Pierwszy raz mnie zegarek w dziada zrobił - orżnął mnie na jakieś 600m i ślad na mapie faktycznie kiepsko się pokrywa z tym co biegłem. A zaplanowałem sobie dzisiaj sprawdzian na 1km a on mnie tak wyrolował. Przebiegłem jakieś 7.5km zanim zaczął pokazywać dobre parametry. Rozciaganko, przebiegnięcie kawałka co by w ryj wiatr nie dawał i lecimy - tu się trochę rozczarowałem, bo 1km ukończyłem w czasie 3.28 - myślałem że stać mnie na więcej, ale jest to jakiś punkt wyjścia dla dalszego treningu. W marcu/kwietniu planuje wstępnie powtórkę i zobaczymy gdzie jestem ponownie. Dobrego dzionka!
To mój 50ty Parkrun! Więc taki mały jubileusz się trafił. I na ten jubileusz obsada biegu była iście dobra, bo na trasę przyszedł po raz drugi rekordzista tej trasy, który tym razem rekordu nie poprawił (15.43).
Moje nogi po chorobie ciężkie jakbym sobie cegły dołożył, ale cel minimum zrealizowany - 21 minut pękło, chociaż miałem naprawdę dość tego biegu już po pierwszym kilometrze. Z drugiej strony to nie mój czas na bicie życiówek, płuca przewietrzone, po chorobie został tylko katar. Czas ułożyć mniej lub bardziej jasny plan treningowy z kalendarzem biegowym!
Powoli dochodzę do zdrowia - jeszcze chrypka, jeszcze kaszel i jeszcze katar, ale wybrałem się na "szybszy spacer" żeby w końcu potruptac. Nic szczególnego - po prostu pierwsza edycja lodu mnie ominęła, bo spadł deszcz wczoraj. No i w lesie już ciemno jak w d⁎⁎ie.
Skoro już ponad tydzień miałem wolnego, to chyba czas przygotowań do kolejnego sezonu nadszedł.
No to zła passa trwa dalej xD jak w środę po południu zaczęło się bólem gardła, takie piątku z nieźle zapalonymi zatokami I bolącym gardłem siedzę. Ale i tak stwierdziłem że pojadę na zawody, bo ostatnie w tym roku, a potem mogę się rozchorować i już nie wiele biegać.
No wiec biorąc swój stan chorobowy, plan minimum to był 41.40 na 10km (wyszło 41.31) z pierwszą piątka wolniejsza niż kolejna. No i druga była o 4sekundy wolniejsza xD piękna klamra to 3.59 na pierwszy i ostatni kilometr. Trasa to były 2 pętlę po 5km, z czego jakieś 3.5km myślę to asfalt, a kolejne 1.5 to oblodzona chlapa drogi gruntowej. Stwierdziłem że zabiorę novablasty pomimo tego że zatancze na nich jak wujek Wiesiek na weselu. Tak też było, był to dość ciężko kawałek trasy, ale z dobrym nastawieniem cisnąłem równo. Na tym kilometrze byłem ok.3-4 sekundy wolniejszy niż na pozostałych.
Z fajnych rzeczy, doganiam młodego biegacza, a ten jak czuje że się zbliżam przyspiesza i po kilkuset metrach znowu go doganiam. Sytuacja powtórzyła się z 3-4 razy aż w końcu zagadalem ok 4 kilometra:
biegniesz na 5 czy 10km?
na 5,
to zaczniesz w końcu biegać czy mam cię wyprzedzić?
Skubany taki motor dostał że 4 gostków jeszcze wyprzedził xD chociaż gościa nie znam, to dumny z niego jestem.
11 miejsce OPEN
4 w kategorii wiekowej.
W cyklu biegowym zająłem fajne 5 miejsce i puchar za swoją kategorie wiekowa. Już niedługo siadam do kalendarza i planuje starty na przyszły rok.
Generalnie to moja nowa życiówka, bo dawno nie miałem okazji biegać na 10km 😎
Cześc. Wracam po przerwie zwiazanej z kontuzja kostki (a bardziej chyba przeciążeniem), a następnie niemal tygodniową biegunka.
Ale wracam do gry po dlugiej przerwie. Dzis i wczoraj przebieglem w zasadzie wiecej niz przez ostatnie 2 tygodnie
Zamowilem sobie nowe buty, ale na opinie przyjdzie jeszcze czas, bo pierwsze odczucia moze i juz sa, ale chcialbym sie odniesc juz bardziej po jakims wiekszym kilometrazu.
Wrzucam dzisiejszy bieg - 8km ciaglego z lekko narastajaca predkoscia + rozciaganie i kilka odcinkow - 350m, 200m, 150m i 120m na glownie pasywnych przerwach.
Niestety, moja kostka żąda odpoczynku. Dodaje spokojny bieg z poniedziałku, ale kostka do dziś boli. Mam wrażenie, że amortyzacja w bucie mogła się skończy i po prostu doszło do urazu albo to zwyczajne przeciążenie i potrzeba odpoczynku. No to odpoczywam, najszybciej na biegańsko wybieram się w sobotę na Parkrun, ale tym razem w formie luźnej przebieżki, jeszcze w grudniu chciałem coś pobiegac na zawodach, a potem się za roztrenowanie wziąc, ale zobaczymy co przyszłośc przyniesie.
Wszystkiego dobrego i radości z pokonywanych kilometrów!
Dużo biegów z pomocą widzę na tagu - u nas organizowaliśmy bialo-czerwony Parkrun wraz ze zbiórka żywności i czekolad na dzieci z Kresów.
Zebraliśmy sporo jedzenia i ponad 350 czekolad, więc uważam to za udane wydarzenie! Na parkrunie zebrało się blisko 400 osób, który przebiegły sobie piateczke. Byłem i ja! Choroba która panuje w domu gdzieś tam też się odbija, bo od 2 kilometra w nogach miałem tylko tłuczeń, ale dowiozłem swoje cztery litery na metę.
Gratuluję wszystkim dobrych biegów i dobrych serduszek!
@mkbiega kolego, ja ostatnio też nadszarpnąłem budżet:
Kupiłem żonie auto - 20k
Ubezpieczenie mojego - 0,6k
Opony do żoninego - 1,5k
Ubezpieczenie żoninego - 0,5k pewnie
Swój samochód też muszę oddać, bo coś skrzynia dziwnie chodzi, kolumna kierownicy wczoraj zaczęła się trząść i w ogóle olej wymienić i przegląd - szacuję 6k
Wczoraj syn miał kolejne szczepienia - 0,5k
A i jeszcze za 2 tygodnie chrzciny, też koło 3,5k.
Jak to mówią: jak nie urok, to okupacja. Choć moja babcia mawiała: jak nie urok to sraczka.
W każdym razie, jak się nie obrócisz, to d⁎⁎a zawsze z tyłu.
@mkbiega pieniądze to nie problem. Tylko może Ci się tak wydawać. Zawsze możesz je zarobić, tym bardziej że masz oszczędności to tym lepiej. Prawdziwe problemy zaczynają się kiedy ktoś Ci bliski zaczyna chorować, albo umiera. A takie problemy to nie problemy. Dasz radę. Fortuna raz przychodzi raz odchodzi nie jest to coś czym trzeba się w życiu przejmować.
@DexterFromLab wartościowy komentarz wiem, że pieniądze w tej sytuacji to nie problem, będę ich miał po prostu mniej przez jakiś czas, a życie to raz do góry raz w dół pnie. Poważniejsze choroby pewnie przede mną za X lat i tamto będzie trzeba przetrwać i dzieci na dobrych ludzi wychować. Dzięki za dobre słowo!
Miałem w planach 2h ciągłego, ale musiałem to skrócić do 90 minut. Skupiłem się na.. bieganiu w lesie po ścieżkach, po których nie biegałem. Ustrzeliłem białego Daniela, ale tym razem w pełnym biegu bez zatrzymania. Wcześniej się gdzieś tam zatrzymałem na 10 sekund ale uciekł, na szczęście miałem okazję na powtórkę.
Planowałem pobiec wg nowego tempa maratońskiego - 4.47, ostatecznie wyszło średnie tempo 4.37 co dało 19.5km w półtorej godziny. Wyszedł też z tego negative split - 4.41 na pierwszych 10km i 4.33 na kolejnej dyszce. Na ostatnie półtorej minuty trafiłem na podbieg do domu (11%). Więc po chwili przeszedłem do marszu. Ale po kilkunastu sekundach stwierdziłem że zostało na tyle malo czasu, że cisnę do końca.
Po biegu rozbolała mnie kostka, a teraz wieczorem bolą uda - więc albo zrobiłem mocniejszy trening niż chciałem albo idzie choroba.
Z plusów - weszło PB na 15km, 10 mil i 20km. I pewnie na połóweczkę też bym zezlomowal.
Zaplanowałem sobie dzisiaj podbiegi, ale z racji że w sobotę odpuszczę niestety Parkrun, to pomyślałem że może zrobię sobie jakieś tempo. No to zrobiłem sobie bieganko po singletracku jako mix obydwu.
Odpaliłem sobie trening na tempo, ale nie zwróciłem uwagi jaki dystans tam mam. Zegarek miał rano 8%, przy 5 wyłącza wibracje. Trening się skończył, a ja biegnę dalej :D wycięło mi jakieś 100m więc na stravie PB na trasie mi nie skoczyło. Ale na dolnej części wskoczyłem do top5.
Generalnie do tej pory najszybszy singletrack to chyba 43 minuty, dziś wyszło mi 39.30 łącznie z przebiegnieciem od parkingu. A zapas jeszcze jest! Jesień w pełni, można ładny poślizg załapać na liściach!
Wczoraj dzień luzu, dzisiaj dzień bazy. Ponownie nie biegam w ciemności z rana, a i dwa wschody słońca do podziwiania! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Wybrałem dzisiaj trasę wałem, którym nie biegałem. Skręciłem gdzieś w polna ścieżkę która doprowadziła mnie na jakąś uprawę i ścieżka się urwała - no nic, za mało czasu żeby wracać, więc lecę przez pole tak, żeby niczego nie uszkodzić - buty i skarpety niestety całe przemoknięte. Widoczków ciekawych dzisiaj sporo, to i foteczek trochę napstrykałem.
Byłem ciekawy jak moje nogi po 2 intensywnych treningach dadzą radę. Myślę że i tak mogę być z siebie dumny!
Generalnie nikt nie parł mocno do przodu, więc objąłem prowadzenie i trzymałem tempo przez cały 2km. Potem młodzież mnie wyprzedziła, ale trzymałem się dość blisko. 3km to już z nogi się zrobiły trochę kloce. Starałem się nie stracić zbyt dużo i uspokoić oddech. Po 4km miałem do odrobienia 8 sekund do 20 minut. No odrobiłem z nawiązką. A to dzięki temu że na ostatnich 250m ścigałem się z młodzieżą - pary mi niestety zabrakło, żeby ich wyprzedzić, ale sam się zdziwiłem że jeszcze tyle mocy zostało!
Dzisiaj znowu akcent na podbudowanie prędkości. Znalazłem ostatnio fajny trening moim zdaniem - mile builder. Koncepcja polega na tym, ze mamy 400m na podniesienie prędkości, utrzymanie tej prędkości (albo lekkie przyspieszenie, ale wciąż w tej samej strefie) na następnych 800m i kolejne 400m wskakujemy w jeszcze szybszą strefę. A potem odpoczynek w postaci marszu/bardzo wolnego truchtu. No i dziś zrobiłem sobie takie 4 serie.
Na ostatnich 400m musiałem się zatrzymac, bo przejście dla pieszych, więc zarzuciłem mocniejsze tempo, żeby koło 4.00 się zakręcic. Przyznaje - dało troszkę mając w nogach jeszcze wczorajszy trening, ale dało sporo satysfakcji.
Taki jakiś nie wiem trening dzisiaj. Wczoraj miałem sobie zrobić wybieganie, ale ostatecznie zabrakło mi czasu na to. Więc stałem rano i się zastanawiałem, czy klepać bazę (ale czasu dużo i tak nie miałem) czy może siłę, czy może jakiś akcent. I wyszedł mi misz-masz w sumie. Z rozciąganiem po drodze, bo mnie coś d⁎⁎a ciągnęła.
Także po 3km truptania, zrobiłem sobie trochę siły (3x skip A I C po ok. 100m), potem dwie przebiezki po nie wiem do końca ile, a później na trasie miałem 3 podbiegi, to zrobiłem je nieco mocniej. Przerwa raz w truchcie, raz w marszu, jak mi się chciało.
Ale chłodzenie miałem cały czas w sumie, bo wszystko zrobione dzisiaj w deszczu.
Po parkrunie trochę mnie ciągnęło lewe udo - jeszcze się noga jednak nie zregenerowała po sobotnim biegansku. Mimo to ciesze się, że w średniej pogodzie 20minut i tak połamane. Chociaż na 3km musiałem nieco odetchnąć, bo dostałem zadyszki xD
Twój wpis przelał czarę goryczy, że wszyscy piszą o jakichś parkrunach, a ja nawet nie wiem co to jest. No więc właśnie nadrobiłem braki wiedzy i zamierzam u siebie wystartować. Oczywiście w pierwszym wolnym terminie.
Pewnie nikogo to, ale nie spodziewałeś się walorów edukacyjnych tego wpisu, co?
Miało być spokojne bieganko po lesie. Ale mi majty wywróciło na lewą stronę w pewnym momencie xD jestem gdzieś w środku lasu, 7km w nogach. Słyszę coś w stylu "ramhmhmhm rambmhbm" (nie bardzo umiem w onomatopeje xD). Słuchałem muzyki z telefonu więc myślałem że mam omamy. Ale biegnę dalej a tu głosy się nasilają. Cotusie.jpg. telefon wyciszyłem. Zwolniłem do świńskiego truchtu. Świece latarka po lesie, widzę dwa długie od jakiegoś zwierzaka. Kadruje. A, dobra, jeleń. Truptam powoli dalej, widzę ich coraz więcej. Zatrzymałem się. Coś mnie pokusiło żeby się odwrócić w lewą stronę. 5m max ode mnie jeleń z wielkim porożem. O kurna xD gapimy się w siebie i się nie ruszamy przez dobre parę sekund. Wyciągam telefon żeby zrobić fotę, ale zaczął się oddalać. Nie wiem czy to rykowisko czy nie, ale skoro nic nie widziałem, to trochę zmieniłem trasę xD
Zdjęcie oczywiście tak wyraźne jak i ja w tamtej chwili.