#czytajzhejto

76
4538

181 + 1 = 182


Tytuł: Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium

Autor: Michał Lubina

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Szczeliny

Format: e-book

Liczba stron: 427

Ocena: 7/10


Świetny przewodnik po peryferiach i to dosłownie. Autor buduje opowieść na trafnej metaforze obwarzanka: ośrodek władzy w kontynentalnych Chinach i pierścień regionów, które Pekin musi stale doglądać, dyscyplinować albo uwodzić - od Tajwanu, przez Hongkong i Makau, po Tybet czy Mongolię Wewnętrzną. Dla mnie to porządny zestaw ciekawych informacji o historii, narzędziach wpływu i zmianach ostatnich dekad, podany w formie krótkich, esejowych rozdziałów.


Co w środku? Zamiast jednej tezy, rozbicie każdego z regionów na przypadki. Tajwan jako "najtrudniejszy orzech do zgryzienia", gdzie mieszają się presja militarna, ekonomiczna i informacyjna. Hongkong i Makau jako laboratoria formuły "jedno państwo, dwa systemy" i lekcja, jak szybko marchewka potrafi ustąpić kijowi. Tybet i Xinjiang - kolonizacja osadnicza, infrastruktura, kontrola religii i języka, techno-nadzór. Do tego peryferia zewnętrzne: Morze Południowochińskie, pas BRI - miejsca, gdzie obwarzanek rozciąga się poza granice. Autor sprawnie łączy historię z polityką tu i teraz, podrzuca smaczki, anegdoty, rysuje tło, a nie tylko aktualności.


Klarowny pomysł na całość (pierścień peryferii) i czytelna mapa pojęć, w której łatwo się odnaleźć. Dużo kontekstu historycznego, który wyjaśnia dzisiejsze decyzje Pekinu. Esejowy, ludzki styl - nie trzeba być sinologiem, żeby skumać mechanikę imperium. Brakuje jednak więcej głosów z peryferii (świadectw, cytatów, mikrohistorii, wywiadów) - momentami dominuje perspektywa politologiczna. Na zdecydowany plus jest to, że autor pofatygował się w każdy z rejonów osobiście i spędził tam trochę czasu, więc jest to po części wiedza od środka.


Osobisty licznik: 21/128

#czytelniczebingo (21/25) - pole 15 - Reportaż o kraju, o którym wiedziałeś niewiele

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

0079ebf0-a9a4-4567-9fe3-527f6b695ed9
f3fe2551-7d42-4eba-9aa1-d95d0dbaf17f

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!


Dom Wydawniczy REBIS ogłasza dodruk książki Philipa K. Dicka. "Transmigracja Timothy'ego Archera" wróci do księgarń 17 lutego 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą zawiera 312 stron, w cenie detalicznej 75 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.


Transmigracja Timothy’ego Archera jest przepełniona śmiercią – wielce stosownie jak na ostatnią powieść. Problem w tym, że pięćdziesięciotrzyletni Dick nie chorował i nie miał podstaw, żeby się spodziewać rychłej śmierci. Stało się tak, że jego organizm – a to obejmuje również jego nadczułą psychikę – podyktował mu na zakończenie życia powieść o śmierci uwieńczoną znalezieniem świętego Graala. Bo biskup Archer wyrusza na ostatnią wyprawę w poszukiwaniu mądrości, a znajduje śmierć oraz współczucie bodhisattwy, czyli miłość.

- Lech Jęczmyk, „Od tłumacza“


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #rebis #sciencefiction #scifi #philipkdick

ee742099-4d52-4163-935d-ffe463b9e35e

Zaloguj się aby komentować

177 + 1 = 178


Tytuł: Białoruskie notatki. Czego się boi Łukaszenka

Autor: Jakub Łoginow

Kategoria: reportaż, książka historyczna

Wydawnictwo: self-publisher

Format: e-book

ISBN: 978-83-957-6651-0

Liczba stron: 127

Ocena: 5/10


(uwaga techniczna: trochę tu będzie nie tyle o książce co o samej Białorusi jako tło do tematu. Jako osoba, która od lat interesujące się tym państwem, rozgadałem się, przez co ta recenzja będzie zdecydowanie dłuższa od standardowych)


Krótki e-book poświęcony polityce Białorusi w latach 2005-2010. Tematem przewodnim książki są wybory prezydenckie w 2006 roku, przyczyny, jej przebieg i długoterminowe skutki. Autorem książki jest polski dziennikarz, który przez lata pracował jako dziennikarz na Ukrainie i stamtąd na bieżąco śledził wydarzenia na Białorusi, przy okazji porównując je do pomarańczowej rewolucji. W skład książki wchodzą artykuły, które pierwotnie były opublikowane na łamach Lvivskiej Hazety.


Największym plusem tego tytułu jest pokazanie sytuacji na Białorusi z punktu widzenia, który wyraźnie różnił się od dominującego punktu w Polsce. 20 lat temu Polska jednoznacznie opowiadała się za jednym konkretnym kandydatem (Milinkiewiczem), który miał największe szanse na wygranie wyborów oraz za wszelką cenę dążyła do obalenia dyktatury. Łoginow negatywnie odnosi się do czarno-białego przedstawiania polityki Białorusi i podkreśla, że Białoruś lawirowała pomiędzy Wschodem (2006) i Zachodem (2007) oraz że ludzie mają zróżnicowaną wizję kraju.


Moim zdaniem najciekawszy fragment tego e-booka to opis białoruskiego cudu gospodarczego za rządów Łukaszenki. Wszyscy pamiętają Tuska, który w 2009 roku stał przed mapą Europy, na której Polska była jedynym krajem europejskim zaznaczonym na zielono. Łatwo można było odnieść wrażenie, że to sukces na skalę Europy, bo na czerwono zaznaczono nie tylko państwa UE, ale również Ukrainę i Rosję, zaś Białoruś i niektóre państwa bałkańskie były zaznaczone na szaro. Cóż, Polska faktycznie była zieloną wyspą, ale wśród państw UE. Białoruś w 2009 roku miała wzrost 0,2%, a w 2010... już o 7,8%. Studząc jednak nastroje Jacka Wilka: w latach 1995-2015 Białoruś miała dobre wskaźniki, bo po prostu wychodziła z wielkiego dna, w jakim znalazła się w I poł. lat 90. Portal worldometers.info podaje, że w najgorszym dla Białorusi 1995 roku PKB na osobę wynosiło 1 035 USD. Portal nie podaje danych sprzed 1980, ale w fatalnym dla nas 1981 PKB na osobę wyniosło... 1 503 USD. Wiem, PKB to nie jest dobry wskaźnik, a jeszcze dochodzi do tego inflacja, ale daje pewien wgląd, jaka bieda tam była. No i łatwiej nakręcić wskaźniki PKB, jak się ma spore wsparcie od Rosji, która sprzedaje ropę i gaz, a jednocześnie skupuje towary przemysłowe. Przy okazji absolwentom Paróweczkowej Szkoły Ekonomicznej im. Korwin-Mikkego zwracam uwagę, że w światowym Wskaźniku wolności gospodarczej Białoruś zajęła 152 miejsce spośród 184. Polska zaś zajmuje 45. (choć i tak jako umiarkowanie wolny...).


Książka została wydana własnym sumptem. Widać to zwłaszcza po okładce, która w dostępnym mi pdfie (pobranym bezpośrednio z księgarni) jest słabej jakości. Autor nieco pobłądził przy opisywaniu fenomenu kolorowych rewolucji, tj. pokojowych protestów społecznych, które przyczyniły się do zmian politycznych. Kolorowe rewolucje to luźny termin, raz obejmuje tylko przemiany w dawnym ZSRR, innym razem wszystko po 1989 i co medialnie dostało jakiś kolor. Generalnie chyba w każdym kraju kolorowe rewolucje nie przyczyniły się do trwałych zmian, a część z nich była zdecydowanie na wyrost, ot taka dygresja. W opisie rewolucji autor myli Serbię z Jugosławią (która istniała do 2003 i w jej skład wchodziła Serbia i Czarnogóra) i protesty po wyborach samorządowych w 1996 (w samej Serbii) z wyborami prezydenckimi w 2000 roku (w całej Jugosławii). Kolorowa rewolucja (nazywana... rewolucją buldożerów, bez koloru w nazwie, ale zaliczana w ten poczet) dotyczyła protestów w 2000. Była demokratyzacja? No przez trzy lata, ale po zastrzeleniu premiera zaczęło wracać stare, a dziś samodzielna Serbia jest państwem mafijnym, który nadal mizdrzy się do Rosji.


Autor nie kryje się ze swoimi poglądami i niespecjalnie próbuje być obiektywny. Świadczą o tym np. uwagi na temat Uładzimira Hanczaryka (konkurenta Łukaszenki w wyborach w 2001), który jest nazywany zdrajcą i kandydatem podstawionym przez Rosję. Faktem jest, że wyborach Hanczaryk wyjechał do Moskwy i wycofał się z polityki, ale po kilku latach wrócił na Białoruś i wspierał opozycję, choć nie odgrywał już większej roli w polityce (piszę w czasie przeszłym, bo po 2020 roku wszystko się zmieniło i nie wiem, co teraz robi i myśli Hanczaryk). Nie wyszło mu w polityce, zawalił kampanię i odszedł w cień, nie chcąc przeszkadzać innym. W innym miejscu zdumiała mnie sugestia, że do protestów w 2006 roku nie doszłoby, gdyby młodzież nie integrowała się na koncertach rockowych na festiwalu Basowiszcza na Podlasiu. Uwaga równie celna jak mówienie, że decydujący udział w upadku komuny miał Jarocin.


"Białoruskie notatki" są właściwie książką historyczną, opowiadająca o Białorusi autorytarnej, która jeszcze nie wiedziała, czy chce być bliżej Rosji czy Europy. Jest teraz 2026. Niecałe pięć lat temu Łukaszenka zmiażdżył wszystkich, którzy myśleli inaczej i dokręcił śrubę tak, by swój folwark uczynić totalitarnym. Do tego doszło przerzucanie migrantów do Europy (ciekawostka: to druga próba w historii, tylko tym razem o wiele bardziej zaawansowana niż w 2003) i wreszcie współudział w mordowaniu Ukraińców od 2022 roku. Wszystko wskazuje na to, że kolejny rozdział będzie opowieścią, jak Łukaszenka dostał ataku Czeczki. Tylko pytanie, czy Białoruś dalej będzie trwać jako dyktatura, zostanie wchłonięta przez Rosję (na skutek wojny lub lewego referendum) czy też dojdzie do cudu i dojdzie do przemian ustrojowych.


Generalnie e-boka można poczytać, ale uprzedzam, że książka nie przypadnie do gustu tym, którzy o Białorusi sprzed 15-20 lat mają dość mgliste powietrze i już niewiele pamiętają. Jest dobra, jeśli chcemy poznać inny punkt widzenia od tego, który dominował w Polsce lub po prostu pragną uzupełnić wiedzę na temat Białoruś. Wreszcie książka jest dość powierzchowna, jakby była adresowana do czytelnika, który już coś wie na temat Białorusi i pragnie uzupełnić swoją wiedzę.


#bookmeter #bapitankombaczyta #czytajzhejto #historia #bialorus


Prywatny licznik: 3/50

e18dca09-d91e-4322-a0ad-fe7bdf3d3b3b

Zaloguj się aby komentować

176 + 1 = 177


Tytuł: Ciało. Arcydzieło siedmiu milionów lat ewolucji

Autor: Juan Luis Arsuaga

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Znak

Format: papierowa

ISBN: 9788324069019

Liczba stron: 624

Ocena: 8/10


Miałem dokończyć "Życie. Fascynującą podróż (...)", ale biblioteka domagała się zwrotu tej książki, bo zrobiła się rezerwacja i trzeba było zmienić kolejność książek.


Książka stanowi opowieść o ewolucji i roli poszczególnych fragmentów naszego ciała, od stóp do głowy. Widać ogromną wiedzę i fascynację tematem przez autora, który bardzo ciekawie tłumaczy powstawanie i działanie poszczególnych elementów ciała, porównuje je z anatomią innych naczelnych. Takie "Było sobie życie", ale adresowane już dla dorosłych. Arsuaga interesuje się również sztuką. Często opisując dane zagadnienie stosuje porównanie do dzieł sztuk (głównie z bliskiego mu madryckiego Prado).


Szkoda tylko, że książkę musiałem czytać w pośpiechu, właśnie przez rezerwację. Starałem się robić notatki z co ważniejszymi i ciekawszymi informacjami, ale mając kilka dostępnych dni niezbyt dobrze to wyszło Książka zdecydowanie dobra, ale jak ma się ją na własność i czyta się ją w wolnym tempie, gdy się nie jest z zawodu medykiem lub nauczycielem biologii. Jako humaniście z Temu łatwiej o wiele łatwiej było mi zapamiętać tylko fragmenty, gdzie biologia zderzała się z rzeźbiarstwem lub malarstwem.


Parę ciekawostek, które sobie zanotowałem:

* naczelne wyróżniają się od ssaków m.in. tym, że zamiast pazurów mają paznokcie;

* najdłuższy mięsień w ciele to mięsień krawiecki;

* mózg noworodka jest większy od mózgu dorosłego szympansa;

* penis jest średnio dłuższy o jedną trzecią od wymiaru pochwy (nieironicznie takie informacje powinny być uczone na poziomie szkoły, bo potem dzieciaki uczą się o wymiarach z porno i mają kompleksy...);

* homo sapiens i neandertalczyk ważyli średnio tyle samo, ale neandertalczyk miał masywniejsze kości i był nieco niższy, przez co w oczach współczesnych może wydawać się wyraźnie grubszy, choć oba gatunki mogły mieć zbliżoną dietę;

* tu ciekawostka ode mnie: w renesansowym Rzymie sekcje zwłok były z trudem tolerowane. Nie karano za nie, ale Leonardo da Vinci i Michał Anioł mieli z tego powodu nieprzyjemności. Uzupełnienie od Arsuagi: w XVII-wiecznej Holandii sekcje zwłok były popularną rozrywką, która była dostępna dla każdego, kto wcześniej uiścił opłatę.


Prywatny licznik: 2/50


#bookmeter #biologia #medycyna #ksiazki #bapitankombaczyta #czytajzhejto

b3100409-a18e-47c2-b4e9-89d7eee97f80

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

172 + 1 = 173


Tytuł: Triumf Endymiona

Autor: Dan Simmons

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: e-book

Liczba stron: 874

Ocena: 7/10


Czwarta i ostatnia część cyklu. Miałem nadzieję że poziom troszkę podskoczy w stosunku do części trzeciej ale nadzieja matką głupich. Błędy popełnione wcześniej ciągną się dalej.

Ogólnie jest to całkiem dobra książka ale miała potencjał na dużo więcej. Wątki pozamykały się w większości całkiem fajnie. Historia jako całość spoko.


Uwaga spojlery.


Najśmieszniejsze że jeden z największych minusów to główny bohater xD No nie dałem rady chłopa polubić. Druga bohaterka czyli Enea też jest dość denerwująca. A ich związkowi nie da się kibicować. Kolejnym minusem mocno związanym z tą dwójką jest spora nuda przez większość czasu. Przez ponad 1/3 książki Endymion znowu rusza na rejs po rzece między planetami tym razem w pojedynkę. A tam szalone przygody typu atak kamieni nerkowych, latanie kajakiem jako paralotnią, połamanie nóg na drzewie i czołganie się w błocie. Przez kolejne 1/3 książki spędzamy czas na "tybetańskiej" planecie. I tu autor częstuje nas z jednej strony opisem przyrody który mógł by stawać w szranki z Orzeszkową, a z drugiej zalewa nas potokiem imion postaci którzy nie odgrywaja żadnej roli. Pewnie aż tak bardzo by mi to nie przeszkadzało gdyby nie to że marnując czas na takie pierdoły równocześnie nie rozwinął wątków które mogły być mega fajne. Po pierwsze ojciec de Soya. To że w momencie gdy jego historia zaczyna się robić mega ciekawa nagle przestajemy śledzić jego losy bezpośrednio to była zbrodnia. Chyba autor skapowal się że jest on ciekawszy niż główni bohaterowie i postanowił go uciszyć xD Po drugie ten gruby kardynał. Od początku wydawało się że będzie to mega ważna postać, nakręcająca jakieś intrygi wewnątrz samego Watykanu a był to spory niewypał. Tak samo ten szef Mercantilusa. Już coś zaczyna działać, coś kręcić i gówno z tego. Wszystko ucięte zanim się zaczęło. Papiez Hoyt w zasadzie jest jakimś tylko tłem do wydarzeń. Ehhh.

Pod koniec akcja trochę nabiera tempa i zakończenie jest nawet w porządku. Chociaż tego twista na koniec rozkminiłem już dużo wcześniej.

Ocena 7 chyba uczciwa bo czytało się nawet przyjemnie mimo wielu wad. I obie książki z endymionem oceniam właśnie na 7. Dwie pierwsze na mocne 8 i cały cykl na takie naciągane 8.

Prywatny licznik: 2/30


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

63c4ccad-9392-4d83-a5bf-1b69e0ec7bb3

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Wydawnictwo Olesiejuk prezentuje następną powieść z Kolekcji Legend. "Ja, Jedi" Michaela A. Stackpole'a nadejdzie 25 lutego 2026 roku. Wydanie w dwóch wersjach - miękkiej oprawie i twardej z barwionymi brzegami - zawiera 656 stron, w cenie detalicznej 64,99 za miękką i 129,90 zł za twardą. Poniżej okładki (miękka z lewej, wizualizacja twardej z prawej) i krótko o treści.


TRAGICZNA OPOWIEŚĆ O PILOCIE X-WINGA, ROZDARTYM MIĘDZY SWOJĄ BOHATERSKĄ PRZESZŁOŚCIĄ A POTĘGĄ, JAKĄ MÓGŁBY POSIĄŚĆ – JEŚLI TYLKO ODWAŻY SIĘ PRZEJŚĆ NA CIEMNĄ STRONĘ MOCY.

Corran Horn był oficerem Służby Ochrony Korelii, zanim postanowił związać swój los z Nową Republiką. Jako wnuk legendarnego bohatera Jedi nosi w sobie uśpioną Moc, która wciąż czeka na przebudzenie. Mimo to zdążył już zdobyć sławę w Eskadrze Łotrów – elitarnej formacji pilotów X-wingów, będącej postrachem Imperium i piratów grasujących na szlakach handlowych.

Kiedy jego żona, Mirax, znika podczas tajnej misji dla Nowej Republiki, Corran przysięga ją odnaleźć. Rozpoczyna szkolenie w Akademii Jedi Luke’a Skywalkera, wierząc, że rozwój jego ukrytych zdolności pomoże mu w poszukiwaniach. Rozczarowany metodami mistrza, postanawia jednak odejść.

Teraz działa samotnie. Wykorzystując swoje doświadczenie w działalności wywiadowczej, musi przeniknąć do bezlitosnej organizacji, sabotować jej działania i doprowadzić do jej upadku — wszystko po to, by odzyskać ukochaną. Aby jednak odnieść sukces, Corran zmierzy się z własnym dziedzictwem Jedi i stanie przed najtrudniejszym wyborem w życiu: ulec ciemnej stronie Mocy… albo zginąć.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #olesiejuk #starwars #gwiezdnewojny #kolekcjalegend #michaelastackpole

178abce0-366b-444d-b625-481e21abd806

Zaloguj się aby komentować

169 + 1 = 170


Tytuł: Sen o bohaterach

Autor: Adolfo Bioy Casares

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: e-book

Liczba stron: 183

Ocena: 8/10


Miało być coś z Ameryki Południowej, a "Sen o bohaterach" miałem na liście już jakiś czas, więc się dobrze złożyło. Autor nie jest tak znany w Polsce, jak jego bardziej znany przyjaciel - Jorge Luis Borges, z którym wspólnie wydał kilka książek.


"Sen o bohaterach" ma w sobie coś z książek, które udają historię o zwykłych ludziach, a potem - bez powiadomienia - wprowadzają w nią mechanizm magiczny, jakby w tle od początku pracowała maszyna przeznaczenia, której główny bohater nie może uniknąć. Już pierwsze strony ustawiają wszystko tak, żeby czytelnik czuł, że coś się wydarzy w karnawale 1927, że nie jest on po prostu epizodem, ale pęknięciem rzeczywistości, przez które życie bohatera i jego tożsamość się rozdzielą bezpowrotnie. Punktem kulminacyjnym życia Emilio, są trzy dni i trzy noce karnawału, które przeżywa razem z przyjaciółmi po wygranym zakładzie bukmacherskim, a to, co zobaczył pod koniec trzeciej nocy, choć nie pamięta, stanie się "przedmiotem porządania" - czymś, co zyskał i utracił jednocześnie.


I to jest dla mnie najlepszy skrót tej powieści: Gauna traci coś, czego nie potrafi nawet nazwać, a potem spędza lata, próbując odzyskać nie rzecz, tylko stan duszy, który osiągnął w tym zapomnianym momencie. Zwykłe życie: praca, znajomi, miłość, przegrywają z jego wewnętrznym przymusem "odtworzenia" utraconej nocy.


To nie jest realizm magiczny w stylu fajerwerków i jawnych cudów. To realizm magiczny na chłodno: magia rodzi się z ambiwalencji i z tego, że świat zewnętrzny pozostaje realistyczny, a to co niepojęte i niedoścignione zaczyna przeczyć prawom fizyki. Ten moment nie przyjdzie też znienacka, bo zostaje zaanonsowany przez narratora, który zatrzymuje akcję i mówi do czytelnika: teraz trzeba iść powoli, bo zaczyna się część magiczna opowieści - po czym od razu podsuwa racjonalne wyjaśnienia magii (zmęczenie, alkohol, warunki karnawału), jakby chciał odebrać nam grunt pod nogami… i natychmiast dodaje, że nawet jeśli wszystko da się opisać psychologicznie, to "pozostają okoliczności niewytłumaczalne albo przynajmniej magiczne".


Jakby tego było mało, to dostaniemu tu jeszcze jeden filar realizmu magicznego (dobra, będą jeszcze dwa, ale drugiego nie zdradzę, żeby nie psuć frajdy z czytania) - przymus powtórzenia. Karnawał zaczynający się w 1930 roku ma odbić karnawał z 1927 jak negatyw i znowu narrator gra dwoma rejestrami: z jednej strony widzimy, że Gauna "przygotowywał się psychicznie" do odzyskania stanu z 1927 (czyli sam sobie to wytwarza), a z drugiej strony pewne elementy wracają zbyt "precyzyjnie" (ten sam blondyn, to samo Armenonville, te same kluby czy kawiarnie, ta sama mechanika drogi i te same zwierzęta spotkane przy drodze).


Podsumowując:

Świetnie gra tu pętla przeznaczenia i próba jej dopełnienia, ucieczka od codzienności na rzecz utraconej cząstki siebie. Pokazanie, że życie bohatera nie jest pełne, dopóki nie odzyska tej cząstki, że zacznie się zapadać w głąb, straci sens, przyjaciół, a nawet najpękniejsza kobieta u boku przestanie mu się podobać. Książka jest hipnotyzująca, trudno się od niej oderwać bez poznania, co było "tym", co Emilio utracił i jak się potoczy jego życie, gdy "to" odzyska. Hipnotyzująca jest też opisywana rzeczywistość bohaterów, to co robią, jak rozmawiają, jakie ich życie jest realne i tuż obok czytelnika, że niemal czujemy zapach klubu, czy dźwięk muzyki.


Osobisty licznik: 20/128

#czytelniczebingo (20/25) - pole 12 - Książka autora z Ameryki Południowej


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

6b6ed6fc-d527-4337-be72-59d81b1f771b
45c214cd-1f70-417c-899c-c86c045fdc9a

Zaloguj się aby komentować

168 + 1 = 169


Tytuł: Rozdroże kruków

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: superNOWA

Format: e-book

Liczba stron: 304

Ocena: 5/10


Chyba jestem trzecią osobą z rzędu, która wrzuca Wiedźmina i to właśnie Rozdroże Kruków


W każdym razie nigdy Wieśka nie czytałem i zaczynam przygodę zgodnie z chronologią wydarzeń (mniej więcej), a nie wydań. Choć wszystko i tak od d⁎⁎y strony, bo najpierw ograłem Wiedźmina 3. Na tyle spodobał mi się świat, iż jednak po wielu latach odkładania na "kiedyś", skusiłem się.


Co powiedzieć? Cóż... liczę, że później będzie lepiej. Do bólu przeciętnie. Mam wrażenie, że taką książkę to sam bym napisał. Niemniej znając opinie fanów wiem, że ma być tylko lepiej. Nic więcej do dodania nie mam, gdyż niewiele się tutaj działo. Mam już za sobą kilkadziesiąt stron Ostatniego Życzenia i tam faktycznie jestem wkręcony od samego początku.. Wygląda jakby pisała to inna osoba. Wielokrotnie miałem wrażenie, że autorowi bardzo się spieszy, żeby to już skończyć. Po leniwym początku, gdzie nic się nie dzieje, całe mięso przygody to - "no poszedł, zabił, nara, koniec".


#bookmeter #czytajzhejto

bce29f77-60e8-4a7d-a516-1569d872e844

@onpanopticon

Wielokrotnie miałem wrażenie, że autorowi bardzo się spieszy, żeby to już skończyć.

No galop fabularny przez ostatnie kilkanaście stron to mnie nawet rozbawił. Najsłabsza książka z serii imo chociaż i tak mi w miarę dobrze wszedł. Ale to trochę pewnie przez sentyment niż żeby to jakieś dobre było.

Zaloguj się aby komentować

166 + 1 = 167


Tytuł: Odprysk świtu


Autor: Brandon Sanderson


Kategoria: fantasy, science fiction


Format: audiobook


Liczba stron: 176


Ocena: 7/10


Krótka odskocznia od przygód głównych bohaterów.


Autor prezentuje nam lepiej kilka postaci, które już wcześniej pojawiły się w cyklu.


Lubię te przerywniki, bo fajnie uzupełniają główna oś fabularną.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki

2931471d-32a6-404d-910c-98e2bff67f2a

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a! 


Wydawnictwo MAG wznowi drugi tom Sagi o Zielonych Kościach. "Wojna o jadeit" Fondy Lee w sprzedaży od 13 lutego 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 644 strony, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.


Na wyspie Kekon rodzina Kaulów jest uwikłana w gwałtowny konflikt o panowanie nad stolicą oraz o dostęp do magicznego jadeitu, zapewniającego wyszkolonym wojownikom zielonej kości nadludzkie moce, na które mieli monopol od stuleci.

Poza granicami Kekonu zanosi się na wojnę. Na wyspę pożądliwe spojrzenia kierują potężne mocarstwa oraz żądni zysku przestępcy. Jadeit, najcenniejszy kekoński surowiec, może zapewnić im majątek i umożliwić zdobycie przewagi nad rywalami.

Otoczona ze wszystkich stron rodzina Kaulów jest zmuszona zawrzeć nowe, niebezpieczne sojusze, stawić wrogom czoło w ciemnych ulicach oraz zapomnieć o honorze, by zapewnić przetrwanie sobie i wszystkim kekońskim zielonym kościom.

Wojna o jadeit to drugi tom Sagi o zielonych kościach, trylogii o rodzinie, honorze, a także o tych, którzy żyją i umierają w zgodzie ze starożytnymi prawami krwi oraz jadeitu.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #mag #fantasy #fondalee

93ee428e-1112-451b-ab84-94b9575c8cb8

Zaloguj się aby komentować

159 + 1 = 160


Tytuł: Spowiedź. Rozważania o sensie życia

Autor: Lew Tołstoj

Kategoria: memoir, esej

Wydawnictwo: Łukasz Tomys Publishing

Format: audiobook

Ocena: 3/10


Czas trwania: 2h 35m

Czytał: Marcin Popczyński


Memoir / esej filozoficzny składający się z przemyśleń i wspomnień autora dotyczących jego życia, myśli samobójczych i przemiany światopoglądowej. Rozpaczliwy rozrachunek sumienia. Proces sądowy, w którym Tołstoj jest oskarżycielem, oskarżonym i sędzią. Z perspektywy czasu i osobistych rozczarowań autor kwestionuje swoje młodzieńcze poglądy dotyczące wiary, wartości moralnych i opowiada o poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie o sens egzystencji. W efekcie wyszedł z tego trochę intelektualny wysryw, który zaczyna się logcznie, ale na końcu się zapętla jak Paolo Coelho i w związku z tym nie polecam.


#czytelniczebingo - biografia / autobiografia / memoir


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

1c8361f3-4361-4a0b-ac03-82d63e46c450
91426819-5ed1-42db-9c85-0ab99f84de51

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Prószyński i S-ka ogłasza dwa następne wznowienia Stephena Kinga. "Historia Lisey" i "Wielki marsz" w sprzedaży od 17 lutego 2026 roku. Wydania w twardej oprawie mają kolejno 536 i 264 strony, w cenie detalicznej 65 i 55 zł. Poniżej okładki i krótko o treści.

"Historia Lisey"


Minęły dwa lata od śmierci Scotta, męża Lisey Debusher Landon. Spędzili razem ćwierć wieku we wspaniałym związku, który spajało głębokie, chwilami wręcz przerażająco intymne uczucie.

Scott był sławnym, nagradzanym pisarzem, autorem bestsellerów, ale i bardzo skomplikowanym człowiekiem. Teraz nadszedł czas, by Lisey stawiła czoło jego demonom.

To, co wydaje się początkowo tylko porządkowaniem dokumentów po zmarłym mężu przez wdowę, staje się podróżą w głąb mroku, w którym Scott Landon tkwił za życia.


"Wielki marsz"


Mroczna, alegoryczna wizja przyszłości Stanów Zjednoczonych. Stu wybranych chłopców wyrusza w doroczny morderczy marsz – meta będzie tam, gdzie padnie przedostatni z nich. Tu nie ma miejsca na sportową rywalizację, ludzkie uczucia ani zasady fair play, ponieważ gra toczy się o bardzo wysoką stawkę. Najwyższą z możliwych.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #proszynski #stephenking

80683d03-fe5e-4d8f-b29d-c69cf64d59ee

Zaloguj się aby komentować

157 + 1 = 158

Tytuł: Rybak znad Morza Wewnętrznego

Autor: Ursula K. Le Guin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788380970199

Liczba stron: 1025

Ocena: 3/10


Rok postanowiłem zacząć z grubej rury książką autorki, za której twórczością nie przepadam. Na początku wydawało się, że zła passa zostanie wreszcie przerwana - do trzech razy sztuka - ale niestety im dalej w las, tym aspekty, które mi u Le Guin przeszkadzają wychodziły coraz to bardziej na pierwszy plan. Standardowo o każdym tekście powiem mniej lub więcej, choć w pewnym momencie miałem już tego zaniechać, bo przy niektórych pozycjach pisałem właściwie to samo; jakoś jednak dotrwałem do końca i postaram się te opisy trochę zdywersyfikować. Zabawnym jest też, że owy zbiór równie dobrze mógłby się nazywać "Opowieści z Ekumeny", bo niewiele idzie tu znaleźć rzeczy niezwiązanych z tym światem.


Wszystkie strony świata:


Naszyjnik Semley - Semley zachowuje się tak, jak gdyby wszystko jej się należało, co zresztą kwitują Gliniacy, wymieniając cechy znanych im ras i porównując ją do nich. Niby miła i dostojna, a jednak rozpuszczona jak śnieg w maju. Zakończenie z dzisiejszej perspektywy proste, ale tak czy siak skuteczne. Tekścik ten stanowił prolog do jednego z utworów w omnibusie Światów Hain.


Kwiecień w Paryżu - niezmiernie sympatyczne opowiadanko traktujące o samotności i braku życiowej satysfakcji. Obecny jest tu całkiem fajny humor oraz rosnące z każdą stroną ciepło. Więcej nie zdradzam, gdyż zdecydowanie warto zapoznać się z tym samodzielnie. Jest też bodaj najbardziej wyjątkowe z tego zbioru, bo ze świecą szukać objawiającego się we lwiej części utworów swiatotwórstwa Hain i zupełnej obojętności na losy postaci. No i nie jest smętne i suche jak diabli.


Mistrzowie - dziwny świat, w którym nastąpiło nieokreślone zjawisko sprawiające, że pojawienie się Słońca to wydarzenie dosyć wyjątkowe; do tego panuje dziwna cenzura nauki, a wielu uczonych wisi na krawędzi herezji próbując choćby zmierzyć odległość do najbliższej gwiazdy. Czyta się dobrze, ale brak w tym celu.


Skrzynka ciemności - coś o wiedźmie, szkatułce wypełnionej mrokiem, dwóch braciach - jednym posłusznym królowi, drugim wręcz przeciwnie. W ogólnym rozrachunku o niczym.


Magiczne słowo - umiarkowanie przyjemny, krótki tekst osadzony w świecie Ziemiomorza. Pewien czarodziej wiedzie sobie żywot samotnika, aż zostaje uwięziony, a wszelkie próby ucieczki kończą się niepowodzeniem - do czasu.


Prawo imion - ponownie z Ziemiomorza i ponownie sensowne. Historia jest prosta, ale czyta się przyjemnie.


Królowa Zimy - utwór osadzony w świecie Ekumeny "Lewa ręka ciemności". Znowu jest lepiej niż w obszerniejszym pierwowzorze, być może dlatego, że autorka nie miała czasu rozpędzić się ze swoim przynudzaniem. Widzimy tutaj beznadziejną sytuację władczyni, dla której 3 dostępne rozwiązania sytuacji nie są żadną opcją, dlatego - jak to często bywa w tego typu kabałach - obiera swoją drogę. Ponownie: zamysł jest dosyć prosty i na szczęście nie daje rady człowieka znużyć.


Udana wycieczka - na pierwszy rzut oka wydawał się to bełkotliwy, chaotyczny, narkotykowy strumień świadomości, ale ostatnie linijki wywracają wszystko do góry nogami. Już za samo to oceniam go trochę lepiej.


Dziewięć śmierci - ciekawy kawałek traktujący o współpracy dwóch specjalistów z grupą 10 klonów (po 5 dla każdej płci) pochodzących od pewnego młodego człowieka renesansu. Poruszane są tematy ich wychowania - specyficznego, by zanadto od siebie nie odbiegali, co odbija się na ich relacjach i interakcjach ze zwykłymi ludźmi, a jednocześnie pozwala na osiągnięcie niezwykłego stopnia zrozumienia i współpracy we własnym gronie. Chętnie przeczytałbym coś podobnego spod pióra Lema.


Rzeczy - o powszechnym zniszczeniu i wynikającym z niego marazmie, przez co nikt nie tworzy już żadnych dóbr. Jeden tylko ceglarz powziął sobie za cel dotarcie do Wysp - miejsca ratunku od "końca".


Wycieczka do głowy - zupełnie bez sensu.

Szerzej niż imperia i wolniej - świetne i również osadzone w świecie Ekumeny. 10-osobowa załoga statku kosmicznego ląduje na świecie 4470 i z biegiem czasu wszyscy wyczuwają rosnący, niewytłumaczalny niepokój, przeradzający się potem w strach. W tle nieporozumienia i konflikty - głównie z jednym z załogantów, strasznie nieprzyjemnym typem - eksplorujące ludzką psychikę, jego zdolność adaptacji i granice wytrzymałości.


Gwiazdy pod ziemią - o nietraceniu ducha i zaufaniu. Ponownie - czytało się przyjemnie, do tego obecna jest miła atmosfera ciepła.


Pole widzenia - intrygujące zawiązanie akcji, zmierzające jednakże donikąd, choć zakończenie i wyjaśnienie zagadki można zaliczyć do niecodziennych.


Kierunek drogi - wstyd się przyznać, ale zajęło mi więcej czasu niż powinno zrozumienie kto i o czym w tekście opowiada. Ciekawe spojrzenie na "punkt widzenia i perspektywę" oraz gorzkie na rosnący postęp i pośpiech.


Ci, którzy odchodzą z Omelas - podejście autorki do klasycznego problemu "czy szczęście i dobrobyt wielu można okupić cierpieniem i niedolą jednostki".


Dzień przed rewolucją - najzwyczajniej w świecie zmęczenie poniekąd życiem, wspomnieniami i byciem ikoną ważnego wydarzenia, choć lekko na przekór sobie.


Rybak znad Morza Wewnętrznego:


Pierwszy kontakt z Gorgonidami - nie ma o czym pisać.


Sen Newtona - również brak mi słów. Ot, obserwacja stacji i jej członków, którzy uciekli z Ziemi przed mnogością zjadliwych chorób. Część z nich z czasem zaczyna zauważać różne rzeczy, których nie da się ani w żaden sposób jednoznacznie wyjaśnić, ani choćby zaproponować ich mentalnego źródła.


Wejście północną ścianą - urywek z dziennika wyprawy skurczonych ludzi po domu, gdy na zewnątrz panuje zima?


Kamień, który wszystko zmienił - dziwna zależność między dwoma podrasami: jedna dumająca i trzymająca władzę, druga układająca wzory wymyślone przez tych pierwszych i ogólnie we wszystkim podwładna. Odkrywają oni we wzorach drugie dno, na które ich przełożeni nie zwracają najmniejszej uwagi. Nie wiem, co to ma wyrażać lub przekazywać.


Kerastion - nieangażujące paplanie o cechach, rodzeństwie, robieniu instrumentu ze skóry matki i samobójstwie przez zniszczenie trwałych replik rzeźb pierwotnie będących nietrwałymi piaskowymi dziełami. Dziwne.


Opowieść szobów - w późniejszej części dzieją się rzeczy dziwne, niewyjaśnione i intrygujące, ale cały tekst został napisany topornie: powiedział, poszedł, zrobił, imię, imię.


Zatańczyć do Ganamu - swoista kontynuacja utworu poprzedniego. Spojrzenie na naturę rzeczywistości i sposobu, w jaki każdy z nas ją odbiera oraz kształtuje. Do tego odrobiny analizy roli płci w funkcjonowaniu społeczeństwa.


Jeszcze jedna opowieść albo Rybak znad Morza Zewnętrznego - opowieść o nadziejach, celach marzeniach, miłości, przywiązaniu, niepewność i jeszcze długo by tak wymieniać. Tak jak wstępu nie można zaliczyć do najbardziej angażujących, tak rozwinięcie tj. edukację, osiągnięcia i rozterki bohatera śledzi się już z niejaką ciekawością. Segment kończący natomiast pojawia się znikąd, umieszcza Hideo w dziwnym położeniu, które wywołuje w nim sprzeczne emocje, jednakże nad ostateczną decyzją niewiele się namyśla. Czytaniu tego towarzyszą doprawdy pozytywne uczucia spełnienia i kontemplacji.


Cztery drogi ku przebaczeniu:


Zdrady - raczej nudne i wydumane, o lekko zdziczałym byłym wodzu, którego starsza pani doprowadziła do porządku, a ten w chwili próby się odwdzięczył.


Dzień przebaczenia - międzyukładowe spiski i układy, niepojęte dla zewnętrznych obserwatorów zależności między właścicielami i niewolnikami, zgrzytająca współpraca skaczącej po światach ambasador i lokalnego oficera, wiodąca po wyboistej drodze, lecz kończąca się w sposób do bólu przewidywalny.


Człowiek ludu - kolejne podejście Le Guin do wywrócenia społecznych podstaw funkcjonowania do góry nogami. Niby służy ukazaniu niedopasowania bohatera do kolejnych grup, ale wprowadza niepotrzebny zamęt, no i jak to u tej autorki bywa - przymula jak jasny gwint.


Wyzwolenie kobiet - autorka lubi poruszać ważne tematy - w tym wypadku na czoło wysuwają się niewolnictwo i nierówność płci - ale absolutnie nie potrafi utworzyć wokół nich otoczki, która pozwoli czytać je nawet nie tyle z przyjemnością, co po prostu bez uczucia totalnej obojętności.


Wiadomości o Werel i Yeowe - czarni są właścicielami, a biali niewolnikami; no cóż za kreatywność, cóż za bogate i wyjątkowe światotwórstwo. Akademickie spojrzenie na świat przedstawiony - biosfera planet, przebieg wojen domowych itp.


Urodziny świata:


Dojrzewanie w Karhidzie - powrót do mojego ulubionego świata, w którym rok obecny jest zawsze rokiem pierwszym, a wartości lat przeszłych nie stoją w miejscu, tylko cały czas się oddalają. Aż mnie skręca od idiotyzmu mechanizmu. A tak to mamy tutaj kwestię dojrzewania w społeczności, u której przez większość czasu płeć jest obojętna, a dopiero w czasie tzw. kemmeru wykształcają się odpowiednie cechy. Osobniki takie muszą oddać się rozpuście, bo inaczej oszaleją - dosłownie.


Kwestia Seggri - ja rozumiem, że poprzez seks można przedstawić mrowie różnych relacji społecznych i gatunkowych - co Le Guin lubiła robić - ale tutaj było już tego za dużo, do tego przedstawionego w sposób żenujący i miałki, jak w jakimś podłym romantasy. Rozumiem oprzeć w pełni albo po części na tym aspekcie fabuły utworów, no ale nie ciągle, jeden po drugim, no Jezus Maria... Tutaj jeszcze raz powtarza się niechlubna proporcja: 90% obojętności, 10% wartościowych fragmentów. Babki odpowiadają za "chleb", chłopy za "igrzyska". Z niewyjaśnionych dokładnie powodów jest ich ok. 15 razy mniej niż kobiet, no i tak się role w społeczeństwie podzieliły.


Niechciana miłość - ciekawe spojrzenie na niemożność pojęcia zachowań i zwyczajów obcych gatunków, które dla nich są tak oczywiste, że paradoksalnie ciężko jest im je objaśnić. W tym przypadku na szczęście autorka skupiła się w głównej mierze na konkretach: prawdziwej miłości, choć niepewnej i niekompletnej - dosłownie i w przenośni.


Górskie ścieżki - seks, małżeństwo, mojety, sedoretu, chłop, baba, miłość, oszustwo. Nie mam nic więcej do dodania.


Samotność - stopień uproszczenia aż boli: jako że matka nie mogła wtopić się w nowo odkrytą społeczność ludzką na innej planecie, postanowiła wysłać tam swoje dzieci. I co? Żadnych problemów ani pytań, normalnie jak z jakimiś kukułkami. Bohaterka uprawia jakieś samobiczujące metafizyczne eskapady, hołubi samotność, a potem leci na pustkowie, próbuje uwieść chłopaka i ostatecznie mówi mu "zrób mi dziecko". K⁎⁎wa...


Dawna Muzyka i niewolnica - przynajmniej bez notorycznego paplania o seksie. Ponownie, większość tekstu nudna jak flaki z olejem i dopiero pod koniec na jaw wyszły szczegóły zawirowań w świecie, jakże podobne do tego, co w naszym ma miejsce cały czas.


Urodziny świata - kolejny słowotok, w którym w co drugim zdaniu pojawia się słowo bóg. Powtarza się schemat społeczeństwa prostaków parzących się miedzy sobą i urządzających dynastyczne ekscesy, odbijające się na dobrobycie całego społeczeństwa.


Raje utracone - zdecydowanie jeden z ciekawszych utworów tego zbioru, choć bezgraniczne znużenie odbiło się trochę na jego odbiorze. Tak jak zwykle w sci-fi międzygwiezdne odległości pokonuje się albo za pomocą napędu nad- lub przynajmniej okołoświetlnego, albo podróżników się hibernuje, tak tutaj wszystko opiera się na założeniu, że ludzie będą w statku-matce żyć przez pokolenia, a każdemu z nich przypadnie odrobinę inne zadanie. Jestem zbyt wypalony, by obszerniej opisywać moje odczucia, ale coś spróbuję z siebie wykrzesać. Całkiem interesującym jest obserwowanie narastających z każdym pokoleniem zachowań i zjawisk, które wynikają z życia w środowisku odmiennym od ziemskiego - niektóre głupiutkie, wymyślone na siłę i absurdalne, inne z kolei wnikliwe, których skonstruowanie musiało trochę czasu zająć. Było co nieco o kwestiach genetycznych - koniec końców w grę wchodzi ograniczona pula osobników, edukacji - program nauczania każdego kolejnego pokolenia poddawany był odpowiednim korektom wynikającym z nowych odkryć oraz zadań, którymi będzie się zajmować.


Opowiadanie świata - czyli najdłuższy tekst, niezawarty w żadnym z podzbiorów. Obserwujemy w nim losy ambasadorki Hain z Terry wysłanej na Akę - planetę, gdzie gwałtowny postęp technologiczny doprowadził do odwrócenia się od tradycji, literatury i wszelkiego świadectwa kulturowego i systematycznego ich wyniszczania. Ambasadorka kroczy po cienkiej linie - powinna skatalogować i w ten sposób zachować od zapomnienia jak najwięcej tekstów, jednocześnie nie narażając na nieprzyjemności lokalsów, którzy z nią współpracują. Początek i część rozwinięcia przebiegają w standardowy dla tej autorki nieangażujący sposób, później jednak na scenę wchodzą osobiste przeżycia z Terry, skorelowane w zaskakująco dużym stopniu z obecną sytuacją Aki oraz pochodzenie wspomnianej technologii, od której to wszystko się zaczęło. Nie tylko główna bohaterka przechodzi długą drogę - dosłownie i w przenośni - choć na tym poprzestanę. Pozycja wyróżnia się na tle reszty, choć tu winę w głównej mierze ponosi objętość, która pozwoliła różne aspekty uwypuklić i obszerniej wyjaśnić.


Gdybym miał dwoma słowami podsumować tę książkę, to byłyby to "obojętność" i "znużenie". "Obojętność", bo na ponad tysiącu stron rzadko kiedy byłem w stanie w choć najmniejszym stopniu przejąć się lub utożsamić z losami bohaterów, ich najbliższych lub towarzyszy. "Znużenie", bo autorka nie była w stanie przekonać mnie do faktycznego zainteresowania się przedstawianymi historiami, a często powtarzające się motywy, elementy i zagrania skutkowały zlewaniem się wszystkiego w jedną bezładną masę.


Nie przeczę, spora liczba pomysłów jest tu całkiem niezła - niekiedy nawet bardzo - ale co z tego? Nie mogę powiedzieć, żeby proza autorki mnie zachwycała: język - suchy; świat przedstawiony - chcący być jednocześnie w niektórych aspektach odniesieniem do naszego, a w niektórych udziwniony do przesady, w wyniku czego pierwsza rzecz wypada nieprzekonująco, a druga tylko człowieka odpycha; fabuła, historia, jak zwał, tak zwał - nie wie, czym chce być. Czasem to coś na wzór pamiętnika czy wspominek, czasem podpadający pod historyczny przegląd wydarzeń z jakiegoś istotnego okresu. Teoretycznie wydaje się to ciekawe, ale autorka notorycznie przedstawia to w sposób nudniejszy niż w poślednich podręcznikach od historii. Brak tu jakiegokolwiek punktu zaczepienia: postacie są kukłami służącymi jedynie przekazowi; nawet pomimo głębszego ucharakteryzowania niektórych z nich w żaden sposób nie da się do nich przywiązać.


Mogę się założyć o grubą kasę, że gdyby niektóre teksty traktujące o seksie napisał facet, to to ciągłe gadanie o dymaniu, penisach, pochwach i robieniu dzieci byłoby krytykowane w każdej pojedynczej recenzji i wskazywane jako jakieś dewiacje. Ale jako że jest to wielka i szanowna Le Guin, to każdy ustęp o tym traktujący to prawda objawiona i złota mądrość. Już mnie na Reddicie obrońcy światłości zjechali jak napisałem, że nie uważam jej książek za zbyt dobre.


Zbioru nie polecam. Miałem nadzieję na jakąś zmianę, a skończyło się jak zwykle. Po jej następnych książkach spodziewam się wszystkiego najgorszego i kolejną wezmę na tapet pewnie dopiero po wakacjach przyszłego roku. Wymęczyłem się okrutnie. Oprócz standardowych bolączek autorki, w tym zbiorze dołączył do nich szeroko pojęty seks. Często stanowił ważny element opowiadanej historii i tu nie mam zastrzeżeń; problem pojawiał się, gdy traktowano go w sposób ostentacyjny i przedmiotowy, bez większego powodu.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #ursulaleguin #leguin #hain #ziemiomorze #proszynski #ksiazkicerbera

04d5eb2d-84a1-4d30-92ab-edf961332206

@Cerber108

Zbioru nie polecam. Miałem nadzieję na jakąś zmianę, a skończyło się jak zwykle.

Mam w planach w tym roku, coś czuję że skoro jest jak zwykle to znowu mi się spodoba. xd

Zaloguj się aby komentować