 8/10
W tytule mamy wschód, a to oznacza, że historia powróci do Czerwonych Szóstek, które to zostały wysłane na wschód właśnie, prawda? Prawda…?
Przeżyłem ogromne rozczarowanie, gdy okazało się, że autor postanowił wprowadzić do opowieści nowe postacie, jednakże szybko mi przeszło, ponieważ czaardan Laskolnyka to zgraja równie barwnych osobistości, z samym generałem na czele. To niesamowite, jak szybko zapałałem do nich sympatią.
Kolejny raz Wegner udowodnił także, że potrafi wymyślić ciekawy świat bez udziwnień. Bardzo spodobała mi się nacja Wozaków, która z powodów religijnych nie dosiada koni. To z kolei wpłynęło na ich styl życia oraz prowadzenia wojen. Rydwany nie stanowiły zaskoczenia, za to wykorzystanie bojowych wozów już tak. Wątek Verdanno zapowiada coś znacznie większego i z perspektywy czasu fajnie widać wszystkie zalążki później rozwiniętych pomysłów.
No i nawet nie wyobrażacie sobie, jak ogromnie się ucieszyłem pod koniec tej części. : D
Chociaż radość nie trwała długo, ponieważ w „Zachodzie” ponownie wprowadzony został nowy bohater. I ponownie bardzo szybko go polubiłem, mimo że sama fabuła zaczęła w zmierzać w kierunku, który nie do końca mi odpowiadał.
Myślałem, że to będą opowieści stricte o żołnierzach, a skoro autor podzielił dwie książki na cztery kierunki świata, spodziewałem się, że może będą to różne jednostki stacjonujące blisko różnych granic imperium. Przeniesienie nacisku z dość przyziemnych historii żołdaków na złodzieja pakującego się w poważne tarapaty i stającego się wcieleniem boga… No nie są to moje klimaty. Nie za bardzo przepadam za rozgrywkami bogów, magią et cetera. Oczywiście to tylko personalne preferencje i mimo to wciąż bardzo przyjemnie czytało mi się drugi tom. Nie będę też ukrywał, że urozmaicenie dobrze zrobiło fabule – myślę, że ciągłe czytanie o perypetiach jednej kompanii mogłoby się dość szybko znudzić, jak to było w przypadku „Czarnej Kompanii”.
Tytuł: Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe
Autor: Robert M. Wegner
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Powergraph
Format: e-book
ISBN: 9788361187448
Liczba stron: 571
Ocena: 9/10
Postanowiłem zabrać się za kolejną żołnierską sagę - a przynajmniej taką miałem nadzieję. „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” polecane mi były po przeczytaniu „Czarnej Kompanii” jako te bliższe życiu zwykłego żołdaka.
Pierwszy tom podzielony jest na dwie części, z czego pierwsza dzieje się na Północy Imperium (hura!), a druga na Południu (mniej entuzjastyczne hura).
„Północ” to prawie że spełnienie moich czytelniczych marzeń o kompanii żołnierzy, w tym przypadku Górskiej Straży, zahartowanych w boju, twardych, jednocześnie z poczuciem humoru, które bardzo do mnie przemawia, z charakternym porucznikiem w roli dowódcy. Czytałem z wypiekami na twarzy, każde kolejne opowiadanie podobało mi się jeszcze bardziej i mimo że z czasem pojawiły się wątki związane z magią, to ani trochę mi to nie przeszkadzało. Przeszkadzała za to Szósta Kompania, która, mały spoiler, w pewnym momencie zostaje wysłana hen daleko.
Spodziewałem się wtedy, że czeka nas zmiana scenerii, że może to fajny twist, wysłać górali na pustynię, niech się trochę dla nas spocą.
Zmianę głównego bohatera przyjąłem z ogromnym rozczarowaniem, ponieważ kompania żołnierzy została wymieniona na pojedynczego wojownika. Jednakże z radością przyznaję, że Wegner świetnie radzi sobie z kreowaniem postaci, które po prostu się lubi. Tak też było w przypadku z Yatechem, który bardzo przypominał mi przedstawicieli jednej z moich ulubionych ras z uniwersum „The Elder Scrolls”, czyli Redgardów – honorowego i wojowniczego ludu.
Dodatkowo doceniam kreatywność przy wymyślaniu różnych charakterystycznych cech. Światotwórstwo stoi tutaj na wysokim poziomie i jestem pełny podziwu, że autorowi udała się ta sztuka bez przesadnego wydziwiania.
Wiecie, autorzy piszący fantasy i tworzący własne światy często chcą wymyślić coś oryginalnego. Skupiają się przy tym na wymyślaniu niestworzonych rzeczy i wywracaniu wszystkiego do góry nogami. Czasem wychodzą z tego interesujące uniwersa, jak wspomniane już „The Elder Scrolls” czy „Dragon Age”. A częściej jakieś potworki z dziwnymi rasami. No ale wiadomo, to przychodzi z doświadczeniem.
Ponarzekałbym jeszcze na to, że Wegner wielokrotnie zarzuca nadmierną ekspozycją, dla niepoznaki przedstawianą za pomocą opowieści różnych postaci. Normalnie pewnie bym się irytował, ale autor pisze na tyle dobrze, że wszystko czytało mi się naprawdę świetnie.
Ogromny plus należy się za opisy scen batalistycznych. Jestem pod ogromnym wrażeniem.
Przeczytałem w Nowej Fantastyce fragment nowej powieści Roberta M. Wegnera („Dusza pokryta bliznami”) i o rany, nie mogę się doczekać, aż przyjdzie do mnie zamówiony tom.
Czuję się jak przed rokiem, gdy również w NF przeczytałem fragment „Rozdroża Kruków” Sapkowskiego i z niecierpliwością oczekiwałem dostawy.
Był wpis o opowiadaniach to pora na powieść z tego samego uniwersum.
Al-Dżahiz, chłop który dokopał się do krainy dżinnów i sprowadził je na nasz świat, po czym zniknął na 40 lat, teraz powraca. Morduje w brutalny sposób członków bractwa swojego imienia, paląc ich ciała tak, że ubrania są nietknięte, po czym zapowiada, że w Egipcie źle się dzieje i on to naprawi.
A na miejsce zbrodni trafia znana z opowiadań agentka Ministerstwa Alchemii, Uroków i Istot Nadprzyrodzonych Fatma al-Szarawi.
Tak jak w opowiadaniach najlepszy jest tu świat przedstawiony. Urban fantasy w alternatywnym Kairze sprzed I WŚ pełnym magii, przeróżnych dżinnów i innych dziwnych istot, podlane steampunkiem i odradzającymi się wierzeniami w starożytnych bogów. Aż chce się to odkrywać. W czym dodatkowo pomaga bardzo dobry styl autora.
Fabuła zaczyna się ciekawie, ale bohaterowie postępują często niezbyt logicznie, a główny zwrot akcji jest tak przewidywalny, że miałem wrażenie bycia traktowanym przez autora jak kompletny idiota. A poza tym jak się wyłączy mózg to czyta się jako tako i są niezłe momenty czy porządne sceny akcji.
Jeśli chodzi zaś o bohaterów to większość jest niezbyt wyrazista, poza główną bohaterką. Ta to się wyróżnia na minus. Ma być najlepszą agentką, a nie grzeszy bystrością i bazuje głównie na tropach podsuwanych przez innych. Po drugie jest ona jedną z pierwszych kobiet w Ministerstwie, jest kreowana na silną postępową babę (co mi nie wadzi), ale jak dostaje partnerkę to nagle ma z tym wielkie problemy i wali durne fochy. xD
Podsumowując - ta moja 6 to chyba zawyżona, ale jakoś nie potrafię dać mniej przez ten świat, w którym chętnie przeczytałbym coś lepszego. ¯\_(ツ)_/¯
@Hilalum generalnie, wg mnie naturalnie, wszystkie książki autora wydane przez MAGa to prędzej jakieś manifesty, niż faktyczne lektury mające przedstawić ciekawą historię. Dżinny to straszny syf, Ring Shout już trochę lepiej.
Kair 1912. Fatma al-Szarawi, młoda agentka egipskiego Ministerstwa Alchemii, Uroków i Istot nadprzyrodzonych ubrana jak zawsze w kolorowy angielski garnitur i melonik, rozpoczyna śledztwo w sprawie martwego, wypompowanego z krwi dżinna znalezionego w jego apartamencie.
Tak zaczynamy przygodę z fascynującym światem stworzonym przez pana Djeli Clarka, w którym to w XIX w. sudański uczony al-Dżahiz przybył do Egiptu i przekopał się do krainy dżinnów. A dżinny pomogły Egiptowi wykopać Brytoli i stać się nowoczesnym, steampunkowym mocarstwem, pełnym wynalazków typu automatyczne powozy, napędzane magicznymi mózgami z kół zębatych powietrzne tramwaje czy roboty zwane tu seryjnymi eunuchami. xd
Światotwórstwo jest tym co robi tu zdecydowanie największą robotę, bo ciekawych elementów jest dużo więcej, od przemian społecznych, przez jeszcze bardziej tajemnicze istoty przybyłe z innych wymiarów, po odradzające się kulty starożytnych bogów.
Styl też jest bardzo przyjemny, lekko i płynnie się to czyta, autor umie i pośmieszkować i stworzyć dobry klimat.
Bohaterowie są ok i nie przeszkadzają, ale niesamowitych portretów psychologicznych, przemian czy super wyrazistych osobowości nie ma co oczekiwać.
Natomiast fabularnie nie ma fajerwerków, historie są proste i mało zaskakujące. Opowiadania są trzy, drugie to sprawa wagonu tramwajowego, w którym coś straszy, a trzecie, króciutkie, opowiada o dziewczynie proszącej anioła o uleczenie siostry ciężko rannej w pożarze fabryki.
Opowiadania są wstępem do powieści "Władca Dżinnów" nagrodzonej prestiżową Nebulą.
No i to wydawnictwo MAG więc oczywiście tradycyjny karny k⁎⁎as za literówki, błędy gramatyczne i inne takie.
Jak dla mnie książka ze wszech miar nędzna. Nie chce mi się powtarzać tego, co kiedyś napisałem, więc jak komuś zależy, to sobie sprawdzi mój wpis z marca zeszłego roku, a jak nie, no to właściwie trudno.
@zomers Klimat podobny ale co do tematyki to się nie zgodzę bo jest całkowicie odmienna. W Frieren główną osią jest postrzeganie ludzi i życia przez bochatęrkę z zabużeniami iście ze spektrum autyzmu i pokazanie jak taka osoba powoli się zmienia starając się zrozumieć innych. W Delicious in Dungeons jest wątek człowieczeństwa ale nie jest to tak głebokie.
@skorpion No w sumie tak. Świdnik ma około 37k mieszkańców, 4 wampiry to według podręcznika do Maskarady aż nadto zakładając ostrożne (niezabójcze) żerowanie na mieszkańcach.
Dziś mija dokładnie 71 lat od wydania Dwóch wież J. R. R. Tolkiena. Drugi tom Władcy Pierścieni po raz pierwszy ukazał się drukiem 11 listopada 1954 roku.
Tytułowe dwie wieże pojawiające się w tej części to Orthank, wieża Sarumana w Isengardzie, oraz Minas Morgul, forteca Nazgûli strzegąca przełęczy prowadzącej do Mordoru. Tolkien początkowo rozważał wybór jednej spośród trzech innych par: Orthank i Barad-dûr, Minas Tirith i Barad-dûr lub Orthank i wieża Cirith Ungol, jednak ostatecznie zdecydował się na Orthank i Minas Morgul i to właśnie te wieże umieścił na wykonanym przez siebie projekcie okładki.
Dzień dobry Państwu, ja nazywam się Norbirt Brzozowski, a to jest teleturniej „Koło Fortuny” . Poznajmy uczestników. Pan Darek to chiński sprzedawca pieczarek. Pani Teneryfa gra jak dzika. Pan Filip sprzedaje kostki.
Poznajmy kategorię tej rundy, a brzmi ona następująco: najlepsze kostki do gier fabularnych. Jedenaście lister. Pierwszy odpowiada pan Dariusz. Wylosował nagrodę rzeczową, a jest nią 70 kości w mega pace od RGFK, sponsora dzisiejszego odcinka.
Zdaj się na koło fortuny i otrzymaj 10 niesamowitych zestawów kości!
W każdym zestawie znajduje się: k20, k12, k10 z 0, k10 z 00 (k%), k8, k6, k4.
@rgfk.pl nie mam znajomych do gry. poumierali dziesiąt lat po tym jak mi wbili w południe przez balkon do salonu, przekonani że już wstałem, a byłem... wróć, byliśmy baaardzo zajęci lekcja anatomii z moją połówką. Zrobiliśmy coś nieoczywistego. Pograliśmy w Hammurabi - najnudniejsza gra na świecie, gdzie masz tylko tabelkę z wynikami i każdy kolejno zarządzą swoim królestwem. Czasy Amigi. Po co to napisałem? Bo podoba mi się twój pomysł na marketing. Gdyby nie te literówki... xD
Mały update. Wiem, jak to zabrzmi to nie fajnie, ale MUSZĘ SIĘ DOSPAĆ!
Z Mamuśką szyliśmy całą noc resztę cosplayu i po prostu koło 13-14 musieliśmy lekko już się dospać.
Nie dam rady, muszę odbębnić teraz za tę nockę, bo szyliśmy.
Cosplay i ja będę jutro.
Mam nadzieję, że nikt nie czuje się zawiedziony, jak coś to jutro od początku jestem, a jak już jesteście, to piszcie, to może dam radę się zerwać jeszcze...