Zobaczcie jakiego starocia wczoraj znalazłem. Gra intensywnie użytkowana w latach 90, więc stan mocno przeorany. Od razu poszła partyjka, niech się młody uczy
#gryplanszowe #lata90


Wj 30,34-38
Zobaczcie jakiego starocia wczoraj znalazłem. Gra intensywnie użytkowana w latach 90, więc stan mocno przeorany. Od razu poszła partyjka, niech się młody uczy
#gryplanszowe #lata90

Zaloguj się aby komentować
405 + 1 = 406
Tytuł: 20:32
Autor: Marcin Mortka
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Format: audiobook
Ocena: 8/10
Czas trwania: 7h 43m
Czytał: Filip Kosior
Marcin Mortka, który pojawiał się dotychczas na bookmeterze głównie jako autor książek dla dzieci (Przygody Tappiego), tym razem serwuje coś z pogranicza sci-fi i horroru o inwazji obcych.
Fakt, pomysł nie jest zbyt oryginalny, jednak książka napisana jest efektownie. Opowieść wciąga od samego początku. Narracja prowadzona jest naprzemiennie z dwóch punktów widzenia Irminy i Piotra, pokazuje nieraz bardzo odmienny pogląd na te same wydarzenia. Wartką akcję uzupełniają obrazowe opisy, świetnie budowane napięcie, szczegółowe portrety psychologiczne. Piotr jest nieco apatyczny, chciałby mieć święty spokój i wolałby stać z boku. Irmina natomiast przez większą część jest wyjątkowo irytująca i toksyczna, przypierdala się wszystkiego niczym matka z Wron. Nieznane zagrożenie wydobywa z bohaterów wiele skrajności, zarówno najlepsze jak i najgorsze cechy charakteru. Na tym tle niestety naiwnie wypadają nagłe i radykalne zwroty zachowań w tę i z powrotem. Dopiero mniej więcej w połowie zmieniłem nieco podejście do tego słuchowiska i zacząłem je traktować z przymrużeniem oka jako coś w rodzaju polskiego Zombieland z kosmitami. Z drugiej strony, jakby przy okazji, autor przemyca swoje przemyślenia natury społecznej i dotyka poważniejszych tematów jak np. depresja.
A właśnie, jedną z ciekawszych cech książki jest lokalizacja. To nie jest hollywoodzka inwazja, nie ma amerykańskich marines ani Willa Smitha tylko podkoloryzowany polski pseudorealizm. Akcja dzieje się pod Poznaniem, mamy więc typowe polskie elementy krajobrazu: wiaty przystankowe PKS, “k⁎⁎wę” zamiast przecinka, różnice polityczne, patusów i “Barkę” jako wisienkę na torcie.
Ponadto Filip Kosior jak zwykle zaprezentował mistrzowski poziom, a momentami znów słyszałem w nim Garviela Lokena.
Nie jest to jakaś wyjątkowo ambitna literatura, ale do oceny końcowej dodaję +1, bo wciągnęła mnie jak mało co i bawiłem się przy niej znakomicie.
#czytelniczebingo - świeżaczek, książka wydana w/lub po 2025
PS. Usunąłem i dodałem powtórnie, bo pomyliłem społeczność
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto


Zaloguj się aby komentować
400 + 1 = 401
Tytuł: Myszy i ludzie
Autor: John Steinbeck
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: książka papierowa
Liczba stron: 120
Ocena: 6/10
Krótka, smutna nowela o nieosiągalnych marzeniach i trudnej przyjaźni dwóch mężczyzn. George jest zaradny i odpowiedzialny, a Lennie jest dzieckiem zamkniętym w ciele olbrzyma.
Szlachetna idea, mocny, emocjonalny wydźwięk, ale forma mnie nie urzekła. Sztuczne, powtarzające się, podobne do siebie dialogi i infantylny ton sprawiły, że czytało się to jak lekturę szkolną albo jakby Lennie był adresatem, a nie bohaterem tej książki.
#czytelniczebingo - książka krótka, ale intensywna
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto


Zaloguj się aby komentować
389 + 1 = 390
Tytuł: Ojciec chrzestny
Autor: Mario Puzo
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Albatros i Audioteka
Format: audiobook
Ocena: 8/10
Czas trwania: 18h 54m
Czytali: Krzysztof Banaszyk, Janusz Gajos, Adam Woronowicz, Łukasz Simlat, Borys Szyc, Kamilla Baar, Tomasz Kot i inni
"Włosi mają takie powiedzonko, że świat jest tak twardy, iż człowiek musi mieć dwóch ojców, żeby się nim opiekowali i dlatego ma ojca chrzestnego."
Klasa. Historia znana od dekad, a mimo to słuchałem z zainteresowaniem i przyjemnością. Nie ukrywam, że nie wszystkie wątki były dla mnie równie interesujące, ale doceniam różnorodność i zróżnicowaną perspektywę. Wspaniała opowieść, złożone postaci, świetnie napisane sceny.
Jeśli chodzi o słuchowisko, to zostało przygotowane bardzo profesjonalnie. Rewelacyjnie spisali się przede wszystkim Krzysztof Banaszyk jako narrator, Janusz Gajos w roli Vito Corleone oraz Adam Woronowicz jako Tom Hagen, za to nie do końca mi pasował Borys Szyc jako Sonny, zapewne z uwagi na kontrast względem filmowej wersji.
#czytelniczebingo - książka, która sprzedała się w milionach
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto


@saradonin_redux zostało już tylko 9
@WujekAlien tylko na niektóre np. te dwa na dole nie mam kompletnie pomysłu, więc trochę poczekają, aż mi coś wpadnie w oko
@saradonin_redux Może Ken Follett, albo coś wojennego
@saradonin_redux jedna z moich ulubionych książek 😁
@saradonin_redux słuchałem ale na story tell czytane tylko przez jednego lektora, a to brzmi fajnie, muszę sobie kiedyś sprawdzić, może jakimś darmowym kodem na audioteke na parę dni.
Zaloguj się aby komentować
386 + 1 = 387
Tytuł: Kolor magii
Autor: Terry Pratchett
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: książka papierowa
Liczba stron: 206
Ocena: 4/10
Ze Światem Dysku miałem styczność bardzo dawno temu, gdy z ciekawości pożyczyłem z osiedlowej biblioteki “Straż, straż” i mimo niewielkiej objętości ledwie tę książkę wymęczyłem. Nie inaczej było i tym razem, mimo upływu wielu lat nadal mnie to nie bawi.
Kolor magii to bajka dość abstrakcyjna, wymagająca pewnego poziomu wyobraźni i to jest akurat fajne. Problem polega na tym, że Pratchett zamiast rzucić żartem tu i ówdzie, to za wszelką cenę stara się na siłę zabawny i niezwykły w dosłownie każdym zdaniu. Poświęca przy tym wszystko inne składające się na dobrą powieść. Stara się tak mocno, że zamiast składnej fabuły i ciekawych postaci dostajemy ciąg chaotycznych niedorzeczności i skeczów kabaretowych. Owszem, zdarzają się elementy, które jakimś sposobem działają, jak żywy Bagaż, magiczny miecz Kring albo Śmierć mówiąca wyłącznie WIELKIMI LITERAMI, a raz na jakiś czas trafi się dowcip bliższy Monthy Pythonowi, częściej jednak jest to poziom powtórki z mazurskiej nocy kabaretowej z widownią wypełnioną podchmielonymi wujkami lub wymysłami przekomarzających się pięciolatków naładowanych pod korek cukrem.
#czytelniczebingo - klasyk fantasy, którego nie przeczytałeś
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto


Zaloguj się aby komentować
365 + 1 = 366
Tytuł: Kieszonkowiec
Autor: Fuminori Nakamura
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Format: książka papierowa
Liczba stron: 224
Ocena: 7/10
Tokijski kieszonkowiec za namową przyjaciela bierze udział we włamaniu z kradzieżą. Robota wygląda na prostą, a plan jest dopięty na ostatni guzik. Co może pójść nie tak?
Książeczka wielkości dłoni, na jeden lub dwa wieczory. Forma zwięzła, język precyzyjny. Znakomicie oddane napięcie podczas obserwacji ofiary i kradzieży. Trochę kryminał, trochę jakby przypowieść. W kryminalny półświatek Tokio wpleciony wątek przyjaźni złodzieja z małym chłopcem.
#czytelniczebingo - kryminał bez klasycznego detektywa - bingo!
Plan jest taki, żeby do końca roku wypełnić całą planszę, bo ta zabawa skłania mnie do sięgnięcia po bardziej zróżnicowane pozycje. Chociaż muszę przyznać, że na niektóre pola nie mam jeszcze nawet pomysłu.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto


Zaloguj się aby komentować
354 + 1 = 355
Tytuł: Wrony
Autor: Petra Dvorakova
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Storybox
Format: audiobook
Ocena: 10/10
Czas trwania: 3h 19m
Czytały: Kaja Walden, Ilona Chojnowska
Krótka lecz dosadna opowieść o braku zrozumienia, samotności wśród najbliższych i dysfunkcyjnych wzorcach wychowawczych. Deptanie poczucia własnej wartości jest codziennością, “pocieszanie” jest wzbudzaniem poczucia winy w przebraniu, a dziecko nie ma prawa do dzieciństwa, bo przecież musi być poukładane, a najlepiej dokładnie takie jak ja chcę albo jak “syn koleżanki twojej starej”. Emocjonalnie wyczerpująca i bolesna jak rosyjski film. Najlepsze jest to, że nie jest jakoś bardzo przejaskrawiona, a prozaiczna i wcale niedaleko jej od “normalnego” dorastania w latach 90-tych.
Świetna robota duetu lektorek.
#czytelniczebingo - polecajka z hejto - książka podpatrzona u @WujekAlien - pomyślałem, że jak chłop tyle czyta i coś chwali, to może warto sprawdzić
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto


Zaloguj się aby komentować
349 + 1 = 350
Tytuł: Modyfikowany węgiel
Autor: Richard Morgan
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: MAG
Format: książka papierowa
Liczba stron: 542
Ocena: 7/10
Jest XXVI wiek, ludzkość zaczęła rozprzestrzeniać się po galaktyce, a śmierć przestała być ostateczna. Dzięki technologii wykorzystującej modyfikowany węgiel świadomość można zapisać w formie cyfrowej i przenieść do nowego ciała. Karę pozbawienia wolności fizycznej zamieniono na umieszczenie “cyfrowego człowieka” w przechowalni na dziesiątki, a nawet setki lat. Były agent sił specjalnych zostaje wynajęty przez wpływowego klienta do zbadania okoliczności jego rzekomego samobójstwa.
Na pewno na uwagę zasługuje świat przedstawiony. Choć poznajemy tylko niewielki skrawek rzeczywistości, to ma on ogromny potencjał. Świat jest przepełniony nowoczesną technologią, normą są latające taksówki, reklamy projektowane bezpośrednio do mózgu i hotele prowadzone przez autonomiczne AI. Jest też brutalny i wulgarny, pełen korupcji, seksu, narkotyków i przemocy. Mroczna atmosfera i wszechobecne papierosy przywodzą na myśl Neuromancera, a i forma opowieści balansuje na granicy kryminału noir i cyberpunka, tylko nastawionego nie tyle na budowanie atmosfery, co na akcję.
Bohaterowie są skomplikowani i wadliwi: cyniczni, skrywają wiele sekretów, kłamią, ćpają i ulegają wielu innym słabościom. Zdarzają się momenty żenujące, w których główny bohater mimo, że przeszedł wymagające szkolenie warunkujące i jest wspomaganym neurochemicznie kozakiem, to bywa targany przez hormony niczym pryszczaty nastolatek… albo James Bond z lat 60-80 śliniący się do każdej pary cycków. Mimo tych wad, a może po części dzięki nim, wydaje się ciekawie napisany, bez przesadnej doskonałości.
Natomiast fabularnie niestety momentami mamy wydmuszkę. Początek intryguje, ale potem przez pewien czas historia tak naprawdę niewiele się rozwija, kręci się w kółko i dopiero pod koniec dostajemy zakończenie podane na tacy. Objętość wypełniają liczne opisy, sceny przemocy, seksu i wspomnienia głównego bohatera. Finalnie wyszło jednak nieźle, a nawet dobrze, choć mogło być za⁎⁎⁎⁎ście, więc pozostało mi wrażenie nie do końca wykorzystanego potencjału.
#czytelniczebingo - książka nagrodzona - nagroda im. Philipa K. Dicka w 2003 roku
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto


@saradonin_redux książka dużo lepsza od serialu
@A_a serial kiedyś oglądałem, ale kompletnie go nie pamiętam.
Pamiętam albo wyjątkowo dobre albo wyjątkowo złe, czyli musiał być nijaki i wymazał się z pamięci jako zbędny szum.
@saradonin_redux po bingo widzę, że kolega lubi Sci-Fi
Sensem całości jest przedstawienie człowieka jako kartridża, tzw. stosu pacierzowego, który można wstawić w wyzerowane ciało.
To zmienia definicje człowieka, pozwala na powielanie i zrownoleglanie, znosi ograniczenia i zarazem sprawia, że byt człowieczy staje się tani.
Tak tani, że specjalnie pozbawieni ograniczeń człowieczeństwa ludzie, jak bohater, nie mają problemow psychologicznych po wsadzeniu ich w jednorazowe ciała o krótkoterminowej przydatności.
Jak np. żołnierz o dwutygodniowym czasie życia. Albo w pełni zdigitalizowany byt w infosferze statku kosmicznego.
Unikalność głównego bohatera to jego gotowość do funkcjonowania jako bardzo tymczasowy produkt. Jest oczywiście kompetentnym supermenem, ale to blednie przy jego absolutnej akceptacji umowności własnej tożsamości... I tylko w jednej powieści przeżywa szok, gdy okazuje sie, że jego przeciwnikiem jest znacząco mniej doświadczona i bardziej idealistyczna kopia samego siebie.
Zaloguj się aby komentować
344 + 1 = 345
Tytuł: Instytut
Autor: Stephen King
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Albatros
Format: audiobook
Ocena: 6/10
Czas trwania: 18h 12m
Czytał: Maciej Kowalik
Książka o dzieciach przejawiających zdolności telepatyczne lub telekinetyczne porwanych do tajemniczego instytutu, w którym są poddawane obserwacji, testom i tresurze.
Wybrałem jedną z nowszych powieści Kinga, ponieważ jego twórczością byłem zafascynowany w młodości, ale zatrzymałem się mniej więcej 20 lat temu i byłem ciekaw jak zmienił się po tylu latach. Chyba niewiele. Trzyma poziom. Główne cechy stylu pozostają takie same jak zawsze: akcja rozwija się powoli zmierzając do punktu kulminacyjnego pod koniec opowieści, a mocną stronę jak zwykle stanowią różnorodne i wiarygodne osobowości postaci budowane w sposób pośredni poprzez różne drobne codzienne czynności, dialogi i małe wybory.
Nie jest to przerażający horror, a raczej niepokojący dreszczowiec z elementami fantastyki, choć muszę przyznać, że dobrze opowiedziany, a wątki łączą się w przemyślany sposób. Lektura okazała się całkiem wciągająca i zarazem mało wymagająca, więc idealnie nadaje się do słuchania na spacerze czy podczas sprzątania.
#czytelniczebingo - powrót do autora, którego już lubisz, a konkretniej autora, którego uwielbiałem będąc nastolatkiem
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto


No ja bym dal chociaz 7 bo lubie kinga a tu jego umubione tematy dziecinstwa, krzywdy oraz utraty beztroskosci.
Zaloguj się aby komentować
332 + 1 = 333
Tytuł: 1000 Lokomotyw
Autor: Torsten Berndt, Klaus Eckert
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Wydawnictwo Olesiejuk
Format: książka papierowa
Liczba stron: 368
Ocena: 8/10
Potężna cegła zawierająca skróconą historię kolei skupioną w znakomitej większości na Europie oraz krótkim rozdziałem dotyczącym Stanów Zjednoczonych. Kompetentnie napisana książka w zrozumiały sposób przedstawia uwarunkowania zarówno geograficzne jak i polityczne mające wpływ na rozwój kolei w danym kraju. Jak wskazuje tytuł, główna jej objętość poświęcona została lokomotywom i zespołom trakcyjnym funkcjonującym na danym obszarze od pierwszych parowozów, po nowoczesne elektryczne zespoły trakcyjne wysokich prędkości. Każda opatrzona fotografią, krótkim opisem oraz podstawowymi danymi technicznymi.
Znakomite wydawnictwo dla każdego miłośnika kolei. Ponadto czytana przed snem skutecznie usypia.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Album: This Morn' Omina
Wykonawca: Le Serpent Blanc - Le Serpent Rouge
Rok: 2003
Odsłuch całości niestety dostępny jest tylko na bandcamp:
https://thismornomina.bandcamp.com/album/le-serpent-blanc-le-serpent-rouge-2
Stara szkoła. Dwupłytowe wydawnictwo, ale żeby nie przesadzać z długością, przyjmijmy, że zgłaszam tylko pierwszą część, czyli Le serpent blanc obejmującą pierwsze 8 utworów:
Epoch
Suneater
(The) Ninth Key
Taliesin
The Immutable Sphere
Toltec
Son of Fire
Uraeus
Pojedyncze utwory można odnaleźć na Youtube, ale nie widziałem żadnej playlisty.
#kacikmelomana #muzykaelektroniczna #psytrance #industrial #tribaltechno
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry, słowo się rzekło.
Pozdrawiam
#hejtokoksy #silownia #dziennog


A wez nic nie mow, mam po chyba roku nowy plan treningowy - upper/lower z czego lower to 99% nogi xD wiec upper,lower,off,upper, lower, off. Nogi co 3 dni. Nic tylko sie za⁎⁎⁎ac.
@saradonin_redux
Pokaż nóżki.
@cyberpunkowy_neuromantyk a dej pan spokój, chude patyki, ale nie poddaję się, może kiedyś coś z tego będzie
@saradonin_redux
: (
W sumie wczesniej tez twk mialem xD co 3 i 4 dni
Zaloguj się aby komentować
304 + 1 = 305
Tytuł: Mechanicum
Autor: Graham McNeill
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Copernicus Corporation
Format: audiobook
Ocena: 7/10
Czas trwania: 13h 58m
Czytał: Krzysztof Polkowski
Dziewiąta pozycja z cyklu Herezji Horusa jest smutną historią Schizmy Marsa.
Mars jest planetą‑zbrojownią imperium, to w jego kuźniach i fabrykach powstają pancerze kosmicznych marines oraz tytani dla armii imperialnej. Podzielony jednak pomiędzy liczne frakcje i sprzeczne interesy, nie jest monolitem.
Narracja obejmuje dwa główne, prowadzone równolegle wątki. Pierwszy ma formę przygodową i dotyczy prac zespołu specjalistów nad nową, rewolucyjną technologią oraz odkrywaniem sekretów kryjących się za marsjańskimi legendami. Drugi ma charakter trzymającego w napięciu dreszczowca wypełnionego polityką, prowokacjami, szantażem i zdradą.
Dialogi są drewniane, a postacie płaskie, szczególnie te drugoplanowe. Książka nadrabia jednak bogactwem detali fabularnych dotyczących Marsa i Mechanicum, umiejętnie budowanym napięciem oraz epickimi bitwami potężnych tytanów.
#czytelniczebingo - nietypowy system magii lub technologia - bóg-maszyna, połączenie technologii z mocami demonicznymi, maszyny samoświadome, “zły” kod
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #warhammer40k


@saradonin_redux nie może zabraknąć cytatu i soundtracku: https://youtu.be/ztzq05IzYds?si=Jdse7ifl4o0lU4ee

Zaloguj się aby komentować
303 + 1 = 304
Tytuł: Legion Wspomnień
Autor: James S.A. Corey
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: MAG
Format: książka papierowa
Liczba stron: 448
Ocena: 5/10
Książka jest zbiorem 8 opowiadań z uniwersum Expanse: Napęd, Rzeźnik stacji Anderson, Bogowie ryzyka, Kocioł, Życiowa otchłań, Dziwne psy, Auberon oraz Grzechy naszych ojców. Akcja osadzona została w różnych przedziałach czasowych zarówno przed, w trakcie, jak i tuż pod wydarzeniach głównej linii fabularnej.
Mam mieszane uczucia.
Przede wszystkim w oczy razi słaby styl części opowiadań, chaotyczne przeskoki i brak spójności narracji nawet w ramach tego samego opowiadania. Nie jestem pod tym względem jakoś wyjątkowo wymagający, ale momentami odnosiłem wrażenie, że pisały je zupełnie inne osoby niż podstawowe 9 tomów cyklu albo nawet różne akapity pisały różne osoby. Być może autorzy powierzyli to zadanie stażystom. W ostatnim opowiadaniu, aby sięgnąć jeszcze niżej, ktoś zdecydował się zastosować idiotyczne gender-bender formy czasowników. Podejrzewam, że w oryginale były to po prostu wyimaginowane zaimki, ale w polskiej wersji wyszło z tego kalectwo językowe, które przy pierwszym wystąpieniu wziąłem za literówkę, a po przeczytaniu najeżonego nimi akapitu podejrzewałem początki wylewu.
Również strona fabularna nie trzyma stałego poziomu. Część opowiadań w wiarygodny sposób wyjaśnia przeszłość bohaterów (np. jak Timothy został Amosem) lub uzasadnia ich motywacje (Fred). Inne są wyraźnie inspirowane istniejącymi wzorcami popkultury (Smętarz dla zwierzaków), a jeszcze inne sprawiają wrażenie wymyślonych naprędce podczas defekacji.
Mając cykl Expanse na świeżo można jednak przymknąć oko na niedostatki i uznać ten zbiór za miłą ciekawostkę.
Najbardziej spodobały mi się: Napęd, Rzeźnik stacji Anderson, Kocioł
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
282 + 1 = 283
Tytuł: Bitwa o Otchłań
Autor: Ben Counter
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Copernicus Corporation
Format: audiobook
Ocena: 7/10
Czas trwania: 13h 12m
Czytał: Krzysztof Polkowski
tl;dr: Wietnam w kosmosie z kosmicznymi he-manami, solidna pozycja dla miłośników przejaskrawionego military sci-fi, dla większości może okazać się niezbyt logiczna ani porywająca.
Ósma książka cyklu Herezji Horusa została trafnie zatytułowana. Narracja przyjmuje wybitnie batalistyczny charakter wypełniony opisami bitew kosmicznych ze wszelkimi detalami manewrów, uzbrojenia i uszkodzeń, chaotycznych walk z demonami osnowy, a także bratobójczych potyczek pomiędzy Astartes. Powraca teatralność i pompatyczność. Znów dochodzi sporo nowości i postaci z legionów, których nie było w poprzednich częściach, więc jako laik miałem okazję poznać niektóre cechy charakteryzujące Ultramarines, Kosmicznych Wilków czy Głosicieli Słowa. Choć większość postaci była dość płaska i archetypiczna (prawy i szlachetny kapitan, waleczny pijak-zawadiaka itp.), to znalazły się dwie (Mhotep i Skraal), które okazały się totalnie badass w sposób tak wspaniale metalowy, że mózg automatycznie chciał włączyć Manowar, Dethklok albo soundtrack z Dooma.
Na próżno w tej książce szukać jakieś filozoficznej czy psychologicznej głębi, czy też fabularnych smaczków kluczowych dla całokształtu Herezji. Bitwa o Otchłań okazała się po prostu zapisem brutalnej i wyczerpującej kampanii wojennej, w której desperacja bohaterów miesza się z klaustrofobiczną atmosferą potęgowaną przez wzajemną niechęć i różnice zdań pomiędzy sojusznikami. Z drugiej strony nie zabrakło też scen wyjątkowo dramatycznych i epickich.
Wbrew licznym opiniom bawiłem się całkiem nieźle, być może dlatego, że świat Warhammera 40K traktuję z dystansem jak fabułę Gothica czy Warcrafta.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #warhammer40k


Uwaga spojler!
i przemyślenie z d⁎⁎y
.
.
.
Kwintesencją całej powieści jest jedna z końcowych scen, w której Skraal rzuca się do samobójczej walki przeciwko całej grupie Głosicieli Słowa po to, by zyskać trochę czasu dla Cestusa i Brynngara usiłujących dokonać sabotażu reaktora.
Kluczem jest kontekst: otóż Skraal jest kapitanem Pożeraczy Światów, legionu uważanego przez innych Astartes za bezmyślnych berserków, pozbawionych zmysłu taktycznego barbarzyńców i rzeźników. Będąc ostatnim ocalałym z pierwszej grupy abordażowej, Skraal ukrywał się na pokładzie Otchłani tygodniami powstrzymując swój gniew, aby nie zdradzić swego położenia. W tym punkcie kulminacyjnym Skraal nie myśląc ani chwili uwalnia instynktowną furię i poświęcając swe życie podejmuje de facto taktycznie najwłaściwszą decyzję, która ratuje misję. Deathmetal stops. Kurtyna.
Zaloguj się aby komentować
264 + 1 = 265
Tytuł: Legion
Autor: Dan Abnett
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Copernicus Corporation
Format: audiobook
Ocena: 5/10
Czas trwania: 11h 36m
Czytał: Krzysztof Polkowski
Siódma część Herezji Horusa przynosi zmianę perspektywy, gdyż tym razem większość akcji nie jest przedstawiona z punktu widzenia Adeptus Astartes, lecz zwykłych ludzi - żołnierzy 670 floty ekspedycyjnej o dość skomplikowanej strukturze i przeróżnych fikuśnych tytułach wojskowych, z których niektóre sprawiają wrażenie wymyślonych na poczekaniu. Być może z tego powodu forma opowieści też nie jest tak wyniosła, a bardziej przybiera formę militarno-szpiegowskiej rozgrywki, której należy nieco uważniej słuchać, by nadążyć za grą kłamstw i pozorów. Książka przy okazji stanowi niejako wprowadzenie do specyfiki Legionu Alfa, w którym najwyraźniej wszyscy kłamią i każdy jest kimś innym niż tym, za kogo się podaje.
W teorii mamy przepis na sukces, ale zaczyna się to słabo, pierwsza połowa opowieści jest w zasadzie o niczym, a wręcz bywa irytujące. Dziwne zagrywki, podstępy i przebieranki za inne postaci wydają się dziecinne i równie zbędne jak seksualizacja nielicznych kobiet tylko po to by pan superszpieg John Grammaticus miał swoją dziewczynę Bonda. O ile elementy perwersyjnej erotyki miały sens w Fulgrimie, który był opowieścią o postępującym zepsuciu, tak w Legionie wydają się zupełnie niepotrzebne.
Nie rozumiem wysokiej średniej ocen, bo w mojej ocenie Legion nie ma podjazdu do znakomitej trylogii początkowej. Książkę ratuje tylko sama końcówka, która wyjaśnia tragiczną rolę Legionu Alpha w całym galaktycznym zamieszaniu.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #warhammer40k

@saradonin_redux
Akurat jedna z moich ulubionych książek, ale zupełnie inaczej mi się ją czytało, przez odejście od głównej osi wydarzeń i od astartes, podobnie jak Mechanicum.
Jak na razie mam zamiar przeczytać wszystkie, i chyba tylko "Bitwa o otchłań" i "Władca ludzkości" sprawiali mi problemy. pierwsza zbyt chaotyczna i klaustrofobiczna, a druga mimo że ciekawa, to mało akcji.
Zaloguj się aby komentować
Zobaczyłem tego mema, a potem spojrzałem w kalendarz... sobota, czyli będą nogi.
A wy co robicie w Walentynki, znowu klatę?
#hejtokoksy #silownia #heheszki


@saradonin_redux Ogólnie to się okazuje, że maszynę do leg press u mnie można przerobić na hacksquat i fajnie bo wolę tę.
@AdelbertVonBimberstein jedno i drugie fajne zależnie od potrzeb i reszty ćwiczeń
@saradonin_redux tylko quady muszę zaatakować, zwłaszcza po zewnętrznej stronie. Łydki nawet na siłowni mi komplementują, oczywiście faceci xD
@saradonin_redux ja nie ćwiczę żadnym klasycznym splitem, akurat 14 takie koślawe fbw wypada
@saradonin_redux Bieganko + FBW
Zaloguj się aby komentować
Ostatnie premiery Filippo Sorcinelliego przeszły zupełnie bez echa, bo niby jak ktoś miał się o nich dowiedzieć, kiedy sam ich nie reklamował, mają ograniczoną dostępność, a w popularnych bazach nie ma ich wcale lub pojawiły się z dużym opóźnieniem. Cena con Assenza ukazała się wyłącznie jako część bożonarodzeniowego zestawu prezentowego i nawet nie ma jej jeszcze na parfumo - dyskusja jest wciąż otwarta z uwagi na ograniczone źródła. Didone i Enea zaś powstały przy współpracy z węgierskim butikiem 7scents i w ograniczonej ilości dostępne jeszcze są wyłącznie w tym sklepie.
Cena con Assenza
Zawsze miałem problem z gourmandami, ponieważ znakomita większość z nich jest dla mnie nieakceptowalnie słodka. Najczęściej producenci po prostu napierdolą pod korek etylomaltolu lub etylowaniliny, napiszą wanilia i cyk, mamy perfumy niszowe za grubą kasę o zapachu niemal identycznym jak 4987351 innych, Julki sikają po nogach z radości, gdy resztę mdli od tego smrodu. Również Ascetic Vanilla od Filippo okazała się nienoszalna, gdyż połączenie etylowaniliny i nut karmelowych z monstrualną mocą gwarantowały zmęczenie już po 2 godzinach. Cena con Assenza to chyba w końcu coś dla mnie. Owszem, masło orzechowe wybrzmiewa smakowicie i gdzieś tam maltol udający chleb wprowadza nieco słodyczy. Z drugiej jednak strony mamy bardzo wytrawne wędzone drewno, przypominające coś, co czułem kiedyś w Arz el-rab od Berdoues, do tego jakieś gorzkie olejki z drzew iglastych i jedna z moich ulubionych żywic czyli mirra. W efekcie więc kompozycja mimo, że zawiera wyraźne elementy gourmand, to jest tak zbalansowana, że na pewno nie mogę nazwać jej słodką. Mimo, że butelka jest niechlujnie oklejona, a zapach trwałością nie powala (wyciąga max do 5-6h), to nosi mi się znakomicie - dla mnie sztosik, i jedna z ciekawszych nowości.
Didone
Róża zagrzebana w popiele. Jeśli ktoś liczył na czarną porzeczkę, to ona wybrzmiewa dosłownie przez pierwsze może dwadzieścia sekund wraz z rozpuszczalnikiem, by zaraz ustąpić miejsca róży. Róża zaś pachnie tu całkiem fajnie, bardzo vintage, niczym w Oud Maximus, wciąż wilgotne płatki z lekko pudrowym akcentem, choć wcale nie wydaje się typowo damska w odbiorze. W tle czuć metaliczne kadzidło i popiół z wypalonych węgielków i z czasem ewolucja przebiega w tym kierunku. Odległy vibe Omanluxury Royal Incense, ale nie tak prosto w mordę, a kompozycja wydaje się bardziej zniuansowana i przestrzenna. Ładne, ale dość delikatne pachnidło.
Enea
Na początku bardzo intensywny liść laurowy z pieprzem, przechodzi stopniowo w przydymionego cyprysa na bazie drzewno-dymno-piżmowej i choć cyprysik robi robotę, to mam wrażenie, że niestety w tej bazie traci na jakości. Ogólne wrażenie - coś w połowie drogi pomiędzy cyprysowym kadzidełkiem CdG Kyoto a chłodnym dymnym Beaufort Pyroclasm. Niezły, ale też niczym nie zachwycił i nawet mocno nie żałuję, że rozbiórka się nie udała
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina #filipposorcinelli

Zaloguj się aby komentować
252 + 1 = 253
Tytuł: Upadek Lewiatana
Autor: James S.A. Corey
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: MAG
Format: książka papierowa
Liczba stron: 528
Ocena: 8/10
Dziewiąty i ostatni tom cyklu Expanse jest bezpośrednią kontynuacją Wzlotu Persepolis i Gniewu Tiamat oraz stanowi zakończenie linii fabularnej całej opowieści.
Podsumowując cykl: mimo lepszych i słabszych fragmentów to ogólnie bardzo mi się podobało, to była niezwykła przygoda, zżyłem się z bohaterami i czuję taką samą pustkę jak kiedyś po ukończeniu 5 sezonów The Wire czy ograniu trylogii Mass Effect.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Po tym jak koledzy @Gaashak i @Onestone wrzucili swoje propozycje do kącika melomana to tak mi się coś skojarzyło, że gdzieś słyszałem połączenie Manowar i Therion - no i co jak co, ale ten cover to im się udał: Therion - Thor (The Powerhead)
#metal
https://www.youtube.com/watch?v=drSdpH3yMzc
Zaloguj się aby komentować