#czytajzhejto

76
4539

157 + 1 = 158

Tytuł: Rybak znad Morza Wewnętrznego

Autor: Ursula K. Le Guin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788380970199

Liczba stron: 1025

Ocena: 3/10


Rok postanowiłem zacząć z grubej rury książką autorki, za której twórczością nie przepadam. Na początku wydawało się, że zła passa zostanie wreszcie przerwana - do trzech razy sztuka - ale niestety im dalej w las, tym aspekty, które mi u Le Guin przeszkadzają wychodziły coraz to bardziej na pierwszy plan. Standardowo o każdym tekście powiem mniej lub więcej, choć w pewnym momencie miałem już tego zaniechać, bo przy niektórych pozycjach pisałem właściwie to samo; jakoś jednak dotrwałem do końca i postaram się te opisy trochę zdywersyfikować. Zabawnym jest też, że owy zbiór równie dobrze mógłby się nazywać "Opowieści z Ekumeny", bo niewiele idzie tu znaleźć rzeczy niezwiązanych z tym światem.


Wszystkie strony świata:


Naszyjnik Semley - Semley zachowuje się tak, jak gdyby wszystko jej się należało, co zresztą kwitują Gliniacy, wymieniając cechy znanych im ras i porównując ją do nich. Niby miła i dostojna, a jednak rozpuszczona jak śnieg w maju. Zakończenie z dzisiejszej perspektywy proste, ale tak czy siak skuteczne. Tekścik ten stanowił prolog do jednego z utworów w omnibusie Światów Hain.


Kwiecień w Paryżu - niezmiernie sympatyczne opowiadanko traktujące o samotności i braku życiowej satysfakcji. Obecny jest tu całkiem fajny humor oraz rosnące z każdą stroną ciepło. Więcej nie zdradzam, gdyż zdecydowanie warto zapoznać się z tym samodzielnie. Jest też bodaj najbardziej wyjątkowe z tego zbioru, bo ze świecą szukać objawiającego się we lwiej części utworów swiatotwórstwa Hain i zupełnej obojętności na losy postaci. No i nie jest smętne i suche jak diabli.


Mistrzowie - dziwny świat, w którym nastąpiło nieokreślone zjawisko sprawiające, że pojawienie się Słońca to wydarzenie dosyć wyjątkowe; do tego panuje dziwna cenzura nauki, a wielu uczonych wisi na krawędzi herezji próbując choćby zmierzyć odległość do najbliższej gwiazdy. Czyta się dobrze, ale brak w tym celu.


Skrzynka ciemności - coś o wiedźmie, szkatułce wypełnionej mrokiem, dwóch braciach - jednym posłusznym królowi, drugim wręcz przeciwnie. W ogólnym rozrachunku o niczym.


Magiczne słowo - umiarkowanie przyjemny, krótki tekst osadzony w świecie Ziemiomorza. Pewien czarodziej wiedzie sobie żywot samotnika, aż zostaje uwięziony, a wszelkie próby ucieczki kończą się niepowodzeniem - do czasu.


Prawo imion - ponownie z Ziemiomorza i ponownie sensowne. Historia jest prosta, ale czyta się przyjemnie.


Królowa Zimy - utwór osadzony w świecie Ekumeny "Lewa ręka ciemności". Znowu jest lepiej niż w obszerniejszym pierwowzorze, być może dlatego, że autorka nie miała czasu rozpędzić się ze swoim przynudzaniem. Widzimy tutaj beznadziejną sytuację władczyni, dla której 3 dostępne rozwiązania sytuacji nie są żadną opcją, dlatego - jak to często bywa w tego typu kabałach - obiera swoją drogę. Ponownie: zamysł jest dosyć prosty i na szczęście nie daje rady człowieka znużyć.


Udana wycieczka - na pierwszy rzut oka wydawał się to bełkotliwy, chaotyczny, narkotykowy strumień świadomości, ale ostatnie linijki wywracają wszystko do góry nogami. Już za samo to oceniam go trochę lepiej.


Dziewięć śmierci - ciekawy kawałek traktujący o współpracy dwóch specjalistów z grupą 10 klonów (po 5 dla każdej płci) pochodzących od pewnego młodego człowieka renesansu. Poruszane są tematy ich wychowania - specyficznego, by zanadto od siebie nie odbiegali, co odbija się na ich relacjach i interakcjach ze zwykłymi ludźmi, a jednocześnie pozwala na osiągnięcie niezwykłego stopnia zrozumienia i współpracy we własnym gronie. Chętnie przeczytałbym coś podobnego spod pióra Lema.


Rzeczy - o powszechnym zniszczeniu i wynikającym z niego marazmie, przez co nikt nie tworzy już żadnych dóbr. Jeden tylko ceglarz powziął sobie za cel dotarcie do Wysp - miejsca ratunku od "końca".


Wycieczka do głowy - zupełnie bez sensu.

Szerzej niż imperia i wolniej - świetne i również osadzone w świecie Ekumeny. 10-osobowa załoga statku kosmicznego ląduje na świecie 4470 i z biegiem czasu wszyscy wyczuwają rosnący, niewytłumaczalny niepokój, przeradzający się potem w strach. W tle nieporozumienia i konflikty - głównie z jednym z załogantów, strasznie nieprzyjemnym typem - eksplorujące ludzką psychikę, jego zdolność adaptacji i granice wytrzymałości.


Gwiazdy pod ziemią - o nietraceniu ducha i zaufaniu. Ponownie - czytało się przyjemnie, do tego obecna jest miła atmosfera ciepła.


Pole widzenia - intrygujące zawiązanie akcji, zmierzające jednakże donikąd, choć zakończenie i wyjaśnienie zagadki można zaliczyć do niecodziennych.


Kierunek drogi - wstyd się przyznać, ale zajęło mi więcej czasu niż powinno zrozumienie kto i o czym w tekście opowiada. Ciekawe spojrzenie na "punkt widzenia i perspektywę" oraz gorzkie na rosnący postęp i pośpiech.


Ci, którzy odchodzą z Omelas - podejście autorki do klasycznego problemu "czy szczęście i dobrobyt wielu można okupić cierpieniem i niedolą jednostki".


Dzień przed rewolucją - najzwyczajniej w świecie zmęczenie poniekąd życiem, wspomnieniami i byciem ikoną ważnego wydarzenia, choć lekko na przekór sobie.


Rybak znad Morza Wewnętrznego:


Pierwszy kontakt z Gorgonidami - nie ma o czym pisać.


Sen Newtona - również brak mi słów. Ot, obserwacja stacji i jej członków, którzy uciekli z Ziemi przed mnogością zjadliwych chorób. Część z nich z czasem zaczyna zauważać różne rzeczy, których nie da się ani w żaden sposób jednoznacznie wyjaśnić, ani choćby zaproponować ich mentalnego źródła.


Wejście północną ścianą - urywek z dziennika wyprawy skurczonych ludzi po domu, gdy na zewnątrz panuje zima?


Kamień, który wszystko zmienił - dziwna zależność między dwoma podrasami: jedna dumająca i trzymająca władzę, druga układająca wzory wymyślone przez tych pierwszych i ogólnie we wszystkim podwładna. Odkrywają oni we wzorach drugie dno, na które ich przełożeni nie zwracają najmniejszej uwagi. Nie wiem, co to ma wyrażać lub przekazywać.


Kerastion - nieangażujące paplanie o cechach, rodzeństwie, robieniu instrumentu ze skóry matki i samobójstwie przez zniszczenie trwałych replik rzeźb pierwotnie będących nietrwałymi piaskowymi dziełami. Dziwne.


Opowieść szobów - w późniejszej części dzieją się rzeczy dziwne, niewyjaśnione i intrygujące, ale cały tekst został napisany topornie: powiedział, poszedł, zrobił, imię, imię.


Zatańczyć do Ganamu - swoista kontynuacja utworu poprzedniego. Spojrzenie na naturę rzeczywistości i sposobu, w jaki każdy z nas ją odbiera oraz kształtuje. Do tego odrobiny analizy roli płci w funkcjonowaniu społeczeństwa.


Jeszcze jedna opowieść albo Rybak znad Morza Zewnętrznego - opowieść o nadziejach, celach marzeniach, miłości, przywiązaniu, niepewność i jeszcze długo by tak wymieniać. Tak jak wstępu nie można zaliczyć do najbardziej angażujących, tak rozwinięcie tj. edukację, osiągnięcia i rozterki bohatera śledzi się już z niejaką ciekawością. Segment kończący natomiast pojawia się znikąd, umieszcza Hideo w dziwnym położeniu, które wywołuje w nim sprzeczne emocje, jednakże nad ostateczną decyzją niewiele się namyśla. Czytaniu tego towarzyszą doprawdy pozytywne uczucia spełnienia i kontemplacji.


Cztery drogi ku przebaczeniu:


Zdrady - raczej nudne i wydumane, o lekko zdziczałym byłym wodzu, którego starsza pani doprowadziła do porządku, a ten w chwili próby się odwdzięczył.


Dzień przebaczenia - międzyukładowe spiski i układy, niepojęte dla zewnętrznych obserwatorów zależności między właścicielami i niewolnikami, zgrzytająca współpraca skaczącej po światach ambasador i lokalnego oficera, wiodąca po wyboistej drodze, lecz kończąca się w sposób do bólu przewidywalny.


Człowiek ludu - kolejne podejście Le Guin do wywrócenia społecznych podstaw funkcjonowania do góry nogami. Niby służy ukazaniu niedopasowania bohatera do kolejnych grup, ale wprowadza niepotrzebny zamęt, no i jak to u tej autorki bywa - przymula jak jasny gwint.


Wyzwolenie kobiet - autorka lubi poruszać ważne tematy - w tym wypadku na czoło wysuwają się niewolnictwo i nierówność płci - ale absolutnie nie potrafi utworzyć wokół nich otoczki, która pozwoli czytać je nawet nie tyle z przyjemnością, co po prostu bez uczucia totalnej obojętności.


Wiadomości o Werel i Yeowe - czarni są właścicielami, a biali niewolnikami; no cóż za kreatywność, cóż za bogate i wyjątkowe światotwórstwo. Akademickie spojrzenie na świat przedstawiony - biosfera planet, przebieg wojen domowych itp.


Urodziny świata:


Dojrzewanie w Karhidzie - powrót do mojego ulubionego świata, w którym rok obecny jest zawsze rokiem pierwszym, a wartości lat przeszłych nie stoją w miejscu, tylko cały czas się oddalają. Aż mnie skręca od idiotyzmu mechanizmu. A tak to mamy tutaj kwestię dojrzewania w społeczności, u której przez większość czasu płeć jest obojętna, a dopiero w czasie tzw. kemmeru wykształcają się odpowiednie cechy. Osobniki takie muszą oddać się rozpuście, bo inaczej oszaleją - dosłownie.


Kwestia Seggri - ja rozumiem, że poprzez seks można przedstawić mrowie różnych relacji społecznych i gatunkowych - co Le Guin lubiła robić - ale tutaj było już tego za dużo, do tego przedstawionego w sposób żenujący i miałki, jak w jakimś podłym romantasy. Rozumiem oprzeć w pełni albo po części na tym aspekcie fabuły utworów, no ale nie ciągle, jeden po drugim, no Jezus Maria... Tutaj jeszcze raz powtarza się niechlubna proporcja: 90% obojętności, 10% wartościowych fragmentów. Babki odpowiadają za "chleb", chłopy za "igrzyska". Z niewyjaśnionych dokładnie powodów jest ich ok. 15 razy mniej niż kobiet, no i tak się role w społeczeństwie podzieliły.


Niechciana miłość - ciekawe spojrzenie na niemożność pojęcia zachowań i zwyczajów obcych gatunków, które dla nich są tak oczywiste, że paradoksalnie ciężko jest im je objaśnić. W tym przypadku na szczęście autorka skupiła się w głównej mierze na konkretach: prawdziwej miłości, choć niepewnej i niekompletnej - dosłownie i w przenośni.


Górskie ścieżki - seks, małżeństwo, mojety, sedoretu, chłop, baba, miłość, oszustwo. Nie mam nic więcej do dodania.


Samotność - stopień uproszczenia aż boli: jako że matka nie mogła wtopić się w nowo odkrytą społeczność ludzką na innej planecie, postanowiła wysłać tam swoje dzieci. I co? Żadnych problemów ani pytań, normalnie jak z jakimiś kukułkami. Bohaterka uprawia jakieś samobiczujące metafizyczne eskapady, hołubi samotność, a potem leci na pustkowie, próbuje uwieść chłopaka i ostatecznie mówi mu "zrób mi dziecko". K⁎⁎wa...


Dawna Muzyka i niewolnica - przynajmniej bez notorycznego paplania o seksie. Ponownie, większość tekstu nudna jak flaki z olejem i dopiero pod koniec na jaw wyszły szczegóły zawirowań w świecie, jakże podobne do tego, co w naszym ma miejsce cały czas.


Urodziny świata - kolejny słowotok, w którym w co drugim zdaniu pojawia się słowo bóg. Powtarza się schemat społeczeństwa prostaków parzących się miedzy sobą i urządzających dynastyczne ekscesy, odbijające się na dobrobycie całego społeczeństwa.


Raje utracone - zdecydowanie jeden z ciekawszych utworów tego zbioru, choć bezgraniczne znużenie odbiło się trochę na jego odbiorze. Tak jak zwykle w sci-fi międzygwiezdne odległości pokonuje się albo za pomocą napędu nad- lub przynajmniej okołoświetlnego, albo podróżników się hibernuje, tak tutaj wszystko opiera się na założeniu, że ludzie będą w statku-matce żyć przez pokolenia, a każdemu z nich przypadnie odrobinę inne zadanie. Jestem zbyt wypalony, by obszerniej opisywać moje odczucia, ale coś spróbuję z siebie wykrzesać. Całkiem interesującym jest obserwowanie narastających z każdym pokoleniem zachowań i zjawisk, które wynikają z życia w środowisku odmiennym od ziemskiego - niektóre głupiutkie, wymyślone na siłę i absurdalne, inne z kolei wnikliwe, których skonstruowanie musiało trochę czasu zająć. Było co nieco o kwestiach genetycznych - koniec końców w grę wchodzi ograniczona pula osobników, edukacji - program nauczania każdego kolejnego pokolenia poddawany był odpowiednim korektom wynikającym z nowych odkryć oraz zadań, którymi będzie się zajmować.


Opowiadanie świata - czyli najdłuższy tekst, niezawarty w żadnym z podzbiorów. Obserwujemy w nim losy ambasadorki Hain z Terry wysłanej na Akę - planetę, gdzie gwałtowny postęp technologiczny doprowadził do odwrócenia się od tradycji, literatury i wszelkiego świadectwa kulturowego i systematycznego ich wyniszczania. Ambasadorka kroczy po cienkiej linie - powinna skatalogować i w ten sposób zachować od zapomnienia jak najwięcej tekstów, jednocześnie nie narażając na nieprzyjemności lokalsów, którzy z nią współpracują. Początek i część rozwinięcia przebiegają w standardowy dla tej autorki nieangażujący sposób, później jednak na scenę wchodzą osobiste przeżycia z Terry, skorelowane w zaskakująco dużym stopniu z obecną sytuacją Aki oraz pochodzenie wspomnianej technologii, od której to wszystko się zaczęło. Nie tylko główna bohaterka przechodzi długą drogę - dosłownie i w przenośni - choć na tym poprzestanę. Pozycja wyróżnia się na tle reszty, choć tu winę w głównej mierze ponosi objętość, która pozwoliła różne aspekty uwypuklić i obszerniej wyjaśnić.


Gdybym miał dwoma słowami podsumować tę książkę, to byłyby to "obojętność" i "znużenie". "Obojętność", bo na ponad tysiącu stron rzadko kiedy byłem w stanie w choć najmniejszym stopniu przejąć się lub utożsamić z losami bohaterów, ich najbliższych lub towarzyszy. "Znużenie", bo autorka nie była w stanie przekonać mnie do faktycznego zainteresowania się przedstawianymi historiami, a często powtarzające się motywy, elementy i zagrania skutkowały zlewaniem się wszystkiego w jedną bezładną masę.


Nie przeczę, spora liczba pomysłów jest tu całkiem niezła - niekiedy nawet bardzo - ale co z tego? Nie mogę powiedzieć, żeby proza autorki mnie zachwycała: język - suchy; świat przedstawiony - chcący być jednocześnie w niektórych aspektach odniesieniem do naszego, a w niektórych udziwniony do przesady, w wyniku czego pierwsza rzecz wypada nieprzekonująco, a druga tylko człowieka odpycha; fabuła, historia, jak zwał, tak zwał - nie wie, czym chce być. Czasem to coś na wzór pamiętnika czy wspominek, czasem podpadający pod historyczny przegląd wydarzeń z jakiegoś istotnego okresu. Teoretycznie wydaje się to ciekawe, ale autorka notorycznie przedstawia to w sposób nudniejszy niż w poślednich podręcznikach od historii. Brak tu jakiegokolwiek punktu zaczepienia: postacie są kukłami służącymi jedynie przekazowi; nawet pomimo głębszego ucharakteryzowania niektórych z nich w żaden sposób nie da się do nich przywiązać.


Mogę się założyć o grubą kasę, że gdyby niektóre teksty traktujące o seksie napisał facet, to to ciągłe gadanie o dymaniu, penisach, pochwach i robieniu dzieci byłoby krytykowane w każdej pojedynczej recenzji i wskazywane jako jakieś dewiacje. Ale jako że jest to wielka i szanowna Le Guin, to każdy ustęp o tym traktujący to prawda objawiona i złota mądrość. Już mnie na Reddicie obrońcy światłości zjechali jak napisałem, że nie uważam jej książek za zbyt dobre.


Zbioru nie polecam. Miałem nadzieję na jakąś zmianę, a skończyło się jak zwykle. Po jej następnych książkach spodziewam się wszystkiego najgorszego i kolejną wezmę na tapet pewnie dopiero po wakacjach przyszłego roku. Wymęczyłem się okrutnie. Oprócz standardowych bolączek autorki, w tym zbiorze dołączył do nich szeroko pojęty seks. Często stanowił ważny element opowiadanej historii i tu nie mam zastrzeżeń; problem pojawiał się, gdy traktowano go w sposób ostentacyjny i przedmiotowy, bez większego powodu.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #ursulaleguin #leguin #hain #ziemiomorze #proszynski #ksiazkicerbera

04d5eb2d-84a1-4d30-92ab-edf961332206

@Cerber108

Zbioru nie polecam. Miałem nadzieję na jakąś zmianę, a skończyło się jak zwykle.

Mam w planach w tym roku, coś czuję że skoro jest jak zwykle to znowu mi się spodoba. xd

Zaloguj się aby komentować

155 + 1 = 156


Tytuł: Czarna kropla

Autor: Leonora Nattrass

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Nemezis

Format: książka papierowa

Liczba stron: 374

Ocena: 8/10


Kontynuując postanowienie noworoczne, by sięgać po książki, które mam na półce, wybór padł na powieść historyczną "Czarna kropla". Od dłuższego czasu byłem mega ciekaw jak to wyjdzie, bo jest to jeden z moich ulubionych klimatów w książkach, grach i serialach.


Nattrass serwuje kapitalny mariaż faktów i fikcji: Londyn roku 1794, wojna z Francją, procesy o zdradę stanu, pamfleciarze i salony polityczne, a w tym wszystkim nasz protagonista - Laurence Jago, urzędnik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który po uszy pakuje się w spisek i działania, które mogą go skrócić o głowę. "Czarna kropla" to tu nie tylko mroczny eliksir - laudanum, od którego Jago jest uzależniony - ale i metafora atramentu, kłamstw i depesz pisanych piórem w nim maczanym, które mogą przesunąć oś geopolityki europejskiej. Mamy tajemniczą śmierć z pozoru samobójczą, znikające listy, wyścig o poufne papiery związane z negocjacjami obcymi mocartswami i cieniem francuskich agentów w tle. Fabuła świetnie meandruje: im więcej śladów, tym mniej pewny staje się narrator (uzależnienie od czarnej kropli robi swoje), a drobne detale zasłyszane przypadkowo, na spotkaniach i w kuluarach składają się w większą układankę.


Najmocniejsza strona książki to klimat i realia epoki. Czuć uliczny kurz i brud, zimną mgłę nad Tamizą i nerwowość tamtejszej polityki: mowy w parlamencie, ulotki, podsłuchane szepty w prywatnych gabinetach. Świetnie wypada też konstrukcja pół-wyznania: pierwszoosobowy Jago jest niejednoznaczny, przerażony, naćpany i przez to wciągający, a jego błędy i nawyki realnie wpływają na śledztwo.


To wszystko dało mi mocne skojarzenia z grą "The Council" czy serialem "Tabu" – podobne przecięcie dyplomacji, salonowych intryg i tajemnych sojuszy, tylko tu całość jest mniej barokowo zagmatwana i bardziej przyziemna, zakotwiczona w dokumentach, pieczęciach i poczcie dyplomatycznej. Nałóg i psychoza w jaką popada Laurence świetnie gra z czytelnikiem w kotka i myszkę, a do tego sprawia, że nie do końca wiemy, czy serio oni coś na niego mają.


To czemu nie dyszka? Tempo bywa nierówne. Środek potrafi się dłużyć, gdy bohater krąży między kolejnymi biurkami i drukarniami, a kilka dygresji historycznych brzmi jak bardzo rozległy aneks czy DLC - świetny dla budowania klimatu, ale dużo gorszy dla tempa. Końcówka jednak ładnie spina wątki, a twist nie jest z czapy, tylko wynika z ziarenek rozsypanych wcześniej, po których czytelnik mógł trafić do prawdy.


Jest to pierwszy tom trylogii i chętnie sprawdzę jak rozwinie się akcja w kolejnych tomach.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 18/128

#czytelniczebingo (18/25) - pole 22 - Powieść historyczna


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

b38260dc-8601-414e-8bfe-8c024abeebb7
f1b61db8-f1c5-4693-883c-4c2593d30239

Zaloguj się aby komentować

#konstruktorelektrykamator

Przyszły mi już wszystkie zamówione #ksiazki

Nie po to poszedłem do szkoły na nauczyciela żeby się uczyć tylko żeby uczyć


40cm konkretnej wiedzy.

I te cyferki na końcu spisu treści to nie rok, to nr strony.

#czytajzhejto #hejtoczyta #nauka

fb5c4ebc-6a39-4fc4-ac21-fe1dd32968ea
b5507a57-d99e-48d4-930a-1bdd03ebc3e8
93823108-d718-4b7c-bf6d-8b92be291b72

A teraz dzieci trochę historii:

Już w 1702 roku, niejaki @myoniwy zbudował elektrownię atomową. Niestety, z braku rudy uranu zmienił ją na kocioł opalany rzułtą wodą

Zaloguj się aby komentować

Update do mojego ostatniego wpisu o Eleven Reader https://www.hejto.pl/wpis/ktos-tu-korzysta-z-eleven-reader-jak-wrazenia-z-uzytkowania-na-codzien-odpalilam o który nikt nie prosił i nikt nie potrzebował, ale może i tak się komuś przyda.


Dzisiaj przesłuchałam sobie ok. 2 h audiobooka czytanego przez AI Fronczewskiego i nawet daje radę. Poziom Gosztyły i Kosiora albo audioserali to to nie jest, wiadomo, ale już takich przeciętnych lektorów pokroju Żołądkowicza tak. Potrafi się wykrzaczać na nazwach własnych, które raz czyta poprawnie, a raz nie, oraz gdy ebook jest dziwnie sformatowany.


Jak ktoś ma potężną listę do przeczytania, złożoną głównie z pozycji niedostępnych na #audioteka #storytel #bookbeat, to abonament nawet się opłaca. A jak ktoś woli szukać audiobooków na chybił trafił, to lepiej zostać przy ww. appkach.


#audiobooki #ksiazki #czytajzhejto

Z głosów oprócz Fronczewskiego, jeszcze John Wayne się u mnie przyjął. Gdyby to kosztowało dychę miesięcznie, to byłbym abonentem. Niestety kosztuje tyle, co abonament storytel, a to trochę bez sensu.

@Konto_serwisowe angielskojęzyczna wersja ma naprawdę niezłe nazwiska: Michael Caine, Laurence Olivier, Burt Reynolds, Judy Garland, James Dean... To teraz jeszcze niech rozbudują polską wersję, mogliby stworzyć np. AI Łapickiego

@Vampiress to jest przerażające. za -set lat, nikt nie będzie wiedzizał, co się faktycznie działo na ziemi w tych czasach. ai ożywia zmarłych. O.o

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!


Drugi news / 21.01.2026

Wydawnictwo MAG ujawnia okładkę do czerwonej edycji trzeciego tomu Wampirzego Cesarstwa. Premiera "Cesarstwa świtu" Jaya Kristoffa 25 marca 2026.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #mag #fantasy #fantastyka #jaykristoff #wampirzecesarstwo

3eee67c4-5e65-4758-b263-169f7800315d

Zaloguj się aby komentować

152 + 1 = 153


Tytuł: Wdowy

Autor: Lynda La Plante

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: W.A.B.

Format: e-book

Liczba stron: 434

Ocena: 7/10


Bardzo udany heist z kobiecą perspektywą, który działa właśnie dlatego, że nikt tu nie jest niezniszczalny i nieomylny.


"Wdowy" to kryminał od drugiej strony barykady. Po nieudanym napadzie, w którym giną ich mężowie, trzy kobiety (i przypadkowa prostytutka) - z Dolly Rawlins na czele - znajdują plany kolejnego skoku i decydują się dokończyć spartaczoną robotę. London noir, w którym zamiast białych rękawiczek dostajemy: dokładnie zaplanowany rekonesans, szyfry, logistykę napadu, zgrzyty w zespole i narastające ryzyko, że ktoś pęknie i wygada się policji lub innemu gangowi, który próbuje przejąć interesy po mężu Dolly.


Najbardziej kupiło mnie ujęcie tych złych bez komiksowości. Bohaterki nie są superwoman - mają chwile słabości, paniki, żałoby czy żalu, codzienne kłopoty i całkiem ludzkie wątpliwości. Dolly jest twarda, ale rozdarta, Linda, Shirley i Bella mają kotwice w postaci własnych demonów i licznych wątpliwości. Ta mieszanina kompetencji i kruchości sprawia, że kibicuje się im mimo moralnych wątpliwości. Świetnie wypada Dolly, która próbuje przejąć przywódczą rolę męża, też jako jedyna była w pełni świadoma, skąd się bierze kasa w domu i ten kontrast między nią, a jej koleżankami robi ogromną robotę w tej historii.


Mocne strony: mechanika skoku (planowanie, próby, improwizacja), szorstki klimat Londynu i napięcie wynikające z psychologii, nie tylko z pościgów. La Plante utrzymuje napięcie scenami, w których coś może się sypnąć jednym złym gestem czy słowem.


Słabsze strony: środek potrafi się rozciągnąć, a kilku antagonistom brakuje głębi przestępczego półświadka. Czuć momentami telewizyjny rodowód opowieści (zbiegi okoliczności tu, pójście na skróty tam). Finał domyka historię solidnie, choć bez nokautu.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 17/128

#czytelniczebingo (17/25) - pole 20 - Kryminał bez klasycznego detektywa


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

f4d03514-b6d9-4ea7-8433-0b48042f7381
81ba4837-2d2f-450f-a95c-012d749058e7

Zaloguj się aby komentować

151 + 1 = 152


Tytuł: Nowy wspaniały świat

Autor: Aldous Huxley

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Muza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 256

Ocena: 7/10


Ciąg dalszy nadrabiania klasycznych dzieł literatury sci-fi.


Antyutopia totalna, przedstawia świat w którym wszystko zostało zaprojektowane, a społeczeństwo jest wynikiem genetycznej architektury i warunkowania do predeterminowanej roli społecznej. Realizacja maksymy “Wspólność, identyczność, stabilność” dotyczy wszelkich warstw życia, zarówno zawodowego jak i prywatnego. Wszyscy są użyteczni i szczęśliwi, są perfekcyjnymi konsumentami o przewidywalnych i stabilnych potrzebach. Indywidualizm nie istnieje, a uczucia są korygowane farmakologicznie.


Co ciekawe, mimo, że książka została napisana w 1931 roku, to zestarzała się bardzo wdzięcznie. Ba, obserwując dzisiejszą inżynierię społeczną, śmiem twierdzić, że jej treść stała się nawet bardziej aktualna, że miała być ostrzeżeniem, a stała się podręcznikiem.


Dzieło wybitne, któremu jednak nie dam najwyższej oceny, bo choć doceniam fakt, że wizja świata przedstawiona została perfekcyjnie i ponadczasowo, to strona fabularna jakoś mnie nie porwała i momentami robi się z tego rozprawa o religii i moralności.


I nawet pasuje do #czytelniczebingo - SF, w którym technologia jest moralnym problemem


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

a82eb6fe-372a-4d7f-861a-ab2f0db68820
a3fc7f10-202b-4814-bd21-5ba8e32a3eae

Przeczytałem po raz pierwszy stosunkowo niedawno. Bardzo mi się podobała. Zresztą podobnie jak „Limes Inferior” Zajdla.

Widzę, że masz ciekawe bingo. Polecam dorzucić do którejś kategorii „Trylogię Husycką” Sapkowskiego (wszystkie 3 tomy), jeśli jeszcze nie znasz. Możesz użyć jako polecajka z Hejto ;)

Najlepsza rzecz jaką przeczytałem w ostatniej dekadzie

@tegie Zajdla też mam na liście (Limes Inferior i Paradyzja), która niestety jest długa na kilka lat, a czasu niewiele, więc w tym roku raczej nie dam rady

@saradonin_redux „Limes” to akurat lektura na jedno popołudnie, książka jest dosyć krótka, przeczytałem na wczasach leżąc na plaży. Także możesz śmiało wrzucić jakoś „zapchajdziurę” :)

Gorzej z Sapkowski, bo to już setki stron na tom (ale warto, oj warto!)

@LeniwaPanda to też, ale jakimś sposobem autorowi udało się uniknąć miejsc, rzeczy i zachowań typowych dla jego epoki, które obecnie, z uwagi na upływ czasu, wydałyby się archaiczne i raziły w oczy np. nikt nie telefonuje, albo nie przejawia typowych dla lat 60' zachowań grubiańskich/seksistowskich , co mnie raziło w którejś książce Dicka. Tak jak z filmami: oglądając Aliens Camerona od razu czuć lata 80', ale już oryginalny Alien wcale nie krzyczy 70'.

jak czytałem było średnie ale pewnie gdybym przeczytał jeszcze raz z innym nastawieniem zyskałoby co najmniej jedno oczko wyżej

Zaloguj się aby komentować

150 + 1 = 151


Tytuł: Zmierzch bożyszcz

Autor: Nietzsche Fryderyk

Wydawnictwo: Ventigo Media

Liczba stron: 91

Ocena: 3/10


Przeczytałem, ale uczciwie: to nie była książka dla mnie.

„Zmierzch bożyszcz” to w skrócie jedna wielka krytyka wszystkiego, co Nietzsche uznaje za fałszywe autorytety: moralności chrześcijańskiej, filozofów w stylu Sokratesa, „obiektywnej prawdy”, kultu rozumu i słabości. Autor chce to wszystko rozwalić i pokazać, że Zachód czci idee, które zamiast wzmacniać człowieka — robią z niego bierną, winną i uległą istotę.

Problem w tym, że forma jest ciężka, agresywna i pełna prowokacji. To nie jest książka, która coś tłumaczy krok po kroku. Raczej zbiór tez rzucanych w twarz czytelnikowi, często bez rozwinięcia. Dużo ironii, dużo ataków, mało momentów, gdzie czułem: „okej, to do mnie trafia”.

Rozumiem, co Nietzsche chce powiedzieć i czemu ta książka jest ważna, ale czytało mi się ją źle. Nie porwała mnie, nie wciągnęła, bardziej męczyła niż inspirowała. Może dla fanów filozofii i ostrej krytyki kultury — spoko. Dla mnie: nie kliknęło.

Nie żałuję, że przeczytałem, ale drugi raz bym nie sięgnął.


#bookmeter #czytajzhejto

ca7baec3-e4a1-418f-b7af-0cfb92abb7ba

Zaloguj się aby komentować

149 + 1 = 150


Tytuł: PoznAI przyszłość. Opowiadania o umyśle i nauce

Autor: Magdalena Salik, Rafał Kosik, Michał Protasiuk, Janusz Cyran, Aleksandra Zielińska, Michał Cetnarowski, Wojciech Gunia, Radek Rak, Olga Niziołek, Justyna Hankus

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: e-book

ISBN: 9788367845380

Liczba stron: 473

Ocena: 7/10


Antologia opowiadań fantastycznych poruszających tematykę edukacji i sztucznej inteligencji.


Szkoda, że tekst Radka Raka otwiera antologię. Rozumiem, że jest oczkiem w głowie wydawnictwa, szczególnie po otrzymaniu nagrody Nike, jednakże jego opowiadanie jest najgorsze z całego zbioru i obawiam się, że po jego przeczytaniu łatwo się zniechęcić do reszty. Do tego stworzył bardzo irytującą główną bohaterkę, najprawdopodobniej świadomie, więc o tyle fajnie, że pokazał o tej patologii wśród nauczycieli, jakiej sam doświadczyłem podczas edukacji - że ci nie pomagają uczniom, której tej pomocy potrzebują, tylko wręcz stają przeciwko im.


Na szczęście im dalej w antologię, tym lepsze teksty.


„SPONAR” Protasiuka według mnie z wykorzystaniem motywu szkolenia modeli sztucznej inteligencji przez uczniów sugeruje, że lepsza jest nauka myślenia i samodzielnego wyciągania wniosków niż wtłaczanie wiedzy w puste głowy. Miałem tak na historii w szkole średniej - historyczka wymagała od nas nie znajomości suchych danych, a opisywania wydarzeń: co je spowodowało, jaki był ich przebieg i skutek. Bardzo dobre podejście.


„Latimeria, latimeria” z kolei między innymi pokazuje, że zachowanie kolejnego pokolenia może odbiegać od tego, co znamy. Już zresztą się tak dzieje - trudniej jest nawiązać szkolne czy uczelniane znajomości, jeśli nie ma się ze sobą kontaktu fizycznego. Brat koleżanki ze studiów miał tak, że przez lockdown swoich „kolegów” zobaczył dopiero na trzecim roku, więc byli dla siebie kompletnie obcymi ludźmi. Justyna Hankus wspomina o ćwiczeniach i zwrotach face-to-face, o smalltalku. Oczywiście zdalnie. ;') To nie jest motyw przewodni opowiadania, jednakże dało mi dużo do myślenia. Mimo że wychowałem się w świecie z internetem, do którego dostęp miałem od najmłodszych lat (mama była wtedy pasjonatką nowych technologii), to jednak internet stanowił dla mnie substytut i ciągnęło mnie do znajomości realnych. Dopiero w latach nastoletnich stał jedynym miejscem, w którym mogłem znaleźć osoby chociaż trochę podobne do mnie. Trudno sobie wyobrazić, jak to wygląda w przypadku dzieci, dla których TikTok czy Instagram to coś normalnego, a nie nowinki. I trudno je też oceniać.


W „Kodeksie Umysłu” Kosika mamy do czynienia z dość ciekawym zabiegiem - wypowiedzi sztucznej inteligencji cytującej tytułowy kodeks zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencję. To może budzić kontrowersje, ale mnie zaintrygowała taka decyzja.

Ponadto opowiadanie przekazuje dość brutalną prawdę, że nie mamy równych szans i nigdy tak nie będzie. Bogatsi będą coraz bardziej się oddalać od biednych - jak masz pieniądze, możesz zapewnić dziecku najlepszą edukację, lepszy start w życiu et cetera, powodując, że już na początku dorosłości będzie „o wiele dalej” względem rówieśników, którzy dopiero muszą zarobić na swoje pierwsze mieszkanie.

Oczywiście bohaterowie nie mają tej pewności - dziewczyna głównego bohatera podejrzewa to, jest wręcz przekonana, że tak właśnie się dzieje, że niektórzy otrzymują lepszą edukację od innych. Tu mały spoiler, ale autor bardzo mnie zaskoczył pod koniec opowiadania.


„Portret Emilii Wierzbanowskiej” zachwycił mnie ideą wykorzystania bakterii z zaszczepionym genem bioluminescencji do oświetlania miast przyszłości. Intrygujący pomysł, bardzo mi się spodobał.

Dodatkowo przypomniał mi opowieść mamy, że przedszkolaki potrafią dopiero w przedszkolu po raz pierwszy w życiu trzymać kredki, o takiej plastelinie nawet nie wspominając. Co jest dla mnie niewyobrażalne, ponieważ odkąd pamiętam, męczyłem mamę o kupowanie różnych kredek i innych takich, chociaż do dzisiaj nie przejawiam talentu artystycznego. ; ) No ale obecne dzieciaki mają znacznie ciekawsze pokusy niż bazgranie po kartce.


„Cięcie nici babiego lata” Wojciecha Guni otworzyło mi oczy na możliwe inne zastosowania VR, w który „zanurzamy się pełnym ciałem”. Państwo czy ktokolwiek inny mógłby wykorzystać takie doświadczenia do szkolenia i zaszczepiania odpowiedniej postawy w obywatelach na wypadek kolejnej wojny. Wszystko w ramach pozornie nieszkodliwych lekcji historii.


„Atlas chwastów” to dla mnie historia o tym, że w dorosłym życiu często zapominamy o rzeczach, które sprawiały nam przyjemność w dzieciństwie. Głównie chodzi o różne działania artystyczne, jak chociażby kolorowanki. Zajmujemy się Bardzo Poważnymi Sprawami Dla Dorosłych, nie dbając o wewnętrzne dziecko, które potrafi się cieszyć z byle czego.


„Sposób nauki” Cetnarowskiego przypomina mi trochę „Linię oporu” Dukaja, ale tylko trochę.

To kolejne opowiadanie, które dało mi do myślenia - w kontekście opinii o powieściowym „Łowcy androidów” piszę głównie o ludziach, którzy w odróżnieniu od androidów są w stanie odczuwać empatię, ale często zdarzają się osobniki, które jej nie okazują. Cetnarowski zasugerował, że jakby istniały w pełni doświadczalne symulacje, to moglibyśmy w ten sposób uczyć ludzi empatii właśnie. Pokazać, jak się czuje osoba niepełnosprawna, chora na coś, bita czy nawet gwałcona – spektrum jest ogromne i myślę, że jakby coś takiego było możliwe, to dobrze byłoby od czasu do czasu wczuć się w sytuację zupełnie innej osoby, żeby poznać jej perspektywę i odczucia.


Myślę, że Magdalena Salik w opowiadaniu „Lenno wieczyste” chciała pokazać pewne patologie panujące w polskim (chociaż pewnie nie tylko u nas) świecie naukowym. Że mogą istnieć profesorowie, którzy będą utrudniać rozwój swoich podopiecznych z obawy, że ci mogliby ich kiedyś przewyższyć talentem, dorobkiem naukowym, sławą czy czymkolwiek. Spotkałem się z czymś podobnym na jednej akademii muzycznej: pani profesor miała konflikt z panem profesorem i podczas egzaminów z grania utworów zawsze gorzej oceniała jego podopiecznych. Nie była to jakaś drastyczna różnica, ale gdy inni egzaminatorzy przykładowo dawali piątki, to ona oceniała wykonania na cztery z plusem, przez co ocena końcowa nie mogła wynosić pięć. A to utrudniało chociażby zdobycie stypendium.


Najlepsze na koniec. Chciałbym umieć znaleźć słowa odpowiednie do opisania „Lectio Divina” Janusza Cyrana. Ten tekst trzeba po prostu przeczytać. ; )


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #fantastyka #sciencefiction

a29cb1e1-a678-46f8-82e5-bf979b755800

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!


Wydawnictwo Prószyński i S-ka wznawia następny element Świata Dysku. "Piramidy" Terry'ego Pratchetta ukażą się 5 marca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 416 stron, w cenie detalicznej 65 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.


Djelibeybi – starożytne królestwo w dolinie rzeki… Teppic – powracający z dalekiego Ankh-Morpork, by zasiąść na tronie… Dios – najwyższy kapłan… I piramidy.

Najlepsza książka Pratchetta od czasu poprzedniej. A w niej: dlaczego matematyka rozwija się w krajach gorących, co robią piramidy oprócz ostrzenia żyletek, co rabują piraci, co myślą umarli, dlaczego żółwie nienawidzą filozofii, a kozy – religii.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #proszynski #fantasy #terrypratchett #pratchett #swiatdysku

602d7cf8-0ce6-4508-a2da-d225ee68c5c6

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

145 + 1 = 146


Tytuł: Dżuma

Autor: Albert Camus

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: PIW

Format: e-book

Liczba stron: 294

Ocena: 8/10


Wracam do Oranu (od którego zaczynałem ten rok w Hurysce) i do lektury sprzed ponad 20 lat, żeby sprawdzić jak wypadnie tym razem, już w przypadku dorosłego (podobno) czytelnika, które miał szansę obserwować jedną pełnoskalową pandemię na własne oczy 5-6 lat temu.


To jest kronika miasta i jednocześnie kronika jednostek, które nagle zostają wrzucone w "nowy porządek" (a może chaos) - taki, w którym nie da się już żyć na autopilocie. Narrator od początku uprzedza, że nie będzie tu legendy o herosach, tylko zapis tego, jak na prawdę wygląda życie ludzi, gdy świat przestaje udawać przewidywalny. Narrator zbiera dla nas świadectwa, notatki, zwierzenia - bo sam jest "wmieszany" w to, co nam opisuje, choć na początku jeszcze o tym nie wiemy.


Oran jest banalny, wygodny w swojej rutynie i prostocie. To miasto nawyków, które uspokajają swoim rytmem. I właśnie dlatego pierwszy znak przychodzi jak dysonans: szczury. Martwe, wyłażące z kubłów, żerujące na śmieciach - coś, co miało „nie istnieć”, a jednak zalega na schodach i ulicach. Z początku jest w tym więcej irytacji niż strachu. Bo jeśli uznasz, że to tylko delikatny odbieg od rutyny - to przecież nic się nie stanie, prawda?


Kiedy choroba zostaje nazwana w końcu po imieniu, miasto zaczyna się zamykać: bramy, ograniczenia, kolejki, braki w sklepach. Ale sedno Camusa jest gdzie indziej: dżuma w tej książce jest abstrakcją, która miażdży rutynę jednostki, jeśli chce żyć tak, jakby nic się nie stało. Każdy z głównych bohaterów reprezentuje zgoła odmienne podejście, które uznaje za jedyne słuszne, a argumenty innych traktuje bardziej jako ciekawostkę, niż realną alternatywę.


Świat może być absurdalny i okrutny, ale człowiek nie jest zwolniony, z tego powodu, z decyzji. U Camusa godność nie polega na tym, że wygrywasz z dżumą. Polega na tym, że nie klękasz przed nią - stajesz do walki, wybierasz działanie, solidarność i uczciwość nawet wtedy, gdy nie masz gwarancji sensu swoich poczynań ani tym bardziej nagrody za taką postawę.


Świetna wizja apokalipsy w małej skali i to apokalipsy, która nie przychodzi nagle, przeradza się w nią z czasem. Zaczyna się jako obrzydzenie, zdziwienie, trochę śmiechu, trochę wstrętu. Szczury wyskakują z piwnic, wiją się na chodnikach, leżą martwe pod drzwiami. Ktoś zaczyna zamiatać. Ktoś przeklina. Ktoś żartuje, że "natura robi porządki". I w tej zwyczajności jest pierwsza wielka myśl książki: katastrofa długo wygląda jak usterka w codziennym planie. Dopóki nie nazwiesz jej po imieniu, możesz udawać, że nic nie wymaga zmiany i nic specjalnego się nie dzieje.


Dla mnie główna różnica w czytaniu tej książki po 20 latach, jest taka, że wtedy czytałem o ideach i zbiorowości. Teraz czytałem o mechanice psychiki i roli jednostki. "Dżuma" nie daje happy endu w stylu: a po apokalipsie wróciliśmy do normy. Bo ta książka jest o tym, że norma jest krucha i nie trzeba wiele, by ją zburzyć.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 16/128


Postanowiłem powalczyć z #czytelniczebingo i spróbować je ukończyć w styczniu, zobaczymy czy się uda Trzymajcie kciuki
Tym razem pole 14 - Książka starsza od ciebie (16/25)


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

5b08ad0d-ac3a-4c1d-93b9-b3c407486058
323856a8-0341-496b-b3ab-030ed1be3a5f

@WujekAlien czytałam w licbazie i nie przypadła mi do gustu (ale nie była aż tak męcząca jak bad tripy naszych wieszczów). Najbardziej zapamiętałam tego typa, co pisał cały czas pierwsze zdanie swojej książki.

Zaloguj się aby komentować

144 + 1 = 145

Tytuł: Rzym. Miasto nad miastami

Autor: Piotr Kępiński

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Wielka Litera

Format: e-book

Liczba stron: 301

Ocena: 7/10

Lekka książka, w których autor, mieszkaniec Rzymu, opowiada o mieście w oparciu o swoje doświadczenia. Niewiele tu porad, gdzie co zjeść, ale są i takie, a autor głównie pisze jakie miejsca warto odwiedzić, zobaczyć poza tymi z turystycznego top 10. Jest też sporo opowieści z codziennego życia miasta.

#ksiazki #czytajzhejto #rzym #wlochy

#bookmeter

7816851d-cd00-45ea-887d-d3f9f2184148

Zaloguj się aby komentować

143 + 1 = 144


Tytuł: Kwiaty dla Algernona

Autor: Daniel Keyes

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: e-book

Liczba stron: 298

Ocena: 9/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4875015/kwiaty-dla-algernona


Inteligencja i wykształcenie niewzbogacone ludzkimi uczuciami nie mają żadnego znaczenia.


To jedna z tych niepozornych książek, które widzi się, że inni czytają, a zdecydowanie za mało się o nich słyszy. A przy okazji jest to klasyka science fiction — pierwsze wydanie pochodzi z 1966 roku.


Charlie Gordon jest upośledzonym umysłowo mężczyzną po trzydziestce. Został porzucony przez rodzinę. Jego codzienność to praca w piekarni, gdzie zamiata podłogi i dostarcza zamówienia. Uczęszcza do szkoły — bardzo zależy mu na tym, by nauczyć się pisać i czytać. Jego nauczycielka zachęca go do wzięcia udziału w eksperymencie doktorów Straussa i Nemura, którzy chcą wykonać na nim operację mającą zwiększyć jego IQ.


Operacja się udaje, i Charlie staje się inteligentniejszy. Odkrywa przy tym jednak niewygodną prawdę o sobie i świecie, o swojej przeszłości i tym, jak naprawdę do tej pory postrzegali go ludzie.


Powieść ta ma formę pamiętnika, dzięki czemu znajdujemy się w centrum wydarzeń i jeszcze silniej empatyzujemy z Charliem. Śledzimy jego rozwój z każdą przewróconą stroną. Czujemy jego dylematy moralne, wątpliwości, frustracje. Jest to naprawdę fenomenalna książka, napisana lekko i przemyślanie.


Prywatny licznik (od początku roku): 5/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #czytelniczebingo

1d9c9e18-af38-4533-b10a-7491b86f6efb
6cd565c6-bd5d-47a3-96d0-3fb527e8af79
Wrzoo userbar

@Wrzoo jako, że to wpisy pamiętnika to początki były dla mnie trudne, a zanim zrozumiałem że błędy to celowy zabieg to myślałem że mam jakieś upośledzone wydanie xd

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Wydawnictwo Zysk i S-ka przedstawia odświeżoną wersję zbioru opowiadań z Siedmiu Królestw. "Rycerz Siedmiu Królestw" George'a R.R. Martina w sprzedaży od 3 lutego 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 412 stron, w cenie detalicznej 74,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.

Wyjątkowe wydanie klasycznych opowieści, w którym kilkadziesiąt znakomitych ilustracji ożywia świat Westeros i wydarzenia sprzed niemal stu lat przed początkiem Gry o tron

Pojedynki, intrygi i złamane przysięgi – oto codzienność Duncana Wysokiego, młodego giermka, zwanego Dunkiem, który po śmierci swojego pana wyrusza w świat, by zdobyć imię, sławę i zaszczyty. Los stawia na jego drodze chłopca o przydomku Jajo – przyszłego króla Aegona V Targaryena – i razem trafiają w sam środek burzliwych wydarzeń w Westeros.

Dunk, wierny ideałom rycerskiego honoru, wikła się w spór między ser Eustace’em Osgreyem a nieustępliwą lady Webber z Zimnej Fosy, a później dociera na wystawny ślub w Białych Murach, gdzie przywdziewa zbroję tajemniczego Szubienicznego Rycerza. Nie przeczuwa jednak, że za turniejowym blaskiem kryje się spisek, który może zakończyć się rozlewem krwi...


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #zyskiska #fantasy #georgerrmartin #piesnloduiognia #asoiaf

541c29de-2c63-414c-8090-1a3be439f7c8

Zaloguj się aby komentować