Wędkarze twierdzą, że dobra mucha powinna jak najlepiej udawać prawdziwą. Są muchy odpowiednie na ranek, są inne, właściwe na letnie wieczory. I tak dalej.
Ale mucha, którą Śmierć trzymał w kościstych palcach, była muchą z początków czasu. Muchą z pierwotnej mazi. Żerowała na odchodach mamutów. Nie taką, która obija się o szyby, ale taką, która przebija ściany. Owadem, co wyczołguje się spod najcięższej packi, ociekając jadem i pałając żądzą zemsty. Sterczały z niej dziwaczne skrzydła i wisiały jakieś strzępki. Zdawało się, że ma mnóstwo zębów.
Wychodzi ze mnie babska próżność... Przy wszystkich różnych bonusach, wynikających z niedoczynności tarczycy, najbardziej irytują mnie problemy z pigmentacją skóry na twarzy.
Na mojej piegowatej facjacie, widać to szczególnie latem, mam "placki" bez piegów, zamiast równomiernego pokrycia plamkami. A ja, kurła, od zawsze lubiłam moje piegi!
Nie znam się na cenach tego sprzętu, ale na eBay kitchen aid ma pwystawiane trochę rzeczy za połowę ceny. Może się komuś przyda, ale powie, że jednak gówno, a nie promocje xD
W momencie kiedy wychodziła, musiała być wstrząsająca, przynajmniej takie mam odczucia, czytając to z pozycji "wygodnego fotela". Mimo upływu dekad, nadal robi wrażenie. Pewnie opisana brutalność nie na każdym (mimo wszystko łatwiej teraz o dostęp do drastycznych treści) aktualnie je zrobi. Jednak poza tym książka niesie uniwersalne prawdy i przemyślenia na temat pokoleń wojennych, na temat samej wojny, życia, ideałów, autorytetów.
To jest to, czego brakowało mi w Kolumbach Bratnego, a samo cisnęło się na myśl.
Dawno nic nie wrzucałam, w sumie to trochę zapomniałam. Wcześniej cieszyłam się z kilograma minus, więc do tego kilograma doszły 3 kolejne mniej. Z tym że po drugim kilogramie na minus przez kilka tygodni nie mogłam przebić bariery w dół, za to teraz tak jakby zaczęła waga szybciej spadać.
Skomplikowana matematyka w każdym razie. A z drugiej strony jak tak dalej pójdzie to do końca roku powinnam zejść w przyzwoite rejony...
Z drobnych ulepszeń z ostatniego okresu - gotowane hurtem jajka raz w tygodniu dla wszystkich
#odchudzanie i chyba też #chwalesie bo w końcu od początku to już 4kg mniej sadełka
Ja widzę po swoim wykresie wagi, że jest to mocno zależne od cyklu. Przez miesiąc praktycznie nic nie schodzi waga, oscyluje koło jakiejś wartości, mimo konsekwentnego trzymania diety i dorzucania - z coraz lepszą pogodą i dłuższym dniem - coraz większej ilości ruchu, a potem w połowie cyklu nagle w ciągu jednego dnia kilogram, półtora kilograma w dół i już tam zostaje. Na kolejny miesiąc
Potężna siła poderwała go z krzesła i wywlokła na ulicę. Wiatr rozwiewał mu szatę. Dumnie wyprostowana Keli maszerowała do pałacu, wlokąc za sobą Cutwella jak upartego szczeniaka. Takim krokiem zmierzały matki do szkoły, kiedy ich synek wracał do domu z podbitym okiem. Był niepowstrzymany, był jak Bieg Czasu.
Do tej pory nie miałam okazji czytać niczego rodem z Tajwanu, więc "utwór zapoznawczy" mogę uważać za udany.
Cukiernia to powieść obyczajowa, osadzona we współczesności. Ma w sobie coś "azjatyckiego", taki rys narracyjny, który przewijał się u innych autorów z tamtego zakątka świata. Jednak tutaj zdecydowanie na plus dialogi - są bardzo naturalne. Wszystkie opisy są ładnie poprowadzone, podobało mi się szczególnie odwołanie do barw, nasycenie ich symboliką i ich korespondencją do uczuć bohaterów. Nie narzucało się to, a harmonijnie współtworzyło klimat.
Sama książka to takie "ku pokrzepieniu serc" współczesnych, zagubionych, młodych ludzi. O poszukiwaniu sensu, pomysłu na siebie. O wolności i o poczuciu obowiązku. Ale też o tradycji, odkrywaniu na nowo tego, z jakiej kultury wyrastamy.
Dodatkowy atut, przynajmniej dla mnie, obok fabuły to to, że autorka w umiejętny sposób zapoznaje czytelnika z historią i kulturą ciastkarską Tajwanu i Japonii. Jest w tym trochę technikaliów, ale na tyle, by fabuła zachowała sens i umiar.
Taki dobry comfort book, ale z cukiernictwem w tle.
@moll dopiero co pisałaś, że starasz sie nie niszczyć cudzych planów czytelniczych recenzjami, a tu już muszę inwentaryzacje kupki zrobić bo mnie zaciekawiło
– Widzisz, wszystko jest z góry ustalone. Historia została opracowana od początku do końca. To, jakie fakty są istotnie, nie ma najmniejszego znaczenia. Historia przetacza się po nich. Niczego nie możesz zmienić, ponieważ zmiany są już jej elementem. Jesteś martwa. Tak chciał los. Musisz się z tym pogodzić. – Uśmiechnął się przepraszająco. – I tak masz więcej szczęścia niż większość zmarłych – zauważył. – Żyjesz, żeby móc to docenić.
Dzisiaj okazało się że dysponuję sporym terrarium na podwórku. Poszłam podlać poziomki i czosnek, a w foliaku siedzi sobie jaszczurka. Trochę się zestresowała, szczególnie moim wyjściem, ale na szczęście nie uciekła na zewnątrz. Niech korzysta z ciepełka
Pierwsza rzecz, jakiej uczą na Niewidocznym Uniwersytecie, to że ludzie nie zwracają na takie rzeczy uwagi. Najważniejsze jest to, co podpowiada im umysł.
Tektonika to dramat, ale napisany w taki sposób, że czyta się go przyjemnie. Dialogi są po prostu dobre, zaś didaskalia na tyle krótkie i literackie, że bardziej przypominają szkic powieści niż uwagi techniczne dla reżysera i scenarzystów.
Jeśli zaś chodzi o samą treść. Jest to książka o miłości. O intrydze. O pysze. Historia jest wciągająca i angażująca. I z ładnym, możne nawet zbyt ładnym i z lekka moralizatorskim zakończeniem. Ale mi się podobało.
Po dniu rzygania jak kot młodemu brzuszek ruszył jak trzeba, a że się wcześniej wyspał, to czeka mnie towarzyski wieczór. Przed chwilą moja małpka mi powiedziała że skacze (po łóżku, tuż obok mojej głowy), teraz gdzieś poleciał... Czymajcie mnie i kciuki, żeby młody padł szybciej niż matka xD