Psychoterapeuta z rok, psychiatra z 2-3? I tu i tu bez skutku. Są rzeczy na które rozmowa i leki nie pomogą, choć nie bagatelizuję tego że dla niektórych może być zbawienne. I uważam, że jak ck się zaczyna dziać to zamiast bagatelizować "że przejdzie" to lepiej za wczasu się wybrać. Mózg to ten organ, jak żołądek, czy płuca i może się spierniczyć.
Niemniej ja jestem dość... uparty. Co się wygadałem i nażarłem chemii to moje. I żadne leki nie działały (poza jednymi na sen) w jedną czy drugą stronę. Nawet raz było świadome przedawkowane kilkukrotną dawką i brak skutków ubocznych. Wiedźmin kuhwa.
Za to byłem pierwszym pacjentem terapeutki, który obłaskawił jej kota, że mogłem go głaskać po każdej części ciała. Nikomu się tak nie dawał. To zdecydowanie najmilsze wspomnienie.
A, i przynajmniej po ankiecie lekarskiej się dowiedziałem, że niektóre moje "dziwactwa" w postaci m.in. analizowania i zwracania uwagi na detale (stąd terapeuta miał problem mnie podejść) czy sumienności to po prostu zespół Aspergera.