Dziś ten dzień i Barcol mi przypomniał o tym starociu
#perfumy #perfumemy #heheszki


Wj 30,34-38
Dziś ten dzień i Barcol mi przypomniał o tym starociu
#perfumy #perfumemy #heheszki

Zaloguj się aby komentować
Tak było, nie zmyślam. U mnie to było E.Y.E.: Divine Cybermancy
#heheszki #gry #humorobrazkowy

Zaloguj się aby komentować
Odświeżam sobie ostatnio różne sentymentalne rzeczy sprzed lat (głównie melodeath i podobne) i przypomniałem sobie o tym cudzie.
Disillusion - Back to Times of Splendor (Back to Times of Splendor, 2004)
There is a road that I must travel, may it be paved or unseen
May I be hindered by a thousand stones, still onward I'd crawl down on my knees
https://www.youtube.com/watch?v=XogMdXvzfeU
#muzyka #metal #melodeath
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry, zaraz 6 a @Cris80 jeszcze śpi, więc zapytam #conaklaciewariacie ?
U mnie dziś klasyka - Rouge Bunny Rouge Embers
#perfumy #sotd

Zaloguj się aby komentować
Wiem, że głupie, ale tak mi przyszło do głowy znienacka
#perfumy #perfumemy #heheszki

Zaloguj się aby komentować
Dziś #stragan w wersji szczero-zrzędliwej. Zapraszam po #perfumy
Flakony:
Le Couvent Sperone - 88?/100ml - 185zł - mama: mamy w domu ganymede, a ja nigdy nie lubiłem ganymede, a tu jeszcze mama posypała przyprawami z kuchennej szafki
The House of Oud Crop 2016 - 35?/75ml - 260zł - pasta colgate i taki oud, że nawet nie j⁎⁎ie krową, więc po co tym się psikać
Mam pudełka.
Gotowe dekanty:
Amouage Opus V - Woods Symphony - 3,5/5ml - 22zł - nie no $@#&*, co jak co, ale nie będę się przecież irysem psikał
Etat Libre d'Orange The Ghost In The Shell - 9,5/10ml - 40zł - lateksowe rękawiczki, sztuczne cycki, plastik-fantastik
Nishane Safran Colognise - 4,5/5ml - 17zł - szafran ze skórą, a nie 'colognise', oszukali, nie lubię skóry
Penhaligon's Endymion Concentré - 4,7/5ml - 23zł - też jakaś skóra, jeszcze perfumowana; wspominałem, że nie lubię skóry?
Roja Apex - 7/10ml - 45zł - trochę ziołowo-mszany dziadek, ale nie zgrzybiały, tylko energiczny w najkach
Całość dekantów 120
Mililitry:
szkło 3zł 5/10/20ml (w nawiasie ile maksymalnie mogę odlać)
Bdk Rouge Smoking - 6,2 zł/ml (10ml)
Comme des Garçons Series 1: Leaves - Lily - 7,5 zł/ml (15ml)
D.S. & Durga Bowmakers - 5 zł/ml (35ml)
Etro Messe de Minuit - 3,5 zł/ml (40ml)
Guerlain Aqua Allegoria Mandarine Basilic - 2,2 zł/ml (15 ml)
Heeley Zeste de Gingembre - 5,5 zł/ml (można z flakonem)
JMP Artisan Perfumes Fir of the Light - 8 zł/ml (20ml)
Le Couvent Sperone - 2,5 zł/ml (można z flakonem)
The House of Oud Crop 2016 - 7,5zł/ml (można z flakonem)
Wysyłka: Paczkomat, DPD, albo własna etykieta.

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Miało już nie być Taif Al-Emarat, ale @wujekbilly podzielił się dwiema pozycjami z linii GCC, która na papierze wydawała się być bliższa bliskowschodnim tradycjom.
Taif Al-Emarat Bahrain
Świeży pieprzno-cytrusowy początek trwa krótko i perfumy szybko przechodzą do aktu głównego, gdyż już po chwili pojawia się skóra i tonkowo-waniliowa słodycz. Nie są to jednak wcale jadalne gourmandowe słodkości, gdyż Bahrain nie jest ani przesadnie słodki, ani nie wyczuwam etylomaltolu. Wręcz przeciwnie, sprawia luksusowe wrażenie, jak jasna skórzana tapicerka drogiego auta, w którym ktoś użył waniliowego zapachu. Na stronie producenta nie ma ani słowa o skórze, więc może mi nos płata figle. Zresztą z czasem ten skórzany charakter również łagodnieje, a w zamian dochodzi kremowy sandałowiec. Niestety w tym momencie doświadczam blinda na ten zapach i czuję tylko delikatną waniliową poświatę, choć otoczenie twierdzi, że pachnie wyraźnie. Jeszcze kapka została, mogę komuś oddać, skoro i tak go nie czuje. Za to na papierze siedzi dwa dni i dodatkowo mój nos wykrywa przestrzenny akord landrynkowy, który kojarzy mi się z twórczością Paolo Terenzi i jest obecny w większości jego kompozycji. Na skórze na szczęście już tego nie czuję i dobrze, bo to jeden z głównych powodów dla których omijam TT i liczne marki-pociotki.
Taif Al-Emarat Oman
W otwarciu pierwsze skrzypce gra szafran nadając mu świeżości w formie zielonej, niemal mentolowo-medycznej. Po chwili dołączają do niego akordy drewniane i żywice sosnowe z lekkim dymkiem i zgaduję, że to taki gatunek zastosowanego kadzidła. Przez chwilę miałem skojarzenie z Milano Fragranze Basilica, tylko Oman sprawia wrażenie bardziej suszonego rozmarynu, a Basilica przybiera nieco pudrową sproszkowaną teksturę. Podobieństwo maleje z czasem, gdy wyraźniej daje znać o sobie szafran, na szczęście nie sterylny ganymedowy, a raczej kojarzący się ze skórą do tego stopnia, że nie mogę się oprzeć wrażeniu obcowania z grubym kawałkiem bydlęcej dwoiny. Jest też jakiś element kojarzący się z sziszą. Kadzidlak? Nie, w powietrzu perfumy pachną głównie rozmarynowo-skórzanie. Również i oud w delikatnej lekko podfermentowanej formie czuję dopiero gdy się świadomie wwącham z bliska. Proste, przyjemne i oryginalne pachnidło.
Oba zapachy z linii GCC oceniam wyżej pod względem walorów kompozycyjnych niż dwa testowane wcześniej z linii Taif. Pomimo niewielkiego skomplikowania konstrukcji skupione są wokół wyrazistego motywu przewodniego. Nadal jednak nie urzekły mnie na tyle, żebym myślał o flakonie. Natomiast trzeba mieć na uwadze, że są zdecydowanie bliżej niszy, czyli mniej wpasowują się w gusta masowe, gdzie za T10 wleciał komplement już pierwszego dnia, co jest u mnie rzadkością.
Ilustracja: zajumana ze strony producenta
#perfumy #arabskieperfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

Zaloguj się aby komentować
Poszukiwany: Extra Virgo Sacred Tobacco
Mililitry, próbka, odlewka, flakon z większym ubytkiem.
#perfumy

Zaloguj się aby komentować
Dobra, czas na Taify, tylko dwa i więcej pewnie nie będzie.
Taif Al-Emarat Taif T10
W otwarciu pierwszy plan dominuje ekstrakt z różowego pieprzu podany w formie bardzo kosmetycznej, która kojarzy mi się z żelem pod prysznic Ziaja górski pieprz. W rozwinięciu czuć nieco kardamonu i cośtam jeszcze z szafki z przyprawami. Trzon zapachu stanowi zaś potężna dawka nowoczesnych ambrowych molekuł, które oprócz aromatu zapewniają tym perfumom przestrzenność i świetną projekcję. Komplement wleciał niemal od razu. Nie zrozumcie mnie źle, mimo ewidentnie molekularnego charakteru, to nie jest taka tania chemia gospodarcza jak sawasze, dylany czy montale. Nic tu nie gryzie, jest gładko i przyjemnie. Tylko mało ambitnie. Raczej męski. Mocarne parametry.
Taif Al-Emarat Golden Oud
Otwarcie jest cynamonowe, znów z identycznie podanym różowym pieprzem, pikantne, świdrując. Cynamon pozbawiony jest aspektu korzennego, a szkoda, bo akurat to oblicze bardzo lubię. W zamian wyczuwalna jest odrobina przyjemnej imbirowej świeżości, która dodaje przestrzeni i zapobiega zlaniu się składników w jedną masę. Zapach szybko się wysładza za sprawą tonki, po czym przechodzi w fazę posłodzonych drewienek doprawionych kremem orzechowym i szczyptą wanilii. Znów w bazie szału nie ma, bo mamy etyl maltol i jakiś element wspólny z liniami Wanted i SWY. Jak się dobrze wwąchać to daje się wyczuć również akcent prażony, który szczęśliwie broni kompozycji przed ulepnością. Oud? Nie czuję. Słodki przyjemniaczek na jesień/zimę.
Nie wiem czego się spodziewałem, chyba orientu, może nawet nieco obory albo jakiejś formy niszowego artyzmu. Tymczasem jest to zdecydowanie kategoria crowdpleaserów na poziomie luksusowego mainstreamu koncernowego pokroju Xerjoff czy Terenzi. Grzeczne, ładne, nawet bardzo ładne, ale niezbyt ambitne ani naturalne. Takie perfumy, które mają po prostu ładnie pachnieć, a nie dostarczać ciekawych wrażeń sensorycznych. Wspomniane marki mają jednak rzesze fanów i tym osobom mocno polecam obczaić powyższe perfumy Taif Al-Emarat. Mam wrażenie, że Arab koniecznie chciał pokazać produkt ukierunkowany na typowego europejskiego konsumenta i chyba mu się udało. Gdyby marka miała mocny marketing, to mogły być z tego bestsellery w S. i D., pierwszy zamiast śmierdzieli sawaszy, drugi w miejsce Milionów/SWY, poważnie. Sęk w tym, że ta kategoria mnie nie zachwyca i mało interesuje.
Ilustracja: zajumana ze strony producenta
Pisane przy akompaniamencie deathmetalu z Dubaju
#perfumy #arabskieperfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

@saradonin_redux dzięki za recenzję Golden Oud, gdy pierwsze usłyszałem o jego premierze to nawet się ucieszyłem, bo może będzie jakiś śmierdzący oudzik
Jak wspomniałem Ci pod niedawny postem tutaj, bardziej polecam zapoznać się z T02, T04, T14, T16, GCC, UAE Oud i Oman.
No i też upały działają tym zapachom na korzyść.
Zaloguj się aby komentować
Stało się, pierwszy Bortnikoff wylądował. W związku z faktem, że udało mi się go wyrwać w prawdopodobnie historycznie najniższej cenie dzięki podpowiedzi @pedro_migo podzielę się z tagiem #perfumy mililitrami.
Bortnikoff Mysterious Oud - 14 zł/ml
Odleję max 20ml. Szkło 3zł (3,5,10,20ml). Wysyłka: Inpost lub DPD.
Można coś dobrać z listy https://rentry.co/smrut/

Zaloguj się aby komentować
Chciałby może ktoś wetyweriowca na deszczową pogodę? albo limitke o nietypowym, aczkolwiek łatwym (i przez to nudnym) profilu oudu? Oba nieco poniżej połowy zawartości.
Nishane Sultan Vetiver - 160zł
The House of Oud Crop 2016 - 260zł
Plus trochę innych rzeczy, które widzieliście sto razy, więc nie będę nimi zanudzał. DPD, InPost itp.
#perfumy



Zaloguj się aby komentować
Dałem z siebie całe 5%. Muszę jednak przyznać, że jest to dość intensywne 17 minut.
#muzyka #grindcore #powerviolence #heheszki

Album co rok? Xd potrzymaj mi piwo
https://en.m.wikipedia.org/wiki/King_Gizzard_%26_the_Lizard_Wizard_discography
(Rok 2017 xd)
Zaloguj się aby komentować
jeden z wielu powodów, dla których parfumo > fragra
#perfumy #perfumemy #heheszki

Zaloguj się aby komentować
Pogoda zrobiła się jesienna, więc przetestowałem kilka zapachów pasujących na tę porę roku.
100BON Myrrhe & Encens Mysterieux
Otwarcie jest zdecydowanie cynamonowe i jest to cynamon ujęty w sposób nie plastikowo-słodyczowy jak w wantedach czy innych milionach, a pylisty, przyprawowy i korzenny. W duecie z cynamonem gra paczula, przypominająca swym charakterem tą u Jovoya lub Meo. W przeciągu godziny perfumy wyraźnie się wysładzają motywem ambrowo-tonkowym o nieco budyniowym zabarwieniu. Pojawia się również tytułowa mirra, ale przewija się gdzieś na drugim/trzecim planie, a kadzidła frankońskiego nie wyczuwam wcale. Ładne pachnidło, lubię takie klimaty. Koneserom niszy może się wydać zbyt proste i płaskie, trochę jakby to po prostu była mieszanka naturalnych olejków, a nie pieczołowicie przemyślana konstrukcja perfumiarska. Natomiast należy mieć na uwadze, że są to perfumy tanie jak barszcz (zapłaciłem za nie ok 0,9 zł/ml), które jakością zapachu biją na łeb to, co proponują wiodące marki mainstreamowe za wielokrotnie większe kwoty. Ponadto, jeśli kogokolwiek to obchodzi, producent deklaruje, że perfumy są w 100% naturalne i wegańskie, co prawdopodobnie miało wpływ na słabe parametry użytkowe.
Hima Jomo Autumn in Lhoka
Początek jest nieco świąteczny za sprawą fajnej, ostrej nuty cynamonu, podanego w sposób naturalnie przyprawowy jak w Megalium. Perfumy szybko jednak pokazują pazur w postaci smolistego akordu brzozowego dziegciu. Wąchając w ciemno mógłbym pomyśleć, że to jakiś nowy Beaufort. Jest w nim nuta wędzonki w stylu Fumidusa, ale nie tak agresywna, dzięki czemu efekt jest bardziej ułożony i noszalny jak w Hyde. Najciekawszym wyróżnikiem tych perfum jest jednak element zbożowy. Nie ukrywam, że liczyłem na zapach słodu jęczmiennego, gdyż trochę kiedyś hobbystycznie warzyłem piwo i zawsze lubiłem aromat unoszący się podczas ważenia odpowiedniej ilości poszczególnych słodów. Niestety słodu się nie doczekałem, ale w zamian dostałem coś równie miłego - przypieczoną skórkę chleba razowego! W bazie kompozycji dopełnia jeszcze ziemista paczula. I to w sumie tyle, nie jest to skomplikowany zapach, jego ewolucja jest znikoma, ale pachnie świetnie i długo.
JMP Artisan Perfumes Fir of the Light
Otwarcie jest gorzkie i świdrujące, pieprzno-ziołowe, przez chwilę czuć też coś w rodzaju eukaliptusa i trochę cytryny, ale zaraz scenę przejmują drzewa iglaste. I to jest najmocniejszy element tych perfum. Świerki, jodły, sosny, sam nie wiem co jeszcze, ale pachną bardzo esencjonalnie i kompleksowo, bo wyczuwalne są zarówno igły, jak i drewno czy kora. Z czasem ostrość igliwia łagodnieje, a w zamian otrzymujemy nieco kadzidła, mchu i nutę butwiejącego pnia. Wrażenie obcowania z typowym polskim lasem iglastym jest niezwykle realistyczne. To nie są perfumy z elementem nawiązującym do zapachu lasu, tylko dosłowne jego odwzorowanie z minimalnymi tylko ozdobnikami. Z tego powodu może się wydać mało perfumowe, ale mi się podoba. Najlepszy las w płynie jaki dotychczas wąchałem, w dodatku bardzo trwały.
Omanluxury Royal Incense
Zaskakująco świeże, pieprzne otwarcie na tle wilgotnych, zielonych kwiatów. Jakiś wspólny kwiaciarniany mianownik z Fathom V. Perfumy ewoluują bardzo płynnie i powoli. Z czasem spośród tej kwiatowej mieszanki wyłania się róża, świeża, botaniczna jakby podana wraz z zieloną łodygą. Róży towarzyszy charakterystycznie metaliczne kadzidło. Jeszcze później dołącza skóra, grzeczna, elegancka, starannie wyprawiona, bez elementów animalnych. Miód pojawia się dopiero po dobrych kilku godzinach w głębokim drydownie i wtedy też kadzidło nabiera bardziej sakralnego charakteru. Dziwna sprawa, bo przy pierwszych testach perfumy wydawały mi się bardziej różano-mirrowe, coś na kształt Eau Sacree, a teraz tego nie czuję. Wcale nie wydaje mi się też tak słodki jak mogłoby to wynikać z opisów, bo na mnie przez cały czas dominuje profil kwiaciarniano-kadzidlany. Bardzo mocne parametry.
#perfumy #recenzjeperfum #perfumyniszowe #smrodysaradonina

@saradonin_redux "...cynamon ujęty w sposób nie plastikowo-słodyczowy jak w wantedach czy innych milionach, a pylisty, przyprawowy i korzenny..." - bo dodali prawidziwego olejku, a nie polecieli po taniości dodając czysty cynnalaldehyd
@saradonin_redux Whisky z gorącą brzeczką... to było coś pysznego.
Alebambrowy Emir Voux Spices (mający być klonem Ivory Route) dość dokładnie - i raczej dość przypadkowo - odtwarza (choć w tanim i slodkim wydaniu) ten przewodni akord z Royal Incense. Bracelets of Kisra II również jest bardzo blisko, ale tu jest jakość. Royal Incense to jeden z pierwszych zapachów, przy których zrozumiałem, że raczej nigdy nie znajdę swoich ulubionych, bo oto stykam się z rodzajem zapachu, o którym przez kilka dekad nie miałem pojęcia, że w ogóle może istnieć.
Zaloguj się aby komentować
Hej, zapraszam na stragan, bo trochę bieda, a zbieram na Bortka.
Jako ciekawostkę wklejam swoją straganową ilustrację sprzed niemal dokładnie 3 lat (づ•﹏•)づ
#perfumy #stragan

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dorobił się chłop w końcu kilku dekantów Bortnikoffa. Nie wiem jeszcze czy się dorobi flakonów, bo tanio nie jest, choć nie da się ukryć, że pachnie też drogo i dwie pozycje siadły mocno. Mój wcześniejszy kontakt z marką ograniczał się do Tabac Dore, Santa Sangria i Oud Monarch, z których najlepsze wrażenie wówczas zrobił ten pierwszy. Do rzeczy, popsikał, ponosił razy kilka, czas coś powiedzieć.
Lao Oud
Od początku dominują dwa składniki: oud i kakao. Kakao jest ciemne, ale posłodzone. Natomiast oud taki grzeczny to nie jest, bo ma intensywnie stajenny charakter. Tak jest, nie obora, a stajnia, ewidentnie zalatuje końskim łajnem. Elegancko się chłop wyperfumował Xd Na szczęście z czasem łajno ulatuje, a profil zmienia się na wytrawny i drzewny, trochę żywiczny, a trochę ziemisty. Dałbym głowę, że czuję mroczną, piwniczną paczulę choć w składzie jej nie ma. Gdzieś w tle pojawia się gorzka kawa i mimo, że lekki koń jeszcze jest, to jest on czysty i można wyrywać koniary. W każdym razie robi się noszalnie, a nawet ciekawie i przyjemnie.
Musk Khabib
Przedziwny zapach. Początek jest pylisty i przyprawowy, z wyraźnym akcentem gorzkiej gałki muszkatołowej. Szybko jednak wysładza się specyficznym kremowym motywem, który jest trochę kwiatowy, a trochę spożywczy, waniliowy, niemal jadalny. Nie jest to w żadnym wypadku prymitywny gourmand, a raczej coś w rodzaju półwytrawnego domowego wypieku. Nastawiłem się na zwierzaka bydlaka, a tu tak milusio. Z naturalnymi piżmami mam małe doświadczenie i prawdę mówiąc nie jestem w stanie tego tytułowego piżma wyodrębnić, gdyż blend jest spójny, jednolity, kremowy i ambrowo słodkawy. Zupełnie nie moje klimaty i jak dla mnie, to najsłabsza pozycja w tym zestawieniu. Może na kobiecej skórze mógłby lepiej zagrać.
Mysterious Oud
Ciepły drzewny przyprawowiec z wątkiem kwiatowym. Cynamon, goździki, labdanum i róża na miękkiej sandałowo-agarowej bazie. Ta baza jest zmienna, przechodzi przez różne etapy, zarówno wytrawnie-drzewne, jak i słodkawo-animalne, natomiast nie wkracza w obszary mocno smrodliwe. To nie jest zapach typu oud i prawie nic więcej, wręcz przeciwnie - jest bardzo bogaty, dużo w nim się dzieję, więcej niż jestem w stanie opisać. Natomiast należy zaznaczyć, że obywa się bez większych kontrowersji, chyba że ktoś jest miękka pała i mu przeszkadza odrobina bobrowego dupska. Ba, są dni kiedy labdanum dominuje nad oudem, co w zestawieniu z różą i cynamonem przywodzi skojarzenia z arcyciekawym Dev 2 czy jego uboższym krewnym La couche du diable. Oba diabelskie zapachy wbrew nazwie odbieram jako ciepłe i przytulne, jak zimowy wieczór przy kominku, i podobne wrażenia zapewnia Mysterious Oud tylko z naturalnym i bardziej rozbudowanym tematem oudowym. Taka stylistyka do mnie trafia, nawet bardzo. Podoba mi się, piękny zapach.
Oud Maximus
Groźna nazwa, spodziewałem się maximus obornikus, ale nic z tych rzeczy, nawet jest trochę przewrotnie. Otwarcie jest bardzo kwiatowe, z kategorii tych bogatszych. Początkowo jaśminowe, ale jaśmin szybko zostaje przyćmiony przez różę, czyli głównego bohatera tych perfum. Róża w tym przypadku wybrzmiewa bardzo klasycznie, można rzec staroświecko, choć nie bez elementów marmolady. Nie jestem miłośnikiem tej postaci róży, ale znam kogoś, komu powinien idealnie trafić w gust. Wbrew nazwie oud stanowi raczej drugi plan, jest grzeczny, wytrawnie drzewny. Kompozycji dopełnia element piżmowy/cywecikowy i to nawet bez kontrowersyjnych tonów, który to z czasem się wysładza w może nieco fizjologiczny ale jednak przyjemny sposób. Szczerze mówiąc, to średnio mi ten zapach siadł, chyba jest zbyt bezpośrednio różany na mój gust. W podobnej tonacji znacznie przyjemniej nosi mi się Triad.
Oud Monarch
Monarcha otwiera się mixem kwiatowo-przyprawowym. Już któryś raz u Bortka wyczuwam magnolię, a kojarzę ten kwiat tylko dlatego, że w niewielkim ogródku mojej ulubionej lodziarni wiosną kwitną magnolie (pic rel). Żeby nie było banalnie pod spodem mieszka zwierz, nie żaden dzik, a wytarzany w cynamonie sympatyczny futrzak z cygarem w pysku. Sam nie wiem, mam wrażenie, że za każdą aplikacją ten zapach pachnie nieco inaczej, jedne nuty się skrywają głębiej, inne wychodzą na wierzch. Drydown początkowo wydawał mi się drzewny, ale z czasem przekonałem się, że to wcale nie jest takie jednoznaczne. Perfumy dużo zyskują w ciepłe. Ostatnio w ciepłe wrześniowe popołudnie monarcha zapachniał mi czekoladą, może nawet kawą, taką kolumbijską supremo o mocnym czekoladowym profilu. Bardzo ciekawa rzecz dla tych, którzy lubią odkrywać drobne smaczki i detale.
Sayat Nova
Rdzawobrązowy, lepki płyn trzeba ostrożnie aplikować, bo barwi zarówno ubrania jak i skórę. W pierwszych sekundach odniosłem wrażenie zapachu korka od białego wina, ale już po chwili zapachniało morelową nalewką: słodką, syropową, o alkoholowym zabarwieniu. Znacznie dalej pod spodem skrył się oud o profilu suchego drewna, które z jakiegoś powodu skojarzyło mi się z wysuszonym pniem pokrytym skomplikowanym wzorem stworzonym przez korniki. Bardzo oryginalne złożenie, morela jest w perfumach rzadkim tematem. Perfumy są słodkie, ale nie jest to tania słodycz etylomaltolu, a owocowo-alkoholowa i sprawia wrażenie wręcz luksusowe. Jeśli ktoś oglądał Firefly, to te perfumy pasowałyby do wyjścia na bal z Inarą. Doceniam, ale to nie moja bajka.
Triad
Otwarcie zagrało mi ciepło i alkoholowo, jak świeżo otwarty dojrzały koniak, który jeszcze nie zdążył pooddychać. A potem wow. Oud z różą, temat oklepany do bólu w Triad wniesiony został na zupełnie nowy nieznany mi wcześniej poziom. Niezwykle piękny i złożony profil, nieco mroczny, ale jednocześnie bardzo przystępny, kremowy, pozbawiony trudnych frakcji. Z biegiem czasu róża cofa się na dalszy plan, a profil przybiera bardziej typową, wytrawnie drzewną postać z minimalnym akcentem zwierzęcym. To jest tak dobre, że trudno oderwać nos.
Mimo, że nie wszystkie zapachy są łatwe, to jest klasa.
Moi faworyci: Mysterious Oud, Triad
Ilustracja: magnolie spod lodziarni, zdjęcie własne
Pisałem słuchając: Vladimir Hirsch Selected Piano Works
#perfumy #recenzjeperfum #perfumyniszowe #smrodysaradonina

@saradonin_redux Wyciągnąłeś z nich tak wiele spostrzeżeń... Ja na te zapachy raczej nie byłem gotowy - ich nagła, grupowa obecność w domu skojarzyla mi się trochę z okresem wejścia na polski rynek importowanych Imperial Stoutów. Wiele się tam działo, ale ja z początku czułem przytłaczającą gęstość palonych słodów, kawę, czekoladę... Odbiłem wtedy od nich i wróciłem po dość długim czasie. Wtedy już było inaczej.
Ja bardzo polubiłem Lao Oud, Triad i Musk Khabib. Nie wiem czemu, ale chyba wszystkie te zapachy (lub większość) dosyć szybko traciłem z radaru.
Po tej serii Bortków wziąłem się od razu za ALD Musk Collection. I tutaj to już w zasadzie jestem kupiony. Może po prostu taki styl. Ale fakt, że przy ALD jakoś lepiej mi się myśli.
@saradonin_redux wnikliwie opisane, sporo udało Ci się tam wyłapać.
A jak oceniasz jakość składników na tle np. niszy? Zajęło mi trochę czasu zanim w 100% przekonałem się do marki i czy warto aż tyle wydawać na perfumy, jednak to właśnie jakość składników przesądziła, że Bortnikoff stał się moją ulubioną marką i ukształtował obecny gust. Aczkolwiek przyznam, że ostatnio delikatnie spadł w moim rankingu, bo jednak bardziej cenię sobie zapachy spod ręki Russian Adama i Ensara.
Moje ulubione kreacje od Dimy to: Sayat Nova, Oud Maximus, Oud Monarch, Tabac Dore, Oud Sinharaja i Moss Cologne - trochę jest, ale z tego grona już miałbym ciężko wybrać, aby się czegoś pozbyć
Co ciekawe nie poznałem jeszcze żadnego zapachu w attarze, jakoś tak odwlekam to już ze 2 lata. Przede mną jeszcze testy tych trzech najnowszych oudów, w których pokładam duże nadzieje.
Bardzo fajnie opisane. Większość przedstawionych przez Ciebie odczuć i skojarzeń majaczylo się rowniez w mojejgłowie podczas testów;) Monarch bardzo zmienny przez co czasem się nim zachwycam a innym mam ochotę pogonić jak wyłazi za dużo słodkiego kako;) Sayat - suche, ekskluzywne drewienko polane gęstym syropem morelowym, choć czasem mam wrażenie ze jest tam jakis dymny element… Lao najtrudniejszy, kompozycyjnie bardziej kojarzy mi się z ALD niż Dimą. Jednak po kłopotliwym początku ukazuje swoje piękno.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować