Zdjęcie w tle

moll

Lider
  • 2029wpisów
  • 39662komentarzy

Wystawianie szpargałów podziecięcych - ciuchy, buty, zabawki, butelki, wanienki i inne takie - olx czy vinted czy co jest teraz modne?


Wrzuciłam 2 rzeczy na olx i od razu na każde ogłoszenie jakiś scam w wiadomościach poleciał...


#olx #vinted #sprzedam #pytaniedoeksperta

na olyksie za dużo nie wystawisz, już tak poprzycinali ilość darmowych ogłoszeń że nie wiadomo nawet za co się płaci, skoro ta platforma nonstop się na plecy wypieprza


na V schodzi często o ile ustawi się cenę z proponowanego przedziału

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

820 + 1 = 821


Tytuł: Na dnie w Paryżu i w Londynie

Autor: George Orwell

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Bellona

ISBN: 9788311166240

Liczba stron: 256

Ocena: 7/10


Prywatny licznik 47/48


Takie to było cieniutkie i niepozorne książątko... A tematyka znowu trudna!


Książka to (okrojona) relacja o życiu w skrajnej biedzie, jakiego autor doświadczył w Paryżu i w Londynie (chociaż w swoich opisach z "części brytyjskiej" nie ogranicza się tylko do stolicy) oraz garść własnych konkluzji na temat zjawisk skrajnego ubóstwa, bezdomności i (w przypadku Anglii) włóczęgostwa. Przegląd noclegowni, nędznych hotelików, noclegów pod chmurką, lombardów, sposobów na wyżywienie się i oszukiwanie głodu, zaraz obok wątpliwych sposobów na mierny zarobek. A w tym wszystkim morze beznadziei i nudy. I teoretycznie stereotypu, który autor chciał niejako obalić.

Powieść zaangażowana społecznie i poruszająca dość trudną tematykę. Napisanie i opublikowanie czegoś takiego w latach trzydziestych musiało być jak wbicie kija w mrowisko.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #dwanascieksiazek #czytajzhejto

Czytałem tą książkę około 12-14 lat temu, wywarła na mnie duże wrażenie.

Głód w człowieku otwiera jakieś pokłady sił i myśli, które człowiek syty nie zna, zgodnie z powiedzeniem: "Artysta głodny jest, bardziej płodny."

Nie mniej, nigdy w życiu nic nie przeleję na Armię Zbawienia, bo kubek herbaty i kromka z margaryną Cię nie wyżywią.

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Jeśli nie możesz się nauczyć jeździć na słoniu, naucz się przynajmniej jeździć konno.


Terry Pratchett, Równoumagicznienie


#uuk

Raz jeden w zyciu postanowilem ze wsiade na konia. Instruktor skonczyl z polamanymi zebrami, ja na plocie a kon poszeeeeeedł ... Dwa dni go ścigali

Zaloguj się aby komentować

Minęła 20:00, a mimo wszystko wynik nie uległ zmianie, więc podaję wieczorne zadanie:


Temat: galeria sztuki nowoczesnej


Rymy: rama - kabaretki - sama - etykietki


Miłej zabawy!


#naczteryrymy #poezja #tworczoscwlasna #zafirewallem


(Miałam dodać zasady, ale okoliczności się nie zbiegły pomyślnie, więc liczę na to, że sobie jakoś poradzimy bez formalności)

maziaje na płótnie kuźwa, to już ciekawsza rama


co to ma przedstawiać, mongolskie kabaretki?


wiesz co, kochanie? oglądaj dalej sama


ja tu w barze obok poczytam etykietki

Inspirowane pastą:


Pies w galerii nasrał, z tej instalacji będzie drama,

Kobieta w basenie z moczem nosi kabaretki,

To jest świeże - wieść o psim utworze roznosi się sama,

Kuratorka już niesie z napisem "Gówno. 2024" etykietki.

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


– To ja wyjęłam cię z łona matki na świat, głupi człowieku. A teraz rozsądku masz nie więcej niż miałeś wtedy.


Terry Pratchett, Równoumagicznienie


#uuk

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


W Ramtopach czarownice cieszyły się pozycją, jaką w innych kulturach zajmowały zakonnice, poborcy podatkowi albo czyściciele szamba. Inaczej mówiąc, szanowano je, czasem podziwiano, ogólnie chwalono za wykonanie prac, jakie – logicznie rzecz biorąc – ktoś musiał wykonać, jednak ludzie nigdy nie czuli się zbyt pewnie, przebywając z nimi pod jednym dachem.


Terry Pratchett, Równoumagicznienie


#uuk

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Przekonała się, że życie tutaj nie było takie proste, jak mogło się wydawać. Na przykład kwestia imion kóz.


– Przecież muszą się jakoś nazywać – stwierdziła. – Każdy ma jakieś imię.


(...)


– Wydaje mi się, że mają swoje imiona w kozim – odparła. – Po co im jeszcze imiona w ludzkim?


– No... – Esk urwała. Zastanowiła się. – A skąd wiedzą, co chcecie, żeby robiły?


– Po prostu to robią, a jeśli jestem im potrzebna, wrzeszczą.


Esk w zamyśleniu nakarmiła kozę wiązką siana. Babcia obserwowała ją uważnie. Dobrze wiedziała, że kozy mają swoje imiona. Jest imię „koza, która jest moim dzieckiem” i „koza, która jest moją matką”, „koza, która jest przewodnikiem stada” i jeszcze z pół tuzina innych, z których nie najmniej ważne brzmi „koza, która jest kozą”. Kozy miały skomplikowany porządek stada, cztery żołądki i system trawienny, który w ciche noce wydawał się ciężko pracować. Babcia zawsze uważała, że imię w rodzaju Stokrotki jest obrazą dla szlachetnego zwierzęcia.


Terry Pratchett Równoumagicznienie


#uuk

Zaloguj się aby komentować

810 + 1 = 811


Tytuł: Franciszek od brata Alberta

Autor: Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik

Wydawnictwo: Fundacja Przyjaciół Fundacji im. św. Brata Alberta

ISBN: 9788394997403

Liczba stron: 132

Ocena: 6/10


Prywatny licznik 46/48


Coś spod znaku #ocieplamywizerunekkosciolakatolickiegowpolsce


Przyjemnie napisana laurka na cześć kardynała Franciszka Macharskiego. Skrótowo i przekrojowo przez biografię (naprawdę mocno telegraficznie), za to w o wiele szerszym ujęciu na temat działalności charytatywnej i społecznej w wykonaniu księdza kardynała - głównie skupiona wokół jego działalności na rzecz Fundacji im. Brata Alberta, w mniejszym stopniu na temat jego zaangażowania w działalność na rzecz chorych i niepełnosprawnych w ogóle.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #dwanascieksiazek #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować

@KatieWee , widziałaś? Świat Książki wydaje teraz klasykę i L.M. Montgomery też polecieli w takich ładnych okładkach. Ania jest i Błękitny zamek...


#ksiazki #gownowpis

81e29d44-84ff-4255-b8af-abdaec33d1f3

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Kto jednak chce przeżyć jako czarownica, musi opanować umiejętność wyciągania nieoczekiwanych wniosków.


Terry Pratchett, Równoumagicznienie


#uuk

Zaloguj się aby komentować

805 + 1 = 806


Tytuł: Malarz świata ułudy

Autor: Kazuo Ishiguro

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

ISBN: 9788381250900

Liczba stron: 302

Ocena: 8/10


Prywatny licznik 45/48


Tym razem wylosowało trudne... I to dosłownie.


Malarz nie jest tekstem lekkim, nie tylko ze względu na poruszoną tematykę - rozliczenia się z własną, polityczną, przeszłością w dobie nastania nowego reżimu. Bardziej niż ten motyw, przeszkadzały mi tym razem kreacje postaci, ponieważ z żadną z nich nie byłam w stanie się utożsamiać lub w jakikolwiek sposób bardziej ją polubić. Choć przemiana Ono-san w toku całej powieści była zjawiskiem przyjemnym do obserwacji. Nie było tam samobiczowania się, raczej proste stwierdzenia faktów, na temat własnej kariery, które nie do końca trafiały do młodszego pokolenia - reprezentowanego przez córki i zięciów, u których było widać pewien dualizm. Z jednej strony jest w nich żal, frustracja w kierunku pokolenia ojców, z drugiej nie ma w nich żądzy krwi i ofiar. Jeśli są, przyjmują je z szacunkiem, ale nie wymagają takiego poświęcenia (dość egzotyczne, w stosunku do naszej "kultury" kozła ofiarnego w każdym aspekcie).


To co mi się bardzo podobało, to wątek aranżowania małżeństwa. Bardzo ciekawy obyczaj.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #dwanascieksiazek #czytajzhejto

@moll Mam wrażenie, że ogólnie japońscy pisarze tworzą niełatwe teksty.


Książki ciekawe, ale nie są to pozycje dla relaksu.

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


W taki czas, kiedy noc jeszcze nie całkiem się skończyła, a dzień niezupełnie się zaczął, myśli stawały się czyste, jasne, bez żadnych zasłon.


Terry Pratchett, Równoumagicznienie


#uuk

Zaloguj się aby komentować

Czytam Malarza świata ułudy i natrafiłam na poniższy fragment. Bardzo mi się spodobał i się z Wami nim podzielę.

Myślę, że to mocno uniwersalne i tyczy się nie tylko Japonii pod amerykańską okupacją.


#ksiazki #czytajzhejto #cytaty

c896d33e-13f4-4d57-a7ee-146a3731c446

@moll Czytałem to niedawno, trochę sobie przypominając bo miałem to już w ręku dawno temu. Jednak Pan Ishiguro zna się na robocie i Nobla dostał nie na wyrost

Ma styl a na dodatek pomysły. Każda książka inna.

Zaloguj się aby komentować

#zywekamienie som już czy! W tym tempie to może faktycznie wzejdą wszystkie/większość, bo to już 3 z 7


Chyba jednak nie jest to aż takie trudne w uprawie i dokupię nasionek, żeby tam trochę zagęścić zakamienienie doniczki, bo te mają tam sporo luzu. I jakieś jeszcze kamyczki dekoracyjne, żeby wysypać jak już wszystko powychodzi


#roslinydoniczkowe

@moll Ooooch, one są cudne! Nie mam kompletnie ręki do sukulentów (ostatnio coś mi zaczyna rosnąć dzięki seramisowi), ale te to mi się marzą Pokaż foto!

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Magowie! Za dużo gadali i przypinali zaklęcia do książek jak motyle. A co najgorsze, uważali, że tylko ich magię warto uprawiać.


Terry Pratchett, Równoumagicznienie


#uuk

Zaloguj się aby komentować

Witam serdecznie w ten deszczowy wieczór i zapraszam do wspólnej zabawy!


Temat: klucz dzikich gęsi, odlatujących do ciepłych krajów


Rymy: 4 x -ego (dowolne wyrazy z tą końcówką)


Trzeba trochę rozruszać towarzystwo, dlatego takie urozmaicenie w #naczteryrymy


Powodzenia!


#poezja #tworczoscwlasna #zafirewallem

Był chłop i nie ma chłopa


Licząc od piątku trzynastego

zostanie 8 dni do ślubu mego

odleciałbym jak klucz gęsi - gęsiego

lecz nie dla mnie to, nie ma ten tego

Machaj albo giń


Otwórz szeroko umysł stada gęgącego

Ostrzem dzioba przetnij deszcz sniącego

Stań na przedzie, prowadź do celu naszego

Energia klucza da ci siłę niejednego

Zaloguj się aby komentować

Ja powiedziałam, że może napiszę, to może napiszę i @moderacja_sie_nie_myje , obejdzie się bez streszczenia, cała historia poniżej


Biwak, łódka i jajecznica


-Baaabciu, a jak to było z tobą i dziadkiem? - jedenastoletnia Ada już kilkukrotnie słyszała opowieść babci Józi, jak to się z dziadkiem Teodorem poznali, ale nie przeszkadzało jej to poprosić starowinkę, by opowiedziała anegdotkę po raz kolejny. Szczególnie przy lepieniu pierogów, która to czynność dłużyła się dziewczynce niemiłosiernie.

-Dusia, przecież wiesz - babcia westchnęła znad stolnicy, ale lekki uśmiech wypełzł na jej wargi.

-Ale ja tak lubię jak opowiadasz o tobie i dziadku!

I babcia z ciężkim westchnieniem nad kolejnym zlepianym pierogiem, zaczęła opowiadać:


Był to mój trzeci sezon u ciotki Krystyny na Mazurach. Wiesz, stareszej siostry mojej matki, co to się za żołnierza wojska ludowego dała i z nim pół Polski po jednostkach zjeździła. A potem na Mazurach dom i działkę nad jeziorem kupili, w sezonie smażalnia ryb u nich była. Oni mieli dwie córki, ale one w tym czasie to już same za mąż powychodziły. Jedna w Poznaniu już wtedy siedziała, a druga gdzieś pod Gdańskiem…

W każdym razie, to był już mój trzeci sezon tam u nich w smażalni. Trochę grosza sobie dorobiłam, to potem na buty i zeszyty miałam, bo nas szóstka w domu, to matka i z czego na nas tyle nie miała. I jak w lata poprzednie, robiłam co ciotka kazała - głównie kelnerowanie, razem z taką Zośką od sąsiadów ciotki, zaraz jak ona miała… No mniejsza, nie przypomnę sobie teraz, ale ona potem do zakonu ostatecznie poszła. A szkoda, bo ładna dziewczyna był, za nią się tam wszystkie chłopaki oglądały i tak się zmarnowała!

Ale wracając, to był ten trzeci sezon w smażalni i jak co roku - rodziny w ośrodkach wczasowych i młodzi ludzie pod namiot. I sporo wiary przychodziło na jedzenie, bo u ciotki ceny były znośne, a niektórzy po prośbie, bo jak się stopem, z plecakiem a bez grosza przyjechało, to potem głodno się siedziało… A kto się nie mieścił na łączce 2 kilometry dalej z namiotem, biwakował w lesie przy jeziorze. A na tym jeziorze taka nieduża wysepka była, cała porośnięta krzakami. My z Zośką po robocie, jak ciotka wieczorem pozwoliła, to brałyśmy wyjka łódkę i sobie tam pływałyśmy po tym jeziorze. Blisko brzegu przeważnie, na nieodwiązanej linie, to się potem do brzegu przyciągałyśmy, bo wuja często wiosła zabierał, bo mu kradli.

I wtedy też tak było, my do łódki, kijem się od brzegu odepchnęłyśmy, zaczęło znosić i kołysać, to się na dnie położyłyśmy i tak sobie w niebo patrzymy. A nas znosi, coraz dalej, bo lekki wiaterek, to tak sobie leżymy i płyniemy. Aż się Zocha podnosi, patrzy, a my już prawie przy tej wysepce i jak my teraz z tym kijem wrócimy?! Próbujemy coś tam nim na zmianę machać, udało się trochę nawrócić bliżej brzegu, ale nie ta strona jeziora.

To się drzemy “pomocy!” w kierunku lasu, bo może ktoś biwakuje i pomoże, bo to się powoli ku ciemnemu, jak nie wrócimy to ciotka awanturę zrobi, do matki odeśle i więcej nie da przyjechać na zarobek.

No i tak się drzemy, a tu z lasu takich dwóch wychodzi, patrzą na nas, rozbierają się do badejek, wskakują do wody i płyną w naszą stronę. To nas jakoś do tego brzegu przyciągnęli, pomogli wysiąść, łódkę z wody i do siebie zapraszają, bo byśmy i tak nie zdążyły dość. Powiedzieli, że rano nas odstawią do ciotki razem z łódką i wyjaśnią co i jak.


-I ten jeden to był dziadek? - Ada przerwała babci historię w ulubionym miejscu.


Tak, Teoś razem z kuzynem, Antkiem był. Wygadany, bo to on gadał, Antek stał jak słup, z resztą on to zawsze taki milczek był, ani na mnie, ani na Zośkę, własne stopy oglądał tylko.

Poszłyśmy z nimi pod namiot, zaproponowali kolację, mówili, że pomagali u jednym gospodarzy i gospodyni im za to słoniny i jajek dała, chleba kupili i jajecznicę robią, to się z nami podzielą.

I dali, jajecznicy i pod jednym kocem z Zośką siedziałyśmy. I żeśmy do późna pogadali. A potem odstąpili namiot, a sami przy ogniu spali.

Rano odprowadzili do ciotki. Ale bura była. Mało ścierą obie nie dostałyśmy. Ale Teoś wziął nas w obronę, ciotka się śmiała, że mój kawaler, to i potem chodził do mnie przez tydzień. Codziennie czekał aż mnie ciotka z roboty zwolni, zawsze bukiecik polnych kwiatów… A potem on wracał do siebie z Antkiem, a i ja miałam niedługo z Zochą się pakować. To się adresami wymieniliśmy, listy miał do mnie pisać.


-I pisał? - drążyła Ada, po raz pierwszy babcia dodała coś nowego do historii, bo babcia zamyślona nad rosnącym stosem pierogów tym razem zdradziła coś więcej.


Pisał, pisał… A jakie to listy były! I kwiatki suszone wysyłał. A potem przyjechał, bo okazało się, że dwie gminy dalej mieszka, więc blisko, a motocykl wtedy już kupił i do pracy jeździł.

I tak pisał i jeździł, aż przyjechał kum, z rodzicami obgadali co trzeba, mnie zapytali czy chcę i tak to było…

A teraz chodź, będzie wody pilnować, a ja ręce umyję, bo już mi się farsz skończył, makaronu z reszty ciasta zrobimy do suszenia, do rosołu będzie krajanka.


***


Kilka dni później


-Dziadkuuuu - Ada, przeciągając, postanowiła zapytać dziadka, podczas powrotu ze szkoły - a jak to było z tobą i babcią?

-A całkiem prosto to z Józką było. Byłem na biwaku z Antkiem. Babcia wpadła mi w oko, jak do smażalni jej ciotki wpadliśmy zapytać, czy może by nie potrzebowała kogoś do pomocy, wtedy taka zalatana była z tą drugą, że nawet na mnie uwagi nie zwróciła. Ładna dziewczyna. Ale jakoś się nie składało, żeby na spacer zaprosić, aż na trzeci dzień usłyszeliśmy wieczorem, że ktoś z jeziora woła pomocy. To z Antkiem, wylecieliśmy na brzeg, a tam dwie rusałki w łódeczce dryfują. Wskoczyliśmy, wyłowiliśmy i zaprosiliśmy do naszego obozu. Jajecznicę zrobiłem, wcinała równo, ta druga mniej. Od razu wiedziałem, jak na mnie wtedy znad tego talerza patrzyła, że ona będzie moja. I zobacz! Mówię ci, Ada, wszystko dzięki tej jajecznicy!


-----


Liczba słów: 975 (wg dokumentów google)


-----


#naopowiesci #zafirewallem

Świetnie oddałaś to, jak babcie (i w ogóle starsi ludzie) opowiadają - ten cały epizod genealogiczny na początku, no bajka po prostu.


A i językowo nieźle:


MMało ścierą obie nie dostałyśmy.


Rozumiem, że babcia tak silnie ma wspomnienie emocji związane z tą ścierką wryte w pamięć, że aż jej się to "m" przy opowiadaniu przeciągnęło. Ze stresu może?

@George_Stark bo to miała być taka gawęda. I taki quasi-romans w "starym" stylu, gdzie tej fizyczności nie ma, a jeśli jest to powłóczyste spojrzenie ma taki sam ciężar jak muśnięcie dłonią, a delikatny pocałunek zapiera dech w piersi czytelnika.


nope, literówka, to akurat usunęłam teraz

Zaloguj się aby komentować