Kupiłem sobie na miesiąc crunchyroll żeby obejrzeć Solo Leveling (zmarnowany potencjał imo). Polecicie mi stamtqd jakieś dobre #anime?
Chodzi mi raczej o mainstream, najchętniej zamknięte, zakończone historie a nie telenowele, które zakończą się za 50lat lub jak twórcy umrą ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Kilka lat temu oglądałem Nanatsu no Taizaj, czy też 7 Deadly Sins, jak kto woli i którą wersję tytułu preferuje. Czytałem też część mangi. Oba te projekty zostały przeze mnie porzucone w pizdu, anime po pierwszym sezonie, a manga tak po prostu. A mimo to seria łazi za mną do tej pory i wkurwia mnie za każdym razem, kiedy sobie o niej przypomnę.
Ale zacznijmy od tego, co to właściwie jest. Cytując z filmwebu:
Księżniczka Elizabeth poszukuje uznanych za zdrajców rycerzy, licząc, że pomogą jej odzyskać utracone w wyniku zamachu królestwo.
Zacznijmy od tego, że o tym wątku w ogóle zapomniałem, bo w szerszej perspektywie c⁎⁎ja miał znaczenie. Jednak nie to jest największą bolączką tej serii. To, co doprawadzało mnie do białej gorączki, to to, jak napisane były postaci, zwłaszcza Meliodas, czyli główny bohater numer 2.
Każda z postaci może być zarówno silna i słaba, zależnie od tego, w której części serii się znajdujesz. I waha się to k⁎⁎wa non stop. Pierdolca szło dostać, kiedy po raz kolejny trzeba oglądać, jak postać kreowana na kozaka okazuje się wcale nie być aż tak potężna, ale to jeszcze nie pełnia jego mocy i jednak jest. K⁎⁎wa!
Na początku pierwszego sezonu dowiadujemy się o istnieniu świętych rycerzy - super przechujów. Meliodas wyciera sobie nimi ryj. Potem pojawiają się demony i okazuje się, że Meliodas wcale nie jest taki mocny. Ale odzyskuje swój miecz i już jednak jest. A potem autorowi się przypomina, że rycerze jednak są potężni. Ale dostają w p⁎⁎dę. Aaaa potem...
Autor pisał tę mangę mając ustawiony pierdolony metronom i zależnie w którą stronę się akurat majtnął - tak pisał postaci. Po trzeciej takiej zmianie zbrzydła, po piątej doprowadzała do szału. Wkurwiło mnie to do tego stopnia, że zostawiłem to w pizdu. I lepiej dla mnie, bo w kolejnych sezonach anime nie dość, że było tego więcej, tak jak było tego więcej w mandze, to jeszcze budżet chyba na k⁎⁎wy wydali, bo poziom animacji był taki, że anime zyskało swój przydomek:
7 Deadly Frames
Ilość odcinków: 100 (4x24 + 4 OVA)
Ocena na MALu: 7.62
Moja ocena: 6 za pierwszy sezon, za całokształt twórczości 2.
@Rozpierpapierduchacz true - 1 sezon dobry, z każdym kolejnym równia pochyła, ostatnie mega słabe. Ja tam nie wiedzialem co i po co się dzieje, jakieś poczwórne twisty fabularne z d⁎⁎y, postacie nie trzymające się kupy, odpadłem.
Też po 1 sezonie odechciało mi się oglądać dalej. Ot shonen bardzo niskich lotów, choć miał kilka spoko scenek. Widziałem na YT co się tam dalej działo z animacją i ostre flashbacki z Paina od Naruto były niczym trauma żołnierzy z Wietnamu, tylko "fortunate son" nie leciałow w tle.
Ale musiało być dość popularne bo zrobili nawet anime o dzieciakach tych bohaterów, ale nie widziałem ( ciekawe czy też odpaliłyby się flashbacki z Naruto/boruto xD).
@Habemus_canem Oo, a tu się nie zgadzam. Animacja walki naruto i paina była na bardzo wysokim poziomie. Artystycznie może wygladało to gorzej, styl był dziwny (patrz japa paina) ale sama animacja jest bardzo płynna, szybka wręcz. Więc problemem nie jest animacja, a styl.
Turniejowa mordoklepka. Nie będę kłamał, lubię takie potworki. Jest w nich spora doza prostej rozrywki i coś co odwołuje się do pewnych pierwotnych instynktów rodem z koloseum, czyli potrzeby "chleba i igrzysk".
Teoretycznie stworzenie takiego dzieła to coś prostego. Osobiście podzieliłbym takie twory na 3 części składowe, dla ułatwienie nazwę to zbiorczo "3P" i zaraz je dokładniej omówię na przykładzie tego anime.
Pierwsza część składowa - PRZYCZYNA
Zdecydowanie najmniej ważna część, bo naprawdę wystarczy pretekstowo nakreśli dlaczego ludzie skaczą sobie do gardeł i jakoś to będzie. Nie ma to większego znaczenia czy tłuką się dla pieniędzy ( Kengan Ashura ), dla uciechy władców ( Tenkaichi ), aby wybrać najsilniejszego ( BAKI ), czy ewentualnie aby uratować ludzkość ( Record of Ragnarok ). Wiadomo dobrze rozbudowane tło fabularne to miły dodatek, ale nie to jest w mordoklepkach najważniejsze.
Tak więc co my tu mamy. Co 12 lat organizowany jest wielki turniej w stylu battle royale. 12 rodów wystawia swoich zawodników stylizowanych na chińskie znaki zodiaku i zaczyna się jatka. Dlaczego? Ciężko powiedzieć, niby jacyś bogacze robią sobie zakłady, niby na końcu zwycięzca spełni swoje marzenie, ale nie jest to zbyt dobrze wyjaśnione.
Druga część składowa - POSTACI
Zdecydowanie ważniejszy element. Zawsze uważałem że dobre postaci mogą pociągnąć nawet słabą historię, a że w bijatykach historia bywa płytka to bohaterowie muszą to nadrabiać. Teoretycznie wystarczy jeden fajny wojownik, któremu będziemy kibicować, ale prawdę powiedziawszy równie ważny (jak nie ważniejszy) będzie jego główny przeciwnik.
Tutaj niestety mamy straszną posuchę. Sam pomysł ze znakami zodiaku jest całkiem fajny, jednak wykonanie to totalna fuszerka. Brak sensu i logiki mocno kłuje w oczy.
Wojownik "psa" ma psie uszy, jednak wojowniczka "tygrysa" tylko opaskę z uszkami. Niektórzy mają rogi, inni tylko kolorowe stroje. Serio, dospawanie podkowy do hełmu i nazwanie gościa wojownikiem "konia" to lekka bieda. Postaci posiadają specjalne umiejętności, których używają na placu boju, jednak jakoś średnio mi tutaj pasowały. Niektóre były zbyt potężne, a inne totalnie słabe, zabrakło balansu.
Wśród 12 uczestników turnieju nie udało mi się nikogo polubić. Na plus mogę zaliczyć jedynie design wojownika "wołu/byka". Zwykle byłby to jakiś mięśniak szarżujący bez krzty pomyślunku, tutaj jednak dostaliśmy eleganckiego torreadora z rogami (trochę mało "krowimi" ale to już czepialstwo z mojej strony). Reszta to zwyczajnie słabe projekty postaci.
Trzecia część składowa - POJEDYNKI
Element fundamentalny. W takich produkcjach to musi być najlepiej wykreowana część. Tutaj jednak dostajemy tylko i wyłącznie pasmo rozczarowań.
Jakim cudem w anime opowiadającym o turnieju praktycznie nie ma pojedynków między zawodnikami? Jaki tytan intelektu to tak zaprojektował? Kurw@ typ od serii nowelek Monogatari, niesamowite.
Ale od początku. Jakieś 70% całości to retrospekcje zawodników. Jak nie oglądamy wspominek to dostajemy całą masę pogaduszek, co stanowi pewnie kolejne 20% całości. Odniosłem wrażenie że trafiłem na klub dyskusyjny, a nie turniej morderców. Papla tutaj każdy, niektórzy nawet na dwa fronty na raz, do kogoś i do siebie w myślach (straszliwie ciężko się to śledzi).
Jeśli dojdzie już do jakieś konfrontacji to zwykle kończy się ona w kilka sekund po jednym ciosie. Większość zgonów to efekt lekceważenia przeciwników, buty i braku myślenia. W 12 odcinkach dostajemy 2, może 2 i pół pojedynku. Ciekawie zrealizowane - przyznaję. Jednak to zdecydowanie za mało i całość wypada nader irytująco.
KONIEC
Oczywiście wygrywa największy lamus z op mocą z d⁎⁎y. Jako wisienkę na torcie dostajemy ostatni odcinek, który praktycznie cały jest wewnętrznym monologiem zwycięzcy nie mogącym wymyślić sobie ostatecznej nagrody. Kiedy już zdecydował się jakie życzenie zostanie spełnione, wybrał naprawdę ciekawie i logicznie. Zaskoczyło mnie to na tyle że do końcowej oceny dodałem jeden punkcik.
4/10
Straszny chłam, miał motywy którymi potrafił zainteresować, ale finalnie nie umiał tego dostarczyć.
Z tych co oglądałem to zdecydowanie Freiren. To anime jest dosłownie dla każdego. Dzieciaki mogą cieszyć japę podczas "akcji" a staży dodatkowo mają wiele do przemyślenia.
później
Mushoku
Oshi no ko
Chi. Chikyuu no Undou ni Tsuite To było dla mnie niezłe zaskoczenie
Lubicie rolki? Ja nieszczególnie. A gdyby tak w te rolki wpierdolić silnik? To macie Air-Gear
Air Gear opowiada o grupie jarających się Air Trecksami (A-T w skrócie), czyli właśnie rolkami z silnikami. Cytując z filmwebu:
Główny bohater to 13-letni Minami Itsuki, czyli ?IkkI?. Jest on przywódcą wschodniej strony Gunz. Chłopak przegrywa z innym gangiem Storm Ridersów, którzy używają Air Track, czyli nowej generacji rolek z miniaturowymi silniczkami, dzięki, którymi można nawet ?latać?. Ikki mieszka razem z Riką, Rongo, Mikan i Ume z rodziny Noyamano. Pewnego dnia odkrywa, że wszystkie dziewczyny jeżdżą na rolkach, lecz cały czas ukrywały to przed min. Zabiera jedną parę i sam zaczyna jeździć.
Jak się okazuje później - część A-T jest specjalna w stopniu znacznym. Tego niestety w anime już nie zaznamy, bo seria ma 25 odcinków + 3 odcinki OVA. Manga jest znacznie dłuższa i rozwija elementy "specjalne nadnaturalne" zachodząc aż o absurd. Ale jest za to wizualnie piękna.
Odd Taxi - Mors taksówkarz i sprawa zaginionej idolki
Hiroshi Odokawa głowny bohater tego anime jest taksówkarzem. Małomówny, trochę gruboskórny (dla obcych) mors. Na jego nieszczęście, przewoził nastoletnią idolkę która po kursie z Odokawą, zagineła.
Odd Taxi jest komediodramatem detektywistycznym. Akcja dzieje się powoli. W pierwszych odcinkach poznajemy postacie które w mniejszy lub większy sposób są powiązane z zaginioną lub naszym morsem. Wraz z rozwojem seri dostajemy nowe elementy układanki powiązanej z dręczącą nas zagadką. Jak na serię detektywistyczną przystało nie wszystkie poszlaki prowadzą w dobrym kierunku. W ten sposób poznajemy trochę głębiej postacie poboczne oraz ich motywy. Dostajemy też zwroty akcji które mogą być faktycznie zaskakujące.
Historia mnie bardzo wciągneła. Rozwiązywanie tej całej zagadki jest bardzo klimatyczne, nie miałem wrażenia, że fabuła się przeciąga. Postacie są dość ciekawie napisane. Nawet te pozytywne posiadają jakiś element szarości w swoich charakterach jeśli dobrze pamiętam. Seria zamyka się w jednym sezonie (jest film pełnometrażowy ale z tego co rozumiem to recap, dostajemy tylko dodatkowe 15 minut wydarzeń po zakończeniu serialowego anime). Odd Taxi było dla mnie miłym zaskoczeniem i może nawet taką perełką.
A dokładnie teraz seria nazywa się Spice and Wolf: Merchant Meets the Wise Wolf.
Dla tych co nie wiedzą o czym to anime to tak pokrótce. Spice and Wolf to wstęp do ekonomi...wróć to anime z gatunku dramat i romans. Wędrowny kupiec Lawrence spotyka na swojej drodze Holo tytułującą się "wise wolf". Nasza wilczyca jest boginią plonów w wiosce do której akurat Lawrence przyjechał pohandlować. Zapomniana przez mieszkańców wioski i stęskniona za swoim domem postanawia opuścić wioskę z pomocą kupca. I tak rozpoczynają podróż przeplatną handlem, kontrabandą, przekrętami podatkowymi, wywoływaniem krachów na rynkach a w między czasie rozwija się ich relacja.
Czy ten remake był potrzebny? Czy dowiózł? Wydaje mi się, że tak. Jest bliższy materiałowi źródłowemu czyli nowelce co w mojej opini wpływa pozytywnie na jakość. Dostajemy story arc którego nie ma w oryginalnym anime. Uważam, że remake lepiej oddaje charaktery naszej dwójki głównych bohaterów. Nie martwcie się Holo to dalej Holo. No może poza jej wilczą formą tutaj niestety się nie udało. Dostajemy przerośniętą shibę inu a nie wilka. Jeśli ktoś lubił dynamikę relacji między Holo a Lawrencem to nie powinien czuć się zawiedziony. Szata graficzna jest bardziej kolorowa, cieplejsza niż w oryginale. Sezon drugi jest zapowiedziany więc jest szansa, że cała historia zostanie zekranizowana. Przynajmniej pójdziemy z historią dalej niż w pierwowzorze.
Polecam sprawdzić. Ze swojej strony byłem bardzo zadowolony, że moja ulubiona para z anime wróciła i to w takim stylu.
Po pierwsze główny bohater jest strasznie wycofany. Ten gość jest nudny jak flaki z olejem, i równie skomplikowany. Czyli w ogóle.
Po drugie, panna też jakoś nie uwodzi swoim profilem.
Samo anime to takie fantasy aspirujące do slice of life, ale postacie są tak mało zajmujące, jakieś takie pozbawione pasji i celu... Większość szkolnych dziełek w stylu slice of life ma ciekawsze pomysły.
Ale jak ktoś lubi wyjątkowo niespieszne historyjki z ludźmi, którzy nie potrafią wydusić z siebie podstawowych pytań, to ok, można.
Guilty Crown to takie Code Geass Lite. Okupowana japonia? Check. Supermoce? Check. Dziwna laska o której nic nie wiadomo? Check.
Cytując z Filmwebu:
Po apokaliptycznej epidemii Japonia traci niezależność na rzecz międzynarodowej organizacji. Licealista Shu, który odkrył w sobie niezwykłą moc, dołącza do ruchu oporu.
Guilty Crown co prawda nie jest anime tak dobrym, jak było Code Geass, ale nie mówi to wiele, bo Code Geass było serią wybitną. Ma za to coś, czego CG nie miało - mój ulubiony motyw głównego bohatera, któremu w pewnym momencie odpierdala.
Więcej nie powiem, bo to trzeba zobaczyć i poczuć.
- weebowe stronki ( ogladam na KAA) nie dosc ze lepsza jakosc video i audio nie na netflixach itp, to UI 100x lepszy, wychodze z fullscrena widze wszystko, ktory odcinek jaki jezyk, jednym kliknieciem moge te parametry zmienic, tak samo autoplay itp. ( a to wszystko za darmo).
- sama historia troche cliché ale co tam sie bede smial jak nie moglem zrobic suki z dzidowcami w PoE2 to tez ziomki wbili kazali stac z tylu i nie zdechnac i tak samo jak MC przeroslo mnie to xd.
- moja ulubiona waifu to narazie ruda, chociaz blondi w czapce co byla na chwile tez spoko.
W tym sezonie lepiej bawiłem się przy blue box niż przy solo leveling. Tak nie jeden mecz badmintona był bardziej emocjonujacy niż walki w solo leveling XD a o całej reszcie nie ma nawet co napisać w odniesieniu do solo leveling
Ehh puscilem sobie Solo leveling chcialem sie pochwalic kolegom weebom na msngerower grupie to sie smieja zem normik j⁎⁎⁎ny i to mainstream i kaza ogladac jakies niekonczace sie 1000odcinkowce ehh...
@Rozpierpapierduchacz Ale to jakieś są wieści, że studio zmienili, czy że budżet obcieli, czy że fani mają sraczkę bo pare klatek jest nieruchomych w trailerze?
@LeniwaPanda ten format bardzo szybko się przejada, bo też ciężko, żeby było inaczej.
Jak jest główny bohater, który jednym ciosem rozkłada wszystko, to żeby zachować jakąś spójność, postacie drugoplanowe muszą być pierwsza klasa, inaczej odcinki mogą trwać po 5 minut.
Rzecz cała w tym, że no kurwa nie są. Przychodzą, dostają wpierdol, pojawia się Saitama i ratuje świat jednym ciosem.
I calej jest rangi C, he he jak śmiesznie
No jestem mocno sceptycznie nastawiony do tej serii od początku. Pierwszy sezon był fajny, w drugim zaczynają wychodzić problemy, trzeci zacznę na pewno. Jak się odbije od pokazu slajdów, to zrobię drop.
@Rozpierpapierduchacz Mi się tam podobał pomysł suberbohatera z depresją? kryzysem egzystencjalnym. Saitama który jest tak silny, że każdy przeciwnik pada na strzała a on sam przestaje czuć jaką kolwiek przyjemność z bycia superbohaterem. Odczuwa nudę. Do tego anime porusza w pewien sposób temat bohaterstwa i co to naprawdę oznacza być bohaterem.
A całą oprawę uważam za świetną parodię wszelkich shounenowych od zera do bohatera. Żadnych power upów, najpotężniejszy człowiek na świecie który umyka oku organizacji zrzeszającej bohaterów przez lata, staje najniżej w jej hierarchi. Jeszcze jest tam parę smaczków pewnie uderzających w shouneny.
Są na tym świecie pytania proste, na przykład "Duchacz, które anime z Big 3 jest najlepsze". I na to mogę odpowiedzieć śpiewająco, nawet jak mnie obudzisz o 3 w nocy (ale nie budź XD) z pełnym rankingiem i powodami.
Ale są też pytania, na które odpowiedzieć się nie da
Gdyby ktoś zapytał mnie "Duchacz, które anime z Big 3 ma najlepszą ścieżkę dźwiękową?"
Ni wim.
Z jednej strony masz Naruto i ich Sadness and Sorrow, które doprowadza mnie do płaczu nawet jak słyszę bez okazji
Z drugiej Bleacha, gdzie Number one czy Treachery wywołują ciarki na moich plecach
A z trzeciej jeszcze One Piece gdzie The Very, Very, Strongest i Overtaken sprawiają, że mam ochotę pierdolnąć to wszystko w pizdu i iść za słomkowymi napierdalać się, jakby jutra miało nie być.
Więc gdyby ktoś trzymał mi pistolet przy głowie i mówił, że mam wybrać jedno, to niech ciągnie za spust. Nie ważne, czego bym nie wybrał - i tak bym skłamał
@Rozpierpapierduchacz ja miałbym tak samo, jakby ktoś mnie obudził w środku nocy i spytał "sawa12721 które anime z Big 3 chciałbyś obejrzeć?", a ja bym mu odpowiedział "sp$#@$@laj, nie jestem bezrobotny" . Te serię tak nie szanują czasu widzą, że to szok.
A jak chodzi o muzykę, to tylko Toshiro Masuda, także nie wiem, po co ten obrazek z tego fan fica Shippudena wkleiłeś.
@Rozpierpapierduchacz - po którym odcinku robi się ciekawie? Bo jestem już w połowie i niby walki fajne ale jakoś tak infantylnie i przewidywalnie - możliwe, że za dużo anime w życiu obejrzałem
The Dangers In My Heart ( Boku no Kokoro no Yabai Yatsu) - coś nowego ze starych składników
The Dangers in My Heart to komedia romantyczna/okruchy życia opowiadające historię Kyotaro Ichikawy i Anny Yamada. Oboje są uczniami szkoły średniej oraz uczęszczają do tej samej klasy. Yamada jest dość popularna w klasie, a to za sprawą swojej urody i tego, że próbuje swoich sił w aktorstwie i jako modelka. Nie jest jednak jakimś wzorem do naśladowania. Jest trochę niezdarna, lubi się objadać przekąskami, oceny ma średnie, ma swoje dziwactwa, romantyczka. Gdyby nie to aktorstwo to po prostu zwykła nastolatka. Przypadek a może nie, sprawia, że zaczyna spędzać więcej czasu z Ichikawą. Kyotaro to chodzący brak pewności siebie, zbytnio analizujący co inni o nim myślą z dziwnym hobby (ciekawią go mordercy). Z czasem jednak dzięki delikatnej pomocy Yamady zaczyna stawać na nogi. To nie jest tak, że Yamada wykorzystuje swoją pozycję i wychwala Ichikawę w klasie czy coś w tym stylu. Wspiera go, delikatnie popychając go w odpowiednim kierunku a on sam pokazuje swoje zalety.
Ich relacja jest bardzo słodka z momentami zazdrości z obu stron. Nie ma tu większych dramatów. Okazuję się, że problemy można rozwiązać rozmową. I tutaj Kyotaro wypada lepiej niż 90% protagonistów w tym gatunku. Potrafi się przyznać do błędu (to działa też od strony Yamady), a czasami poprostu zadziałać tak jak trzeba w danej sytuacji. Stanąć na wysokości zadania. Ogarnięcie, że Yamada się w nim podkochuje trochę mu zajmuje ale i tak na tle innych anime szybko to ogarnia.
Oglądając oba sezony miałem odczucia, że znam te motywy, gdzieś to już widziałem. Mimo to miałem wrażenie jakbym oglądał coś odbiegającego od utartych schematów, coś nietypowego. Wciągnąłem całość w jeden weekend razem z mangą (no prawie). O ile wizualnie uważam to anime za ładne to muzyka mnie kupiła najbardziej. Takie typowo pianinowe motywy a czasem lekki ambient. To wszystko tylko wzmacnia cały ten klimat.
Wrzucam opening z pierwszego sezonu bo mi się podoba.
Edytowane. Jeszcze co do Kyotaro (i może Yamady kto wie) trzeba pamiętać, że to nastolatek z buzującymi hormonami. Więc Yamada wzbudza w nim także pożadanie co jest lekko nakreślone nie koniecznie w formie głupich gagów.
Solo Leveling to strasznie średnia seria. Zwykła fantazja o mocy pozbawiona większej głębi. Animacja co prawda stoi na wysokim poziomie i fajnie się te pojedynki ogląda. Dobrze też, że protagonista nie ma jakiegoś haremu. Gdyby to był isekai to miałby już z 4 żony i 5 kochanek. Czasami mam wrażenie, że twórcy chcieliby nadać temu dziełu jakieś większej głębi ze względu na ten wątek z matką w śpiączce, ale został on zdecydowanie za słabo zarysowany choć jest on teoretycznie bardzo istotny w kontekście motywacji głównego bohatera.
Ostatecznie więc fabuła sprowadza się do tego, że protagonista walczy z coraz to silniejszymi przeciwnikami i przez to staje się coraz silniejszy. Nawet jednak tutaj miałbym pewne zastrzeżenia. Żeby walka w anime była naprawdę interesująca to według musi spełniać przynajmniej cztery kryteria. Musi wywoływać poczucie napięcia, musi zawierać w sobie jakiś ładunek emocjonalny który sprawia, że widza obchodzi wygrana jednej ze stron, musi być jakiś cel całej walki przez co nie wydaje się ona zbędna fabularnie i powinna być ładna wizualnie.
Jak wspomniałem Solo Leveling ma bardzo ładną animacje. Napięcia jednak czujem tam rzadko i to głównie na początku całej historii bo protagonista zdobywa siłę zdecydowanie zbyt szybko i po jakimś czasie prawie nikt nie jest wstanie mu zagrozić. Ładunek emocjonalny jest tam raczej niewielki. Tam nie ma żadnego złoczyńcy ani rywala z którym bohater miałby konflikt osobisty albo chociaż ideologiczny. Poza matką i siostrą to gość nie posiada również żadnych znaczących relacji. Jego przeciwnicy jak do tej pory nie zagrozili bezpośrednio jego rodzinie więc nie ma on za bardzo ani kogo chronić, ani kogo pomścić.
Jak wspomniałem ten facet ma chociaż jakiś cel do którego dąży, albo raczej dążył. W większości przypadków jednak nie czuje powagi tego wszystkiego. Mam wrażenie, że każdy wątek opiera się po prostu na tym, że Sung JinWoo, bo tak ma on na imię po prostu musi co chwile pokonywać kolejnego potwora tygodnia, aby stać jeszcze bardziej op. Po prostu to anime wydaje mi się mocno puste i pozbawione głębszej wartości.
Ale tam przecież prawie wszystko jest zrobione tylko po coś by przydało się w przyszłości.
Sam "lek" chciał zdobyć by uratować matkę ale imo on był bardziej teraz przydatny by pokazać, że jednak może nie uratować tej laski choć kto wie jak to się skończy. Ale będzie to na pewno kolejny koń pociągowy by nie tylko się koksił ale i zdobywał nowe fanty/nagrody.
To samo z tymi ceniamia i możliwością "teleportowania", to było tylko i wyłącznie stworzone by mógł się łatwo przenieść na wyspę.
To jest płytkie od samego początku i nic się tutaj nie zmieni prócz nowych wrogów, problemów, umiejętności. To jest przecież taki gatunek więc nie wiem czego się spodziewałeś prócz niezłej naparzanki?
Imo u mnie dalej mocne 8/10, bo nie ma jakiś przydłuższych scen ględzenia ani też przesytu walką. Na razie balansują nieźle. Graficznie jest bdb.
Tylko największa niewiadoma dla mnie to co będzie po pokonaniu mrówek... oby nie zrobili z tego haremówki właśnie
To jest płytkie od samego początku i nic się tutaj nie zmieni prócz nowych wrogów, problemów, umiejętności. To jest przecież taki gatunek więc nie wiem czego się spodziewałeś prócz niezłej naparzanki?
A czy ja mówię, że spodziewałem się czegoś innego? Po prostu nabijam się z fenomenu tego anime.
Mam kilkaset kart z Dragon Ball wzorowanych na tych z Chio... Warto się podzielić nimi tutaj w formacie 1 karta = 1 wpis zawsze z krótkim opisem akcji/walki lub danej postaci? 🤔
Too Many Losing Heroines - jak poradzić sobie z odrzuceniem
Too Many Losing Heroines jest komedią romantyczną z ubiegłego roku. Jako, że anime romanse to moje guilty pleasure jak tylko usłyszałem dobre opinie to je sprawdziłem. Mamy tutaj spojrzenie na komedię romantyczną od innej strony.
Naszym głównym bohaterem jest Kazuhiko Nukumizu licealista, pierwszoklasista członek klubu literackiego. Odludek ale z własnej woli. Nie lubiący się socializować. Uważa się wręcz za postać drugoplanową. Los na jego drodze stawia trzy bohaterki Anne Yanami, Lemon Yakishio, Chika Komari. Przez przypadek jest świadkiem odrzucenia Yanami przez jej obiekt westchnień. Ten sam problem dotyka też pozostałą dwójkę. Nukimuzu mimo bycia odludkiem okazuje się dobrym doradcą w sprawach sercowych. Zaczyna pomagać koleżankom poradzić sobie z odrzuceniem.
Ta seria była dla mnie miłym zaskoczeniem. Powiew swieżości w haremowo-romansowym gatunku. Graficznie bardzo ładne. Warstwa komediowa przyjemna, dobrze się bawiłem. Nie kojarzę jakichś typowych, głupkowatych gagów nadużywanych w tym gatunku. Dramy występujące podczas serii nie irytują. Nadają głębi bohaterom i rozwijają ich charaktery. Dynamika między naszą czwórką jest dość realna nawet mimo charakteru Nukumizu. Nawet umieszczenie tego anime w realiach szkolnych mnie nie męczyło. Liczę na to, że dostaniemy w przyszłości następny sezon.