Jestem biedronkowym wózkiem sklepowym i przysięgam na moje piszczące, wiecznie blokujące się lewe kółko, że to, co wydarzyło się dziś na dziale warzywnym, przejdzie do historii.
Przygarnęła mnie sympatyczna rodzinka. Jeździło się miło, trafiały do mojego wnętrza standardowe zakupy: warzywa, słodycze, chemia. Nagle zza palet wyłonił się on, facet w wielkich słuchawkach na uszach i dzikim szałem w oczach. I wtedy zaczął się mój dramat.
Typ podszedł i zaczął ładować we mnie kilogramy warzyw. Moja rodzina stała w szoku. – Panie, co pan robisz? Zero reakcji. Nagle dorzucił taką ilość bananów, że zaczynałem obawiać się o granice mojej nośności. Ojciec rodziny w końcu go szturchnął, a ten tylko popukał się w czoło i robił dalej swoje.
Moja rodzina machnęła na to ręką i w końcu sobie poszła, a ja i mój oprawca udaliśmy się w stronę kasy numer 3. Teraz stoję pusty, jest 30 stopni w cieniu, a ja się cały trzęsę jakby to była styczniowa niedziela niehandlowa. Nie wiem jak ja mam się po tym teraz pozbierać... A pierdzielę, od jutra jadę na L4!
#podroze #heheszki #pdk




























