Hej, polecanko na dziś: fortepianowy #djent z Armenii aka jazzowe Meshuggah.
Tigran Hamasyan - Entertain Me (z albumu Mockroot)
https://youtu.be/k-GUNcSWSko?si=rl1io4bKUdqJl87H
#muzyka #jazz

Wj 30,34-38
Hej, polecanko na dziś: fortepianowy #djent z Armenii aka jazzowe Meshuggah.
Tigran Hamasyan - Entertain Me (z albumu Mockroot)
https://youtu.be/k-GUNcSWSko?si=rl1io4bKUdqJl87H
#muzyka #jazz
Zaloguj się aby komentować
Dziś otwieram i zamykam wspaniałą Londyńską marką, której perfumy idealnie nadają się do zakupów w ciemno oraz do polecania początkującym czy na wesele.
Beaufort 1805 Tonnerre
Jak Beaufort, to wiadomo, że nie będzie to crowd pleaser. To co się najbardziej rzuca w nozdrza, to intensywna metaliczność tych perfum, uzupełniona elementami dymnymi i mineralnymi oraz świeżym detalem aldehydowym. Frakcje te łączą się ze sobą w spójną i jednolitą całość. Wszyscy piszą o prochu i krwi, a mi się te perfumy kojarzą przemysłowo z obróbką metali. Pracowałem kiedyś w fabryce betoniarek i tam panował właśnie taki zapach, przesiąkał na ubrania, włosy, nawet skórę. Aromat pras, smarów, stalowych wytłoczek, spawania, gorących metalowych elementów wyjeżdżających z pieca do polimeryzacji farb i dym z papierosa zainstalowanego na stałe w kąciku ust wąsatego majstra. Tak odbieram pierwsze kilka godzin tego pachnidła. Z biegiem czasu Tonnerre stopniowo uspokaja się w kierunku drewnianych desek i brzozowego dziegciu, by pod sam koniec pozostawić po sobie utrwalacz znany z licznych morskich perfum niszowych. Nosić to tak niekoniecznie, ale poznać warto.
The House of Oud Crop 2016
Flakon kupiłem skuszony niecodziennym połączeniem oudu z miętą oraz faktem, że jest to seria limitowana, więc być może była to jedyna okazja aby spróbować tego zapachu. Mięta jest, ale tylko przez dosłownie 5-10 minut i w dodatku słabej jakości, bardziej w rodzaju pasty do zębów niż świeżo zerwanych liści. Kto miał przyjemność wąchać Shukran od Meo ten wie jak wspaniale naturalnie może pachnieć mięta. Niestety w Crop 2016 ten akord został zaprezentowany i słabiej i krócej. Po kilku minutach zostajemy więc z duetem oud-sandał. Profil oudu za to jest bardzo przyjazny dziewiczym europejskim nosom, gdyż nie ma w nim konotacji zwierzęcych, skórzastych ani nawet wyraźnie żywicznych. Jest suchy i wytrawnie drzewny, odrobinę ziemisty w taki szczególny roślinny sposób jak ziemista bywa wetyweria, a w połączeniu z sandałem tworzy gładką kremową teksturę. Przyjemne pachnidło, ale też dość nudne i delikatne, w mojej ocenie brakuje mu głębi, którą mogłaby zapewnić ta mięta, gdyby trzymała dłużej niż kilka minut, na co bardzo liczyłem.
Micallef Gourmet
Różne śmierdziele wąchałem, ale ten mnie autentycznie obrzydził. Trzon zapachu stanowi gruba skóra, nawet nie jakaś zwierzęca, a ‘perfumowana’, przez co też sztuczna. Miłośnikiem skór w perfumach nie jestem, tym bardziej sztucznych, ale no skóra jak skóra. Natomiast problem mam dalej, bo tej skórze towarzyszy intensywny aromat szafki z lekami w prowincjonalnym domu pomocy społecznej. Wątpię czy taki był zamysł perfumiarza względem pachnidła będącego częścią kolekcji Secrets of Love, ale pachnie to chorobami geriatrycznymi. Żeby nadal nie było za łatwo, to kompozycji dopełnia akord gnijących owoców z nutą kompostownika, niczym resztki owoców w koszu na bioodpady i to wszystko podlane płynem wędzarniczym. Bleh. Beauforty noszę z przyjemnością, cywecik czasem lubię, nawozowego oudu się nie boję, a ten smrut mnie pokonał. Odważnym poleję za free, powiedzcie mi że mam coś z nosem i że to ładny zapach.
Beaufort Coeur de Noir
Julki znów dały czadu. Julie Dunkley i Julie Marlowe atakują dymem po nozdrzach. Warto jednak chwilę poczekać, bo to wcale nie są perfumy jednoznacznie dymne. Główny motyw przewodni tym razem jednak stanowi skóra, świetnie podana, mocna i realistyczna, mam wręcz kaletnicze skojarzenia. Towarzyszy jej dym, a przynajmniej na początku tak się zdaje, bo przy bliższym kontakcie jasnym staje się, że znów mamy do czynienia z brzozowym dziegciem. Marka Beaufort ewidentnie lubi się z tym składnikiem. On jednak z czasem wyraźnie łagodnieje i jak to zwykle bywa w perfumach tej marki również w Coeur de Noir dzieje się znacznie więcej, niż wynikałoby z powierzchownych testów. Dość oczywiste są akordy drewniane, ale nie trocinowe, a w typie starych drewnianych mebli. Przewijają się akcenty atramentu, słodkiego alkoholu, odrobina pylistej wanilii, krótko mówiąc sporo się dzieje. W mojej ocenie nie jest to pachnidło tak trudne jak Vi et Armis, choć utrzymane w podobnym klimacie. Jest jednocześnie mniej dymne i bardziej złożone niż Tonnere czy Rake & Ruin, a nawet na swój sposób eleganckie i w miarę noszalne. Zdecydowanie perfumy warte poznania.
Ilustracja: fragment obrazu "Bitwa pod Trafalgarem, 21 października 1805" Williama Turnera
Pisałem słuchając: Within the Depths of Silence and Phormations by raison d'être
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

Zaloguj się aby komentować
Wpadło trochę ciekawostek m.in. rzadkie limitowane jajo, cytrusowo-kadzidlany klasyk i zgniły obrzydliwiec (rozdajo dla odważnych).
Flakony:
Gotowe dekanty:
Etat Libre d'Orange The Ghost In The Shell - 9,5ml - 40zł
Penhaligon's Endymion Concentré - 5ml minus 2 strzały - 23zł
Profumum Roma Fumidus - ok 3ml - 24zł
The Merchant Of Venice Mystic Incense - 4ml - 18zł
Mililitry:
szkło 3zł 5/10/20ml
Bdk Rouge Smoking - 6,2 zł/ml (20ml)
Comme des Garçons Series 1: Leaves - Lily - 7,5 zł/ml (15ml)
D.S. & Durga Bowmakers - 5 zł/ml (35ml)
Etro Messe de Minuit - 3,5 zł/ml
Goldfield & Banks Bohemian Lime - 4,4 zł/ml (40ml)
Guerlain Aqua Allegoria Mandarine Basilic - 2,2 zł/ml (15 ml)
Le Couvent Aqua Imperi - 1,6 zł/ml (można z flakonem)
Le Couvent Sperone - 2,5 zł/ml (można z flakonem)
Mark Buxton Free - 6,3 zł/ml (10ml)
Meo Fusciuni Little Song - 6,9 zł/ml (10ml)
Micallef Gourmet - 0 zł/ml (5ml gratis, daj znać jeśli chcesz)
Ramon Monegal Ten Fresh Notes - 2,7 zł/ml (30ml)
The House of Oud Crop 2016 - 7,5 zł/ml (10ml)
Wysyłka: Paczkomat lub DPD.
#perfumy

Zaloguj się aby komentować
Promocji współczesnego jazzu ciąg dalszy. Tylko czy to jeszcze #jazz czy już akustyczny #drumandbass ?
GoGo Penguin - Garden Dog Barbecue (z albumu v2.0)
https://www.youtube.com/watch?v=6HtuAh62Dc4
#muzyka #jazz
Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować
I cyk, żeby było do czego ziewać.
Mugler Les Exceptions Woodissime - wielokolorowe landrynki zblendowane na jednolitą masę z plastikowym syntetycznym ‘oudem’. Najpaskudniejsza imitacja oudu jaką wąchałem, trochę a’la Terenzi tylko jeszcze tandetniej. Całość jest do porzygu słodka i agresywnie chemiczna. Woodissime pachnie tanio i wulgarnie jak damskie ulepy tej marki. Fuj!
The Merchant Of Venice Mystic Incense - ani mystic, ani incense. Motywem przewodnim jest nie kadzidło, a zapach słonego karmelu i to też nie całkiem wprost, bo nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wącham lody z napisem “słony karmel” na pudełku. Coś tam się tli w tle, ale znów charakterystyczna kartonowa nuta wskazuje na użycie nie olibanum, czy innej żywicy, a Iso E Super. Oszukujo! Prosty zapach, słodko-słony i nawet niebrzydki, ale w ogólnym wydźwięku raczej pasuje dla kogoś, kto na co dzień się psika SWY czy Wanted i chciałby coś zbliżonego estetycznie, ale skręcającego w kierunku mniej plastikowym.
Heeley Eau Sacree - Chapeau bas! Od strzała czuć, że te to nie jakiś tam molekularny imposter, tylko perfumy oparte na naturalnych żywicach. Kadzidlany obłok nie ma ostrości syntetyków, jest ciepły, miękki, z naturalną głębią. W otwarciu trochę czarnego pieprzu, ale na szczęście nie on jest dominantą. Najmocniej wyczuwam mirrę, a towarzyszą jej jaśniejsze olibanum, gorzkie ziołowe labdanum i róża. I to ta róża jest kropką nad ‘i’ tych perfum, zmiękcza kompozycję, dodaje jej wymiaru i pozwala uniknąć nudy. Co ciekawe perfumy te nie sprawiają wrażenia kościelnego, na próżno w nich szukać chłodu i metaliczności Liturgii Godzin, nie ma w nich ani drewnianych ław Marsa, ani zimnych posadzek Avignon. Skupiają się na ukazaniu wieloaspektowości żywic i robią to fantastycznie, w tej kategorii są to jedne z najlepszych perfum jakie miałem przyjemność wąchać. Chapeau bas! Nie patrzcie na fragrę, zapach jest zupełnie niepodobny do Cardinala czy Lavsa; moim zdaniem z powodu tej ciepłej żywiczności bliżej mu do Samharam czy nawet Mortel Noir. Mam z nim tylko jeden problem, czyli parametry, bo projekcja już po godzinie jest bliskoskórna, a trwałość sięga około 4h. No trochę słabo mając na uwadze 9zł/ml i konieczność obfitej aplikacji. Gdyby siedział chociaż 5-6h to byłby mocny kandydat na flakon, a tak to prawdopodobnie tylko wypsikam odlewkę z przyjemnością.
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

Zaloguj się aby komentować
Dziś polecajka z serii Polak potrafi! Jeszcze jak!
Adam Baldych, Paolo Fresu: Poetry
https://www.youtube.com/watch?v=AJap8HP841s
#muzyka #jazz
Zaloguj się aby komentować
I tak to się żyje na tym tagu #perfumy
#perfumy #perfumemy #heheszki

Zaloguj się aby komentować
Znalazłem winnego impulsywnych zakupów.
#perfumy #perfumemy #heheszki

Zaloguj się aby komentować
Taki obraz nasz.
Templatka aż się prosiła o wykorzystanie.
#perfumy #perfumemy #heheszki

Zaloguj się aby komentować
Nigdy nie pisałem recenzji muzycznych, bo moja wiedza techniczna z tego zakresu jest zbyt uboga, a cała reszta wrażeń jest czysto subiektywna. Kultura arabska również jest mi obca, i nawet w #perfumy nie mogę się w pełni przekonać do tego kierunku. Chciałem się jednak z Wami podzielić tym wyjątkowym znaleziskiem, bo mówiąc wprost dawno nic mnie tak nie wyjebało z kapci.
Le Cri du Caire nie jest dziełem w pełni arabskim, to nie jest Anouar Brahem, który balansuje gdzieś pomiędzy jazzem a tradycyjną muzyką arabską. Kompozycyjnie album jest na wskroś europejski, bo i głównym kompozytorem jest Brytyjczyk - saksofonista Peter Corser, któremu towarzyszy niemiecki wiolonczelista Karsten Hochapfel oraz pochodzący z Kairu poeta i wokalista Abdullah Miniawy. I to emocjonujące partie śpiewane w języku arabskim przez tego ostatniego są chyba właśnie najbardziej wyjątkowym wyróżnikiem płyty. Już od pierwszych minut słychać, że każdy z nich ma swój unikalny styl, a ich niesamowita synergia tworzy coś znaczenie większego niż sumę talentów tych artystów. Wisienką na torcie niech będzie fakt, że w kilku utworach dołączył Erik Truffaz, znany z niezwykle udanych kolaboracji takich jak Being Human Being z Murcoffem.
Ulubione momenty: Pearls for Orphans, Splendid Tales, Sadiya (Purple Feather).
#muzyka #jazz #fusionjazz
Zaloguj się aby komentować
O Meo Fusciuni Varanasi napisałem tak trochę surowo, a jednak zgodnie z własnymi odczuciami. W zasadzie to nadal wszystko się zgadza, tylko puentę bym dziś dał inną. Otóż wczorajszego popołudnia wybierając się na plac zabaw zapodałem obfitego globala rzeczonego smrodka z nadzieją, że aura hinduskiego żula utrzyma gadatliwe mamuśki w bezpiecznej odległości i doznałem mini oświecenia. Ależ to pięknie zapachniało! I przyprawy, i ta brudna skórzana torba, i te przepocone skórzane buty pokryte kurzem ze żwirowej drogi. Tak mógłby pachnieć Indiana Jones wracający zmęczony z egzotycznej wyprawy. Dziś powtórka na spacer do komisji wyborczej i wrażenia podobne. Wniosek jest prosty: Varanasi po prostu potrzebował odpowiednich warunków, nie porannego pośpiechu, ani klimatyzowanego biura, tylko ciepłego leniwego popołudnia i świeżego powietrza.
#perfumy #smrodysaradonina

Zaloguj się aby komentować
Cicho na tagu, to znów garść notatek.
D.S. & Durga Bowmakers - wierne odwzorowanie zapachu warsztatu stolarskiego: deski, sklejki, wióry, trociny, żywice i lakiery. Nuta lakieru do drewna początkowo jest intensywna i może delikatne noski zniechęcić. Mi akurat ten motyw odpowiada, bo wprowadza element realizmu i wypełnia obraz istotnym detalem. Z czasem lakier stopniowo słabnie i dominuje drewno z żywicami. Poza tym perfumy te nie mają jakiejś szczególnej ewolucji. Podoba mi się, trochę jak Woodcut tylko bardziej surowy, bez słodyczy toffi. Jest w nim coś relaksującego, tylko mógłby być bardziej intensywny.
Goldfield & Banks Bohemian Lime - prosty świeżak w końcu zrobiony dobrze. Na tym mógłbym skończyć, bo to jest naprawdę banalny zapach, taki zwykły, codzienny, bezpieczny, niczym nie szokuje. Na początku jest w nim przede wszystkim limonka, tuż po aplikacji mam wrażenie, że świeżo przekrojona i sok z niej cieknie, potem może odrobinę landrynkowa, ale nie przecukrzona. Jest nienachalny vibe żelu pod prysznic, a w tle odrobina wetywerii i bliżej nieokreślone molekularne drewienka. Nic nowego, prawda? Natomiast od strzała się z tym zapachem polubiłem za to czego nie ma. Otóż w przeciwieństwie do zatrważającej większości świeżaków nie ma tych obrzydliwych chemicznych cytrusów rodem z domestosa, nie ma morskiej kostki do wc, nie ma żelu do łazienek, nie ma wgryzającego się w nozdrza swądu rozgrzanego plastiku. Po prostu jest świeżo i miło, bo w końcu jakiś bardziej mainstreamowy letni cytrusiak tak zmieszany, że nie czuję się w nim jak świeżo umyta łazienka.
Liquides Imaginaires Lacrima - niebieski flakon jest niemal równie mylący co opinie w internecie. Prawdę mówiąc spodziewałem się czegoś bardziej sakralnego i refleksyjnego, bliżej Avignon czy La Liturgie des Heures. Tymczasem pierwsze skojarzenie to Le Couvent Heliaca i mimo różnych nut czuję ten sam vibe i podobną konstrukcję świdrującego, pikantno-rześkiego elementu na dość mrocznej drzewno-żywicznej bazie. Ten świeży element tym razem zamiast imbiru stanowi pokaźna doza różowego pieprzu, natomiast dalszy rozwój jest niemal identyczny w kierunku olibanum i charakterystycznej drzewnej molekuły często spotykanej w popularnej niszy w roli udającej oud. Zakładam, że stanowi ona rodzaj utrwalacza. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem purystą, ja tę molekułę nawet lubię, choć wcale nie kojarzy mi się ona z agarem, a bardziej po prostu z lekko osmolonym egzotycznym drewnem. Uważam natomiast, że lepiej się sprawdza w roli drugo-, a nawet trzecioplanowej (np. Woody Mood lub Encens Roi), ale nie jako trzon zapachu. Z jednej strony są to niezłe perfumy, oparte na sprawdzonej konstrukcji i intrygują kontrastem elementów składowych. Z drugiej strony, ich molekularny charakter jest dla mnie zbyt oczywisty i na obecnym etapie już mnie to nie satysfakcjonuje. Nope. Zostanę przy Sancti.
Nishane Sultan Vetiver - zapach bezsprzecznie i wybitnie trawiasty. Przez chwilę daje się wyczuć akcent słodki, nieco landrynkowy, jak ziołowy cukierek. Potem dominuje trawa, ziemia i znów chwasty i trawa. Kojarzy mi się z wiosną, z beztroską, z dziecięcymi zabawami w ogrodzie babci, z grą w piłkę, z której wracałem ubrudzony trawą i ziemią, bo przecież był ważny mecz przeciwko chłopakom z bloków po drugiej stronie ulicy. Dobry wetyweriowiec o świetnych parametrach i wcale nie tak trudny jak piszą, a spokojnie noszalny. Stosunkowo prosty zapach, może nawet toporny w swojej bezpośredniej zieleni, bardzo 'in your face' w przeciwieństwie do np. wysublimowanych wetywerii Meo, które jednak bardziej do mnie trafiają. Miłośnikom wetywerii i w ogóle zieleni w perfumach zdecydowanie polecam.
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

Moja opinia o Sultanie sprzed roku:
"Szorstki i suchy, z natarczywą ilością wetywerii. Po prostu nie mój świat. Rozumiem, że zapach może się innym podobać, ale nie widzę, kto i do jakiej okazji mógłby go zakładać (70-latek idący na mszę?). "
Od kilku tygodni psikam się nim prawie codziennie, jeszcze żaden flakon mi tak szybko nie ubywał jak ten.
Od kilku tygodni psikam się nim prawie codziennie, jeszcze żaden flakon mi tak szybko nie ubywał jak ten.
@jatutylkoperfumy tak właśnie mógłbym się psikać Meo Fusciuni Spirito, który dla mnie jest niezwykle kunsztownie zmieszanym połączeniem wetywerii z dziadem a'la Drakkar Noir i w ogóle wynosi cały ten gatunek na wyższy poziom, a którego kiedyś po pierwszej aplikacji o mały włos nie sprzedałem Xd
Zaloguj się aby komentować
@saradonin_redux to co sie teraz dzieje to już klasyczne przygotowanie pod sprzedaż. Najpierw będą, a właściwie już są pakiety częściowe, a później cała marka pójdzie w ręce korpów. Wspomnicie moje słowa. Niestety wraz z odejściem Chonga odszedl duch marki. Poszli w stronę szerszego grona odbiorców, a my, ortodoksi szukający klasycznych arabskich JAKOSCIOWYCH kompozycji zostaliśmy z ku⁎⁎⁎em zakleszczonym w latach 2019 i niżej. Nie mniej, nie wszystko od Łososia to taki chłam, ale przeważająca większość. Dobra wkurwilem sie, ide szukać wintydzów na ebayu, narazie
Zaloguj się aby komentować
Na wschodniej flance kraju dziś od rana pochmurnie i pada. Nie będzie zatem dla Was wielkim zaskoczenie, że uznałem to za idealną okazję na kadzidlaka - wleciał Trudon Mortel.
A czym dziś u Was pachnie?
Memik dla poprawy humoru.
#perfumy #perfumemy #sotd #conaklaciewariacie

@saradonin_redux To akurat jeden z tych wyjątkowych dni w roku
Zaloguj się aby komentować
Hejka, znów kilka flaszek przybyło i polecają się na mililitry.
Flakony:
Miniatury:
Gotowe dekanty:
Etat Libre d'Orange The Ghost In The Shell - 9,5ml - 40zł
Meo Fisciuni Varanasi - 4,5ml - 26zł
Penhaligon's Endymion Concentré - 5ml minus 2 strzały - 23zł
Profumum Roma Fumidus - ok 3ml - 24zł
Mililitry (szkło 3zł 5/10/20ml)
Bdk Rouge Smoking - 6,2 zł/ml (20ml)
Comme des Garçons Series 1: Leaves - Lily - 7,5 zł/ml (15ml)
D.S. & Durga Bowmakers - 5 zł/ml (35ml)
Goldfield & Banks Bohemian Lime - 4,4 zł/ml
Guerlain Aqua Allegoria Mandarine Basilic - 2,2 zł/ml (15 ml)
Le Couvent Aqua Imperi - 1,6 zł/ml (można z flakonem)
Le Couvent Sperone - 2,5 zł/ml (można z flakonem)
Liquides Imaginaires Lacrima - 3,7 zł/ml
Mark Buxton Free - 6,3 zł/ml (10ml)
Meo Fusciuni Little Song - 6,9 zł/ml (10ml)
Nishane Sultan Vetiver - 6 zł/ml (20ml)
Ramon Monegal Ten Fresh Notes - 2,7 zł/ml (30ml)
#perfumy #stragan

Zaloguj się aby komentować
Musiałem, @Barcol mnie zainspirował
#perfumy #perfumemy

Zaloguj się aby komentować
No hej, dziś zapiski z testów Meo i ELDO.
Etat Libre d'Orange Rien Intense Incense - fajna rzecz, mocna i oryginalna. Od strzała nozdrza atakuje konkretna dawka orientalnego kadzidła uzupełnionego nutami metalicznymi i kwiatowymi, wśród których na pewno wyróżnić można różę i irysa. W efekcie pachnie to trochę jak różane kadzidło w cerkwi, a trochę jak sklep new age z talizmanami i innymi szamańskimi i astralnymi gadżetami. Spokojnie mogłoby wyjść pod szyldem Sorcinelli. Warto poznać!
Etat Libre d'Orange The Ghost In The Shell - zapach lateksowych rękawiczek, nie medycznych tylko takich pudrowanych w środku, puder jest bardzo wyraźny. Z czasem stopniowo wrażenie czystości staje się mniej laboratoryjnie-sterylne a bardziej skręcą w stronę kosmetyczną: delikatne kwiatowe mydło, świeżo umyta skóra, zapach kremu do rąk. Całość sprawia bardzo syntetyczne wrażenie, wręcz plastikowe, ale nie jest to gryząca chemia, więc chyba pasuje do koncepcji zapachu Motoko.
Meo Fusciuni Last Season - mocna rzecz, jednocześnie ładna i brzydka. Na początku są zioła, jakieś chwasty, naturalne, prosto z ogrodu, z jeszcze brudnymi korzonkami, ale też odrobina ziół słodkich i likierowych. Przede wszystkim jest dużo ziemi, wilgotnej, takiej jak wiosną, w której się budzą bakterie i zaczynają fermentować i czuć wówczas ten specyficzny zapach, o którym niektórzy mówią że wiosną pachnie. Do tego dochodzi skóra, ale nie jakiś tam subtelny zamsz, nie torebka, tylko brudna, zwierzęca i zakurzona. Efekt jest taki, że czuć też starymi ziemniakami, takimi które już długo leżą w piwnicy i zaczynają kiełkować, więc na randkę perfumy idealne. Mimo wszystko jest w nim coś, co sprawia, że chce się wąchać.
Meo Fusciuni Varanasi - dla mnie te perfumy pachną głównie cypriolem i brudem. Cypriol jest bardzo wyraźny w postaci suchego, osmolonego drewna. Brud natomiast obecny jest w wielu aspektach. Brudna jest na pewno skóra, jak stara skórzana torba narzędziowa, wysłużona, przesiąknięta zapachem narzędzi, z jednej strony z licznymi drobnymi rysami, z drugiej strony przebarwiona od noszenia. Brudne jest ciało, zaniedbane i niedomyte, z charakterystyczną fizjologiczną słodyczą. No żul jak nic. Jest też kurz, ale nie domowy, naskórkowo-ubraniowy, a ziemisty, jak zapach zakurzonych butów po spacerze po drodze gruntowej. Gdzieś w oddali coś się pali, do nosa dobiega lekki swąd dymu. Mniej wyraźny, ale jest szafran i jakieś kwiaty, na mój nos bliżej nieidentyfikowalne, ale zmiękczające nieco ten brudny, surowy obraz. Nigdy nie byłem w Indiach, więc nie mogę ocenić czy odwzorowanie jest trafne. Na pewno nie jest łatwe. Tylko czy ja chcę tak pachnieć?
Grafika: Playgound AI
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina #ghostintheshell

Zaloguj się aby komentować
Hejka, wpadło trochę ciekawych rzeczy w okolicznościach różnych, choć zawsze cebulowych. Sam nigdy tego nie wypsikam, więc gdyby ktoś był zainteresowany, to chętnie się podzielę.
Flakony:
Le Couvent Sperone - 88/100ml - 220zł (produkt z pudełkiem)
Miller et Bertaux Study # 23 / newsletter - 55/100ml - 130zł (bez pudełka)
Miniatury:
I Profumi di Firenze Ambra del Nepal (Il concentrato) - ~4,5/10ml - 50zł (produkt z pudełkiem, bez atomizera)
I Profumi di Firenze Sandalo misore (Il concentrato) - ~4,5/10ml - 50zł (produkt z pudełkiem, bez atomizera)
Gotowe dekanty:
Guerlain L'Homme Idéal Platine Privé - 5ml - 18zł
Penhaligon's Endymion Concentré - 5ml minus 2 strzały - 23zł
Profumum Roma Fumidus - ok 3ml - 24zł
Mililitry:
szkło 3zł 5/10/20ml
Agatho Giardinodiercole - 5,4 zł/ml (10ml)
Bdk Rouge Smoking - 6,2 zł/ml (20ml)
Comme des Garçons Series 1: Leaves - Lily - 7,5 zł/ml (15ml)
D.S. & Durga Bowmakers - 5 zł/ml (40ml)
Filippo Sorcinelli Quando rapita in estasi - 6,7 zł/ml (10ml)
Guerlain Aqua Allegoria Mandarine Basilic - 2,2 zł/ml (35 ml)
Le Couvent Aqua Imperi - 1,6 zł/ml (można z flakonem)
Le Couvent Sperone - 2,5 zł/ml (można z flakonem)
Mark Buxton Free - 6,3 zł/ml (10ml)
Meo Fusciuni Little Song - 6,9 zł/ml (10ml)
Miller et Bertaux Study # 23 / newsletter - 2,4 zł/ml (można z flakonem)
Nishane Sultan Vetiver - 6 zł/ml (30ml)
Ramon Monegal Ten Fresh Notes - 2,7 zł/ml (30ml)
Trudon Mortel - 6,7 zł/ml (10ml)
Vertus Monarch - 7,3 zł/ml (10ml)
Wkrótce dołączy również:
Wysyłka: Paczkomat lub DPD.
#perfumy

Zaloguj się aby komentować
Skoro dziś piąteczek, to wypada wkleić jakiś obrazek.
Zdarza Wam się słyszeć takie "komplementy"?
#perfumy #perfumemy #heheszki

Zaloguj się aby komentować