W centrum Poznania amstaff zagryzł maltańczyka. Nie ma przeszkód, by zagryzł ponownie

Rzucił się na naszego psa bez ostrzeżenia. Desperacko walczyliśmy, by go uratować - twierdzą właściciele Teddy'ego, który zginął na oczach przechodniów w centrum Poznania. Agresywny amstaff wrócił z właścicielką do domu.


Frank mieszka z żoną w Niemczech. W Poznaniu byli na wakacjach. W środę 20 sierpnia spacerowali po parku przy Starym Browarze, w ścisłym centrum miasta. Na smyczy szedł z nimi Teddy, maltańczyk.

Gdy wychodzili z parku na ul. Ogrodową, zobaczyli kobietę z amstaffem, również na smyczy. Szła w ich kierunku, ale według Franka nie panowała nad psem, tak jakby to pies wyszedł z nią na spacer, a nie ona z nim.


Dramatyczne sceny przy Starym Browarze


Frank twierdzi, że amstaff rzucił się na jego maltańczyka bez ostrzeżenia, nie wysyłając wcześniej żadnych sygnałów, że chce lub może zaatakować.


– Wbił zęby w Teddy’ego, a właścicielka nie miała nad nim żadnej kontroli. Na chwilę udało się ich rozdzielić, ale potem znów zaatakował. Wszystko zdarzyło się w dwie-trzy minuty – relacjonuje Frank.


Wysyła nam drastyczne zdjęcia zakrwawionego maltańczyka z dziurą w głowie – rana była głęboka, widok straszny. Teddy zmarł w agonii jeszcze przed przyjazdem policji. Nie było szans na ratunek.


Frank twierdzi, że kobieta próbowała uciec z amstaffem, ale zatrzymał ją razem ze świadkami.


Policja: Amstaff rzucił się na maltańczyka


Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji potwierdza, że funkcjonariusze interweniowali na miejscu, spisali relacje uczestników, potem w komisariacie przesłuchali Franka i jednego ze świadków. Choć w pobliżu są kamery monitoringu, żadna nie nagrała ataku.


Borowiak przedstawia nam dotychczasowe ustalenia: – Psy przechodziły obok siebie z właścicielami. Amstaff był na dość długiej smyczy i – jak przekazali świadkowie – rzucił się na mniejszego maltańczyka.

Maltańczyk, jak dowiadujemy się nieoficjalnie, również nie szedł przy nogach właścicieli. Był na tzw. smyczy flex – automatycznej, z regulowaną długością.


Pytamy Franka, czy mogło być tak, że to Teddy podbiegł do amstaffa, narażając się na niebezpieczeństwo. Frank się oburza. Potwierdza, że taką wersję próbowali przedstawiać właścicielka amstaffa i mężczyzna, który później do niej dołączył.

– Mówią, że nasz Teddy zaatakował... To śmieszne. To tak, jakby moja córka zaatakowała Mike'a Tysona, mistrza świata w boksie – przekonuje Frank.

– Teddy nie był agresywny – podkreśla. – Problem w tym, że to ta kobieta nie potrafiła kontrolować swojego dużego, silniejszego psa.


Frank zauważa, że w parku przy Starym Browarze bawiły się dzieci – je również mógł zaatakować amstaff. Pyta, czy w Polsce pies może zabić legalnie innego psa, na przykład, jeśli ten drugi szczekał. I czy jest normalne, że właściciel nie ma nad zwierzęciem kontroli.


– Na naszych oczach nasz ukochany pies został brutalnie zabity. To obraz, którego nigdy nie zapomnimy – podkreśla.

Twierdzi, że właścicielka amstaffa proponowała im odszkodowanie. Wycofała się, gdy zażądali od niej 3 tys. euro.

Hanna Mamzer: Pies w rękach człowieka to odbezpieczony granat


Frank wysyła nam zdjęcia zrobione już po śmierci Teddy'ego – widać na nich właścicielkę amstaffa i mężczyznę, który do niej dołączył. Trzymają amstaffa na smyczy.


Zdjęcia pokazujemy prof. Hannie Mamzer, socjolożce, biegłej sądowej z zakresu dobrostanu zwierząt. Jej zdaniem fotografie potwierdzają, że kobieta i mężczyzna mają problem z utrzymaniem amstaffa w miejscu i zapanowaniem nad nim.


– Pies to drapieżnik, a w rękach człowieka odbezpieczony granat – podkreśla Mamzer. – Bez odpowiedniej wiedzy na temat zachowań i potrzeb psa nie da się nad nim zapanować. Dlatego przy takich sprawach zawsze apeluję, by opieki nad psami podejmować się świadomie.

– Chcemy podkreślić: nie obwiniamy psa. Działał instynktownie, tak jak został wychowany – podkreśla Frank.


Jego zdaniem winę ponosi właścicielka amstaffa i powinna zostać ukarana.


Tyle że kara – jeśli sąd ją wymierzy – nie będzie dotkliwa. Policja prowadzi postępowanie w sprawie złamania art. 77 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z tym przepisem osobie, która przy trzymaniu zwierzęcia nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności, grozi tysiąc złotych grzywny.


Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji przyznaje, że przepis mówiący o niezachowaniu ostrożności jest dość ogólny, ale jego interpretacja nie budzi wątpliwości: – Nie wystarczy, że pies jest na smyczy. Trzeba prowadzić go w taki sposób, by nikomu nie zagrażał. W tym przypadku tak nie było, skoro drugi pies nie żyje.


Amstaff poza wykazem, można go mieć bez zezwolenia


Bardziej szczegółowy jest regulamin utrzymania czystości i porządku na terenie Poznania – to dokument prawa miejscowego, uchwalany przez radę miasta, za jego złamanie też grozi grzywna.


W regulaminie radni zapisali, że właściciele i opiekunowie psów mają obowiązek chronić osoby trzecie przed niechcianym bezpośrednim kontaktem ze zwierzęciem na terenach przeznaczonych do wspólnego użytku. W takich miejscach psy można wyprowadzać tylko na smyczy.


Co ważne – osoba, która wychodzi z psem, musi być w stanie sprawować nad nim odpowiedni nadzór, adekwatny do rozmiaru i indywidualnych cech zwierzęcia.


Obowiązek wyprowadzania psów w kagańcu dotyczy tylko ras uznanych za agresywne przez ministra spraw wewnętrznych i administracji. W wykazie – nieaktualizowanym zresztą od lat – znajduje się 11 ras psów.


Amstaff – oficjalnie to amerykański staffordshire terier – nie znalazł się w wykazie. Gdyby w nim był, właścicielka musiałaby uzyskać w urzędzie miasta zezwolenie na jego posiadanie. Takie zezwolenie można potem cofnąć, jeśli urzędnicy stwierdzą, że właściciel utrzymuje psa w sposób stanowiący zagrożenie dla ludzi lub innych zwierząt.

Hanna Mamzer dostrzega niedoskonałość tego systemu. Zauważa, że agresywny może być w zasadzie każdy pies, a wszystko zależy od tego, jak jest wychowany, prowadzony i skąd pochodzi.


Problem widzi też w konstrukcji ministerialnego wykazu: – W Polsce mamy nadmiar psów-mieszańców, niewiadomego pochodzenia, które nie są rasowe, rozmnażają je np. pseudohodowle. Takie psy wpadają w lukę prawną, bo rozporządzenie dotyczy wyłącznie psów rasowych. Wystarczy mieć psa w typie rasy agresywnej, nie trzeba wtedy starać się o żadne zezwolenia.


Agresywny pies zostaje z właścicielką


Zdaniem biegłej problemem są też właściciele psów. Jeśli są świadomi, dbają o bezpieczeństwo nie tylko swojego psa, ale także otoczenia.


– Takie sytuacje jak ta z Poznania domagają się wprowadzenia nowych regulacji prawnych – przekonuje.

Za przykład podaje rozwiązania obowiązujące w Niemczech. Nakazują ukończenie podstawowych szkoleń przed nabyciem psa: – To daje ludziom przynajmniej podstawową wiedzę na temat tego, jak psy mogą się zachować. W tym przypadku tej wiedzy ewidentnie zabrakło.


Właścicielkę amstaffa policja planuje przesłuchać dopiero po skompletowaniu dowodów, przed wysłaniem do sądu wniosku o jej ukaranie. Sąd może ją ukarać, ale na tym sprawa się zakończy – amstaff, który zagryzł na oczach przechodniów maltańczyka, pozostanie w jej rękach i może zaatakować ponownie.


Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji podkreśla, że funkcjonariusze nie mieli podstaw, by odebrać właścicielce amstaffa, choćby czasowo, do momentu wydania odpowiedniej decyzji przez urząd miasta.

Prawo pozwala odebrać zwierzę tylko, jeżeli dalsze pozostawanie u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża zdrowiu lub życiu zwierzęcia.

Adwokatka: Pozostaje wiara w zdrowy rozsądek


Związane ręce będzie miał także sąd. Prawo przewiduje co prawda środek karny polegający na przepadku zwierzęcia na rzecz skarbu państwa, ale tylko w sytuacjach, gdy właśnie to zwierzę padło ofiarą przestępstwa, np. właściciel się nad nim znęcał.


W przypadku art. 77 Kodeksu wykroczeń, który dotyczy niezachowania ostrożności przez właściciela, sąd nie może orzec przepadku psa. Potwierdza to Katarzyna Topczewska, adwokatka specjalizująca się w ochronie zwierząt.

– Nie jestem przekonana, czy odebranie psa w takiej sytuacji nie byłoby zresztą zbyt drastyczne – mówi Topczewska.

Zauważa, że lepszym rozwiązaniem byłoby zobowiązanie właścicielki amstaffa do podjęcia z nim terapii behawioralnej. – Nie ma jednak przepisów, które pozwalałyby sądowi nałożyć takie zobowiązanie. Potrzebne byłyby nowe regulacje – podkreśla.


Zdaniem adwokatki przy obecnych przepisach pozostaje wiara w zdrowy rozsądek właścicielki amstaffa. – Powinna zaniepokoić się tym, co się wydarzyło, i działać jak najszybciej – uważa.


Adwokatka dodaje, że właścicielom zagryzionego maltańczyka pozostaje jeszcze droga cywilna – mogą wystąpić z pozwem o odszkodowanie.


Pies niebezpieczny także dla właścicieli


Izabela Kadłucka, psycholożka i autorka raportu na temat pogryzień przez psy, ocenia zdarzenie z Poznania jednoznacznie: – Właściciel powinien zabezpieczyć psa w taki sposób, by podczas spaceru nie zrobił nikomu krzywdy. I to niezależnie od tego, czy przepisy go do tego zobowiązują, czy nie.


Z badań Kadłuckiej wynika, że każdej doby w Polsce dochodzi średnio do kilkudziesięciu pogryzień ludzi przez psy. Dane zbierała m.in. ze stacji sanepidu. Tylko w 2024 roku odnotowano 26,5 tys. takich przypadków. Pogryzień psów przez inne psy nikt nie zlicza.


Kadłucka uważa, że wielu tragedii można by uniknąć, gdyby właściciele potrafili odczytywać reakcje swoich psów. Bo psy sygnalizują, że zaraz zaatakują, ale ludzie ignorują znaki ostrzegawcze albo ich nie dostrzegają.


Czy amstaff, który zagryzł w centrum Poznania maltańczyka, może zaatakować kolejnego psa? Zdaniem ekspertki takie ryzyko istnieje, bo upolowanie ofiary – w tym wypadku maltańczyka – pobudza w mózgu układ nagrody.


 Polowanie na inne psy może przybrać formę uzależnienia – ostrzega.


Kadłucka uważa, że amstaff z Poznania wymaga natychmiastowej interwencji po to, by właścicielka mogła nad nim zapanować, i by nie narastała w nim agresja: – Taki pies może stać się zagrożeniem także dla swoich właścicieli, skierować na nich agresję, jeśli spróbują uniemożliwić mu zapolowanie na innego, zazwyczaj mniejszego psa.


#wiadomoscipolska #poznan #psy #durniwlasciciele

poznan.wyborcza.pl

Komentarze (54)

@aerthevist pies? baba powinna dostac wyrok i srogie odszkodowanie! za zabicie psa grozi 5 lat, a za zabicie psa psem 1000zl? wolne zarty

@aerthevist ale wiesz, że to nie jest w 100% wina psa? Oczywiście po jakiejś konsultacji z behawirystą zwierzęcym, który stwierdzi, że ta istota będzie zabijać już zawsze, to tak. Ale tak pro forma, to byłbym przeciwny. To właściciel ponosi odpowiedzialność, moim zdaniem zawsze.

@razALgul szczerze? Kompletnie mnie to nie obchodzi. W kraju, który nie radzi sobie z resocjalizacją przestępców mamy bawić się w resocjalizację piesków? Agresywne zwierzęta będące zagrożeniem dla otoczenia powinny być usypiane na koszt właściciela. Koniec. Kropka.

@razALgul to nie ma znaczenia. Skoro stanowi zagrożenie musi zostać wyeliminowane. A głaskanie się z właścicielami i zabawy w izolacje, opinie behawiorystów, etc tylko wzmogą poczucie bezkarności wśród nieodpowiedzialnych właścicieli.

@aerthevist zgadzam się z Tobą. nie w 100%, ale 90%. Może Twoje podejście coś by zmieniło. Chociaż nieopowiedzialni właściciele powinni dostawć po piździe w pierwszej kolejności. Ale tak, żeby bolało...

@razALgul dlatego powinni pokryć koszty uśpienia agresywnego psa i utylizacji ciała. Na początek. Kwestia odpowiedzialności karnej i cywilnej może ciągnąć się miesiącami, jeśli nie latami, a w międzyczasie zwierze może narobić szkód.

@aerthevist no widzisz, ja mam bydle, które potrafi zaatakować dziecko. Bo sam dałem dupy, w okresie socjalizacji zwierzęcia. Jednak zdaje sobie z tego sprawę i bardzo pilnuję. Pies zawsze w kagancu i jeśli puszczam luzem, to w głębokim lesie. Jak coś się w oddali rusza, to zaraz smycz. Ale to ja. Mój pies to owczarek niemiecki i jakbyś się do niej zbliży, to byś uważał, że to pies do utylizacji. Tylko ja sobie zdaje sprawę z tego co mam. Najgorsze jest to, że inni nie. Ja bym wchodził w tematy, typu odszkodowanie do końca życia (w przypadku ataku) i tak dalej. Może to by czegoś nauczyło.

@razALgul masz przynajmniej świadomość popełnionych błędów i pilnujesz, aby uniknąć pogryzienia. Natomiast patrząc co się wyprawia na grupach fb miłośników psów to można dojść do wniosku, że ci ludzie są odklejeni od rzeczywistości - kagańce złe, smycze złe, jak pies atakuje to wina pogryzionego, etc. Doprecyzuję - do uśpienia automatycznie agresywny pies, który pogryzł człowieka lub inne zwierzę.

@100mph to jest po prostu popierdolone, że takie świnie dalej są dopuszczone do hodowli i posiadania. A potem jeszcze masz bandę nawiedzonych psiarzów, która tylko na jakąkolwiek wzmiankę robi jakieś pospolite ruszenie i zaczyna pod niewygodnym tematem standardową śpiewkę pod tytułem "wszyscy naokoło winni piesio niewinny"

Dla Niemców to musiałby być ogromny szok, bo tam pies uważany jest za głupie bydle, które trzeba kontrolować l i żeby nie przeszkadzało innym. Kawał czasu spędzam w Niemczech i na spacerze tylko jeden, jedyny raz zostałem sam obszczekany przez psa. Skończyło się to źle dla psa, który w sekundę dostał klapa w d⁎⁎ę od właścicielki.


W Polsce? Jak to w chlewie obsranym gównem, wszyscy na paluszkach, bo pieski się bawią.

@sawa12721

Ja też „kawał czasu” spędziłem w Niemczech.

Mój szef miał szpica niemieckiego, którego w specyficzny sposób wyprowadzał na spacer.On jechał autem, a pies luzem w pobliżu.

Dodam, że pies dosyć agresywny i nie raz pogonił rowerzystów.

Także na dwoje babka wróżyła.

@sawa12721 Teraz na urlopie byłem w Karpaczu i nie widziałem żadnego psa w kagańcu. Nawet takie imadła chodziły bez.

Sam mam psa, który nie gryzie i jest kochany - dla mnie. Jak tylko opuszczam swój dom z psem, to pies ma kaganiec, bo jest nieobliczalną pizdą. Ja o tym wiem i na prawdę szokuje mnie, że ludzie tego nie rozumieją. Nawet mały pies może szkodę wyrządzić. Może nie na ciele, ale ot choćby ciuchy. Niektórzy, to mam wrażenie, że są zacofani...

@artu3131 no to miałeś szefa idiotę, szok, ale w Niemczech też się tacy zdarzają. Nadal w moim odczuciu Polacy w kwestii psa to jaskiniowcy, w porównaniu do Niemców. Nie zlicze, ile razy byłem zaczepiany przez obszczymury w parkach w Warszawie.


@razALgul bo pies to jest zwierze, a nie jakiś kolega, czy dziecko, a ludzie o tym zapominają. Kiedyś psiarz nie kojarzył mi się negatywnie, a teraz niestety tak

@sawa12721 widzisz jaki paradoks, ja jestem psiarz, ale też psiarzy nie lubię. Noż ku*wa, jak widzę ludzi z psami w wózku, to mnie telepie...

@JakTamCoTam Akurat ten co mnie obszczekał też był luzem-klasyk, spuszczenie pieska, bo przecież nikogo nie ma, a tu lipa, bo ja przechodziłem. Pies w niebowzięty, od razu poznał po zapachu, że polska świnia z obozu uciekła, to zaczął szczekać. Jakież było jego rozczarowanie na pysku, gdy pancia go zaczeła jebać w języku Goethego i przyrżneła mu w dupę. Powiem, takie plot twistu, po doświadzczeniach w Polsce, się nie spodziewałem xD

@bori nie do końca, to pato piesek, stworzony przez patologie. Jakby odpowiedzialny właściciel o niego dbał od początku, to by nie było takiej akcji.

@razALgul Nie przekonasz mnie, takie agresywne rasy są dla mnie patologią która nie powinna w ogóle istnieć. A to że celuje w nie patologia to dodatkowy argument.

@bori nie mam zamiaru przekonywać, wyrażam tylko swoje zdanie. Te psy były tworzone, żeby były agresywne, ale wszystko da się opanować. Natomiast patola nie idzie w tą stronę.

Kaganiec, wystarczyłby kaganiec. Powinni chodzić po parkach i walić mandaty za brak kagancow u psów danych ras i w typach danych ras albo psów 30+ w klebie

@RogerThat

Niestety patologia lubi jak idzie z pieskiem ,a ludzie schodzą im z drogi.

Tak się dowartościowują bo nic innego nie mają i sobą nic nie reprezentują.Kupi niezrównoważonego psa z odpadu chodowli za parę złotych i czuję się „panem”.¯\_(ツ)_/¯

Psiarzom a raczej psieczkarzom odjebało w tym kraju kompletnie. Codziennie widzę jakąś osobę z psinem w sklepie. W poniedziałek rano wyskoczyłem przed 8 do sklepu po ciepłe bułki i wędliny (#pdk) a tam cyrk, czterech psiarzy ze swoimi kundlami i jeden z drugim szczekający na siebie. W środku w sklepie. Kraj wariatów.


Duża część psiarzy ma absurdalnie w d⁎⁎ie sprzątanie po odchodach, szczanie po ścianach, murkach, płotach mają na to wyjebane. Tak samo jak na to, że niekoniecznie chce aby ich kundel podbiegał do mnie na chodniku, bo go puścili bez smyczy.


Jeszcze część się tłumaczy, że nie chcą dzieci bo to odpowiedzialność w ciężkich czasach. Co robić na wypadek wojny.

Szkoda, że darcie ryja ich kundla jak zostaje sam przez 8 godzin to nie jest odpowiedzialność. Na wypadek ucieczki z kraju, regionu na wypadek konfliktu zbrojnego wyjebanie psa do lasu to też nie jest odpowiedzialność, to jest konieczność.

@30ohm a jeszcze weź takiemu powiedz, że nie ma kagańca, albo już w ogóle smyczy to dopiero zaczną się #igrzyskanienawisci bo jak śmiesz śmieć. Póki albo te przepisy nie zaczną faktycznie być egzekwowane jak należy, albo nie zakaże się hodowli i posiadania tych popierdolonych ras to niestety będzie co będzie. A teraz czekam na psiarzów i ich standardowe wycie "agresja nie jest związana z rasą".

@30ohm lato w mieście kojarzy się z zapachem psich szczyn na każdym kawałku zieleni w mieście. Wypalona trawa, porzucone psie gówna. To jest psiarski raj

@PanAreczek daj spokój, próbowałem tłumaczyć na spotkaniu osiedlowym że jak ich pies wyszcza mi się pod oknem i zaświeci słońce to śmierdzi i nie da się mieć otworzonych okien. Ich tłumaczenie było w stylu bo im nie śmierdzi.

Bo debilu jeden z drugim nie szczasz swoim kundlem pod swoim oknem.

@NiebieskiSzpadelNihilizmu drzwi, klamkę i zamek gównem wysmarować to może by dotarło. Chociaż z drugiej strony niektórym psiarzom nie przeszkadza jak mają nasrane przed drzwiami.

@30ohm może i nie przeszkadza, ale to nie znaczy, że trzeba im ułatwiać, Jakby ze 2 razy musieli czyścić całe drzwi i wycieraczkę obsmarowane gównem to zaczęliby się zastanawiać nad pewnymi rzeczami Great Book of Grudges potrafi być całkiem dobrym wyjściem

@razALgul Niedawno podobne gówno zaczęło na mnie szczekać, na szczęście właściciel z trudem, ale opanował.


Lata temu nosiłem zawsze przy sobie nóż albo małą maczetę, chyba do tego wrócę, bo w sumie jak takie coś się wgryzie, to c⁎⁎ja mu można zrobić bez broni.

@LondoMollari ja mam zawsze przy sobie, jakąś formę noża. czy to w bransolecie, czy w kieszeni. Tyle miałem kontaktów z psami, że też mam z tyłu głowy opcje na obronę.

Problem byłby rozwiązany gdyby mandaty trzeba było płacić przeciętnemu obywatelowi który to zgłasza i policji. Wtedy znalazłoby się paru, którzy chodziliby po parkach i tak zarabiali na życie. Byłby spokój.

Tego typu rasy powinny być zdelegalizowane. W ogóle jest plaga gnoi z psieckami "on przecież nic nie zrobi". Jak kiedyś na mnie się rzuci, łeb utnę i tyle.

@KotPrzyKawie problem nie jest w psie tylko w ludziach, którzy myślą że psy są od "ochrony" i gryzą dla przyjemności. Amstaff to wymagająca rasa, i jeśli z tego względu chcemy go zakazać, to Yorka powinniśmy również. A patusy I tak znajdą sobie inną ulubioną rasę którą nie będą w stanie prawidłowo się zająć.

Trafiła kosa na kamień, gdyby maltańczyki miały taką wielką paszczę to też by k⁎⁎⁎ie gryzły inne psy. Agresywne to jeszcze bardziej niż York. Do tego drą p⁎⁎dę 24/7. Nie znoszę maltańczyków

@DexterFromLab o taaak, ile razy widzę jak właściciel upomina psa "no przecież mówiłem żebyś tak nie robił, co ty sobie myślisz" xDDDD

@ZohanTSW no tak, ludzie potrafią mówić do psów całe monologi i denerwować się że pies nic nie rozumie. Mamy tutaj do czynienia z 2 bezrozumnym i istotami a różnica między nimi jest taka że jedna z tych istot wyewoluowała język w stopniu umożliwiającym podstawową wymianę myśli a druga nie. Ale jeśli widzisz osobę która krzyczy na psa i tłumaczy mu jakiś temat to możesz mieć pewność że różnica w poziomie zrozumienia rzeczywistości przez oba przypadki jest znikoma.

Taka sama sytuacja była jakieś 2,5 tygodnia temu we Wrocławiu. Maltan na smyczy, zagryziony przez psa (chyba amstaf), biegajacego BEZ smyczy, nad Odrą, za ZOO.

Gorsze, że właścicielka maltana jest psim behawiorystką i nie może pracować, po tym co widziała.

Właścicielka agresora uciekła, choć chyba ją namierzyli

Edit - cane corso, nie amstaf

626f9b3f-de98-4d69-a467-b0ae4c57aadf

@razALgul drugi dzień mijam w lesie chłopa ok. 40-50 z amstafem na luzie. drugi raz mu mówię, że pies ma być w lesie na smyczy. w przyszłym tygodniu zrobię dramę, jeśli sytuacja się powtórzy.

Zaloguj się aby komentować