Oglądałem chwilę temu film "Das Boot" (Okręt) i wydaje mi się.. że mogę polecić Jest on też na liście IMDB top 250 filmów i po części mogę zrozumieć dlaczego się tam znalazł. Zresztą, od jakiegoś tygodnia po seansie za mną ciągle chodzi.
Film może nie posiada hiper efektów specjalnych, ale za to nadrabia atmosferą oraz aktorstwem. Sam mam lekki problem z klaustrofobią i oglądając ten film poczułem dyskomfort. Dawniej pamiętam, że najbardziej na mnie tak działał Cube.
Na pewno ciekawym przeżyciem by było gdyby film leciał w kinie 4D/5D (to se OP wymyślił), gdzie widz by mógł jeszcze bardziej poczuć podwodne życie (temperatura, "zapachy", wybuchy pod wodą itd.)
Film trwa ponad 3 godziny, więc to trzeba na spokojnie.. Odpowiadało mi również to, że wiele scen to długie ujęcia, a nie zmiana kamery co 5 sekund tak jak czasami się to zdarza.
Najlepszą rolę według mnie miał "Johann" czyli inżynier "na statku" (dodam zdjęcie na dole)
Opis według chatagpt:
"Das Boot" to niemiecki film wojenny z 1981 roku, wyreżyserowany przez Wolfganga Petersena, oparty na powieści Lothara-Günthera Buchheima. Akcja filmu toczy się w 1941 roku, podczas II wojny światowej, i opowiada o załodze niemieckiego okrętu podwodnego U-96.
Film przedstawia surową rzeczywistość życia na okręcie podwodnym, ukazując zarówno monotonię codziennych obowiązków, jak i dramatyczne momenty bitew. Załoga zmaga się z trudnymi warunkami, strachem i klaustrofobiczną atmosferą. W miarę jak misja staje się coraz bardziej niebezpieczna, napięcie i stres narastają, a załoga staje twarzą w twarz z własną śmiertelnością.
"Das Boot" jest chwalony za realistyczne przedstawienie życia na U-bootach oraz za intensywne, klaustrofobiczne napięcie, które trzyma widza w napięciu przez cały film. Produkcja ta stała się jednym z najważniejszych filmów wojennych w historii kina, a także uzyskała wiele nominacji do Oscara.
Planuję dać pewnej bliskiej osobie tę książkę. Trzymajcie kciuki, żeby była dobrym wstępem do pokonania problemu (prawdopodobnie bez terapii w przyszłości się nie obędzie)
Może krótki kontekst: Matka sprawiła, że osoba XY (lvl 50+) o wszystko się obwinia i nie potrafi się od niej uwolnić. Osoba XY to złota kobieta i wiele osiągnęła w życiu, ale aż przykro się patrzy i słucha jak jej własna matka zepsuła i nadal psuje jej psychikę.
Zastanawiam się też na ile jest to powszechny problem w Polsce. Na hejto jest co prawda dosyć mało kobiet, ale może ktoś z was albo znajome osoby przerabiały temat narcystycznych matek i/albo ogólnie rodziców?
@nobodys nie mam i nie potrzebuje, mieszkanie od strony północno wschodniej mi się tak nie nagrzewa. Dodatkowo nie jest na ostatnim piętrze więc to też plus.
Wcześniejsze miałem na 4 piętrze i wschód zachód, cały dzień kotłowało xD
Nie mam klimy, ale mam 100 letni drewniany dom o 3 calowych ścianach, poddasze nieocieplone, ale na stropie są trociny. W najgorsze upały nie ma szans żeby w domu przekroczyło 25 stopni, a zwykle jest stabilne 22. W zimie też jest spoko. Jest bardzo energooszczędny, bo jest pożydowski
Kumpel którego poznałem kilka lat temu na lokalnym evencie rowerowym bierze jutro udział w kotlinie 400.
Dla niektórych pewnie ta mapka ze screenshota oraz cyferki coś powiedzą, dla innych napiszę tylko tyle, że jest to bardzo wymagająca trasa (taka 10/10 wymagająca).
Najbardziej w tej całej sytuacji daje mi do myślenia ostatnia kontuzja kolegi: Pod koniec października w pracy miał niefortunny wypadek (złamanie kości śródstopia) i mógł powrócić na rower z ograniczeniami dopiero pod koniec stycznia.
Ma u mnie ogromny szacunek i jest to na swój sposób motywujące. Mi w tym roku wiele planów (szczególnie rowerowo/górskich) przez nadmiar prywatnych spraw/problemów posypało się jak domek z kart, ale cieszy mnie, że innym się udaje realizacja swoich marzeń i postanowień
@nobodys uwielbiam jeździć, szosą czy MTB ale nigdy nie pojmę co pcha ludzi do jechania takich tras, a nawet dłuższych, na raz. Nigdy nie pojmę takiego masochizmu
Kolejny serial zakończony. Od dawna miałem zamiar zacząć oglądać Ted Lasso.
Myślałem, że może to być kolejna głupkowata komedyjka o piłce nożnej (bądź co bądź dobrze oceniana). Oczywiście jest tam dużo humoru średnich lotów oraz anglojęzycznych porównań przy których czasami się gubiłem, ale całościowo jest to produkcja bardzo wartościowa. Poruszane są różnorodne kwestie życiowe i po całych trzech sezonach nie dziwię się, że Ted Lasso przez kilka lat zdobył sporo nagród. Myślałem, że jeżeli serial mi się spodoba to będę się głównie przy nim śmiał. Przyznam jednak, że nie raz i nie dwa łza się zakręciła w oku.
Nie pamiętam kiedy ostatnio jakaś produkcja mnie tak pozytywnie zaskoczyła.
Szczególnie spodobała mi się bardzo realistyczna scena z atakiem paniki Teda Lasso.
@nobodys ja że gardzę piłka kopaną podchodziłem to tego serialu bardzo sceptycznie.
Na szczęście dla mnie okazało się że piłka to tylko tło które nie odbiera mega pozytywnego przekazu tego serialu. Z jednej strony żałuję że się zakończył a z drugiej (tej lepszej) cieszę się że go nie zarzneli kontynuacjami.
Gratulacje, Debiutancie! Zrobiłeś pierwszy krok na drodze do internetowej sławy. Teraz już nie jesteś tylko Statystą – jesteś Debiutantem! Twoje wpisy i komentarze zaczynają przyciągać uwagę, a twoja obecność na hejto nabiera coraz większego znaczenia.
Zalety bycia Debiutantem:
Początek przygody: Masz już za sobą pierwsze nieśmiałe kroki. Teraz czas na odkrywanie i zdobywanie nowych terenów w wirtualnym świecie hejto.
Pierwsze fanki i fani: Zaczynasz zbierać pierwsze pioruny od innych użytkowników. Może to jeszcze nie jest tłum wielbicieli, ale każdy od czegoś zaczyna.
Świeżość pomysłów: Jako nowicjusz, twoje pomysły i komentarze mają świeżość, której inni mogą ci pozazdrościć. Twoja kreatywność kwitnie jak wiosenne kwiaty!
Eksperymentowanie: To najlepszy czas na testowanie różnych stylów i tematów. Jesteś jak młody odkrywca, który dopiero co wyruszył na swoją pierwszą ekspedycję.
Wzrost popularności: Twoje wpisy już nie giną w tłumie. Zaczynasz budować swoją markę i rozpoznawalność. Może jeszcze nie jesteś celebrytą hejto, ale już nie jesteś zupełnym no-namem!
Typowy dzień Debiutanta:
Wstajesz pełen entuzjazmu, otwierasz hejto i z radością zauważasz, że masz nowe powiadomienia! Ktoś skomentował twoje wpisy, ktoś inny dał ci pioruna – to znaczy, że jesteś na dobrej drodze. Piszesz nowy wpis, starając się zaskoczyć i zainteresować innych. Każdy dzień to nowa przygoda i nowe możliwości!
Podsumowanie:
Debiutant to osoba pełna zapału i entuzjazmu, gotowa na podbój hejto. To czas pierwszych sukcesów i małych triumfów, które dodają skrzydeł. Nie zapomnij, że każdy Guru był kiedyś Debiutantem – więc kto wie, może to właśnie ty za jakiś czas będziesz świecić jako Gwiazdor lub Inspirator?
Gratulacje, zostałeś Statystą! Witaj w elitarnym gronie tych, którzy dzielą się swoim geniuszem, ale... no, powiedzmy sobie szczerze, jeszcze nikt tego nie zauważył. Ale nie martw się, bycie Statystą ma swoje zalety!
Zalety bycia Statystą:
Niewidzialność: Możesz cieszyć się błogim spokojem, bo nikt jeszcze nie odkrył twojej obecności. Idealne dla tych, którzy lubią działać w cieniu.
Brak odpowiedzialności: Nie musisz się martwić o presję bycia autorytetem. Możesz pisać, co tylko chcesz, bo nikt i tak tego nie przeczyta. Prawdziwa wolność słowa!
Czas na rozwój: Masz mnóstwo czasu, żeby popracować nad swoimi wpisami i komentarzami. Ćwicz, próbuj, eksperymentuj – przyszłość stoi przed tobą otworem (może kiedyś)!
Tajemniczość: Tajemniczy Statysta brzmi jak postać z filmu szpiegowskiego. Może i ty jesteś sekretnym agentem Internetu, kto wie?
Piorunowe skarby: Z każdym piorunem, który dostajesz, jesteś coraz bliżej stania się Kompanem, Specjalistą, a może nawet GURU. Mały krok dla Statysty, wielki krok dla... no, ciebie!
Typowy dzień Statysty:
Rano wstajesz i przeglądasz hejto, ciesząc się każdą chwilą anonimowości. Pijesz kawę, myśląc o wpisie, który może, tylko może, zdobędzie jednego pioruna. Dodajesz komentarz – nikt nie zauważa. Ale to nic, bo ty wiesz, że każda wielka podróż zaczyna się od pierwszego kroku... a raczej od pierwszego pioruna!
Podsumowanie:
Statysta to nie tylko najniższa ranga, to fundament, na którym opiera się cała społeczność hejto. Każdy Guru zaczynał kiedyś jako Statysta, a więc głowa do góry! W cieniu też można być gwiazdą – trzeba tylko trochę cierpliwości i odrobinę piorunów.
@nobodys hmm, posunąłeś mi myśl o tym by usunąć konto i zacząć jeszcze raz. Ciekawe jak by to było? Jeśli dochrapię się najwyższej rangi to chyba właśnie tak zrobię.
Ostatnio na hejto zaobserwowano niezwykłe zjawisko, które wstrząsnęło całą społecznością. Zjawisko to nazwano "Chorobą Grubych Ryb" (łac. Piscis Magnificus Deletus). Choroba ta dotyka użytkowników o randze, zwanych "grubymi rybami", i sprawia, że ci wybitni osobnicy znikają z wód hejtojańskich na zawsze, kasując swoje konta.
Jak to się objawia? Otóż pierwszym symptomem jest nagłe pragnienie powrotu do realnego świata. Grube ryby zaczynają tęsknić za spacerami po plaży, żeglugą po jeziorze i spotkaniami z innymi rybami na żywo. Nagle okazuje się, że wirtualne oceany hejtojańskie to za mało, a prawdziwe morza i oceany kuszą swoją autentycznością i zapachem morskiej bryzy.
Drugi objaw to nieodparta potrzeba zmiany wirtualnej diety. Grube ryby, zamiast piorunów i komentarzy, zaczynają pragnąć prawdziwych smakołyków: sushi, krewetek czy wędzonych łososi. Żadne wirtualne „reakcje” nie są w stanie zaspokoić ich kulinarnych ambicji.
Trzeci i najbardziej niepokojący objaw to nagłe przebudzenie "filozoficzne". Grube ryby zaczynają zadawać sobie egzystencjalne pytania: „Czy naprawdę jestem tylko użytkownikiem na stronie?”, „Czy moje pioruny, komentarze i posty mają sens?” oraz „Czy kliknięcie 'usuń konto' to nowa forma zen?”. W efekcie tych rozważań, z głębokim poczuciem odkrycia sensu życia, decydują się na radykalny krok – kasację swojego konta.
Niestety, do tej pory nie znaleziono skutecznego lekarstwa na "Chorobę Grubych Ryb". Niektóre teorie sugerują, że regularne poddawanie się kąpielom w hejtojańskich ciepłych źródłach hejtostats lub organizowanie wirtualnych spotkań terapeutycznych mogłoby pomóc, ale to tylko hipotezy.
Zatem jeśli widzisz, że gruba ryba z twojej społeczności zaczyna wykazywać te objawy, spróbuj ją zatrzymać, zanim odpłynie na dobre. Pamiętajcie, żeby co jakiś czas rzucić jej jakieś ciekawe wątki i atrakcyjne komentarze, bo nigdy nie wiadomo, kiedy kolejną ofiarą "Choroby Grubych Ryb" może być wasz najlepszy wirtualny przyjaciel.
@GrindFaterAnona Pewnie, w ostatnim MFS też tak było
W Microsoft Flight Simulator 2024 ponownie mamy możliwość zwiedzić cały glob za sterami cywilnych maszyn, rozpoczynając i kończąc podróż na jednym z kilkudziesięciu tysięcy lotnisk umiejscowionych w różnych zakątkach świata.
Jest to pierwsza książka w tym roku którą poleciłbym każdemu.
Krótki opis:
Krzysztof Jaźwiec około piętnastu lat zmagał się z własnym alkoholizmem. Po zatrzymaniu nałogu zaczął pomagać innym. Rozpoczął nowe życie – zdobył kwalifikacje terapeuty dzięki Studium Umiejętności Psychologicznych w Czarnym Borze, Studium Terapii Uzależnień w Warszawie, Studium Terapii Uzależnień i Współuzależnienia w Krakowie, obronił certyfikat PARPA. Od 2012 roku wraz z partnerką prowadzi własny ośrodek terapii uzależnień „Strefa Trzeźwości”.
Tak więc, czy taka osoba jest kompetentna jeżeli chodzi o opowiadanie o uzależnieniu alkoholowym? Według mnie, w 100% tak. Autor nie jest tak medialny i komercyjny jak np. Robert Rutkowski, ale według mnie jest to nawet plus, bo wydaje się być bardziej autentyczny. Ta książka jest jedyną jaką napisał i całkiem możliwe, że więcej ich nie powstanie. Sama książka ma dosyć ciekawą formę, bo jej części w jakimś stopniu były najpierw artykułami a sama historia autora miała być jego pamiętnikiem. Jest to więc taki miks, powiedzmy w 2/3 historia swojego życia i walki z nałogiem a 1/3 dogłębna analiza różnych tematów powiązanych z nałogiem oraz emocjami i jak można sobie z tym natłokiem poradzić.
Krzysztof Jaźwiec był inżynierem i nigdy nie myślał o tym, że kiedykolwiek napisze książkę. Mi jego styl pisania pasuje, bo stara się opisywać sytuacje/aspekty dokładnie, ale przy tym niepotrzebnie się nie rozdrabnia i przekazuje czysty obraz swoich przemyśleń i porad. Wcześniej napisałem, że poleciłbym książkę wszystkim. Głównym powodem jest to, że czytając ją miałem odczucie, że nie ogranicza się do alkoholu i pokazuje różne schematy życiowe (można ją przenieść na uzależnienie od czegokolwiek). Szczególnie ciekawym rozdziałem wydał mi się opowiadający o mechanizmach adaptacyjnych oraz jak ważną rolę mają zmiany w życiu (bądź ich brak).
Z plusów zewnętrznych to bardzo mi się podoba sam tytuł jak i okładka.
Miłym dodatkiem jest też kilka motywujących oraz przystępnych cytatów.
"Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym,
czego nie mogę zmienić;
odwagi,
abym zmienił to, co mogę zmienić;
mądrości,
abym odróżniał jedno od drugiego".
(podobno Marek Aureliusz)
A na stronie Strefa Trzeźwości np. :
Pamiętaj, że…
Nie ma sprawy tak uciążliwej i trudnej,
aby umysł nie zdołał jej przezwyciężyć
i oswoić ustawicznym rozmyślaniem.
I nie ma takich dzikich i samowolnych namiętności,
których nie dałoby się ujarzmić przez dyscyplinę.
Duch osiąga wszystko, cokolwiek sobie rozkaże.
(Seneka)
Oczywiście cytaty nie ograniczają się do tych stoickich, ale stabilność emocjonalna ma u autora wysoki priorytet, więc nic dziwnego, że i takie się znalazły
Książce dam też kilka minusów, ale nic wielkiego. Głównie kilka literówek + brak opisania czym jest i jak dokładnie działa Anticol i Esperal. W sensie, w książce jest to trochę opisane, ale na mój gust tu akurat przydało by się więcej mięsa.
Dałbym za te minusy 9,5, więc ostatecznie 10 i hejtopolecajka
Kilka tygodni temu @Wrzoo pisała swoją historię oraz jaką rolę pełnił jej mąż.
Niestety u mnie była podobna sytuacja i książkę podarowałem różowej (po długim researchu). Najpierw ona ją przeczytała (i również poleca) a później ja. Schematy opisane w książce są bardzo oczywiste i byłem w dużym stopniu osobą współuzależnioną.
Oczywiście sama książka to nie lekarstwo, ale jeżeli ktoś ma problem z alkoholem bądź widzi u kogoś widoczny problem to według mnie jedna z lepszych jak nie najlepsza lokalna lektura (no i całkiem świeża, bo wydana w 2023).
@nobodys ja sobie nie zdawałem sprawy jak alkoholizm jest powrzechny. Dopiero na hejto zobaczyłem jak wiele osób o tym opowiada. Znam kilku alkoholików ale nie sądziłem, że to jest aż tak powszechny problem. Chociaż może tutaj jest to znowu przesadzone...
@maximilianan ja myślę, że to jest tylko kwestia czasu aż któregoś z posłów, pewnie byłych zobaczymy w freak fightach. Tam jest dobre siano, ponad 1 milion za walkę, więc na pewno któryś się w końcu skusi
Polska mogłaby być pierwszym krajem (w XXI wieku ), w którym zamiast wyborów dokonywanych przez przypadkowe społeczeństwo o miejsca w parlamencie politycy walczyliby napierdalając się gdzieś na stadionie.
Można zrobić PPV i przeznaczać zyski na jakieś szczytne cele.
Można byłoby tak zacząć już w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Albo system pucharowy albo po prostu last man standing danego dnia w czerwcu czy październiku.
Pewnie dlatego pis promuje tego Bocheńskiego czy jak mu tam. Jaka odpowiedź KO? Czy Hołownia ma szanse?
Nie byłem chyba docelowym odbiorcą tej książki, bo według mnie jest bardzo przeciętna.
W teorii miałem się dowiedzieć jak wyglądało życie cesarza Etiopii Hajle Sellasje i częściowo tak było. Kapuściński przedstawia rozmowy z ludźmi dworu którzy mieli bezpośredni kontakt z cesarzem, bądź jakikolwiek kontakt. Wszystko by było w porządku, jednak styl (choć wybitny) jakim posługuje się autor kompletnie mi nie pasuje. Reportaż (a raczej reportaż-powieść) jest przekoloryzowany, miejscami cukierkowy i niepotrzebnie rymowany. Zdaję sobie sprawę, że wielu osobom się to podoba, a mnie z każdą kolejną stroną zaczynało irytować.
Trochę też powątpiewam na ile rozmowy z anonimowymi sługami cesarza są autentyczne i nie pomaga w tym wcześniej wspomniany styl pisania. Ciężko określić co faktycznie te osoby mówiły a co Kapuściński sobie dopisał, bądź ukrył, żeby bardziej mu pasowało.
Nie jestem zawiedziony, bo książka zalegała w domu i przypadkowo zacząłem ją czytać
przeczytałem wiele książek Kapuścieńskiego i go bardzo lubię, ale Cesarza uważam chyba za jego najsłabszą książkę, może dlatego że była akurat lekturą w szkole, a może po prostu jest najsłabsza ¯\_(ツ)_/¯
@nobodys po pierwsze to jest powieść fabularna, która nie ma nic wspólnego z prawdą. Chłop tam pojechał jak władzę przejęła krwawa komunistyczna junta i napisał paszkwila, który miał to przejęcie uzasadnić, robiąc na przykład z oczytanego cesarza analfabetę. xD