Moja pierwsza styczność z Sandersonem, polecanym mi wielokrotnie przez różne osoby (pierwsza była moja fizjoterapeutka, ale ona czyta chyba z 2 książki dziennie więc poleca pół biblioteki xD).
Mam problem z długimi książkami, nie wpisują się w moją naturę, i gdy widzę że zostało mi jeszcze 500 stron to jest szansa że w ogóle odpuszczę niż że złapę za nią, a pan Sanderson to pisze po 1100, więc nic dziwnego że go unikałem.
Niemniej, byłem zainteresowany jego postacią, bo podobno bardzo dobrze rozbija zawód pisarza na składowe, robi wykłady światotwórcze, o warsztacie pisarskim, o konstrukcji postaci, czy o kreowaniu magii. I w trakcie czytania o nim usłyszałem że jego najlepiej napisaną książką jest... Studwunastro stronnicowa Dusza Ceszarza. W to mi graj!
Czy serio jest najlepsza to wam nie odpowiem, przecież tylko ją czytałem, ale mogę opisać czy jest ogólnie 'dobra'.
Krótko: jest xd
Świetnie zaplanowana, spójna, przemyślana, satysfakcjonująca, i kompletna. Czyta się świetnie, i zostaje w pamięci.
Opowiada ona o kobiecie skazanej za zuchwałą kradzież z cesarskiego pałacu, która specjalizuje się w magii Fałszerstwa, czyli podmieniania historii przeróżnych obiektów tak żeby były inną wersją siebie. Może na przykład odkryć że krzesło na którym siedzi pochodzi było robione z odpadków po królewskim łożu, i nadpisać jego historię delikatnie w taki sposób że ono też zostało zrobione w sposób majestatyczny i królewski. I bam, jeśli krzesło kupi te historyjke, oto mamy pod d⁎⁎ą tron. Fajny system, i fajnie opisany.
I ta złodziejka dostaje tytułowe zadanie: ma sfałszować nie krzesło, lecz Duszę Cesarza. A czasu ma na to niewiele.
Rozdziały mają w nazwie informacje który dokładnie dzień opisują, więc osadzenie sceny w osi czasu jest bardzo proste i wygodne.
Wydawnictwo MAG dodrukowało trzeci i czwarty tom Malazańskiej Księgi Poległych autorstwa Stevena Eriksona. "Wspomnienie lodu" wróciło do sprzedaży 9 lipca, a "Dom łańcuchów" 14 lipca 2026 roku. Wydania w twardej oprawie liczą kolejno 1056 i 896 stron, w cenie detalicznej 89 i 79 zł. Poniżej okładki i krótko o treści.
"Wspomnienie lodu"
Na spustoszonym kontynencie Genabackis zrodziło się nowe, straszliwe imperium, Pannion Domin, które szerzy się niczym potop skażonej krwi, pożerając wszystkich wrogów tajemniczego proroka zwanego panniońskim jasnowidzem. Sprzeciwia mu się sojusz, w którego skład wchodzą Zastęp Dujeka Jednorękiego, Caladan Brood, Anomander Rake oraz Rhivijczycy z równin. Fanatycy jasnowidza mają przewagę liczebną, dlatego też sojusznicy muszą zapomnieć o dzielących ich różnicach i nawiązać kontakt z potencjalnymi sprzymierzeńcami, tajemniczym bractwem najemników, noszącym nazwę Szarych Mieczy, które zobowiązało się bronić miasta Capustan przed oszalałymi hordami.
"Dom łańcuchów"
Od wydarzeń opisanych w „Bramach Domu Umarłych" minęło kilka lat. Sznur Psów uległ zagładzie. Coltaine, otaczany czcią dowódca malazańskiej Siódmej Armii, nie żyje. Tavore, siostra Ganoesa Parana i przyboczna cesarzowej, przybyła do ostatniej malazańskiej placówki w Siedmiu Miastach. Choć brak jej doświadczenia, musi uczynić z niewielkiej armii, złożonej głównie z rekrutów, sprawną machinę wojenną i poprowadzić ją przeciwko hordom Tornada sha'ik. Jej jedyną nadzieją jest wskrzeszenie zniszczonej wiary garstki weteranów ocalałych z legendarnego marszu Coltaine'a.
Na odległej Raraku, w sercu Świętej Pustyni, czeka jasnowidząca sha'ik ze swą armią buntowników. Jej skłóceni przywódcy - plemienni wodzowie, wielcy magowie, malazański renegat i służący mu czarodziej - toczą zaciekłą walkę o władzę, która w każdej chwili może zniszczyć powstanie od środka.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Tytuł: Harry Potter and the Methods of Rationality - Book 1
Autor: Eliezer Yudkowsky
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: HPMOR.com
Format: ebook
Liczba stron: 357
Ocena: 8/10
Nie wiem, czy kiedykolwiek czytałem fanfik, który z taką łatwością przekracza granicę między zabawą cudzym światem, a pełnoprawną powieścią. HPMOR bierze na tapet dobrze znane uniwersum Harry’ego Pottera i zadaje jedno, pozornie proste pytanie: co by było, gdyby Harry wychował się nie u Dursleyów, ale w domu naukowca? Efekt jest zaskakująco wciągający. Zamiast chłopca, który intuicyjnie pakuje się w kolejne przygody, dostajemy jedenastoletniego racjonalistę, który próbuje zrozumieć magię metodą naukową, kwestionuje wszystko, co słyszy i każdą hipotezę próbuje zweryfikować eksperymentalnie.
Fabuła pierwszej księgi w dużej mierze pokrywa się z początkiem "Kamienia Filozoficznego" - do czasu. Harry odkrywa, że magia istnieje, trafia na Ulicę Pokątną, poznaje Draco Malfoya, otrzymuje różdżkę, zostaje przydzielony do domu - Ravenclaw i rozpoczyna naukę w Hogwarcie. Tyle że niemal każda z tych scen została napisana od nowa. Autor nie próbuje opowiedzieć historii Rowling własnymi słowami - wykorzystuje jej wydarzenia jako punkt wyjścia do zupełnie innych rozmów, przemyśleń i relacji między bohaterami. Dzięki temu nawet doskonale znając oryginał, nie miałem poczucia, że czytam to samo, wręcz przeciwnie. Sporą zmianą jest jednak to, że do świata magii, Harrego wprowadza Profesor McGonagall i to ona ma za zadanie udowodnić mu, że świat magii istnieje i jest wart pozniania.
Największą siłą tej książki są dialogi. Uwielbiałem momenty, w których Harry dyskutuje z McGonagall o metodzie naukowej, rozkłada na czynniki pierwsze poglądy Draco Malfoya, prowadzi psychologiczne eksperymenty na jego ojcu Lucjuszu czy zadaje nauczycielom pytania, których nikt wcześniej nie odważył się postawić. Bardzo podobało mi się również to, że autor nie sprowadza bohaterów do prostych ról. Draco nie jest po prostu zarozumiałym antagonistą, Lucjusz okazuje się znacznie bardziej złożony niż u Rowling, a profesor Quirrell od pierwszego pojawienia się, kradnie każdą scenę, w której występuje. Mam też wrażenie, że relacja Harry'ego z Hermioną została napisana znacznie ciekawiej niż w oryginale - opiera się przede wszystkim na wzajemnym szacunku i intelektualnym partnerstwie, oboje są potwornie inteligentni i oboje kwestionują zastaną rzeczywistość, poznając ją z perspektywy wychowania z mugolami. U Rowling w pierwszym tomie Hermiona była kujonką, która musiała nadrobić dzieciństwo, które inni czarodzieje mogli poświęcić na poznawianie świata magii, a Harry był ciamajdo-fajtłapą z piętnem w postaci 2 blizn - nazwiska i tej na czole, który leciał głównie na farcie. Tu jest zupełnie inaczej.
Jednocześnie HPMOR nie jest książką dla każdego. Momentami bardziej przypomina wykład z psychologii poznawczej, teorii decyzji czy rachunku prawdopodobieństwa niż powieść fantasy. Autor regularnie zatrzymuje akcję, aby pozwolić Harry'emu tłumaczyć błędy poznawcze, twierdzenie Bayesa czy mechanizmy manipulacji. Mnie to w większości przypadków bawiło i angażowało, ale były fragmenty, w których miałem ochotę wrócić do samej historii zamiast kolejnego eseju o racjonalności. Harry również bywa chwilami aż za błyskotliwy – trudno uwierzyć, że jedenastolatek potrafi prowadzić rozmowy na takim poziomie z praktycznie każdym dorosłym.
Najbardziej spodobało mi się jednak to, że autor nie próbuje udowodnić, iż racjonalność daje odpowiedź na wszystko. Wręcz przeciwnie. Im więcej Harry wie, tym częściej odkrywa, jak wiele jeszcze nie rozumie. Jego największą siłą nie jest inteligencja, ale gotowość do zmiany zdania, kiedy pojawiają się nowe dowody. To podejście bardzo dobrze współgra z motywem badania magii jak nieodkrytej gałęzi nauki i sprawia, że świat Rowling zyskuje zupełnie nową perspektywę.
Pierwsza księga kończy się bardziej obietnicą niż kulminacją. To dopiero początek większej historii, ale już na tym etapie widać, że autor ma bardzo konkretny plan i konsekwentnie go realizuje. Jeśli ktoś szuka wiernej adaptacji Harry’ego Pottera, raczej się odbije. Jeśli jednak lubi czytać książki, które bawią się znanym materiałem i zmuszają do myślenia, HPMOR jest naprawdę ciekawym doświadczeniem.
Dla mnie 8/10. To jeden z najbardziej oryginalnych retellingów znanego świata, jakie czytałem w życiu. Nie wszystkie filozoficzne rozważania mnie porwały i czasami autor przesadza z intelektualnymi popisami Harry'ego, ale liczba świetnych pomysłów, błyskotliwych dialogów i świeżego spojrzenia na uniwersum Pottera zdecydowanie wynagradza te słabsze momenty. Na pewno sięgnę po kolejne tomy, bo bardzo spodobała mi się ilość róznic względem materiału źródłowego.
Jest to fanfik, więc musicie pamiętać, że nie dostaniecie go w polskim tłumaczeniu, ale za to jest za darmo, zarówno w formacie PDF, EPUB, jak i w audiobooku na Spotify.
@Hoszin nie, może nie jest to książka dla 11-latków, ale z punktu widzienia dorosłego, nie ma w niej nic trudnego
Mieszanka podstaw filozofii, psychologii, analizy czy ekonomii, ale bez bariery wejścia.
@bojowonastawionaowca ukryty w wydawnictwie - LINK
Księga 1 - "Harry James Potter-Evans-Verres and the Methods of Rationality" to pierwsze 20 rozdziałów
Czytałem, strasznie mnie wciągnęło i podobało się, ale mam jeden zarzut. Z tego co pamiętam to tutaj Hari Pota jest w tym samym wieku co w pierwszym tomie, a to absolutnie nie pasuje do jego poziomu wiedzy, inteligencji i ogólnie zachowań. Gdyby miał 16, 17 lat to okej, w miarę by się to trzymało.
Na pewno fajnie się chłop nabijał z głupotek wymyślonych przez Rowling jak sztywny kurs złotych do srebrnych monet.
@pszemek tak, to prawda. Jest trochę za inteligentny na swój wiek. Ciekawym motywem był jego pomysł rozjebania ekonomii, przez przerzucanie złota między światem mugoli i czarodziejów :)
Tytuł: Tajemnicza rana. Mit czołgu-pułapki w powstaniu warszawskim
Autor: Łukasz Mieszkowski
Kategoria: historia, reportaż
Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.
Format: książka papierowa
ISBN: 9788328009974
Liczba stron: 223
Ocena: 8/10
13 sierpnia 1944 roku przy ul. Jana Kilińskiego na warszawskiej Starówce doszło do wybuchu zdobycznego czołgu. W maszynie została ukryta bomba. Niemcy w swoim perfidnym planie pragnęli zrobić krzywdę powstańcom, z którymi nie dawali sobie rady w walkach ulicznych. W eksplozji zginęło ponad 500 osób, żołnierzy i cywili, którzy świętowali zdobycie czołgu.
Tak brzmi mit. A teraz recenzja książka, stanowiąca jednocześnie dekonstrukcję całej opowieści:
Podjęte przez Łukasza Mieszkowskiego zadanie było trudne, mając na uwadze, że (przy pewnym uproszczeniu) zgodne z prawdą była tylko: data, miejsce eksplozji oraz samo istnienie bomby. Wszystko inne, łącznie z samą maszyną czy też pogodą (!) nie miało miejsca lub zostało znacznie zniekształcone. Źródeł, pozwalających jak najwierniej odtworzyć przebieg wydarzeń, było mało, zaś same wspomnienia świadków w jakiś stopniu uległy zniekształceniu. Wreszcie na kształt mitu nakłada się tradycja, żywa do dzisiaj.
Książka jest dobrze napisana, autor po przedstawieniu samej historii konsekwentnie obala poszczególne elementy mitu, wreszcie dokonuje nowej rekonstrukcji, by zaraz potem… podjąć się kolejnej analizy, tutaj odbioru katastrofy wśród współczesnych, gdzie mit musi zderzyć się z rzeczywistością. Ostatni rozdział to taki dodatek dla miłośników militariów, poświęcony historii Borgwardów, które prawie zawsze były niewypałami. „Prawie”, bo ten jeden raz maszyna dokonała znacznych szkód. Cały tytuł zaliczam do reportażu, choć w sumie bardzo blisko jest jej do pełnoprawnej monografii naukowej.
To jak z tym „czołgiem” było? Czołgiem okazał się być transporter ładunków wybuchowych Borgward (nie wiem, czy „transporter” to prawidłowa nazwa tej maszyny; Wikipedia nazywa go „nosicielem”, choć ta sama zdaniem autora książki termin ten razi niezręcznością), liczba ofiar wynosiła ok. 300 (do ok. 500 podbiła propaganda komunistyczna), winę zaś w różnym stopniu ponoszą i Niemcy i Polacy. Zapewne większość z was domyśla się, jakie błędy popełnili powstańcy, ale wniosek końcowy może zachowam dla siebie lub przedstawię w zaspoilerowanym komentarzu, by nie zdradzać wszystkiego i nie psuć lektury tym, którzy chcieliby przeczytać reportaż.
Normalnie byłaby ocena 7/10, ale doceniam wszelkie próby dekompozycji mitów historycznych, przez co ocenę podnoszę o jeden punkt.
Dom Wydawniczy REBIS zapowiada dodruk książki Philipa K. Dicka. "Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" wróci na sklepowe półki 18 sierpnia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą obejmuje 272 strony, w cenie detalicznej 79 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Do roku 2021 wojny nuklearne starły z powierzchni ziemi całe gatunki zwierząt. Role domowych zwierzątek pełnią małe maszynki, produkowane przez Nexus Corporation. W tym opustoszałym i beznadziejnie smutnym postapokaliptycznym świecie Rick Deckard jest łowcą nagród. Jego zajęcie polega na "wycofywaniu z użytku" złych androidów, także stworzonych przez Nexus, ale niechcianych na Ziemi. Główny bohater z wysiłkiem stara się zdefiniować zasady swojej przynależności do rodzaju ludzkiego w świecie zdominowanym przez inteligentne maszyny.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Cóż mogę rzec, kończę autobiografię Chrisa Kyle'a i zabieram się za Carrie od Stephena Kinga. Są tutaj w ogóle fani #stephenking? Jeśli tak - czytaliście wszystkie jego książki czy tylko wybrane dzieła?
Kiedyś mega lubiłem, od kilku lat nie przeczytałem żadnej, nie wiem czy to co on teraz piszę jest warte czytania. Wielki marsz był w płytę z takich mniej znanych, miasteczko Salem też sprawiło że stałem po nocach że strachu bo byłem zbyt młody na tą książkę
No kilka przeczytałem w tym Carrie, Smętarz dla Zwierzaków, Wielki Marsz, Miasteczko Salem, Sklepik z Marzeniami, TO
Ale czy mega fanem jego dzieł jestem to średnio bym powiedział.
Dopiero teraz zaczęło się oficjalne, potwierdzone dekretem fandomu, Wielkie Mielenie Ozorem. Każda odnoga historii osadzona jest w jakimś mieście i niezmiennie wszyscy kręcą się jak gówno w przeręblu, wytężając wszystkie siły, by w jakimkolwiek stopniu popchnąć akcję do przodu, co na dobrą sprawę ma miejsce raz na kilka rozdziałów.
Cały czas dobija mnie fakt, że zarówno Rand, jak i Perrin rozpaczają nad każdą z osobna kobietą, która zginęła w ich imieniu, a chłopy zaledwie przelatują przez ich umysły - a i to nie zawsze - bo przecież taka ich powinność - ginąć w walce. Ale o tym piszę chyba w każdym wpisie, więc pora się ogarnąć. Zapomniałem w sumie o tym wspomianć, ale dalej, zarówno tutaj, jak i w poprzednich tomach, zdarza się pomstowanie głównej trójki, jakoby dwóch pozostałych chłopaków dobrze radziło sobie z kobietami.
Mat miał pod tym względem najwięcej doświadczeń w owym tomie. Z jednej strony nie ma nic lepszego niż dwukrotne utarcie nosa Elayne i Nyaneve - z czego raz poniekąd przez Mata właśnie - do tego w jednym rozdziale, choć druga z tych okoliczności zakrawała o zamienienie kiły na cholerę.
Rzeczona okoliczność stanowi dziwaczny zwrot na wielu poziomach: postaci Nyaneve i Elayne zaliczają obrót o 180°, a to w ich przypadku coś niespotykanego. Pojawia się nowa frakcja, w której niewykrywalność na przestrzeni lat ciężko mi uwierzyć; następuje znienacka i tak jak już wspomniałem wyżej, po tysiącach stron bezkarnego panoszenia się, nagle obie dziewczyny dwukrotnie zostają stłamszone w tym samym rozdziale. Później okazuje się, że kto o wspomnianej grupie miał wiedzieć, to wie, ale po prostu trzymał gębę na kłódkę.
Z drugiej strony mamy w tej książce wspaniały przykład przedstawienia "zabawnego" seksualnego dręczenia mężczyzny. Królowa Tylin ma niesamowitą chcicę na Mata: napastuje go w różnych pomieszczeniach; gdy ten celowo jej unika, zabrania kucharkom wydawać mu posiłki, a nawet zamyka drzwi do jego pokoju. Koniec końców dosłownie przykłada mu nóż do gardła, odprawia fetysz rozcinania ubrań i przechodzi do rzeczy. Wyobrażacie sobie zamianę ról w tej sytuacji? Przecież hipotetyczny król Tylin zostałby okrzyknięty największym sk⁎⁎⁎⁎⁎ynem i creepem w historii fantasy, a kwik odbijałby się echem do dzisiaj. No ale to przecież chłop jest molestowany, więc można tylko powiedzieć "jaki on niezdarny", "kto by tak nie chciał?" albo "przecież to kobieciarz, więc sobie zasłużył". Obrzydliwe.
Mniej więcej od 2/3 książki zaczyna się prawdziwy zjazd: ww. sytuacja Mata i Tylin; odkrycie istotnego śladu poszukiwanego od dawna artefaktu następuje poza stronicami, tak jak to miało miejsce w przypadku pokonania Coualdina; Elayne rżnie wszechpotężną wobec Aes Sedai swoim mitycznym statusem siostry nadanym kumotersko przez Egwene i królewskim pochodzeniem, a wiedźmy w jednej chwili jadą z nią jak z dzieckiem, by w następnej złożyć się pod wpływem jej tyrady jak origami - zero konsekwencji, dosłownie i w przenośni.
Na szczęście promyk nadziei stanowi Cadsuane - Aes Sedai, kobieta, która nie irytuje, a intryguje. Tak właśnie powinno wprowadzać się nowe postacie, w taki sposób, że już od dosłownie pierwszych zdań jej poświęconym czujemy zainteresowanie.
Zaskoczyła mnie szczegółowa mapka Ebou Dar i okolicy, umieszczona losowo w środku książki, gdzie inne, znacznie istotniejsze miasta, takich nie otrzymały.
Kilka dobrych razy brakowało półpauz sygnalizujących czyjąś wypowiedź lub jej przerwanie na rzecz wtrącenia. Tak to korekta stoi na standardowo wysokim poziomie.
Wspomnienia autorki z wielu lat pracy, gdy zajmowała się jako opiekunka osobami u schyłku życia: jak żyli, co robili, gdzie się finalnie znaleźli i jakie z tego wysnuwali wnioski, ale także o tym, co działo się w tym czasie w jej własnym życiu.
Zmęczyła mnie ta pozycja. Główny problem jaki z nią miałem to to, że w mojej opinii bardzo mało jak na taką objętość było tytułowych żali, a dużo za dużo przemyśleń własnych autorki i historii z jej życia, często w ogóle nie dotykających tematu książki. Powodowało to, że zamiast znaleźć dobre rady czy inspiracje, w pewnym momencie po prostu zacząłem się nudzić. A sam zasadniczy przedmiot jej rozważa ginie w odmętach różnych wspomnień autorki, rozmyty w treści jej własnych przemyśleń, nie pozostawiając czytelnikowi pola do wysnucia własnych wniosków.
Po długich latach doczekaliśmy się wydawania książek Iana Camerona Esslemonta. Cały sześciotomowy cykl Imperium Malazańskie w komplecie. Cztery tomy już są, piąty wychodzi 31 lipca, a ostatni zaplanowano na październik 2026 roku.
Jednak by wydawnictwo MAG zdecydowało się na drugi cykl Path to Ascendancy, sprzedaż Imperium musi być zadowalająca. Na tę chwilę nie zanosi się na to, więc jeśli ktoś nadal zwlekał z zakupem, to jest na to ostatnia szansa! Kupujcie!
Wydawnictwo Prószyński i S-ka wraca z jeszcze jednym wznowieniem powieści Stephena Kinga. "Danse Macabre" ma zaplanowaną premierę na 29 września 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 608 stron, w cenie detalicznej 65 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Jak rozwijała się postać Wampira? Co łączy Stephena Kinga ze Sputnikiem? Dlaczego cenzorzy zainteresowali się amerykańskimi komiksami? Który film grozy jest najgorszy w historii? Na wszystkie te pytania – i wiele innych – odpowiada „Danse Macabre”.
Autor bierze tym razem na warsztat swój ukochany gatunek, czyli oczywiście horror. Opowiada czytelnikom o horrorze literackim, filmowym, telewizyjnym, nawet radiowym, omawia ważne dzieła, motywy i postacie, a przy okazji przytacza sporo anegdot ze swojego życia.
Rewelacyjna książka napisana z pasją, zabawna, wciągająca niczym powieść, a jednocześnie dobre źródło wiedzy na temat horroru.
Wydanie zostało uzupełnione o obszerną przedmowę Stephena Kinga do wersji z 2010 r. oraz tekst „Co nas straszy” z 2024 r.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Jest to pierwsza część Herezji, którą skończyłem i nie bardzo wiem co o niej napisać.
Może wydawać się rozczarowująca, gdyż tak naprawdę prawie nic nie mówi o samym Imperatorze. Nie wyjaśnia kim on właściwie jest, jego początków, wczesnych lat unifikacji itp. Ponadto przez większą część w zasadzie niewiele się dzieje, akcji jest jak na lekarstwo, a opowieść dotyczy skutków niezapowiedzianego facetime Magnusa, Custodes, Milczących Sióstr i Mechanicum na wygnaniu.
To nie jest książka o Imperatorze.
To jest książka o Wielkim Planie Imperatora.
Z czasem kropki zaczynają się łączyć i wyłaniają się z niej fragmenty Wielkiego Planu Imperatora. Wszystko zaczyna nabierać sensu: istota imperialnej prawdy, walka z religiami, Monarchia, Nikaea. Wówczas też dociera skala błędu Karmazynowego Króla.
Smutna historia i kolejny, być może najważniejszy, kamień milowy uniwersum.
@megawonsz9 takie uroki tłumaczenia. "Forgebreaker" też lepiej brzmi niż "Łamacz kowadeł", chociaż przyznam, że np. "Zwiastun Świtu" (Dawnbringer) brzmi nieźle
Wydawnictwo Literackie przygotowuje nowe wydanie książki Stanisława Lema. "Diabeł i arcydzieło. Teksty przełomowe" w sprzedaży od 22 lipca 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie, w cenie detalicznej 79,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Świat oczami Lema
Nauka, literatura i wizje przyszłości, z których wiele stało się rzeczywistością
Pełne erudycji wywody, swobodne żonglowanie wiedzą z najróżniejszych dziedzin oraz wyjątkowe poczucie humoru autora urzekną zarówno koneserów jego twórczości, jak i tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z Lemem. Mimo upływu lat rozważania krakowskiego pisarza nadal inspirują i posiadają nie mniejszą energię niż książki najpoczytniejszych współczesnych historyków i myślicieli, którzy starają się opisać możliwe drogi rozwoju ludzkości.
Dzięki tej książce czytelnik dowie się, jak Lem rozumiał erozję kultury, dlaczego uważał, że nie można skopiować ludzkiego umysłu i jakie zastosowania widział dla matematyki jako nauki.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Pan Zajdel znowu dowozi. Książka ciekawa, niby fantastyka ale bez zbytniego naukowego bełkotu. Na moje trochę ciśnie tutaj komunizm, ale podobno można to inaczej odbierać.
Niepozorna, krótka książka, która robi z głową dużo więcej niż niejeden opasły tom filozoficznego science fiction. Punkt wyjścia jest prosty: człowiek umiera i trafia do piekła. Był chrześcijaniem, choć według piekielnego przewodnika, jedyną prawdziwą religią jest zoroastryzm. Tyle że to piekło nie jest klasycznym ogniem, smołą i widłami. To piekło czytelnika spacerowicza (ups) - biblioteka zawierającą wszystkie możliwe książki. Żeby się z niej wydostać, trzeba znaleźć jedną konkretną - własną, bezbłędną historię życia.
I właśnie w tym pomyśle siedzi największa siła tej książki. Peck bierze koncept Biblioteki Babel Borgesa (sam do niej nawiązuje) i zamienia go w bardzo osobiste, egzystencjalne piekło. Niby zadanie jest skończone. Niby książka istnieje. Niby kiedyś można ją znaleźć. Ale skala tego "kiedyś" jest tak absurdalna, że skończoność zaczyna zachowywać się jak nieskończoność. Bardzo podobała mi się ta filozoficzna rozkmina o wieczności, trudzie, nadziei i o tym, że czasami sama potencjalna iskierka sukcesu jest bardziej okrutna niż jej całkowity brak.
To nie jest horror, który straszy wyskakującym potworem zza regału. To horror skali. Horror monotonii. Horror myśli, że można iść dalej, iść przez tysiące, miliony, miliardy lat, i nadal być praktycznie w tym samym miejscu. Najlepsze jest to, że książka nie potrzebuje wielu stron, żeby ten ciężar zbudować. Im dalej, tym bardziej czuć, jak bohaterowi odpadają kolejne warstwy człowieczeństwa: wiara, przywiązania, ambicje, sens, a na końcu może nawet nadzieja.
Bardzo dobrze działa też kontrast między początkową "łagodnością" tego piekła a jego "prawdziwą" naturą. Są łóżka, jedzenie na życzenie, rozmowy, ludzie, nawet miłość i seks. Przez moment można pomyśleć, że to bardziej dziwny czyściec niż piekło. Ale właśnie dlatego później uderza mocniej, bo okazuje się, że największą karą nie jest ból fizyczny, tylko świadomość niewyobrażalnego dystansu między tobą, a wybawieniem.
Nie wszystko było dla mnie równie mocne. Momentami postacie poboczne są bardziej nośnikami idei niż pełnoprawnymi ludźmi, a sama konstrukcja jest bardziej przypowieścią niż klasyczną fabułą. Ale przy tej objętości i przy takim pomyśle zupełnie mi to nie przeszkadzało. To książka, która zostaje bardziej jako koncept, uczucie i niewygodna myśl niż jako historia z wieloma zwrotami akcji.
To bardzo celna, duszna i inteligentna książka. Krótka, ale zostawiająca po sobie długi cień. Najbardziej kupiła mnie właśnie ta nieskończona skończoność - świadomość, że koniec istnieje, tylko jest tak daleko, że dla człowieka właściwie niczym nie różni się od wieczności.
Do przeczytania książki zachęciła mnie okładka, ale totalnie inne miałem o niej wyobrażenie.
III tam, po prostu zbierasz braci i wrzucacie w otwór wszystko jak leci. Zamiast upiornej wieczności spiewacie shanty I gracie na loterii, bo może ktoś jednak w coś trafi.
Tak, miliard wobec nieskończoności ma takie same szanse, ale przynajmniej jesteś częścią wspólnoty.
Wydawnictwo Vesper wyda pierwszy tom trylogii Nowe Crobuzon w Wymiarach. "Dworzec Perdido" Chiny Miéville'a jest planowany na sierpień 2026 roku. Poniżej okładka i krótko o treści.
Pod potężnymi, wybielonymi żebrami martwego pradawnego stwora rozciąga się miasto Nowe Crobuzon - miejsce, w którym szemrane interesy nikogo nie dziwią. Nawet Isaaca, utalentowanego i ekscentrycznego naukowca, od lat po cichu prowadzącego swoje niezwykłe badania.
Pewnego dnia zjawia się u niego przybysz z dalekich krain - Garuda - przedziwna hybryda, półczłowiek półptak i składa mu niecodzienną propozycję. Wraz z jego pojawieniem się Isaac zostaje wciągnięty w intrygę, której skala przekracza wszystko, czego dotąd się imał. Choć prośba Garudy wydaje się niemal szaleństwem, w uczonym budzi się żarliwe pragnienie zrozumienia, a niezrozumiała, głęboka fascynacja sprawia, że postanawia podjąć wyzwanie.
Wkrótce w tkance New Crobuzon zaczyna kiełkować przemiana - osobliwa i przerażająca, niczym choroba przeżerająca żywy organizm. Rozsnuwa się po ulicach, po ciałach i umysłach jego mieszkańców, niosąc grozę, której nie ośmieliłby się stawić czoła nawet sam Ambasador Piekła.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Od początku byłem fanem vespera, że wydają książki, których nie było już/jeszcze na rynku. Ale trochę mnie boli, że serie, które mogły mieć własną szatę graficzną są wydawane w wymiarach. np helikonia, cien endera, dzieci czasu, wojna starego człowieka, itp.
A żeby jeszcze trochę ponarzekać, to okładki mają cudne a grzbiety paskudne
@cidien trylogie to jeszcze pół biedy, ale Groszka i Starego mogli sobie odpuścić w Wymiarach. Na FB pisali, że z perspektywy czasu był to błąd i już tak nie będą robić, stąd np. "Legenda" dostaje własną szatę, a nie ląduje w Eonach. A grzbietów to faktycznie szkoda, że nie zrobili jak w Wehikułach.
Policja odnajduje zwłoki chłopca pływające w rzece i podejrzewa nieszczęśliwy wypadek. Wiedzą, że w takich wypadkach z identyfikacją nie trzeba się kłopotać, bo w ciągu kilku godzin rodzice na pewno zgłoszą zaginięcie. Dni jednak mijają, a chłopca nie szuka nikt. Nigdzie nie zgłoszono zaginięcia chłopca o takim rysopisie i w takim wieku. Zaczyna się śledztwo, które nie tylko pozwoli dowiedzieć się, kto stał za śmiercią chłopca, ale w ogóle da znać światu, że taki ktoś żył i przez co przechodził.
Dla mnie reportaż jest wstrząsający. Nie umiem opisać, jak ciężko czytało się historię dziecka, które nie obchodziło i nie było kochane przez nikogo, a dla swoich rodziców było problemem, nie wiadomo czy większym za życia, czy po śmierci. Nie jestem w stanie zrozumieć skali wyrachowania, do którego zdolni byli ludzie, aby przez dwa lata skutecznie przed bliskimi, administracją, sąsiadami skutecznie ukrywali to, co zrobili z własnym dzieckiem.
Winnicka, jak zwykle, nie zawiodła. Reportaż jest napisany wyśmienicie i pokazuje bardzo szeroką perspektywę wszystkich uwikłanych w tę sprawę - policjantów, rodziców, opiekunów dziecka. Pokuszę się o stwierdzenie, że książka jest napisana tak dobrze, że można może nie zrozumieć to, co się wydarzyło, ale zaakceptować ciąg zdarzeń, który doprowadził do takiej, a nie innej sytuacji. Niemniej jednak, serce pęka na tysiąc kawałków przy czytaniu.
Tytuł: Bitwa o prawdę. Historia zmagań o pamięć powstania warszawskiego 1944–1989
Autor: Jacek Zygmunt Sawicki
Kategoria: historia, naukowa
Wydawnictwo: DiG
Format: książka papierowa
ISBN: 9788371813665
Liczba stron: 230
Ocena: 8/10
Krótko, bo tytuł książki zdradza zawartość. „Bitwa o prawdę” stanowi studium o pamięci i zmaganiach społeczeństwa z komunistami o pamięć o powstaniu warszawskim. Opis książki na tylnej okładce wskazuje, że autor jako pierwszy poruszył ten temat. Wierzę na słowo, że jest to faktycznie pierwsze całościowe opracowanie naukowe na ten temat.
Książka jest monografią naukową, ale napisaną sprawnym językiem. Rzecz jasna w tego typu publikacjach pełno będzie szczegółów, ale sam temat książki nie wydaje mi się specjalistyczny, wobec czego mogę polecić ten tytuł wszystkim, interesującym się historią współczesną.