@lukmar nam w tym roku minęło 10 lat od śmierci córki, również wcześniak ale 7 miesiąc. Była zdrowa, lecz przyszła na świat za szybko.
Mogę tylko napisać, że takie rzeczy się zdarzają i czas leczy rany. Przeżywasz wyjątkowo trudny okres i żałoba może trwać długo. My przez pierwszy rok chodziliśmy na grób córki codziennie. Z perspektywy czasu widzę, że było to dla nas dobre, bo mogliśmy się w jakiś sposób zająć naszym dzieckiem, którego nie było.
Dobre było też to, że nie robiliśmy z tego tematu tabu. Czasem to inni byli zszokowani i starali się uciec od choćby napomknięcia na ten temat, bo burzyło to ich bańkę, w której to zawsze dzieci chowają rodziców, nigdy na odwrót. Było to dosyć zabawne.
Oczywiście każdy musi przejść żałobę na swój sposób, a takie wydarzenie staje się częścią naszej osobowości już do końca. Sądzę, że nie ma się co przed tym bronić i najgorsze co można zrobić, to próbować przed tym uciekać. Ja lubię myśleć o tym w ten sposób, że gdy nasza córka umarła, to my umarliśmy wraz z nią; umarły nasze nadzieje; wizje przyszłości; pewna ścieżka życia została bezpowrotnie zamknięta i tamtych młodych ludzi, którzy wyczekiwali z radością i przerażeniem swojego pierwszego dziecka już nie ma – umarli wraz z nim. Jednak jakaś jej część została z nami już na zawsze, z tymi nowymi ludźmi zaczynającymi życie w tak trudny sposób.
Dobrze, że się tym dzielisz i nie uciekasz od tego, to bardzo ważny element procesu pogodzenia się z tak bolesną stratą. Uważam też, że może to pomóc osobom, które są w podobnej sytuacji a nie mają odwagi albo po prostu chęci, żeby mówić otwarcie o tak trudnych doświadczeniach. Sam robię to bardzo niechętnie, chyba dlatego, że w momencie gdy potrzebowałem o tym pogadać, to spotykałem się z tymi unikającymi reakcjami. Nie lubię też jak ludzie mnie żałują, otóż nie ma czego, bo sporo już wody w Wiśle upłynęło.