Zdjęcie w tle

trixx.420

Gruba ryba
  • 548wpisów
  • 2484komentarzy
trixx.420 userbar

bookcrossing i postcrossing fan (I JESTEM GRUBOM RYBOM, BUL BUL BUL)

Zaloguj się aby komentować

882 + 1 = 883

prywatny licznik: 37/?


Tytuł: Daleka Tęcza

Autor: Arkadij Strugacki, Borys Strugacki

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Alfa

Liczba stron: 197

Ocena: 7/10


Kolejne moje spotkanie ze Strugacki Bros., tym razem w formie dwóch dłuższych opowiadań / mikropowieści, w oryginale wydanych na początku lat 1960.


Pierwsza to tytułowa "Daleka Tęcza". W bliżej nieokreślonym miejscu w kosmosie jest sobie skolonizowana przez człowieka (oczywiście radzieckiego!) planeta, która cała przeznaczona jest na potrzeby nauki, głównie fizyków. Ci prowadzą tam rozmaite eksperymenty i badania nad teleportacją, którą autorzy nazywają podróżą zerową. Eksperymenty idą nieźle, udaje się opracować metodę teleportacji zarówno przedmiotów jak i materii ożywionej, ale jest skutek uboczny. Tajemnicza, niszczycielska Fala energii wyzwala się przy każdej "podróży zerowej". Przy każdym eksperymencie coraz większa i coraz bardziej niepowstrzymana mimo konstruowania coraz bardziej zaawansowanych środków ochrony. W końcu, po (podobno nawet udanym) przesłaniu człowieka na krańce układu słonecznego pojawia się zupełnie nowy rodzaj Fali, która wymyka się spod jakiejkolwiek kontroli. Planeta na straty, trzeba się ewakuować, tylko że mieszkańców jest około 500 a jedyny statek kosmiczny, którym można się uratować pomieści może ze sto. Książka szybko zmierza ku filozoficznym rozważaniom, kto jest wart uratowania. Czy czołowi fizycy - zerowcy, dzieci jako przyszłość narodu, a może artyści albo ich dzieła? Fajny pomysł na opowiadanie, ale szybko zniszczony przez rozwlekłość, opisy zależności społecznych (typowo socjalistyczna gospodarka niedoboru) czy bezsensowny wątek romansowy. 5/10


Drugim opowiadaniem w zbiorku jest "Próba ucieczki". I tu już na wstępie jest dużo ciekawiej. Akcja rozpoczyna się na ziemi w nieustalonym czasie w przyszłości. Cywilizacja wysoko rozwinięta, choć jednocześnie swojsko słowiańska, a jej rozwój poszedł inna drogą - w kierunku biomaszyn. Dwoje przyjaciół pod wpływem przypadkowo poznanego faceta, który podaje się za historyka - specjalistę od XX wieku postanawia zmienić swoje urlopowe plany i polecieć na nieznaną planetę. Na miejscu zastają humanoidalną cywilizację w fazie średniowiecza, głębokiego feudalizmu. Obserwują dziwne maszyny, których jak się wydaje, jedynym celem działania jest jeżdżenie z miejsca na miejsce i okazjonalne rozjeżdżanie tubylców. Sami tubylcy nie wiedzą skąd one się wzięły. Porwany przez naszych przyjaciół jeden z wyższych rangą tubylców twierdzi że maszyny są od zawsze a oni na rozkaz "góry" od lat próbują się czegoś o nich dowiedzieć. Niestety średniowiecze mocno, więc "best I can do" to zmuszanie przestępców aby losowo naciskali różne guziki wewnątrz maszyn. Najczęściej nie daje to nic, czasem machina wybucha a czasem tratuje wszystko na swej drodze. Główni bohaterowie, młodzi gniewni, chcieliby zmienić zastany świat (oczywiście wprowadzając wspaniały komunizm). Co prawda instrukcje doskonale im znane i istniejąca na ziemi rada ds. kontaktów z obcymi cywilizacjami kategorycznie zabraniają jakichkolwiek kontaktów z innymi cywilizacjami, ale co tam KOMUNIZM DLA KAŻDEGO! Bardzo ciekawe opowiadanie, traktuje podobnie jak poprzedni o dylematach moralnych, ale sam anturaż jest duuuużo ciekawszy. Czy mamy moralne prawo do ingerencji w obcą cywilizację? Czy powinniśmy zmieniać, przyspieszać ich rozwój? Przecież jesteśmy mądrzejsi, dzięki nam mogą uniknąć naszych błędów... Dziwne jest tylko zakończenie, pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. 8, albo nawet i 9/10

A za całość 7 z plusem


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

dcc433a5-9994-47b2-8ff8-7cab38f6bc6d
trixx.420 userbar

@trixx.420 za strugackimi akurat nie przepadam ale za to zbieram powoli książki z tej serii, mam do tych okładek sentyment z młodości a wydane były całkiem nieźle pozycje.

Zaloguj się aby komentować

864 + 1 = 865

prywatny licznik: 36/?


Tytuł: Lewiatan

Autor: Scott Westerfeld

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

ISBN: 9788375105896

Liczba stron: 420 (xD)

Ocena: 6/10


Sądząc z opisu na okładce, miał to być steampunk. Podczas lektury okazało się że i owszem - tyle, że dla młodzieży


Alternatywna historia, której akcja rozpoczyna się w przededniu I Wojny Światowej. Poznajemy młodego księcia Aleksandra Habsburga, który w Sarajewie traci ojca, Franciszka Ferdynanda. Jak i w naszym świecie uruchamia to tryby machiny wojennej. Geopolityka podobna jak i u nas, ale nauka i rozwój poszły zupełnie innym torem. Mamy tutaj "Chrzęstów" czyli Niemcy i Austro-Węgry, zwolenników techniki i maszyny. Budują oni wielkie kroczące machiny bojowe, mechy, sterowce - te sprawy. Po drugiej stronie są Darwiniści, czyli Wielka Brytania, którzy postawili na biologię. W świecie tym bowiem, Karol Darwin odkrył DNA i zgłębił jego tajniki do tworzenia nowych gatunków zwierząt. Przykładem osiągnięć darwinistów jest tytułowy Lewiatan, gigantyczny, latający okręt-wieloryb. W zasadzie nie tyle statek powietrzny sam w sobie, ale rodzaj zespołu rozmaitych sztucznie "podrasowanych" organizmów, które żyją ze sobą w symbiozie. Od najmniejszych stworzonek we wnętrznościach, które wytwarzają wodór czy oświetlają pomieszczenia, przez bojowe nietoperze i podrasowane drapieżne ptaki a kończąc na samym Lewiatanie. Tenże w tej sytuacji jest swego rodzaju karoserią (oczywiście również żywą) statku, w kształcie olbrzymiego, kilkusetmetrowego wieloryba. Prawdziwy ekosystem w małej skali. Czego jak czego, ale wyobraźni autorowi nie można odmówić.


Na statku owym podróżuje młody kadet Sharp, który tak naprawdę jest dziewczyną w przebraniu, ale o tym cicho sza. Jest on(a) drugą główną bohaterką, której losy splatają się z młodym księciem Alkiem, który również zmuszony jest się ukrywać. Fabularnie jest nieźle, tyle że widać że jest to książka dla młodzieży, w formie "nastolatki ratują świat". Serio, czasem pod koniec lektury ma się wrażenie, że bez dwójki głównych bohaterów wszystko by się zawaliło i nikt by sobie z niczym nie poradził.


Poza tym, patrząc ogólnie, jest całkiem spoko; akcja posuwa się szybko a wyobraźnia autora szaleje. Na plus należy też wspomnieć o świetnych ilustracjach, przedstawiających opisywany świat. W posłowiu mamy wyjaśnienie co jest fikcją a co prawdą historyczną na wypadek gdyby ktoś się pogubił. Z tego co widzę seria liczy trzy tomy, ale słabo z dostępnością pozostałych.


#bookmeter

09e30320-fa7f-49d6-89e0-aa4ef6bc6a80
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

840 + 1 = 841

prywatny licznik: 35/?


Tytuł: Przylądek Delfinów

Autor: Anatol Moszkowski

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Liczba stron: 193

Ocena: 5/10


Radziecka literatura młodzieżowa z lat 70

Mały Odek (zdrobnienie od Odeysuesza) wraz z siostrą i rodzicami udaje się na wakacje z Moskwy do małego miasteczka Skaliste nad Morzem Czarnym. Na miejscu zawiera znajomość z paczką "tubylców", którzy nurkując w morzu szukają staorgreckich skarbów a wolny czas spędzają na Przylądku Delfinów, wielkiej i stromej skale wychodzącej w morze.


Jest to słodko-gorzka opowieść, niby powieść dla dzieci, ale jednak z perspektywy dziecka ukazuje świat dorosłych z całym jego brudem, machlojkami i ciemnymi stronami. Świetnie odmalowana jest nierówność społeczna - dyrektor domu wypoczynkowego "Zorza Polarna" opływa w dostatek. Mieszka w pięknej willi otoczonej ogrodami i sadami, jego synek chwali się przybyłemu, że brakuje im tylko pawi w ogrodzie, ale "tatuś obiecał że kupi". Natomiast przyjezdna rodzina musiała sprzedać cenny obraz, który był od dawna w rodzinie, żeby móc w ogóle tam przyjechać. Była to wyższa konieczność, zdecydowali się na wyjazd aby córka mogła się podleczyć jest bowiem słabego zdrowia. Jednocześnie są zdani na łaskę jaśniepana dyrektora, a miejsce jest załatwiane "po znajomości". Książka stara się ukazać, że jednak nie ten kto ma wszystko jest bogaty. W tle mamy także aferę kryminalną w którą wplątał się lokalny nauczyciel (bez puenty czy nawet rozwinięcia). Generalnie cała książka sprawia wrażenie chaotycznej, wątki zaczynają się i nigdy nie kończą. Zakończenie też jest zupełnie nijakie i pozostawia pewien niedosyt.


Ciekawostka, dobra na raz.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

469ccec6-047e-42bf-81d9-544dce236d43
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

836 + 1 = 837

prywatny licznik: 34/?


Tytuł: Nowa Planeta

Autor: Wiktor Saparin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Liczba stron: 146

Ocena: 6/10


"Nowa Planeta" to zbiorek kilku opowiadań o tematyce fantastyczno-naukowej, z naciskiem na to drugie. Tylko że jest to rzecz radziecka, w PL wydana w roku 1953.

Historyjki koncentrują się na opisie przodującej nauki i techniki radzieckiej, opowiadają o tym jak to cudownie żyje się człowiekowi radzieckiemu w jego ojczyźnie, mlekiem i miodem płynącej. Najciekawsze według mnie opowiadanie to "Dzień Zoi Winogradowej", w którym dziennikarka, tytułowa Zoja ma przeprowadzić wywiad z przodownikiem pracy, wielkim wynalazcą, inżynierem Bobrowem. W tymże celu odwiedza willę inżyniera, gdzie okazuje się że ma do czynienia z czymś co dzisiaj nazwalibyśmy inteligentnym domem - przy wejściu wideodomofon, rozpoznawanie twarzy, drzwi same się otwierają, a na telefony odpowiada "mechaniczny sekretarz". Ale to jeszcze nie wszystko! Po chwili zwiedzania pod willę zajeżdża limuzyna bez kierowcy - dziś powiedzielibyśmy - samochód autonomiczny, nawet trafnie autor przewidział mechanizmy sterowania tegoż. Tytułowa bohaterka udaje się w podróż do ZEA, zespołu elektrowni automatycznych, gdzie podziwia dalsze cuda - systemy nadzoru z automatyzacją pewnych działań, dzięki czemu do obsługi kilku elektrowni wystarczy jeden człowiek...

Poza tym mamy historie jak to dzielny człowiek radziecki wyzyskał energię pływów budując stosowne elektrownie na północnym wybrzeżu (tu ciekawy pomysł płożącej się odmiany jabłoni posadzonej w ziemi ogrzewanej rurami z ciepłą wodą), czy na poły fantastyczną, na poły naukową opowiastkę o poszukiwaniach rudy niklu na Syberii, w czym wybitnie pomogły gołębie pocztowe.


Uroczy tomik, laurka dla czasów słusznie minionych. Czytać małymi partiami bo może zemdlić Pomyśleć że ma już 70 lat, ja jestem #hejto40+ a gdy książka się ukazała to nawet moich rodziców nie było jeszcze na świecie...

Kilka kwiatków w komentarzach.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz\\\ #bookmeter

3aba2cef-72dd-46b3-85c9-92203af6953e
3531fe16-fa06-49cb-af99-eaf082553296
993a8084-7a92-41b9-88e9-fbb0b0cac61b
09fcd4b6-4331-47b8-961c-92e5ec964951
400af842-eac2-4106-961c-6d2df097b470
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

824 + 1 = 825

prywatny licznik: 33/?


Tytuł: Mediapolis

Autor: Tomasz Kopecki

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i s-ka

ISBN: 9788375062816

Liczba stron: 279

Ocena: 7/10


Rok 2096, raczej ponura wizja przyszłości. Betonowe miasta, szarość, brud i przygnębienie panują na świecie. Akcja osadzona jest w Złotej Republice, którą włada niepodzielnie Najwyższa Świetlistość, Pierwszy Kapłan Julio. Głównym bohaterem jest niejaki Abel, który tak w sumie to nigdy nie chciał być bohaterem, ale przypadkiem udało mu się wyłączyć telewizor, który przekazuje w każdym z mieszkań przesłanie Wielkiego Kapłana. No i się zaczęło... W tle mamy poszukiwanie zaginionej dziewczyny, ruch oporu przeciwko zakonnym, dużo strzelanin, pościgów i tortur, a przede wszystkim ciekawy pomysł z całą rzeczywistością wykreowanego świata.


Generalnie książka jest totalnym miksem najlepszych pomysłów S-F. Znajdziemy tu dużo z Roku 1984 Orwella, główny bohater trąci Limes Inferior, a sam styl pisania przywodzi mi na myśl twórczość Ziemiańskiego. Główny motyw to wypisz wymaluj Truman Show do kwadratu (sorry za spoiler xd). Nie jest to może jakaś super wybitna literatura, bo wszystko to już znamy i kiedyś gdzieś widzieliśmy czy czytaliśmy, ale jest naprawdę w porządku, koktajl wyszedł całkiem smaczny. Akcja posuwa się raźno do przodu, świat jest fajnie, spójnie wykreowany a książkę połyka się niemal jednym tchem. Solidne wakacyjne czytadło i solidna 7.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

48e42dc2-f6e8-4129-ad6c-fef17f3a03ea
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

817 + 1 = 818

prywatny licznik: 32/?


Tytuł: Słuchacze

Autor: James E. Gunn

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry [seria Fantastyka-Przygoda]

Liczba stron: 204

Ocena: 5/10


Historia Programu powstałego dla nawiązania radiowego kontaktu z cywilizacjami pozaziemskimi. Akcja dzieje się (głównie) w obserwatorium Arecibo na Portoryko. Obserwatorium to znane jest także z dostarczania przez wiele lat danych do programu Seti@Home, w którym sam aktywnie uczestniczyłem przez dłuższy czas. Niestety program został zamknięty wraz z zawaleniem się anteny radioteleskopu w Arecibo, no ale do rzeczy.


W książce wieloletni nasłuch prowadzony przez grupę fanatyków doprowadza wreszcie do odebrania pierwszych sygnałów z okolic gwiazdy Kapella. Nasłuchujący dniem i nocą technicy z zaskoczeniem odbierają fragmenty ziemskich audycji sprzed około 45 lat, przeplatane dziwnym szumem i trzaskami. Bardzo ciekawy jest opis deszyfracji otrzymanego sygnału i sama jego forma. Niestety to jedna z niewielu pozytywnych rzeczy jaką można o tym utworze napisać. Książka jest zwyczajnie nudna, skupiona na losach ludzi związanych z programem, rozwleczona i bez akcji. Prawdopodobnie zamiarem autora było zobrazowanie cierpliwości i czekania, abyśmy poczuli się ludzie uczestniczący w Programie. Temu samemu mają chyba służyć rozdziały zatatuowane "odpowiedź komputera", a zawierające fragmenty tekstów klasycznych autorów, filozofów, utworów starych i nowych, wśród których jak rodzynek tkwi jedna jedyna informacja, która popycha akcję nieco do przodu lub naświetla jakiś element przedstawionego świata.


Póki co najsłabsza z pozycji klasycznej serii Iskier "Fantastyka-Przygoda"


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

584e2178-7d0b-4f4a-9ba3-7b6d14be1c9e
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#znalezionenaulicy #muzykazkaset #znalezioneniekradzione #smieci


Idziemy z różowym dzisiaj na spacerku po mieście, a tu przy jednym ze śmietników hałda odpadów poremontowych, przy nich taki karton z klasyką. Co miałem robić, uratowałem :D


Pozostaje tylko odszukać walkmana :)


Ps. Jak są jacyś chętni na punka to mogę się podzielic

941112ff-33c4-4467-9eef-04089f4c9450
435aa002-6a64-46d0-bfcf-d45f7d4b7be8
e3c1584f-e463-4de9-b0a9-9e912dd47790
trixx.420 userbar

Łoooo za⁎⁎⁎⁎ste. Ostatnio z braćmi na kacu zrobiliśmy z dwóch walkmanow jeden działający i słuchaliśmy starych kaset xd

Zaloguj się aby komentować

796 + 1 = 797


Tytuł: Ali Gator

Autor: Jadwiga Ostapowicz

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Czytelnik

Liczba stron: 164

Ocena: 4/10


Bajkowa historyjka dla młodzieży szkolnej z ilustracjami Waldemara Świerzego.


Mieszkający w Warszawie uczeń drugiej klasy podbazy spotyka na ulicy Aligatora, który wprasza mu się na chatę. Na szczęście dla wszystkich poza nim jest niewidzialny, więc udaje się go jakoś ukryć w domu. Gad ów sprzedaje młodemu bajeczkę że jest potomkiem dawnego rodu i opowiada mu historię jak to jego przodek, król Ali Gator I założył nad Missouri Zjednoczone Królestwo Aligatorów i Kajmanów. Jak to w baśniach bywa król miał dwóch braci - złego, Meandra, który otruł króla na zlecenie Kajmanów, którzy chcieli przejąć władzę oraz dobrego, Hikora który zdołał ukryć królewską pieczęć nad Jeziorem Białym. Poznany przez chłopca Ali namawia go do odszukania tejże pieczęci, chce bowiem odzyskać władzę w swoim królestwie. Szczęściem okazuje się, że chodzi o jezioro nad które rodzina chłopca wyjeżdża corocznie na wakacje, co zdecydowanie ułatwia poszukiwania skarbu.


Urocza opowiastka, pełna zabawnych dialogów, raczej dla młodszych dzieci, choć i ich rodzice znajdą kilka aluzji zrozumiałych tylko dla nich. Moją ulubioną jest, jak po odnalezieniu pieczęci chłopiec i Gator zastanawiają się jak przetransportować ją nad Missouri. Po namyśle chcą wysłać ją pocztą, ale pani w okienku nie spodobał się adres

Ali Gator

02-05 Missouri

Królestwo Aligatorów

Ameryka

Prychnąłem mocno, bo nasunął mi się cytat z "Misia" - nie ma takiego miasta, Londyn!


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

34f529c7-4089-49e6-ad93-630bc41ec08e
trixx.420 userbar

Gad ów sprzedaje młodemu bajeczkę że jest potomkiem dawnego rodu i opowiada mu historię jak to jego przodek, król Ali Gator I założył nad Missouri Zjednoczone Królestwo Aligatorów i Kajmanów

@trixx.420 No i jak mu wpłaci 5 koła dolców to otrzyma 5 milionów.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

791 + 1 = 792


Tytuł: Wędrowiec

Autor: Fritz Leiber

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Czytelnik (seria z kosmonautą)

Liczba stron: 380

Ocena: 6/10


Obcy kradną księżyc!

Nagle w pobliżu ziemi pojawia się obca planeta. W chwile potem księżyc zostaje zmiażdżony, a jeden z kosmonautów, którzy przebywali na misji księżycowej a któremu cudem udało się uciec, widzi że obca planeta za pomocą jakichś węży zaczyna wchłaniać gruz księżycowy. Ma to oczywiście katastrofalne skutki dla Ziemi, już samo pojawienie się takiej masy w pobliżu błękitnej planety wprowadza chaos - trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, zwiększone do niespotykanych wcześniej rozmiarów pływy morskie czy tsunami - do wyboru. Tajemnicza planeta zakłóca też fale radiowe i zniekształca pole magnetyczne ziemi, co wprowadza dodatkowy chaos.


W takich oto okolicznościach poznajemy losy kilku czy nawet kilkunastu bohaterów i grup z różnych stron świata (plus ocalałego z księżycowej katastrofy kosmonauty na statku "Baba Jaga") i to z ich perspektywy śledzimy dalsze wydarzenia. Niektóre wątki prowadzą niestety donikąd, niewiele wnosząc do historii, służą bardziej przedstawieniu kolejnych, tragicznych wydarzeń z różnych stron świata. Generalnie pierwsze 100-150 stron jest "takie se", akcja jest niespieszna, a mnogość wprowadzanych bohaterów wprowadza niepotrzebny chaos. Na szczęście im dalej tym lepiej. Rozwija się wątek samej obcej planety, nazwanej przez ludzi "Wędrowcem" i istot go zamieszkujących - tu bardzo dobry, szczegółowy opis ras zamieszkujących ten świat, to nieczęsto się zdarza. Poznajemy też ich motywację i problemy, okazuje się, że nie są jednoznacznie źli, ale tu już bez dalszych spoilerów.


W sumie ciężko trochę określić kategorię tej książki, bo sama fantastyka stanowi tutaj jednak tylko tło dla opisów reakcji różnych ludzi i grup społecznych na sytuację w jakiej się znaleźli i ich bezsilność wobec sił natury. Może nie jest to jakieś arcydzieło, ale stanowi dobry przykład solidnego, klasycznego S-F.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

d1f53b27-79d6-43b4-927b-11cb24bfae70
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

No to nie zapytasz bo masz mnie na czarno ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯ a bylem ostatnio na panelu dyskusyjnym nt tego serialu na Uniwersytecie Slaskim z czlonkami Ruchu Autonomii Śląska xD

Zaloguj się aby komentować