#fafasiezaburza #zwierzaki #kroliki #halomilicja

TLDR: Ukradłam królika. Sorry, ale nie wiedziałam że tak nie można.

62. Moje serduszko rwie się do pisania, a że główka grzeczna to tym razem nie o moim spierdoleniu. Dzisiaj zabiorę Was do świata mistrzowskiej intrygi, pościgów i spektakularnych wybuchów (dobra, bez tych dwóch ostatnich, ale zawsze jakoś tak bardziej patetycznie się robi).

W 2024 roku, siostrunia szefa pie⁎⁎⁎⁎⁎ięta uznała, że świetnym pomysłem będzie zakup bez konsultacji z jakimkolwiek pracownikiem, królika do przedszkola. Tak dla dzieci, aby go mogły zdeptać. Dobra kobita. Pojawiła się jakoś w październiku z klatką i tym małym uchatym stworzonkiem. Żaden z memów ze zdziwionymi twarzami nie odzwierciedla naszych min w tamtym momencie. Nawet nie było możliwości dyskusji. Królik ma być i już. Będzie fajnie wyglądał na zdjęciach profilu przedszkola. Ja pi⁎⁎⁎⁎le, dzizys krajst co za ludzie.

No nic to, trzeba się ogarnąć z tym, chociaż problemów logistycznych pojawiła się masa. Zaczęłam się ekspresowo wdrażać w temat zajęczakow. Kupowałam warzywka, ziółka i inne takie takie, aby dobrze miał ten nasz Kicuś. Puszczałam go kiedy mogłam wiedząc, że potrzebuje dużo ruchu, a bycie w klatce jest wręcz torturą, lecz nie zawsze mogłam. Terapie same się nie zrobią. Serduszko mi pękało gdy wychodząc z budynku i mijając mój gabinet widziałam Kicka wychylającego się spomiędzy żaluzji i patrzącego na świat. Dodatkowo zabezpieczanie sali to było planowanie strategiczne, zastanawiając się co ten gałgan może nabroić bez kontroli (i tak nigdy nie wiedziałam co zastanę następnego dnia). Kurde lipa, straszna lipa. Wagi poczucia winy i żalu we mnie nie szło zmierzyć. Przyjeżdżałam do niego na weekendy, aby choć godzinkę dwie posiedzieć, Wyczyścić klatkę, salę i dać szamkę. No i pomiziać, dużo pomiziać. Zabierałam go na dłuższe okresy do siebie w czym bardzo mi pomagał mój partner. Jak on kicał radośnie u nas. No wariat, zwariowany wariat. Zupełnie jak ja. Pojawiały się małe problemy z nim, ale to takie pierdolety.

W końcu mówię dość, on nie może mieć takiej perspektywy życiowej, więc wykorzystując zbliżający się termin kastracji za zgodą dyrektorki zdecydowaliśmy się go uśmiercić. Tak na ament. Siekierą i młotem. Nigdy nie fingowałam śmierci, ale jakby co już mam doświadczenie, polecam się. Moja mama zgodziła się go przyjąć mając do dyspozycji 3 wolne pokoje. U mnie klatka stałaby na środku pokoju, więc nie było opcji. Zabrałam Kicucha do weta, zadziało się co się zadziało. Jeszcze fakturę na firmę wzięłam na to. XDD Po powrocie od razu napisałam do dyrki płaczliwego smsa obwieszczający o jego tragicznej śmierci. Śmiesznie to było pisać, widząc tego słodziaka patrzącego się na mnie z pozycji bochenka chleba. Przedszkolne fanty oddałam, aby przypału nie robić, a ja już wcześniej kratki do kojca zakupiłam plus najpotrzebniejsze rzeczy. Parę dni później nastąpił transport do mojej mateczki, gdzie Kicuś zaczął nowe, spokojne życie. Brojąc i skacząc radośnie pod niebiosa. No słodki jest, mięciutki i mega puchaty. Miziu, miziu, miziu. XD

A to pizdzisko co sprowadziło tego zwierzaka do nas dopiero po jakimś czasie skapneło się, że go nie ma. Na pytanie co z nim, wzruszyłam ramionami mówiąc, że zdechł po kastracji. A okej - no okej i tyle. Ja pierdziu. Szkoda strzępić ryja.

Tak też płenta z tego taka, dla jego dobra jak trzeba- zakoś zwierzaka.

04db2e6d-ac15-48f5-a331-a9d783d372a9

Komentarze (70)

@Yes_Man oj tak, cięży mnie to bardzo. Mama bardzo się z nim pokochała, a tak siedziała cały czas sama. Tylko broi nooo, ale w końcu królik.

Xdd Nich zyje Fafka wyzwolicielka no nie moge kino akcji jak ucieczka z alcatraz ale fajnie ae juz moze sobie kicac u was wysmyrany, jo sie nie znam ale nawet po kastracji nie lepiej by mu bylo z parka ? Ja mialem swinki morskie i one sa czesto trzymane solo mimo tetogo ze sa zwierzetami spolecznymi pewnie @bojowonastawionaowca bedzie wiedzial no kroliki tak jak azjaci szyba sie mnoza to wie duzo o tych i o tych.

@ErwinoRommelo myślałam o drugim kicku, ale cykam się bo ten mój jest bardzo temperamentny. Ale miejsce jest, opieka jest, a dużo królików bez domcia. 😔

@Cybulion Zawsze możesz powiększyć skrótem klawiaturowym, ale w przeglądarkach też często jest do tego odpowiednia ikonka.

@Fafalala Aby bardziej uwiarygodnić jego śmierć, możesz teraz przyjść z pasztetem i ich poczęstować, a jak będzą się pytali z czego to, to będziesz odpowiadać "z Kicusia"

22817153-b4d8-4952-aa3e-152afe1ee590

Biorąc pod uwagę że teraz w przedszkolach nawet ciasta na urodziny przynieść nie można bo ktoś może mieć alergię to jestem w szoku że nikt nie zrobił afery o sierściucha xD Ale pysio słodki <3

@hapaczuri Królik został zakupiony do przedszkola jako maskotka przez siostrę szefa, autorce było strasznie żal jego mizernego losu czasem go zabierała do siebie. Uknuła w porozumieniu z dyrektorem, że jak przyjdzie czas kastracji to sfinguje jego śmierć, a sierściucha zagarnie do siebie. Ostatecznie plan się udał, król wylądował u matki autorki, a prowodyrka zakupu nawet nie zauważyła, że zniknął. happy ever after

@Fafalala kicałki niestety mają to do siebie, że koszt utrzymania jest spory. Inną kwestią jest to, że są wrażliwe na wszystko i kupkają jak popadnie. Miło, że się nim zajełaś

@Tomoe niee, on tylko do kuwety serio. Nawet jak mu się chce to wraca do kuwety. A zajmuje się nim właściwie mama, ja tylko dostarczyłam. Dostarczę docenienie dla mojej mateczki.

@Fafalala zrób mu piaskownice. Tylko by kot tam nie wchodził. Kicałki uwielbiają kopać co może być dziwne, ale jest to pewien sposób rozrywki dla tych uszaków

@Fafalala trawke lepiej nie, bo wyrwie. Wystarczy karton i piachu nasypać. Tylko uważaj by kot się nie zainteresował ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ)

To teraz tylko czekać, aż pani siostra o dobrym serduszku przyniesie nowego do przedszkola, by nie było wszystkim smutno, że stary z dech. A najlepiej dwa, będzie zapasowy.

@Fafalala przypomniała mi się historia, właściwie.


Na studiach, na laborkach z fizjologii zwierząt, mieliśmy zajęcia gdzie operowało się szczury i ekstraktowało przysadki z nich. Jak możecie się domyślić szczury laboratoryjne nie za bardzo to przeżywały. W sumie jak się nad tym zastanowić, to sam nie wiem po cholerę to było, wyciągaliśmy im te mózgi, szukaliśmy przysadki i markerami biochemicznymi wskazywaliśmy obszary produkujące hormony... Bez sensu to było i zupełnie nam niepotrzebne. Szkoda zwierzaków.


Oczywiście samym uśmiercaniem zajmowała się laborantka (gazem, jak dobrze pamiętam), bo etyki mieli na tyle by nie dawać takiej roboty nieogarom studentom (ech, historię z żabami, które dali nam do znieczulenia metodą "pierdolnij jej łbem o kant blatu" nie przytoczę, bo mnie fafa odstrzeli gdzieś w ciemnej uliczce, ale jak się domyślacie nie zawsze się to dobrze udawało).


No i koleżanka się dowiedziała co tam się dzieje w pomieszczeniu obok laborek z tymi szczurami, zapowietrzyła się ogromnie i ewidentnie wzburzyła...


Siedzimy sobie wieczorem na wykładzie, nikomu nie widzimy i nagle krzyk... ale taki, że startujący odrzutowiec czułby się zawstydzony! Patrzymy łącznie z psorem co to za inba się dzieje, a tam jedna laska wisi owinięta na filarze i drze się w nieboglosy, a obok spanikowana, wcześniej wspomniana koleżanka, próbuje ogarnąć 4 szczury, które postanowiły spierdzielić jej z kartonu. 


Psor się zapowietrzył, że co to za żarty, czy my poważni jesteśmy?! A ta z wielkimi, maślanymi i pełnymi łez oczami, że ona je uratowała z laboratorium i nie pozwoli skrzywdzić i że nie odda!!! Profesor westchnął, zamamrotał "kolejna..." i wrócił do wykładu.


Laskę odlepilismy z filaru i posadziliśmy jak najdalej od szczurów, szczury złapaliśmy i wyeksmitowaliśmy do kartonu, co ciekawe kumpela żadnych konsekwencji nie poniosła, była chyba na tyle mądra by trzymać się z dala od magazynu odczynników i tylko włamała się do zaplecza, gdzie trzymali szczury w klatkach. Podejrzewam trochę, że to tradycyjna akcja co semestr na tym wydziale była

Zaloguj się aby komentować