#michauhobby #modelarstwo
Witam Was z krainy szpachli i pilnika. 3 wieczory łączyłem skrzydła z kadłubem, zobaczymy jak sprawy potoczą się dalej.
Uczę się i mam nadzieję że pozostałe elementy pójdą już sprawniej.





#michauhobby #modelarstwo
Witam Was z krainy szpachli i pilnika. 3 wieczory łączyłem skrzydła z kadłubem, zobaczymy jak sprawy potoczą się dalej.
Uczę się i mam nadzieję że pozostałe elementy pójdą już sprawniej.




Zaloguj się aby komentować
#michauhobby #modelarstwo
Ludzie, wy tu tak żyjecie???
Zrobiłem przerwę od w40k, kupiłem model samolotu. Mam wizję i pomysł, kupiłem też dodatki z żywicy i elementy fototrawione.
Jeszcze nigdy w życiu nie użyłem tyle szpachli. Elementy nie stykają się że sobą, luki podwozia trzeba naciągać. Elementy żywiczne są słabej jakości i ich wykrawanie to drogą przez mękę. Jednego kluczowego elementu brakuje w pudełku.
Same elementy fototrawione są super, no ale bez jaj...
Kabina z żywicy wygląda jak wyżygana, ale i tak jest lepsza niż oryginalna (widać na zdjęciu). Ciekawe jak wyjdzie po malowaniu, mimo wszystko jestem dobrej myśli.
Po tym modelu muszę wymienić moją kolekcję pilników i papierów ściernych. Zacząłem nawet wiercić elektrycznym pilnikiem, no bo nie da się.
Czy to normalne w modelach samolotów?


Zaloguj się aby komentować
18+
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Battle Sisters Squad na #michauhobby #warhammer40k
Generalnie jeden z najbardziej wymagających pod względem malowania oddział który robiłem. Inaczej robi się płaszcz, inaczej czarny pancerz, inaczej złote zdobienia, inaczej białe (mordęga!), inaczej ciało. Malowałem ich cały grudzień przesłuchując przez ten czas całego audiobooka. Adepta sororitas wydaje się jedną z trudniejszych armii do malowania.
Ale to dobrze.
To moje figurki na długie wieczory i doskonalenie warsztatu. Kolejne oddziały wydają się jeszcze trudniejsze.
Nawet nie czytałem ich statystyk. Gdy pomaluję cały Combat Patrol będzie sens aby sprawdzić ich w boju, poczytać o zdolnościach i umiejętnościach. To armia którą chce mieć tylko dlatego, że jej bossowie wyglądają w cholerę dobrze.



Zaloguj się aby komentować
Kroot Haounds na #michauhobby #warhammer40k
Jeżeli nie macie co robić ze swoim życiem, to zawsze możecie wieczorami siedzieć i malować psy na zielono.
Wyszły zbyt bagniście. Generalnie dobór odpowiedniego koloru zieleni jest niesamowicie trudny. Każdy z Krootów ma inny odcień (swoją drogą kolorystycznie i pod względem wyglądu niesamowicie dobrze prezentują się Krooci na tle jednolitych stylistycznie jednostek T`au) i jeszcze pracuje nad idealną paletą kolorystyczną.
Na zdjęciach mam już pierwszych Kroot Carniviores, niemniej reszta oddziału jest jeszcze malowana.
Nie mam czasu grać, nie wiem jeszcze jak wpłyną na walkę choć planuję wykorzystywać je jako suport do blokowania swoim ciałem natarcia wroga.



Zaloguj się aby komentować
Breacher Team na #michauhobby #warhammer40k
Wybaczcie długi okres nieobecności. Praca wre, nie ma czasu na sesje fotograficzne. Od czasu prac nad Adepta sororitas wykonałem już parę oddziałów, postaram się systematycznie je wrzucać.
Oddział starałem się wykonać na 110% swoich umiejętności i widzę że w paru miejscach nie dowiozłem. Mam już dość malowania niebieskich ludzików. Czeka mnie jeszcze jeden taki team, lecz teraz zajmie się fajnymi i ciekawymi modelami, aby przeplatać te nudne. Na koniec chyba będę robił drobne korekty w całej mojej piechocie.
Są to świażaki, nie sprawdzone w boju, widzę jednak że są fajniejszą piechotą niż Striker Team. Generalnie siła ognia jest duża (o ile wszyscy będą mieli linię strzału), lecz po oddaniu salwy będą masowo umierać a siła ognia będzie degradowana.
Czy widzicie jednego z T`au który dostał się na zdjęcia a nie jest z tego oddziału?



Zaloguj się aby komentować
Ech, to A.I. coraz lepsze.
Po czym poznacie ze to fake?

Zaloguj się aby komentować
Wy już po lekturze?
moja ocena na podstawierozmowy z Gemini: 2/10
"Babie lato" – więcej szumnych zapowiedzi niż głębi
Książka "Babie lato" budziła duże oczekiwania, obiecując poruszającą opowieść o dojrzałych kobietach, ich walce o siebie i dążeniu do spełnienia. Niestety, po lekturze pozostaje pewne rozczarowanie.
Płytkość postaci i schematyczność fabuły
Postacie w "Babim lecie" wydają się być bardziej szkicami niż pełnokrwistymi bohaterkami. Ich przeżycia są często przewidywalne, a motywacje płaskie. Autorka skupia się bardziej na ogólnikowych problemach kobiet dojrzałych niż na indywidualnych, unikatowych doświadczeniach każdej z nich.
Fabuła natomiast sprawia wrażenie rozciągniętej i pozbawionej zaskoczeń. Oczekiwane emocjonalne napięcie nie pojawia się, a wątki wydają się urywać w połowie, pozostawiając czytelnika z uczuciem niedosytu.
Język i styl
Choć język, którym napisana jest książka, jest płynny, to jednak brakuje mu prawdziwej poetyki. Opisy są często zbyt ogólnikowe, a dialogi pozbawione naturalności. Autorka nie wykorzystuje w pełni potencjału języka, aby wzbogacić przekaz i wywołać u czytelnika głębsze emocje.
Brak oryginalności
Tematyka dojrzełych kobiet, ich problemów i dążeń do spełnienia nie jest nowa w literaturze. "Babie lato" niestety nie wnosi nic nowego do tej dyskusji. Książka wydaje się być zbiorem wcześniej już poruszanych wątków, co sprawia, że trudno ją wyróżnić na tle innych podobnych powieści.
Podsumowanie
"Babie lato" to książka, która niestety nie spełnia pokładanych w niej nadziei. Płytkie postaci, przewidywalna fabuła i brak oryginalności sprawiają, że lektura pozostawia uczucie niedosytu. Choć autorka porusza ważne tematy, to jednak robi to w sposób zbyt ogólnikowy, nie angażując czytelnika w pełni.
Dla kogo ta książka?
"Babie lato" może zainteresować czytelników, którzy szukają lekkiej, łatwej lektury na wieczór. Jednak osoby oczekujące głębokiej, poruszającej powieści mogą być rozczarowane.

Zaloguj się aby komentować
Kolejne dni malowania na #michauhobby , wieczór 7 do 9
ostatnio nie mam czasu na malowanie figurek #warhammer40k , stąd słabe tempo.
Postanowiłem co wieczór dokańczać jedną figurkę. Na zdjęciach widać ile farbek potrzeba na zrobienie wszystkich detali. Pomimo włożonej pracy czuję pewien niedosyt i i tak będe jeszcze korygował te które zrobiłem.
Czy macie jakieś pro-tipy do wykorzystania? Ciekawy jestem waszych technik.
Ja np. próbowałem cieniować i akcenty robić panel-linerem lecz zupełnie to nie wychodzi. Za to pro-tip który uważam za dobry to twarz malować najpierw ciemną a później tylko rozjaśniać ją w miejscach wymagających rozjaśnienia (np. cień pod oczyma jest mniejszy od grubości końcówki pędzla, więc najpierw robię cień a później jasne w około niego)




Zaloguj się aby komentować
7-my dzień malowania nowego oddziału #michauhobby
Do tej pory zrobiłem płaszcze: kolor podstawowy, drybrushing, uwidocznienie linii a później cienie rozcieńczonym kolorem. Te modele mają czarne i ciemne pancerze, dlatego staram się używać jak najmniej czerni i chcę pokazać ją w różnych odcieniach.
Każde zdjęcie = etap prac na zakończenie wieczora, poza dwoma pierwszymi gdzie było wycinanie, składanie, korekty i podkład.





Zaloguj się aby komentować
Hexmark destroyer na #michauhobby #warhammer40k
Może już widzieliście go na jakiś zdjęciach które wysyłam na hejto. Fajny model, dużo przyjemności z pracy, choć nie zastosowałem na nim nic nowego ani nie użyłem nowych technik.
Chyba jedna z najbardziej potrzebnych jednostek Necronów: dobry supporter dla jednostek strzelających (pozwala aktywować overwach), strzela również w fazie strzelania przeciwnika, strzela nawet w walce wręcz. Solidny rozp***dalator.




Zaloguj się aby komentować
UR-025 na #michauhobby #warhammer40k
Jakież było moje zdziwienie gdy właśnie o tej jednej figurce przypadkiem znalazłem 1,5 h materiału na yt a prowadzący uważa ją za jedną z najciekawszych postaci w całym uniwersum
LORE figurki kojarzyłem, niemniej nie sądziłem iż jest tak olbrzymi, do tego występuje w książkach.
Swojego czasu pomalowałem sobie niniejszy model, który zamówiłem osobno wraz z paroma małymi dodatkami. Nawet nie myślałem o nim robić wpisu na hejto.Kojarzyłem grę z której pochodzi, bardzo spodobało mi się to iż można kupić ją osobno. Fajny styl podchodzący bardziej pod Herezję Horusa niż 40k, zwłaszcza że figurki kupuję z uwagi na ich wygląd a nie statystyki. Niemniej statsy też są i można nią grać dołączając do legionów Space Marines jako agent imperium.
Mechanika w grze również jest w jakiś sposób spójna z lore, UR-025 może się regenerować, więc, powiedzmy, nawet po przegranej bitwie się naprawi i jest to spójne z historią świata. Niemniej pod moim dowództwem nie ma zbyt wielu sukcesów




Zaloguj się aby komentować
Iluminor Szeras na #michauhobby #warhammer40k
Chciałem sprawdzić się malując trudny model. Miałem przy tym masę przyjemności i satysfakcji.
Co było trudne? Wszystkie odstające elementy, które należało pomalować osobno i kleić dopiero na sam koniec prac. Jest ich całkiem sporo, cała fala krwi trzyma się na kawałeczku plastiku grubości włosa i sam nie wiem jak to możliwe, że jeszcze nie odpadła. Prawdopodobnie to najbardziej urywający się element z tego modelu.
Malowanie to dużo różnorodnych elementów malowanych na inne sposoby. Sam rozbryzg krwi zrobiłem bez areografu, wystarczyły rozcieńczone warstwy.
Jak sprawdza się w boju? To dziad z niemożebnie potężnym pancerzem. W zasadzie strzelanie do niego nie ma sensu bo trzeba by na to poświęcić 3-4 rundy nie strzelania do innych a i tak może użyć reanomation protocol. Za to w ataku jest ok, choć d⁎⁎y nie urywa jak na taki power. Za to roztacza wokół siebie aurę -1 AP / +1 AP i to jest gamechanger. Dzięki niemu moc moich necronów niebywale wzrosła.




@michal-g-1 ja tak trochę z innej bajki pytanie dotyczące warhammera, bo nigdy nie gralem. Na jakiej zasadzie działa tworzenie zestawu jednostek? Sam sobie wymyślasz i sobie kupujesz? Wiem że niektóre są drogie, ale wydaje mi sie że można w miarę tanio kupić blueprinty i wydrukować samemu. Jak uwzględnisz taki wydruk zamiast org to jest traktowany jako oszukiwanie ?
@HolQ są proste zasady dotyczące tego kogo możesz mieć w swojej armii, każda jednostka (jednostka zawiera od 1 do 20 modeli w zależności od zasad dla jednostki) kosztuje ileśtam punktów (zazwyczaj od 80 do 200) I tworzysz armię za 1000, 2000 lub 4000 punktów. Można kupować fanowskie modele 3D i je drukować w żywicy. Wychodzi taniej i moi kumple tak robią.
Czy można druk 3d używać w turniejach? Nie wiem, chyba bywa różnie i z tego co czytam na forach to raczej nie ma z tym problemu.
Ja po roku malowania mam jednostki za 1800 punktów lecz w 3 różnych armiach i jeszcze nigdy nie grałem turniejowo
@HolQ modele 3d z neta w detalach różnią się od tych oficjalnych. Wg mnie są czasem brzydsze;)
Modele mają też różne uzbrojenie i czasem ludzie drukują 3d tylko lepsze bronię do oryginalnych jednostek
Są też mega wielkie jednostki tytanów i statków kosmicznych których nie ma oficjalnych modeli i to fani je robią a mają oficjalne statystyki
Zaloguj się aby komentować
Pathfinder Team na #michauhobby #warhammer40k
Dzisiaj team który zrobiłem na rozgrzewkę przed większym projektem.
Bardzo przyjemnie się składało i malowało, mam już dobry paten na robienie linii pomiędzy płytami pancerza: generalnie maluję figurkę farbą akrylową a linie robię linnerem olejnym. Dzięki temu mogę zmywać nadmiar linnera bez niszczenia warstwy akrylu.
W walce sprawdzają się lepiej niż moja dotychczasowa piechota, Fire Warior Team: 3 jednostki mają bardzo fajne bronie nadające się na pancerne cele. Wystawienie ich kosztuje też nieco więcej punktów. Upierdliwością jest to iż w ramach jednego oddziału typów broni jest 5-6 i strzelanie wszystkimi jest przydługawe.
Kolejnym plusem jest to iż taki oddział można użyć do gier w formacie Kill Team, co będę rozeznawał w przyszłości

@michal-g-1
Od dłuższego czasu przeglądam Twoje prace i jestem pod wrażeniem. Przypomina mi to prace Angel Giraldez'a, którego kurs kiedyś kupiłem. Zmierzam do tego, że nigdy nie miałem czasu i sposobności, aby podjąć się nauki malowania figurek, stąd też chciałbym zadać pytanie.
Ile czasu (pi razy drzwi) potrzeba aby osiągnąć Twój poziom? Jest to Twoja praca czy hobby?
@Arlekin bardzo dziękuję za takie słowa uznania
Czas? Miałem baardzo dużo przerwy od kiedy pierwszy raz malowałem figurki i zacząłem od kilku modeli samolotów itp. tak więc ćwiczyłem technikę i zbierałem warsztat. Powiedzmy że po roku od kiedy zacząłem robić modele i oglądać filmiki na yt mam obecny poziom.
I myślę że warsztat jest kluczowy: masę $$ wydałem na dobre pędzle, farby, efekty, narzędzia itp i to robi robotę.
To co mi niesamowicie ułatwiło pracę to pędzle z sobola syberyjskiego + mydło do pędzli z rossmana + preparat do utrzymywania włosia pędzla. Dzięki temu mam te same 3 pędzle już drugi rok, są idealne a zawsze wkurzałem się jak jeden włosek idzie w bok i to rujnuje dokładność pracy (oczywiście do washy, drybrushingu i malowania powierzchni mam inne pędzle).
Kolejna rzecz to staram się robić często i mało: gdy widzę że mi się nie chce lub do północy zostało pół godziny to odkładam kolejny etap. Wtedy na następny dzień robię to samo dokładniej niż poprzedniego dnia bym robił szybciej.
@michal-g-1 ok, dzięki za odpowiedź. Od pewnego pasjonata dowiedziałem się, że nie tyle farby i pędzle są istotne w całym tym procesie. Jakość figurek też ma znaczenie. Ile jest w tym prawdy?
Mam nemesis autorstwa Adama Kwapińskiego czy nawet Witcher The Old War z projektu KickStartera, i tak trochę martwię się, że spartolę sprawę przy malowaniu.
Nie dziwię się, że akuratnie figurki z Warhammera są znacznie droższe od typ spopularyzowanych planszówek. Jakość wykonania widać gołym okiem.
Zaloguj się aby komentować
No hej.
Dawno nic nie było no #michauhobby
Czas rozruszać tag choć wpisy i tak będą rzadko. Jedyna opcją jest wrzucanie zdjęć z postępu prac lecz wtedy część z Was uzna to za spamowanie.
Co robić?




Zaloguj się aby komentować
MAZ-7410 na #michauhobby !
W końcu skończyłem tego bydlaka.
Testowałem na nim wiele nowych (dla mnie) technik, jest to też pierwszy mój model robiony aerografem. Składałem go 1,5 roku, przy czym faktycznej pracy było jakieś 10 tygodni.
Jak wrażenia?
Niesamowita jakość produktów firmy Trumpeter. Dbałość o detale, model nad którym można rozwinąć artyzm na wyższy poziom.
Przyznam iż nie dowiozłem wszystkiego w takim detalu jak samemu chciałem. Na sam koniec nie miałem już sił i nerwów nad ostatnimi poprawkami. O ile mam jakiś rytm i ustaloną kolejność pracy przy normalnych modelach, to skomplikowanie modelu sprawiało iż do wiele etapów musiałem powracać. Nie dało się np. pomalować całej karoserii, niektóre elementy można było dodać dopiero po zwaloryzowaniu innych. Detale można by spokojnie dopieszczać jeszcze miesiąc, lecz moją głowę zaprzątają już kolejne projekty.
Cóż. Niestety dochodzę do wniosku że Warharmer jest fajniejszy od modeli redukcyjnych. Nie miałem dla nich już tyle serca co kiedyś. Trochę to smutne, trochę słodko-gorzkie. A może czas na przerwę z modelami w ogóle? Może to normalny stan psychiczny po zbudowaniu tak gargantuicznego potwora.
Oczywiście tego nie widać, lecz model wykonałem wraz z całym wnętrzem. Dużo pracy poświęciłem na miejsca, których i tak nigdy nikt nie zobaczy. Swoją drogą zaskoczyło mnie jak mało miejsca w kabinie ma kierowca. Jest tam dość ciasno.
Największa wada?
Model z przyczepą ma ponad pół metra długości i… nie mam gdzie go wystawić. Leży teraz zamknięty w pudle, bo nie mieści mi się na wystawkę. Cała praca psu w budę




Zaloguj się aby komentować
Dzięki za pioruny, jedziemy!
Zasady są następujące: jedziemy do kolejnego miasta, jak wpis będzie miał 100 piorunów. Jeżeli nie, to utknę i wpisów więcej nie będzie
Tym razem cofamy się w stosunku do tego, co działo się w Xian.
Lijiang to ostatnie miejsce przed wyruszeniem w najbardziej dziką część Chin. To miejsce rozpoczęcia wielu wypraw wysokogórskich. Dla jednych utożsamiane z mityczną Szangirilą, dla innych to takie chińskie Zakopane: ostatnia baza wypadowa. Miasto powyżej którego nie wybiera się nikt normalny.
Postanowiliśmy więc jechać dalej!
Wyobraźcie sobie teren wielkości Polski, ale cały wypełniony górami wysokimi jak Tatry. Na tak olbrzymim obszarze jest tylko kilka miast, prowadzi do nich jedna droga gruntowa.
To zadupie tak wielkie, że w zimie droga jest nieprzejezdna a miasto jest odcięte od świata. Dodatkowo drogą i tak wszyscy poruszają się w konwojach bo gdyby cos się stało nie ma nikogo, kto mógłby ci pomóc.
Po całodniowej podroży, gdy się tam znaleźliśmy, pierwsze co to chcieliśmy się wydostać i jechać dalej. Totalnie nikt nie mówił po angielsku. Porozumiewaliśmy się pisząc kalambury na kartce albo pokazując pojedyncze chińskie słowa, które mieliśmy w słowniczku. Ludzie nie rozumieli nas, bo gdy pytaliśmy się o dworzec autobusowy, prowadzili nas do jakiejś zapadłej rudery w krzakach. Gdy kolejna osoba zaprowadziła nas w to samo miejsce zdaliśmy sobie sprawę że to rzeczywiście jest dworzec autobusowy.
Później dowiedzieliśmy się, że kolejny autobus odjeżdża… za tydzień
Na szczęście w mieście prócz nas było 7-10 białych a jedna szwedka znała chiński. To ona zorganizowała konwój 2 samochodów którymi mogliśmy opuścić miasto na następny dzień. Jechaliśmy drogą z błota w stronę granicy z Tybetem pomiędzy górskimi szczytami. Kierowcy jechali chińskimi, terenowymi autobusikami lepiej niż nie jeden jeep na srogim offroadzie. Droga którą jechaliśmy była tak mało uczęszczana, że robotnicy ją naprawiający (regularnie odcinki były zmywane lub trzeba było przejeżdżać przez rzekę) mieli namioty rozbite na jezdni – bo i tak nikt nią nie jeździł.
Jedliśmy tam również jedną z najbardziej obrzydliwych potraw jaką jadłem w życiu, a jadłem wiele niesamowicie obrzydliwych rzeczy: kurczak z papryką.
Co było w nim obrzydliwego? Bierzesz kurczaka, usuwasz pierze, ucinasz głowę, tasakiem kroisz na kosteczki (tak, łącznie z niektórymi flakami i kośćmi), gotujesz w czymśtam i podajesz z bardzo ostrą papryką aby zabić smak. Samemu musisz uważać na kości w mięsie które przeżuwasz i wypluwasz na bok. Nawet Chińczycy jedzący pałeczkami strasznie kruszą (i plują) przy jedzeniu, więc przychodzi babka, ścierom usuwa resztki ze stołu, daje ci folię na obrus w kratę (żebyś nie ufajdał), kostki z mięsem i papryką a wszystko w lokalu z ociekami i brudem wtartym w płytki ścian i podłóg o zapachu tej specyficznej azjatyckiej gastronomi pozbawionej kontroli sanepidu.
Kolejnego dnia przebiliśmy się przez chmury i wyjechaliśmy na położony 5000 m n.p.m. płaskowyż. Widok zapierał dech w piersi. Niezmierzone równiny, idealna widoczność i czysty błękit nieba. W busie powstała podekscytowana atmosfera, pod koniec, wraz z kierowcą, śpiewaliśmy tybetańskie mantry. Moja koleżanka poznała anglika, który w podróży był już od 8 miesięcy. Zwiedził przez ten czas 5 kontynentów. Mówi, iż za każdym razem, każdy kolejny kraj jest zupełnie inny, podróżowanie w żaden sposób się nie nudzi i, mimo tylu dni, każdy przynosi coś zupełnie nowego.
Miejsce do którego dotarliśmy i to co się tam działo, stanowi jedną z największych przygód jakie zdarzyły mi się w podróży.




Zaloguj się aby komentować
Zasady są następujące: jedziemy do kolejnego miasta, jak wpis będzie miał 100 piorunów.
Na hejto pojawił się wpis o wieży w Xian której byłem, a znalałem się tam na skutek ciekawej historii. Jak będzie zainteresowanie, to mogę o tym poopowiadać bo wydarzyło się wiele ciekawych rzeczy: z plecakiem zwiedziłem wiele azjatyckich krajów i mam wiele przygód z tym związanych. W sumie nie planowałem o tym pisać na tym portalu, no ale czego się nie robi za pioruny
Jak wygląda podróż pociągiem nocnym po Chinach, najtańszą klasą (tz. hard seats)? Kojarzycie tą scenę w pociągu w „Jak rozpętałem II wojnę światową” w której Franek Dolas opowiada wszystkim swoje historie? – właśnie tak
Wraz z kumpelą byliśmy jedynymi białymi w przedziale. Pierwsze godziny staliśmy obok naszego miejsca (na to samo miejsce sprzedawane jest kilka biletów, przez co wagony są maksymalnie wypchane ludźmi). Pociąg zatrzymuje się co parę godzin i na drugiej stacji już rozluźniło na tyle, że na zmianę mogliśmy siedzieć. Zrobiła się noc. Z chińczykami nie dało się porozumieć, ale od czego jest śliwowica, którą przywieźliśmy z Polski. Znajomość 5-10 słów wystarczy żeby miło spędzić czas.
Pojawiło się wino ryżowe pozostałych współpasażerów. Nie było kieliszków, piliśmy więc z nakrętki. Po czasie wszyscy chcieli z nami rozmawiać i byliśmy lokalną atrakcją. Pojawiły się chinki znające angielski, i to właśnie dzięki nim rozmawialiśmy z innymi. Całą noc spędziliśmy na rozmowach i poznawaniu podróżnych.
Rano, zmęczeni i lekko skacowani, przyjechaliśmy do Xian (‘X’ po chińsku czytanie jest jako ‘Ś’, wymawia się więc Śi-an). Kolejny nocny pociąg do Pekinu był wieczorem, mieliśmy więc cały dzień na zobaczenie miasta. Co tu robić?
Ku naszemu zaskoczeniu poznane chinki znające angielski coś z sobą ustaliły i… postanowiły pokazać nam swoje miasto! Po całej nocy męczącej podróży jedna z chinek wzięła ich bagaże do domu, druga poszła z nami na lokalne śniadanie, gdzie normalnie jada przed zajęciami na uczelni. Chiny pełne są knajpek do których baliśmy się zaglądać, bo nie znaliśmy tamtejszych potraw i warunków sanitarnych. Pokazała nam gdzie warto iść i co zamawiać. Później druga również dołączyła do nas i tak zwiedziliśmy wieżę o której był wpis na hejto
Chińczycy to niesamowicie życzliwi i uczynni ludzie. Wiele razy nieznajomi pomagali nam w potrzebie. Dzięki tym randomowym dziewczyną zobaczyliśmy Xian i poznaliśmy lokalne kuchnie i atrakcje. Xian to miasto w którym odkopano terakotową armię, lecz nie starczyło nam już czasu na jej zobaczenie jej w miejscu wykopalisk. Dziewczyny były totalnie zmęczone ale bardzo chciały nas ugościć i pokazać nam wszystko. Dla nas był to 3 albo 4 tydzień podróży po Chinach i w końcu zeszliśmy z bezdroży i szlaków do terenów cywilizowanych. Ale to już temat na inną opowieść




Zaloguj się aby komentować
18+
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
#michauhobby
Jako modelaż nawąchałem się w życiu sporo butaprenu, lecz nic nie ma wjazdu jak płyn do przemywania areografu. Daje kopa. Faza wchodzi szybko. Dodatkowo, po dniu czyszczenia sprzętu w tych zapachach, pies mi się porzygał.
A co sobie malowałem?
1. Biały podkład
2. Zielony kolor.
3. Druga warstwa zielonego, ujednolicenie po problemach technicznych
4. Chipping effect
5. Biały jako podkład dla jasnego koloru
6. Pomarańczowy
7. Druga warstwa pomarańczowego
Chipping
8. Mat varnish
Model po nałożeniu 8 warstw farby wygląda ok. Brak zacieków, problemów, grubość tych warstw nadal nie przekracza nanometrów. To pierwszy model malowany areografem, chce więc uczyć się i kombinuje z różnymi technikami, farbami, mieszaniem itp. Zawsze chciałem na tym modelu zrobić chipping. Efekt? Sami oceńcie. Teraz czas na nałożenie rdzy i kurzu, więc jeszcze dużo przede mną a finalnie będzie na nim 10-14 warstw licząc z waschami i pigmentem.




@michal-g-1 Nie, nie - o coś takiego: https://zakupy.biedronka.pl/agent-max-agent-max-tluszcz-moc-odtluszczania-750-ml-0000000767.html
Czyściłem tym aerograf H&S i nie było nigdy problemów:)
Zaloguj się aby komentować